Martyna na Antarktydzie

30.01.09, 10:56
Martyna Wojciechowska w wywiadzie dla 'Dziennika' o swojej wyprawie
na Antarktyde:

>>Na wieść o twojej wyprawie rozszalała się burza. Mówiono: jak ona
mogła zostawić dziecko na święta?

To był szok. Spodziewałam się, ze będę opowiadać o pięknie
wyjątkowego kontynentu, jakim jest Antarktyda, a zamiast tego
głównie odpieram zarzuty i odpowiadam na pytania, czy matka może
wyjechać i zostawić dziecko. Podobno jestem wyrodna matką. A co
oznaczają święta dla 8-miesięcznego dziecka? Nie mają znaczenia.
Lepiej zostawić 3-letnie dziecko, które już rozumie i tęskni, a
może 14-letnie dziecko, które zaczyna eksperymentować z seksem i –
nie daj Boże – narkotykami? Czy wtedy jest lepiej? Nie! Rozumiem,
że matka w ogóle powinna zrezygnować ze swojego życia i swoich
pasji?! Nikomu do głowy by nie przyszło, aby pytać Krzyśka
Wielickiego, Piotra Pustelnika i kilku innych wybitnych facetów,
którzy całe życie złazili na wyprawach, czy opuszczanie dzieci
czasami na wiele miesięcy jest w porządku i czy nie są czasem
wyrodnymi ojcami, o mężach nie wspomnę. Z jednej strony walczymy o
równouprawnienie, dyskutujemy o urlopach „macierzyńskich”, chcemy
mieć takie same pensje, a potem same sobie podcinamy skrzydła,
mówiąc: matka powinna siedzieć w domu i pilnować dziecka. Nie
dziwmy sie potem, że ktoś nie traktuje nas na równi, skoro my same
nie traktujemy tak siebie!<<

>>Masz wizerunek osoby, która długo w miejscu nie usiedzi, którą
ciągle coś gdzieś pcha. Chciałabym cię zapytać o sesję dla
Playboya. Zastanawiałam się, czemu się na to zdecydowałaś? Dlatego,
że to przygoda, kolejne nowe doświadczenie.

Są różne etapy w życiu. Kiedyś widziałam siebie w roli wampa.
Potrafiłam usiąść za kierownicą samochodu rajdowego z pełnym
makijażem i w obcisłym kombinezonie. Dziś stawiam na wygodę. Wtedy
chciałam zaistnieć na rynku medialnym, pokazać się od innej strony.
Chciałam udowodnić, że mimo stereotypowo męskich zajęć, takich jak
sporty motorowe, gdzieś tam, pod tym kombinezonem, jestem kobietą.
Ale było to też potrzebne mi samej jako kobiecie. Potrzebowałam,
być może oczami fotografa, spojrzeć na siebie trochę z zewnątrz i
może z próżności zaakceptować się, potwierdzić swoją kobiecość.
Teraz nie potrzebuję już niczego nikomu udowadniać. Dziś bym się na
tę sesję nie zdecydowała.<<




www.feminoteka.pl/news.php?readmore=4416
    • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 11:02
      Zarabia na tym pieniądze, pewnie taż dla dziecka.
      Dzieci zawsze mają pretensje. Ja np. miałem do ojca pretensje, gdy folgował swoim przyjemnościom kosztem rodziny. Dziś sądzę, że może miał prawo, ale pretensje dalej mam.
      Feministki muszą przyjąć do wiadomości, że jeśli mają dzieci, to przed nimi odpowiadają. I zawsze jest to subiektywna ocena.
      • saszenka2 Re: Martyna na Antarktydzie 01.02.09, 23:13
        Gdy oglądałam relacje ze zdobywania szczytu, było dla mnie rzeczą
        oczywistą, że zaraz podniosą się głosy świętego oburzenia, bo nie
        dość, że matka ma jakieś własne pragnienia, marzenia, z których nie
        rezygnuje, to jeszcze zostawiła kilkumiesięczne dziecko, no i na
        domiar złego nie świętuje Bożego Narodzenia jak papież przykazał.
        Tj. siedząc przy stole i zajadąc się karpiem aż do sygnału, iż
        doszło do przejedzenia, w kościele na pasterce. I nie pomyliłam się.
        Głosy świętego oburzenia już się pojawiły.
    • 21.gazeta.pl Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 11:04
      Niestety jeśli chodzi o Polki-to tak jest. Niby gadamy, że chcemy
      równości, związków partnerskich, takich samych praw jak faceci,
      chcemy same za siebie decydować, krzyczymy "nic o nas bez nas", ale
      wystarczy, że któraś wprowadza to w życie-to się jej dostaje-a juz
      najbardziej od kobiet.Przykre to.
      • bene_gesserit Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 11:09
        No tak, ale przeciez to nie te same kobiety chca wolnosci i krzycza
        na te, ktore sobie wolnosc organizuja. Nie ma siostrzenstwa - sa
        te, ktore sobie daja prawo i te, ktore sobie prawa nie daja. I to
        wlasnie one sie wkurzaja.
        • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 11:12
          A po co kumu siostrzeństwo? Siostry najczęściej się nienawidzą. Większość kobiet woli mieć brata ;)
          • figgin1 Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 14:18
            niedo-wiarek napisał:
            Większość kobie
            > t woli mieć brata ;)

            Kocham moją siostrę i nie zamieniłabym jej na stu braci. Chociaż jakieś 10 lat
            temu faktycznie darłyśmy koty...
    • bertrada Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 12:37
      A nikt nie pomyślał o tym, że dziecko Martyny jest pod opieką babć, dziadków i
      taty, z którymi zapewne jest tak samo a może i bardziej zżyte niż z matką? W tym
      wypadku trudno mówić o jakimkolwiek porzuceniu, czy zaniedbaniu. W końcu dawniej
      rodziny wielodzietne i wielopokoleniowe były na porządku dziennym. Młode osoby,
      w okresie rozrodczym najczęściej były jedynymi żywicielami takich rodzin, więc z
      konieczności dzieci zostawały pod opieką seniorów, starszego rodzeństwa albo
      młodych wujków i cioć a rodzice zajmowali się innymi obowiązkami, np pracą w
      polu. I nikomu krzywda się nie działa. Według psychologów i socjologów taki
      model rodziny jest najzdrowszy dla rozwoju człowieka.

      Poza tym matka, tak samo jak i ojciec to 3w1, czyli sponsor, opiekun i
      reproduktor. Nikt nigdy nie mówił, że trzeba się sprawdzić we wszystkich tych
      rzeczach na raz i że wszystkie te role muszą przynależeć do jednej osoby.
      Deficyt w jednej dziedzinie można spokojnie zrekompensować nadwyżką w innej. ;))
      • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 13:05
        bertrada napisała:

        > Deficyt w jednej dziedzinie można spokojnie zrekompensować nadwyżką w innej. ;)

        Jasne, facet może opiekować się dzieckiem,. Tyle że jak przychodzi co do czego, to zawsze jakoś kończy się jak w "Sprawie Kramerów". A wyrok wydaje najczęściej kobieta.
        • bertrada Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 13:18
          Według prawa, nawet amerykańskiego, dziecko pozostaje pod opieką tego rodzica,
          który się nim opiekuje. Natomiast drugi rodzic musi płacić alimenty i ma prawo
          do spotkań. Tak było w innym amerykańskim filmidle, w którym to matka musiała
          wyprowadzić się z domu i płacić alimenty. ;P

          Po prostu tak jest, że jak ktoś decyduje się na rezygnację z jednej z
          rodzicielskich ról, to musi ponosić tego konsekwencje. Jak ktoś decyduje się być
          tylko i wyłącznie sponsorem, no to potem nie powinien się dziwić, że dzieci
          traktują go jak skarbonkę, do której przychodzi się tylko po pieniądze i nic
          poza tym.
          Ale z której strony na to nie patrzeć, jest to dość ważna rola i bardzo ceniona
          przez dzieci. W końcu fajnie jest mieć nadzianego sławnego rodzica, który jest w
          stanie zaspokoić wszelkie kaprysy potomka. Dzieci znanych osób oczywiście
          podkreślają to, że nie mieli z rodzicami żadnego kontaktu, że w zasadzie to
          zżyci są z dziadkami albo opiekunką, ale też żadne z nich nie zmienia nazwiska i
          nie zrzeka się spadku. Co więcej, bardzo chętnie lansują się tymi sławnymi
          rodzicami i korzystają z ich sławy.
          • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 13:29
            Zamień się z mężczyzną na miejsca, ożeń się i spróbuj nie być sponsorem.
          • des4 Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 13:30
            i co z tego ze są babcie, ciocie itd...a dlaczego dziecko nie jest z
            matką tylko z nimi??? czyżby Martyna miala przymus jazdy na
            Antarktydę??? dlaczego zostawiła malutkie dziecko wtedy kiedy ono
            potrzebuje wlaśnie matki a nie iopiekunek zastepczych??? czy to
            problem odpuścić sobie karierę i tzw, samorealizację na rok czy dwa
            i pojechać kiedy dzieciak bedzie juz starszy???
            • bene_gesserit Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 13:31
              A. A to nie wiedzialam, ze Wojciechowska urodzila przy pomocy
              niepokalanego poczecia i dziecko nie ma taty. A to ci dopiero.
            • casper_ Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 13:40
              > dlaczego zostawiła malutkie dziecko wtedy kiedy ono
              > potrzebuje wlaśnie matki a nie iopiekunek zastepczych??? czy to
              > problem odpuścić sobie karierę i tzw, samorealizację

              Pojechała BO CHCIAŁA. Na szczęście każdy ma prawo decydować o sobie.
              Kto chce niech siedzi z dziećmi albo jeździ po świecie byle przy tym
              odczepił się od innych ze swoimi moralizatorskimi radami.
            • bertrada Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 13:55
              Ale dziecko dopóki nie dorośnie będzie potrzebowało matki. A dokładnie, będzie
              potrzebowało jakiejkolwiek bliskiej mu osoby, która będzie do jego dyspozycji
              24h/dobę. Nie musi to być biologiczna matka, może to być ojciec, babcia,
              dziadek, ciocia, wujek, czy wynajęta opiekunka. Ważne, żeby to cały czas była ta
              sama osoba i była ona cały czas do dyspozycji dziecka, bo tylko to daje mu
              poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, które są niezbędne do prawidłowego rozwoju.
              I w momencie jak ktoś zdaje sobie sprawę, że nie ma predyspozycji
              psychofizycznych do bycia opiekunem, to przyzwoitość nakazuje jak najwcześniej
              wycofać się z roli opiekuna i pozwolić ją przejąć osobie bardziej kompetentnej.
              A jak już rezygnujemy z roli opiekuna, to ta sama przyzwoitość nakazuje dobrze
              wypełniać pozostałe role, np rolę sponsora.
              Po prostu chodzi o to, że dziecko to nie jest zabawka. Jak już przywiąże się do
              matki, to bez względu na to, ile będzie miało lat, mocno przeżyje rozłąkę, więc
              jak ktoś przewiduje, że nie będzie w stanie poświęcić się opiece nad dzieckiem,
              to im wcześniej z tego zrezygnuje tym lepiej. Dla dziecka oczywiście.
              • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 14:01
                bertrada napisała:

                > Po prostu chodzi o to, że dziecko to nie jest zabawka.

                Właśnie.
              • bene_gesserit Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 14:06
                Po prostu chodzi o to, ze dziecko ma rowniez tate. Taty sie z
                realizacji zachcianek typu wyprawa na osmiotysiecznik nie rozlicza.
                Nikt nie pyta alpinisty 'jak panu udaje sie godzic takie hobby z
                zyciem rodzinnym?', nikt nie obrzuca go blotem na forach
                internetowych, ze zlym ojcem jest, ze w ogole nie powinien
                decydowac sie na dziecko, skoro lubi odlegle wyprawy itd.

                Kobiete natomiast - tak.
                • bertrada Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 15:01
                  Bo stereotypowo nikt nie oczekuje od mężczyzn bycia rodzinnymi. Większość
                  facetów zostaje ojcami przez przypadek i biologia nie zmusza ich do ponoszenia
                  tego konsekwencji. To nie oni zachodzą w ciążę, nie oni muszą rodzić i w końcu
                  to nie oni zostają z niemowlakiem przy piersi na łasce i niełasce otoczenia.
                  Więc idąc tym tropem myślenia, kobieta która rodzi dziecko, musi mieć większą
                  świadomość konsekwencji, więc rodzi je świadomie, zwłaszcza że ma dostęp do
                  antykoncepcji, aborcji i adopcji. No i jak urodzi i oddaje w obce ręce, to jest
                  to źle postrzegane. Bo w takim razie po jaką cholerę jej to dziecko, skoro i tak
                  nie ma zamiaru się nim opiekować. Chciała mieć niemowlakozabawkę, polansować się
                  w prasie czy nie wiadomo co jeszcze?
                  Natomiast w przypadku mężczyzn nie ma tego typu rozważań. "Wszyscy wiedzą", że
                  jak facet jest ojcem to najczęściej nie z własnej woli a jak już jest, to musi
                  zarabiać. I to wszystko.
                  • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 15:08
                    bertrada napisała:

                    "Wszyscy wiedzą", że
                    > jak facet jest ojcem to najczęściej nie z własnej woli a jak już jest, to musi
                    > zarabiać. I to wszystko.

                    Bo tak najczęściej właśnie jest. Z wyjątkiem fanatyków religijnych i dziadków, którym trafiły się młode żony. Młodzi faceci z reguły dzieci mieć nie chcą.
                    • nekomimimode Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 15:31
                      pierwsze słyszę. zazwyczaj chcą bardziej niż ja
                    • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 09:37
                      >Młodzi faceci z reguły dzieci mieć nie chcą.


                      To tak samo jak młode kobiety, ale im się na okrągło wmawia, ze
                      MUSZA chcieć, nawet jesli nie chcą.
                      Zakaz aborcji przy drogiej antykoncepcji to najlepszy tego dowód.
                      Wsród kobiet, te, którym odbija na punkcie niemowląt między 20 a 30
                      rokiem zycia to moze, w porywach, przy gigantycznie dobrym wietrze
                      30%. Mnóstwo dzieci, które rodzą się w tym czasie to najzwyklejsze
                      wpady.
                      A wczesniej - a wczesniej no cóz, kobiety tez nie dostawałay zawsze
                      orgazmu na widok dziecka, ale nie było antykoncepcji. Sądze, ze z
                      duzym pradopodobieństwem mozna przyjąć, ze zarówno młode kobiety,
                      jak i młodzi męzczyzni nie przepadaja za swoimi dziecmi, tyle
                      tylko, z eu kobiet chec posiadanai dziecka obecnie pojawia sie około
                      30 stki, a u facetów najchętniej pojawiłaby sie około 40stki, co
                      jest głupie z punktu widzenia natury. 60 letni ojciec 20 latka?
                      • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 09:44
                        iluminacja256 napisał:

                        > 60 letni ojciec 20 latka?

                        Nie widzę problemu. Lepszy taki niż jakiś Kazio, który wyjedzie do Londynu i się zakocha ;)
                        • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 09:54
                          Ty nie widzisz, ale ja widze .
                          Dzisiaj dystans pokoleniowy jest bardzo duzy - wystarczyło w sumie
                          15 lat, a nikt już nie moze sobie wyobrazić , ze 15 lat temu
                          komputer, internet i komórka to były lusksusy dla nielicznych.

                          20 latek nie pogada z 60 letnim ojcem o dziewczynach, samochodach i
                          najnowszej technic e, bo jest juz z innego swiata. I nie ma sensu
                          udowadniac, ze jest inaczej - mentalnie nie starzeje sie i nadąza za
                          tym co najnowsze moze z 20% społeczenstwa, zwłaszcza w tym
                          wieku.Kiedyś na swiecie liczyła się mądrosc starosci, teraz liczy
                          sie siła przebicia i innowacyjnosc młodosci

                          A co do Kazia - to jest to chyba najlepszy przypadek na pokazanie
                          kołtunstwa polskiej prawicy. Przez całe premierowanie bredził o
                          zaletach duzej rodziny, blokował wychowanei seksualne w szkole,
                          jojczył o wartosciach, a jak tylko ruszył tylek za opłotki, woda
                          sodowa w rozporku zagrała i wiek sredni przypomniał o swoich
                          prawach..
                          Nie mam nic do tego, ze sie rozwodzi, wielu ludzi sie rozwodzi, ale
                          mam ogromny wstręt do tego, ze rozwodzi sie, przedtem majac gębę
                          pełną frazesów Bogo-ojczyżnianych. Tak samo było z Dornem i
                          Gosiewskim.
                          • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:09
                            iluminacja256 napisał:

                            > Dzisiaj dystans pokoleniowy jest bardzo duzy - wystarczyło w sumie
                            > 15 lat, a nikt już nie moze sobie wyobrazić , ze 15 lat temu
                            > komputer, internet i komórka to były lusksusy dla nielicznych.

                            Więc w sumie wszystko jedno, czy facio ma lat 45 czy 60. I tak jest z innej planety. Taki sześćdziesięciolatek przynajmniej zdążył sobie uświadomić, że młody nie jest i ma więcej pokory. Zresztą to częsty obrazek - wnuczek lepiej dogaduje się z dziadkiem niż z ojcem.
                            • kocia_noga Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:11
                              niedo-wiarek napisał:

                              . Zresztą to częsty obrazek - wnuczek lepiej dogaduj
                              > e się z dziadkiem niż z ojcem.

                              To prawda, ale chyba wynika z czego innego.
                              • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:15
                                kocia_noga napisała:


                                > To prawda, ale chyba wynika z czego innego.

                                Mówi się rzeczywiście, że to kwestia odpowiedzialności, której dziadek już nie ma. Ale moim zdaniem wynika to również z innych przyczyn. Widać to np. w przypadku rozsądnych starszych szefów, którzy uświadamiają sobie, że w kwestii innowacyjności powinni zdać się na młodych. Szef w średnim wieku wciąż myśli, że sam jest niezwykle innowacyjny (mam 43 lata, a wyglądam na 34 ;)
                                • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:20
                                  Szef w srednim wieku to jest najgorsze co moze być :)

                                  miałm dwóch takich i powiem jedno - koszmar, nieustające
                                  udowandnianie sobie i innym na kazdym kroku męskosci, doskonałosci,
                                  przywództwa w stadzie i kompletny brak umiejętnowci pracy w zespole
                                  jako przywódcy - despotyzm. Nikogo nie słucham, wszyscy jesteście
                                  głupi i nic nie wiecie

                                  Wolałabym już szefową alkoholiczkę niż kolejny raz taki eksponat. To
                                  jakis chory wiek to 40-50 u facetów szefów:)
                                  • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:25
                                    iluminacja256 napisał:


                                    > Wolałabym już szefową alkoholiczkę niż kolejny raz taki eksponat. To
                                    > jakis chory wiek to 40-50 u facetów szefów:)

                                    To popróbuj z alkoholiczką w wieku 40-50 lat. Mocne wrażenia gwarantowane ;)
                                    • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:34
                                      Miałam przyjemnosc

                                      Przepracowałam 4 miesiące.

                                      Ona przynajmniej za kazdym razem za swój wyskok przepraszała i był
                                      jakiś tydzień spokoju, szef natomaist nie przeprosił nigdy za nic,
                                      za to pruł się , pewien , ze to jego trzeba przepraszać.
                                      • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:38
                                        No fakt, alkoholiczka bywa czasem przyjemniejsza od trzeźwej ;)
                                        • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:48
                                          Eee, po prostu tak samo niewielu ludzi nadaje się na szefów i jest
                                          dobrymi szefami, jak niewielu nadaje się na rodziców i jest dobrymi
                                          rodzicami. Problem w tym, z e i dziecko i firmę moze mieć kazdy....
                            • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:16
                              >Zresztą to częsty obrazek - wnuczek lepiej dogaduje
                              > e się z dziadkiem niż z ojcem.


                              Obawiam się, ze to nie wynika z wieku, ale z ilosci czasu i
                              perspektywy.

                              Dziadek jest już zazwyczaj na emeryturze, albo się ku niej zbliza,
                              ma wiecej czasu, spokoju i cierpliwosci dla wnuka niż ojciec, który
                              pracuje, zzera go stres i nie ma go ciągle domu, a jak jest to ma
                              mało czasu.
                              • kocia_noga Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:23
                                iluminacja256 napisał:

                                a jak jest to ma
                                > mało czasu.


                                Ma za to ambicje dotyczące dziecka, uważa je za jakiegoś
                                reprezentanta swoich niespełnionych, albo kontynuatora spełnionych
                                dążeń itp, więc jest wymagający albo przynajmniej spodziewający się
                                mniej lub bardziej wyraźnie sukcesów. dziadek często ma to już za
                                sobą i łatwiej mu podążać za człowiekiem niż ciągnąć go na siłę.Poza
                                tym dziadek ceni kontakty z kimś twórczym , żywym, bezpośrednim -
                                rówieśnicy sa pzrewidywalni do bólu...
                                • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:37
                                  To tez prawda. Widze to po moim bracie - kupuje dla pasierba
                                  kolejki, którymi sam sie własciwie bawi, bo kolekcja jest już taka,
                                  z e młody wreszcie przyznał - on się boi wziać cokolwiek do reki,
                                  zeby go nie zamordowano:)
                          • saszenka2 Re: Martyna na Antarktydzie 01.02.09, 23:28
                            A co do Kazia - to jest to chyba najlepszy przypadek na pokazanie
                            kołtunstwa polskiej prawicy. Przez całe premierowanie bredził o
                            zaletach duzej rodziny, blokował wychowanei seksualne w szkole,
                            jojczył o wartosciach, a jak tylko ruszył tylek za opłotki, woda
                            sodowa w rozporku zagrała i wiek sredni przypomniał o swoich
                            prawach..
                            Nie mam nic do tego, ze sie rozwodzi, wielu ludzi sie rozwodzi, ale
                            mam ogromny wstręt do tego, ze rozwodzi sie, przedtem majac gębę
                            pełną frazesów Bogo-ojczyżnianych. Tak samo było z Dornem i
                            Gosiewskim.


                            Mam takie same refleksje. Niewiele by mnie obeszła wiadomość o jego
                            rozwodzie, gdyby wcześniej nie chciał uchodzić za świętego i nie
                            chciał do swojej jedynie słusznej religii dopasowywać
                            rzeczywistości. Ze wszystkich Polaków pragnął uczynić bogobojnych
                            katolików, piękne frazesy na ustach miał, do czasu. Teraz się
                            rozwodzi i religia jakoś mu w tym nie przeszkadza. Gdzie się
                            podziały Kaziowe mądrości i ideały? Odpłynęły z pierwszym większym
                            podnieceniem na widok młodszej kobiety? Nie interesowałoby mnie to,
                            z kim sypia, gdyby nie chciał uchodzić za takiego świętoszka, ale
                            ponieważ sam zafundował nam taki obraz swojej osoby, zatem patrzę na
                            jego postępowanie poprzez pryzmat wcześniejszych deklaracji...
                • easz Re: Martyna na Antarktydzie 01.02.09, 23:35
                  bene_gesserit napisała:

                  > Po prostu chodzi o to, ze dziecko ma rowniez tate. Taty sie z
                  > realizacji zachcianek typu wyprawa na osmiotysiecznik nie
                  rozlicza.
                  > Nikt nie pyta alpinisty 'jak panu udaje sie godzic takie hobby z
                  > zyciem rodzinnym?', nikt nie obrzuca go blotem na forach
                  > internetowych, ze zlym ojcem jest, ze w ogole nie powinien
                  > decydowac sie na dziecko, skoro lubi odlegle wyprawy itd.
                  >
                  > Kobiete natomiast - tak.

                  Tak, ale coś mi się zdaje, że jakby Saleta nie dał nerki, to by go
                  też podsumowali. Takie stereotypy - matka cyca, tata nerkę. Tylko że
                  jak on dał nerkę, to został bohaterem narodowym - rozumiem, że jakby
                  Martyna dała przykładnie cyca, to też by została?? Ta dziewczyna w
                  wątku z Forum Tv nie potwierdza tego...
            • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 15:08
              >co z tego ze są babcie, ciocie itd...a dlaczego dziecko nie jest z
              > matką tylko z nimi??? dlaczego zostawiła malutkie dziecko wtedy
              kiedy ono
              > potrzebuje wlaśnie matki a nie iopiekunek zastepczych???

              Dlatego, z e tak było ZAWSZE. Gdbyby matka od urodzenia do
              nastolatkowatosci była zawsze potrzebna, niezastapiona i jedyna na
              kazdym kroku, to miałaby torbę, jak kangurzyca i tam by to dziecko
              siedziało. Niemowleciu wszystko jedno, kto sie nim opiekuje, wazne,
              zeby to była ta sama , albo dwie te same osoby, bo kojarzy zapach,
              juz dla 3 latka rozstanie z matką moze byc wieszym problemem.

              Jak sie czyta takie głupoty to ręce opadaja, wynika z tego, ze jak
              kobieta wjdzie z domu po zakupy i zostawi dzieciaka z babką to juz
              jest wyrodna- dzizas, dzieciństwo chyba wymyslono na nowo w XXI
              wieku .
              • 3.14-czy-klak Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 15:46
                a szympansice nie mają toreb? i nie jeżdżą na antarktydę , tak je
                natura zaprogramowała, a na naturę nie ma mocnych
                • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 19:40
                  Szympansy i szympansice natura zaprogramowała też tak, ze zyją tylko
                  w srodkowym pasie Afryki i budują domy na drzewach oraz zyja na
                  drzewach, wiec jakby małe na poczatku swoejgo istnienia nie trzymały
                  sie futra matki, to coś by je na dole po prostu zezarło.
                  Nie zauwazyłam, aby samice człowieka zyły na dachach i biegały po
                  drzewach i słupach, wiec musiały miec dziecko przy sobie non stop.
                  • bertrada Re: Martyna na Antarktydzie 30.01.09, 19:58
                    Poza tym nie bez powodu istnieje coś takiego jak starość. Tylko ludzie mają coś
                    takiego jak menopauza i tylko ludzie zawiązują rodzinne więzy, które trwają całe
                    życie. Jakby matka była zaprogramowana do całkowicie samodzielnej opieki nad
                    dziećmi to natura nie stworzyłaby czegoś takiego jak ojciec, babcie i
                    dziadkowie, ciotki i wujkowie itp. Szympansy tego nie mają. Młode osiąga wiek
                    dojrzały i dostaje kopa od matki, która już nie interesuje się ani nim ani tym
                    bardziej jego młodymi. Podobnie samce nie interesują się swoim potomstwem i nie
                    zawiązują trwałych więzi z samicami. Kopulacja i każde idzie w swoją stronę.
              • easz Re: Martyna na Antarktydzie 01.02.09, 23:31
                iluminacja256 napisał:

                > Niemowleciu wszystko jedno, kto sie nim opiekuje, wazne,
                > zeby to była ta sama , albo dwie te same osoby, bo kojarzy zapach,
                > juz dla 3 latka rozstanie z matką moze byc wieszym problemem.

                Zwłaszcza że Martyna o tym właśnie mówiła - taki maluch w beciku
                tylko śpi, je i kupka, a dla niej to może była ostatnia okazja,
                kiedy mogła sobie pozwolić na taką wyprawę, bo następna... za 18
                lat;) Inna sprawa, że się aż MUSIAŁA tłumaczyć publicznie, no ale aż
                tak mnie to jakoś nie dziwi... Tu za to znalazłam inny kwiatek,
                zobaczcie, dziewczyna w tym poście też się do tej sprawy odnosi, a
                jakie ona ma doświadczenia -

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14&w=89982347
            • saszenka2 Re: Martyna na Antarktydzie 01.02.09, 23:19
              des4 napisał:

              > i co z tego ze są babcie, ciocie itd...a dlaczego dziecko nie jest
              z
              > matką tylko z nimi??? czyżby Martyna miala przymus jazdy na
              > Antarktydę??? dlaczego zostawiła malutkie dziecko wtedy kiedy ono
              > potrzebuje wlaśnie matki a nie iopiekunek zastepczych??? czy to
              > problem odpuścić sobie karierę i tzw, samorealizację na rok czy
              dwa
              > i pojechać kiedy dzieciak bedzie juz starszy???

              Ona to świetnie ujęła. Pojechała teraz, bo teraz dziecko nie odczuwa
              atmosfery świąt. Będzie starsze, to będzie dla niego większa strata,
              że nie ma przy nim mamy. A poza tym, dlaczego tylko od kobiet
              wymagamy siedzenia w domu z dzieckiem? Tatusia dziecko już nie
              potrzebuje, z nim więzi budować nie musi? Dziecko zostało z nim, to
              taki sam rodzic. Krzywda mu się nie działa...
    • margot_may Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 01:34
      Ona mówiła jeszcze, że była bardzo samotna na tej wyprawie, żaden facet się do
      niej nie odzywał prócz jednego Austriaka. Przypomniało mi to wyprawę Wandy
      Rutkiewicz, która wchodziła na Mont Everest z podobną presją-wystawiona na lęki
      kolegów pt "baba wejdzie a ja nie?" i związane z tym niegrzeczne zachowania.
      • bertrada Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 01:44
        Bo mężczyźni mają specyficzną mentalność, a to jest jej kwintesencja:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=90643595
        • bene_gesserit Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 01:52
          Kompletnie sie nie zgadzam. Valdi to nie kwintesencja, a zwykly
          swir.
          • bertrada Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 01:54
            Ale na FM jest ich cała masa. ;D
            • bene_gesserit Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 02:03
              Ale Valdi jest najjedynszy, jest jak wzorzec metra a zarazem
              niedoscigniony wzor.
              • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 09:25
                Trudno jednak zaprzeczyć, ża akurat w tym przypadku ma sporo racji :)
                • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 09:46
                  Sugeruję mówić tak swojej córce. Od jakiegoś 3 roku zycia. Zobaczysz
                  kogo wychowasz.
                  • niedo-wiarek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 09:49
                    iluminacja256 napisał:

                    > Sugeruję mówić tak swojej córce. Od jakiegoś 3 roku zycia. Zobaczysz
                    > kogo wychowasz.

                    Pewnie kolejną wiadźmę. Ale w tym przypadku to nieistotne, bo chodzi tylko o to, żeby była dobra dla tatusia ;)
                    • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 09:59
                      Nie, absolutnie nie wychowałbys wiedzmy, tym bardziej kolejnej -
                      cokolwiek by to miało znaczyć . Dzieciak to biała karta.
                      Wychowałabyś dziewczynę, która nienawidzi siebie samej i nienawidzi
                      swojej płci, a przy tym taką która ma zerowe poczucie własnej
                      wartosci i wie, ze czego by nei zrobiła, jest zawsze nikim. Idealny
                      produkt dla męzczyzny, który jest damskim bokserem.
                • kocia_noga Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:05
                  niedo-wiarek napisał:

                  > Trudno jednak zaprzeczyć, ża akurat w tym przypadku ma sporo
                  racji :)

                  ??? Waldi chce przywilejów i wdzięczności od kobiet za dokonania z
                  których korzystają kobiety zrobione bez związku z naszą zgodą,
                  potrzebą, umową, pomijając te dokonania zrobione bez naszej, kobiet
                  zgody, wiedzy itd którymi nie warto się chwalić.
                  Gdyby zastosować myślenie waldzia i cofnąć dokonania kobiet -
                  ludzkośc zniknęłaby w jednej chwili.
                  Nie prosiłyśmy się ani o0 komórki, ani o komory gazowe, a także nikt
                  z nami nie negocjował w sprawie - co za to.
                  • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:24
                    Nie sądze, zeby Waldiego cokolwiek łaczyło z konstruktorem komórki ,
                    czy z wynlazacą cyklonu B, oprócz penisa miedyz nogami, no więc nie
                    wiem na jakie pokrewieństwo i wspolnote wynalazców się powpłuje:)))))

                    Równei dobrze Żydzi mogliby twierdzić, ze są wynalzacami cyklonu, bo
                    de facto jego prototyp stworzył niemiecki Żyd.
      • rozczochrany_jelonek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 08:06
        > Ona mówiła jeszcze, że była bardzo samotna na tej wyprawie, żaden facet się do
        > niej nie odzywał prócz jednego Austriaka.

        jeżeli chciała poplotkować to powinna chyba zostać w domu , nie uważasz ? ;)

        Przypomniało mi to wyprawę Wandy
        > Rutkiewicz, która wchodziła na Mont Everest z podobną presją-wystawiona na lęki
        > kolegów pt "baba wejdzie a ja nie?" i związane z tym niegrzeczne zachowania.

        i jak się Wanda zachowała, cieszyła się z tego że pokonała nie tylko górę ? :)
        • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:03
          >Miała plotkować z niemowlęciem o Antarktydzie?
          • rozczochrany_jelonek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 14:19
            może po feriach zimowych pani będzie tłumaczyć co to metafora :)
            • iluminacja256 Re: Martyna na Antarktydzie 02.02.09, 11:57
              Rozmawiać a plotkować to nie są synonimy, wiec to nie była metafora,
              przykro mi.
    • rozczochrany_jelonek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 07:46
      Martynie coś się pomyliło, przecież została potraktowana jak mężczyzna:)
      Trzeba jeszcze resztę kobiet potraktować na równi z mężczyznami i zorganizować
      akcję 'powrót mamy' :)
      • kocia_noga Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 10:10
        Tobie się pomyliło.Mężczyzna - jedyny wśród kobiet wyprawiających
        się dokądkolwiek, byłby wspomaganym rodzynkiem, zadbano by o jego
        komfort psychiczny, tak ważny w trudnych warunkach, bo stres nieraz
        już prowadził do błędów skutkujących utratą życia.
        Kopanie jedynej kobiety wśród mężczyzn,ze strachu przed utratą
        legendy (patrz waldi) to nie tylko chamstwo ale całkiem konkretna
        podłość.
        • rozczochrany_jelonek Re: Martyna na Antarktydzie 31.01.09, 14:17
          > Mężczyzna - jedyny wśród kobiet wyprawiających
          > się dokądkolwiek, byłby wspomaganym rodzynkiem

          skąd takie przekonanie ? wyjaśnij :)

          > Kopanie jedynej kobiety wśród mężczyzn,

          chyba sobie co nieco dorobiłaś, Martyna o takich rzeczach nie wspomina w
          wywiadzie :)
      • margot_may Re: Martyna na Antarktydzie 02.02.09, 00:57
        > Martynie coś się pomyliło, przecież została potraktowana jak mężczyzna:)
        > Trzeba jeszcze resztę kobiet potraktować na równi z mężczyznami i zorganizować
        > akcję 'powrót mamy' :)

        Wiesz, raczej nie. Ona się wyraziła dosłownie: "żaden nie podał mi ręki,
        prócz...", z czego można wywnioskować, że nie chodziło o zwykłą niechęć do
        ploteczek, czy w ogóle rozmów.
        • rozczochrany_jelonek Re: Martyna na Antarktydzie 07.02.09, 09:11
          > Wiesz, raczej nie. Ona się wyraziła dosłownie: "żaden nie podał mi ręki,
          > prócz...",

          z czego można wywnioskować że musiała zachowywać się bardzo nieelegancko w
          stosunku do tych mężczyzn - skoro tak ją potraktowali.
    • alinka_li Re: Martyna na Antarktydzie 02.02.09, 13:26
      Witam wszystkich na forum:) Podczytuję was czasami, a dziś pierwszy raz się
      odzywam:)
      Temat wyprawy Martyny na Antarktydę budzi we mnie mieszane uczucia. Samą Martynę
      bardzo cenię, super babka, podziwiam szczerze, zawsze byłam bardzo dumna z jej
      osiągnięć jako kobieta:) Tak trochę wyręczała mnie i inne panie w udowadnianiu
      światu, że jak chcemy to możemy osiągnąć wszystko, tylko trzeba chcieć.
      O sobie tylko napomknę, że jestem w swoim środowisku postrzegana jako
      zdeklarowana feministka, ja natomiast siebie uważam za feministkę raczkująca
      raczej, a może umiarkowaną? Mniejsza o to.
      Wracając do Martyny- w tym przypadku myślę, że wykazała się niestety
      nieodpowiedzialnością. Powołując na świat dziecko, czyli istotę całkowicie od
      nas zależną, nie mamy prawa narażać się świadomie na utratę życia i tym samym
      osierocenie potomka. Dziecko na świat się nie prosiło. Oczywiście to dotyczy
      obojga rodziców.
      Nie przemawia do mnie argument, że człowiek ma prawo się realizować, żyć tak,
      ja ma ochotę, nie zwracając uwagi na innych. Jeśli jesteś bezdzietnym singlem,
      ok, nic nikomu do tego, jak żyjesz.
      Inaczej, gdy pojawia się miłość i chcemy z kimś związać się na dłużej, mam tu
      na myśli na razie relacje między dorosłymi. Związek dwojga ludzi jest rodzajem
      umowy, najczęściej życie się zmienia, wymaga od nas kompromisów. Z czegoś musimy
      zrezygnować, coś innego zyskujemy. I niekoniecznie jest to utrata wolności na
      rzecz uzyskania poczucia bezpieczeństwa:) Jak się dwoje dorosłych umówi, tak mają.
      Gdy pojawi się dziecko, już na starcie jest na straconej pozycji, musi
      dostosować się do z góry narzuconych reguł. Trzeba chociaż przez chwilę
      zastanowić się, czego dziecko od nas potrzebuje, chociaż nie zawsze jest to dla
      nas wygodne. A podstawowa potrzeba dziecka to nasza obecność (między innymi
      oczywiście). Nie dziadków, cioć czy wujków. Oni mają swoje zobowiązania, pasje,
      dzieci.
      Ewentualnym atakującym przypomnę, że mówię o rodzicach, nie tylko o matce.
      Dodam tylko jeszcze, że nie przemawia do mnie w tym przypadku argument:
      mężczyzn- odkrywców, globtroterów w analogicznej sytuacji nikt nie potępia.
      Owszem, ja często zastanawiam się, dlaczego ludzie z taka pasją decydują się na
      dzieci, uważam, że to po prostu jest nie fair. a to że nikt nie potępia, to nie
      znaczy że jest to dobre, po prostu nikogo to nie dziwi. My kobiety nie musimy
      koniecznie robić to samo co mężczyźni, bez refleksji. Nie popełniajmy ich błędów.
      • margot_may Re: Martyna na Antarktydzie 02.02.09, 13:53
        Z twoich słów wynika, ze każdy rodzic jest nieodpowiedzialny jeśli tylko nie
        zamyka się w sejfie.

        > znaczy że jest to dobre, po prostu nikogo to nie dziwi. My kobiety nie musimy
        > koniecznie robić to samo co mężczyźni, bez refleksji. Nie popełniajmy ich błędó
        > w.

        A to mam nadzieję był żart.
        • alinka_li Re: Martyna na Antarktydzie 02.02.09, 15:24
          Zamknięcie się w sejfie byłoby skrajną nieodpowiedzialnością:)
          "...nie mamy prawa narażać się świadomie na utratę życia..." i dokładnie to
          miałam na myśli.
          A co do cytatu- być może coś źle sformułowałam, możesz przybliżyć dlaczego
          odebrałaś to jako żart? Serio pytam
          • kocia_noga Re: Martyna na Antarktydzie 02.02.09, 20:14
            No to policzmy ile jest wypadków śmiertelnych podczas wypraw a ile
            podczas jazdy samochodem i okaże się że wsiadając w auto narażamy
            życie bardziej niż realizując marzenie o zdobyciu bieguna.
            No i - trzeba liczyć siły na zamiary, dla mnie wyprawa pod biegun
            byłaby zagrożeniem, ale Martyna jest młoda, silna i sprawna.
            Więcej ryzykuje osoba idąca na zakupy pod wpływem silnego stresu -
            może np wpaść pod auto.
          • margot_may Re: Martyna na Antarktydzie 03.02.09, 00:06
            Kocia napisała to, co i ja myślę na temat narażania się na niebezpieczeństwo.

            Co do "żartu" tymi słowami robisz z Martyny, i jej podobnym, naśladowczynię
            mężczyzn, kobietę, która chce robić koniecznie to, co mężczyźni, jakby wyprawy
            nie były jej własną, osobistą pasją. To trochę obraźliwe.
            • alinka_li Re: Martyna na Antarktydzie 03.02.09, 12:10
              Nie, nie, nie to miałam na myśli pisząc to zdanie "My kobiety nie musimy koniecznie robić to samo co mężczyźni, bez refleksji. Nie popełniajmy ich błędów." Napisałam na początku mojego postu,że podziwiam Martynę i nie mam najmniejszych wątpliwości co do autentyczności jej pasji. Być może nie wyraziłam się jasno więc spróbuję jeszcze raz: za wiele rzeczy "świat" czepia się kobiet, a mężczyzn nie, panowie są pod ochroną. W tym konkretnym przypadku mężczyzn alpinistów nikt nie pyta, czemu ryzykuje życie mając małe dziecko, a kobietę owszem. Wypowiadający się w tym wątku podawali to jako argument za tym, by od kobiet również się odczepiono w tym temacie:) A ja myślę, że powinniśmy czepiać się również mężczyzn. I to właśnie o to mi chodzi. Oczywiście mam na myśli czepianie się teoretyczne, tu na forum:)
              A argument na obronę poczynań jakiejś kobiety, że mężczyźni przecież też tak robią, nie jest dla mnie argumentem. Ważne dla mnie CO ten ktoś robi, a nie jakiej jest płci.
              • alinka_li Re: Martyna na Antarktydzie 03.02.09, 12:21
                Acha, chciałam jeszcze o bezpieczeństwie: tak, spodziewałam się argumentów w
                rodzaju "zaraz cegła spadnie ci na głowę i co zrobisz, nie wyjdziesz z domu?".
                Owszem, wyjdę z domu, bo po prostu żyć trzeba, ale niekoniecznie już muszę np.
                pójść nocą do pobliskiego parku, by pobyć w ciszy z przyrodą:) Kiedyś względy
                bezpieczeństwa zwisały mi że tak powiem, "nie dam się zastraszyć", ale od kiedy
                mam dziecko zaczęło to mieć dla mnie znaczenie.
                Mam nadzieję, że mnie zrozumieliście, niekoniecznie musicie się ze mną zgadzać:)
                • margot_may Re: Martyna na Antarktydzie 03.02.09, 16:06
                  Skoro jesteś nastawiona na to, by uważać na to CO człowiek robi, to chyba możesz
                  przyjąć do wiadomości, że pojęcie niebezpieczeństwa bywa różne. Dla Martyny
                  wyprawa nie jest jakoś szczególnie niebezpieczna- bądźmy szczerzy większość osób
                  wraca. A ty chcesz jej narzucić swoje pojęcie o tym, co jest niebezpieczne. I
                  nie tylko jej, ale wszystkim. Jesteś matką, super, zajmij się sobą i swoim
                  dzieckiem.
                  • alinka_li Re: Martyna na Antarktydzie 03.02.09, 17:13
                    Margot_may, dlaczego jesteś napastliwa? Nic nikomu nie chcę narzucać, śmieszny
                    zarzut, każdy robi to, co uważa za słuszne. Ale chyba mogę wyrazić tu swoja
                    opinię? Wydawało mi się, że po to są fora właśnie. A ostatnie zdanie trudno
                    zrozumieć inaczej niż wskazówkę, by się tu nie odzywać. Tylko dlaczego? Bo w tym
                    temacie mamy odmienne zdanie? Na forum "Feminizm" oczekiwałam większej tolerancji
                    • margot_may Re: Martyna na Antarktydzie 04.02.09, 00:31
                      :) Napastliwa? Ja tylko wyrażam swoje zdanie, które polega, niestety, na
                      stwierdzeniu, że włazisz z buciorami w kompetencje i wybory innych ludzi. I to
                      ma być napastliwe? No ludzie trzymajcie mnie. :)
                • znana.jako.ggigus no ale CO JEST zlego w tym, 03.02.09, 17:11
                  ze ktos poza matka sprawuje opieke nad dzieckiem?
                  DOWIEM SIE?
                  sorek za krzyk, ale jestem ciekawa Twoich argzmentow
                  • alinka_li Re: no ale CO JEST zlego w tym, 03.02.09, 17:25
                    Przepraszam, pytanie chyba do mnie, tak?
                    Czy ja gdzieś napisałam, że jest w tym coś złego? Normalne jest, że w realnym
                    życiu trudno sobie wyobrazić sprawowanie opieki non stop przez jednego z
                    rodziców nad swoim dzieckiem (chociaż do 4 roku życia dziecka- byłoby dobrze).
                    Ale co innego wychodzenie do pracy, ale jednak codzienna obecność, wspólne
                    spędzanie czasu, rytuały, budowanie więzi. Do tego moim zdaniem potrzebni są
                    rodzice, których ciocie czy dziadkowie nie zastąpią. I w sumie dlaczego mieliby?
                    • znana.jako.ggigus Re: no ale CO JEST zlego w tym, 03.02.09, 21:56
                      no dobrze, czyli wychodzenie do pracy jest oki, ale przyjemnosci jak podroze juz
                      nie? dlaczego? pytam serio
                      czy budowane wiezi legna w gruzach, gdy matka niemowlaka wyjedzie na pare
                      tygodni? czy rytualy beda zawieszione na amen, gdy matka wyjedzie na pare
                      tygodni? czy rytualow nie moze na jakis czas przejac ktos inny?
                      aha, a co z rytualami ojca? i obowiazkami?
                    • znana.jako.ggigus ps sprawowanie opieki nonstop nad 03.02.09, 21:57
                      dzieckiem to przeszlosc, przedszkole uczy zachowan socjalnych, daje tez spora
                      doze odpornosci na zarazki np.
                      • kocia_noga Re: ps sprawowanie opieki nonstop nad 03.02.09, 22:35
                        znana.jako.ggigus napisała:

                        > dzieckiem to przeszlosc, przedszkole uczy zachowan socjalnych,
                        daje tez spora
                        > doze odpornosci na zarazki np.
                        >

                        Rany, mówimy i kilkumiesięcznym niemowleciu!!!!
                        • znana.jako.ggigus ps dotyczył opieki do dzieckiem 03.02.09, 23:10
                          do lat 4 - jak pisała moja przedmówczyni - najlepiej w domu i u mamy
                          no!
                          że od opieki matki nad dzieckiem się odchodzi i jakie to ma zaletym, pisałam.
                          • alinka_li Re: ps dotyczył opieki do dzieckiem 04.02.09, 12:50
                            Nigdzie nie napisałam o opiece nad dzieckiem non stop w domu i u mamy, ty chcesz
                            tak to rozumieć. Pisałam o opiece RODZICÓW nad małym dzieckiem. Fakt, pojęcia
                            nie mam co robił w tym czasie ojciec dziecka Martyny. Być może wspaniale
                            opiekuje się maluchem, może właśnie tata jest tą najbliższą dziecku osobą, więc
                            wyjazd mamy- Martyny przeżyło bezboleśnie. Może nawet jest to ukochana babcia, a
                            nie tata. Ale dla mnie najbardziej istotne jest to, że rodzic nie powinien
                            ryzykować życiem w taki sposób, mając małe dziecko. Być może położyłam za mały
                            nacisk na to pisząc pierwszy post, ale głównie o to mi chodziło. Oczywiście
                            mówię o SWOICH poglądach, na pewno nie wchodzę z buciorami w czyjeś życie, listu
                            do Martyny nie napiszę:) Ja sama nie zawsze robię to co powinnam, ludzka rzecz.
                            Poza tym wypowiadam się na temat wyjazdu Martyny na Antarktydę, a nie o niej
                            samej. Nadal cenię jej pasję i dokonania.
                            A co do wakacji i odpoczynku: prawie wszędzie na wakacje można jeździć z
                            dzieckiem, a jak nie można to nie widzę problemu w wyjechaniu bez dziecka, od
                            dzieci też czasem trzeba odpocząć. Ale czy tu mówimy o takiej sytuacji?
                            Tak, wiem, każdy odpoczywa tak jak lubi. Ale istnieje coś takiego jak
                            kompromis, np. odłożenie własnych planów, bo może to nie jest najlepszy czas na
                            ich realizację.
                            Jeśli chodzi o przedszkole- zgadzam się w stu procentach, a wiek do kiedy
                            dziecko powinno być w domu jest oczywiście podany orientacyjnie.
                            Zaintrygowało mnie bardzo ostatnie zdanie, w którym piszesz, że odchodzi się od
                            opieki matki nad dzieckiem i tego zaletach, możesz przybliżyć?
                            • znana.jako.ggigus hm pare postow wczesniej mialas inny ton 04.02.09, 22:04
                              matka powinna, wiez itepe

                              Odchodzi sie - moze to niezbyt szczesliwe sformulowanie, po prostu
                              ludzie widza zalety przedszkola i przestaja demonizowac te straszliwie wazna
                              role matki (byle by kobiety siedzialy w domu).
      • znana.jako.ggigus a co jest takiego strasznego dla dziecka 03.02.09, 00:11
        ,takiego małego, jeśli parę dni, tygodni, zaopiekują się nim dziadkowie,
        wujkowie, o matko, obcy ludzie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja