Gość: Zły Wilk
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
15.11.03, 22:33
Ruch na rzecz równouprawnienia kobiet, w swym początkowym okresie, miał bez
wątpienia szczery zamiar poprawy bytu kobiet. Walka o kobiecą godność,
wykształcenie, czy równą z mężczyznami, płacę za wykonywaną taką samą pracę,
była godna podziwu i szacunku.
Dzisiaj, feminizm, to wśród "oświeconej" lewicy temat sztandarowy, choć
kontrowersyjny. Feminizm, to ruch podobny do działalności ekowojowników
z "ochrony środowiska", a wyrosły dzisiaj z tych samych kręgów, w których
zrodziła się nowomowa, powszechna bezgraniczna tolerancja, czyli polityczna
poprawność. To działalność oświeconej grupy socliberałów, zajadłych wrogów
naturalnego porządku, Kościoła katolickiego i wszystkich form oraz postaw
normalnych ludzi, czyli według nich "ciemnogrodu".
Dzisiaj obowiązującym eufemizmem jest określanie pewnych zjawisk społecznych,
niewiadomo z jakiego powodu innymi, nowymi określeniami, np. alkoholizm, nie
jest chorobą, lecz nałogiem, homoseksualizm, nie jest zboczeniem, lecz
preferencją seksualną, siedzący w więzieniu nie jest więźniem, lecz
osadzonym, bandyta, który na meczu piłki nożnej ciężko rani drugiego
człowieka, zwany jest psełdokibicem, a inwalida, to dzisiaj niepełnosprawny
itp. Feminizm, to także zjawisko społeczne, to okresowy temat pierwszych
stron gazet i TV w okresie szczególnego napięcia politycznego, skandali
politycznych lub ofensywy wyborczej socliberałów. Jest to więc temat nie byle
jaki i biada wszystkim, którzy pozwalają sobie na żarty. Tacy ludzie, to
nietolerancyjni, po prostu źli, to heretycy, którzy okrzyknięci zostają
oszołomami, wrogami kobiet, szowinistami, fanatykami itp. Wyzwiska takie
zawsze towarzyszą wszelkiej dyskusji o feminizmie lub wręcz ją
uniemożliwiają, są najczęściej skutecznym narzędziem walki politycznej, w
której stroną broniącą się są ci niepoprawni politycznie, nienowocześni.
Feminizm, nie uznaje krytyki. Chyba oczywiste, że dziennikarz, który np.
krytykuje postawę rządu izraelskiego, nie może być uznany za antysemitę;
każdy, kto potępia ruchy i cel działalności "Greenpeace" nie jest wrogiem
Matki Ziemi, lub ten, który opowiada się przeciwko nadmiernym podatkom i
wydatkom z budżetu państwa na cele społeczne, nie jest za pauperyzacją
społeczeństwa. To przecież jest bez sensu., a jednak to właśnie jest ten styl
uprawiania propagandy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że np. pani Jaruga-
Nowacka minister(!) w rządzie p. Millera, feministka na stanowisku,
przypisuje sobie prawo reprezentowania wszystkich kobiet w Polsce. I
wypowiada się w ich imieniu w sposób, z którego wynika, że ci wszyscy, którzy
inaczej myślą niż pani ministerka, są w zdecydowanej mniejszości. To już
bezczelność!
Feminizm wreszcie, zdaniem Rusha Limbaugha, publicysty amerykańskiego, jest
także ruchem kobiet rozgniewanych, buntujących się z różnych powodów wobec
swego losu. Wiele z nich nienawidzi mężczyzn, instytucji małżeństwa, rodziny
i obowiązujących w niej relacji między mężczyzną a kobietą. Miłość i potrzeba
mężczyzny, są dla nich czymś kompromitującym i poniżającym. Krótko mówiąc
sprzeciwiają się, obowiązującemu od wieków, systemowi wartości. Wcale im nie
chodzi o jakiekolwiek równouprawnienie. Nie chodzi im o wyrównywanie szans
kobiet. Wojujące feministki walczą o "nieodwracalną alienację kobiet od
mężczyzn, chcą udowodnić, że nie potrzebują mężczyzn, że nie powinny ich
pożądać, a prawdziwe spełnienie i pełnię szczęścia mogą posiąść bez udziału
męża. One walczą o władzę." Jedna z największych światowych przywódczyń na
rzecz kobiet powiedziała: "Skoro wiadomo, że dla kobiety małżeństwo jest
formą niewolnictwa, ruch feministyczny musi się skoncentrować na walce z
instytucją małżeństwa. Kobieta nie może być wolna, bez obalenia tej
instytucji"! W amerykańskim piśmie Krajowej Organizacji Kobiet, w styczniu
1998r., ta sama dama powiedziała: "Jest niewątpliwym faktem, że dla
osiągnięcia pełni kobiecości, kobieta powinna być lesbijką."
Człowiek, czyli mężczyzna i kobieta, stworzony został w ściśle określonym
celu i do realizacji tych celów został przez Stwórcę przystosowany. Każdy ma
do spełnienia określoną rolę, a zachowanie się kobiety, jak i zachowanie
mężczyzny zostało zdefiniowane przez samą Naturę. Te panie, które podważają
sens własnego stworzenia, te wszystkie agresywne bojowniczki o
równouprawnienie kobiet głoszą, że tym, co trzyma je w zacofaniu jest miłość
do mężczyzny i potrzeba bycia przy nim i z nim. Ta potrzeba i tradycyjna rola
kobiety powoduje, że stała się ona niewolnicą mężczyzny. Stąd już tylko krok,
do wypaczenia roli kobiety i pełnej, wręcz oficjalnej agresji., która
dzisiaj, w krajach zachodu poraża mężczyzn strachem, a przejawia się
posądzeniem o molestowanie seksualne. Skrajnym przykładem, jak pisze
Lambaugh, jest normalny komplement typu: ładnie pani dziś wygląda, który
przez kobietę uznawany jest za przejaw spragnionego żądzy, prymitywnego samca
i wywołuje reakcję: "dlaczego nie zwracasz uwagi na mój intelekt, ty świnio".
Dochodzi do tego, że mężczyźni już nie wiedzą, jak powinni zachowywać się
względem kobiet - czy powinni puszczać kobietę pierwszą, czy powinni otwierać
kobietom drzwi, czy mogą iść obok na ulicy itp.
Dotychczasowa działalność walczących o "równouprawnienie" organizacji
kobiecych, opanowana jest obsesyjnie przez dwie sprawy - prawo do aborcji i
prawa dla lesbijek. Ich zdaniem, aby kobieta była szczęśliwa, nie potrzeba
mężczyzny. Ostatecznym celem jej wyzwolenia spod władzy mężczyzny, jest
właśnie aborcja. Nawet więcej - aborcja jest przejawem władzy nad mężczyzną.
Skoro mężczyzna - mówi amerykański publicysta - został pozbawiony prawa
decydowania o tym, co stanie się ze znajdującym się w łonie kobiety życiem( a
płód, ich zdaniem, jest tylko tkanką) jego rola została pomniejszona, stał
się nikim.
Konsekwencją takiej postawy, jest przekonanie całego "cywilizowanego" świata,
że powodem nieszczęścia kobiet jest dziecko, którego wychowanie spoczywa na
barkach kobiety i tym samym przeszkadza w karierze zawodowej. Tak więc,
starają się żyć jak mężczyzna ( nawet w wojsku szukając równości) oszukując
siebie, że nie ma żadnych naturalnych różnic między obiema płciami, a
urodzenie dziecka przesuwają na bliżej nieokreślony czas. Jeśli już więc
kobieta musi wychowywać dzieci, to przecież mężczyzna jest do niczego nie
potrzebny; no, może tylko do samego aktu zapłodnienia, lub wręcz jako
producent plemników. Dalej same sobie poradzą, a jeśli nie, to pomoże
opiekuńcze państwo. I w ten właśnie sposób pomoc społeczna przejmuje rolę
ojca, a mężczyzna, odpowiedzialny dotąd za rodzinę, został pozbawiony
męskości W naszej rzeczywistości pomoc ta jest szczególnie niewystarczająca,
więc walka ukierunkowuje się na prawne zabezpieczenie sobie funkcji w
strukturach władzy i innych odpowiedzialnych stanowiskach decydujących,
między innymi, o zatrudnieniu, rodzaju pracy i związanym z tym uposażeniu.
Konsekwencją takiej postawy jest gwałtowny wzrost ilości nieślubnych dzieci i
zniszczenie tradycyjnej, zdrowej rodziny. Takie wychowanie dzieci, to
socliberalne tworzenie nowoczesnego, "postępowego" społeczeństwa, czyli
politycznie poprawnego.
Mimo wszystko, coraz więcej kobiet dostrzega, że dzieci wychowywane w pełnej
rodzinie, przez matkę, znające ciepło i bezpieczeństwo rodzinnego domu, są
wychowywane lepiej, są psychicznie zdrowsze. Obecność pełnej rodziny wzmacnia
jej kondycję i więzi na całe życie, a rolą kobiety jest łagodzić napięcia i
stać na straży wzajemnej miłości i uczyć jej dzieci, a nie niszczyć.
Feministki, z jednej strony upierają się, że miedzy kobietami, a mężczyznami
nie ma żadnej różnicy, ż drugiej zaś domagają się jak najwięcej uprawnień i
przywilejów, niezbędnych w realizacji ich potrzeb. Lambaugh zastanawia się,
jak to właściwie jest - skoro kobiety są identyczne z mężczyznami, to w jaki
s