bene_gesserit
30.01.09, 10:56
Martyna Wojciechowska w wywiadzie dla 'Dziennika' o swojej wyprawie
na Antarktyde:
>>Na wieść o twojej wyprawie rozszalała się burza. Mówiono: jak ona
mogła zostawić dziecko na święta?
To był szok. Spodziewałam się, ze będę opowiadać o pięknie
wyjątkowego kontynentu, jakim jest Antarktyda, a zamiast tego
głównie odpieram zarzuty i odpowiadam na pytania, czy matka może
wyjechać i zostawić dziecko. Podobno jestem wyrodna matką. A co
oznaczają święta dla 8-miesięcznego dziecka? Nie mają znaczenia.
Lepiej zostawić 3-letnie dziecko, które już rozumie i tęskni, a
może 14-letnie dziecko, które zaczyna eksperymentować z seksem i –
nie daj Boże – narkotykami? Czy wtedy jest lepiej? Nie! Rozumiem,
że matka w ogóle powinna zrezygnować ze swojego życia i swoich
pasji?! Nikomu do głowy by nie przyszło, aby pytać Krzyśka
Wielickiego, Piotra Pustelnika i kilku innych wybitnych facetów,
którzy całe życie złazili na wyprawach, czy opuszczanie dzieci
czasami na wiele miesięcy jest w porządku i czy nie są czasem
wyrodnymi ojcami, o mężach nie wspomnę. Z jednej strony walczymy o
równouprawnienie, dyskutujemy o urlopach „macierzyńskich”, chcemy
mieć takie same pensje, a potem same sobie podcinamy skrzydła,
mówiąc: matka powinna siedzieć w domu i pilnować dziecka. Nie
dziwmy sie potem, że ktoś nie traktuje nas na równi, skoro my same
nie traktujemy tak siebie!<<
>>Masz wizerunek osoby, która długo w miejscu nie usiedzi, którą
ciągle coś gdzieś pcha. Chciałabym cię zapytać o sesję dla
Playboya. Zastanawiałam się, czemu się na to zdecydowałaś? Dlatego,
że to przygoda, kolejne nowe doświadczenie.
Są różne etapy w życiu. Kiedyś widziałam siebie w roli wampa.
Potrafiłam usiąść za kierownicą samochodu rajdowego z pełnym
makijażem i w obcisłym kombinezonie. Dziś stawiam na wygodę. Wtedy
chciałam zaistnieć na rynku medialnym, pokazać się od innej strony.
Chciałam udowodnić, że mimo stereotypowo męskich zajęć, takich jak
sporty motorowe, gdzieś tam, pod tym kombinezonem, jestem kobietą.
Ale było to też potrzebne mi samej jako kobiecie. Potrzebowałam,
być może oczami fotografa, spojrzeć na siebie trochę z zewnątrz i
może z próżności zaakceptować się, potwierdzić swoją kobiecość.
Teraz nie potrzebuję już niczego nikomu udowadniać. Dziś bym się na
tę sesję nie zdecydowała.<<
www.feminoteka.pl/news.php?readmore=4416