czy wszystkie feministki są les????????

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.03, 12:55
Cześć! to pytanie bardzo mnie ciekawi ponieważ ja jestem feminą i jestem też
les dlatego chciałam sie dowiedzieć czy tak jest w każdym przypadku feminy
    • kociamama Re: czy wszystkie feministki są les???????? 30.11.03, 13:35
      Ja sie uwazam za feministke, ale les nie jestem. (przynajmniej nie tak
      ewidentnie;)))))

      POzdrawiam,
      Kociamama.
    • Gość: Triss Merigold Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.acn.waw.pl 30.11.03, 14:02
      Co ma orientacja seksualna do poglądów. Jestem feministką jak najbardziej
      heteroseksualną. Głupie pytanie.
      • rozaola Re: czy wszystkie feministki są les???????? 30.11.03, 15:20
        Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

        > Co ma orientacja seksualna do poglądów. Jestem feministką jak najbardziej
        > heteroseksualną. Głupie pytanie.

        Tak sie zastanawiam czy glupie czy nie, ale chyba jednak raczej glupie. Bo nie
        zdziwilabym sie gdyby zapytal o to ktorys z tutejszych antyfeministow, tlyko
        taki zrobilby to w sposob napastliwy i obrazliwy. Ja tez jestem feministka, ale
        lesbijka nie. I w dodtaku uwazam, ze to bzdura, ze bycie lesbijka mozna sobie
        wybrac. Mam kilka kolezanek lesbijek z ktorymi o tym rozmawialam i one mowia,
        ze niczego nie wybieraly, tylko po prostu zakochuja sie w kobietach a nie w
        chlopakach i tyle.

        Pozdro
        Roza
    • e_wok Re: czy wszystkie feministki są les???????? 30.11.03, 22:23
      Po pierwsze nie kazda femina jest feministka, po drugie nie kazdy zwolennik
      feminizmu jest femina, wiec zdecyduj moze, o kim chcesz rozmawiac.
      • nadszyszkownik.kilkujadek Re: czy wszystkie feministki są les???????? 01.12.03, 01:14
        e_wok napisała:

        > Po pierwsze nie kazda femina jest feministka, po drugie nie kazdy zwolennik
        > feminizmu jest femina, wiec zdecyduj moze, o kim chcesz rozmawiac.
        Jaga chce rozmawiać o sobie, to chyba jasne...
        • Gość: EWOK Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: 213.241.18.* 01.12.03, 09:50
          To nie ze mna. Ja najbardziej lubie rozmawiac o sobie :-P
      • magic00 Re: czy wszystkie feministki są les???????? 29.12.03, 20:49
        sorry, jaka jest różnica między femina a feministką.
    • tad9 Re: czy wszystkie feministki są les???????? 01.12.03, 16:50
      Nie, ale sporo lesbijek to feministki, co nadaje temu ruchowi specyficznego
      charakteru.
      • sagan2 Re: czy wszystkie feministki są les???????? 01.12.03, 16:58
        tad9 napisał:

        > Nie, ale sporo lesbijek to feministki, co nadaje temu ruchowi specyficznego
        > charakteru.

        a jakie specyficzne cechy feminizmu wynikajace z "lezbijstwa"?
        • Gość: barbinator Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.03, 17:37
          Zapewne Tadowi chodzi o to, że specyficzną cechą feminizmu wynikającą z
          lesbijstwa jest lesbijstwo. To jego ulubiony sposób budowania dowodu logicznego
          Wcześniej było już coś takiego: feministki są fanatyczne co jest dowodem na to,
          że feministki są fanatyczne.
          Pozdr. B.
        • Gość: anka Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.12.03, 23:34
          Specyficzne cechy?... Mysle, ze bycie lesbijka w szczegolny sposob uwrazliwia
          mnie na kwestie dykryminacji, bo czesto seksizm idzie w parze z homofobia. Poza
          tym feminizm, ktory afirmuje seksualnosc kobiet w ogole, pokazuje jednoczescie
          ze kobieca seksualnosc moze miec rozne oblicza i mowi: tak, to jest ok.
          W latach 70. w amerykanskim ruchu feministycznym duzo mowilo sie o
          mozliwosci "wyboru" swojej seksualnosci i wrecz zachecano kobiety do wchodzenia
          w zwiazki z kobietami zamiast z facetami (bo system, bo nierownosc relacji,
          kobieta sluzaca, etc), ale teraz jest chyba wieksza szansa na satysfakcjonujacy
          partnerski zwiazek M+K, wiec ta czesc "propagandy" nie jest juz potrzebna (mam
          nadzieje, malo znam sie na zwiazkach hetero :)
          Jest jeszcze jeden aspekt wiazacy feminizm z byciem lesbijka: czesto to dopiero
          feminizm pokazuje kobiecie zyjacej w heteroseksistowskim i katolicko-traumo-
          tworczym spoleczenstwie, ze jej pozadanie nie jest niczym zlym ani chorym. I
          jezeli odkrywa w sobie pociag do innych kobiet (i jest przy tym feministka)
          wie, ze powinna zyc w zgodzie ze soba, byc "out" (na ile to mozliwe), czerpac
          radosc ze swej seksualnosci... Feminizm jest lesbijce bardzo pomocny (moim
          skromnym zdaniem), szczegolnie na poczatku drogi docierania do swej tozsamosci,
          nazywania jej i w koncu afirmowania.
          Pozdrawiam :)
          • Gość: Łódź Kaliska panie Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.03, 11:49
            To bardzo durny wątel.Logiczne jest,że podstawową zasadą działania feministki
            jest myślenie.Jeśli kobieta myśli,to już jest feministką.Preferencje seksualne
            wynikają z natury,nie z kultury,więc co ma piernik do wiatraka??????????
            • Gość: anka Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.12.03, 18:38
              a moim zdaniem watek nie jest wcale az taki durny. mozna sie zastanowic nad
              paroma kwestiami: np. dlaczego faktycznie czesc lesbijek jest bardzo zwiazana z
              ruchem feministycznym (smiem sadzic, ze wiekszy procent lesbijek czy
              biseksualistek jest feministkami niz procent kobiet heteroseksualnych). poza
              tym proponuje jeszcze raz przemyslec sad: "co ma piernik do wiatraka?", tzn. co
              ma natura do kultury... lub kultura do natury...
              imho baaaaardzo duzo...
              acha - no i dochodzi jeszcze kwestia tego czy rzeczywiscie uznajemy
              esencjalistyczna teorie preferencji seksualnych (co stalo sie podstawa twojego
              sadu - a przeciez niekoniecznie musimy byc jej zwolenni(cz)kami).
              (ale to tak na marginesie)
              pozdro
              • Gość: Łódź Kaliska Panie Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.03, 13:02
                Nie chodzi o nazywanie wszystkiego terminami uniwersyteckimi,bo to bardzo
                często bełkot,tworzony na potrzebę hermetycznego środowiska.Vide:tak komiczny
                przypadek,że często literaturoznawca nie jest w stanie dogadać się z
                teoretykiem literatury,ha,ha,ha.
                Czas na argumentację:
                Podtrzymuję teorię ,że natura do kultury ma się jak piernik do wiatraka.Nie
                będę wygłaszać banałów istniejących w historii kultury i definiujących sprawę
                nastepująco :mężczyzna- kultura,kobieta-natura.Podział niemądry i wiele złego
                przyniósł,szczególnie kobietom ,jako zakorzeniony stereotyp.Zagadnienie ujmuję
                następująco:tam gdzie zaczyna się kultura,kończy się natura.Każda cywilizacja[a
                szczególnie dzisiejsza konsumpcyjna]opiera się na negowaniu praw naturalnych
                [od najprostszych ewolucyjnie-rozwój języka,pisma(od piktogramów po dzisiejsze
                emotikony);po złożone betonowe miasta,technikę komunikacyjną ,multimedia]
                Wszystko,co wytwarza cywilizacja należy do porządku kultury.Paradoksalnie,tylko
                trzy rzeczy na stałe łączą nas dziś ze światem
                natury :kopulacja,narodziny,śmierć.Z każdą z tych rzeczy radzimy sobie coraz
                gorzej;wytworzone niegdyś "Tabu" kulturowe dla wymienionej trójcy,zgubiło się
                gdzieś po drodze i stąd problemy z wyrzucaniem śmierci z
                kultury,ekshibicjonizmem seksualnym,oddzieleniem erotyki od kopulacji
                itp.Zdarzyło mi się już słyszeć,jak dzieciaki nie miały pojęcia ,skąd się biorą
                jajka!

                Jeśli chodzi o teorię preferencji seksualnych,śmiem twierdzić,że każdy z nas
                jest na natury(sic!) biseksualny.Oddzielam jednakże popęd płciowy od
                aktów "przekazywania materiału genetycznego"potomkom,choć to już zupełnie inna
                sprawa.

                Co do ilości lesbijek wśród feministek nikt nie przeprowadzał takich badań,a
                szczerze przyznam,że wydają mi się takowe badania mało wiarygodnymi.Byłyby po
                prostu tendencyjne.
                • Gość: anka o belkocie :) IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.12.03, 22:01
                  > Nie chodzi o nazywanie wszystkiego terminami uniwersyteckimi,bo to bardzo
                  > często bełkot,tworzony na potrzebę hermetycznego środowiska.Vide:tak komiczny
                  > przypadek,że często literaturoznawca nie jest w stanie dogadać się z
                  > teoretykiem literatury,ha,ha,ha.

                  Czasem te terminy są potrzebne żeby przekazac cos w sposob bardziej
                  szczegolowy. Konkretny. Osadzony w odpowiedniej tradycji (chodzi mi o szkoly
                  filoz, socjol, etc.) Czasami chce powiedziec sie wlasnie TO co kryje sie pod
                  danym terminem. I nic innego nie pasuje lepiej. Uzylam slowa esencjalizm, bo
                  nazwa tego kierunku w mysleniu o orientacji seksualnej odsyla do szerszego
                  kontekstu i do kierunkow przekazujacych myslenie inne oraz przeciwne do
                  myslenia esencjalistycznego. I ja po czesci sklaniam sie ku tym innym i
                  przeciwnym (co wcale nie znaczy, ze uwazam, ze jestesmy z natury (sic! no
                  wlasnie:) biseksualni :) Wlasnie dlatego - jak widac - czasem belkot sie
                  przydaje, a jego niezrozumienie uniemozliwa dyskusje. specjalnie nie podaje
                  tutaj tych innych nazw, zeby juz sie nie pograzac dalej w belkocie. Sorry)
                  No wiec wedlug mnie kultura z natura ma bardzo wiele wspolnego, ale nie chce mi
                  sie teraz rozwijac tego watku, bo musialabym sie znow posluzyc belkotem
                  niezrozumialym dla coponiektorych oraz dorzucic kilka belkotliwych (a jakze)
                  nazwisk.
                  Moze wiec na poczatek powiesz mi, czy twoim zdaniem da sie jednoznacznie
                  okreslic co jest natura, co jest naturalne, co wynika TYLKO z natury? Bo moim
                  zdaniem kiedy mowimy o czlowieku nie da sie stwierdzic co wynika TYLKO z
                  natury, a co z TYLKO z kultury. (i znowu na marginesie: cywilizacja nie rowna
                  sie kultura! Oraz jak rozwoj jezyka moze byc negowaniem praw naturalnych,
                  jezeli nasze umiejetnosci jezykowe wynikaja ze specyficznej budowy krtani?
                  Zreszta podobno niektore szympanse juz sie ucza pisac - niestety tylko pisac,
                  bo nie posiadaja takich fajnych narzadow mowy jak my. No ale z drugiej strony
                  nasze myslenie o swiecie jest bezposrednio powiazane z JEZYKIEM wlasnie jakim
                  sie poslugujemy. Odsylam tu do etnoligwistycznych badan na powiazaniem jezyka i
                  myslenia)
                  I jeszcze te "tabu" kulturowe...
                  Nie wiem jak sie do tego ustosunkowac, nie wiem o jakich kulturach piszesz. Z
                  moich obserwacji wynika, ze owe Tabu trzymaja sie nadal swietnie
                  (przynajmniej "u nas"), wrecz coraz lepiej. Tak naprawde o swojej seksualnosci
                  jako takiej, cielesnosci jako takiej, o smiertelnosci jako takiej mowi sie
                  coraz mniej i coraz trudniej. To, ze dzieci nie wiedza skad sie biora jajka
                  jest raczej dowodem na to, ze oddalaja sie od natury, czyli, ze Tabu sie
                  poglebia, a nie, ze sie "zgubilo".
                  I na koniec: oddzielenie popedu plciowego od przekazywania materialu
                  genetycznego chyba nie jest niczym nowym. Wrecz przeciwnie wystepuje w
                  przyrodzie calkiem naturalnie :) Tylko niektorzy ideolo-socjo-biolo bawia sie w
                  tego typu analogie.. Wiekszosc madrych ludzi juz dawno przestala :)
                  Co jest tendencyjnego w pomysle policzenia ilosci lesbijek gdziekolwiek? Nie no
                  wiem, ze liczba feministek bylaby trudna do policzenia, ale na zachodzie, gdzie
                  spolecznosci gej i les sa dosc czesto przedmiotem badan socjologicznych robi
                  sie rowniez rozroznienia na tych ktorzy sa zaangazowani/utozsamiaja
                  sie/sympatyzuja z ruchami spolecznymi takimi jak feminizm, czy ruchy
                  wspierajace walke o prawa gej/les/bi/trans, wiec w ramach rozmow o feminizmie i
                  lesbizmie mozna porozmawiac o tym jak te proporcje sie rozkladaja. Dlaczegozby
                  nie?
                  Pozdro
                  • Gość: ŁÓdź Kaliska Panie Re: o belkocie :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.03, 23:18
                    Jeśli chcesz to pisz przez antropologię strukturalną,przez gender,przez
                    feminizm,albo przez co tylko sobie życzysz.Ja to wszystko zniosę!Możesz pisać
                    hermetycznie i przez konkretną szkołą ,to też zniosę,a nawet się ustosunkuję!
                    Nie deprecjonuj jedynie na wstępie co poniektórych.

                    Nie napisałem nigdzie,iż:

                    (i znowu na marginesie: cywilizacja nie rowna
                    > sie kultura! Oraz jak rozwoj jezyka moze byc negowaniem praw naturalnych,
                    > jezeli nasze umiejetnosci jezykowe wynikaja ze specyficznej budowy krtani?

                    Czym jest w takim razie wg Ciebie cywilizacja i kultura?Dwoma odrębnymi
                    zagadnieniami?Jeśli chodzi o budowę krtani,to chyba dość trudno
                    powiedzieć:Stworzyliśmy odrębne systemy gramatyczne,gdyż posiadamy tak,nie
                    inaczej zbudowaną krtań.Powiemy raczej:krtań pozwoliła nam wydobywać dżwięki ,a
                    następnie stworzyliśmy język pisany ,oparty na prawidłach gramatycznych,a zatem
                    i kulturę.Pozostawanie przy "Prawach natury"wymagałoby używania języka w celach
                    obrony i ataku jedynie,nie natomiast wytworzenie kultury pisanej z literaturą i
                    nauką łącznie.O ile chodzi o kwestię piszących szympansów to pytanie logicznie
                    nasuwające się w tym wypadku brzmi:Uczą się pisać,czy uczą się odtwarzać
                    mechanicznie tekst?Przyznasz sama ,że różnica to kolosalna.Nasze myślenie o
                    świecie jest uwarunkowane w kontekst językowy,ergo:nie znamy języka
                    szympansów ,nie jesteśmy w stanie docieć ich kontekstu myślowego,o ile takowy
                    w ogóle istnieje.Kwintesencją badań etnolingwistycznych ,dla mnie
                    oczywiście,jest kwestia różnic między koptyjskim a staroegipskim,która jak
                    dotąd dryfuje we wszystkich kierunkach.Nie zgodzę się ze stwierdzeniem ,że
                    piktogramy warunkują myślenie obrazem,a litery -słowem.


                    "Tabu" nie trzymają się świetnie i niewątpliwie nie poglębiają się."Tabu"
                    zakładało rytuał przejścia,który zaniknął.Smierć wyrzuciliśmy z kultury i
                    dlatego zdziczała."Tabu" to obrona kultury przed tajemnicami natury,ale nie
                    oznacza ono milczenia.Smierć zdziczała to mówienie un\mierającemu,że dobrze się
                    trzyma i wyzdrowieje,rytuał konania wymagałby powiedzenia prawdy i przygotowania
                    [nie będę odsyłał do calej literatury tanatologicznej}O śmierci mówi się
                    dzisiaj nie używając jakiegokolwiek desygnatu,bo i desygnat zaginął.Pozostał
                    język dyskursu medycznego,bądź jakiś zlepek eschatologiczny.Podobnie z resztą
                    zjawisk wymienionych.To,że mówi się mało oznacza,że nie istnieje język,i to
                    nazywam zagubieniem dyskursu oswajającego "Tabu".Co do kwestii kopulacyjnych i
                    erogennych,powiedziałbym raczej,że erotyka w wydaniu "Pop kultury"stała się
                    taką Bataille`owską transgresją pozbawiną wektora i celu,a wię c w gruncie
                    rzeczy swoją negacją.

                    To,że dzieci nie wiedzą skąd się biorą jajka,nie dotyczy żadnego "tabu",ale
                    zrywania się więzi między naturą ,a kulturą.Nie wiedzą,b o nigdy w życiu w tym
                    świecie nie widziały kury wysiadującej jajka.

                    No i koniec.Jak porównać ilość zaangażowanych feministycznuie lesbijek i ich
                    heteroseksualnych odpowiedników?Kto znajdzie dwa idebtycznie miarodajne
                    odpowiedniki?Badania socjologów czasami przypominają wyniki Spisu
                    Powszechnego;nic nie trzyma się kupy.


      • rozaola Re: czy wszystkie feministki są les???????? 01.12.03, 19:53
        tad9 napisał:

        > Nie, ale sporo lesbijek to feministki, co nadaje temu ruchowi specyficznego
        > charakteru.

        Z kilkunastu lesbijek ktore znam feministkami sa 2.

        Roza
        • tad9 Re: czy wszystkie feministki są les???????? 01.12.03, 20:22
          rozaola napisała:


          > Z kilkunastu lesbijek ktore znam feministkami sa 2.

          No widzisz - sporo!
        • milka_mama_damiana Re: czy wszystkie feministki są les???????? 29.12.03, 19:34
          A ciekawe, gdzie i jak poznałaś te wszystkie lesbijki?
          • Gość: Triss Merigold Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.acn.waw.pl 29.12.03, 21:08
            A czemu Cię to interesuje? Przecież potępiasz i od zboczeńców wyzywasz.
            Jesli ja nie toleruję np. faszystów to nie jestem zainteresowana gdzie można
            ich poznać.
            • Gość: hot_dog Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.crowley.pl 29.12.03, 23:24
              na to pytanie odpowieź brzmi :TAK, tak samo jak są:
              -babochłopami bez biustu i z ochrypłym głosem,
              -oziębłymi seksualnie chudymi miotłami,
              -zgryźliwymi upiornymi babami z wystającymi zębami,
              -nienawidzącymi świata pomiotami szatana,
              -udają,że nie chcĄ mieć dzieci bo są bezpłodne
              NO WYMŚLŻE COŚ JESZCZE BO MI ZABRAKŁO KONCEPTU.
              • Gość: Triss Merigold Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.acn.waw.pl 29.12.03, 23:49
                Yyy to chyba nie do mnie powinno być skierowane... tylko do Jagi albo mamy
                Damiana
                • Gość: hot_dog Re: czy wszystkie feministki są les???????? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 10:18
                  No chiba,powinnam byla napisać drukowanymi, że jaja sobie robie z takich
                  pytań.Co jakiś czas pojawia sie na forum jakies nawiedzone "cuś" i zadaje
                  odkrywcze pytania, albo,stwierdzenia w stylu "feministki to..."Błeee,no co
                  takiemu czemuś odpisać???
Pełna wersja