bene_gesserit
13.07.09, 13:05
Od miesiaca, bez szumnych zapowiedzi i medialnego rejwachu,
funkcjonuje w polskim kodeksie rodzinnym nieslychana wrecz zmiana:
Od 13 czerwca 2009 r. sąd nie będzie już wyznaczał dziecku z
automatu stałego miejsca zamieszkania. Jeśli jest na tyle duże,
żeby funkcjonować pod dwoma równoważnymi adresami, takie
rozwiązanie powinno mieć priorytet. Ale ostatecznie zdecydują
rozwodzący się rodzice: przygotują umowę, w której sami – lub z
pomocą mediatora – rozstrzygną, jaką część tygodnia albo roku
dziecko przemieszka z którym z nich, kto będzie odpowiadał za
kontakty ze szkołą, a kto za opiekę medyczną, kto organizuje
dziecku wakacje i tak dalej. Sąd podpisze się jedynie pod ich umową
i zainterweniuje, w razie gdyby potem była ona łamana. Karząc
grzywną, ale też aresztem. (A w planach jest jeszcze jedna ważna
nowelizacja; żeby karane było także fałszywe zeznawanie w sprawach
rozwodowych – nawet trzyletnim więzieniem). – W nowelizacji kodeksu
rodzinnego kryje się ogromna szansa – mówi Robert Boch, mediator
rodzinny z Kliniki Konfliktu. – Rodzice wspólnie siadają przy
stole, bo muszą, i często dopiero wtedy uświadamiają sobie, że
tandemem rodzicielskim pozostaną na zawsze, choć parą już być
przestali. Charakterystyczny moment: mediator pyta, co ich dziecko
najbardziej lubi robić, a oni, potencjalni wrogowie, zaczynają się
do siebie uśmiechać. To otwiera drogę do współpracy.
Ale jeśli taka umowa nie powstanie, bo rodzice nie będą w stanie
się dogadać, sąd ograniczy prawa rodzicielskie jednego z nich.
Gdyby jeden z rodziców, na przykład matka, próbował złośliwie
odciąć drugiego od dziecka, sąd postawi go przed wyborem: albo
porozumienie, albo ograniczone prawa rodzicielskie i adres u tego
drugiego, współpracującego.
Rewolucyjna rzecz, a przez Sejm przeszła niemal jednogłośnie, przy
jednym zaledwie głosie wstrzymującym się posła z klubu PiS.
www.polityka.pl/powrot-taty/Text01,933,295931,18/