Gość: magaa
IP: 195.26.74.*
05.11.10, 21:39
II połowa cyklu i znowu uczucie jakbym się podtarła papierem ściernym, i swędzenie..., które przechodzi w łagodniejsze, albo mija całkiem w czasie i po okresie.
i to trwa juz od 2 lat. i ciągłe wymazy, i najdziwniejsze jest, że czasami wymaz nic nie pokazywał, a był robiony w momencie nasilenia objawów, gdzie nawet było mi wstyd, że jestem taka zaczerwieniona... zawsze robiono mi wymaz z szyjki macicy, ostatnio zrobiono mi z pochwy, lekarka nigdy nie różnicowała tego - tzn. nie wiem czy może powinnam zrobić jeden i drugi wymaz na raz? już nie wiem co robić.
lekarka rozkłada ręce, ostatnio wyszło mi w wymazie oprócz candidy albicans [+++]
duży wzrost Streptococcus agalactiae [+++] i Staphylococcus aureus [pojedyńcze kolonie], ale... nie wiem czy do niej iść. Poprzednim razem jak wyszło mi że S. agalatiae są pojedyńcze kolonie i że jest candida stwierdziła tylko, że da mi lek flukanazol (nie wiem czy nie mylę nazwy) a co do agalatiae to uznała, że może mi cos przepisac, ale to bez sensu, bo każdy w sumie to ma, a mi akurat wyszło na wyniku...
ten dyskomfort pojawia się gdy nie jem przez długi czas cukru, i gdy jem. nie współżyję, więc nikt mnie ciagle nie zaraża niczym, badania na mycoplasmę i chlamydie były robione.
jedyne co uzyskałam od lekarki to elobasa i linomag- bo może to od suchości, ale czasami wcale nie jestem sucha, a jestem podrazniona. wcześniej miałam przepisywane globulki na grzyba i maść pimafucort czy jakoś tak. I nic.
najgorsza jest bezsilność, na poczatku myslałam nawet, że to ja jestem jakaś przewrazliwiona, ale w miarę możliwości powtarzałam wymaz, żeby mieć wynik czy coś jest nie tak. ale to nic nie daje, bo lekarz rozkłada ręce. Byłam tez u innego ginekologa, ale jedyne co słysze to zdania w stylu - po prostu tak już jest... i że nie mam się na tym skupiac, ale ciężko się nie skupiac, kiedy w nocy budzi mnie.. świąd.. albo kiedy myję się i dotykam pod prysznicem, to mam ochote się drapać i drapię do krwi...
pogodziłam się juz z tym, że jestem sama, nikogo nie mam, ale czasami nawet jak pomyslę, że może.. żeby spróbowac, jest to gaszone przez myśl, że.. przecież ja i tak nie moge współżyć.
mam juz po prostu tego dośc. i nie wiem czemu piszę, może z bezsilności i w reakcji na porady typu - idź do lekarza. ja byłam.. i nic.