ktosiaczek
27.06.09, 19:20
Nie uczestniczyłam w Kongresie Kobiet, ale słyszałam w jednej z rozgłośni, iż podczas Kongresu, z ust jednej z profesorek padło zdanie, że za każdą kobietą stoi zawsze jakiś mężczyzna (cytat nie dosłowny, może ktoś z czytających zna kontekst lub wie o ktorą wypowiedź chodzi?) Podobno pojawiły się wtedy głosy oburzenia, że po pierwsze nie każda kobieta życzy sobie "mieć mężczyznę z za plecami" ponieważ ma ochotę być zupełnie samodzielna, po drugie nawet jeśli, to niekoniecznie musi to być mężczyzna, bo równie dobrze druga kobieta.
I teraz moje pytanie. Zastanawiam się, co by było, gdyby ktoś powiedział: za każdym mężczyzną i tak zawsze stoi jakaś kobieta.
Albo to co jest bardziej znane - mężcyzna jest głową, ale szyją kobieta.
... i gdyby jakiś mężczyzna powiedział, że przecież są mężczyźni, którzy są samowystarczalni, a nawet jeśli nie, to moze być to drugi mężczyzna.
Pytam, bo nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, szczególnie słów o drugim mężczyźnie u boku. W środowisku kobiet przypomnienie o tym, że można być samowystarczalną kojarzy się z feminizmem, o tym że można być nieheteroseksualną - z oczywistą oczywistością :) Natomiast wśród mężczyzn podobne zastrzeżenia wywołałyby uśmieszek (może oprócz tej samowystarczalności, ale tylko w znaczeniu "gospodarczym", bo facet samowystarczalny w każdej dziedzinie życia, bez "kobitki" to też zalatuje etykietą dziwaka).
Co o tym myslicie?