Przekobiecone - feminizm jako szowinizm płciowy

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.03, 18:51
Wątek ten jest w pewien sposób kontynuacją rozmowy o artykukle "Elementy
boginiczne w literaturze", ktora toczyła się w wątku "Kobieta i grzech".
Pojawiło się przy okazji tej rozmowy kilka zagadnień, którym trzeba poświęcić
więcej uwagi. Liczę, że Barbinator będzie w tym wątku mieć większą ochotę do
rozmowy. Ad rem. Otóż, czytając owoce "myśli feministycznej" łatwo zauważyć,
że feministki ZBYT mocno definiują się przez pryzmat płciowy. Jest to
nieuniknione. Myśl nie odnosząca się do płci, nie jest "myślą feministyczną",
zatem feministka, która przestaje zajmować się płcią, przestaje być
feministką. Feministki trapi więc prawdziwa obsesja "kobiecości", niezależnie
od tego, czy chcą ową "kobiecość" "znieść", "odzyskać", czy "stworzyć".
Są "kobietami" ZA BARDZO. Są PRZEKOBIECONE. Feminizm, to nic innego jak
płciowy szowinizm. Żaden "sterotyp patriarchalny" dotyczący "kobiecości" nie
odznacza się dziś intensywnością, która mogłaby dorównać intensywności
konstruktom feministycznym. To feministki są dziś największą siłą wtłaczającą
kobiety w skonstruowaną "kobiecość", niezależnie od tego, ile przy tym plotą
o "wyzwoleniu". Jak się wydaje szowinizm płciowy uruchamia schematy myślenia
takie, jak każdy inny szowinizm. Te zbieżności są nieraz zaskakująco podobne.
Kazimiera Szczuka "marzy o rewolucji", i wierzy w Boginię, która "zasila
świat dobrą energię", oraz tropi wątki boginiczne w literaturze. Nihil novi
sub sole! W 1905 roku, niejaki Lans von Liebenfels (wł. Adolf Josef Lanz,
były mnich cysterski wydawać zaczął pismo "Ostara". Tytuł pisma pochodzić
miał od imienia starogermańskiej bogini księżyca. Materiały drukowane
w "Ostarze" zawierały głównie "...nieco pokrętne objasnienie mitologii
starogermańskiej, z użyciem terminów zrozumiałych dla przeciętnego
austriackiego i niemieckiego robotnika, będącego współczesnym spadkobiercą
rasy germańskiej.(...). Jednym z głównych wątków przewijających się w
artykułach, było pojęcie wszechobecnej energii psychicznej, przenikającej
kosmos, których ucieleśnienie stanowiły najczystrze cechy aryjskiej urody
(...). W 1909 roku wydawcę "Ostary" odwiedził niejaki Adolf Hitler, chcąc
uzupełnić swój zbiór numerów pisma...
    • Gość: barbinator Re: Przekobiecone - feminizm jako szowinizm płcio IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.03, 21:30
      Otóż, czytając owoce "myśli feministycznej" łatwo zauważyć,
      > że feministki ZBYT mocno definiują się przez pryzmat płciowy. Jest to
      > nieuniknione. Myśl nie odnosząca się do płci, nie jest "myślą feministyczną",
      > zatem feministka, która przestaje zajmować się płcią, przestaje być
      > feministką. Feministki trapi więc prawdziwa obsesja "kobiecości", niezależnie
      > od tego, czy chcą ową "kobiecość" "znieść", "odzyskać", czy "stworzyć".
      > Są "kobietami" ZA BARDZO. Są PRZEKOBIECONE


      Tad, skup się chwilkę i przeczytaja uważnie to co sam napisałeś.
      Feministki zajmują się badaniem tego, co jest głównym tematem feminizmu czyli
      zagadnień płci - feministka przestająca się zajmować sprawami płci przestaje
      być feministką, tak napisałeś, prawda?. To oczywiste - przecież biolog nie
      zajmujący się biologią tylko np boksem zawodowym przestaje być biologiem a
      aktor który zamiast grać prowadzi budkę z hot-dogami przestaje być aktorem.
      Jednak już w następnym zdaniu dowiadujemy się, że zajmowanie się sprawami płci
      świadczy o obsesji i "przekobieceniu". Zapewne więc analogicznie biolog
      zajmujący się biologią cierpi na obsesję i jest "przebiolożony" a
      aktor "przeaktorzony".
      Aż strach pomyśleć kim jest katolik regularnie uczęśćczający na msze...;)


      Feminizm, to nic innego jak
      > płciowy szowinizm


      To już jak rozumiem zupełnie nowy temat, bez szczególnego związku z tym co było
      akapit wyżej.
      Cóż, hasło jak hasło. Nie wydaje mi ię szczególnie trafne - i akurat ty Tad
      jako znawca feminizmu powinieneś to wiedzieć. Szowinizm zakłada glorykikację
      swojej własnej grupy, w tym przypadku musiałoby to oznaczać, że feministki
      gloryfikują kobiety np poprzez przeciwstawianie rzekomej kobiecej łagodności i
      wrodzonej szlachetności rzekomo wyłącznie męskiej brutalności i agresji. Dobrze
      wiesz, że to prawda tylko w odniesieniu do części feminizmu, w dodatku będącego
      współcześnie raczej w odwrocie - widać to nawet na tym forum.



      Żaden "sterotyp patriarchalny" dotyczący "kobiecości" nie
      > odznacza się dziś intensywnością, która mogłaby dorównać intensywności
      > konstruktom feministycznym. To feministki są dziś największą siłą wtłaczającą
      > kobiety w skonstruowaną "kobiecość", niezależnie od tego, ile przy tym plotą
      > o "wyzwoleniu".


      A może by tak na przykładzie? Jaki twoim zdaniem "stereotym feministyczny" ma
      tak dużą "intensywność rażenia" jak pierwszy lepszy który mi przychodzi do
      głowy, ot choćby takie "baby nadają się tylko do garów" (nawet jest aktualnie
      na FF wątek korzystający z tej kliszy) Daj konkretny przykład, to sobie
      porównamy.


      Nihil novi
      > sub sole! W 1905 roku, niejaki Lans von Liebenfels (wł. Adolf Josef Lanz,
      > były mnich cysterski wydawać zaczął pismo "Ostara". Tytuł pisma pochodzić
      > miał od imienia starogermańskiej bogini księżyca. Materiały drukowane
      > w "Ostarze" zawierały głównie "...nieco pokrętne objasnienie mitologii
      > starogermańskiej, z użyciem terminów zrozumiałych dla przeciętnego
      > austriackiego i niemieckiego robotnika, będącego współczesnym spadkobiercą
      > rasy germańskiej.(...). Jednym z głównych wątków przewijających się w
      > artykułach, było pojęcie wszechobecnej energii psychicznej, przenikającej
      > kosmos, których ucieleśnienie stanowiły najczystrze cechy aryjskiej urody
      > (...). W 1909 roku wydawcę "Ostary" odwiedził niejaki Adolf Hitler, chcąc
      > uzupełnić swój zbiór numerów pisma...


      Zaczynam rozumieć skąd w tobie ta obsesja dotycząca najnormalniejszych w
      świecie badań literackich. Chodzi o to, że wydaje ci się iż K.Szczukę może
      odwiedzić jakiś młodzieniec z wąsikiem, po czym... historia się powtórzy zaś
      efektem pracy Szczuki i jeszcze paru milionów innych jej podobnych (większość z
      nich nb wcale przy tym nie jest feministami) będzie trzecia wojna światowa.
      To faktycznie wyjaśnia twoją obsesję na tym tle i pozwala spokojnie zakończyć
      dyskusję.
      Pozdr. B.
      • tad9 Re: Przekobiecone - feminizm jako szowinizm płcio 30.11.03, 10:37
        Motto:

        "Komuniści uważają za niegodne ukrywanie swych poglądów. Oświadczają oni
        otwarcie, że cele ich mogą być osiągnięte, jedynie przez obalenie przemocą
        całego dotychczasowego ustroju społecznego. Niech drżą klasy panujące przed
        rewolucją komunistyczną"
        Karol Marks, Fryderyk Engels, Manifest Komunistyczny. (1848)

        "Ponieważ walka jest przed nami, naszym pierwszym zadaniem nie jest stworzenie
        nowej koncepcji państwa, ale zniszczenie obecnej, żydowskiej koncepcji"
        Adolf Hitler, Moja Walka. (1925)

        "Celem projektu feministycznego, jest położenie kresu męskiej dominacji. Żeby
        to uczynić, będziemy musiały zniszczyć strukturę tej kultury jaką znamy - jej
        sztukę, Kościoły i prawa(...).
        Andrea Dworkin, Nasza Krew. (1982)

        Gość portalu: barbinator napisał(a):
        > Tad, skup się chwilkę i przeczytaja uważnie to co sam napisałeś.
        > Feministki zajmują się badaniem tego, co jest głównym tematem feminizmu czyli
        > zagadnień płci - feministka przestająca się zajmować sprawami płci przestaje
        > być feministką, tak napisałeś, prawda? (......)

        Miałabyś rację, gdyby feministki ograniczały się do "badania". Tak nie jest.
        Feminizm, to nawet więcej, niż postulat reformy społeczeństwa. Feministki idą
        dużo dalej. Porównanie byłoby trafniejsze, gdyby ów biolog zaczął konstruować
        cały alternatywny wszechświat widziany przez pryzmat biologiczny, tak jak
        feministki konstruują alternatywny świat, widziany przez
        pryzmat "feministyczny". Tacy biolodzy rzecz prosta się zdarzają, i o nich z
        całą pewnością można powiedzieć, że są "przebiolożeni". Pomiędzy dostrzeganiem
        roli czynnika płci, a totalizowaniem go (jak to robią feministki) istnieje
        różnica taka, jak -powiedzmy - między patriotyzmem a szowinizmem. Interesująco
        na temat dążenia feministek do skonstruowania własnego świata pisał ostatnio
        Roger Scruton w książce "Zachód i cała reszta", gdzie zauważa, że
        feminizm "Dąży do gruntownej modyfikacji lub zastąpienia czym innym
        fundamentalnego doświadczenia przynależności społecznej, a tym samym przejawia
        ambicje monoteistycznej wiary, udzielając feministycznej odpowiedzi na każdą
        kwestię moralną i społeczną, ukazując feministyczny obraz rzeczywistości
        ludzkiej, konstruując feministyczną teorię wszechświata, a nawet intronizując
        feministyczną Boginię. Usówa heretyków i niewiernych ze swoich szeregów z
        fanatyzmem, któty jest odwrotną stroną serdeczności, z jaką wita uległych i
        prawomyślnych". W innym miejscu Scruton porównuje feminizm z marksizmem.
        Czytuje nasze forum?

        > To już jak rozumiem zupełnie nowy temat, bez szczególnego związku z tym co
        >było akapit wyżej.

        A ja związek dostrzegam.

        > Cóż, hasło jak hasło. Nie wydaje mi ię szczególnie trafne - i akurat ty Tad
        > jako znawca feminizmu powinieneś to wiedzieć. Szowinizm zakłada glorykikację
        > swojej własnej grupy, w tym przypadku musiałoby to oznaczać, że feministki
        > gloryfikują kobiety(.......)

        Mylisz się. Szowinizm nie zakłada "gloryfikacji własnej grupy". Szowiniści mają
        mnóstwo do powiedzenia na temat wad swoich grup, wad, które często są
        postrzeganie jako efekt "obcych wpływów", ale bywają też uznawane, za "wady
        narodowe", które trzeba wykorzenić. Poza tym, feministkom dość często zdarza
        się takie przeciwstawianie o jakim piszesz.

        > A może by tak na przykładzie? Jaki twoim zdaniem "stereotym feministyczny" ma
        > tak dużą "intensywność rażenia" jak pierwszy lepszy który mi przychodzi do
        > głowy, ot choćby takie "baby nadają się tylko do garów" (nawet jest aktualnie
        > na FF wątek korzystający z tej kliszy) Daj konkretny przykład, to sobie
        > porównamy.

        Nie pisałem o ile pamiętam, o "stereotypach feministycznych", lecz
        o "konstruktach feministycznych". Chodzi mi chociażby o to, że "statystyczna
        kobieta" nie jest kobietą TAK INTENSYWNIE jak kobietami są feministki.
        Ta "statystyczna kobiecość" jest raczej pewnym ogólnym tłem (zapewne ważnym, i
        to różnie ważnym w różnych okolicznościach), podczas, gdy "kobiecość
        feministyczna" jest istotą feministycznego widzenia świata. Mówiąc bardziej
        obrazowo, statystyczna kobieta tyle ma wspólnego z taką "kobiecością",
        ile "statystyczny mężczyzna" ma wspólnego z "męskością solarną", o której
        opowiadał ów Hiperborejczyk, w wywiadzie, który oboje znamy. Konkretnym
        przykładem jest rozmowa naszych sławnych feministek ( którą też znamy oboje).

        > Zaczynam rozumieć skąd w tobie ta obsesja dotycząca najnormalniejszych w
        > świecie badań literackich. Chodzi o to, że wydaje ci się iż K.Szczukę może
        > odwiedzić jakiś młodzieniec z wąsikiem, po czym... historia się powtórzy

        Obawiam się, że nie rozumiesz. Nie chodzi mi o apokalipsę jaką feministki mogą
        sciągnąć na świat, lecz o pewną wspólnotę myślenia pomiędzy nimi, a pewnymi
        ruchami znanymi z przeszłości (i teraźniejszości też).


        > Pozdr.
        • Gość: barbinator w obronie zdrowego rozsądku... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.03, 15:24
          Motto pierwsze:
          "Ptak ptakowi nie dorówna
          nie polezie orzeł w gówna"
          (kto to powiedział, nie pamiętam...?)

          Motto drugie:
          "nadgorliwość gorsza od faszyzmu"
          (to mówię ja...)


          Tad, droga od K.Szczuki do A.Hitlera jest długa i wyboista ale udało ci się ją
          skrócić z typowym dla ciebie wdziękiem.
          Rozumiem twoje intencje, dałoby się je skrótowo określić tak: "pokazuję wam
          podobieństwa w sposobach myslenia i ostrzegam o możliwych konsekwencjach" - czy
          dobrze to ujęłam?
          Twoje intencje są dla mnie zrozumiałe, ba, więcej powiem - one nawet są
          zupełnie słuszne i zasługujące na pochwałę.
          Problem leży w czymś co nazywa się "zdrowym rozsądkiem".
          Zdrowy rozsądek nie jest bynajmniej warunkiem niezbędnym do prowadzenia
          akademickiej dyskusji (co potwierdzają liczne przykłady ze świata
          akademickiego...) natomiast jeśli celem ma być realistyczny opis świata nas
          otaczającego oraz związanych z nim REALNYCH zagrożeń bez zdrowego rozsądku się
          nie obejdzie.
          Widzisz Tad, jeżeli ty przechodzisz gładka od (niechby i feministycznej,
          chociaż to wcale nie takie oczywiste) interpretacji Pana Tadeusza do Hitlera,
          Stalina i możliwej feministycznej apokalipsy - to grzeszysz ciężko przeciwko
          rozsądkowi.
          A powiem nawet więcej: widzę więcej zagrożeń dla pokoju i demokracji w ludziach
          rozumujących tak jak ty (w tym konkretnym przypadku) niż w badaniach
          teorioliterackich (nawet tych "feministycznych")
          W kwestii twojego doboru cytatów: co najmniej od czasów wujcia Dzierżyńskiego
          wiadomo, że dobrze dobranym cytatem można rozpieprzyć każdą dyskusję. Cytaty z
          Dworkin, zwłaszcza podane kontekście Marksa i Hitlera świetnie się do tego celu
          nadają.
          Jeśli natomiast chce się autentycznie zrozumieć znaczenie i sens feminizmu to
          można zadać sobie proste pytanie: co w praktycznej działalności współczesnych
          feministek może być uznane za próbę realizacji apokaliptycznych wizji Dworkin
          (...z uwzględnieniem czynnika ZD czyli zdrowego rozsądku - bo inaczej znowu
          zacznie się o aborcji czyli feministycznej rzezi niewiniątek;)
          Na forum zazwyczaj po zadaniu takiego pytania zapada głucha cisza przerywana
          jedynue bluzgami albo ironizowaniem...
          Żeby ci sprawić przyjemność nawiąże jeszcze na koniec do KK.
          Widzę wiele podobieństw między antyklerykalizmem i antyfeminizmem.
          Przedstawiciele obu tych sposobów myślenia budzą moją niechęć i lekki strach,
          gdyż brak im umiejętności realistycznej oceny możliwych zagrożeń odpowiednio:
          zagrożenia państwem wyznaniowym i zagfrożenia feministyczną rewolucją. Nie
          potrafią też zrozumieć iż w formacji którą krytykują istnieje nieliczna grupa
          fanatycznych aktywistów oraz liczne rzesze zwolenników - szeregowych katolików
          będących w większości porządnymi ludźmi i "feministek" takich jak ja (a takie
          jak ja są prawie wszystkie kobiety które znam...) Jedni i drudzy uwielbiają też
          przekrzykiwać się ze swoimi oponentami cytatami, a że w historii KK i historii
          F fajnych cytatów jest jak mrówków, to i zabawa jest przednia.
          Tylko zdrowy rozsądek cierpi w milczeniu...
          Pozdr. B.
          • tad9 Re: w obronie zdrowego rozsądku... 01.12.03, 16:48
            Motto:
            "Bynajmniej już nie "łagodna" walka z myślą filozoficzną, społeczną, naukową,
            literaturą i sztuką "imperialistów" toczyła się przy pomocy pojęć, których
            sensu nie należało badać; rozdźwięk między nazwą a rzeczą był w szczególny
            sposób pożądany, choć nieobojętna była hierarchia pojęć negatywnych. Do
            najbardziej morderczych i pojemnych należał "kosmopolityzm" i "formalizm" ,
            dalej "kołtuńska mentalność", "katastroficzna bezradność", "cynizm
            moralny", "egocentryczny psychologizm", "pacyfizm" (istniały wszak wojny
            sprawiedliwe)i parę innych jeszcze. Każdą z tych etykietek przypiąć można było
            dowolnemu twórcy, niezależnie od światopoglądu, sympatii politycznych,
            obyczajowych prowokacji kierowanych własnie w burżuja. Gide mieszał się tu z
            Malaroux, Salacrou z Sartrem, Szostakowicz z Szonbergiem, symboliści z
            futurystami, twórcy filmów komercyjnych z włoskimi moralistami.
            Atakowano "estetyzm", ale i jego przeciwieństwo "humanizm i
            antyhumanizm" "subiektywizm", ale i "fałszywy obiektywizm"(...).
            Zakwestionowano całkowicie system śródziemnomorskich wartości. Odcięto się nie
            tylko od chrześcijańskiego nurtu, za podejżany uznano również wszelki
            europejski racjonalizm"
            (Marta Fik, Kultura polska 1944-1956)
            "Irygaray używa słowa speculum (...)aby uchwycić naturę i funkcję tosamości w
            zachodniej filozofii i psychoanalizie.(...).W swoich badaniach nad filozofią i
            psychoanalizą zachodnią Irygaray wszędzie spotyka tosamość: u myślicieli tak
            różnych jak Platon, Rene Descartes, G.W.F. Hegel, Fryderyk Nietzche, Zygmunt
            Freud i Jacques Lacan. Jej analiza tosamości u Freuda jest szczególnie ważna,
            ponieważ użyła jej przy okazji, do krytyki freudowskiej koncepcji kobiecej
            seksualności"
            R.P. Tong, Myśl feministyczna)

            Gość portalu: barbinator napisał(a):
            > Rozumiem twoje intencje, dałoby się je skrótowo określić tak: "pokazuję wam
            > podobieństwa w sposobach myslenia i ostrzegam o możliwych konsekwencjach" -
            >czy dobrze to ujęłam?

            Tylko w połowie. Prawidłowe odczytenie powinno brzmieć: pokazuję wam
            podobieństwa w sposobach myślenia. Feministki skończą na gadaninie, jak sądzę.


            > Widzisz Tad, jeżeli ty przechodzisz gładka od (niechby i feministycznej,
            > chociaż to wcale nie takie oczywiste) interpretacji Pana Tadeusza do Hitlera,
            > Stalina i możliwej feministycznej apokalipsy - to grzeszysz ciężko przeciwko
            > rozsądkowi.A powiem nawet więcej: widzę więcej zagrożeń dla pokoju i
            >demokracji w ludziach rozumujących tak jak ty (w tym konkretnym przypadku) niż
            >w badaniach teorioliterackich (nawet tych "feministycznych")

            Proszę o rozwinięcie myśli, o ludziach rozumujących jak ja i o zagrożeniu. Co
            do reszty - przypisujesz mi rzeczy, o których wcale w tym wątku nie pisałem.
            Czy mówiłem tu coś o zagrożeniu feministycznym?

            > W kwestii twojego doboru cytatów: co najmniej od czasów wujcia Dzierżyńskiego
            > wiadomo, że dobrze dobranym cytatem można rozpieprzyć każdą dyskusję.

            Ale jest też tak, że cytaty dobrze ilustrują dyskusję. Czy możesz powiedzieć co
            niewłaściwego znajdujesz w moim sposobie cytowania w tym wątku? Czy wszystkie z
            wymienionych osób nie są w jakiś sposób spokrewnione, jesli chodzi o sposób
            myślenia?

            > Jeśli natomiast chce się autentycznie zrozumieć znaczenie i sens feminizmu to
            > można zadać sobie proste pytanie: co w praktycznej działalności współczesnych
            > feministek może być uznane za próbę realizacji apokaliptycznych wizji Dworkin
            > Na forum zazwyczaj po zadaniu takiego pytania zapada głucha cisza przerywana
            > jedynue bluzgami albo ironizowaniem...

            Ja nie odpowiadam ciszą, ani ironizowaniem. Odpowiadam poważnie: po pierwsze,
            nie piszę tu o zagrożeniu totalitaryzmem feministycznym, lecz o pewnej
            wspólnocie myślenia łączącej feministki z ruchami, które dziś zgoła uznaniem
            się nie cieszą. I tyle. Realna siła feministek, to temat odrębny. Pewnie, że są
            zbyt słabe, by mocno nabroić, lecz nie o tym jest ten wątek. Zgadzam się, że
            feministki dostąpiły łaski niespełnienia; TYLKO DLATEGO, że ich pomysły w
            większości pozostają niezrealizowane, możesz pisać, że nie nabroiły zbyt mocno.
            Wiesz, jak wyglądałby świat, gdyby próbowano zrealizować pomysł "rewolucji
            płciowej", o której tyle miały do powiedzenia feministki jakiś czas temu, i
            której zresztą raczej się nie wyrzekły i dziś? A poza tym, co
            nazywasz "praktyczną działalnością"? Dla mnie pisanie prac teoretycznych też
            jest działaniem praktycznym.

            > Widzę wiele podobieństw między antyklerykalizmem i antyfeminizmem.
            > Przedstawiciele obu tych sposobów myślenia budzą moją niechęć i lekki strach,
            > gdyż brak im umiejętności realistycznej oceny możliwych zagrożeń odpowiednio:
            > zagrożenia państwem wyznaniowym i zagfrożenia feministyczną rewolucją.(...)

            I znów o zagrożeniu. Czy możemy jednak skupić się na sposobach myślenia?

            Pozdr.
      • Gość: Kato Re: Przekobiecone - feminizm jako szowinizm płcio IP: 212.244.77.* 01.12.03, 10:42
        Barbinator napisała:
        > > zatem feministka, która przestaje zajmować się płcią, przestaje być
        > > feministką.

        A czy socjalista (nacjonalista, prawicowiec, lewicowiec, czy ktokolwiek inny), który przestaje zajmować się polityką przestaje być socjalistą? Chyba nie. Wydaje mi
        się (mogę się mylić), że traktujesz rzeczy zbyt apriorycznie, wg swojego sposobu myślenia. Ale to nie zarzut, tylko uwaga. I do tego płynąca z życzliwości.
        Serdeczności
    • e_wok Re: Przekobiecone - feminizm jako szowinizm płcio 30.11.03, 01:25
      Po przeczytaniu dzisiejszego felietonu Kingi Dunin oraz Twojego postu dochodze
      do wniosku, ze sie zgadzacie. Nie wiem,Tad, jak sobie z tym poradzisz.
      Informuj na biezaco o swoim stanie, w razie potrzeby utworzymy grupe wsparcia.
      • tad9 Re: Przekobiecone - feminizm jako szowinizm płcio 30.11.03, 10:41
        e_wok napisała:

        > Po przeczytaniu dzisiejszego felietonu Kingi Dunin oraz Twojego postu
        dochodze
        > do wniosku, ze sie zgadzacie. Nie wiem,Tad, jak sobie z tym poradzisz.
        > Informuj na biezaco o swoim stanie, w razie potrzeby utworzymy grupe wsparcia.

        Ja pogodzę się z tym doskonale, choćby dlatego, że Kinga, pisząc to, co
        napisała popadła w sprzeczność sama ze sobą (tzn. z tym, co pisywała
        wszcześniej, przy różnych okazjach).

        • Gość: ted Hmmm... Barbinatorku... IP: *.035-48-73746f21.cust.bredbandsbolaget.se 30.11.03, 15:59
          Barbinatorku, obawiam sie, ze bedziesz niestety jedna z pierwszych ofiar
          przyszlej "rewolucji" feministycznej.
          Ciebie, umiarkowana feministke i w ogole bardzo sensowna i lebska kobiete (i
          lubie Cie :)) spotka taki sam los jak Dantona, Trotskiego no i oczywiscie
          Napoleona z "Folwarku zwierzecego" Orwella.
          Bo taki jest mechanizm kazdej rewolucji - nieuchronna radykalizacja, az do
          wladzy dochodza Rebiespierrowie, Staliny, Pol Poty, Kim Il Sungi i
          rozne "Slonca Karpat" i no i zaczynaja chrupac swoje dzieci, jak to rewolucja.
          Szczegolnie jakos zawzieci sa na swoich wczesnych "towarzyszy broni", tych
          Zinowiewow, Radkow, Bucharinow, porzadnych idealistow, ktorzy poparli rewolucje
          bo faktycznie chcieli budowac lepszy swiat.
          A swoja droga, czy widzicie juz w Polsce jakas kandydatke na przyszla "Ukochana
          Przywodczynie" i "Slonce Niziny Polskiej"?
    • sagan2 Re: Przekobiecone - feminizm jako szowinizm płcio 01.12.03, 09:14
      Gość portalu: tad napisał(a):


      > (...). W 1909 roku wydawcę "Ostary" odwiedził niejaki Adolf Hitler, chcąc
      > uzupełnić swój zbiór numerów pisma...

      nie zapominajmy, ze ten sam niejaki adolf hitler byl wegetarianinem... najlepszy
      powod, aby potepic wegetarian, prawda?...
Pełna wersja