verte34
26.07.09, 21:32
... zdeprecjonować. Przykłady z radia wzięte:
Dyskusja o Grażynie Bacewicz. Pani prowadząca: cośtam cośtam...
kompozytorka. Gość programu (tonem karcącym): Ależ więcej szacunku!
Pani KOMPOZYTOR!
Pani prowadząca (z nerwowym śmieszkiem): Och tak, PANI KOMPOZYTOR.
Reportaż o młodych kobietach studiujących śpiew gregoriański. Ich
doskonale wyszkolone, pięknie zharmonizowane głosy brzmiały
urzekająco. I co słyszę na zakończenie? "To nie to co w wykonaniu
mężczyzn, oczywiście... ale może i nas ktoś zechce posłuchać?"
Dyskusja historyczna. Pani prowadząca, najwyraźniej bardzo
kompetentna i świetnie merytorycznie przygotowana, właśnie podała
własną definicję drużyny przybocznej i kończy uwagą: Nno.. nie wiem
czy jako kobieta dobrze to zdefiniowałam (chichocik).
No żeż!!!
I jeszcze jedno: Prowadzę mały biznes na Allegro, i nie przestaję
się zastanawiać dlaczego samodzielne, zaradne, dorosłe przecież
kobiety które tam spotykam powszechnie przybierają sobie za nick
jakieś koszmarne zdrobnionka typu ' Kowalusia,'Nowakunia'. Nie dość
że to infantylne (i przez to deprecjonujące), to jeszcze przywodzi
na myśl panny służące z dawnych lat.