zaba_pelagia
17.07.07, 20:00
No więc tak. Kolejny wątek o cytologii i kolejne słuszne założenia, że należy
ją robić, ale jeśli wszystko w porządku, to możzna sobie odpuścić, np. na
trzy lata. Hohohohohohohoho...
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=66043914&v=2&s=0
Tylko okazuje się, że Natura wymyka się wszelkim normom i ludzkim założeniom.
Przykład. Moja przyjaciółka, nazwijmy ją A., osoba po czterdziestce, karna i
dbająca o siebie. Cytologia co rok, półtora, od zawsze. Wyniki bez
zastrzeżeń. Nie jest w grupie ryzyka.
I bogu dzięki, nie posłuchała zaleceń lekarzy.
Cytologia dwa miesiące temu. IV gr. Znikąd?
Kolposkopia. Niestety, proszę pani, nie będę owijał w bawełnę, coś tu jest.
Kolejna cytologia - jeszcze gorsza.
Łyżeczkowanie. Wyniki histopatologiczne - operacja.
Ale, na szczęście, nowotwór uchwycony w fazie początkowej. A. ma 100 proc.
szans na huśtanie wnuków (o ile jej dzieci się postarają

Pozdrawiam.
To tyle, jeśli chodzi o próby zrozumienia i przechytrzenia Natury. Ja nie
zamierzam, idę do ginekologa we wrześniu, jak co roku.