Czy jeździł ktoś w pogotowiu?

IP: *.wp.mil.pl 04.02.04, 16:17
Chciałbym wiedzieć jakie mieliście wrażenia i przypadki :)
    • Gość: Doki Re: Czy jeździł ktoś w pogotowiu? IP: *.213-200-80.adsl.skynet.be 04.02.04, 16:21
      Wrazenia fajne. Ksiazki mozna by pisac.
      • Gość: Leon Re: Czy jeździł ktoś w pogotowiu? IP: *.wp.mil.pl 04.02.04, 16:26
        Doki a możesz coś więcej napisać np. o klimacie w pogotowiu..itd. Zaczynam
        jeździć w tym roku więc prosiłbym o jakieś rady na początek :)
        • Gość: Doki Re: Czy jeździł ktoś w pogotowiu? IP: *.213-200-80.adsl.skynet.be 04.02.04, 16:55
          Wiesz, klimaty w polskim pogotowiu roznia sie od tutejszych zespolow wyjazdowych.

          Rada na poczatek: nawet jako doktor nie udawaj, ze wiesz wiecej od
          doswiadczonego sanitariusza.
        • Gość: Artur Przypadki do nagrody Darwina IP: *.sdh.sk.ca 04.02.04, 17:33
          Klimat jak klimat, ale dobrze jest miec przy sobie pamietnik czy notatnik bo
          spotyka sie rzeczy ciekawe i warte opublikowania.
          Kiedys jezdzilem po Puszczy Kampinowskiej i wiele zaobserwowanych sytuacji
          nadawalo sie do zgloszenia do nagrody Darwina (kto ciekawy:
          www.darwinawards.com/) przyznawanych za usuniecie swoich genow z obiegu
          na skutek bezgranicznej glupoty. Aby dostac taka nagrode trzeba permanentne
          uszkodzic wlasne organy plciowe, spowodowac wlasna smierci na skutek krancowej
          bezmyslnosci albo spowodowac smierc wlasnych dzieci na skutek podobnej
          krancowej bezmyslnosci.

          The Darwin Awards honor those who improve our gene pool... by removing
          themselves from it. Of necessity, this honor is bestowed posthumously.

          Ponizej moje obserwacje z zycia, ktorych wszakze nigdy nie zglosilem bo
          notatnika ze soba nie mialem.

          Pamietam matke, ktorej kilkuletnia coreczka skonsumowala opakowanie "czegos"
          moze leku? albo moze jakiegos srodka chemicznego?
          Pisze "czegos" bo matka kiedy tylko zauwazyla obiawy zatrucia u corki
          natychmiast opakowanie tego czegos (lacznie z etykieta i reszta srodka
          chemicznego) spalila w piecu tym samym uniemozliwiajac szybki i skuteczny
          ratunek. Matka nie potrafila wytlumaczyc dlaczego tak zrobila i swoja reakcje
          tlumaczyla macierzystym instynktem.
          Usuwanie genow swojego potomstwa jest niezwykle skutecznym sposobem usuwanie
          genow wlasnych z obiegu.

          Pamietam, tez goscia z ostrym atakiem choroby wiencowej kwalifikujacym sie do
          leczenia na oddziale intesywnej terapii, ktory odmowil pojscia do
          szpitala ...bo slyszal, ze w szpitalu ludzie umieraja. Wydawalo mu sie wiec (
          i nie dal sie przekonac), ze w domu mial lepsze szanse (:-))).
          Nie mial racji.

          Pamietam tez ojca, ktory bardzo powaznie opoznil ratunek swojego dziecka w
          stanie krytycznym jako, ze przez bardzo dlugi okres czasu (ponad godzine)nie
          pozwalal mi go zabrac do szpitala tylko dlatego, ze sam bardzo chcial jechac
          z nami karetka (jak moge dziecko samo poslac?) a za cholere nie mogl znalesc
          swoich spodni (!!!!). Bez spodni (moja sugestia) nie chcial jechac. Gosc
          miotal sie po chalupie w samych majtkach a koncu, kiedy uznal ze spodnie
          zaginely na 100% to pozyczyl jakas pare od zony.
          Dziecko niby dowiozlem do szpitala jeszcze zywe wiec nie wiem jak sprawa sie
          zakonczyla. Niemniej gosc byl na najlepszej drodze by zdobyc nagrode Darwina.

          Oprocz kandydatow do nagrody Darwina spotykalo sie inne wrecz humorystyczne
          sytuacje. Kiedys pojechalem do "zlego samopoczucia". Gosc lezal pod schodami i
          kiedy go ujrzalem moglem od razu wykluczyc zle samopoczucie bo pokaznych
          rozmiarow siekiera wbita gleboko w glowe silnie sugerowala brak czucia
          czegokolwiek. Niewatpliwie pacjent odczul jakis czas temu przejsciowy
          dyskomfort ale glebokosc ciecia sugerowala, ze zapewne nie trwal on dlugo.
          Nie pozostalo mi nic innego jak zglosci na milicje morderstwo. Nauczylem sie
          wtedy, ze definicja zlego samopoczucia przy odrobinie talentu moze byc
          znacznie rozciagnieta i objac takze inne przypadki.
          Ciekawe, ze nikt z milicji nigdy do mnie nawet nie zadzwonil w sprawie tego
          przypadku. Moze sytuacja byla tak oczywista, ze moje zeznania nie mialy
          znaczenia a moze zapomnieli.

    • Gość: qwerty Re: Czy jeździł ktoś w pogotowiu? IP: *.toya.net.pl 04.02.04, 19:50
      bardzo lubię pracę w pogotowiu. mam tam dużo dyżurów. o wrażeniach i przypadkach
      można by opowiadać godzinami. zaczniesz jeździć to sam się przekonasz.
      pozdrowiam i dużo pozytywnych wrażeń życzę.
    • Gość: nestezjolog- Re: Czy jeździł ktoś w pogotowiu? IP: *.chello.pl 05.02.04, 08:20
      Jeździłam w pogotowiu kilka lat ( zespół R). Miałam wszystko - dosłownie.
      Dorosłych i dzieci, samobójców- zatrucie lekami skuteczne i nie, wisielców -
      najczęściej stwierdzenie zgonu, topielców j.w, popodcinane "żyły" - zwykle
      lekkie draśnięcia dla efektu, skoki przez okno ( najczęściej zgony). Miałam
      narkomanów ( wszystkie mozliwe rodzaje narkotyków), alkoholików - ze wszystkich
      środowiski - w tym z pierwszych stron gazet - ci bywali najbardziej agresywni.
      Jeździłam do wszystkich mozliwych wypadków komunikacyjnych- od lekkich draśnięć
      do zgonów. Załatwiałam mnóstwo zawałów, udarów, ciężkich zatruć i licznych
      stanów wymagających natychmiastowej hospitalizacji. Przewoziłam noworodki.
      Odebrałam nawet jeden poród. Nie policzę ile razy wzywano mnie do psychicznie
      chorych i awantur rodzinnych. Oczywiście leczyłam biegunki, lekko podwyższone
      ciśnienie, temperatury w przebiegu chorób wirusowych itd, itp.............
      Opisywać wszystkiego nie będę, go musiałabym to robić kilka miesięcy.
      Pamiętaj jednak o naczelnej zasadzie obowiązującej w Pogotowiu Ratunkowym R. W.
      D. ( Ratuj Własna D--). Pamietaj, że zdany jesteś na siebie - zespół chętnie
      pomoże, ale odpowiadasz Ty. Nie daj się podpuszczać ( jak będzie coś nie tak
      znów pociągną Ciebie do odpowiedzialności - inni się wykpia). Nie jest to lekki
      kawałek chleba, ale wciąga. Pozdrawiam.
    • Gość: Leon Re: Czy jeździł ktoś w pogotowiu? IP: *.wp.mil.pl 12.02.04, 10:57
      Dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi i podpowiedzi :) spróbuję pamietać o
      radach, szczególnie RWD :)
Pełna wersja