Dodaj do ulubionych

RAK: jak rozmawiac z 20-letnia dziewczyna, co sie

25.02.03, 19:42
dowiedziala, ze ma raka, a lekarze nie daja jej wiele szans na przezycie?
jak znalezy sily na wspieranie jej, gdy jej cala rodzina przebywa w innym
kraju, a ona nawet nie myli do nich wrocic?
dziwczyna jest zrodlem zycia i dobrego humoru, swietnie opowida historie,
bylaby super w mediach, jako host talk showu albo nie wiem
czego. kojarzy sie wszystkim z energia ogromna
i smiechem. zawsze mowi to co mysli, i cenie to bardzo
wiem na czym stoje, gdy jestem z nia, nie ma zadnych
gier ani zadnych tematow tabu.
no i wczoraj sie dowiedziala ze ma raka co ja
zzera, na piersi, szyi, pod pacha i na ramieniu, ze za
tydzien ma chemioterapie i ze moze jak rak zmaleje to
ja zoperuja.
namowilam ja na telefon do rodzicow.
kazda rozmowa z mama ja strasznie duzo kosztuje, bo
mama ciagle placze i biadoli. chce sie leczyc z dala od rodziny
nie majac tu nikogo, bo nie moze zniesc
emocjonalnego bolu i nieszczescia i nie moze przestac
plakac jak tylko rozmawia z mama.
ona sobie nawet nie zdaje sprawy co to jest miec raka
i co ja czeka. i nie wiem czy to dobrze, czy zle, ale
mysle ze dobrze, niech ma jeszcze nadzieje i
sily. na pozniej.
jak mozna ja wesprzec?
Obserwuj wątek
    • paulinka21 Re: RAK: jak rozmawiac z 20-letnia dziewczyna, co 25.02.03, 21:28
      Myślę, że najważniejsze, abyś przy niej była, czekają ją trudne chwile i nawet
      jej może nie starczyć energii, by je przetrwać... Nie opuszczaj jej,
      szczególnie, gdy będzie się źle czuła po lekach, tak myślę, że może jednak
      celowy byłby przyjazd kogoś z rodziny - najlepiej mamy. Wszystko zależy od
      tego, w jakich są stosunkach, ale w takich chwilach potrzebna jest pomoc i
      miłość. Pozdrawiam, życzę nieznajomej dużo siły,raka mozna przecież zwalczyć, a
      ona jest młoda i silna. I ona musi w to wierzyć.
    • krop.ka Re: RAK: jak rozmawiac z 20-letnia dziewczyna, co 26.02.03, 08:37
      Wiesz, miałam podobny przypadek w mojej rodzinie. Myślę, że chorej osobie
      bardzo pomagało to, że nie traktowaliśmy raka jak wyroku. Choroba nie była
      tematem tabu, nie kojarzyliśmy jej też w prostej linii ze śmiercią, nie
      płakaliśmy przy chorej, nie biadoliliśmy. To jej bardzo pomogło psychicznie,
      czerpała z nas siłę i nadzieję. Niestety, zmarła.
      Ale znam też kilka przypadków szczęśliwych ozdrowień. Moja znajoma na II-gim
      roku studiów zachorowała na raka - w chwili jego wykrycia były już przerzuty,
      lekarze spuszczali głowy i również nie dawali jej szans. Chemia za chemią. A
      ona nawet nie przerwała studiów, niewiele kto wiedział, ze jest tak poważnie
      chora. Dopiero gdy przerzuty pojawiły się na kościach, poszła do szpitala.
      Planowano przeszczep szpiku, ale na szczęście nie był potrzebny. Teraz
      dziewczyna ma męża i jest szczęśliwą mamą dwóch urwisów.

      Myślę, że nie ma reguły, czasami niewielki nowotwór pustoszy organizm, innym
      zaś razem ktoś wychodzi obronną ręką z sytuacji, wydawałoby się, beznadziejnej.
      Nie można z góry stawiać krzyżyka. Trzeba mieć nadzieję.
      • felinecaline Re: RAK: jak rozmawiac z 20-letnia dziewczyna, co 26.02.03, 09:25
        O tego typu problemach, jaki ma Twoja mloda znajoma najtrudniej jest rozmawiac
        wlasnie z osobami najblizszymi. tak sie sklada, ze kilka lat temu przezylam
        to "na wlasnej skorze": od wielu lat zyje za granica, w kraju pozostali moi
        Rodzice w podeszlym wieku, zawsze nadtroskliwi w stosunku do mnie - corki
        jedynaczki. W dodatku w ich otoczeniu jak na ironie mnozyly sie przypadki
        naglych zgonow i nieuleczalnych chorob (umierala m.in. na raka sutka moja
        przyjaciolka z dziecinstwa, co zwlaszcza moja Mama, bardzo zzyta z jej mama
        bardzo porzezywala). I wtedy i ja uslyszalam diagnoze, ktora zmrozila mi krew w
        zylach , nasuwajac przypuszczenie, ze MOGE byc nastepna "w kolejce". Z dnia na
        dzien odkladalam rozmowe z Rodzicami (chodzi oczywiscie o rozmowe telefoniczna -
        ta forma w zaden sposob nie wydawala mi sie "odpowiednia"(jakby jakakolwiek
        inna mogla byc "odpowiedniejsza").W rezultacie..."polozylam sie" w szpitalu,
        zostalam zoperowana, wyzdrowialam a Rodzice wciaz o niczym by nie wiedzieli,
        gdyby nie to, ze...pojechalam do nich zajac sie Tata, ktory podupadl z kolei na
        zdrowiu sama jeszcze majac na wpol otwatra rane pooperacyjna. Nie udalo mi sie
        dosc dyskretnie robic sobie opatrunkow...
        To oczywiscie sytuacja, kiedy wszystko zmierza ku pozytywnemu rozwiazaniu.
        Owszem, zastanawialam sie "co by bylo, gdyby" (wydarzenia przyjely inny obrot).
        obowiazek zawiadomienia Rodzicow spadlby z pewnoscia na mojego Meza i
        przyjaciol. na pewno byloby to zle rozwiazanie, na pewno moje zachowanie bylo
        egoistyczne i tchorzliwe, ale ...na szczescie wydarzenia potoczyly sie tak a
        nie inaczej i w tym aspekcie przemilczenie tego, co mnie wtedy spotkalo
        oszczedzilo moim Rodzicom wiele niepokoju i troski, wiec w sumie czuje
        sie "rozgrzeszona". Ale latwo mi zrozumiec Twoja znajoma, mam nadzieje, ze i Ty
        ja zrozumiesz i w najtrudniejszych chwilach bedziesz przy niej. Obydwu Wam
        zycze odwagi i powodzenia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka