kaajaaa
05.03.09, 19:26
Tak wiec spotykam sie z facetem od 10 miesięcy.Byłam z nim pół roku
za granicą i bywało różnie ale wszystko razem przetrwaliśmy.Moi
rodzice zaakceptowali go i traktowali jak syna.Wiele mu pomogli-ja
zreszta tez.On ma cukrzyce insulinową i często zdarzalo się, ze był
agresywny przez zbyt wysokie stezenie glukozy we krwi.Ja wszystko
dzielnie znosilam i nauczyłam sie tym nie przejmowac.Często jednak
miał glupie fochy o byle co.Wiecznie niezadowolony próbował mnie
sobie wychowac.Ale nie bylo łatwo i ja sie nie dawałam.Były dni
lepsze i gorsze.Ja zawsze probowalam z nim rozmawiac jak byl jakis
problem ale on raczej zamykal sie w sobie.Pare dni temu miałam
stresa bo następnego dnia mialam pierwszy dzien w nowej pracy.On był
w pracy do 18tej i postanowilam pojsc do mamy pomoc jej sprzątac.
gdzies o godzinie 14tej zadzwonilam do niego ale mial wylaczony
tel.Myslalam ze sie domysli gdzie jestem bo byla sobota a ja u mamy
jestem w kazdy weekend.Mialam klucze do domu a on nie.O 15tej zjawil
sie u moich rodzicow i zarzadal kluczy z wielkim fochem ze nie mogl
dostac sie do domu a skonczyl wczesniej.Dalam mu je i nie rozumialam
dlaczego ma do mnie pretensje.Pojechalam do kumpeli i zadzwonilam do
niego pytając czy mu przeszlo na co on, ze nie i ze postanowil nie
dawac mi wiecej kluczy.Pojechalam do domu i zastalam go
pijanego.Przyjechal po niego kolega i wyszedl bez slowa.Plakalam bo
czulam, ze niesprawiedliwie mnie potraktowal.Nie moglam
zasnąc.Wrocil do domu totalnie pijany o 4 rano i położyl sie
spac.Musialam go obudzic przed wyjsciem do pracy bo obiecal cos moim
rodzicom a on pobil mnie :(.Poszlam do pracy i napisalam mu ze z
nami koniec i ze zjawie sie po swoje rzeczy na co on mi odpisal ze
mnie nienawidzi.Zapytalam za co?On, ze wygaduje kolezance bzdury,ze
sobie wymyslilam ze mnie pobil i ze sobie nie zyczy.Uznal ze jestem
nienormalna.Kolezanka zadzwonila do niego i powiedziala, ze ja nic
nie wymyslam, ze byla u mnie w pracy i są widoczne ślady pobicia i
ze nie moglam sobie tego wymyslec.Zadzwonil do mnie i krzyczal,ze
nigdy by tego nie zrobił i ze co ja wygaduje.W koncu uwierzyl-
przepraszal i blagal o przebaczenie ale ja bylam nie ugięta.Kiedy
weszlam do domu po rzeczy czekala na mnie niespodzianka.Mały uroczy
psiak.Dlugo rozmawialismy i dalam mu ostatnia sznsę.Pare dni bylo ok
a od wczoraj znowu zaczyna stroic fochy.Nie wiem co robic-teraz
jeszcze ten pies.Czuje się za niego odpowiedzialna i nie wyobrażam
sobie, ze jak sie wyprowadze to on nalezycie o niego zadba.To jest
jakies chore.Wkopałam sie na maxa.Nie rozumiem go ani jego
charakteru-dlaczego on jest taki dziwny.Jestem naprawde dobrą
dziewczyną a jemu wiecznie cos nie pasuje.Nie mam pojęcia co robic.