Dodaj do ulubionych

Pokolenie pierogów i chipsów

16.04.09, 15:19
Wczoraj w Łodzi radni PO i lewicy głosowali przeciwko uchwale
ograniczającej sprzedaż chipsów i sztucznie barwionych napoi
gazowanych w szkolnych sklepikach.

lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/987265.html
Autorem projektu jest radny PiS.

Opozycyjne kluby zagłosowały na zasadzie "na złość mamie odmrożę
sobie uszy".
Obserwuj wątek
    • zigzaur Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 15:21
      Problemem jest nie kaloryczne jedzenie ale brak ruchu. Program szkolny przewiduje 3 godziny wf w tygodniu, z czego 15 minut zajmuje przebieranie się, następne 10 minut zbiórka i sprawdzanie listy obecności. Na dodatkowe zajęcia sportowe uczęszcza bardzo mało młodzieży szkolnej. Wszak ważniejsze jest uczenie się kolorów ornatów na różne święta, budowy ołtarza, pisanie wypracowań na durne tematy, czytanie nasennych lektur itp.
        • Gość: das spiel ist aus prawdziwym problemem sa zdegenerowane IP: 93.104.176.* 17.04.09, 09:50
          bandy zbirow i ich pomysly na leczenia wszystkich rodzajow stworzonych przez nich patologii od
          zarcia w mc donaldzie od picia coca coli
          przez palenie fajek i gazu w zapalniczkach
          a wszystkie te patalogiczne tryndy i mody
          mozna znalezc na np wrzuta.pl you tube.com itd
          oczywiscie wszystko w oczekiwaniu na pieniadze mesjasza i chrystusika zbawiciela na drewnianym krzyzu muzycznych tryndow zwanych
          psalmami o koncu kazdej generacji i w ogole koncu pokrak



          reguly tej gry znacie

          szach mat
        • kosmosiki Re: Pokolenie pierogów i chipsów 17.04.09, 14:10
          > Brak ruchu... Dokladnie tak i to dobrze widac, np. w USA
          > gdzie sporo ludzi wsiada do samochodu nawet jezeli musza
          > "pokonac" odleglosc kilkuset metrow, czy "jardow"!

          Człowieku Ty w życiu w USA nie byłeś i nie rozumiesz na czym to wszystko polega
          prawda? Generalnie Amerykanie mają oporową obsesję na punkcie zdrowego trybu
          życia i bycia fit. Porównując ogół Polaków i ogół Amerykanów to wyjdzie na to,
          że Polak ma fatalną opiekę zdrowotną, nie uprawia sportu, źle się odżywia itd.

          Owszem w USA jest sporo ludzi chorobliwie otyłych i to jest widoczne, ale jeżeli
          wziąć ogólny poziom standardów życiowych to Polska w porównaniu z USA to jest
          trzeci świat.
          • larson Re: Pokolenie pierogów i chipsów 17.04.09, 15:46
            > Człowieku Ty w życiu w USA nie byłeś i nie rozumiesz na czym to
            wszystko polega
            > prawda? Generalnie Amerykanie mają oporową obsesję na punkcie
            zdrowego trybu
            > życia i bycia fit. Porównując ogół Polaków i ogół Amerykanów to
            wyjdzie na to,
            > że Polak ma fatalną opiekę zdrowotną, nie uprawia sportu, źle się
            odżywia itd.

            Najpierw chciałem powiedzieć: bredzisz. Ale ty po prostu mało wiesz.
            Więc sprawdź sobie może gdzie jest najwięcej otyłych ludzi na
            świecie (procentowo). Podpowiem odpowiedź: USA. Polska jest daleko,
            daleko, bodajże trzecia od końca, jeśli chodzi o Europę.

            Śmieszne jest też co piszesz o opiece zdrowotnej. W Polsce jeśli nie
            masz pieniędzy jesteś skazany na opiekę publiczną. ALE JĄ MASZ. W
            USA powszechnego ubezpieczenia zdrrowotnego NIE MA jak w
            Średniowieczu. Jesteś biedny - zdychaj pod płotem.

            Także poczytaj trochę, poszukaj danych, zanim się następny raz
            skompromitujesz na forum.
      • ready4freddy Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 17:26
        problemem jest i jedno, i drugie. jesli beda wpieprzac pasze opracowana chyba
        tylko do tuczu, nie pomoga i trzy godziny wuefu dziennie.. no dobra, trzy moze
        tak, ale nie samym wuefem dzieci zyja. zajecia swoja droga, a promowanie
        zdrowego (zdrowszego chociaz) jedzenia swoja.
      • ministrant95 Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 17:37

        > Problemem jest nie kaloryczne jedzenie ale brak ruchu. Program szkolny przewidu
        > je 3 godziny wf w tygodniu, z czego 15 minut zajmuje przebieranie się, następne
        > 10 minut zbiórka i sprawdzanie listy obecności. Na dodatkowe zajęcia sportowe
        > uczęszcza bardzo mało młodzieży szkolnej. Wszak ważniejsze jest uczenie się kol
        > orów ornatów na różne święta, budowy ołtarza, pisanie wypracowań na durne temat
        > y, czytanie nasennych lektur itp.

        Bzdura przebiera sie w przerwie, zbiorka to formalnosc. Ja jakos potrafie
        pogodzic i sport (tenis, plywanie i czasem gra w pilke z kolegami) z tym z czego
        sie pan nabijasz. To ze coraz wiecej gor tluszczu w szkolach to nie wina KK. Sam
        mam w klasie 3 takie kaszaloty i zaden specjalnie religijny big_grin
        • zigzaur Re: Pokolenie pierogów i chipsów 17.04.09, 01:00
          Otóż, nie.

          Realia są takie, że dzwonek na przerwę nie oznacza końca lekcji, bo nauczyciel
          musi ją zakończyć, uczniowie muszą się spakować. Potem trzeba przejść
          zatłoczonym korytarzem i klatką Schodowa (od nazwiska radzieckiego wynalazcy) w
          okolice sali gimnastycznej. Ewentualnie po drodze siku i papieroska w WC. To z
          pewnością zajmie 10 minut przerwy.
          Czyli przebieranie odbywa się po dzwonku na lekcję. Zatem mój rachunek się zgadza.
          Zbiórka to owszem formalność. Ale są ludzie o duszach urzędasów, lubiący
          celebrować formalności.
          • Gość: JAtoJA Re: Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.internet.radom.pl 12.08.09, 14:29
            Niedawno chodziłem do szkoły. Wcale tak nie jest. Jeśli chcesz to zdążysz na
            W-F. My (moja klasa) byliśmy gotowi często przed dzwonkiem na lekcje. Braliśmy
            piłkę i graliśmy. A jak się trafiło że długa przerwa była przed czy po wf-ie -
            graliśmy dłużej. Jak ktoś miał coś załatwić to się urywał, ale to rzadko się
            zdarzało. Nieraz jak trzeba było przepisać lekcje to się to na wf-ie robiło. A w
            podstawówce to i na przerwach brało się kapsel zwykły i po korytarzu do bramek z
            plecaków się grało. Nie wiem czy przez te kilka lat tak wiele się zmieniło, że
            nie ma czasu na WF ??
      • Gość: kaloria Problemem jest właśnie bezwartościowe jedzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.09, 23:31
        Nawet 6 godzin WF nic tu nie zmieni. Bo 6 godzin ruchu na tydzień to i tak za
        mało - a poza tym beznadzieja panująca na lekcjach WF nie sprzyja polubieniu
        sportu przez dzieci "nieusportowione" a tym sprawnym, ruszającym się chętnie
        poza szkołą do niczego nie jest potrzebna.

        Lepszy jest rower i codzienna gra w piłkę z kolegami czy rodzicami na podwórku
        niż WF i hamburgery zamiast jedzenia.
        • zigzaur Re: Problemem jest właśnie bezwartościowe jedzeni 17.04.09, 01:07
          Pierwotnie hamburgery były przeznaczone dla ludzi ciężko pracujących fizycznie.

          Biznes McDonalda rozwinął się z budek sprzedających kanapki z kotletem przy
          budowie linii kolejowych. Tam posilali się wozacy, kopacze, monterzy, ładowacze itd.
          Potem pan McDonald ustawił budki w centrach miast. I widocznie trafił, bo białe
          kołnierzyki jadły u niego dla szpanu: "Patrzajta, jaki to ja zapracowany, że
          muszę szybko wcinać bułę z kotletem".
          A potem szefowie zaczęli jeść u McDonalda w celu integrowania się z
          pracownikami: "Wiecie, rozumiecie, jedziemy na tym samym wózku. Jak firma
          padnie, to i wy też. Dlatego mamy mniej więcej jednakowe żołądki i bardzo
          podobnie je napełniamy".
      • daslicht Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 15:34
        Zakaz sporo da. Myślisz, że dzieciakom będzie sie chciało d...
        ruszyć na osiedle? ^^
        Zresztą szkoła jest takim miejscem, gdzie powinno się dawać wzorce -
        jak dzieciak widzi codziennie w szkole ścianę pełną czipsów i
        czekoladek to się przyzwyczai do nich. Niech szkoła będzie wolna od
        syfu.
          • daslicht Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 15:58
            Nie mam nic wspólnego z jakąkolwiek partią, ale uważam że podaż i
            popyt to sobie może w ogólnodostępnych sklepach być. Szkoła jak
            wiemy Óczy i wychowÓje. Na alkohol pewnie też by był spory popyt,
            ale nikt o zdrowych zmysłach nie bedzie go sprzedawał w szkole.

            Powinna byc edukacja - teoretyczna na lekcjach, np. biologii
            (białka, cukry, tłuszcze, metabolizm, jak zmienia się ciało z
            wiekiem - bo potem nastolatkom rosną piersi to myślą, ze tyją) czy
            chemii (co siedzi w żywności i jak to działa), rozmowy na godzinach
            wychowawczych, spotkania ze specjalistami. Praktyczna - w naszym
            sklepiku nie ma śmieci, więc nie ma rozdźwięku między tym, co mówią
            na lekcji, a tym co jest w rzeczywistości. Jesli nie ma
            potwierdzenia to wychodzi na to, że "a starzy se pitolą o żywieniu,
            a my jesteśmy zajebiści i jemy czipsy z kolą, bo warzywa to jedzą
            dziwaki".

            I to wszystko to tylko (i zarazem aż) KWESTIA CHĘCI. A ludziom się
            nie chce.
              • ministrant95 Masz racje 16.04.09, 17:44
                Zakazy nie maja zadnej racji bytu, bo zdobycie czegokolwiek dla dziecka powyzej
                10 lat to zaden problem. Alkohol czy dragi, cokolwiek. A zakaz chipsow to
                smiech. Kabany i tak sobie przyniosa, a reszta ma gdzies i zje po szkole
                • Gość: JAtoJA Re: Masz racje IP: *.internet.radom.pl 12.08.09, 14:41
                  Ministrant - nie masz racji. Wyobraz sobie ze jestes glodny. Ze szkoly nie
                  wyjdziesz ( u mnie w szkole przez pewien okres panowal taki zakaz), a nawet
                  jesli nie kazdemu chce sie wychodzic. Patrzysz w sklepie - nie masz zbyt
                  wielkiego wyboru - a cos tzreba wziasc. WIem po sobie, jak nieraz zaszedlem do
                  sklepu za granica - i cos tzrebabylo wybrac - szukalo sie "mniejszego zla" - ale
                  cos tzreba bylo wybrac. Piszac "mniejsze zlo" mam na mysli jesli dzieci by mialy
                  do wyboru cos zdrowego jedynie do wyboru.
            • Gość: ichi51e Re: Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.acn.waw.pl 17.04.09, 08:51
              Zapewniam was ze sprzedaz chipsow w skolnym sklepiku to nie zaden
              spisek. Nie decyduje tu tez popyt-podaz, bo sklepik szkolny jest
              sklepem szczegolnym. Jak wiadomo dzieciaki z nudow kupia wszystko
              (wystarczy pojechac do Jastrzebiej i zobaczyc jaki tam syf handlarze
              dziciom wciskaja). Dlaczego wiec nie ma jablek, jogurtow itp? Kasa
              misiu, kasa... Jablko szybko gnije, jogurt jeszcze szybciej...Trzeba
              by miec lodowke, przechowywac to jakos bo jeszcze ktores sie zatruje i
              kryminal. A chipsy/czkolada stoja miesiacami...
        • nglka Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 17:08
          daslicht napisała:

          > Zakaz sporo da. Myślisz, że dzieciakom będzie sie chciało d...
          > ruszyć na osiedle? ^^

          Jasne, że będzie się chciało. Nam się chciało, zarówno za czasów podstawówki jak
          i liceum.Będzie nawet jeszcze lepsze, bo trudniej zdobyte wink
        • Gość: jj Re: Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.09, 21:42
          Jak będzie im się chciało chipsów to wierz mi, że ruszą tyłek na osiedle (tak
          nawiasem u mnie w szkole był szkolny sklepik, a 25m od szkoły był osiedlowy... i
          zgadnij gdzie spędzało się większość przerw? Bo wychodzi się nie tylko po żarcie
          ale też na fajkę, żeby się przejść, przewietrzyć itd.)
          Zasadnicze pytanie - skąd dzieci mają pieniądze na chipsy, barwione napoje itp.?
          Chyba(w większości)nie pracują albo nie kradną, co? Ten problem (nadwagi)
          zaczyna się w domu! Dzieciak wraca ze szkoły i co - TV, komputer, playstation,
          lekcje angielskiego, gry na pianinie ble ble ble... Rodzice myślą, że jak
          zapiszą dzieciaka raz albo dwa razy w tygodniu na basen to sprawa załatwiona. I
          wyrasta potem wieloryb. Ja jako dziecko spędzałem każdą wolną chwilę na dworze -
          piłka nożna, rower, różne gry z towarzystwem z osiedla, potem koszykówka, jak
          już byłem trochę starszy doszedł snowboard. W wakacje i weekendy wpadałem do
          domu tylko na 15 minut żeby zjeść obiad (a jadłem dużo)i już mnie nie było.
          Popatrz co teraz się dzieje...
          • Gość: Alicja Problem zaczyna się już w łonie matki IP: *.chello.pl 17.04.09, 12:35
            Naukowo udowodniono, że problem przyszłej nadwagi dziecka to nie
            tylko kwestia genetyczna. Jeśli przyszła matka ma w ciąży mało
            ruchu, obżera się i faszeruje do bólu witaminami, które czasem mogą
            wręcz zaszkodzić, a lekarze tak lekką rączką każą się nimi
            szpikować "dla dobra dziecka", to ma spore szanse urodzić dziecko
            zagrożone w przyszłości nadwagą i/lub otyłością. Lekarze łapią się
            za głowy, bo na porodówkach 5-kilogramowe noworodki to już nie żaden
            wybryk natury, ale częsty przypadek, 4-kilogramowe dzieci zdarzają
            się częściej niż te 3-kilogramowe uważane za zdrowy standard. Na
            starcie dzieciaki mają już w plecy, a potem jest coraz gorzej, jeśli
            w porę rodzice nie zreflektują się zamykając nieograniczony dostęp
            do lodówki i omijając fast-foody.
    • daslicht Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 15:32
      Z tymi szkolnymi sklepikami to racja, sama pamiętam ze szkoły, że
      były tam tylko słodycze, drożdżówki, napoje gazowane i inny syf. U
      mnie w domu nie było zwyczaju jedzenia śmieciowego żarcia, nigdy nie
      przyzwyczaiłam się do niego, więc asortyment był dla mnie szokiem.
      Zapytałam się babki czy ma jabłka. Reakcja kosmiczna: ŻE COOOO?!
      Potem te jabłka w końcu były... i nawet schodziły, o dziwo. Niestety
      ciemnych bułek, soków owocowo-warzywnych, jogurtów i sałatek zamiast
      zapiekanek (był z czasem piecyk i zamrażarka, można było sobie kupić
      syfiastą zapiekankę polaną obficie keczupem) się nie doczekałam.

      Myslę, że warto uświadamiać dzieciakom także to, że utrzymanie
      sylwetki nie polega na głodzeniu się, ale na jedzeniu Z GŁOWĄ. No i
      ćwiczenia oczywiście smile
      • Gość: Alicja Sklepik w moim liceum IP: *.chello.pl 17.04.09, 13:22
        To było w latach 90-tych i wtedy jeszcze nikt nie trąbił o nadwadze,
        anoreksji, bulimii i problemach z odżywianiem, diecie. A mimo to
        można było kupić na przerwie dwa rodzaje jogurtów (owocowe i
        naturalne), kefir, suche bułki, soczki, herbatę i jako "delikates" -
        pączka. Stopniowo doszły owoce - banany i jabłka, ale nigdy nie
        widziałam tam chipsów czy batoników. Teraz czasy się zmieniły i
        zdarzają się takie widoki, że nawet kilkulatki wędrują rano do
        przedszkola z paczką chipsów pod ręką. Problem jest tak duży, że w
        przedszkolu mojej córki zaczęto "oszukiwać" dzieci obdarowywując je
        chipsami owocowymi zamiast takich zwykłych, ziemniaczanych. Jeszcze
        rok temu na podwieczorek faszerowane były Nutellą, a w tym roku ktoś
        poszedł po rozum do głowy i zamienił czekoladę na jabłka. I całą
        zimę jedzą owoce. W szkole już nie będzie takiej kontroli i aż
        strach pomyśleć, co mogą wpychać w siebie dzieciaki zamiast drugiego
        śniadania, ale jest na to sposób - nie dawać pieniędzy, co i ja z
        radością uczynię. Albo kanapka, jabłko do tornistra albo nic.
        Kilkulatka nie pójdzie kraść, a nastolatka raczej rozumie już, że
        trzeba dbać o figurę.
    • the_rapist Polska nadrabia zaleglosci 16.04.09, 15:43
      Widac, ze polskie dzieciaki szybko ''nadrabiaja'' zaleglosci.
      Wzorcem w Europie jest Wielka Brytania, wzorcem swiatowym USA.
      Pakowanie w siebie kilogramow smieciowego jedzenia zemsci sie bardzo
      szybko, za 10-15 lat bedziemy mieli dwudziestolatkow po zawalach i z
      uszkodzonymi stawami. Paradoksalnie polska bieda opoznia te
      tendencje, bo nie kazdego rodzica stac na kieszonkowe na chipsy i
      coca-cole.

      Pani z 11 dzieci pojawia sie nie w tym miejscu co trzeba.
      Dzieciorobstwo i permanentny brak pieniedzy na jedzenie to temat na
      inna dyskusje.
      • daslicht Re: Polska nadrabia zaleglosci 16.04.09, 15:49
        No właśnie im większa bida, tym więcej grubasów. Porządne żarcie
        kosztuje, chińskie zupki i przecier pomidorowy są tanie. Biedronkowa
        wersja coli też istnieje.
        Ci dwudziestolatkowie po zawałach to niby moja przyszła klientela,
        ale czy się z tego cieszę? W sumie nie... uncertain
        • the_rapist Re: Polska nadrabia zaleglosci 16.04.09, 17:50
          Masz racje, ale nie do konca. To prawda, ze biedni zywia sie tanimi
          produktami i dlatego sa otyli. Ale istnieje rowniez inna przyczyna
          otylosci - lenistwo i ''kultura'' fast food i gotowych potraw z
          supermarketow. Wiele rodzin we wspomnianej przeze mnie Wielkiej
          Brytanii i USA zywi sie byle czym nie z powodu ubostwa tylko braku
          wlasciwych nawykow zywieniowych. Francja jest na podobnym poziomie
          zamoznosci jak Wielka brytania, ale mniej tam grubasow, bo Francuzi
          jak na razie ciagle holduja kulturze ''slow food'', jedza wiecej
          warzyw, a mniej wysoko przetworzonej zywnosci.

      • wj_2000 Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 19:25
        Gość portalu: Wolny Człowiek napisał(a):

        > Niesamowite, czyli jednak istnieje jeszcze w tym państwie wolny rynek?!
        Widzę, że gdyby to od Ciebie zależało byłby też wolny rynek na najbardziej
        rujnujące i uzależniające narkotyki i to po cenie wynikającej z ceny produkcji i
        skromnego podatku.

        Osobiście uważam, że ważniejsze od zakazu sprzedaży niezdrowego jedzenia jest
        wprowadzenie AKCYZY, bardzo DUŻEJ akcyzy od zawartości w produkcie cukru i
        niektórych innych składników, a także wielu rodzajów tłuszczów.
        Jeśli chipsy musiałyby kosztować 20pln paczka, to bez żadnych zakazów
        przestały by być pożywieniem dzieci. A także dorosłych kaszalotów. Ludzkie
        słabości temperuje się akcyzą.
        • kodem_pl To nie takie proste... stolowka to wrog! 16.04.09, 18:19
          Sam nie tak dawno bylem takim dzieckiem.

          Sniadan nie jadlem, bo jestem bylem i pewnie bede raczej typem nocnego marka, a
          zajecia na 8 rano sprawialy, ze kazde 5 minut snu bylo dla mnie na wage zlota.

          Te szesc najgorszych produktow w pewnym momencie trafilo i na moja liste... z
          powodu stolowek szkolnych. Calkiem lubilem watrobke czy bigos, pitruszka bywa
          niezastapionym dodatkiem. Ale jedzenie w tych smierdzacych stolowkach rodem z
          PRL to bylo D N O. Watrobki tam - nie do ruszenia. Bigos - nie do ruszenia.
          Flaki sa dla mnie nie do ruszenia z definicji (dla umoralniajacych - podobnie
          jak np jadra byka). Szpinak byl podany jako pulpa zielonego G zgrzytajaca miedzy
          zebami. Pietruszka to wielkie kawaly zielonego czegos w zupie, przyklejajace sie
          do zebow i nie dajace sie gryzc.

          Tak wiec oto macie perspektywe dziecka. Bzudra, ze tylko slodkie rzeczy wchodza
          w gre, lubilem kiedys podobne rzeczy co teraz.

          Niestety uraz postolowkowy pozostal do bigosu i watrobki. Dzisiaj tego nie jem,
          ale to nie problem, bo mam inne dobre rzeczy do wyboruwink
        • Gość: OldSkull Re: Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.09, 16:57
          Rozumiem, że można nie lubić kilku z tych potraw - wszystkie są na swój sposób bardzo aromatyczne, ja nie potrafię przełknąć wątróbki (oraz większości podrobów), od flaków odrzuca mnie sam zapach, szpinak mnie kiedyś odrzucał (teraz ewentualnie jakoś przełknę), ale bigos lubię, cebulę (w umiarkowanych ilosciach) lubię, bez pietruszki nie wyobrażam sobie zupy.

          Ciekawe ilu z Was "dorosłych" i "nieczipsojadów" zje kaszankę albo czerninę? Można czegoś nie lubić - ale można to czymś zastąpić.

          Odnośnie hamburgerów: bułkę z kotletem można zjeść z przyjemnością, jeśli kotlet jest z dobrego, chudego mięsa i przełoży się jakimś pomidorkiem, sałatą, ogórkiem, rzodkiewką. Problemem z MCbułkami jest to, że mięso w nich to... właściwie nei wiadomo co - pomielone co się da, z olbrzymią ilością tłuszczu i ulepszaczy, polane ketchupem, aby dało się to jakoś zjeść.
    • Gość: Jonek Rodzice IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.04.09, 16:09
      Rodzice nie uczą swoich dzieciaków prawidłowego żywienia i ruchu. Ilu z rodziców chodzi z dziećmi na spacery? Zauważyłem pośród moich znajomych, że jedyne spacery to te do centrów handlowych, niby nic złego, zawsze to trochę ruchu tyle, że te wycieczki zawsze są okraszone wizytami w mcdonald's, kupowaniem słodkich napoi i lodów bez umiaru. A ilu rodziców zabiera dzieci w góry na spacery albo na wycieczki rowerowe? Niewielu. Jedzenie to jedno ale brak ruchu jest równie szkodliwy. Za to niemal każdy dzieciak ma konsole do gry lub kompa i wracając ze szkoły większość dnia spędza siedząc przed monitorem, zajadając nową gierkę chipsami i zapijając colą. A kto winny? Szkoła. Radni, którzy nie zakazują handlu takim świństwem itd. A rodzice? Rodzice nie mają sobie nic do zarzucenia. To jest przerażające.
      • martabg Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 18:08
        A się nie zgodzę. Pracowałam z dziećmi naprawdę mającymi prawo być
        głodnymi, i skubane nie jadły wszystkiego. "Bo niedobre". "Wiesz, co
        to jest?". "Nie".
        Zajęło nam kilka miesięcy przekonanie dzieciaków do jedzenia.
        Siadałyśmy, każda z nas miała to samo jedzenie co dzieci, i
        jedliśmy. Dobre to było, ale dzieciaki miały spaczony smak przez
        różne gó...a, które jadły.
        Po pewnym czasie dzieci miały już ulubione dania, które zjadały z
        dokładką i takie, które tylko zjadałysmile
        Hitem był barszcz ukraiński i kapuśniaksmile

        Mile wspominam ten czas...
      • Gość: boso & kaczo Re: Pokolenie pierogów i chipsów... IP: *.natpool3.outside.ucf.edu 16.04.09, 17:24
        "43-letnia Bożena to mama najliczniejszej szczecińskiej rodziny - 11
        dzieci. Najmłodszy sześcioletni Kuba nie pamięta taty, który zmarł
        na raka przed pięcioma laty. Żyją z renty i zasiłków. - Mam jeszcze
        parę pierścionków po mężu - opowiada Bożena. - W lombardzie
        zastawiam je, wykupuję i tak w kółko."
        ---------------------------------------------------------------------
        Prawdopodobnie zyli zgodnie z przykazaniami oraz nakazami kosciola
        rzymsko-katolickiego... Czy kosciol im teraz w jakis sposob pomaga?

      • Gość: smutne ale prawdzi Re: Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.toya.net.pl 16.04.09, 17:43
        > Cześć, mam na imie Marcin i mam 11 lat, muszę powiedzieć wam że
        > poprostu UWIELBIAM słodycze i chipsy, najbardziej lubie Marsy, Milki-
        > waye, i lekko roztopione snickersy, dotego Laysy i Cola i moge tak
        > ciągnąć latami, sporzywam to średnio co 2 dzień, na przeważnie na
        > szkolne śniadanie i kolacje gdy rodziców niema w domu.

        Cześć mam na imie Zdzisiek i mam 40 lat, muszę powiedzieć ci że za 10 lat nie
        spojrzy na ciebie żadna dziewczyna, ale to i tak nic bo nie będzie ci stawał
        siurek (a wierz mi że w tym wieku jest to dla faceta najważniejsze na świecie),
        będziesz biedny bo chorego grubasa nikt nie zatrudni (nawet na chipsy i batony
        nie będziesz miał) i będziesz się czuł jakbyś musiał wszędzie chodzić z workiem
        kartofli na plecach.
      • Gość: Jonek Re: Zdrowe żarcie jest drogie, ale ruch jest za d IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.04.09, 17:13
        Pogięło Cie brachu???
        Mamy się ruszać od komputera? A czy Ty wiesz jakie fajoskie seriale właśnie lecą
        w TV? Ja wolę posiedzieć w domu i ponarzekać, że rząd nic nie robi abym schudł.
        A tak na serio to już wcześniej napisałem, ze niezdrowe nawyki żywieniowe i
        niechęć do ruchu dzieciaki wynoszą z domu. Rodzice narzekają jacy to są zmęczeni
        aby wyjść z dzieckiem w piłkę pograć albo, że nie mają czasu gotować zdrowych
        posiłków. A potem muszą znaleźć czas aby z 15-latkiem iść do lekarza bo dzieciak
        ma problemy z układem krążenia i z sercem.
    • lew_konia Re: Pokolenie pierogów i chipsów 16.04.09, 17:35
      Dla tych, którzy fukają, że PiS wymyślił coś głupiego -

      W Krakowie i Tychach podjęto podobne uchwały:

      Uchwała krakowska:

      www.bip.krakow.pl/_inc/rada/uchwaly/show_pdf.php?id=41508
      Uchwała tyska:

      bip.umtychy.pl/pokaz.php?
      plik=dur_uchwala_397_V.pdf&kat=wydzialy_akty


      W Tychach autorem był radny PO, a w Krakowie bodajże SLD.

      Sądzę, że autorami byli po prostu zatroskani rodzice - to tyle.
    • Gość: iluminacja256 Re: Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.4web.pl 16.04.09, 17:38
      Zastanawia mnie tylko jedno - jak oni to zrobili, ze ten młody jest
      w stanie jesc chleb z olejem lnianym???????????//

      miałam w swoim zyciu rózne jazdy - jaroszostwo, weganizm,
      wegetarianizm, jaroszostwo i znówe wegetarianizm , ale jednąrzecz
      przez tan czas miałam niezmienną - niechęć do oleju lnianego ! Nie
      wyobrazam sobie jesc z nim ciemnego chleba, przeciż to smakuje jak
      pokost! Oliwa , olej z pestek winogron, olej z dyni, ale za nic olej
      lniany !!!
    • Gość: Fan Club PW wg dr w Indiach nikt nie powinien zyc :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.09, 17:40
      znowu to samo: dzieci powinny jesc mieso jak dorastają smile jezu smile jest tyle
      religi na całym świecie np. w Indiach gdzie dzieci nie jedzą mięsa i żyja.
      Czekam aż wyrośnie w Polsce nowe pokolenie dietetyków przeciez od 20 lat wiadomo
      że tylko białe mięso raz na tydzien a reszta to już trucie sie i dzieci.
      A ci państwo fundując dziecku 30 km codziennie na siedząco w spalinach,chyba
      srednio myśla o zdrowiu, no ale nas synek z motłochem nie będzie sie uczyłsmile
    • ministrant95 Grubasow powinno sie edukowac! 16.04.09, 17:59
      Jakies skromne represje przemowilyby do rozsadku! Np.podwojny bilet autobusie -
      przeciez zajmuje miejsca za dwoch w dodatku caly zapocony w jakims zdechlym
      podkoszulku. I podatek za niszczenie sprzetow szkolnych, od samego siedzenia
      takiego tucznika sie krzeselko wygina big_grin
      A wreszcie przymusowa kwarantanna w osrodku odchudzania! I obowiazkowa kapiel
      szlaufem po wfie bo nie idzie w klasie wysiedziec, a pod przysznic matol nie
      pojdzie bo sie wstydzi i dodatkowo obawia ze kafelki w prysznicach popekaja tongue_out
    • Gość: ZOfii Pokolenie pierogów i chipsów IP: 78.133.225.* 16.04.09, 18:22
      Sama jestem uczennicą poznańskiego (sportowego) gimnazjum. Jako
      pływaczka wyczynowa i uczennica zwracajaca uwage i porownujaca co
      jedzą inni jestem lekko przerazona. Nie ograniczam jedzenia ale
      staram sie rozsadnie podchodzić do "diety". To co wiem o prawidłowym
      odzywianiu pozostawia wiele do życzenia. Nikt tego nie uczy, nikt
      nie zwraca wiekszej uwagi. W naszej szkole też jest sklepik,
      sprzedawaane są w nim zelki, ciasteczka, batoniki, chipsy, cola ...
      ale mozna tez dostać wode mineralna czy soczek cappy, jabłko albo w
      zaleznosci od dnia bułke z paprykarzem albo szynka i pomidorem.
      Mimo to koledzy i kolezanki czesto wybieraja babeczke czekoladową
      albo Grześka. Ja rano tj. 5;55 jem płatki z mlekiem lub jogurtem
      naturalnym [KONIECZNIE BEZ CUKRU] po treningu jabłko, banan albo
      jakiś jogurt powoli robi się 12;10 i biegiem do stołowki szkolnej.!
      Nie narzekam na niesmaczne jedzenie w mojej szkole po tym co
      widziałam w podstawowce ...
      Surówka, mięso, ziemniaki ;S czesto przesolone ... Zupa. Staraja sie
      o nas dbac czasem jest ryz, makaron, kasza. Do picia herbata albo
      kompot. Po popołudniowym treningu laduje w domu ok 17 jem drugi
      obiad. No i codzienna porcja slodyczy ;D Czasem kawałek czekolady,
      herbatnik albo cukierki tzw krówki ;D No i do spania o 22.
      ZERO DIETY ! i waże te moje 51kg przy 165cm wzrostu pewnie ze
      chciałabym miec szczuplejsze nogi czy cos tam xD ale dieta nie ma
      sensu. Bo my kochamy jesc ;pP
    • Gość: Aisha Baranowska Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.zone4.bethere.co.uk 16.04.09, 19:26
      To jeszcze i tak maja za dobrze, skoro jest ich 11 i jedza
      chociaz mieso i nalesniki... Pomidorowa etc. Jak ja bylam dzieckiem
      jakies 11 lat temu, to tyle, cosmy jedli, co pamietam, to bylo: na
      sniadanie - chleb z margaryna, posypany cukrem albo grzanki i
      herbata, na obiad - woda zabarwiona kostka rosolowa z plywajacym w
      niej makaronem (tak zwana 'zupka na kostce' albo 'rosól z
      makaronem'), bez drugiego dania, a na kolacje - znowu chleb z
      margaryna... I tak w kólko, dzien w dzien, bo tacy bylismy biedni,
      ze nawet na nic innego nas nie bylo stac! A bylo nas 7 dzieci w
      domu...! Najmlodsze mialo rok, a najstarsze 10... Zero slodyczy, ale
      i zero warzyw czy owoców, czy czegokolwiek innego!... A pomidorowa
      czy pierogi to my mielismy najwyzej raz w miesiacu!... Wszystko jak
      do gimnazjum chodzilam... A i teraz przypuszczam, ze dalej sie tak
      odzywiaja w mojej rodzinie - nie mieszkam juz z nimi od 6 lat, ale
      jak ostatni raz przyszlam w odwiedziny, to na stól podali mi to
      samo - chleb z 'maslem', które tylko oni nazywaja maslem, bo to jest
      margaryna, a nie maslo, ale u nich mówi sie 'maslo'... I nie
      widzialam zadnych owoców ani warzyw, ani niczego innego. Ich dieta
      nie jest ani urozmaicona, ani zróznicowana, ani zdrowa, ani tez w
      ogóle jakas...! To jest dieta bulionowo - chlebowa, polski
      odpowiednik diety maniokowo-bananowej stosowanej w Afryce przez
      glodujace dzieci murzynskie, które nie maja nic innego jak tylko
      banany i maniok na co dzien, wiec tym sie zywia i pecznieja im
      brzuchy z glodu, a potem umieraja i hieny i sepy zywia sie ich
      szczatkami...! Ile rodzin w Polsce zyje w ten sam sposob, tyle ze
      zamiast bananów i manioku maja na przyklad zupke na kostce rosolowej
      i chleb z margaryna codziennie, rutynowo, bez zadnych zmian...?!
      Matka wolala wydawac pieniadze na papierosy, zamiast na jedzenie dla
      dzieci, a cokolwiek bylo w domu wartosciowego, zaraz zastawiala w
      lombardzie, tylko po to, zeby to stracic albo przedluzyc,bo na
      wykupienie nigdy nie bylo pieniedzy...! A ojciec musial plaszczyc
      sie przed ludzmi i prawie zebrac o coraz to nowa pozyczke, która
      splacal latami...! Kiedy rodzice sie rozwiedli, bylo jeszcze gorzej,
      wiec ja trafilam na trzy lata do domu dziecka, i to na wlasny
      wniosek do kuratorium... Po wyjsciu z domu dziecka (mialam wtedy 18
      lat) zamieszkalam sama i zylam jako tako 'od wyplaty do wyplaty', na
      zasilkach dla bylych wychowanków domów dziecka z opieki spolecznej w
      wysokosci 400 zl miesiecznie i z tego placilam zakwaterowanie i
      dojazdy do szkoly (liceum ogólnoksztalcace), plus sama kupowalam
      sobie podreczniki i pomoce naukowe, a to kosztowalo mnie fortune -
      wszystko razem zjadalo mi miesiecznie ponad 70 procent mojego
      zasilku i na jedzenie i ubranie zostawalo mi jakims cudem 50 zl na
      miesiac, czasem wrecz przymieralam glodem!... Nieraz kilka dni pod
      rzad nic kompletnie nie jadlam, bo nie mialam nawet na glupia bulke
      za 30 groszy!, a nie chcialam zebrac ani prosic o pozyczke... i
      popadac w dlugi, jak rodzice, nie mówiac juz o tym, ze to ponizej
      mojej godnosci...! I nigdy nie zebralam ani nie pozyczalam
      pieniedzy! Wolalam glodowac... Bolal mnie zoladek z glodu, ale
      nikomu o tym nie mowilam, nikt sie nawet nie domyslal, ze ja nie mam
      co do geby wlozyc...! Ze ide spac glodna...! Ojciec po rozwodzie z
      matka tez zyl tak jak ja i nie bylo co liczyc na niego... Wtedy
      poznalam mojego obecnego meza i po maturze wyszlam za maz - mieszkam
      teraz w Anglii i wcale nie spie na pieniadzach, tez mi sie tutaj za
      dobrze nie powodzi, nie stac mnie na wiele rzeczy, bo jak sie dwóch
      imigrantow pobierze na brytyjskim gruncie, a jeden z nich nie moze
      znalezc pracy, to drugi chocby harowal jak osiol za pare groszy
      dziennie, to i tak tego na zycie nie wystarczy, bo chociaz funt piec
      razy tyle co zlotowka, to i tak ceny i stopa zycia ida w parze - im
      wiecej zarabiasz, im lepszy poziom zycia, tym wiecej musisz tez
      wydawac - nie ma nic za darmo, w Europie Zachodniej wszystko
      kosztuje piec razy wiecej, a to dlatego, ze zarobki sa piec razy
      wieksze... Tak wiec, zwlaszcza dla imigranta, zycie jest tak samo
      drogie, jak i w Polsce dla Polaka...! Bez roznicy... Ciezko mi jest
      wiazac koniec z koncem zagranica, to i w Polsce bym nie dala
      rady... crying- Pozdrawiam!
      Aisha Baranowska z Krakowa - UK
      • Gość: JAtoJA Re: Pokolenie pierogów i chipsów IP: *.internet.radom.pl 13.08.09, 12:57
        teraz to przesadzilas i to ostro !!!
        jesli chodzi o UK - ceny wcale nie sa tak jak mowisz 5 razy wieksze. Sa
        porownywalne, czasem troche wieksze a czasem nawet nizsze. Zdazalo mi sie placic
        w hurtowni za polski towar mniej niz w polsce. wynikalo to z tego ze tam na
        jedzenie podatek wynosi 0%. wynajme - moze i 5 razy wiecej - ale jesli chodzi o
        jedzenie - niekoniecznie. zalezy co sie je gdzie sie je i jak sie je. Ja przez
        1szy miesiac wydalem 10 funtow. znajomy ode mnei z racy zarabiajac mniej o 50
        funtow tyogdniwo niz ja jest w stanie utrzymac zone, dwojke dzieci + troche
        odlozy. tam jest inna opieka spoleczna - lepsza pomoc. i jest pawda jedna -
        jesli ktos nie potrafi sobie poradzic w polsce to neikonuiecznie musi sobie
        poradzic za granica. prosta rachunkowosc- wydawac mniej niz sie zarabia.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka