anielakowalik
10.10.02, 22:04
po pierwsze mam nadzerke... lekarz przepisal mi globulki dopochwowe ktore mam
przyjmowac 6 dni a potem (jak sie wyrazil "w przeciagu pol roku") przyjsc na
zabieg... nie zrobil cytologii, na moje pytanie jak ma dokladnie wygladac
usuniecie nadzerki rzucil medycznym haslem, ktorego nie zrozumialam i po raz
kolejny dostalam odpowiedz, ze po prostu trzeba usunac... to pierwsza kwestia
watpliwa... czy pojsc do innego ginekologa zeby zbadal mnie i ewentualnie
zrobil cytologie, czy mozna wierzyc po ogladnieciu nadzerki przez ginekologa,
ze faktycnzie jest spora i trzeba ja zniszczyc?
po drugie... w trakcie wizyty zadzwonil telefon. lekarz podniosl sluchawke i
milym glosem rozmawial z pacjentka... bardzo chcialabym miec dziecko, wiec
kiedy uslyszalam jak pyta sie rozmowczyni czy to pierwsza ciaza, od razu
zrobilo mi sie milo i cieplo na sercu, potem spytal czy ciaza jest mloda i
czy jest pani pewna... na koniec powiedzial sciszonym glosem "ok 1500zl"...
myslalam ze dostane zawalu. teraz zaluje ze na te uslyszane slowa nie
obrocilam sie na piecie i nie wyszlam stamtad.
co zrobic? na pewno chce zmienic ginekologa, bo ta druga kwestia razi moja
moralnosc a poza tym nie czuje ze wyszlam od niego do konca poinformowana o
tym co i jak z moja nadzerka. (nie mialam nastroju wdawac sie z nim w
konkretne rozmowy po tym co uslyszalam)
co o tym myslicie, o odpowiedz odnosnie nadzerki prosilabym rowniez pania
doktor.
zbulwersowana