Gość: magdusia
IP: *.gdynia.mm.pl
18.06.08, 01:29
Witam,
od pewnego czasu (ok.2 lata) mam zaskórniki na czole i brodzie, ostatnio
popsuła się też cera na policzkach, do tego drobne pryszcze na dekolcie i
plecach. Wybrałam się więc do dermatologa. Publicznie.
Pani dermatolog najpierw zapisała mi krem Hascoderm, a po 2 miesiącach bez
rezultatu - maść Lococid. Kolejne 3 miesiące leczenia nie przyniosły żadnych
skutków. I w tym momencie lekarka stwierdziła, że już nie może zapisać mi
silniejszych leków na receptę (tutaj mała dygresja: oba kremy można kupić bez
recepty

), w ogóle nic nie wchodzi w grę tylko jakieś złuszczanie
aminokwasami. W prywatnym gabinecie. Jej gabinecie, oczywiście.
I tu moje pytanie. Czy rzeczywiście przy tego typu trądziku nie stosuje się
żadnych antybiotyków, lekarstw do przyjmowania wewnętrznego, tylko kremy? Mam
wrażenie, że one tylko wysuszają mi skórę, a problem łojotokowy nasila się.
Jestem w stanie wydać te 600zł na leczenie aminokwasami, tylko chciałabym
wiedzieć czy jest sens mechanicznego złuszczania, przecież to nie usunie
przyczyny? A może pani dermatolog bezpretensjonalnie wyciąga kasę i powinnam
iść do innego dermatologa? Chciałabym raz na zawsze to wyleczyć!
Bardzo proszę, napiszcie co o tym myślicie.