Gość: martaa
IP: 195.26.75.*
01.03.09, 17:41
Czytam to Forum od dawna i rozumiem, że kobieta, która ma problem ze
zdrowiem powinna jak najszybciej udać się do lekarza, rozumiem, że w
prawie każdym wątku musi pojawić się zdanie: "idź do
lekarza", "diagnoza na Forum to jak wróżenie z fusów".
ALE..
no właśnie, ale... co zrobić, jeśli idziemy do lekarza, pokonując
wiele przeszkód, żeby faktycznie dotrzeć do niego jak najwcześniej,
płacimy kasę za prywatną wizytę, bo przecież to powinno być jak
najszybciej i nic z tego nie wynika. Tzn. wynika tyle, że lekarz ma
minę, jakbyśmy marnowały jego czas (a może to ja mam syndrom
niepotrzebnej i zawadzającej i tak to odbieram). Albo - niejako w
ramach odwracania uwagi i wsiąścia na swojego konika, zaczyna mówić
o jakiś.. strasznych rzeczach, strasząc, a nie podsuwając
rozwiązania... a co najgorsze nie wysyłając na badania tylko po
prostu oceniając na oko i wysuwając różne hipotezy, a Ty jak jestes
podrażniona tak jesteś...
O co mi chodzi, o to że się boję i nie mam z kim porozmawiać. Może
to jakaś błaha rzecz, ale jeśli tyle się ciagnie, to czasami jest
jakoś nie fajnie i nie wiadomo do kogo się zwrócić, bo lekarz nie
pomógł. Więc - idź do lekarza, ale co dalej? Zainspirował mnie
watek "co to może być". Ja też zobaczyłam - a co ważniejsze nagle
zaczęłam wyczuwać podczas mycia coś dziwnego, co układało się w
jakąś podłużną nitkę (to określenie w wątku obok skłoniło mnie do
pisania...). Przestraszyłam się, że może przeniosłam tam brodawkę ze
stopy (to możliwe), mimo że używam osobnych ręczników i uważam,
zwłaszcza teraz kiedy wymrażana brodawka się paprze. Do tego doszło
dziwne swędzenie, nie nieustannnie, ale np. kiedy dotykałam okolic
intymnych podczas mycia. Nie było dziwnej wydzieliny ani zapachu -
więc to chyba nie grzybica. Poszłam do lekarza i próbowałam mu
powiedzieć co się dzieje, ale jakoś nie za bardzo mi wyszło -
pierwszy raz miałam jakiś taki atak nieśmiałości u lekarza, ale po
prostu trudno było określić te objawy... Lekarz mnie obejrzał i nic
nie wydało mu się podejrzane, więc się poddałam i stwierdziłam, że
tak musi być... To było w listopadzie, a objawy trwały jakoś od
października. W styczniu poszłam ponownie, nabrałam jakoś energii,
odwagi, poszłam i tym razem (może mówiłam bardziej składnie?)
dostałam tabletki doustne i pigułki dopochwowe - podejrzewał jakąs
infekcję bakteryjną, być może niedoleczona od lata, kiedy miałam
cytologię i wyszło mi zakażenie bakteryjne, ale to ponoć normalne i
kobietom zawsze tak wychodzi... Miałam problem z aplikowaniem
pigułek dopochwowych, ból...), a oprócz tego skierowal mnie do
specjalistki od kolposkopii, żeby obejrzała mnie i zobaczyła, czy
faktycznie coś mi się tam nie przeniosło.
Udało mi się umówić na wizytę, poszłam i dobra wiadomośc była taka,
że podobno wszystko jest ok, nie ma widocznych żadnych zmian, że
zmiany, które mogłam wyczuwać, były najpewniej na wskutek
podrażnienie i przesuszenia. I teraz.. własnie przez to przesuszenie
nie dopytałam o wszystko.. bo, usłyszałam, że jestem nienaturalnie
sucha (jak kobieta w menopauzie... a do menopauzy jeszcze daleko),
że jeśli ona ma problem z wciśnięciem we mnie palca, to co dopiero
mówic o mężczyźnie... że kto wie od czego to jest, że może tak już
jest, a może mam.. tocznia (byłam bardzo zaczerwieniona na twarzy,
to chyba jakoś podsunęło jej wizję tocznia?), że do końca życia
jestem skazana na żele nawilżające... (i tak nie uprawiam seksu,
więc to jeszcze bardziej mnie dobiło - nie spróbowałam tak naprawdę,
a już w zasadzie zostałam.. wyelimionowana?) No i przez to nie
zapytałam dlaczego jestem podrazniona tam, że kiedy się myję,
strumień prysznica sprawia że czuje pieczenie - czy to tylko
przesuszona skóra? Że podczas mycia zdarza mi się tak podrapać, że
pojawia się.. krew... ale nie mam żadnej wydzieliny, dziwnego
zapachu (czasami jakby hm sfermentowane wino, ale nie wiem co to
znaczy.. bo nie dośc że jakoś poczułam się przytloczona tym
wszystkim, to krępowało mnie mówienie o zapachu...). Ale - u niej
przynajmniej dostałam jakąś następną wskazówkę, dostałam skierowanie
na wymazy (nie umiem doczytać jej pisma), i w końcu pójde w tym
tygodniu, chociaż - wg niej to tylko tak, że nie powinnam się po
tych wymazach spodziewac odpowiedzi...
i w zasadzie stąd ten przegadany chaotyczny post. Bo nie mam z kim
porozmawiać, nie mam nikogo i nie wiem. Z jednej strony jest
rezygnacja, czekanie aż to wszystko się skoczy, bo i tak na nic się
nigdy nie przydaję i nie przydam. A z drugiej.. chciałabym wiedzieć
dlaczego ciągle coś mi się dzieje... Może problemy intymne to ogólne
przesuszenie, ktore mi towarzyszy długo (gardło zdarte i zaciskające
się aż.. skóra..), a może po prostu długotrwały stres mnie całkiem
rozwalił? A może to ta pora roku.. ale.. to zaczęło się wcześniej.
No i się wygadałam. Przepraszam za zabranie tyle miejsca...
Chciałam tylko powiedzieć, że nalezy pisac - "idź do lekarza", ale..
lekarz czasami nie daje odpowiedzi na pytanie co nam dolega, leki
nie za bardzo działają i nie wiadomo co dalej, więc.. więc kiedy
piszecie "idź do lekarza" nie piszcie tego ze złośliwością...