Gość: anka-kachanka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.03.09, 20:43
poszlam dzisiaj do lekarza - ginekologa (nfz). rozmawialam z roznymi paniami
ktore byly obecne na korytarzu. na tyle byla luzna rozmowa ze moglysmy sobie
pogadac o ginekologach w okolicy, badaniach, chorobach itd
w pewnym momencie z gabinetu wyszla jedna z pacjentek. powiedziala ze byla
tutaj bo chciala sie poradzic drugiego lekarza- inny wykryl miesniaki. usg nie
zrobila bo : bo sprzet byl popsuty? czy nie ma sprzetu? - tak to zrozumialam
w kazdym razie inna kobieta poradzila 3 wizyte gdzie indziej, bo czlowiek
glupieje - sa czy nie ma
weszla kobieta ktora zrobila test ciazowy - pozytywny,. wyszla, powiedziala
ktory tydzien i odrazu dodala ze miala usg.
na to jedna
z pacjentek do mnie - przy ciazy zrobila, a przy miasniakach nie? cos jest nie tak
weszla ta pacjentka - wyszla i powiedziala ze cytologie robia co 3 lata. a ost
miala na kilka miesiecy temu przy nadzerce (u tej dr prywatnie.
ja weszlam i poprosilam o cytologie.zwrocilam uwage na usg - bylo wlaczone.
cytologie zrobila mi bez problemu , chociaz ost robilam rok temu - tyle ze mam
spirale i dr powiedziala ze powinnam ja czesciej robic.
no to skoro ja moglam co roku, a kobiecie powiedzieli co 3 lata - to chyba
jest cos nie tak?
czy waszym zdaniem powinnam ta dr unikac szerokim lukiem? czy moze te kobiety
cos sciemnialy?
jak byscie podeszly do tych spraw?