hugu
07.07.09, 19:33
Przed chwilą wróciło do mnie uczucie przykrości, jaką przeżywałam
przez całe dzieciństwo, słysząc z ust znaczącej w moim życiu kobiety
(matki), że płeć żeńska u dziecka to pech, niefart, rozczarowanie i
jakaś wrodzona kiepskość, niższość, brud. Nie użyła wszystkich tych
sformułowań, ale kilku tak (innych używała gdy to ja byłam tą
pechową w jej życiu dziewczynką), po czym wyraziła nadzieję, że "USG
czasem się myli" i być może sprawa płci jeszcze nie jest
beznadziejna...
Bo miałam badanie płodu tzw. połówkowe i okazało się, że będzie
dziewczynka. Mąż - zadowolony, ja - zadowolona (do teraz), bo uczę
młode dziewczyny i chłopców i widzę, jakie panny potrafią być mądre,
fajne, zaradne, a i chłopcy mają kupę wdzięku - i naprawdę u ludzi
ważna jest osobowość, a nie płeć.
Tymczasem moja matka pieje z zachwytu powtarzając, jak to płód na
USG - potomek mojego brata ciotecznego, już w 13 tygodniu życia
prenatalnego przysporzył chwały rodzicom, bo "pokazał fiutka!". Tak,
jakby co najmniej pokazał kamień filozoficzny albo uniwersalny klucz
do trafiania szóstek w Lotto. A taki "skarb" ma przecież pół świata,
ma go też i pokazuje każdy obszczymurek - czy należy go z tego
powodu podziwiać?..
Reasumując: Nigdy w życiu nikt mnie tak nie dyskryminował z racji
płci jak własna matka i inne kobiety. Ojciec, mąż, koledzy ze szkoły
nic nie mieli do mojej płci i nie robili mi przykrości w związku z
tym, że jestem dziewczynką/kobietą. Z tego powodu tępiła mnie
głównie matka oraz stada "koleżanek" pełnych jakichś kwasów,
zawiści, kompeleksów i agresji, próbujących zapedzić mnie do szeregu
(czwartego lub piątego od końca), bym nie wyrywała się do fajnych
rzeczy, niewłaściwych, ich zdaniem, mojej płci.
Na szczęście spotkałam też wielu mądrych ludzi płci obojga i wśród
nich urządziłam sobie życie. Zapomniałam o towarzystwie "strażniczek
patriarchatu", a tu znowu dopadło mnie w chwili, kiedy mam zostać
matką i urodzić córkę... Znowu kobiety próbują mnie przekonać, że
mam postrzegać to dziecko jako gorsze ze wzgledu na płeć...
Wytłumaczcie mi, dlaczego tak w moim życiu jest i czy to reguła, czy
wyjątek, że znajomi meżczyźni raczej nie czepiają się sprawy płci i
nie próbują nikomu urządzać życia wedle płci, natomiast kobiety
często gnębią inne kobiety w związku z płcią i robią z tego jakąś
kulę u nogi, jakieś znak negatywnej tożsamości... Dlaczego tak się
dzieje, co to komu daje, skąd to się bierze i czy długo to potrwa w
Polsce?... Bo jakby co, to zaczynam odkładać na nauke szwedzkiego
dla córci...;)