bezdech a niedotlenienie

27.04.11, 20:30
Witam, mam 30 lat.
Od mniej więcej 3 lat cierpię na bezdechy przy zasypianiu. Miałam zrobione baania w szpitalu, które kompletnie nic nie wykazały, bo akurat nic się nie działo. Najgorsze stężenie mojego złego samopoczucia jest wiosną i jesienią - testy wziewne u alergologa są ok, pokarmowe - mleko i mąka pszenna, ale w małym stopniu. Jeszcze 3 lata temu ważyłam 118 kg, teraz moja waga to 70 kg. Dieta i siłownia- naturalnie dieta nie jakaś drastyczna i po okiem dietetyka, więc od odchudzania złe samopoczucie też wykluczone. Nerwica lękowa stwierdzona, leczona psychoterapią- opanowana:)
Po drugiej ciąży- waga 90 kg zaczęło się nasilać. Bezdechy miałam powiedzmy przez 3 dni, a raczej noce, a dwa tygodnie nic i tak cały okres jesienno- wiosenny i trochę zimy. Kiedy mam taki bezdech zasypiając wybudzam się. Wiem, że przestaję oddychać, bo to czuję. Jak bezdech trwa dłużej- następstwem jest atak, nie wiem jakiś szok organizmu- wysokie ciśnienie 160/90, delirka, skurcze, wrażenie, że nie jestem sobą- jakby mi się wszystko śniło. Wydawało mi się, że bezdechy są związane- ponieważ to tylko przy zasypianiu ze spadaniem języka do gardła- przy tym też zapchany nos ( laryngolog robił badania- ogólnie ok, skrzywiona lewa przegroda nosowa i wielkie migdały - powiedział, że jeśli nic nie pomoże to trzeba będzie je wyciąć)
Nawet zasypiam z gryzakiem syna przygryzając język. Jak bezdech jest w miarę nienasilony, to po kilku wybudzeniach, bez ataku, zasypiam, a później w nocy nawet jak się obudzę jest ok. Jak jest tak gorzej to czuję, że nie jest to sam język. Czy może to być związane z wrzodami żołądka i refluksem przełyku.
Przez ostatnią jesień i teraz wiosnę jest najgorzej- wcześniej to było okresowe, teraz bezdechy mam codziennie. Męczę się ze dwie godziny przed zaśnięciem. Już jak idę spać to się boję, więc jeszcze nerwy dochodzą. Mój mąż jest przerażony. Lekarz pierwszego kontaktu mówi nerwica i tyle. Już nie mam siły do niego chodzić, bo uważa mnie za hipohondryka. A ja się czuję coraz gorzej. Czasami jest mi potwornie zimno, ręce mi kostnieją- chociaż niejest zimno (tarczyca jest ok). Mam dwójkę dzieci, a się czuję jakbym była starszą panią, która nic nie może. Staram się żyć normalnie, ale nie mogę. Jest mi strasznie słabo. Czasami na ulicy mam tak, kiedy idę, zaczyna mi się robić słabo i czuję, że nie wiem jak się oddycha- jakby mój organizm zapomniał jak się oddycha. Ciąłe mroczki przed oczami- nie widzę normalnie już od dawna. Ostatnio nie potrafię się skupić. Jak z kimś rozmawiam, to tak jakbym dostawała jakiegoś oczopląsu, wszystko mnie rozprasza- tak samo jak robię zakupy, nie mogę w hipermarketach, bo jest za dużo produktów na półkach. Od kilku tygodni codziennie boli mnie głowa. Sama myślałam, że to przez nerwicę, ale pani alergolog powiedziała, że te ataki ciśnienia w nocy przy zasypianiu tj. powrót organizmu o normalnego stanu. Powiedziała, że to z niedotlenienia.
Proszę o pomoc, nie mam siły tak żyć. Co mam zrobić i do jakiego iść lekarza??
    • wadera3 Re: bezdech a niedotlenienie 27.04.11, 21:04
      Do psychiatry, oni leczą nerwice.
    • blueocean27 Re: bezdech a niedotlenienie 28.04.11, 11:48
      Witam serdecznie!

      Czytając Twój opis, mam wrażenie,że jest dokładnie o mnie. Jesteśmy nawet w podobnym wieku.Od paru miesięcy leczę się na zdiagnozowaną przez specjalistów nerwice lękową ,a wzmagam się z nią od 3 lat. Mam dokładnie takie same objawy , które naprawdę przeszkadzają w życiu codziennym,prowadząc do tego,że nie nic Cię nie cieszy,czasem nawet nie chce się żyć.Napady lęku, potliwości,kołatanie serca,co za tym idzie panika, że zaraz zemdleję, która powoduje napady drżenia mięśni, zawroty głowy ,wściekłość na otoczenie itd......jednym słowem samo nakręcająca się machina,której nie da się powstrzymać. Bezdech senny pojawił się od niedawna,od jakiegoś miesiąca. Występuje tylko wtedy,kiedy przed zaśnięciem wpadam w panikę,że już się nie obudzę. Piszesz,że masz przy bezdechu wysokie ciśnienie, ja mam normalne, wręcz niższe od normy, tj. 110/70 i puls 65,70,przy tym występują na mnie lodowate poty ,jest mi okropnie zimno, więc to najwidoczniej nie wynika z ciśnienia podwyższonego a jak mówią lekarze, kwestia psychiki...Terapia u psychoterapeuty pomaga tylko podczas wizyty, pózniej wszystko wraca do normy, moja psychika i tak wie swoje...Nie mogę sobie poradzić z ciągłym "nie skupianiem" się na tym jak się czuję,jeśli jestem czymś naprawdę pochłonięta, nie myślę, wszystko ustępuje,jest ok,ale to naprawdę musi być coś , co totalnie odwróci moją uwagę od wschłuchiwania się w siebie...Mogłabym opowiadać i opowiadać na ten temat, ale nie chcę zmieniać tematu tego wątku...Pytasz co masz zrobić , dołączam się do tego pytania, bo sama nie wiem, wszystkie badania wskazują na to,że organizm jest zdrowy, terapia nie pomaga,leki ją tylko maskują ( w moim przypadku tabletki blokują receptory beta, odpowiedzialne za napady lęku, które powodują napady wysokiego pulsu i ciśnienia...błędne koło...). Nie chcę brać leków na dłuższą metę, chciałabym opanować swoja psychikę, ujarzmić i, bo to ona steruje całym organizmem.Jeśli chcesz porozmawiać,napisz,bardzo chętnie nawiążę kontakt. Pozdrawiam!
Pełna wersja