Dodaj do ulubionych

Dlaczego tak mało mówi się o zagrozeniach dla dzieci ze strony sekt?

IP: 10.10.31.* / 195.164.254.* 22.08.01, 10:36
Oto jedna z relacji osoby pokrzywdzonej przez sektę, zaczerpnięta z listów
słanych do róznych instytucji przez zbolałe rodziny, gdzie ofiarami są dzieci,
z prośbą o pomoc jakąkolwiek:

"Rodzinę założyłem mając 25 lat. Byliśmy szczęśliwym małżeństwem przez 6 lat.
Żona urodziła dwoje dzieci, nie pracowała zawodowo.

Sytuacja zmieniła się, kiedy to żona poznała nowych "przyjaciół", którzy
preferowali zdrowy styl życia. Wegetarianizm, pokojowa postawa wobec życia
teoretycznie była pozytywna. Nie znając wewnętrznych zasad uważałem ich za
niegroźnych dziwaków. Pod wpływem tych ludzi żona zmieniła się nie do poznania.
Początkowo myślałem, że jest to w wyniku kryzysu małżeńskiego, szukałem winy w
sobie.

W domu pojawiali się "siostry i bracia duchowi" z sekty "Hare Kryszna". Żona
zachowywała się jak nawiedzona. W smrodzie kadzideł od godz. 400 uprawiała
swoje praktyki. Odsunęła się od bliskich, rodziny, przestała być żoną, matką -
zaniedbywała dzieci. Nazywała nas ludźmi III kategorii czyli "demonami"
i "karmitami" Dzieciom zabraniała jeść mięso mówiąc, że to trupy. Nie wolno
było jadać również ryb, jajek, czosnku, cebuli... Wprowadzała dziwne posty i
głodówki. Dzieci bardzo źle znosiły tę zmianę. Były osłabione i wystraszone.
Przeciążone obowiązkami sekciarskimi niechętnie uczyły się, z ledwością
przechodziły do następnej klasy. Wiele razy zamiast chodzić do szkoły
wyjeżdżały z żoną w góry do farmy i miejsca kultu. Praktyki, w których
uczestniczyły dzieci (bez mojej zgody!), doprowadziły do kłopotów zdrowotnych.
Syn cofał się w rozwoju. Córka czyniła próby odebrania sobie życia. Żona, nie
bacząc na problemy, realizowała program sekty - "udoskonalała się". Żyła i
pracowała dla sekty.

Żona emocjonalnie dla nas nie istniała, byliśmy dla niej przeszkodą
w "samorealizacji", mówiła o nas "słupy soli". Potrafiła zostawić dzieci bez
opieki i wyjechać w góry na farmę w celu "oczyszczania się". Okradała nas,
popadała w długi aby mieć pieniądze dla sekty. Twierdziła, że dla Kryszny
należy się wyzbyć dóbr materialnych. Musiałem sprzedać samochód by spłacić jej
długi.

Ażeby pojąć i zrozumieć ten problem zacząłem uczestniczyć w spotkaniach sekty.
Dobrze poznałem zasady i formy ich działania. Co innego głoszą oficjalnie, a co
innego dzieje się wewnątrz grupy. Działają w wyrafinowany sposób. Mają dobrych
psychologów i prawników na własny użytek. Umieją manipulować nie tylko
młodzieżą, ale i dojrzałymi ludźmi. Ośmieszają (wulgarnie) wszystkie autorytety
(władze, szkołę, Kościół itp.). Jedynym celem liderów sekty jest całkowite
podporządkowanie mojej żony (w zamiarze całej rodziny) sobie i materialny zysk.

O patologii sekty "Hare Kryszna", ich wewnętrznym życiu, które poznałem z
autopsji powiadomiłem policję, prokuraturę. Według naszych władz nie miałem
wystarczających dowodów na przestępstwa sekty, a za zniszczenie psychiki
ludzkiej paragrafu jeszcze nie wymyślono.

Po 7 latach pobytu mojej żony w sekcie mam zrujnowane życie. Działalność sekty
uważam za przestępczą. Jesteśmy rodziną rozbitą, skrzywdzoną moralnie i
okradzioną z dóbr materialnych - bez perspektyw na lepszą przyszłość. Stawiam
sobie pytanie: Czy moje dzieci mają szansę zasilić normalne społeczeństwo?
Jestem w swoim kraju i powinienem mieć zagwarantowane środki prawne aby bronić
rodzinę przed patologią jaką jest sekta.

Istnieje pilna potrzeba zmiany zbyt liberalnego prawa w stosunku do sekt, które
powinno przeciwdziałać zjawiskom patologicznym jak:

społecznej i zawodowej dezintegracji osób ulegających wpływom sekty, w tym
rozbijaniu rodzin,
werbowaniu nieletnich do sekty i przymuszaniu ich do praktyk kultowych
szkodzących zdrowiu fizycznemu i psychicznemu,
odciąganiu dzieci i młodzieży od nauki,
wyłudzaniu pieniędzy, zwłaszcza od nieletnich i młodzieży,
przymuszaniu członków sekty do darmowej pracy i pozbawianiu ich zabezpieczenia
socjalnego.
Ponadto należy uruchomić środki prawne umożliwiające:

wprowadzenie obowiązku rozliczania się sekty z działalności finansowej w celu
przeciwdziałania nielegalnemu handlowi, przestępstwom podatkowym i innym
nadużyciom,
sprawdzanie członków sekty co do ich faktycznego źródła utrzymania,
zabezpieczenia emerytalnego, świadczeń socjalnych w zakresie ochrony zdrowia
itp., oraz wymuszenie stosownych uregulowań zapewniających tym osobom należne
świadczenia,
prowadzenie badań odnośnie wpływu na ludzką psychikę środków, prawdopodobnie
halucynogennych, które używają w przesadnie nadmiernych ilościach (kadzidełka,
nieznane przyprawy, wielogodzinne powtarzanie tych samych słów), szkodliwości
stosowanej diety itp.
S. W."
Obserwuj wątek
    • Gość: Rugala Relacja 2 IP: 10.10.31.* / 195.164.254.* 22.08.01, 11:56
      (z pozwu o rozwód)

      "Rozkład naszego związku nastąpił w wyniku przynależności mojej żony do
      sekty "Hare Kryszna".

      Żona jest nie tylko członkiem ale fanatykiem ww. grupy kultowej.

      Bezkrytycznie i ślepo wypełnia ich polecenia, zakazy, nakazy. Zasady
      obowiązujące w sekcie są tak patologiczne, że mimo mojej tolerancji nie możemy
      stanowić prawidłowo funkcjonującego małżeństwa.

      Żona moja odsunęła się od rodziny, przestała być żoną i matką. Rolę swoją
      ogranicza do brania pieniędzy. Obowiązki wobec dziecka traktuje jako zło
      konieczne. Jesteśmy dla niej ludźmi III kategorii. Twierdzi, że dla Kryszny
      należy wyzbyć się wszelkich uczuć i dóbr materialnych.

      Stosuje sekciarski wegetarianizm: nie je mięsa, ryb, jajek, czosnku, cebuli.
      Często stosuje dziwne posty i głodówki. Uprawia praktyki wyniszczające ją
      psychicznie i fizycznie.

      Zabrania dziecku jeść mięso, obrzydzając je. Dziecko jest źle żywione,
      zaniedbane, często choruje. Jest zmuszane do uczestnictwa w spotkaniach
      sekciarskich. "Rytuały" w smrodzie kadzideł dziecko bardzo źle znosi. Jest
      nerwowe, smętne, apatyczne, często narzeka na bóle głowy. Żona nie uznaje
      autorytetów medycznych. Jest przekonana, że modlitwa do Kryszny uzdrawia.
      Wszelkie perswazje traktuje jako atak na nią i jej "społeczność".

      Zachowuje się jak nawiedzona. Uważa, że przeszkadzamy jej w
      "samodoskonaleniu" gdyż jemy mięso. Chce żyć i pracować dla Kryszny.
      Autorytetami dla niej są: "guru" i liderzy sekty.

      Kłamie i uczy dziecko kłamstwa - jak twierdzi - dla dobra Kryszny.

      Zachowaniem swoim demoralizuje dziecko. Współżyje z "braćmi duchowymi" - nazywa
      to "oczyszczaniem ze złej karmy".

      Nie mam już siły funkcjonować w tak patologicznym związku. Kocham dziecko i
      chciałbym ażeby miało szansę funkcjonowania w normalnym społeczeństwie. Pragnę
      też mieć wpływ na jego życie i wychowanie.

      W związku z powyższym proszę Sąd o:

      zakazanie uczestnictwa dziecka w spotkaniach sekciarskich,
      ograniczenie praw rodzicielskich dla żony,
      przyznanie nam Kuratora Sądowego,
      Pragnę ratować dziecko od destrukcji panującej w sekcie i ich wewnętrznym
      życiu.

      Do pozwu dołączam:

      opinia z przedszkola,
      zaświadczenie lekarskie dziecka,
      pismo żony od "guru",
      świadectwo przynależności żony do sekty.
      P. R."
    • Gość: Rugala Relacja 3 IP: 10.10.31.* / 195.164.254.* 22.08.01, 11:59
      "Zasady obowiązujące wewnątrz grupy kultowej o nazwie Międzynarodowe
      Towarzystwo Świadomości Kryszny poznałam poprzez moją córkę, która przez kilka
      lat była członkinią sekty. Zwerbował ją jeden z przywódców, którego poznała w
      czasie studiów i którego później została żoną.

      Początek jej kontaktów z grupą to pełen zachwyt osobami, które ją otaczały oraz
      ideami, które głosiły. Pod ich wpływem zmieniła całkowicie swój tryb życia.
      Stopniowo wciągnęli ją w swoje praktyki kultowe polegające na stosowaniu
      ścisłej diety religijnej, zwanej przez nich "wegetarianizmem" i wielogodzinnych
      medytacji. Pierwszy powodował szkodliwe dla zdrowia wycieńczenie organizmu,
      mantra zaś, odmawiana dla "oczyszczenia ze złej karmy", zaczynająca się o godz.
      3 w nocy wśród dymu palonych kadzideł i specyficznej muzyki, powodowała
      otępienie mózgu. Bezwzględnie zakazano jej przyjaźnić się z ludźmi nie
      należącymi do sekty, zmuszana była do studiowania literatury obowiązującej w
      sekcie i zabraniano jej czytania innych książek i prasy, oglądać telewizję itp.
      musiała wykonywać wszelkie zakazy i nakazy. Zmieniła sposób wyrażania myśli i
      uczuć; jej język stawał się coraz mniej zrozumiały, pełen obcych słów i
      zwrotów.

      Pod wpływem owej "religii" zerwała więzi uczuciowe z rodziną, kontakty ze
      środowiskiem i wszystkim co nazywali "światem karmitów i demonów", porzuciła
      studia, wyrzekła się własnej tradycji religijnej, nastąpiła całkowita zmiana
      osobowości i trybu życia.

      Każde najmniejsze uchybienie względem nowej "religii" było karane przez męża
      głodem, dodatkowymi "modłami", poniżaniem godności człowieka. W czasie ciąży
      musiała spać na podłodze jako "nieczysta". Za sprzeciw była bita, pozbawiana
      swobody wychodzenia z domu, zamykana na klucz. Po urodzeniu dziecka z guru
      &ndash mężem nie tworzyli normalnej rodziny. Mąż nie dawał jej pieniędzy na
      utrzymanie, bo pracował "dla Kryszny" i wmawiał jej, że intensywne modły mają
      zaaranżować spełnienie wszelkich potrzeb. Jako "guru" rodziny "oczyszczał ją ze
      złej karmy" i dóbr materialnych, oddając swoim "braciom duchowym" pieniądze
      (które córka otrzymywała od nas na utrzymanie jej i dziecka), kosztowności
      (bransoletka, pierścionki, naszyjnik, łańcuszki) itp. W czasie karmienia
      dziecka musiała iść do kąta i odwrócić się, aby "nie obrażać bóstw".

      Mąż nie meldował się, a w celu uniknięcia odpowiedzialności przed prawem
      posługiwał się wyłącznie zmienionym, trudnym do zapamiętania imieniem. W
      piwnicy był magazyn, gdzie znajdowały się przedmioty, którymi wyznawcy -
      darmowi akwizytorzy handlowali bez zezwolenia na ulicy i po domach jak: żywność
      i przyprawy niewiadomego pochodzenia, płyty, kasety, kadzidełka, zioła itp. Mąż
      zabrał córce bezprawnie dowód osobisty i paszport, dowód rejestracyjny
      samochodu, prawo jazdy. Wynosił sprzęty wyposażenia mieszkania jak telewizor,
      magnetowid, radio, sztućce itp. Mieszkanie córki było zarazem ośrodkiem i
      świątynią sekty, gdzie w oparach kadzideł odbywały się obrzędy wyznawców (w tym
      osób nieletnich). Tam też mieszkali nielegalni akwizytorzy. Córce nie wolno
      było wchodzić do jednego z pokoi - dużego, który był przeznaczony do
      specjalnych celów kultowych. Córka nie mogła korzystać ze służby medycznej
      (dotyczyło to również dziecka), a należało intensywnie się modlić (choroba - to
      kara za przewinienia).

      Życie duchowe w sekcie sprowadzało się do mantrowania i intensywnych praktyk
      kultowych dla osiągnięcia odmiennych stanów świadomości czyli "najwyższej
      boskiej miłosnej ekstazy". W celu jeszcze większego uzależnienia od kultu córkę
      wywożono do świątyni we Wrocławiu i farmy w Czarnowie, gdzie odbywała posty i
      głodówki. Wycieńczona i będąca w stanie ograniczonej świadomości podpisała w
      Kamiennej Górze uprzednio sporządzony akt notarialny, w którym zrzekła się
      samochodu i odpisała połowę mieszkania własnościowego na potrzeby sekty.
      Głównym celem sekty było całkowite podporządkowanie mojej córki sobie i
      materialny zysk.

      Kiedy udało się nam wydostać córkę z ruchu Kryszny była ciągle zastraszana,
      śledzona, szantażowana (telefony o każdej porze doby) groźbami porwania
      dziecka, pozbawienia życia za pomocą hipnozy, okaleczenia itp.

      Aby powrócić do normalnego życia i funkcjonowania w społeczeństwie, córka
      musiała przechodzić mozolną terapię. Była osobą znerwicowaną, psychicznie
      rozbitą i nieporadną. Urzędy państwowe nie udzieliły nam żadnej pomocy, a ich
      pracownicy zupełnie nie rozumieli sytuacji. Dramat nasz był konsekwencją braku
      elementarnych informacji o zagrożeniach dla rodziny i jednostki ze strony
      kultów pseudoreligijnych.

      Oprócz osobistej tragedii znane mi są liczne przykłady destrukcyjnego
      oddziaływania kultu Hare Kryszna jak:

      posługiwanie się kłamstwem i oszustwem w celu pozyskania nowych członków,
      zwłaszcza nieletnich,
      rozbite małżeństwa, gdzie ofiarami są również dzieci,
      okradanie rodzin z dóbr materialnych i przekazywanie ich sekcie,
      przeciążone praktykami kultowymi dziecko czyniło próbę targnięcia się na swe
      życie (zgłaszał mi ojciec dziecka),
      odciąganie młodzieży od rodzin i nauki,
      wykorzystywanie nieletnich do darmowej pracy w nielegalnym handlu ulicznym,
      przetrzymywanie lub ukrywanie nieletnich w "świątyni" - wbrew woli ich
      rodziców.
      J. R "
    • Gość: Rugala Relacja 4 IP: 10.10.31.* / 195.164.254.* 22.08.01, 12:03
      (ze skargi do Administracji Budynków Komunalnych)

      "My, lokatorzy, nie zgadzamy się na użytkowanie mieszkania prywatnego nr 8
      przez
      sektę "Hare Kryszna" (jest to ich centrum, tzw. ISKCON).

      Funkcjonują oni bez przestrzegania podstawowych zasad współżycia w
      społeczeństwie, są dla nas uciążliwi, zakłócają ład, porządek i spokój.

      W ww. mieszkaniu mieszka ok. 10 osób (w ciągu dnia więcej:

      zajmują lokal bez meldunku,
      zakłócają spokój już od godz. 4 nad ranem (kłamią mówiąc, że są studentami),
      prowadzą stołówkę (prawdopodobnie bez zezwolenia), co powoduje, że zapachy
      wydobywające się z mieszkania są nie do wytrzymania,
      na niedzielne spotkania sekty werbowane jest niepełnoletnia młodzież. Matki,
      które odnalazły swoje dzieci pod ww. adresem są okłamywane i nie są wpuszczane
      do środka.
      Prosimy o zainteresowanie się tą sprawą i pozbawienie nas problemów z tym
      związanych.

      Z poważaniem

      Lokatorzy (podpisy 11 osób)"
    • Gość: Rugala Relacja 5 IP: 10.10.31.* / 195.164.254.* 22.08.01, 12:06
      Wyjeżdżaliśmy wtedy całą rodziną często w góry. Prowadziliśmy z młodzieżą
      wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne, a syna staraliśmy
      się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii... Właśnie w górach po
      raz pierwszy zetknęliśmy się z ruchem Hare Kryszna. Na wspólnej wędrówce
      z synem wstąpiliśmy obejrzeć "farmę ekologiczną", znajdującą się w sąsiedztwie
      ówczesnego schroniska PTTK "Czartak" w Czarnowie w Sudetach, reklamowaną także
      w broszurze zatytułowanej: "Ekoturystyka".

      W czasie tamtego spotkania nie było mowy, że reprezentują jakąś religię, lecz
      posłużono się, co zrozumieliśmy dużo później, specyficzną metodą oszustwa
      polegającą na podaniu tylko części danych dotyczących tego gospodarstwa.
      Mówiono wtedy, że jest to farma posiadająca atest EKOLAND-u i produkuje zdrową
      żywność w oparciu o tradycję Indii, że propagują "zdrowe żywienie"
      i "wegetarianizm" oraz "życie w zgodzie z naturą". Gospodarze farmy - młodzi
      ludzie - zaprowadzili nas do budynku, w którym stały woły mówiąc, że używają
      ich do orki. W trakcie spotkania poczęstowali nas wegetariańskim
      posiłkiem. Byliśmy wtedy przekonani, że jest to świecki ruch społeczny
      o orientacji proekologicznej, co wydawało się być zgodne z naszymi poglądami
      i zainteresowaniami. Rozmawiali o czymś na osobności z synem i sprzedali jemu
      książkę, jednak wtedy nie wzbudzało to naszego zaniepokojenia...

      Prawdziwe oblicze tego kultu destrukcyjnego poznaliśmy dopiero później, jak syn
      zaczął przynosić do domu i czytać coraz więcej książek z tekstami założyciela
      sekty - Prabhupady. Kiedy codziennie wstawał nad ranem i przez wiele godzin
      odmawiał tzw. mantrę "Hare Kryszna, Hare Kryszna, Rama, Rama...", było już za
      późno na wyciągnięcie go z tego uzależnienia. Przyrządzał też w osobnych
      naczyniach (nasze były "duchowo nieczyste") odrębne pożywienie, zaczął
      notorycznie kłamać i wyciągać od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę,
      a tak naprawdę to wspierał finansowo sektę i kupował przeróżne akcesoria
      kultowe. Coraz więcej czasu poświęcał sekcie, zerwał z kolegami i
      zainteresowaniami harcerstwem i turystyką, zaniedbał naukę i przerażająco
      chudł. Znikał też na całe dnie i wyjeżdżał do ośrodków sekty, m.in. na farmę w
      Czarnowie. Często zamiast w szkole przebywał wśród wyznawców kultu, gdzie
      odurzano go kadzidełkami i wprawiano w trans za pomocą ekstatycznych tańców i
      śpiewów... Jego "bogiem" stali się liderzy sekty, tzw. "mistrzowie duchowi",
      którym oddawał pokłony i poświęcał swoje wszystkie myśli.

      Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni,
      kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już bezrani wobec oszustw i
      manipulacji jakimi posługiwała się sekta. Jej liderzy powoływali się m.in. na
      rzekomo pozytywne wyniki badań naukowych ich diety, które to badania miał
      prowadzić prof. Wojciech Chalcarz z Pracowni Żywności i Żywienia AWF w
      Poznaniu. Sprawa wyjaśniła się dopiero wówczas, kiedy profesor napisał mi w
      liście: "(...) Jest to nieprawda. (...) Z moich obserwacji wynika, że wielu
      młodych mężczyzn, wyznawców ruchu Hare Kryszna, jest nadmiernie chudych (...) Z
      podanego przez Pana opisu sposobu żywienia Pana syna wynika, że musiał on
      stosować niezbilansowaną dietę wegetariańską. Taka dieta jest niebezpieczna dla
      zdrowia"...

      Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jaj,
      cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych, nawet w
      szcz±tkowych ilościach. Często obowiązuje zakaz spożywania potraw z mąki i
      roślin strączkowych. Ma miejsce np. "post od zielonych liściastych warzyw przez
      jeden miesiąc"... Cały kalendarz postów i głodówek liczy kilkanaście stron
      maszynopisu. Stwierdziliśmy, że ta dieta nie ma nic wspólnego ze "zdrowym
      żywieniem". Jednak wtedy syn miał już tak "wyprany mózg", że nawet nie
      zauważył jak okropnie schudł, a tylko stale powtarzał: "ja nie jestem tym
      ciałem".

      Prosiliśmy liderów sekty, aby uszanowali nasze prawa rodzicielskie i nie
      angażowali go w tak intensywne praktyki. Niestety, bez żadnego skutku...
      Nasze obawy miały się wkrótce potwierdzić. Po upływie ok. 2 lat związania się
      z ruchem sektą, najprawdopodobniej pod wpływem ekstazy i fizycznego osłabienia
      wywołanego surową dietą i innymi praktykami destrukcyjnymi, syn zasłabł i upadł
      na ulicy, złamał sobie nos i szczękę, wybił zęby i w takim stanie skierowano go
      na leczenie szpitalne.

      Rozpacz naszą pogłębiła sytuacja oskarżeń lekarzy kierowanych pod naszym
      adresem: "Co zrobiliście z tym chłopcem? Dlaczego on tu nie chce niczego jeść?
      Czy brał jakieś narkotyki?" To był po prostu obłęd! Lekarze nie mogli
      zrozumieć, że to sekta zabroniła mu przyjmowania pożywienia od "niewielbicieli
      Kryszny", bo "może się duchowo skalać", oraz że tak silny wpływ może mieć na
      człowieka grupa praktykująca religijność destrukcyjną. Początkowo karmiono go
      kroplówką... Do normalności powracał długo. Po wyjściu ze szpitala chciał do
      nich wrócić, wyjeżdżał na farmę do Czarnowa (m. in. wyprowadził się z domu i
      zamieszkał z wyznawcami kultu), co trwało dalsze dwa lata. W końcu zrozumiał,
      że jest wykorzystywany do celów nie mających nic wspólnego z rozwojem duchowym
      i zerwał z sektą i jej praktykami kultowymi...

      Nadal ponosimy skutki szkodliwego oddziaływania tego kultu na naszego
      syna. To nie tylko koszty jego leczenia, przedłużonego okresu nauczania, utraty
      pełnej zdolności do pracy i nauki - poniesione przez całą rodzinę (krzywdy
      doznała też nasza córka), ale również cierpienia moralne, których nie da się
      przeliczyć na pieniądze.

      Tej tragedii było można zapobiec, gdyby przywódcy tego związku wyznaniowego
      reprezentowali uczciwą religię, o zdrowych zasadach etyczno - moralnych, a nie
      kult oparty na obłudzie, fałszywych obietnicach i zastraszaniu. Liderzy sekty,
      kiedy stało się nieszczęście, wyparli się wszystkiego. Zaczęli obłudnie
      twierdzić, że kontakty syna z ruchem były sporadyczne i on sam narzucił sobie
      to wszystko.

      Zainteresowanych szczegółami zjawisk patologicznych w sekcie Hare Kryszna
      odsyłamy do pracy doktorskiej Anny E. Kubiak, wydanej przez Instytut Filozofii
      i Socjologii PAN, zatytułowanej "Delicje i lewa ręka Kryszny" (Warszawa, 1997),
      gdzie można znaleźć opis metod psychomanipulacji i sposobu funkcjonowania
      wyznawców sekty oraz potwierdzenie wielu naszych przykrych doświadczeń.
      Potwierdzają to choćby same tytuły rozdziałów i podrozdziałów jak: "Instytucja
      totalna", "Izolacja", "Degradacja osobowości", "Unieważnianie dotychczasowych
      znaków tożsamości", "Piętnowanie", "Poniżanie i dryl", "Pozbawianie
      samodzielności", "Dyktatura kontrolerów" itp.

      Hare Kryszna to wyjątkowo nieudany przeszczep religii wschodnich na rodzimy
      grunt. A wydawać by się mogło, że przecież nie może nieść nic złego przepojona
      szczerą duchowością ideologia, popierana przez liczne autorytety i stanowiąca
      alternatywę dla życia pełnego pośpiechu w pogoni za karierą i pięniądzem...
      Zrozumieliśmy, że Hare Kryszna może być wyborem tylko dla mocnych, w pełni
      dojrzałych ludzi - cwaniaków umiejących zrobić na tej ideologii niezły interes.
      Paradoksem zaś jest, że sekta wciąga nastolatków o nie wykształconej jeszcze
      osobowości, ludzi wrażliwych i idealistów szukających oparcia w grupie
      rówieśniczej, w której stają się ślepymi narzędziami do realizacji celów
      jej lidera.
      Zofia i Lech Rugałowie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka