czy wierzycie w bioenergoterapie?

26.01.11, 07:17
czy komus z was pomogla, zaszkodzila, czy ktos korzystal, dlaczego nikt nie odebral nagrody miliona dolarow za pokazanie cudu itp, mowie tez o charyzmatykach koscielnych, egzorcystach itp
wszak stanowisko kosciola jest jasne , ze bioenergoterapia itp jest okultyzmem i pochodzi od zła.
co o tym sadzicie bo wiekszosc ludzi nie wierzy w to wszystko

niestety z moich obserwacji wynika ze tradycyjna medycyna nie jest w stanie nawet zdiagnozowac a co dopiero pomoc , wiec opiera sie glownie na tabletkach przeciwbolowych, przeciwzapalnych, psychotropach i antybiotykach.
    • szaser Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 26.01.11, 08:10
      NIE!
    • tymoteusz.a Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 26.01.11, 08:15
      Poniżej wklejam to co niedawno pisałem na innym forum:
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      Witajcie! Na początku mojej choroby dowiedziałem się, że w moim mieście przyjmuje ponoć znany bioenergoterapeuta (ma jakąś klinikę/przychodnię medycyny naturalnej NOY). Dzieci z porażeniem mózgowym przyjmował poza kolejnością. To był chyba taki chwyt marketingowy. Ludzi w poczekalni, że aż ciemno. W "gabinecie" siedział na fotelu. Kazał usiąść na przeciw siebie. I zaczął wymieniać choroby (odpowiednie do mojego wieku, a które mi nie dolegały). Nie mógł trafić, gdyż byłem wtedy w dobrej formie. W końcu zapytał, co mi jest. Gdy powiedziałem, że NS, to powiedział, że tego nie widać. Przepisał do picia olej z płetwy czy też wątroby rekina. Następnym razem w tej przychodni inny bioenergoterapeuta popatrzył na mnie i dał kartonik 5x5 cm z esami-floresami i kazał przykładać do wątroby. Pierwszy skasował 80PLN a drugi 50 PLN. Po wpisaniu nazwiska pierwszego bioenergoterapeuty w google poczytałem trochę artykułów o ich metodach "leczenia". Pierwszy był lekarzem pozbawionym prawa wykonywania zawodu. Jego małżonka była psychologiem. "Pacjentów" przyjmowali w różnych miastach. Mieli tam punktu konsultacyjne. I przyjmowali w jednym punkcie 1x w miesiącu. To co się zorientowałem u siebie, to było w poczekalni ok. 80 osób. I na wszystkie choroby "asystentka" sprzedawała ten olej z rekina. Już więcej mnie tam nie widzieli.
      Rozmawiałem kiedyś z lekarzem z rodziny. Powiedział, że chory może zażywać piasek, jeżeli to mu pomaga i dobrze się po tym dobrze czuje. Czyli siła chęci powrotu do zdrowia ma wielka moc sprawczą w leczeniu różnych przypadłości.
      Miałem też przypadek z lekarzami-znachorami z Tybetu. Tak byli reklamowani. Faktycznie było to małżeństwo lekarzy z Mongolii po studiach w Leningradzie. Była z nimi jakaś starsza kobieta, która stawiała mi diagnozę z badania pulsu w nadgarstku, oglądania języka i oczu. Ta kobieta była fenomenalna. Opisała na co chorowałem (jakieś incydenty ze zdrowiem, o których dawno zapomniałem) i co obecnie mi dolegało. Nie był jej potrzebny roentgen czy tomograf. Lekami były prawdopodobnie jakieś sproszkowane nasiona, z których przygotowywałem sobie mikstury na wywarze z warzyw czy z mięsa. Ale to nie specjalnie pomogło, bo i tak musiałem się poddać zabiegowi operacyjnemu (zatoki). Aplikowali też Mumio - substancja smolisto-aromatyczna zbierana gdzież w górach Azji. Na to był popyt wśród ich "pacjentów". Ale wtedy jeszcze nie miałem żadnych dolegliwości związanych z NS. Oprócz sproszkowanych ziół i Mumio do leczenia używali akupunktury i pijawek.
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      Trafiłem kiedyś na bioenergoterapeutę, który swoja mocą coś mi "uszkodził". Miał mi "naprawić" kręgosłup (z powody częstych dyskopatii, "korzonków"). Cała operacja wyglądała następująco. Kazał położyć się na kozetce, sam w milczeniu pomodlił się, i zaczął przesuwać swoje dłonie nad moim ciałem. Nic wtedy nie odczuwałem. Ale za niedługi czas (dwa-trzy dni) coś zaczęło dziać się z sercem: jakieś kołatania, skurcze, lekkie zawroty głowy. Ponieważ wtedy byłem młody (względnie) i silny, bez problemów kardiologicznych, skojarzyłem to z wizytą u tego bioenergoterapeuty. Po jakimś czasie te objawy minęły. Być może są ludzie, którzy potrafią przekazywać swoją energię (lub jej część) innym.
      Z ciekawości byłem kiedyś na targach izoterycznych - bioenergoterapeutów i innych szarlatanów. Najtańszym sposobem wyciągania kasy od ludzi szukających pomocy była sprzedaż kamyczków polnych przyklejonych do kawałka płytki pilśniowej. Ponoć te kamienie miały być odpromiennikami złych mocy czy promieniowania żył wodnych. Też ludzie mają pomysły. Oprócz tego było tam wielu, którzy ofiarowali swoje usługi, często przy pomocy bardzo skomplikowanych urządzeń.
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    • artur737 Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 26.01.11, 08:50
      Ja kiedys spotkalem goscia w wieku ok 40 lat, ktory 'mial energie w rekach' i bezplatnie czyli spolecznie leczyl znajomych czy tam kto mu stanal na drodze zycia. Normalnie byl notariuszem.

      Trzymal swoje rece dobre 40 cm od mojego ciala, ale czulem je w srodku w brzuchu, jak dotykal mojej watroby, nerek, przesuwal mi je. Bylo to niesamowite. Kiedy wykonywal szybkie ruchy palcami to czulem wibracje.

      Od tego czasu moj swiatopoglad materialistyczny nieco zmiekl.

      Ale poniewaz sa to rzeczy niezmierzalne naukowo, wiec w tej dziedzinie rowniez oszukiwac latwo. Wiec sa pewnie i tacy i tacy.
      • artur737 Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 26.01.11, 09:22
        Jezeli chodzi natomiast o godzenie medycyny alternatywnej z medycyna konwencjonalna to w Polsce Izby Lekarskie ida na udry. Jezeli jakis lekarz stosuje leczenie alternatywne to dostaje ostrzezenie, ze ma natychmiast przestac, a jak nie to nastepuje utrata prawa do wykonywania zawodu. Cos takiego pewnie stalo sie z tym wspomnianym lekarzem.

        Czyli to nie jest tak, ze ktos traci prawo wykonywania zawodu i z braku laku zajmuje sie bioenergioterapia, tylko zajmuje sie obiema i nastepuje reakcja Izby.

        W wielu krajach laczenie zawodu lekarza z metodami alternatywnymi jest na porzadku dziennym i nikt nikomu nic zlego z tego powodu nie robi. Albo rzadko... jak dochodzi do narazenia pacjenta na niebezpieczenstwo.

        • easyblue Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 31.01.11, 13:48
          Pewnie chodzi o Słodkowskiego.
          Byłam u niego,ma spore osiągnięcia, choć akurat mi nie pomógł.
          Pamietam, jak kiedyś w przerwie wyszedł na korytarz i zaczął żartowac z pacjentami. Potem wziął coś małego do ręki, chwile potrzymał i zapytał, kogo boli głowa. Bolała mnie. Okrutnie. Kazał przytknąć to coś do czoła /jakiś kawałek plastiku/. I... ból minął. Wprawdzie po jakiejś godzinie wrócił, niemniej jednak przez jakiś czas go nie było.
    • maki-chan Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 26.01.11, 20:46
      nie wierzę w bioenergoterpię.to tylko zarabianie kosztem cudzej tragedii.
    • helawu Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 28.01.11, 09:05
      uważam, że jeżeli medycyna konwencjonalna sobie nie radzi to
      jak najbardziej należy korzystać z innych metod

      ja znam co najmniej 2 osoby, które są radiestetami i zajmują się bioenergoterapią
      potrafią oni zdiagnozować człowieka w kilka minut i doradzić czym się leczyć
      są to jednak osoby prywatne i nie działają na szersza skalę

      sama dostałam od nich wsparcie, kiedy medycyna rozkładała ręce
      wszystkie wyniki miałam dobre a chorowałam

      niestety jest wielu pseudo bioenergoterapeutów - nigdy nie wiesz, kto jest prawdziwy
      najlepiej zasięgać opinii wśród innych ludzi, szukać prawdziwego specjalisty
      uważam, że im więcej ktoś robi wokół siebie szumu, robi "szopkę", tym bardziej jest pseudo
      i udaje, że zna się na rzeczy

      a jeżeli chodzi o stanowisko kościola to niestety od dawna wiadomo, że wszystko co inne to jest złe, to co zagraża pozycji instytucji należy stłumić
      każdy broni swojego, aby nie stracić publiczności
      medycyna niekonwencjonalna funkcjonuje zdecydowanie dłużej niż kosciol, ma większe tradycje i doświadczenia, nie rozumiem zatem dlaczego nie stosować tego co dobre i sprawdzone od wieków
      • ulek5555555yu Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 29.01.11, 08:48
        ale sa dowody i swiadectwa ludzi ktorzy uprawiajac lub korzystajac z medycyny naturalnej typu bioterapia,wrozki , czy nawet homeopatia , musza potem chodzic po koscielnych egzorcystach i 90% tych osob mialo wlasnie stycznosc z bioterapia itp
        kosciol organizuje od lat rekolekcje z charyzmatykami jak Bashobora czy Manjackal którzy przestrzegaja przez ezoteryka i magia
    • iksigrekzet111 Re: czy wierzycie w bioenergoterapie? 31.01.11, 12:35
      Ja nie wierzę, ja WIEM ze to działa. I my i rodzina, i znajomi odwiedzamy czasem jednego Pana, który nie dotykając potrafi znakomicie zdiagnozować i wyleczyć (nooo pewnie nie wszystko ale nam pomagał wystarczająco). Zapłata? Owszem - wszak poświęca temu większość swojego czasu - ale wysokość zapłaty to CO ŁASKA! Od dzieci w ogóle nie chce pieniędzy. Znaczy nie robi tego dla zysku, robi bo chce pomagać. I rzeczywiście to działa i na dorosłych i na dzieci. Co dzień ma kolejkę chorych. Niestety nasz "znachor" ma już swoje lata i sam choruje. Daj mu Boże żyć jak najdłużej.
Pełna wersja