Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dziecka??

IP: *.adsl.inetia.pl 26.02.10, 22:25
Tam faktycznie tytuł pojawił się chyba zbyt poważny w stosunku do zaistniałej
sytuacji.

Ja chcę jednak to pytanie zadać na poważnie:

Co, jeśli nie mogę dać mu dziecka?

Z przyczyn obiektywnych - jeśli kobieta, absolutnie nie ze swojej winy, zapada
na chorobę uniemożliwiającą w sposób ostateczny macierzyństwo.

Przy założeniu, że pobierając się robili to po to, żeby stworzyć pełną
rodzinę. A więc rodzinę z dziećmi. Tak planowali swoje życie, pod tym kątem
przez kilka lat podejmowali wspólne decyzje. Starali się nieskutecznie o
ciążę. I ostatecznie zostali przez los postawieni w sytuacji, że kobieta
dziecka fizycznie już nie urodzi (konieczność wycięcia narządu rodnego). W
dodatku z powodu choroby nowotworowej mało prawdopodobna jest opcja adopcji (o
ile mi wiadomo w Polsce o adopcję nie jest łatwo, więc kto powierzy dziecko
rodzinie, która za chwilę może przestać być pełna).

Co powiecie na tak postawiony problem? Jak przeformułować życiowe cele? Na
czym oprzeć plany i marzenia?
    • minniemouse Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 27.02.10, 06:33
      Przy założeniu, że pobierając się robili to po to, żeby stworzyć pełną
      rodzinę. A więc rodzinę z dziećmi.


      Niestety, rzadko sie zdarza aby ktos kto idzie do oltarza robil sobie badania
      ze sie tak wyraze "pre-koncepcyjne".
      Normalnie ludzie jak sie poznaja, chodza ze soba potem sie postanawiaja pobrac
      bardzo rzadko jesli kiedykowliek mysla naprzod czy moga miec dzieci. Zwykle
      zakladaja ze moga. ze nie, okazuje sie po slubie.
      Pobieranie sie wiec nie jest gwarancja na posiadanie potomstwa, niestey ale
      poboznym zyczeniem.


      I ostatecznie zostali przez los postawieni w sytuacji, że kobieta
      > dziecka fizycznie już nie urodzi


      Jest to jeden z momentow na konkretnie ktory w kosciele lub w urzedzie stanu
      cywilnego sklada sie przysiege "na dobre i na zle, w szczesciu i nieszczesciu,
      zdrowiu i chorobie..." itd...

      > Co powiecie na tak postawiony problem? Jak przeformułować życiowe cele? Na
      czym oprzeć plany i marzenia?


      Przeciez nie tylko wlasne dziecko jest celem zycia. jak ktos naprawde strasznie
      cierpi to moze znalezc calkowite lub czesciowe ukojenie w pomaganiu innym.
      ludzkiego nieszczescia jest wokol w brod. wystarczy sie rozejrzec.
      Z mniejszego kalibru - mozna sie zajac soba, malzonkowie soba wzajemnie, jest
      praca zawodowa, praca spoleczna.

      Tak planowali swoje życie, pod tym kątem
      > przez kilka lat podejmowali wspólne decyzje. Starali się nieskutecznie o
      > ciążę. I ostatecznie zostali przez los postawieni w sytuacji, że kobieta
      > dziecka fizycznie już nie urodzi


      No a jesli okaze sie ze to nie ona tylko ON nie moze?
      dokladnie te same plany "pelnej" rodziny legly w gruzy.
      dlaczego nie traktujesz tego jako takiego samego nieszczescia z takimi samymi
      konsekwencjami tylko znowu koncentrujesz sie na kobiecie?


      Minnie
      • Gość: A. Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie IP: *.adsl.inetia.pl 27.02.10, 08:07
        Badania prekoncepcyjne nic by nie dały - choroba rozwinęła się cicho i
        podstępnie już po ślubie.

        W tym samym Kościele niemożność posiadania potomstwa jest powodem do
        unieważnienia małżeństwa - jako nierealizującego celu.

        Koncentruję się na kobiecie dlatego, że jestem kobietą, którą to spotkało.

        Jeśli to on nie może jest chyba łatwiej. Pomijając już wszystko inne - można
        łatwo znaleźć dawcę, znalezienie dawczyni jest znacznie trudniejszesad
        • Gość: gosc Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.10, 08:34
          policzyłam - znam 6 par, które adoptowały (2 nawet po 2 dzieci); wcale nie
          przeszli przez mękę adopcyjną i są szczęśliwi. no, ale nie darli włosów z głowy
          - cooooo, jeśli nie mooooogę.....
          • Gość: A. Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie IP: *.adsl.inetia.pl 27.02.10, 08:57
            Nie rwę włosów z głowy (swoją drogą przy chemii wypadają same).
            Czy któraś z tych par miała zdiagnozowaną chorobę typu nowotwór złośliwy i była
            w trakcie leczenia?
            Nie przymierzałam się jeszcze do procedury adopcyjnej, ale boję się, że w
            przypadku raka, to będzie utrudnionesad Trochę się to komplikuje gdy niepłodność
            nie jest tylko niepłodnością, a jest chorobą uważaną powszechnie za śmiertelną.
            • annajustyna Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 27.02.10, 10:49
              Swego czasu byl artykul w Polityce o adopcji. Byla tam przedstawiona para,
              ktorej odmowiono adopcji, poniewaz on byl po nowotworze jader.
        • annajustyna Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 27.02.10, 10:14
          Bzdury piszesz - niechec do posiadania potomstwa jest podstawa orzeczenie
          niewaznosci malzenstwa sakramentalnego (a nie uniewaznienia, to nie to samo).
          Natomiast nieplodnosc / bezplodnosc zdiagnozowana dopiero po slubie absolutnie
          nie. Tak samo jak i zdiagnozowana przed slubem, pod warunkiem, ze wspolmalzonek
          o tym wiedzial.
        • magdalaena1977 Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 27.02.10, 23:26
          Gość portalu: A. napisał(a):

          > W tym samym Kościele niemożność posiadania potomstwa jest powodem
          > do unieważnienia małżeństwa - jako nierealizującego celu.
          Nie.
          Nie mogą zawrzeć małżeństwa ludzie, którzy nie są w stanie odbyć aktu
          seksualnego. Albo Ci, którzy z góry wykluczają (tj. nie chcą) posiadanie potomstwa.
          Bezpłodność nie stanowi przeszkody - przecież wychodzą za mąż także panie po
          klimakterium i wtedy nawet podczas ślubu opuszcza się to pytanie o gotowość do
          przyjęcia potomstwa (ale tę gotowość nadal trzeba mieć).
          • annajustyna Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 28.02.10, 13:16
            Jak to ci, co nie sa w stanie odbyc aktu? Czyli np. inwalidzi nie moga? Nieprawda!
    • berta-live Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 27.02.10, 09:46
      To nie jest tak, że ktoś z jakiegokolwiek powodu jest automatycznie
      dyskwalifikowany jako rodzic adopcyjny. Po prostu jak na jedno dziecko przypada
      kilku chętnych, albo i więcej, to robi się coś w rodzaju castingu i wybiera tą
      rodzinę, jaka będzie dla dziecka najkorzystniejsza. Wychodząc z założenia, że
      lepiej mieć dwoje rodziców niż jednego, lepiej zdrowych niż chorych, bogatych
      niż biednych itp. I największa konkurencja jest w przypadku noworodków. Potem,
      im dziecko jest starsze, to tym mniej chętnych do jego adopcji, i tym samym
      szanse na jego adopcję wzrastają. Podobnie jest w przypadku rodzeństw i dzieci
      chorych. Generalnie jak ktoś nie wybrzydza zbytnio to nie powinien mieć
      problemów z adopcją.
    • Gość: Rachela Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie IP: *.aster.pl 27.02.10, 11:15
      moja sąsiadka to taki przypadek. byli małżeństwem, wszystko świetnie. ale po
      paru latach okazało się, że pani nie może mieć dzieci. pan szybko się rozwiódł i
      znalazł sobie inną panią. która mu potomka urodzi. i tak się stało. adopcja nie
      wchodziła w grę, bo pan "obcego dzieciaka wychowywać nie będzie". także tu dało
      za wygraną prawo Kalego, że najsilniejsi wygrywają, a słabi muszą radzić sobie
      sami.
      • lisia312 Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 27.02.10, 12:56
        to wielki sprawdzian Waszej miłości. Napisałam Waszej, bo znam przypadki, gdzie
        to chora osoba odsunęła się od partnera z fałszywej interpretacji " bo nie chcę,
        zeby cierpiał".
        Ale moze właśnie to cierpienie czemuś ma służyć?
        Myślę, że za wcześnie mówić o adopcji, do tego trzeba siły, a Ty na razie jesteś
        słaba.
        Powodzenia. Jeżeli jesteś wierząca, to jest takie powiedzenie:
        Jeżeli Pan Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno.
    • Gość: A. Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie IP: 81.219.226.* 27.02.10, 20:34
      Ja chyba zaczynam tak myśleć - "nie chcę żeby cierpiał", "nie chcę żeby się ze
      mną męczył".
      • Gość: taaa... Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.10, 20:53
        i proszę jak zwykły instynkt wymyślony przez naturę w celu zachowania gatunku,
        robi kobietom wodę z mózgu
        rozumiem, że jesteś brzydka, głupia, nie masz zainteresowań, nie odnosisz
        sukcesów w pracy, nikt cie nie lubi, jesteś niesympatyczna, złośliwa, wredna,
        przypalasz wodę na herbatę i dlatego facet się z tobą męczy?
        • Gość: A. Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie IP: 81.219.226.* 27.02.10, 21:08
          Instynkt albo geny - jeśli to one mną sterują, to zaczęły krzyczeć, że jestem
          ewolucyjna porażką i nie warto we mnie inwestowaćsmile
          Uroda to kwestia gustu, ale powiedzmy sobie szczerze - od chorowania się
          człowiek ładniejszy nie robi.
          Zamiast pracy mam w najbliższej perspektywie zwolnienie lekarskie itp.
          Wredna jestemsmile
          Jestem też miła i wszyscy mnie lubią. W dodatku świetnie gotuję.
          Ale za chwilę mogę zacząć rzygać dalej niż widzę i on mi będzie musiał zarówno
          herbatę jak i pożywienie szykować.
          Do tego dojdzie ciągły stres odnośnie ewentualnej wznowy. I inne ograniczenia
          natury fizycznej i być może psychicznej.
          A jak się miało zainteresowania z tych wymagających jako takiej sprawności
          fizycznej, to już od dłuższego czasu nie idzie ich realizować.
          Ale ton postu mi się podobasmile Jest zdecydowanie bardziej w moim stylu niż jęczenie.
          Problem z tym, że jednak jak się przestaje walczyć a zaczyna myśleć, to sobie
          człowiek różne kwestie uświadamia - i trudno znaleźć coś budującego.
          • minniemouse Re: Odnośnie wątku: Co jeśli nie mogę dać mu dzie 28.02.10, 00:23
            Ja chyba zaczynam tak myśleć - "nie chcę żeby cierpiał", "nie chcę żeby się ze
            mną męczył".



            Dlatego bo masz niskie poczucie wlasnej wartosci. sama siebie nie szanujesz.
            poza tym to zwykla glupota.

            Sprowadzasz sie do roli garkotluka i dziecioroba, i nic wiecej.
            Jako kobieta nie masz ZADNEJ godnosci, mezczyzna stoi u ciebie na swieczniku nie
            wiadomo dlaczego, przeciez to tez tylko zwierze.

            Rola meza w malzenstwie jest sie zajmowac zona nie tylko jak jest pieknie ale
            takze jak jest zle. Na tym polega doroslosc, odpowiedzialnosc, milosc.

            Ale to z toba jest zle, ty masz porabane w glowie. On, jak widze moze i by
            wyplelnil swoje dane przy ksiedzu przyrzeczenie 'na dobre i na zle', ale
            najwyrazniej ty lubisz byc martyrem.
            twoja sprawa ale wcale mi cie nie zal.

            Minnie
Pełna wersja