nowanagazecie
06.12.08, 18:54
Hej,
wklejam post, ktory wlasnie umiescilam w reakcji na tekst Lidii Ostalowskiej "Wiecej kolezanek, mniej kolesiow" na forum Wysokich Obcasow.
Bardzo sie ciesze, ze napisaliscie w Obcasach o 90 rocznicy praw wyborczych Polek. Ciesze sie takze, feminizm w Polsce jest, ze sa dzialaczki feministyczne, ciesze sie nawet z tego, ze powstala Partia Kobiet. Uwielbiam felietony prof. Srody w srodowej Wyborczej, zagladam czesto na portal Feminoteki i na strony Federy, odczuwam wielki szacunek i uznanie dla polskich feministek, ktore robia manify i wiele innych potrzebnych rzeczy.
Teraz wielkie ALE: z artykulu Lidii Ostalowskiej wynika, ze polityka zajmuja sie w Polsce tylko i wylacznie feministki mieszkajace w Warszawie. Artykul az ocieka warszawocentryzmem: pokazanych jest w nim 12 kobiet z Warszawy - i w charakterze listka figowego jedna jedyna kobieta z Bieszczad.
Teraz kilka pytan: Czyzby poza Warszawa nic sie w Polsce nie dzialo??? Dlaczego o zaangazowaniu feministek w polska polityke, trudnych relacjach z polityczkami prawicowymi wypowiadaja sie w artykule osoby, ktore wtedy chodzily jeszcze do szkoly i znaja te kwestie glownie z tekstow swoich kolezanek, ktore dzialaly wtedy na styku polityki i feminizmu??? Dlaczego nie mowia o tym osoby, ktore sie wtedy bezposrednio angazowaly w tzw. aktywizacje polityczna kobiet? Czyzby juz umarly albo nie mialy telefonow ani emaili? Czy pani Ostalowska nie slyszala nic o dzialaniach feministek z Poznania na rzecz zwiekszenia liczby kobiet w parlamencie? A o wielu inicjatywach lokalnych w tej samej sprawie, chocby we wspomnianym Poznaniu, Krakowie, Gdansku, Wroclawiu, Lublinie czy na Slasku??? Dlaczego po raz setny polski feminizm zostaje zredukowany do Warszawy i do znudzenia prezentuje sie nam wciaz te same twarze? Czy wy w Obcasach nie rozumiecie, ze Polska nie konczy sie na Warszawie? Czy nie stac was na telefon do Poznania czy Katowic i na przedstawienie opinii kogos innego niz wciaz te same warszawianki?
Zaprezentowanie w omawianym artykule 12 zaangazowanych w feminizm osob z Warszawy i tylko jednej z tzw. terenu to wielka slabosc tego tekstu. Zachecam pania Ostalowska do wysciubienia nosa poza stolice i kontaktu z innymi jeszcze feministkami niz te, ktore zna w Warszawie.
(PS. Nie, nie zazdroszcze nikomu zameldowania w stolicy. Nie, nie jetem zawistna, brzydka, zakompleksiona, sfrustrowana bez chlopa, bez baby, bez pracy, bez pieniedzy. Tak, wiem, ze moja proba wytlumaczenia tego co wyzej napisalam, zostanie odebrana jako zawistny atak i czepianie sie sfrustrowanej dzialaczki z prowincji.)