siegfriedswaelderin
10.01.09, 18:12
Być może było już o tym przy okazji tutejszych dyskusji o in vitro, ale
pozwalam sobie założyć oddzielny wątek.
Poniżej fragmenty artykułu z "Tygodnika Powszechnego":
tygodnik.onet.pl/32,0,16760,2,artykul.html
W sytuacji niepłodności prawo do posiadania potomstwa zderza się z innymi
prawami, a są to prawa samego dziecka, z jego prawem do życia i prawem do
poczęcia się w wyniku aktu zjednoczenia miłości rodziców. Teologia katolicka
głosi, że conceptio – w przypadku człowieka – jest nie tylko aktem
biologicznym, lecz stwórczym współdziałaniem Boga i rodziców w powoływaniu do
istnienia nowych istnień ludzkich. Człowiek może począć się w różny sposób,
także przez zastosowanie sztucznych form prokreacji. Jednakże pomimo ich
technicznej skuteczności Kościół uważa, że metody te nie są godne człowieka,
gdyż dokonują się poza aktem małżeńskim, in vitro, tzn. „w szkle”, i to w
wyniku czysto technicznej procedury medycznej.
(...)
Kościół wspiera te metody, które nie zastępują aktu seksualnego ani nie
pociągają za sobą procedury zamrażania embrionów. Są przecież takie techniki,
stosowane także w klinikach leczenia niepłodności. Np. metoda LTOT (Low Tubal
Ovum Transfer), którą można zastosować w przypadku niepłodności kobiety
spowodowanej zrostami lub uszkodzeniem jajowodów. Wówczas dojrzałą komórkę
jajową przenosi się za pomocą laparoskopu poza przeszkodę zrostową i umieszcza
w trąbce jajowodu. Następnie małżonkowie doprowadzają do zapłodnienia i
poczęcia nowego życia poprzez naturalny akt seksualny. Metoda ta jest
przykładem nie tyle sztucznego zapłodnienia, ile raczej tzw. wspomagania przy
poczęciu. Nie jest więc prawdą, że Kościół z góry potępia wszystkie metody
wspomaganej prokreacji.
Czyli stosunek - niemalże na stole operacyjnym - w celu zapłodnienia, kiedy
kobieta jest tuż po laparoskopii, jest "naturalnym aktem seksualnym", a nie
"techniczną procedurą medyczną"???