jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady

16.05.08, 22:34
Mam problem. Dla mnie olbrzymi.

Mój partner chce chodzic ze mna do każdego lekarza- wchodzic ze mna do
gabinetów nawet po skierowanie.
Dłuższy czas sie opierałam co wywoływało awantury i ciągłe pytania co ukrywam.
A ja poprostu źle się psychicznie czuje, jak debil jak mi lekarz wypisuje
recepte/ skierowanie na morfoligie a on STOI nad nami. To samo tyczy sie
ginekologa, dermatologa- no każdej mojej wizyty gdzies. Teraz sytuacja jest
taka ze postanowiłam nie chodzic do lekarzy bo uczucie ktore mi towarzyszy
podczas takich wspolnych wizyt jest dla mnie nie do zniesiena.
Dodam, że nie jestem w ciąży, nic nie ukrywam, nie mam juz argumentow na
olejna szera rozmowę z nim bo ja jak zdarta plyta powtarzam swoje a on swoje.
W każdym innym calu jest cudowny i bez zarzutu.
Co robić, nie moge się przemóc do odbywania takich wspolnych wizyt
poradzcie, jestem zrospaczona i w zyciu nie napisalam tak emocjonalnego postusmile
    • Gość: ewaq Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.tpnet.pl 16.05.08, 22:39
      Wyslij go do psychiatry, bo normalny to on nie jest.
      Pytalas dlaczego on sie upiera przy wspolnych wizytach? Mowilas mu,
      ze cie to krepuje i ze nie jestes dzieckiem, zeby chodzic w
      towarzystwie do lekarza? Nie mozesz sie mu najzwyczajniej w swiecie
      postawic?
      Twoj watek brzmi jak zart albo teatr absurdu. Nie wytrzymalabym z
      takim despotą nawet minuty.
      • zza_sciany Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 16.05.08, 22:42
        tak mówiłam mu, przez ostatnie pare miesiecy, moj wątek to akt desperacji,
        szukanie nowych argumentów w rozmowie. upiera sie bo twierdzi ze ja potrzebuje
        bliskiej osoby przy takich wizytach. Jest mi bliski, bardzo bliski, bardzo go
        kocham. KAżda inna sytuację konflikotwą rozwiązujemy, tej nie jestesmy w stanie.
        Ja nie jestem w stanie
        • Gość: ewaq Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.tpnet.pl 16.05.08, 22:49
          Wybacz, ale czy on jest normalny? Czy moze jakis ociezaly umyslowo?

          "upiera sie bo twierdzi ze ja potrzebuje bliskiej osoby przy takich
          wizytach."
          I nie rozumie, jak mowisz, ze nie potrzebujesz go na tych wizytach?
          To one jest debilem? Czy jednak psychicznie chory? A moze po jakis
          traumatycznych przezyciach w dziecinstwie? Bo pojac takiego
          idiotyzmu nie potrafie.

          A musisz mu mowic o terminach wizyt?
          • zza_sciany Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 16.05.08, 22:55
            nie musze mu mówić ale jakoś tak jest to element wspólnego zycia noramlnych
            ludzi, mieszkających ze sobą. dziś mam szczególnego doła bo pani pielęgniarka
            próbowała go wyprosic i sie nie dał przy pobraniu krwi. Choć z drugiej strony
            lekarka nic nie powidziala na jego obecność.
            Tak traumatycznie przezycia w dziecinstwie jego były i tak, nie rozumie że o ile
            w zyciu jest mi niezbędny o tyle w gabinecie całkowicie zbędny a nawet szkodliwy
            bo do teraz przezywam poranne pobranie krwi wlasnie z jego powodu. Normalnie o
            tej porze spię a tak mnie nosi ze hej
            • Gość: ewaq Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.tpnet.pl 16.05.08, 23:00
              No to ja nie widze innego wyjscia jak wizyta u psychiatry. Bo on cie
              zadreczy swoimi obsesjami.
    • Gość: ola Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: 172.25.252.* 17.05.08, 09:08
      to on ma problem
      i od kiedy można tak wchodzić do każdego lekarza i w dodatku nad nim stać?

      troll, czy co?
      • devilyn Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 17.05.08, 10:14
        Skoro przeszedł traumatyczny epizod w dzieciństwie, niech skorzytsa
        z wizyty u psychoterapeuty.
    • Gość: ja Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.08, 10:28
      Do lekarza każdy powinien wchodzić sam. Jeśli nawet chce wejść z osobą
      towarzyszącą, powinien najpierw wejść sam, po czym zapytać lekarza, czy zgadza
      się na obecność osoby trzeciej podczas wizyty. Wtedy dopiero można wyjść na
      korytarz i poprosić osobę towarzyszącą do gabinetu.
      Natomiast lekarz w sytuacji, gdy do gabinetu wchodzą dwie osoby, powinien
      wyprosić osobę towarzyszącą - po czym NA OSOBNOśCI zapytać pacjenta, czy ten
      chce, aby ktoś mu towarzyszyl podczas badania. Wtedy dopiero wyjsc na korytarz i
      poprosić partnera do gabinetu.
      Wyjście masz jedno. Powiedz lekarzowi prowadzacemu oraz innym lekarzom ( do
      ktorych najczęściej chodzisz), ze masz taki problem i nie chcesz, by partner byl
      obecny przy badaniu. Niech lekarz po prostu wyprosi go na korytarz. Jeśli się
      bedzie opieral, niech lekarz powie, ze tkaie są zasady w tej ( i nie tylko)
      przychodni i on nie zyczy sobie obecności osob trzecich podczas badania. Nie
      musi przy tym mówić, że to na twoją prośbę.
    • Gość: 0 Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.08, 11:33

      Dlaczego nie chodzisz z nim na jego wizyty?
      Przecież także on może byc molestowany przez leczącego, może otrzymywać
      dwuznaczne propozycje, jemu tez potrzebne jest wsparcie w takich chwilach...
    • Gość: green Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.05.08, 12:01
      Napisałaś, że post to akt desperacji. Sama widzisz, że problem jest
      nabrzmiały. Co z nim zrobić? Ano rozwiązaćsmile
      Podejrzewam, że jakiekolwiek argumenty do niego nie przemówią. On po
      prostu uważa, że ma rację i tyle. Powiedz mu więc wprost, że NIE
      CHCESZ JEGO OBECNOŚCI PRZY BADANIACH. Powiedz, że skoro Ci ufa,
      kocha Cię, powinien uszanować Twoją decyzję.

      Często jest tak, że osądza się innych poprzez własne przeżycia i
      poglądy: skoro ja kradnę, kradną i inni. Możliwe, ze w jego
      dzieciństwie wydarzyło się coś, co sprawia, że tak się zachowuje.
      Może to jego sposób na kontrolowanie sytuacji? Podejrzewam, że nie
      zdaje sobie sprawy z tego, że takie zachowanie jest dziwne i nie na
      miejscu. Może boi się, że coś zataisz, jakąs przykrą wiadomość, a on
      za wszelką cenę chce być Ci pomocny i trzymać Cię za rękę w każdje
      trudnej chwili?
      Zapytaj go o jego relacje rodzinne, o choroby wśród mu najbliższych,
      o traumatyczne wydarzenia. Na pewno znajdziesz coś, co będzie
      tłumaczyć takie zachowanie.

      Możesz mu po prostu powiedzieć że jak będzie upierał się, że chce
      chodzić z Tobą do każdego doc'a, to przestaniesz mu mówić o
      terminach wizyt. I postaw na swoim. Powiedz, że nie Ty masz problem,
      ale on, skoro tak podejrzliwie Cię traktuje. Walcz o swoje, bo za
      parę lat jak naprawdę będziesz miała dosyć takiego zachowania powie
      Ci, że teraz marudzisz, a kiedyś Ci to nie przeszkadzało. Warto
      teraz to uporządkować, niż później żałować, kiedy nie będzie już co
      ratowaćuncertain

      Zastanów się jeszcze, że naprawdę w innych dziedzinach życia nie
      zachowuje się podobnie. Trochę trudno mi uwierzyć, że tylko w tym
      jest taki stanowczy.

      Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki!
      • Gość: wiejska baba a ja Ci powiem:pozegnaj go ozieble IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.08, 12:23
        zycia z nim nie bedziesz miec.Jestem stara i cos wiem.To się pogłębi
        i z czasem zawladnie każdą sferą Twego życia , tak życ sie nie
        da.Potem jak juz bedzie miec na Ciebie kwity poczuje sie jak
        własciciel i ja ni chce byc w Twojej skórze....pozdrawiam , bron sie
        odejsciem
        • Gość: ??? Re: a ja Ci powiem:pozegnaj go ozieble IP: *.chello.pl 17.05.08, 15:06
          zza_sciany napisała:

          "To samo tyczy sie
          ginekologa, dermatologa- no każdej mojej wizyty gdzies."

          No , nie chce mi się wierzyć, że ginekolog pozwoliłby na takie coś.
          A twój partner co, stoi i gapi ci się w krocze podczas badania?
          Dla mnie to jest chore...
    • fawela Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 17.05.08, 16:40
      On przeżywa jakieś lęki.Powinien skorzystać z psychoterapii.Nie ma
      innej rady.
    • gazdzinka1 Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 17.05.08, 19:19
      Jak taka jest sytuacja to nie mów mu gdzie idziesz, Co ty spowiadasz się z
      każdego swojego wyjścia z domu? To ma być związek super? Mam męża od 10 lat
      dwójkę dzieci ale również mam prawo do prywatności. Do pracy też z tobą łazi bo
      tam go potrzebujesz. Ktoś mądrze napisał, że to się pogorszy a nie polepszy.
    • kol.3 Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 18.05.08, 13:20
      Dla mnie to przypadek psychiatryczny. Uciekłabym i to szybko.
      • zza_sciany Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 18.05.08, 19:54
        szukam szukam swojego postu a on wyróżniony, ja też sie tak czuję choć nie jest
        to powód do dumy.

        Wiem o wielu, naprawde wielu potwornych doświadczeniach medycznych mojego
        partnera. Z uwagi na to i na moją miłość do niego problem będe sie starała
        rozwiązać. Dążę do kompromisu. On teraz deklaruje ze zluzuje z tematem i nie
        bedzie natarczywie nalegał na wejścia ze mną, ja nie bedę odmawiała chodzenia do
        lekarzy co wcześniej deklarowałam dla świetego spokoju.
        Padło pytanie czy ja z nim chodzę. tak bylismy razem u kardiologa, dentysty,
        chirurga. Czułam sie niezręcznie to mało powiedziane. W kazdym razie tylko
        chirurg zdecydowanie sprzeciwil sie mojej obecności podczas zabiegu, który w
        koncu nie doszedl do skutku m.in z tego powodu. Inni lekarze po prostu akcpetują
        moja obecność, mało tego wręcz mam wrażenie ze sa z niej zadowoleni, zalecenia
        kieruja patrząc w moją stronę co zauwazyłam.
        Dodam, ze to prywatna słuzba zdrowia z ubezp. firmowego, z państwową nie mam do
        czynienia. Może oni maja inne podejście???.

        Kwestia kontroli. Tak odczuwam ją, ale to chyba dlatego ze wiele lat byłam
        właściwie sama (choć w związku) i nie mam doswiadczenia dzielenia codziennosci z
        drugą osobą. Tu w szczególy nie wchodze bo nie to jest tematem. Uczę się
        funkcjonowania codziennego w parze.
        Wiem, że sprawa kontroli związkowi nie pomaga, że sie może pogłebiac i przenosić
        na inne sfery życia ale zrezygnować jest łatwo, zawalczyc trudniej choć ja te
        droge wybieram. We wtorek ide na cytologięsmile sama.
        dziekuje Wam za zainteresowanie
        • amilos Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 20.05.08, 08:01
          wiesz, dlaczego lekarze akceptuja Twoja obecność przy nim? Bo traktuja go jak
          chorego psychicznie, który jest niesamodzielny i wymaga opieki "mamusi" i tak
          Ciebie traktują. I w drugą stronę tak samo. Nie dałabym rady tak żyć, życzę
          poiwodzenia i stanowczości, sikac chodzisz sama czy stoi nad Toba w ubikacji?
    • ensoleillement Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 18.05.08, 22:56
      dlaczego post został przyszpilony? czy to, co opisuje autorka to jakaś nowa
      popularna przypadłość, o której nie wiem...?
      • evee1 Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 20.05.08, 04:59
        ensoleillement napisała:
        > dlaczego post został przyszpilony? czy to, co opisuje autorka to
        jakaś nowa
        > popularna przypadłość, o której nie wiem...?
        E, lepsze to nie setny post typu "okres spoznia mi sie jeden dzien,
        powiedzcie czy moge byc w ciazy".

        A co do autorki. Pracuje nad nim, pracuj, moze wreszcie nauczy sie
        zostawiac Cie na chwile u lekarza. Jego traumatyczne przezycia moga
        tlumaczyc jego chec towarzyszenia Ci, ale jezeli on na chwile nie
        moze Cie zostawic samej w rekach lekarza, to ma on dosc powazny
        problem i jezeli sam z nim nie moze sobie poradzic, to powinien
        poszukac pomocy u specjalisty.
        My z mezem czesto tez razem wchodzimy do gabinetu, ale to dlatego,
        ze mamy wizyte jedno po drugim i tak nam wygodnie. I nie sa to
        wizyty w zadnej mierze krepujace. Na cytologie wchodze do gabinetu
        sama smile.
        • minniemouse Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 20.05.08, 10:38
          to nie jest normalne zachowanie a przezycia w dziecinstwie sa owszem
          wytlumaczeniem ale nie usprawiedliwiem.

          poza tym zaczyna sie od jednej rzeczy a potem... - w przyszlosci
          bedzie chcial cie coraz bardziej kontrolowac. czeka cie ponura
          przyszlosc, cien 24/7.

          skoro rozmawialas z nim, tlumaczylas jak sie czujesz a jego to nie
          obchodzi to masz kilka wyjsc - zabronic mu chodzic z toba i nie
          zwracac uwagi na jego protesty, ucinac wszelkie dyskusje na ten
          temat. nie i koniec -moze sie nauczy, chociaz watpie.
          mozesz kazac mu isc do psychiatry i sie leczyc ze swoich obsesji.
          mozesz sie z nim rozstac. ale jedno jest pewno - nie mozesz ulegac.

          Minnie
          • yadrall Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 20.05.08, 12:38
            Popierwsze to pacjent ma prawo do decydowania czy chce sam czy z
            kims wejsc do gabinetu. Jezeli pacjent sobie zyczy to lekarz nie
            moze wyprosic osoby towarzyszacej. Nie ma tu znaczenia jaka jest to
            wizyta z zalozeniem,ze to nie sa zabiegi chirurgiczne czy inne. Ja
            bywalam z innymi na wizytach u onkologa, laryngologa, kardiologa
            itp. bylam przy pobieraniu biopsji i robieniu tomografii (w czasie
            samego badania bylam w pomieszczeniu obok). Ze mna zas rozne osoby
            chodzily glownie do ginekologa-w tym na USG dopochwowe,ale to
            wynikalo z tego,ze ja POTRZEBOWALAM obecnosci tych osob. Lekarze
            nigdy nie mieli nic przeciwko,ale znowu to wyniklo z mojej chistorii
            zdowotnej.
            Jednak zmuszanie kogos do tolerowania wlasnej osoby w czasie wizyt
            to juz inna spawa. Jezeli TOBIE nie pasje,ze facet jest z Toba w
            gabinecie i to Cie denerwuje to musisz to zmienic. Pogadaj z nim,bo
            inaczej te wszelkie wizyty sa bez sensu. Zawsze mozesz poprosic
            lekarza o wyproszenie Twojego faceta z gabinetu-moze to do niego
            dotrze?
            • Gość: ja Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.08, 15:36
              > Popierwsze to pacjent ma prawo do decydowania czy chce sam czy z
              > kims wejsc do gabinetu. Jezeli pacjent sobie zyczy to lekarz nie
              > moze wyprosic osoby towarzyszacej. Nie ma tu znaczenia jaka jest to
              > wizyta z zalozeniem,ze to nie sa zabiegi chirurgiczne czy inne.

              Mylisz się. Zarówno lekarz, jak i pacjent mogę sprzeciwic się oebcności innych
              osob podczas wizyty. Takie jest prawo.
              • Gość: jj1978 Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.range86-129.btcentralplus.com 20.05.08, 18:25
                moze wizyta u psychologa/psychiatry? dla was obojga zeby kazdy mogl
                wyluszczyc swoje problemy a potem nad nimi wspolnie pracowac pod
                kontrola kogos kto jest bezstronny? taka terapia dla pary
                • yadrall Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady 20.05.08, 20:03
                  Szczerze mowiac nie wiem co mowi prawo,ale wiem,ze w wielu
                  gabinetach lekarskich bylam, przy wielu badaniach zarowno na FNZ jak
                  i prywatnych i nigdy nie zdarzylo sie zeby lekarz mnie probowal
                  wyprosic. To samo tyczy sie moich wizyt u ginekologow (tych
                  odwiedzam najczesciej) i pobytu bliskich (rowniez mojej mamy i
                  siostry) w czasie USG dopochwowego. Jednak tu ich obecnosc jest
                  usprawiedliwiona moimi wczesniejszymi doswiadczeniami i lekarze
                  szanuja moje uczucia.
    • Gość: Asia Re: jest jak mój cień u lekarzy:( nie daje rady IP: *.tczew.net.pl 21.05.08, 19:48
      Bierz nogi za pas, bo z chorobliwej zazdrości go nie wyleczy nikt i nic. Szkoda
      życia dla wariata.
Pełna wersja