Dodaj do ulubionych

Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie?

12.12.10, 19:06
Kiedy szperałam w internecie szukając informacji o naszej operacji i zetknęłam się z różnymi ocenami na temat traktowania pacjentek przez lekarzy.
Na naszym forum jednak chyba większość dziewczyn była zadowolona z lekarzy i opieki pielęgniarek smile
Ja należę do tych zadowolonych, bo lekarze i pielęgniarki robiły wszystko, żebyśmy szybko wróciły do zdrowia. Jeżeli chodzi o opiekę przed i po operacji, to nie mam zastrzeżeń i jestem bardzo zadowolona. Do szpitala dostałam się kiedy mi pasowało, bez protekcji itp.
Mam jednak kilka zastrzeżeń, o których powiem.
Może zacznę od tego, że kiedy wybierałam się do szpitala, przygotowana byłam na operację usunięcia mięśniaków. Ten temat próbowałam zgłębić szperając w internecie.
Na miejscu okazało się po badaniu ordynatora, że proponują mi usunąć całą macicę z jajnikami, bo jak mi oznajmiono "w tym wieku nie są one już pani do niczego potrzebne".
Kiedy pytali mnie o zgodę oświadczyłam, że lekarze wiedzą lepiej co dla mnie jest najlepsze, więc nie będę się zastanawiać i wyraziłam zgodę, klamka zapadła.
Wkrótce po operacji okazało się, że jajniki jednak do czegoś były potrzebne ....
Żal też mam do lekarzy, że nie raczyli nas uświadomić na wyjściu co nas teraz czeka, czego nam nie wolno, a co jest zalecane, jak zadbać o ranę. O to ostatnie sama pytałam pielęgniarki wychodząc do domu.
Dzień przed wyjściem zalałam pytaniami na wieczornym obchodzie dyżurującego lekarza, na co z uśmiechem odpowiedział, że to bardzo obszerne i filozoficzne pytania, raczej powinnam je zadać swojemu lekarzowi na wizycie kontrolnej, czyli za kilka tygodni, a co do tej pory? Nie powiem był miły, nawet dowcipny, ale jak mi powiedział, że po 6 tygodniach mogę już dźwigać 12kg wnuka to zwątpiłam w jego kompetencje i podziękowałam za dobre rady.
Tak się zastanawiam, czy przy wypisie, po tak ciężkiej operacji nie powinni nas zaopatrzyć w jakąś broszurkę, w której byłyby zamieszczone dla nas wszystkie informacje i porady ? Czy musimy dopiero teraz same sobie je kompletować na forum ? A jak ktoś nie mam internetu?
Kiedy wszczepiają pacjentom rozrusznik serca, każdy natychmiast dostaje do ręki profesjonalnie wydaną broszurkę, z ogromną ilością informacji na temat tego co go czeka, czego ma przestrzegać itp. Czy nasza operacja nie jest wystarczająco poważna, żeby tak to lekceważyć?

Jestem ciekawa , czy u Was było inaczej czy podobnie ?
Obserwuj wątek
    • ewenny58 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 12.12.10, 20:01
      tak Olikkk, z uśmieszkiem oglądam medyczne seriale, gdzie lekarz w sposób spokojny i rzeczowy informuje pacjenta o celu i sposobie wykonania zabiegu, co powikłań , dodają otuchy
      mnie powiedziano jedynie, że muszę usunąć macicę, bo anemię mam galopującą
      po operacji nikt nie mówił mi, czy ostatecznie przydatki zostawiono mi czy nie
      rozmawiano ze mną jak z kompletnym abnegatem, co na niczym się nie zna
      ton był grzeczny ale oschły
      pielęgniarki były miłe i to one wprowadzały na sali ciepłą atmosferę
      nie lubię lekarzy za swoje zadufanie i traktowanie pacjętów z góry
      • basiab640 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 13.12.10, 10:14
        W moim przypadku w szpitalu spotkałam się z arogancją niektórych pielęgniarek ,i pomyśleć że to też kobiety i powinny zrozumieć pacjentki po operacji,obrażone były wręcz gdy się od ich coś chciało,a nie daj boże gdy któraś zadzwoniła alarmem.Co do lekarzy mnie operował mój lekarz u którego się leczę i kontakt z nim miałam w szpitalu tylko w dzień operacji bo on nie pracuje w szpitalu na stałe tylko raz w tygodniu tam operuje swoje pacjentki,rozmawiał przed samą operacją ze mną całkiem obcy mi lekarz ze szpitala ,ale nie mogę narzekać bo odpowiedział mi na wszystkie moje pytania i wątpliwości. Faktem natomiast jest że nie informowali pacjentek po operacji czego nam nie wolno robić ,dopiero po tygodniu jak byłam ściągnąć szew popytałam mojego lekarza co mi wolno robić ,a czego mam unikać.
        • malgos65_2 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 13.12.10, 13:33
          Bardzo byłam zadowolona z opieki w szpitalu. I pielęgniarki, położne i lekarze byli naprawdę super. Wszyscy w każdej chwili gotowi pomóc. Ani jednego zastrzeżenia nie mam do opieki. Jeśli chodzi o informacje o tym co wolno, a czego nie wolno po operacji, to mój lekarz już przed szpitalem sporo o tym mi mówił. Później położne napominały przy każdej okazji. Mogę zatem uznać, ze w moim przypadku pobyt w szpitalu był OK smile
            • diqua1 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 14.12.10, 11:24
              Ja byłam operowana w powiatowym szpitalu.Opieka była fantastyczna,rzeczowa,miła i to tak ze strony lekarzy jak i pielęgniarek .Choć ja też nie byłam marudną pacjątką,nie wymagałam niczego co mogłam zrobić sama,jednak personel zawsze był w gotowości.W szpitalu nie wymagali NIC "swojego" Chodzi mi oczywiście o leki,opatrunki itp. Po prostu byłam baaaaardzo mile zaskoczona.Jedyny zgrzyt miałam po przyjęciu na oddział kiedy miałam sprawdzane szczepienia p/żółtaczce a były to wpisy po włosku więc pani zaczęła rzucać kąśliwe uwagi że mieszka się za granicą a tu się leczy...Niestety jestem pyskata więc szybko ją "ustawiłam"do pinu że to nie jej sprawa,że uwagi może zachować dla siebie no i że ja nie po to utrzymuję polskie ubezpieczenie żeby tylko kasy się pozbyć...Ale poza tym... prawie jak w spa wink
              • olikkk Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 19.02.11, 12:57
                Na prośbę Agusi wklejam tu refleksje na temat tego co jej się nie podobało i co podobało podczas pobytu w szpitalu smile

                Pogaduchy 3 aga43wawa 19.02.11, 09:59

                Olikk i Diqua--
                byłam grzeczna odrobiłam pracę domową w wątku o pochwowej smile
                A teraz Wam napiszę, że byłam niegrzeczna w szpitalu smile a wszystko za sprawą Głupiego Jasia i Morfinki (swoją drogą przydałoby się trochę więcej odwagi - pojechałabym komu trzeba)

                Na każdego leki działają inaczej, we mnie budzi się lew.
                Dostałam Głupiego Jasia trzeci raz w życiu i za pierwszym razem miałam dobry humor ale poziom nastroju był w normie, za drugim miałam odpał dobrego humoru, a teraz...zasnęłam a potem obudził się lew. Na pierwszy ogień poszedł anestezjolog, który zmaltretował mi lewą dłoń w poszukiwaniu żyły (dodam, że ta dłoń jest cała w siniakach i była już 4 razy kuta w ciągu tygodnia)...chyba się darłam, bo potem mi obsługa medyczna mówiła, że zrobiłam mały cyrk...hihihi muszą mieć jakąś rozrywkę (ja zapamiętałam tylko anestezjologa ale podobno więcej osób ucierpiało).
                Po Morfince miałam taki power, że w połowie nocy zaraz po operacji usiadłam na łóżku i chciałam iść....do domu smile (dobrze, że mąż wykupił mi opiekę to pielęgniarka czuwała).
                Na obchód przyszło 18 osób (liczyłam!) więc jak Pan profesor podniósł mi koszulkę i zaczął przegląd zapytałam: A więcej Was tu nie było? w odpowiedzi usłyszałam, że to klinika a nie przedszkole. Chciałam powiedzieć, że nie czułam się komfortowo sad i łzy same poleciały po twarzy...czułam się zbrukana...chociaż pewnie w Waszej ocenie przesadzam? teraz z perspektywy czasu myślę, że no na kimś muszą się uczyć ale to chyba można inaczej. Na kolejny obchód już wszyscy nie wleźli do sali smile sala POP jest zdecydowanie bardziej pojemna.
                Pan profesor tak w ogóle to się na mnie obraził do tego stopnia, że nie udzielił mi informacji ani kto mnie operował ani co mi wycieli, bo którędy big_grin to już wiedziałam.
                Ale mój maż zagaił sympatyczną Panią doktor, która wszystko wyjaśniła.

                Olikk…może to co teraz napiszę to gdzieś wklei wink bo ja nie wiem gdzie J
                Opieka na POP – wskazana jak najbardziej,
                - czujesz się bezpiecznie,
                - zostajesz umyta (masz czyste ząbkiJ a nie kapciucha)
                - pielęgniarka naciera plecy spirytusem i opukuje co zapobiega ewentualnemu przedostaniu skrzepliny pooperacyjnej do płuc lub innych narządów.
                - czuwa nad Tobą,
                - pomaga Ci się przebrać i zrobić pierwsze kroczki

                Przy pierwszej operacji w szpitalu na Inflanckiej w/w było normą na szaserów musiałam zapłacić….czasy się zmieniaja szkoda, ze nie na lepsze
                • nunia01 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 20.02.11, 17:23
                  > Przy pierwszej operacji w szpitalu na Inflanckiej w/w było normą na szaserów mu
                  > siałam zapłacić….czasy się zmieniaja szkoda, ze nie na lepsze

                  Nie wiem czy to czasy się zmienią, czy szpitale są rożne. 1 operacje miałam na Inflanckiej i z wymienionych tutaj:
                  > - czujesz się bezpiecznie,
                  > - zostajesz umyta (masz czyste ząbkiJ a nie kapciucha)
                  > - pielęgniarka naciera plecy spirytusem i opukuje co zapobiega ewentualnemu przedostaniu skrzepliny pooperacyjnej do płuc lub innych narządów.
                  > - czuwa nad Tobą,
                  > - pomaga Ci się przebrać i zrobić pierwsze kroczki

                  to tylko nikt mnie spirytusem nie nacierał, wszystko inne było jak opisane powyżej i bez żadnego płacenia.

                  I generalnie Inflancką pomimo jednej łazienki na cały oddział oceniam pozytywnie. Opieka dobra, lekarz i pielęgniarki ludzcy. Atmosfera ok.

                  Na Szaserów leżałam jakieś 2 miesiące później - tylko na obserwacji, wiec doświadczeń operacyjnych własnych nie posiadam. Ale obserwacja działa w obie strony, więc się na operację w tamtym szpitalu nie zdecydowałam. Po operacji na moją salę trafiła dziewczyna po laparoskopii bez żadnej informacji co może a czego nie, bez spionizowania i obmycia. Pielęgniarki w większości straszne, lekarze wg mnie przestawali pracować jak tylko ordynator zniknął z pola widzenia, organizacja okołooperacyjna (zmiana sal, pakowanie się przed operacją bladym świtem niezależnie od pory zabiegu, umieszczenie wszystkich do operacji na jedej sali i podanie im środków przeczyszczających kiedy miały dostęp do jednej łazienki, oczekiwanie na korytarzu na przedoperacyjne badanie itp atrakcje) oraz ogólne podejście do pacjenta zniechęciły mnie ostatecznie. Na Szaserów ok w mojej opinii jest tylko prof. Baranowski. Cała reszta to porażka jakaś.
                  • aga43wawa Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 20.02.11, 18:03
                    nunia01

                    Muszę przyznać, że Twoja spostrzegawczosć mnie zastrzeliła...dosłownie tak było, jak te cielaczki stałyśmy przed salą do Pani Doktor, któa zbierała dokumentację medyczną, potem do sali do konsutltacji medycznej, potem do anetstezjologa (który ma naprawdę szczęście, że mnie już nie spotkał) i cała reszta, którą opisujesz jest zgodna, oprócz jednego...to Pan Profesor, którego wymieniłaś z nazwiska, kazał mi najpierw dokonywać wyborów jaką operację sobie winszuje...a potem ten Pan na mój sprzeciw, że ogląda mnie bez majtek 18 osób odparł, że to klinika a nie przedszkole i to ten Pan nie powiedział mi Kto mnie operował i Co mi wyciął.
                    Gdyby nie fakt, że zebrałam same poztywne opinie o szaserów na bank wróciłabym na inflancką. Aaaa jak rzuciłam tekst, że na inflandzkiej na POP-e jest większa obsada, symptayczna siostra powiedziała smutnym głosem, że wie ale tu jest klinika i mniej pieniędzy.... Dodała jeszcze, że także ma wrażenie, że mamy zbyt krótkie konsultacje do operacji wink więc nawet personel ma takie zdanie.

                    Wiem, że mnie operował doktor Micuła ale....nie zamieniłam z tym lekarzem ani słowa sad
                    • nunia01 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 21.02.11, 11:23
                      Obserwacji mam więcej, bo ja w ogóle ciekawska jestem, nos wszędzie wsadzam, a przestraszyć mnie trudno.

                      Ja ze względu na operację onkologiczną na Inflancką wrócić nie mogłam - z takimi historiami sobie tam nie radzą, lekarze panikują i doświadczenia nie mają generalnie. Wybierałam więc pomiędzy Szaserów i Centrum Onkologii na Ursynowie. Konsultowałam się z prof. Baranowskim prywatnie, więc może dlatego 'zasłużyłam' na lepsze traktowanie, a może dlatego, że on woli onkologiczne przypadki. Szaserów duży plus za elastyczne wyznaczanie terminu operacji w CO jednak trzeba swoje odczekać. W związku z tym wybrałam niewielki ośrodek niepubliczny (operacja na kontrakt z NFZ) Centrum Ostrobramska - Magodent. Maja tam oddział ginekologi operacyjnej i lekarze naprawdę fajni.

                      Oczywiście tam też nie wszystko było super - np zepsuta spłuczka w toalecie, której nie można było przez tydzień naprawić, pielęgniarki zapominające o zleceniach (trzeba było pilnować co się powinno dostać), lekarka, która usiłowała nie wypisać 2 dni po operacji (fakt, ze wyglądałam świetnie, ale jednak mój lekarz prowadzący wytłumaczył jej żeby się nie wygłupiała, a lekarka później okazała się świetna).

                      Ale oddział był niewielki, kameralny, lekarze profesjonalni, pielęgniarki sympatyczne.

                      W chwili obecnej rozważałabym też Madalińskiego, bo tam ostatnimi czasy zawędrował mój onkolog.
                      • aga43wawa Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 21.02.11, 13:57
                        nunia01 big_grin

                        Ja też dzięki ciekowści świata tu trafiłam i dzięki niej wiem coś o swoim przypadku. Od dziecka nie wiem co to znaczy problem w nawiązywaniu znajomości i wiem, że takim ludziom jest łatwiej. Zawsze staram się zakładać, że jeżeli ktoś robi czy krzywdę w ten czy inny sposob czyni to z niewiedzy a...nie złośliwie. Ale jak dodać do tego leki, doświadczenia wczęsniejsze to jakoś takoś dziwne to wszytko.
                        Ja dzisiaj wiem, że takiej operacji nie wykonaliby mi na inflanckiej, bo generalnie tną. Wcześniej operował mnie tam Doktor Ruszkowski...specjalista w całej mierze acz chłodny i zdystansowany do pacjentki. Znałam Go z wizyt prywatnych i wiedziałam, że to norma. Tu szałam na pewniaka, świetna opinia itd. Dlatego trochę mi sie "wizja w fonią" rozjechała big_grin

                        Życząc Ci Dużooo Zdrówka Ślę Buziaki
                        • nunia01 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 21.02.11, 18:37
                          Ja jeszcze na studiach miałam opinię osoby chorobliwie nieśmiałej - ale tak się nie da funkcjonować, więc się trochę zmieniłam. Zdecydowanie łatwiej być otwartym i chodzić z uśmiechem dookoła głowy.
                          Mnie na Inflanckiej też Ruszkowski kroił, którego wcześniej nie znałam, w moim przypadku trzymanie dystansu mu nie wyszło - bo w sumie to on spanikował i wmawiała mojemu mężowi, że nie przeżyjęsmile, wiec potem czuł się zobowiązany do troskismile
                          Ja znałam opinię o oddziale na Szaserów i o ile opinia o kadrze lekarskiej była dobra, o tyle o samym oddziale i o pielęgniarkach opinia była beznadziejna. Chyba nie do końca zasłużenie, bo są tam też fajne dziewczyny - niestety ton oddziałowi nadają 'stare wygi'.
                          Nie do końca się zgodzę z tym krzywdzeniem przez przypadek - kiedy salowa przejedzie się z miotłą po kuble o 5 rano to jest przypadek albo bezmyślność i myśmy się z tego śmiały. Ale kiedy pielęgniarki wykorzystują swoją przewagę krzycząc na przestraszone pacjentki za wezwanie, kiedy traktują Cię z góry dając odczuć swoją wyższość przestraszonym pacjentkom, kiedy pielęgniarka, która przez cały dzień nie zajrzała nawet do naszej sali przylatuje 5 minut po tym jak przychodzi coś mi przynieść siostra i wyskakuje z krzykiem, bo tylko miała mi coś podać a nie siedzieć i gadać - to to już niestety jest premedytacja.

                          Żeby nas za pogaduchy z wątku nie pognali napiszę jeszcze co było tak na oddziale gdzie mnie drugi raz operowali:
                          - pani Ordynator przychodząc rano na salę pooperacyjno/przedoperacyjną (bo na tej sali czekało się też na zabieg) wita się indywidualnie z każdą pacjentką,
                          - anestezjolog przedstawia się z imienia i nazwiska i informuje, że to on będzie znieczulał,
                          - wenflon zakłada się spokojnie na sali a nie w pośpiechu na sali operacyjnej (na Inflanckiej przez pośpiech rozwalili mi 3 żyły, a ja mogłam tylko sobie płakać, tutaj mogłam sobie w trakcie żartować z pielęgniarką),
                          - jest się operowanym we własnej koszuli - dla mnie to akurat plus,
                          - pielęgniarka anestezjologiczna zabiera człowieka na sale operacyjną, rozmawia z nim po drodze i dba o komfort przy układaniu na stole i podłączaniu do aparatury (na Inflanckiej na bloku operacyjnym czułam się jak przedmiot). Pielęgniarka nawet wyrzuciła z sali operacyjnej chirurgów, bo uznała, że mnie zdenerwowali i zanim ona mnie nie wyciszy, to operacja się nie zaczniesmile,
                          - indywidualne podejście do pacjenta.

                          Co było nie tak:
                          - nie do końca dobrze byłam zabezpieczona przeciwbólowo po operacji, musiałam się upominać a byłam średnio przytomna, no i czekanie na dawkę od momentu podjęcia decyzji - dla mnie to trwało bez końca - pewnie jakieś 10 minutsmile,
                          - po operacji podnieśli mnie do pozycji siedzącej razem z łóżkiem - nie ukrywam, że byłam przerażona, na Inflanckiej pielęgniarka pomogła mi 'ręcznie' i czułam się bezpieczniej,
                          - zapominanie o zleceniach, np. za późne wyjęcie drenu.
                          • malgos65_2 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 21.02.11, 19:24
                            Poczytałam sobie o Waszych przejściach w szpitalu... Jestem po tej lekturze jeszcze bardziej zadowolona, że wybrałam szpital w moim mieście, a nie klinikę we Wrocławiu. Byłam bardzo bliska decyzji o wyborze kliniki...powstrzymała mnie informacja o tym, ze zdarzyły sie tam przypadki zakażeń chorobami zakaźnymi typu gronkowiec i sepsa.
                            A "mój" szpital okazał sie świetnym szpitalem smile Czułam się tam jak w małej prywatnej klinice smile No i tam pracuje "mój" lekarz smile, on mnie operował.

                            kwiatUsunięcie macicy z szyjka i przydatkami 19 października, poziome cięcie, wyniki hp OK, HTZ żel Estrevakwiat
                            • aga43wawa Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 22.02.11, 12:32
                              Małgoś to prawda, że czasami mały szpital ma więcej przytulności i tego wszsytkiego czego pacjent pragnie niż...klinika.

                              To ja doprecyzuje big_grin

                              Inflancka (10 lat temu) – operacja brzuszna
                              - pielęgniarki do serca przyłóż, lekarze zresztą także
                              - przygotowania do operacji (jesteś przypisana do sali X i w tej sali już jesteś do końca)
                              - rozmowa z anestezjologiem, który będzie Cię znieczulał (przedstawił się z imienia i nazwiska),
                              - badania morfologiczne przed i po operacji,
                              - badanie ogólne, USG przed operacją + rozmowa z lekarzem wykonującym zabieg,
                              - znałyśmy kolejność pójścia na operację
                              - dostałam głupiego jaśka i nie pamiętam co było na sali operacyjnej (dostałam pełną narkozę)
                              - wybudziałam się na POP-e dopiero nst dnia rano, leki przeciwbólowe były na prośbę, było nas tam 4 i nigdy nie mogłam się wstrzelić w prośbę o lek big_grin ciągle słyszałam podświadomie, że Pani już nie mogę...potem okazało się, że to nie było do mnie)
                              - na POP-e siostry pomogły nam się umyć, wstać (smarowanie spirytusem było na szaserów),
                              - powrót na salę i pamiętam dobrych kilka godzin na plasko bez poduszki,
                              - leki przeciwbólowe dostępne na każdą prośbę,
                              - pod wieczór dwie tabletki nasenna - morficzna i przeciwbólowa,
                              - obchód lekarz prowadzący + pozostali lekarze + ordynator (po wyjściu zostawał lekarz prowadzący i badał)

                              jako przekleństwo pamiętam pobudki Pań sprzątających powierzchnie płaskie big_grin 5 i 6 rano przed obchodem (światłem po oczach i mopem po łóżkach..a jak Cię boli każde drgnięcie łóżka jest masakrą)

                              Bardzo długo dochodziłam do siebie ponad 2 miesiące (po operacji miałam krwiaka wielkości jabłka, przy szwie…chodziłam z drenami)

                              Szaserów (dziś) – operacja przezpochwowa
                              - na dzień dobry informacja o małej ilości kadry pielęgniarek, propozycja wykupienia dodatkowej opieki nocnej na POP (od 21 do 6 rano)
                              - pielęgniarki ogólnie serdeczne ale nie wiem czy wpływu nie miała pozycja powyżej big_grin
                              - najpierw sala przygotowawcza, potem z POP-u na salę x wg uznania …lekarzy? Pielęgniarek? (my porosiłyśmy na POP o wspólną salę)
                              - przekazanie dokumentacji medycznej…lekarce?
                              - kwalifikacja do operacji przy bardzo dużym audytorium,
                              - rozmowa z anestezjologiem – nie wiedział czy to On będzie znieczulał (przedstawił się z imienia i nazwiska…w efekcie to był ten anestezjolog),
                              - badania wykonywane były na terenie szpitala 12 dni przed przyjęciem na oddział, potem już żadnych badań w szpitalu,
                              - niznałyśmy kolejności pójścia na salę operacyjną ani kto nas będzie operował i znieczulał,
                              - wenflon na Sali operacyjnej, głupi Jaś z samego rana w dniu operacji,
                              - na POP-e jak w szpitalu w Leśnej Górze z prywatną pielęgniarką (jak wcześniej opisałam)
                              - leki przeciwbólowe dostępne na każdą prośbę,
                              - pod wieczór tabletka nasenna – indywidualnie na życzenie
                              - obchód profesor + pozostali lekarze + studenci (badanie przy wszystkich)

                              Przez dwie doby nie mogłam uzyskać informacji kto mnie operował i co mi usunął 
                              Na ostatnim obchodzie informacja o 2 tygodniowym okresie reklamacji wink potwierdzam koleżanka skorzystała, lekarz był przesympatyczny, zrobiono usg, przepisano leki.

                              Ogólnie z perpektywy czasu myślę, że na szaserów jest jak w fabryce...ogromny przerób pacjentek i może wiele rzeczy, które mnie zaskoczyły wynikały właśnie z tej ilości ...
                              Nie mam porównania jak teraz jest na inflanckiej...czy tak jak było 10 lat temu?..hmm

                              Mam wrażenie, że po tej będę zdrowieć zdecydowanie szybciej, przynajmniej psychicznie wink
                              -


                              Usunięcie macicy przezpochwowo 16 luty 2011...przy wsparciu Aniołów z Forum. Wyłuszczenie mięśniaków 2001.
                              • diqua1 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 22.02.11, 15:01
                                Dziewczyny,ja byłam operowana w niedużym powiatowym szpitalu.Właściwie nie mogę powiedzieć nic o moim pobycie na NIE.Opieka bardzo troskliwa,nic ode mnie nie wymagali...nie wiem typu nawet pojemnika na mięśniaka,Srodki p/bólowe jak tylko potrzebowałam,i jeszcze jedno,lekarze bardzo chętni do rozmowy,pielęgniarki,jeśli ktoś miał życzenie,dbały o higienę rany i narządów rodnych aż do wypisu....Już któryś raz czytam o opłacaniu opieki pielęgniarki po operacji,też o to pytałam-powiedziano krótko-tego się nie praktykuje w szpitalu,opieka jest zapewniona,i tak miałam.Nie mam porównania z innymi szpitalami bo od porodu nie byłam na żadnym oddziale ale byłam naprawdę mile zaskoczona.
                                      • giza19 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 23.02.11, 13:18
                                        malgos, ja byłam operowana we Wrocławiu w centrum onkologii. Szpital duży, poradnia ciasna, oddział nieduży i w starym budynku. Wiem, że od nowego roku przenieśli się do nowej lub wyremontowanej części szpitala. Warunki faktycznie nie zachwycały. Ale od pierwszego kontaktu w poradni, na tomografii i rezonansie, aż do pobytu na oddziale czułam, że pracują tam dobrzy i serdeczni ludzie. Na oddziale pielęgniarki bardzo miłe i pomocne. Lekarz prowadzący wyjaśnił mi szczegółowo co i jak będą wycinać. Jakie są plusy i minusy wycięcia samego trzonu. Te doraźne i długoterminowe. Co mnie czeka po operacji w zależności od zakresu operacji. Jak miałam wątpliwości i pytania do lekarza, to na wszystko odpowiadał. Do personelu nie mam najmniejszych zastrzeżeń.
                                        Z minusów pobytu to brak intymności na sali - byłam na sali 6 osobowej. Małe zaplecze sanitarne.
    • or-e Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 09.03.11, 11:41
      Wiemy jakie mamy problemy w Polsce ze Służbą Zdrowia. Kolejki do lekarzy i szpitali. W Służbie Zdrowia mamy naprawdę wspaniałych ludzi, którzy mimo niedostatecznych funduszy jakie NFOZ przekazuje na nasze leczenie, potrafią tak gospodarować, aby pacjent był zadowolony. Niestety jak w każdej bajce... mamy też trochę dziegciu. Mamy też czarne charaktery, które potrafią skutecznie niszczyć wizerunek wypracowany przez tych wzorowych. Najgorsze jest to że poziom wywyższania się matołków jest odwrotnie proporcjonalny do ich wiedzy i umiejętności. A konkretnie, ten sam zastrzyk, ten sam wenflon....itp...może być podany na dwa sposoby....umiejętnie bez krwiaków i przebitych żył....i szybko, boleśnie i byle jak. Na szczęście tych matołków mamy śladowe ilości.

      https://img851.imageshack.us/img851/3679/244f.gif

      Ale zacznijmy od początku...co było ok w szpitalu w którym byłam operowana...
      - personel... lekarze, pielęgniarki a nawet salowe...zawsze pomocni, mili, uśmiechnięci.
      Wizyta była zawsze dwa razy dziennie. Lekarz na wizytę przychodził zawsze uśmiechnięty i tym uśmiechem zarażał pacjentów. Pielęgniarki przemiłe, uczynne...zawsze chętne do pomocy. Salowe sprzątały przez cały dzień, ciągle miały dużo pracy. Na salę pacjentów wchodziły dopiero po 7.30. Nigdy nie zdarzyło sie żeby mopem uderzyły w łóżko. Ksiądz miły, również zawsze uśmiechnięty...przychodził z komunią ok 7.15...a wieczorem przychodził porozmawiać, spowiadać....wspominam wszystkich bardzo mile.
      -czystość... sterylna, mimo ciągle trwającego remontu w szpitalu, zawsze było czysto i schludnie, kosze salowe wymieniały nawet trzy razy dziennie, aż sie dziwiłam... jeden papierek a salowa juz wymienia worek w koszu
      - sprzęt...nowe łóżka i materace, świeżutka i pachnąca pościel, podkladki na łóżkach, nowoczesny sprzęt w gabinetach zabiegowych, sala operacyjna jeszcze przed remontem, lecz tutaj sprzęt również był nowy.
      - jedzenie...na piątke z plusem...choć trzy dni z mojego pobytu w szpitalu to była głodówka... i tak zdążyłam pokosztować szpitalnej kuchni...jedzonko dietetyczne, smaczne..szpital posiada catering... nie potrzeba było mieć talerzy ani kubków, mile widziane były własne sztućce, rodzina nic mi nie donosiła do jedzenia, prócz soków owocowych. Od pierwszego posiłku po operacji do dzisiaj nie mam i nie miałam problemów jelitowych, wzdęć, czy problemów z wypróżnianiem.
      - rehabilitacja - szpital zatrudnia rehabilitanta...kiedyś przychodził na oddział ginekologi, aby rozruszać pacjentki po operacji...pokazać im jak powinny wstawać z łóżka...ale z niewiadomych mi powodów....w czasie mojego pobytu... na oddział ginekologii już nie przychodził, a szkoda...

      https://img810.imageshack.us/img810/165/250q.gif

      A co było nie tak....
      - jak już wspominałam....siostry...szt. dwie...które nie potrafiły założyć wenflonu i podać fachowo zastrzyku... w drugiej dobie po operacji zaczęła mi puchnąć żyła od wenflonu i trzeba było go przełożyć w inne miejsce...wtedy jedna z sióstr w zabiegowym przebiła mi trzy żyły, narobiła ogromnych krwiaków i stwierdziła, że to moja wina bo ją stresuję... dalej chciała niszczyć moje żyły...lecz nie pozwoliłam już na to....wyszłam z zabiegowego a grubą warstwą Altacetu i zabandażowanymi rękami i bez wenflonu....wyglądałam jak po wypadku...
      - w pierwszej dobie po operacji zaraz rankiem wywieziono mnie z sali pooperacyjnej i wstawiono do ogólnej 4-osobowej jako piąte łóżko....wstawiono mnie do kącika higienicznego obok umywalki, przy stale otwartych drzwiach, w ciągu komunikacyjnym, między dwoma łazienkami...haha... dobrze że nie na korytarzu...leżałam obolała, niezdolna jeszcze chodzić... nie zmrużyłam cały dzień oka....a i w nocy ciągle byłam budzona przez głośno działające wentylatory w łazienkach....na szczęście w drugiej dobie wywieziono mnie na koniec korytarza do ostatniej sali....tam było już cichuteńko
      - no i to na co szpital nie ma najmniejszego wpływu...pacjentki...które nie wiedzą, gdzie się znajdują....głośne dzwonki telefonów, głośne rozmowy przez telefon...mimo że niektóre panie wychodziły na korytarz...to tak krzyczały do aparatów...że pół oddziału słyszało o czym rozmawiają....wpisuję ten punkt dlatego, że... może niejedna pani się zastanowi...że swoim zachowaniem sprawiała drugiemu przykrość
      • mapa41 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.03.11, 17:26
        Ja miałam to szczęście, że operację miałam w małym szpitalu prywatnym, w którym robi się także operacje na NFZ - ale jest ich niewiele, bo mają małe limity. Więc jakie są pozytywy:
        leżałam w sali dwuosobowej z łazienką (prysznicem, umywalką i WC). Obie miałyśmy operację tego samego dnia, więc czułyśmy się podobnie. Opieka pielęgniarek wspaniała. Żadnego problemu i komentarza na wezwanie na dzwonek, gdy np. kończyła się kroplówka. Pomoc pielęgniarki o piątej rano przy pierwszym podmyciu się po operacji i po zdjęciu szybkim i bezbolesnym cewnika. Sprzątanie sali przez salową w ciągu dnia, a nie skoro świt. Żadnego uderzenia w łóżko. Leki przeciwbólowe dawkowane często i nieraz, aż na mały zapas. Lekarz prowadzący zaglądający rano i popołudniu lub wieczorem, odpowiadał na każde zadane pytanie. Dodam, że nie było żadnych wielkich obchodów - tylko zaglądał lekarz dyżurny i się przedstawiał. Po zdjęciu wenflonu pielęgniarka posmarowała dłoń żelem i zrobiła opatrunek na noc. Następnie pytała rano, czy powtórzyć okład. Dodam, że w ciągu wcześniejszych 12 miesięcy miałam 2 zabiegi w szpitalu wojewódzkim i po wyjęciu wenflonu nikt się nie przejął moją ręką i zawsze miałam wielkie wylewy i sińce, a po tej operacji nie miałam takiej "pamiątki". Więc naprawdę mogę docenić plusy takiego małego prywatnego szpitala.
        • or-e Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.03.11, 21:37
          Mapa jednak istnieją porządne szpitale w Polsce. A tak właściwie to kadra pracująca w tych szpitalach pracuje na ich renomę. Tak naprawdę personel w moim szpitalu dobrze pracował..no ale altacetem już rąk po wyjęciu wenflonu nie smarował. Co z tego że wszyscy by chcieli jak najlepiej.... wystarczy, że dwie siostry na oddziele to zołzy....i już opinia o szpitalu jest podważona.
          • malgos65_2 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.03.11, 22:28
            No to chyba miałam szczęście... Operację miałam w normalnym szpitalu powiatowym, a wszystko niemal tak samo wyglądało jak u Mapy... Sala dla dwóch osób, własna łazienka, pielęgniarki na każde zawołanie..itd... Wychwalam ten nasz szpital, a dokładniej oddział ginekologiczny pod niebiosa, bo począwszy od ordynatora, a kończąc na salowych, wszyscy sa naprawdę super. Zresztą, od początku zawsze mówię, że czułam się tak jak w prywatnej klinice.
            -
            kwiatUsunięcie macicy z szyjka i przydatkami 19 października, poziome cięcie, wyniki hp OK, HTZ żel Estrevakwiat
            • przyjaciele_z_zielonego_lasu Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 02.04.11, 14:01
              Może zacznę od plusów:
              - pracujący w szpitalu (oddziale) lekarz prowadzący. Widziałam, że jednak jest inne podejście "do swoich" pacjentek, niż do pozostałych
              - bardzo fachowa i dobra opieka mojego lekarza

              Minusy:
              - okropne jedzenie
              - bardzo nieprzyjemna pielęgniarka na sali pooperacyjnej, z zerowym poczuciem taktu i wyrozumiałości
              - położenie na mojej sali (5 osobowa) gdy byłam już po operacji, trzech ciężarnych (co prawda z problemami ciążowymi, ale jednak)

              To chyba takie najważniejsze. Generalnie dało się przeżyć.
    • layla01 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.08.11, 21:52
      Operację miałam robioną w szpitalu św. Zofii w Wawie.
      Generalnie jestem bardzo zadowolona zarówno z zupełnie przyzwoitych warunków, jak i personelu lekarskiego i pielęgniarskiego. To, że mam fatalne, cieniutkie żyłki - to wiem nie od dzis i zazwyczaj są problemy z pobraniem krwi a co dopiero z założeniem venflonu... Zatem czterokrotne kłucie rozumiem i wybaczam wink
      Uśmiechnięte i życzliwe położne to skarb dla każdej pacjentki a ja miałam to szczęście!
      Odwiedziny były możliwe od 8.30 do 19.30, a nie wszędzie jest to możliwe. Jedzenie średniodobre, ale cóż to nie restauracja przecież...

      Wszędzie czysto, widać, że dobry gospodarz zarządza smile
      • karmagula Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 28.09.11, 17:06
        Kasiuaniu ja przepraszam,ale mogłabyś sprecyzować do kogo skierowałaś swoje pytanie?,bo ja tu czytam wypowiedzi dziewczyn i nie doczytałam takiego stwierdzenia...Może być,że przegapiłam,i dlatego łatwiej będzie jak podasz nick osoby , której wypowiedź przytoczyłaś...smile
      • olikkk Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 28.09.11, 19:54
        Kasiaania20 pytanie skierowane jest prawdopodobnie do mnie, bo to cytat z mojej wypowiedzi, więc odpowiadam smile
        Mogę się tylko domyślać, że jesteś jeszcze młodą osobą ( wnioskuję po "20") bo pytanie Twoje jest nieco dziwne ... ale odpowiem smile
        Otóż ustanie funkcji jajników wskutek ich operacyjnego usunięcia powoduje wystąpienie dolegliwości charakterystycznych dla okresu przekwitania tzw. zespół pokastracyjny.
        Następuje nagły, całkowity spadek poziomu hormonów rozrodczych, który na ogół wywołuje objawy towarzyszące wygasaniu czynności hormonalnej, na przykład uderzenia gorąca, itd.
        To właśnie wystąpiło u mnie natychmiast po operacji ... sad
    • gosianie Re: Szpital Praski 02.10.11, 19:05
      Witam Panie. Przeczytałam cały wątek, ale nie znalazłam takiej informacji. Interesuje mnie bowiem, czy któraś z Was była operowana w Szpitalu Praskim w Warszawie, z jakim skutkiem, z jakimi odczuciami, "przygodami" itd. Z niecierpliwością czekam na wieści, w środę idę do tego szpitala na usunięcie macicy. Niestety nic nie wiem, jaką metodą będę miała wykonywany zabieg, w jakim znieczuleniu . Zero informacji sad
      Dopiero wczoraj dotarłam na to forum i się dokształcam wink Pozdrowienia dla wszystkich towarzyszek niedoli wink
      • dminicka Re: Szpital Praski 02.10.11, 20:25
        Gosianie
        Takich informacji powinnas domagac sie od lekarza prowadzącego!!!Lekarz musi Cie poinformowac o metodach,zaproponowac rodzaj ( przez pochwe, laparaskopowo czy tez tradycyjnie), a anestezjolog po badaniach ustali z Toba rodzaj znieczulenia.
        W sprawie szpitala , niestety nie moge nic pomoc, bo ..nie ten rejon krajusmile
        Trzymaj się ciepłosmile
        • gosianie Re: Szpital Praski 02.10.11, 21:05
          dminicka
          dziękuję za odpowiedź, oczywiście będę się domagać takich informacji od lekarza .... po prostu po usłyszeniu "wyroku" od ordynatora, który wyznaczył mi operację, byłam w lekkim szoku i dosłownie zapomniałam języka w gębie i nie wiedziałam, gdzie jest wyjście z gabinetu. W związku z tym zapomniałam popytać o najważniejsze rzeczy smile
          Ale cóż dziewczynki... wielkie dzięki za to, że jesteście tutaj i dzielicie się swoimi cennymi przeżyciami i uwagami. Po dwóch dniach lektury tego forum jestem sto razy mądrzejsza i tyle samo razy spokojniejsza przed zabiegiem. Buźka wielka, będę tu wpadać codziennie i sądzę, że jeszcze długo, długo po zabiegu z przyjemnością tu do Was zajrzę smile
          • olikkk Re: Szpital Praski 02.10.11, 21:51
            Gosianie witaj smile czyżby kolejna Gosia na naszym forum ? Gosię górą big_grin
            Już się cieszę, bo to świetne babki, zresztą sama się przekonasz jak troszeczkę tu z nami pobędziesz smile
            Nie Ty pierwsza zapomniałaś języka w gębie w tej sytuacji, więc nic się nie przejmuj smile
            Masz i tak przewagę nad nami, bo wiele z nas poszło na operację zanim trafiło na podobne forum ( na przykład ja wink ) i też dałyśmy sobie radę smile
            Masz jeszcze kilka dni na lekturę i na to, żeby o coś zapytać, więc pytaj i a my szybciutko odpowiemy na wszystkie Twoje pytania smile
            Dzień przed Tobą będzie operowana Wicia z wątku Tekst linka, więc będziemy za Was obie trzymać kciuki i przesuwać paciorki różańca w Waszej intencji, więc bądź spokojna smile
            Pozdrawiam cieplutko smile
      • karmagula Re: Szpital Praski 03.10.11, 07:26
        Cześć Gosianie smile
        Nie wiem jak traktować Twój nick- jesteś Gosia czy też nie? winkJeśli tak ,to hej moja imienniczkosmile
        Słuchaj ja też u lekarza zawsze mam problemy z myśleniem-kompletna pustka w głowie...Teraz ,kiedy wiem ,że czeka mnie dłuższa rozmowa i więcej pytań, zapisuję je sobie na kartce i normalnie czytam.Ten fakt wcale nie wywołuje zdziwienia,a raczej zrozumienie u lekarzywinkW szpitalu wszystkiego się dowiesz,pewnie zrobią Ci podstawowe badania krwi,ekg,może rtg płuc( ja nie miałam,ale większość dziewczyn tak),porozmawia z Tobą anestezjolog, z którym ustalicie sposób znieczulenia...Trzymam za Ciebie kciuki i nie bój się,dasz radę tak jak my - "towarzyszki niedoli"smile Powodzenia!!!
        • gosianie Re: Szpital Praski 03.10.11, 08:31
          Karmagula, witaj smile
          tak, jestem Gosia wink ( to "nie" od nazwiska, tak mam w mailu )
          Im bliżej operacji, tym bardziej się boję i chwilami mam chęć po prostu nie pójść tam w środę smile
          Robię sobie właśnie listę rzeczy do zabrania, ściągam muzykę, aby mieć czego słuchać w szpitalu.....
          Mam do Was jedno pytanie, nie wiem, co zrobić z telefonem na czas operacji, wiadomo, bliscy nie zawsze mogą być cały czas, a chciałabym zaraz po wszystkim dać im znać, że wszystko w porządku ( mam nadzieję ). Szczególnie moja mama bardzo się denerwuje i wręcz odwodzi mnie od pójścia na zabieg. Jak to jest z tym telefonem ? Można zostawić np pielęgniarce, czy schować gdzieś, żeby nikt nie znalazł ? .Mam chyba fobię, kiedyś czytałam, że obcy ludzie chodzą po szpitalach niby w odwiedziny, a kradną pacjentom rzeczy z szafek.....
          • karmagula Re: Szpital Praski 03.10.11, 08:58
            Gosiu też tak miałam,ale jak już znalazłam się w szpitalu wszystko minęło i poddałam się temu co nieuniknione,nawet ciśnienie mi nie podskoczyłowinkMuzyczka się przyda i ja jeszcze polecam zatyczki do uszu na noc,bo osobiście miałam za sąsiadkę kobietę ,która potwornie chrapała( nie jej wina oczywiście) i bez tego nie miałabym szansy na sen( mimo tabletek).
            Również słyszałam o przypadkach kradzieży telefonów i innych rzeczy wartościowych ...W dniu operacji pielęgniarki przeniosły moje rzeczy na salę pooperacyjną i tam czekały na mnie w spokoju.Po wszystkim dostałam nawet telefon do ręki(był w torbie na wierzchu),tyle tylko ,że nie bardzo wiedziałam co z nim robić(skutek narkozy i leków przeciwbólowych)winkMąż i tak sam z siebie czekał na mój powrót , a potem obdzwaniał kogo trzebasmileTrzymaj się kiss
          • beaplus Re: Szpital Praski 03.10.11, 09:03
            Witaj Gosiu. To normalne, że im bliżej operacji tym bardziej się boisz. Ale naprawdę nie warto tego odwlekać, jak już się zdecydowałaś. Zobaczysz będzie dobrze, ani się obejrzysz a już będziesz po operacji. Jeżeli chodzi o telefon to różnie jest w różnych szpitalach. Ja nie byłam sama w sali więc dałam telefon do torebki i do szafki a panie, które były ze mną pilnowały i tak na zmianę. Kiedy inne były na operacji ja pilnowałam. Ktoś z mojej rodziny w innym szpitalu był sam w pokoju więc na czas operacji cenne rzeczy oddał do przechowania pielęgniarkom, a jeszcze w innym szpitalu było tak, że pokój jednoosobowy na czas operacji był zamykany na klucz przez pielęgniarki. Musisz więc popytać jak praktykuje się w szpitalu, w którym będziesz. Powodzenia . Głowa do góry. Będzie dobrze. smile
            • agak40 Re: Szpital Praski 06.10.11, 09:23
              Beaplus - mam pytanie do Ciebie. Zauważyłam w Twoim podpisie, że miałaś usunięty trzon macicy i nie ma nic więcej. Czy usunięcie tylko trzonu nie wiąże się z HTZ, czy po prostu o tym nie wspominasz?. Lekarz mi wspomniał o usunięciu trzonu. Napisz mi proszę co się z tym wiąże, bo ja wzorem wielu tu dziewczyn "zapomniałam języka w gębie" i o nic nie zapytałam lekarza. Mam 40 lat, jestem z Warszawy i bardzo się boję tego co będzie po operacji.
              • karmagula Re: Szpital Praski 06.10.11, 09:31
                Agak40 zaraz pewnie Bea się odezwie,ale ja na szybko mogę Ci powiedzieć,że usunięcie samej macicy wiąże sie z pozostawieniem jajników ,które nadal wydzielają hormony i w takim wypadku HTZ nie jest potrzebnesmilePozdrawiamsmile
                • beaplus Re: Szpital Praski 06.10.11, 10:08
                  Witaj Agak. Potwierdzam to co napisała Karma. Mam usuniętą macicę, jajniki są pozostawione i dalej spełniają swoją funkcję i wydzielają hormony. Nie mam więc potrzeby stosowania HTZ. Powiem Ci, że czuję się tak samo jak przed operacją. ( miałam usuwaną macicę z powodu mięśniaków, które nie dawały żadnych objawów, dowiedziałam się o nich podczas badania.) Może się zdarzyć, że taka operacja przyspieszy menopauzę, ponieważ jajniki nie są już tak ukrwione jak wcześniej, ale też wcale tak nie musi być. Każdy organizm jest inny. Nie zamartwiaj się tym co będzie po operacji bo będzie dobrze. O samej operacji z czasem będzie Ci przypominać tylko ślad po cięciu. Będziesz czuła się zupełnie normalnie. Trzeba tylko regularnie się badać bo niestety po tej operacji lubią się tworzyć torbiele na jajnikach, co mnie i kilka innych dziewczyn spotkało. Zdrówka Ci życzę i głowa do góry. kisskiss
                • iwon62510 Re: Szpital Praski 06.10.11, 10:08
                  Agak witam serdecznie,ja miałam usuniętą macice i jeden jajnik,tak więc też na razie nie biorę HTZ i normalnie funkcjonuję,czasem tylko przy zbliżającym się czasie na miesiączkę boli ten jajnik,ale to podobno tak ma być..
              • olikkk Re: Szpital Praski 06.10.11, 23:17
                Agak witam Cię pięknie na naszym forum kiss
                Nie jesteś tu jedyną 40-latką z podobnym problemem, więc nic się nie martw smile
                Sporo tu takich małolatów, które chętnie podzielą się z Tobą swoimi doświadczeniami i rozwieją wszystkie Twoje obawy smile Ja już jestem dla Was babcią i również chętnie odpowiem na Twoje pytania i przytulę do serducha, żeby uspokoić Twoje rozdygotane serduszko kiss
                Pozdrawiam cieplutko kiss
                • olikkk Re: Szpital Praski 09.11.11, 23:09
                  Przeniesione z Nie jesteś sama - porozmawiajmy smile bulbinka536 09.11.11, 18:50

                  Hello kochane syrenki
                  przede wszystkim bardzo wam dziękuję za słowa otuchy i wsparcie.smile
                  Wynik odebrałam i chyba jest dobry...? Stwierdzam tak ,bo nic na nim nie pisze ,że mam udać się na onkologię.Czy się mylę??
                  olikkk u nas tak łatwo nie dostaniesz się do lekarza-zapomnij moja droga...
                  Gdy szłam ściągać szwy do szpitala w 10 dobie(sobota ,w szpitalu cisza spokój)zgłosiłam przy okazji położnej te moje bóle i je opisałam,poradziła mi abym niezwłocznie udała się do ordynatora ,bo akurat ma dyżur.No więc poszłam,-(trzeba zadzwonić na domofon) Szanowny ,,Pan ordynator''powiedział mi tak(przez domofon,nawet nie raczył otworzyć drzwi),że kontrola po operacji jest po 3 tygodniach !Na co powiedziałam,że wiem ale niepokoją mnie bóle i do tego zaczęłam krwawić...ble,ble,ble ....TO PROSZĘ PRZYJŚĆ W PONIEDZIAŁEK DO POŁUDNIA! DO WIDZENIA.
                  Możecie to sobie wyobrazić? Z bezsilności popłakałam się i poszłam.
                  W poniedz.znowu pojechałam do szpitala ,tak samo przez domofon(znowu ordynator,kazał mi czekać,więc grzecznie czekałam około 45 min,nie dzwoniłam ponownie bo bałam się że mnie opierniczy...no w końcu wyszedł z komórą przy uchu ,ubrany w cywilkach ,włazi do windy...a ja oniemiała w ostatniej chwili za nim.Powiedział,że się spieszy mam pójść jeszcze raz zadzwonić i inny lekarz mnie przebada! Co na to inny lekarz?Nawet za dużo nie chciał mnie słuchać tylko zapytał kto mnie operował-powiedziałam ,że między innymi ordynator.,,TO PROSZĘ POCZEKAĆ ,do godziny pewnie przyjedzie.
                  Nie czekałam...obdzwoniłam najbliższe poradnie ale nigdzie nie było miejsca-nawet prywatnie,
                  jednak byłam tak zdesperowana ,że pomimo to podjechaliśmy do poradni.Pielęgniarka chciała mnie spławić,bo nie ma miejsc,ale jej grzecznie wszystko opowiedziałam ,więc łaskawie poinformowała mnie,że mogę poczekać na położną i ona zadecyduje czy mnie przyjmą.
                  Na szczęście mnie przyjął(prywatnie,bo skończyły się fundusze z NFZ)
                  Stwierdził,że tak ma być....(a czy on to czuje? no nie wiem ..może miał wycinaną macice...)
                  ale do dziś mam te szarpnięcia,niektóre są tak okropne ,że potem w tym miejscu godzinę mnie trzyma,boję się położyć.Nie mogę rozkraczać nóg (fajnie to brzmi smile ) do samochodu jak dziś wchodziłam to masakra-dwoma nogami na raz -chciałybyście mnie w takim momencie widzieć smile Cały czas sama siebie próbuję uspokajać,czytam wszystkie wasze wątki ale jeszcze nikt nie pisał ,że miał takie szarpania.Nie potrafię wam tego opisać..


                  -------
                  kwiat wiek 40,usunięcie macicy,cięcie poprzeczne.
                  17.10.2011 kwiat
          • layla01 Re: Szpital Praski 03.10.11, 09:07
            Cześć Gosianie
            Ja takze miałam dylemat telefoniczny i wybrnęłam z niego tak, ze powiedziałam o nim pielęgniarce i poprosilam o jakąś radę czy podpowiedź. Pielęgniarka powiedziała mi, ze jeśli bardzo mi zależy na jakimś kontakcie ze światem zewnętrznym na sali pooperacyjnej, to mogę mój telefon przekazać jej i zostanie mi on podany gdy już będę wybudzona. Tak też się stało.
            Oczywiście telefon przez cały pobyt w szpitalu miał wyłączony dźwięk i służył mi do kontaktu ze światem a nie światu ze mną. Nie wyobrażam sobie dzwoniacego fona na 6-osobowej sali gdzie każda z pacjentek jest albo przed albo po operacjo, w różnym stanie. Jedna śpi, druga próbuje zasnać, a jeszcze inna chce po prostu ciszy i spokoju.
            Jeśli chodzi o inne wartościowe rzeczy, to po prostu ich nie miałam - nawet obrączkę oddałam wcześniej, bo właściwie po co mi w szpitalu... wink
            Gosianie - jak widzisz mozna sobie z tym dać radę przy dobrej woli personelu smile


            kwiatkwiat46 lat, 8.06.2011 laparoskopia zakończona laparotomią - usunięta szyjka, macica i przydatki (mięśniakowatość macicy, dysforyczny PMS), hist-pat OK, HTZ - był oesclim, teraz activellakwiatkwiat
            • a_n_k_a_62 Re: Szpital Praski 03.10.11, 09:27
              Gosianie kiss oho.... widać, że się denerwujesz.... niepotrzebnie, chociaż łatwo się tak mówi jak się jest już po. Zobaczysz w szpitalu z kim będziesz na sali. Ja trafiłam na tak fajną "ekipę", że wszystko zostawiłam pod Ich opieką. WSZYSTKO!!! Na sali pooperacyjnej nie można było używać telefonów (zakaz odgórny) więc Dziewczynie z sali położyłam telefon na stoliczku big_grin Odbierała telefony od mojego Męża i informowała, że jeszcze mnie nie ma. A nasza przyjaźń pozostała do dziś big_grin Kwestia zaufania........ ja ufałam w szpitalu wszystkim big_grin i nie zawiodłam się smile
              Powodzenia Ci życzę kiss
              • eli-50 Re: Szpital Praski 03.10.11, 12:28
                Witaj Gosianie kiss. Pozdrawiam Cię gorąco. Do Twojej lektury dodam tylko tyle, że będę za Ciebie mocno trzymać kciuki i nie tylko wink. Trzymaj się dzielnie i wracaj z dobrymi wieściami.
                • gosianie Re: Szpital Praski 03.10.11, 13:41
                  Dzięki dziewczyny, jesteście boskie ! wink
                  Życzyłabym sobie tylko takich koleżanek z takim wsparciem w pokoju ( chociaż jednej- bo podobno u mnie pokoje 2osobowe wink ).
                  Na razie siedzę i dalej czytam i czytam, już dużo wiem i trochę mniej się boję.
                  Mam nadzieję, że w czwartek o tej porze będę się już z tego wszystkiego, z moich obaw tylko śmiać smile
                  • layla01 Re: Szpital Praski 03.10.11, 17:48
                    Gosiu, gdy trafiłam do szpitala, wówczas okazało się, że jeszcze 2 pacjentki zostały przyjęte i tak jak ja czekają na operacje. Zatem raźniej nam było we trójkę znosić wszelkie atrakcje i nawet nawiązał sie serdeczny kontakt smile Nie martw sie. Czytając Cię nie odnoszę wrażenia jakobyś miała mieć problemy z relacjami międzyludzkimi wink zatem pewnie także znajdziesz jakąś miłą kobietkę na miejscu smile
                    • malgos65_2 Re: Szpital Praski 03.10.11, 19:27
                      Gosia, może w czwartek jeszcze za mocno śmiać sie nie będziesz...ale z każdym dniem będzie coraz lepiej. Pamiętam jak sama sie dziwiłam, ze wszystko tak szybko sie poprawia, że tak szybko dochodzę do formy.
                      Podobnie jak Layla, byłam w tym samym dniu przyjęta do szpitala z fajna kobietą, razem byłyśmy na sali, w jednym dniu miałyśmy operację, wspierałyśmy sie wzajemnie. I do dzis dnia jesteśmy dobrymi koleżankami smile Teraz planujemy wspólne uczczenie naszej rocznicy smile
                      • iwon62510 Re: Szpital Praski 03.10.11, 19:45
                        Gosiu dziewczyny już opisały Ci ,co do przechowania telefonu,jesteś w dobrej sytuacji,że znalazłaś takie anioły na forum,ja tutaj trafiłam dopiero po,ale ...jeśli chodzi o informacje i kontakt ze światem po operacji...to ja np.z góry założyłam ,że będzie okwink i miałam w telefonie obrazek z uśmiechniętym pyszczkiem,i jak już byłam wybudzona i dawałam rade trzymać telefon ,to wysyłałam bliskim takiego uśmiechniętego "emotka" , że wszystko ok...pozdrawiam wszystko będzie OK..
    • bulbinka536 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 14.11.11, 23:20
      Chyba nadszedł już czas abym ja napisała o moim pobycie w szpitalu.
      Upłynęło już trochę czasu ,emocje opadły ,więc myślę że będę teraz bardziej obiektywna.
      Ogólnie pielęgniarki fajne-oprócz jednej i na którą miałam ,, szczęście'' sad
      Byłyśmy trzy kobietki przygotowywane do operacji. W/W pielęgniarka zakładała nam wenflony ;
      ----u mnie trzy próby ,ręka jak bania(a z żyłami u mnie nigdy nie było problemów) -efekt sina boląca ręka na dzień dobry.
      ----druga babka była w gabinecie około20 minut !!!Masakra-nawet biedaczka się popłakała.
      ----trzecia -siedziała też długo,aż szanowna pani pielęgniarka stwierdziła,że wenflony są do d...i zadzwoniła po pielęgniarkę z położnictwa.(w ten dzień na ginekologi była sama)
      Cewniki ta sama pani -tak nam je założyła ,że znowu wszystkie trzy odczuwałyśmy ból,szczypanie i parcie na pęcherz( tak musi być stwierdziła,chociaż miałam trzeci raz wkładany cewnik i nigdy mnie tak nie bolało) Żeby było ciekawiej miałyśmy go zakładany wieczorem około 19 -tej ,dzień przed operacją.
      Po operacji - miałam znieczulenie do kręgosłupa -12 godz.nie podnosić głowy.
      Łóżka z epoki kamienia łupanego smile przy krótkie prześcieradła -(nie wiem dlaczego ,ale byłam całkowicie goła...prawdo podobnie sexi koszulka była zakrwawiona i mnie rozebrały)
      Efekt ? Od godz 14- tej do 6 -tej rano leżałam goła na zimnej ceracie ,spocona ,przy nie wielkim ruch czułam, jak moje ciało odrywa się od ceraty.
      Środki przeciw bólowe po ketonalu odruchy wymiotne ,pyralgina nie dostatecznie silna (pewnie jestem już od niej uodporniona,bo w młodości ją piłam sad z zastrzyków -takie miałam bolesne miesiączki) cały czas prosiłam o coś na ból ...ale bez skutku NAWET gdy wieczorem przyszedł gin na wizytę -stwierdził,że po takiej operacji musi boleć(wtedy nie wytrzymałam i mu powiedziałam,że nie sądzę aby w XXI wieku musiało boleć),Dopiero nocna zmiana ,,ludzkie pielęgniarki'' dały mi tramal i w końcu zasnęłam.
      Rano ,zastrzyk metanolu i wypad z wyrka -toaleta poranna(samodzielna) -miska na stoliczku,myjka i proszę się umyćsmile
      Po wizycie ,przeprowadzka na inną salę -pierwszy dłuższy spacerek,bo następne panie
      czekają na salę pooperacyjną.
      Druga doba toaleta poranna (można iść już do łazienki) z cewnikiem ,z drenem ,który
      wychodzi z brzucha i dodatkowo następny gadżet (nie wiem jak się zwie) coś jak cewnik ,założony do pochwy -schodziła też do niego krew,może dlatego ,że usuwali mi przy okazji zrosty?
      Idąc więc na toaletę ,trzymając wszystkie gadżety kobiety smile musiałam się nieźle na główkować do której ręki mam zabrać kosmetyczkę i ręcznik ? Odkryłam ,że mam jednak tylko dwie ręce ..smile W łazience też fajnie ;zero jakiegokolwiek haczyka na ręcznik czy koszulę,same atrakcje.
      Na wizycie- ordynator -polecił zdjęcie wszystkich gadżetów ,oprócz drenu z brzuch.
      Przybyła do tego zadania ,,moja ulubiona '' pielęgniarka .W pierwszej kolejności zdjęła cewnik-znośnie,ale potem to coś z pochwy-jak szarpnęła.....to jedna część wężyka została w pochwie a druga w jej rękach.Ból niemiłosierny jakby chciała wyrwać mi macicę na żywca ,której nie mam.Pod siłą tego szarpnięcia -krew rozlała się na wszystkie strony-moje łóżko ,koszula,twarz,podłoga TYLKO NIE pani pielęgniarka,bo zdążyła odskoczyć.SKOMENTOWAŁA to tak ,,dobrze ,że na panią ,a nie na mnie ,bo musiałabym się przebrać.''..po czym obdarzyła mnie słodkim uśmiechemsmile Zrobiła jeszcze jedno podejście aby wyciągnąć mi pozostałą rurkę z pochwy ,ale tak wtedy jęknęłam z bólu ,że w końcu zrezygnowała-dołączyła wyrwany wężyk i powiedziała,że zgłosi lekarzowi.Zostałam ,więc bez cewnika ,ale z dwoma gadżetami.
      Między czasie przyniosła czyste prześcieradło,i oznajmiła,że lekarz przyjdzie do mnie jak wróci z bloku operacyjnego,a tymczasem mam iść się umyć.No oczywiście ,na nowo jak dwie godziny wcześniej-cała wyprawa do łazienki,a tam akrobacje z myciem ,praktycznie jedną ręką.....ubieranie się i zbieranie wszystkich berbeci .Wróciłam i ..usiadłam na krześle ,bo łóżko nadal nie było przebrane.Czekałam ,czekałam aż przyszła szwagierka i ona mi je przebrała .
      Zaledwie wgramoliłam się do łóżka ,zauważyłam ,że mam znowu zakrwawioną koszulę-tym razem na brzuchu,ale nic siedzę tak i czekam ,bo miał do mnie przecież zajrzeć lekarz.Po ok.dwóch godz.przyszła moja ,,ulubienica''-PRZEBRAĆ MI ŁÓŻKO .
      Pokazałam jej ,koszulę i powiedziałam ,iż moim zdaniem wychodzi mi dren z brzuch, bo mnie tam dziwnie szczypie i leci na koszulę krew-zresztą opatrunek też był w krwi.Ależ co tam, tak ma być.Upierałam się żeby przy najmniej zajrzała....NO I ZAJRZAŁA -jak szarpnęła ten plaster ,to wyskoczyły mi aż łzy (w domu dopiero zobaczyłam w lusterku , dlaczego tak mnie zabolało.ZERWAŁA MI KAWAŁEK SKÓRY ze wzgórka łonowego razem z tym plastrem)
      Popatrzyła i powiedziała,że tak ma być- I PO CO upierałam się??????
      Znowu przebrałam koszulę i czkałam na gina .......a krew nadal sączyła mi się z brzucha...
      Wrócił lekarz z operacji i zaczął przyjmować swoje prywatne pacjentki.
      Do mnie owszem zajrzał ale już na wizycie wieczornej,powiedział,że zaraz mnie zawoła do zabiegówki.aby ściągnąć gadżet z pochwy ,bo dren w brzuch jest O.K i może być do rana...ZAWOŁAŁ ale....o 6-tej rano (a przy toalecie wieczornej -dren,który był dobrze włożony wyleciał mi...
      -----Trzecia doba jak już wspomniałam o 6-tej zawołał mnie gin ,aby wyciągnąć gadżet z pochwy ,ten wężyk był tam tak zassany ,że musiał zabrać długie szczypce , przekręcić i dopiero szarpnąć-masakraaa ,(nawet jedna z pielęgniarek aż się skrzywiła widząc to) Przy tej czynności ,nie zamienił ze mną nawet słowa,w stylu ; może panią boleć ,albo będzie to chwilka bólu czy cokolwiek ..nic kompletnie jakby miał przed sobą manekina ,a nie człowieka...
      Około 9-tej wizyta,badanie przez ordynatora i wypis do domu.
      Żadnych wskazań ani przeciw wskazań ,dano mi tylko receptę na żelazo (bo miałam anemię,)na 10 zastrzyków (do brzucha) i żel na krwiaki(bo miałam cały brzuch ,podbrzusze i łono w jednym wielkim krwiaku,pomijając brak kawałka skóry-)
      Po konkretne,silne leki przeciw bólowe mąż musiał iść do lekarza rodzinnego.!!!!!!!
      Tak wyglądał mój pobyt w szpitalu.

      • olikkk Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 15.11.11, 00:41
        Bulbinko - no comment sad
        Chylę czoła, podziwiam Cię za cierpliwość i za to, że jeszcze masz poczucie humoru, bo mnie nie byłoby na to stać ..... Po tym co przeszłaś nie dziwię się, że wciąż masz problemy bólowe ....
        Powinien Cię zbadać normalny lekarz, który też powinien wiedzieć co miałaś przyjemność przeżyć w szpitalu.
        Bulbinko, ja mogę Cię tylko ucałować i życzyć żebyś trafiła na uczciwego ginekologa, który dokładnie sprawdzi co Ci pozostawili po tej masakrze i czy da się z tym zrobić porządek kiss
      • 12maria12 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 15.11.11, 10:01
        nie mam słów zeby skomentować to co napisałaś.....
        może dlatego że wyszarpali cię na wszystke strony i za wszystkie wnetrzności bulbinko masz do tej pory takie okropne dolegliwości bólowe?
        może to głupie i takie babskie, ale łzy napłyneły mi do oczu jak przeczytałam przez co musiałaś przejść

        a te cholery pójdą do piekła!!!!
      • eli-50 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 15.11.11, 11:23
        bulbinko miałaś niebywałego pecha trafiając na taką obsługę i warunki szpitalne. Nikomu nie życzę takich doświadczeń jak Twoje. Jedyne co można podpowiedzieć dziewczynom w tej kwestii to to, aby przed wyborem szpitala zebrały jak najwięcej opinii na temat konkretnego szpitala. A Ty jeśli możesz to podpowiedz jaki to jest szpital, aby omijać go szerokim łukiem.
        Życzę Ci dużo zdrowia, dobrego lekarza i pomyślnej rekonwalescencji kwiat
        • basiab64 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 15.11.11, 11:50
          Bulbinko to co opisałaś to jakiś horror , w porównaniu z "panią pielęgniarką" która się Tobie trafiła moja najgorsza była aniołem ,w głowie się nie miesci że tak człowiek może traktować człowieka ,po prostu nie wiem co powiedzieć bo jestem w szoku sad
      • or-e Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 15.11.11, 16:30
        Bulbinko Twoja opowieść brzmi jak żywcem wyjęta ze słusznie minionej epoki sad Współczuję Ci. U mnie też w szpitalu też były dwie zołzy, które nie umiały założyć wenflonu, lecz cała reszta była normalna. Zastanawiam się jak zdobyły dyplom pielęgniarski. Moim zdaniem na egzaminie powinny zakładać wenflon do sztucznej żyły, zakładać cewnik itp. Najgorsze jest to, że te pielęgniarki, które niej nadają się do tego zawodu najgłośniej szczekają na pacjentów sad
        • iwon62510 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 15.11.11, 22:04
          Bulbinko ..horror...i masakra teksańska... .sory,że tak określę ten twój pobyt w szpitalu,ale myślałam ,że w czasach kryzysu pracy,już tacy ludzie nie istnieją,tylko do opisu w prasie się kwalifikuje...cała ekipa szpitalna...pozdrawiam Cię gorąco..i serdecznie współczuję..
          • bulbinka536 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.11.11, 14:18
            Witam Syrenki
            Przepraszam za pomyłkę, miało być ketanolu a nie mentolu hi,hi
            Dzięki ,za słowa pocieszenia kiss,jak to opisałam to aż mi ulżyło.
            Wczoraj,byłam na badaniu krwi ,a w piątek idę do rodzinnej-może ona mi coś poradzi lub podpowie .21-go do gina aż się boję.
            • alicja518 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.11.11, 15:42
              Witaj Bulbinko naprawdę to co opisałaś to horror, ja to chyba bym stamtąd uciekła. Powiedz jaki to szpital? Ja dość dużo przebywałam w szpitalu, ale nie jako pacjent tylko jako opiekun chorego i też wiele widziałam jak traktują chorych, a właściwie jak nimi poniewierają, przykro że Cię to spotkało, a teraz jeszcze musisz iść do kontroli, ale może ten twój gin będzie lepszy? Życzę zdrówka kochana, uważaj na siebiekiss
                • bulbinka536 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.11.11, 17:32
                  Syrenki
                  Nie gniewajcie się ,ale na razie niech chcę na ogólnym forum pisać gdzie ten szpital.
                  Nie wiem,co mnie jeszcze czeka bo bóle nie przechodzą,a to jedyny szpital w moim mieście.
                  Pomimo,że jestem z Wami tutaj krótko ,bardzo z Wami się zżyłam i nie chciałabym być wobec Was nieszczera,więc każdej z Was odpisałam na e-mail.Proszę tylko o potwierdzenie ,że dostałyście wiadomość,bo nie lubię zostawiać pytań bez odpowiedzi....
                  Pozdrawiam kiss
                  • 12maria12 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.11.11, 18:40
                    łomatkoboskakalwaryjsko!!! bulbinko ty chyba nie chcesz wylądowac w tym okropnym szpitalu raz jeszcze.
                    mam nadzieję że twoje obawy okażą się bezpodstawne,ale wiedz ,że jakby co to możesz sobie wybrać inny szpital niż ten w twojej miejscowości.
                    zdrówka życzęsmile
                      • 12maria12 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.11.11, 19:04
                        bulbinka536 napisała:

                        > maria dzięki smile
                        > ale z ciebie aparatka ...smile jasne ,że nie chcę, ale jakby tak byłam nieprzytomn
                        > a to co?
                        > Zawiozą mnie bez mojej wiedzy..........sad
                        > Przesadzam..................???????????????smile

                        to jak jeszcze jestes przytomna to przygotuj sobie taką tekturkę na sznurku z nazwą szpitala i noś ją cały czas na piersi-w razie nagłej utraty przytomnosci
                        (najarałaś się czegoś...............??????????)
                  • eli-50 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 16.11.11, 19:35
                    Bulbinko kochana nawet nie myśl o powrocie do tego szpitala. Teraz nie ma rejonizacji. Lepiej oczywiście, żebyś nie musiała w takie miejsca się wybierać. Zorientuj się może tak dla świętego spokoju, gdzie najbliżej Twojej miejscowości jest jakiś ludzki szpital. A co do tego, w którym byłaś to uważam, że nie należy być obojętnym wobec takich zachowań. Proszę Cię przemyśl to jeszcze raz dla własnego dobra i dobra innych potencjalnych pacjentek. Są różne możliwości wyrażenia swojego niezadowolenia. Być może dałoby to jakiś efekt. Pozdrawiam Cię cieplutko kiss
      • leniwe_raz Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 18.11.11, 17:32
        Wybacz Bulbinko, ale Twój post nt wrażeń ze szpitala jest tak niewiarygodny, że po prostu nie chce mi się wierzyć w to, co napisałaś. Takie traktowanie pacjentek przez personel szpitala w 21 wieku ??!! Jedna pielęgniarka na oddziale ?????!!!!!! Jeśli to rzeczywiście prawda, MUSISZ napisać tutaj, jaki to szpital ( wiadomo, że na Śląsku ), aby inne dziewczyny do niego nie trafiły ... masz do tego prawo i święty obowiązek. W przeciwnym wypadku uznam, że wszystko zmyśliłaś, sory. Poza tym, dlaczego dałaś się traktować jak jakaś ofiara losu ? Rozumiem, że byłaś po operacji, obolała itp itd, ale mogłaś zrobić to już po wyjściu ze szpitala, nie wiem, roztrąbić wszem i wobec, jak Cię traktowali, na forum, w necie, iść do brukowców, dokładnie opisać zachowanie lekarzy i pielęgniarek, złożyć skargę na piśmie do dyrekcji szpitala .... chyba, że lubisz być tak traktowana i wyżalać się TYLKO tutaj. Dziewczyno, nie daj się tak traktować !!!! Przepraszam za ostre słowa, ale jestem w szoku !!!!
        A tak w ogóle to witam wszystkie koleżanki, ponad miesiąc temu miałam wyciętą macicę bez przydatków, wszystko było i jest OK, zwłaszcza opieka w szpitalu ( państwowym ).
        • olikkk Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 18.11.11, 18:15
          Witaj Leniwe_raz smile
          Wybacz, ale stanę w obronie Bulbinki. Nie każdy jest tak przebojowy, żeby zachować się tak jak sugerujesz. Podejrzewam, że ja też nie miałabym odwagi .... zwłaszcza, że jak wiemy istnieje duże prawdopodobieństwo, że może się tam znaleźć ponownie, ponieważ to jedyny szpital w jej mieście. Bulbinka już wyjaśniła dlaczego nie napisze na forum jaki to szpital. Osoby, które chciały to wiedzieć otrzymały taką informacje na pocztę.
          Bulbinka jest osoba odpowiedzialną i wie, że pewnych informacji nie powinno się podawać w internecie, żeby uniknąć konsekwencji prawnych.
          Ja to szanuję i nie będę nalegała, żeby ujawniała jaki to szpital.
          Nadal ma poważne problemy i bóle po operacji, a ponieważ nasza służba jak wszystkim wiadomo nie jest taka jak byśmy sobie życzyli, nie udało się jej do tej pory dostać do lekarza, który ją prowadzi.
          Posądzanie jej o to, że jest niewiarygodna jest niesprawiedliwe i proszę, żebyś jej nie krzywdziła. Już i tak została wystarczająco skrzywdzona, a naszą rolą jest jej pomóc, ale nie w taki sposób jak to zrobiłaś ...
          Przepraszam, ale u nas ( czytaj na naszym forum ) nie stosuje się takiego sposobu pomagania koleżankom, więc proszę, żebyś to uszanowała.
          Cieszę się, że po operacji czujesz się dobrze i że miałaś dobra opiekę w szpitalu. Ze mną było podobnie, więc współczuję bardzo Bulbince i proszę Cię o szacunek dla niej smile
          Pozdrawiam smile
          • leniwe_raz Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 18.11.11, 19:26
            Olikk, tu nie chodzi o przebojowość, ale o szacunek dla siebie samej. Jeśli Bulbinka sama o siebie nie zatroszczy się w tym względzie, to nikt za nią tego nie zrobi.
            Konsekwencje prawne wobec podania na forum nazwy szpitala ? Na jakiej podstawie ten szpital miałby takie konsekwencje wyciągnąć ? Bo chyba nie na podstawie zeznań o złym traktowaniu w szpitalu "jakiejś" Bulbinki ? Chyba nie pod tym "nazwiskiem" leczyła się w szpitalu ?
            Ta dziewczyna nie jest skazana na ów szpital, istnieje coś takiego jak brak rejonizacji i ma prawo leczyć się w innym. Sory, ale gdyby mi się przytrafiło coś takiego, wolałabym następnym razem jechać pół dnia do innego szpitala niż znowu znaleźć się w tamtym.
            Moja wypowiedź tutaj nie była spowodowana brakiem szacunku dla Bulbinki, jak sugerujesz, ani chęcią skrzywdzenia jej, lecz w ten sposób chciałam jej pomóc. Czasami lepsza jest terapia szokowa a nie biadolenie razem ze "skrzywdzoną" i li tylko głaskanie jej po główce wink
            Poza tym mam prawo do własnego zdania, czyż nie ? wink
            • olikkk Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 19.11.11, 17:28
              Leniwe_raz pozwolisz, że raz jeszcze ustosunkuję się do Twojej wypowiedzi.
              Jestem w stanie zrozumieć Twoje oburzenie, bo sama jestem oburzona , ale nie zachowaniem Bulbinki, lecz tym jak została potraktowana nasza koleżanka, która nie jest "jakąś bulbinką" wg Ciebie "skrzywdzoną" , tylko Bulbinką SKRZYWDZONĄ i dlatego trafiła do nas z nadzieją, że zostanie zrozumiana i znajdzie tu wsparcie.
              Dlatego teraz ja jestem oburzona Twoją rzekomą "pomocą" jaką Jej okazałaś.
              Nie wiem, jak długo śledzisz nasze forum, czy zdążyłaś się zorientować jakie tu panują zasady, bo jeżeli nie zdążyłaś, to proszę żebyś zapoznała się z wątkiem, który jest u nas na pierwszym miejscu nie bez powodu forum.gazeta.pl/forum/w,100789,130066767,130066767,Zasady_obowiazujace_na_naszym_FORUM.html

              > Poza tym mam prawo do własnego zdania, czyż nie ? wink
              w ten sposób chciałam jej pomóc

              Owszem masz prawo do własnego zdania, masz prawo pomagać i pisać u nas o wszystkim, ale warunek jest jeden, ani jedno słowo, które napiszesz na tym forum nie może zranić, ani zrazić osoby do której piszesz.

              Być może nie znasz korzeni naszego forum, więc pozwól, że Cię uświadomię.
              Forum to zakładało przed rokiem kilkanaście pań, które poznały się na innym forum.
              Forum tamto i wiele innych im podobnych w internecie, dopuszcza bezkrytycznie wypowiadanie się w podobnym tonie. To są zachowania, na które na naszym forum nie pozwolę ani ja, ani pozostałe panie, które z mozołem przez cały rok, dzień za dniem pracowały, aby nasze forum zdobyło zaufanie kobiet, które trafią tu ze swoimi problemami.
              Nie pozwolę nikomu, ani osobie nowej, ani nawet najlepszej z koleżanek, którą znam od bardzo dawna, żeby swoimi wypowiedziami w podobnym tonie, uraziły którąś z pań na naszym forum.
              Przepraszam, mam świadomość, że się uniosłam, ale zbyt dużo pracy i serca włożyłam, przy pomocy bardzo wielu koleżanek, aby nasze forum różniło się od wszystkich innych. Dlatego jak lew będę broniła dobrego imienia i atmosfery u nas panującej.
              Mam prawo i obowiązek usuwać posty, które nie są zgodne z regulaminem, ale także blokować możliwość wpisów osobom, które nie potrafią bądź nie chcę się do tego regulaminu stosować. Większość tu obecnych już wie, że korzystam z tych uprawnień i zapewniam, że będę z nich korzystać nadal, dla dobra pań, które przychodzą tu po pomoc, a nie po to żeby doświadczyć jak się kopie leżącego.
              Przepraszam wszystkich za to co tu napisałam, ale być może dzięki temu ktoś zastanowi się dwa razy przed wysłaniem postu i pomyśli jak poczułby się, gdyby wypowiedź którą ma napisać na forum, skierowana była do niego ....
            • layla01 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 20.11.11, 01:12
              leniwe_raz To jest oburzajace, ze nie uszanowałaś czyjegos bólu, ciężkich przeżyć, ba, nawet traumy. Jeśli jesteś osobą przebojową, która nigdy nie została doświadczona tak jak Bulbinka i żyjesz sobie dobrze i szczęśliwie - to wspaniale! Szczerze gratuluję! Weź jednak pod uwagę, że ludzie cechują się odmiennymi postawami, charakterami, sposobami bycia, życia i myślenia i w dodatku nikogo to nie powinno dziwić... Na jakiej podstawie podważasz wiarygodność słów Bulbinki? To dla mnie niepojęte wprost, że tak łatwo i szybko wysnuwasz wnioski niczym nie poparte... To chyba nadużycie... Tutejsze forum to miejsce szczególne, gdzie się wspiera i pomaga, a nie dołuje i denerwuje, dlatego prosze Cię bardzo, zastanów sie kilka razy zanim coś napiszesz...
        • basiab64 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 18.11.11, 18:26
          Leniwe_raz niestety takie traktowanie w szpitalach się zdarza ,Ja wprawdzie podczas mojego pobytu natrafiłam tylko na jedną wredną pielęgniarkę która nawet nie raczyła podać mi zaleconego przez lekarza zastrzyku ale napatrzyłam się sporo jak moja mama była w szpitalu na wewnętrznym oddziale ,szanowne panie pielęgniarki to "udawały" że coś robią tylko wtedy gdy ordynator był na oddziale ale gdy tylko wychodził o 14-tej do domu to znikały i bardzo trudno było je znaleźć nie mówiąc już żeby je o coś poprosić a na oddziale leżały przeważnie starsi schorowani ludzie ,pamiętam też młodą kobietę która umierała na raka i nikt nią się nie przejmował to odwiedzające osoby z rodziny opiekowały się swoimi bliskimi a czasem też i tymi do których nikt nie przychodził . Smutne to jest ale prawdziwe .
        • bulbinka536 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 20.11.11, 22:43
          Dobry wieczór Dziewczyny
          Pisałam już w innym wątku ,że byłam w piątek u swojej lekarki rodzinnej,oraz w szpitalu(w innym mieście) na izbie przyjęć, z powodu powikłań pooperacyjnych.(spędziłam cały dzień na badaniach)
          Jak wiecie nie chciałam na forum pisać jaki to szpital,z wiadomych Wam już powodów.
          Owszem powiadomiłam wszystkie dziewczyny ,które chciały wiedzieć na prywatnych pocztach.
          Dowiedziałam się jednak w piątek z kilku źródeł,(u lekarza rodzinnego ,w szpitalu ,oraz od kilku innych pacjentek) ,że NIE BYŁAM JEDYNĄ OFIARĄ TEGO SZPITALA !!!!
          Chirurg ,który mnie konsultował był zbulwersowany moim przypadkiem i oznajmił mi ,że jestem trzecią pacjentką w przeciągu kilku dni,która przyszła z powikłaniami pooperacyjnymi.
          Dlatego przestrzegam wszystkie dziewczyny aby wystrzegały się szpitala w
          Ś W I Ę T O C H Ł O W I C A C H !!!!!!!!!!!
            • a_n_k_a_62 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 21.11.11, 09:49
              leniwe- raz kiss cześć... coś tam napisałaś, słabo mnie to dotknęło, ale nigdy nie podważaj wiarygodności słów naszych Dziewczyn!!. Tu z samego założenia wierzy się każdemu, a nasza rola to pomoc , a nie naskakiwanie na kogokolwiek.

              Bulbinko kiss wielki buziak dla Ciebie i zdrowiej prędziutko smile
            • eli-50 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 21.11.11, 09:50
              Miejmy nadzieję, że taki szpital jak ten do którego trafiła Bulbinka jest wyjątkiem, przypadkiem jednostkowym.
              Pacjenci mogą skarżyć się na nieposzanowanie ich praw do biura Rzecznika Praw Pacjenta w Warszawie. Natomiast od stycznia mają funkcjonować wojewódzkie komisje ds zdarzeń medycznych i droga dochodzenia swoich praw będzie krótsza.
                • bulbinka536 Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 21.11.11, 22:24
                  KOCHANE MOJE SYRENKI kiss

                  Bardzo,bardzo wszystkim Wam dziękuję za miłe słowa i wsparcie kisshttps://ggmania.eu/images/joomgallery/thumbnails/emoty_male_9/emotki_milosne_14/emotki_milosne_milusie_gify_serduszka_slodkie_e_26_20110527_1472181491.gif
                  Jestem bardzo wzruszona ,że każda z Was stanęła w mojej obronie,dlatego chciałabym Wam o czymś napisać.
                  Pisząc wczoraj posta z ostrzeżeniem ,bardzo się spieszyłam ,ponieważ dowiedziałam się,że ktoś nagle poszedł do ,,mojego'' szpitala .Byłam przerażona i miałam wielkie poczucie winysad
                  Prawda jest taka,że wracając w piątek z izby przyjęć szłam do domu z postanowieniem,że napiszę na forum w jakim szpitalu byłam operowana.
                  Przeczytałam jednak post od Leniwej i ..........zmieniłam zdanie .
                  Dlaczego?
                  Skłamałabym gdybym napisała,że w ogóle mnie nie ruszył....było mi naprawdę bardzo przykro,że osoba ,która mnie nie zna tak mnie oczernia i posądza o kłamstwo.
                  Przyznam , że zmieniłam dlatego zdanie ,bo nie chciałam aby ona pomyślała,że w jakiś sposób na mnie wpłynęła....
                  TERAZ wstydzę się ,że tak zareagowałam na jej post sad trudno każdy ma prawo do wyrażania opinii -jaka by nie była ).Jestem w zgodzie z własnym sumieniem ,a to jest przecież najważniejsze smile Przez to ,że uniosłam się honorem sad o mały włos ktoś mógł przeżyć to co ja...
                  Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i ta pani szybko wypisała się na własne żądanie smile
                  Jeszcze raz bardzo DZIĘKUJĘ Wam wszystkim kiss kisshttps://ggmania.eu/images/joomgallery/thumbnails/emoty_male_9/emotki_milosne_14/emotki_milosne_milusie_gify_serduszka_slodkie_e_23_20110527_1316215077.gif
                  • olikkk Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 22.11.11, 14:19
                    Bulbinko chciałam Ci powiedzieć, że zasłużyłaś w moich oczach na wielki szacunek kiss
                    Szczerze i odważnie przyznałaś się publicznie do własnej słabości i w poczuciu winy potrafiłaś za to przeprosić smile Masz rację, najważniejsze jest, aby mieć czyste sumienie choćby jego odzyskanie, było okupione własnym upokorzeniem smile

                    W tym miejscu wypada, żebym i ja przeprosiła Leniwe_raz, oraz wszystkie osoby, które mogły się poczuć urażone moja wypowiedzią, w obronie Bulbinki.
                    Wiedziałam troszkę więcej na temat Jej problemów z naszej korespondencji, nie było najmniejszych podstaw, żeby Jej nie ufać. Dlatego tak minie zabolały słowa oskarżenia pod Jej adresem.
                    Leniwe_raz zwróć jednak uwagę, że gdyby nie Twoje słowa, Bulbinka już w piątek wieczorem napisałaby jakiego szpitala należy unikać ....
                    Na szczęście kontaktujemy się nie tylko na forum, ale też za pomocą wszystkich możliwych komunikatorów oraz telefonów, dzięki czemu w trudnych i pilnych momentach jesteśmy w stanie szybko zareagować, co też w tym wypadku miało miejsce smile
      • karmagula Re: Pobyt w szpitalu - co było ok, a co nie? 19.11.11, 19:41
        Bulbinko czytam i włos jeży mi się na głowie...masakra ...przykre ,że musiałaś przez to przejść,bo nikt nie powinien być tak traktowany...teraz wiem ,że miałam szczęście,bo w porównaniu z tym co działo się u Ciebie ,ja przebywałam w bajce...Bulbinko jeśli tylko możesz omijaj ten szpital i nie tylko Ty...Buziaki kisskisskiss

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka