Gość: Shemreolin
IP: 62.89.110.*
18.12.03, 14:06
Własnie... zastanawia mnie ta kwestia. Niby w załozeniu to to samo, ale w
praktyce to zupełnie coś innego.
Równouprawnienie zakłada, że kobieta i męzczyzna maja te same prawa.
Oczywiscie czasem prawa natury są silniejsze niz prawa stworzone przez
człowieka i nie mamy tu nic do powiedzenia (chodzi mi tu np. o coś, w
stylu "mężczyźni też powinni rodzić dzieci, bo jest równouprawnienie").
Równouprawnienie jak sama nazwa wskazuje ma równoważyć wszystko między
kobietę a mężczyżnę i nikogo nie faworyzować. Czyli generalnie rzecz biorac
można to sobie na spokojnie wszystko ułożyc...
Czym jest feminizm... Otóż według mnie (po moich obserwacjach) feminizm rózni
sie bardzo od równouprawnienia. Po pierwsze mówi o obyczajach, a nie o prawie
i poza tym w pewien natarczywy sposób próbuje wszystkim wokół cos udowodnić
nie mając dowodów. Nazwa feminizm wskazuje, że chodzi o kobiety... no tak, to
dość banalne. Problem lezy w tym, ze równouprawnienei zawiera w sobie zarówno
męzczyzne jak i kobietę. Feminizm tylko jedną ze stron, więc w rzeczy samej
nie ma nic wspołnego z równouprawnieniem. Teraz ktoś powie "feminizm dąży by
kobiety miały te same prawa co mężczyźni". Ok. To prawda. Ale czy ktoś
pomyślał o tym, że moze męzczyźni chcieliby mieć te same prawa co kobiety?
Ha! No właśnie. My mamy prawa, ale różne. Oczywiście nie jest tak, ze uwazam,
ze wszystko na tym świecie jest wspaniałe i cudowne i kobiety nie są
specjalnie zaniedbywane. Owszem są.
Problem feminizmu leży w tym, ze kobiety (nie wszystkie oczywiscie) dopatruja
się dziury w całym. Chca zmieniać kulturę, obyczaje, wtracaja sie do
wszystkiego. Nazywam je "krzykaczkami". Te "krzykaczki" zagłuszaja swoim
wrzaskiem prawdziwe problemy. Zamiast zrobić cos "po męsku" i sprawy
pozałatwiać to krzycza, ze to czy tamto.
Od razu mówię, że nie chce uogólniać. To moje spostrzeżenie.
Moim zdaniem prawdziwa idea feminizmu została zatracona przez
te "krzykaczki", którym sie nie podoba bilboard, reklama w radio, czyjaś
wypowiedź. Mi też sie nie podobaja, naprawdę. Problem leży w tym, zeby cos z
tym robic z godnoscia i powaga, a nie wrzeszczeć. Jesli walczy o gosność
kobiety to samemu trzeba zachowywać sie z godnością.
Moim zdaniem feminizm to nie to samo co równouprawnienie.
A jakie są Wasze spostrzeżenia na ten temat?