kropusa
31.03.11, 18:49
Witajcie!
To mój pierwszy post na tym forum, więc wybaczcie, jeżeli cokolwiek robię nie tak.
Od jakiegoś czasu obserwuję u siebie niemal kompletny brak apetytu. Nie odchudzam się, nigdy nie musiałam, zawsze byłam szczupła. Ale teraz w lustrze coraz częściej widzę zombie.
Nie chodzi o to, że nie jestem w stanie jeść. Jem, gdy pamiętam, ale zwykle nie czuję głodu i zapominam o jedzeniu. Z resztą nawet gdy czuję lekki głód, to nie jest uciążliwy, ale z przekory staram się oderwać od zajęć i coś przegryźć. Jednak po całym dniu na uczelni wracam do domu dostatecznie zmęczona i zwykle zmęczenie ten głód przewyższa, wolę położyć się, niż jeszcze gotować.
Średnio co trzeci dzień mam czas na bar mleczny i ładuję w siebie dużo, skoro już tam jestem, bo wiem, że niedługo znowu nie będę jadła.
Tak na prawdę nie zwracałam na to nawet uwagi przez długi czas, dopóki był w mieszkaniu mój chłopak, który zawsze podał mi jakiś talerz czy kanapki, które bezmyślnie ładowałam w siebie. Ale teraz, nie ma go już ponad tydzień i widzę jak jest.
Dodatkowo ręce są coraz bardziej lodowate. Serce mi kołacze. Ręce zaczęły się pocić (nigdy nie miewam takich problemów), mam nagłe fale gorąca (potrafią się nawet pokryć z odczuciem zimna ... tylko to gorąco od środka). Czuję się apatyczna i nerwowa.
Może powinnam zacząć łykać coś na apetyt .. ale boję się, że to może mieć drugie dno. To możliwe, że brak głodu wynika wyłącznie z nadmiaru zajęć? Że, mając trochę czasu dla siebie, zainteresowałabym się własnymi potrzebami?
Pomóżcie, proszę, bo martwię się o siebie ...