transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płeć

17.02.09, 11:39
Kto czytał "Drugą płeć" powinien skojarzyć o co mi chodzi. Postawę
aktywną przypisuje się tam głównie mężczyznom, pasywną - kobietom. Z
czasem wiele się pozmieniało, kobieta może być aktywna. A co z
transcendencją? Jakie jest postrzeganie siebie, czy uważacie że
obecnie kobieta potrafi po prostu być, nie myśląc o swojej otoczce?

za Kopalińskim:
transcendentny istniejący na zewnątrz czegoś
immanentny filoz. będący wewnątrz czego, tkwiący w czym, właściwy z
natury danemu zjawisku, nie wynikający z działania czynników zewn.

Chodzi o to, czy kobieta nadal jest ograniczona przez to jak ją
postrzegają, jak wygląda, jak się zachowuje. Ja mam takie wrażenie,
np w szkole zdażało mi się przy odpowiedzi myśleć o tym jak
wyglądam, zamiast skupić się na pytaniu. Banalny przykład, ale chyba
żadnemu facetowi się to nie zdarzyło.

    • lisy Re: transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płe 17.02.09, 11:42
      hyy bardzo przepraszam za to "zdażało"...
    • nekomimimode Re: transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płe 17.02.09, 16:18
      lisy napisała:

      >
      > Chodzi o to, czy kobieta nadal jest ograniczona przez to jak ją
      > postrzegają, jak wygląda, jak się zachowuje. Ja mam takie
      wrażenie,
      > np w szkole zdażało mi się przy odpowiedzi myśleć o tym jak
      > wyglądam, zamiast skupić się na pytaniu. Banalny przykład, ale
      chyba
      > żadnemu facetowi się to nie zdarzyło.
      >


      no niestety tak jest nadal i jest to jeszcze wzmacniane przez
      gazetki dla "wyzwolonych kobiet", których redaktorki mają w tym
      jakiś interes albo nie zdają sobie poprostu z tego sprawy, inne
      media i całą kulturę. to jest niestety bardzo seksistowskie i bardzo
      przeszkadza w życiu , szkoda ,że nie mozemy sie z tego jakoś
      wyzwolić. dopóki to będzie trwać równouprawnienia nie będzie
      • lisy Re: transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płe 17.02.09, 20:56
        dodam jeszcze, bo może nie każdy rozumie w czym rzecz:

        transcendencja to takie uczucie jak w dzieciństwie - po prostu
        robisz swoje, bawisz się itp, nie myślisz o tym jak wyglądasz;
        zjeżdżasz sobie na sankach i nie ważne że grubo wyglądasz w
        kombinezonie a spocona grzywka klei się do czoła ;) to tak w
        uproszczeniu.

        W dorosłym życiu transcendencją charakteryzują się głównie
        mężczyźni - to postawa "robię swoje, nie analizuję co inni o mnie
        myślą, kiepska fryzura i nadwaga nie odbiera mi pewności siebie. I w
        domyśle "jestem facetem nie muszę być piękny". Kobiety niestety
        wciąż mają z tym problem :(

        Czy możecie napisać jak sobie z tym radzicie, co pomaga wam być po
        prostu sobą, tak jak wtedy kiedy byłyśmy dziećmi?
        • bene_gesserit Re: transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płe 17.02.09, 21:07
          To, co nazywasz 'transcendencja' towarzyszy coraz wiekszej rzeszy
          wspolczesnych mezczyzn.
          • lisy Re: transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płe 18.02.09, 11:38
            To jest bardzo smutne. Powinno to być niezależne od płci. Kurczę a
            myślałam, że napiszecie raczej "te czasy już minęły, potrafię wyjść
            z domu nie myśląc o moim wyglądzie, nieważne też co myślą o moim
            zachowaniu inni". A jednak nie.. :(

            Nie znoszę u siebie tego, że często mój "nie taki jak chcę" wygląd
            potrafi zahamować jakieś plany. Nie znoszę tego, że boję się zrobić
            zbyt wielką karierę i pieniądze. Do dzisiaj pamiętam jak bardzo moje
            życie zmieniło się kiedy przestałam być dzieckiem, nagle wiele
            rzeczy które chłopcy mogli robić nadal, stało się dla mnie
            zakazanych. Najgorsze i najstraszniejsze jest to, że nie pamiętam,
            żeby ktoś mi tego wyraźnie zabraniał, to stało się jakby mimowolnie.
        • wen_yinlu Re: transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płe 03.03.09, 13:58
          Ale mężczyźni mają mnóstwo tego typu "zahamowań" tylko nie związanych z
          wyglądem. Akurat wygląd nie jest, wydaje mi się, aż takim problemem. Wewnętrzne
          zgrzyty, hamulce, albo jakieś konformistyczne składanie uszu po sobie, myśli
          "muszę być taki, a nie inny", przymus włażenia do tyłka szefom - to są ciężkie
          orzechy do zgryzienia.

          Na jakieś problemy z wyglądem najlepsze w moim przypadku jest zamiłowanie do
          bycia śmieszną, kolorową, niekoniecznie modną, ładną i seksowną. Został mi taki
          infantylny odruch, że jak tylko wyglądam wesoło i kolorowo, trochę dziwnie, to
          się dobrze czuję. Nie jest to żadne lekarstwo, wiadomo, ale pomaga wskoczyć w
          beztroski, dziecięcy nastrój od razu. Niemniej jednak robiłam to od zawsze, a
          trudno sobie coś takiego ot tak wgrać do mózgu. Większość moich koleżanek
          czułaby się raczej niezręcznie wyglądając jak ja :) nawet jeśli chodzi tylko o
          jakiś niewielki "dziwny" detal.

          Diabelnie nieszczęśliwa byłabym na pewno w pracy, która bazowałaby na wyglądzie
          (modelka, hostessa, recepcjonistka). W zwykłym życiu raczej bawię się sobą
          (jakkolwiek to brzmi hmm) niż serio czepiam swojego ciała.

          Szkoda tylko, że to szczególnie kobiety (np. matki czy ciotki, moja babcia)
          ściągają inne kobiety boleśnie na ziemię uwagami odnośnie wyglądu.

          Moich kumpli-facetów nigdy specjalnie nie obchodziło to jak wyglądam, trochę się
          podśmiewali z różnych dziwactw, ale zawsze było to jakoś tak po dziecięcemu
          sympatyczne. Wystarczyło przypiąć do włosów motyle z piórek i już było fajnie.
          Może od razu im wyłaziłam z kategorii kobieta w jakąś inną np dziwadło,
          maskotka, cokolwiek :) Ważne, że byłam szczęśliwa.

    • maanasasarovara Re: transcendentny/immanentna - nadal? Druga Płe 01.03.09, 00:05
      Może trochę się zmieniło - od dziecka zawsze drażniło to, że jestem
      oceniana, aż chce się wyglądać jak najgorzej rzeby ukarać
      uprzedmiatawiające nas spojrzenia - ale to też nie dobrze, chodzi o
      to, żeby w ogóle o tym nie mysleć. Swiadomość jest jednak krokiem do
      przodu, chociaż w tym przypadku bolesnym.

      A z tą transcendencją sprawa jest bardziej skomplikowana - wynika
      ona z przyjetych założeń filozoficznych, które wywarły silne piętno
      na kształt książki, choć myślę, że mając ich świadomość można ją
      czytać i odnieść korzyść nawet nie podzielając tych założeń - należy
      jednak o nich pamietać. Pojęcie to wiąże się u autorki z sartrowską
      etyką, z koniecznością tworzenia wartosci samodzielnie, by uniknąć
      przeznaczenia przedmiotu, który spełna zadane z góry funkcje czy
      role zaprzeczając w ten sposób wolności, od której nieodłączny jest
      radykalizm nakazujący człowiekowi właśnie nadanie sobie samemu sensu.
Pełna wersja