problemy z mową

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 21:17
Dziecko przyjaciółki (13 lat) mówi czasem na tyle niewyraźnie, że nie można
go zrozumieć. Poza tym jest bardzo inteligentne i sprawne fizycznie. Ponoć
były problemy przy porodzie. Dziecko urodziło się "podduszone". W szkole
korzysta z zajęć z logopedą, ale wydaje mi się, że to nie jest taka całkiem
poważna terapia. Czy ktoś się na tym zna i mógłby powiedzieć, jak się nazywa
taka przypadłość niewyraźnej mowy i czy to da się z czasem całkiem
wyeliminować czy też może po prostu przyjaciółka powinna się skupić na
wprawianiu dziecka w wypowiadaniu się publicznie bez wstydu, bo nic innego
nie można zrobić? Ten dzieciak np. wydaje mi się, że się wstydzi coś kupić w
sklepie... widziałam, że bardzo chciał coś kupić, miał pieniądze, ale upierał
się, żeby to matka podeszła do lady i kupiła. Wyglądało to tak, że po prostu
obawia się, że nie zostanie zrozumiany i będzie musiał powtarzać, o co mu
chodzi, a ludzie być może będą się z niego śmiać.

    • Gość: Artur Re: problemy z mową IP: *.sdh.sk.ca 28.05.04, 21:27
      Problem z uszami prawie na 100%. W Kanadzie wstawia sie do uszu tubki i po
      sprawie. W Polsce o ile wiem nic sie nie robi.
      • Gość: mi Re: problemy z mową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.04, 22:04
        Aaa... wiesz, że właśnie wątpię, czy problemy z uszami. Chłopak słyszy dobrze,
        gra na pianinie, saksofonie i ostatnio zaczął na perkusji (a problemy z mową ma
        od zawsze, więc jeśli uszkodzi sobie TERAZ uszy od gry na perkusji to już
        będzie inna para kaloszy). Znam go dość dobrze i naprawdę słyszy dobrze. Po
        prostu wymawia źle. Dużo i szybko czyta jak na swój wiek, nie robi błędów
        ortograficznych. Tylko wymawia źle... Zwłaszcza rzadziej używane, nowe, nie
        codzienne słowa i gdy mówi szybko. Nie potrafię tego niestety lepiej opisać,
        ale nie jest to jąkanie się ani seplenienie... tylko takie ogólne "ubełkocenie"
        słów... on wie, co chce powiedzieć, i to ma sens, ale słowa mu wychodzą tak
        jakby nie potrafił ułożyć dobrze języka czy czegoś tam...

        A tak na marginesie, to dzieciak jest Amerykaninem. Więc nie wiem jak z tym
        wstawianiem tubek czy czegoś innego.

        Matka tego dziecka mówiła mi, że ona jako dziewczynka miała problemy z mową,
        ale zdecydowanie nie tak poważne. Choć i tak wymawianie "k" zamiast "t" wydaje
        mi się dziwne. Przeszło jej w pierwszych klasach podstawówki. Natomiast jej
        córka, starsza siostra tego chłopaczka, od maleńkości mówiła idealnie. Wygląda
        na to, że chłopak rzeczywiście ucierpiał przy porodzie, kiedy to brakowało mu
        tlenu. Tyle, że co tak naprawdę ucierpiało? coś, co kontroluje aparat mowy?
        jakieś "połączenia" między ośrodkiem mowy w mózgu a mięśniami, które biorą
        udział w wymawianiu słów??? Jestem laikiem. Matka dziecka uważa, że skoro
        chłopak nie prosi o prywatnego logopedę, to nie trzeba go zmuszać... bo
        przecież jako tako się porozumiewa. Jednak to tylko w gronie rodzinnym, wśród
        osób, których się nie wstydzi, i w szkole, kiedy musi odpowiadać "przy
        tablicy". A na przykład towarzysko to już ma problemy. Nie jest jakimś
        rozchwytywanym dzieciakiem, choć "nic mu nie brakuje" (interesuje się tym
        samym, co inni chłopcy w jego wieku, ma ciekawe hobby, itp.). Po prostu mam
        wrażenie, że woli nie ryzykować, że "obcy" go wyśmieją, kiedy nie będzie
        potrafił wyraźnie się wypowiedzieć. A jego czasem naprawdę nawet siostra czy
        matka nie rozumieją!
        • Gość: Venus Re: problemy z mową IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 28.05.04, 22:46
          Matka powinna pojsc do logopedy bo zla wymowa w jakims stopniu zostaje.
          Na pewno moze negatywnie odbic sie na zyciu towarzyskim.

          Moim zdaniem jest to jedna ze rzeczy o ktorych decyduja rodzice, nie dziecko.
          Venus
          • Gość: Artur Re: problemy z mową IP: *.sdh.sk.ca 29.05.04, 00:13
            Tak, jak pisze Venus. A problemy ze sluchem moze mial w dziecinstwie w okresie
            ksztaltowania sie mowy choc sluch mogl sie pozniej poprawic.
            Niemniej oprocz logopedy to bym sluch sprawdzil rowniez.
            • Gość: mi Re: problemy z mową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 00:36
              :) dzięki za wypowiedzi. Wydaje mi się, że gdyby chłopak miał problemy ze
              słuchem w okresie kształtowania się mowy (a teraz na pewno nie ma - jak mówię,
              gra na instrumentach, a ja również gram, więc potrafię ocenić, że nie ma
              problemów ze słuchem) - więc gdyby kiedyś miał problemy ze słuchem to może
              nauczyłby się wtedy wymawiać źle słowa, których wówczas słuchał (a nie słyszał
              dobrze). Jednak on wymawia niewyraźnie, tak jakby z jakimiś kluskami w ustach,
              słowa, z którymi zetknął się na pewno dopiero niedawno.. np. w szkole, podczas
              oglądania telewizji... Jak mówię, pisze bezbłędnie. On WIE, jak to się powinno
              wymawiać, ale mu nie wychodzi...

              No cóż, ja też, Venus, uważam, że to sprawa rodziców, a nie dziecka, jednak to
              dziecko przyjaciółki, a nie moje, i obawiam się, że ona po prostu "nie chce
              biedactwa męczyć więcej niż to konieczne", albo "wysyłać mu komunikatu, że coś
              z nim jest nie tak". A mnie go po prostu żal, że nie ma kolegów tak jak jego
              rówieśnicy i tylko siedzi zagrzebany w książkach przez większość czasu.
              • Gość: Venus Re: problemy z mową IP: 5.5R1D* / *.vc.shawcable.net 29.05.04, 01:59
                Doskonale cie rozumiem.
                Wtracanie sie do cudzego zycia jest zawsze ryzykowne, rzadko kiedy spotyka sie
                z aprobata.

                Jesli mozesz, przycisnij jednak kolezanke. Mysle ze nie ma wyobrazni.
                Z nim przeciez jest cos nie tak.
                Moze to jest cos neurologicznego?

                Moze uda ci sie znalezc jakies materialy na ten temat.

                Teraz on nie ma kolegow, to i potem bedzie mial trudnosci.
                A co bedzie jak zaczna go interesowac dziewczyny itd.

                A moze przez to bedzie mial trudnosci ze znalezieniem pracy?
                Kiedys, a chyba juz, odbije sie to na jego self- esteem.

                Ja niestety nie ma czasu szukac ale moze tobie uda sie znalezc cos na ten
                temat, cos takiego:
                www.bbc.co.uk/radio1/onelife/health/atoz/speech.shtml
                Musisz byc dobra kolezanka, skoro troszczysz sie o nie swoje dziecko :)

                Venus
                • Gość: mi Re: problemy z mową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 02:43
                  dziekuję za miłe słowa, Venus. Cóż, spędziłam z nimi wiele czasu i pewnie
                  jeszcze wiele spędzę... dzieciak mnie nieraz nazywał "mommy # 2" więc jak tu
                  się nie przejmować? no a jego matkę oczywiście dyskretnie naciskam. Kobieta
                  miała jednak przez ostatnie lata poważne przejścia w życiu osobistym (koszmarny
                  rozwód) i nie potrafię jej za bardzo męczyć.

                  Ja też myślę, że chłopakowi za chwilę zacznie zależeć na jakiejś dziewczynie i
                  że będzie się dręczył myśląc, że może ona go wyśmieje, i te pe... dlatego
                  wczoraj właśnie kiedy jakoś tak internetowo zaczęłysmy rozmowę na temat jego
                  zajęć z mowy w szkole znowu starałam się ten temat z nią rozwinąć, ale to idzie
                  opornie... myślałam, że jak się więcej czegoś dowiem z internetu, to może jej
                  przedstawię co wiem i wtedy sobie uświadomi, że lepiej byłoby z tym coś
                  zrobić... dzięki za link, poszukam jutro, kiedy sie wyśpię. :)
    • Gość: eM Re: problemy z mową IP: *.home.cgocable.net 29.05.04, 05:20
      Gość portalu: mi napisał(a):

      A tak na marginesie, to dzieciak jest Amerykaninem.

      _______________________________________________________________________________

      Jezeli chlopak do jakiegos czasu mowil po angielsku to od razu nie przejdzie na
      twardy polski , stad rzekomy belkot kiedy probuje mowic po polsku co "ciotka"
      zdiagnozowala jako "podduszenie".
      • Gość: mi Re: problemy z mową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 15:34
        eM, nie przeczytałaś/łeś dokładnie moich postów... Ja "ciotka" nie
        interpretowałam niczego jako podduszenie... Wiem od matki chłopca, że miała
        trudny poród i dziecko urodziło się sine i nie oddychające. Lekarze nawet
        obawiali się, że nie da się go już ocucić. To nazwałam "podduszeniem".

        A dzieciak W OGÓLE nie mówi po polsku! Mówię, że jest Amerykaninem, tak jak
        jego matka i ojciec. Mówi wyłącznie po angielsku. Na polski nigdy nie przejdzie
        bo nie ma po co... A jedyne słowa po polsku jakie zna to moje imię i może
        jeszcze "na razie"... To angielskie słowa, w jego ojczystym języku,
        wymawia "bełkotliwie". I tłumaczyłam już, że nie wszystkie, tylko te rzadziej
        używane. Wszystkie natomiast i tak nieco dziwnie, jakby miał w buzi kluski czy
        coś. Dlatego zastanawiam się, że może coś z kontrolą mięśni języka u niego nie
        tak.
        • Gość: Halina Re: problemy z mową IP: *.ip-pluggen.com 29.05.04, 20:20
          Moj syn mial we wczesnym dziecinstwie problemy z mowa, zaczal mowic kiedy mial
          3 latka i do tego niewyraznie, tak jakby cos z siebie wyduszal. Przy kontroli
          okazlo sie, ze wymawia blednie wiele glosek.
          Syn dostal logopede dwa razy w tygodniu, przez 2 lata. Przy okazji nauczyl sie
          pisac i czytac, bo logoped pokazywal mu podpisane obrazki, a syn ma swietna
          pamiec wzrokowa.
          Teraz nie ma jakiejs "scenicznej wymowy", ale wszyscy go doskonale rozumieja.

          Poza tym wiem ze praca mozna duzo osiagnac. Znam dziewczynke CALKOWICIE
          GLUCHA z ktora mozna normalnie rozmawiac, ale ona od trzeciego roku zycia
          byla w szkole dla niemowiacych, skonczyla tam podstawowke, a potem liceum.

          Skoro chlopak mieszka w USA, to moze wezmie sobie w szkole jakis kurs
          sceniczny (rozumiem, pewnie sie wstydzi!) czy moze kurs publicznego
          wypowiadania sie. W USA mozna wybrac wiele roznych kursow.
          A czy szkola nie zwrocila uwagi na jego zla wymowe?
          Dobry logoped czy pedagog wymowy moze nauczyc kogos mowiacego "narzeczem"
          scenicznej wymowy, wiec i synowi kolezanki to powinno sie udac.
          • Gość: mi Re: problemy z mową IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 14:39
            Dziękuję ci za wypowiedzi, Halina. :) Czy twój syn miał problemy przy
            urodzeniu? Rozumiem, że nie miał problemów ze słuchem, tylko właśnie z mową,
            podobnie jak w przypadku dziecka mojej przyjaciółki? Wygląda na to, że to
            podobny przypadek. Nie wiem, kiedy syn mojej przyjaciółki zaczął mówić; kiedyś
            chyba o tym rozmawiałyśmy, ale bardzo dawno temu, i nie pamiętam, a potem jej
            problemy osobiste (i całej rodziny, jak to zwykle bywa przy rozwodach, kiedy
            małżeństwo ma dzieci) przesłoniły wszystko inne, i jakoś już o tym nie
            rozmawiałyśmy, aż do niedawna, kiedy to właśnie przyjaciółka powiedziała mi, że
            wezwał ją do siebie szkolny "logopeda" (konkretnie "speech teacher", więc chyba
            niekoniecznie w 100% wykwalifikowany logopeda) i powiedział jej, że syn opuścił
            bardzo wiele zajęć z mowy (do czego chłopak jej się zresztą "przyznał" - jako
            wyjaśnienie podał, że nie chciał opuszczać "prawdziwych lekcji".. bo niestety
            czasem godziny lekcji mowy, jako zajęć dodatkowych, pokrywały się z
            lekcjami "obowiązkowymi" z programu!!!), a że nauczyciele, którzy go uczą
            właśnie zwykłych przedmiotów mieli zdawać "logopedzie" raporty o tym, jak
            chłopak sobie radzi przy ustnych odpowiedziach, twierdzili, że "świetnie",
            więc "logopeda" uznał, że nie ma sensu, żeby chłopak dalej chodził na te
            zajęcia z mowy... Matka musiała podpisać, że to akceptuje (bo "logopeda" jest
            płacony "od ucznia", i biurokracja musi być). Podpisała. Powiedziała, że skoro
            nauczyciele twierdzą, że on sobie świetnie radzi... Prawda jest taka, obawiam
            się, że nauczyciele nie chcąc dziecka stresować po prostu automatycznie go
            chwalą (tym bardziej, że uczy się dobrze), natomiast matka chłopaka chce
            wierzyć, że problem syna z mową jakoś się całkiem sam rozwiąże z czasem...
            Widzę, że może ona nawet ma jakiś kompleks, że ta "wada" u dziecka nastąpiła
            podczas porodu, i może nie chce się za to winić?.. Mam wrażenie, że ona po
            prostu nie chce przyjąć do wiadomości, że z dzieckiem "nie wszystko jest w
            porządku", tak jakby to było coś strasznego, choć przecież taka wada to żadna
            tragedia. Mnie się po prostu wydaje, że jeśli można coś zrobić, to warto...
            Kiedy rozmawiałam z nią ostatnio, powiedziała mi, że zaproponowała raz chłopcu
            udział właśnie we wspomnianych przez ciebie kursach scenicznych, ale odmówił.
            Nie nalegała. Ona jest przyzwyczajona do jego wymowy (jak to matka), a i tak
            nieraz jeszcze go nie rozumie! Oddala jednak od siebie myśl, że dziecko ma
            jakiś "problem". Powiedziała mi, że kiedy ona jako dziecko miała małą wadę
            wymowy (wspomniałam o tym wyżej - wymawiała "k" zamiast "t") nie cierpiała
            lekcji mowy bo były one nazywane "special education" i nikt nie wiedział, czemu
            akurat to czy inne dziecko jest w tej "korekcyjnej" grupie, i wszystkie te
            dzieci były na ogół traktowane jako "głupie", "niedorozwinięte", czy coś w tym
            rodzaju. Smutne, ale prawdziwe. To było jakieś 35 lat temu na amerykańskiej
            prowincji. Podejrzewam, że kobieta do dziś ma uraz i nie chce swojego dziecka
            narażać na podobne "przejścia" (choć mieszka w dużym mieście i jest
            wykształconą kobietą), i woli mieć nadzieję, że chłopakowi to jeszcze samo
            przejdzie... Jednak on ma już 13 lat, i naprawdę przynajmniej raz dziennie mówi
            coś, czego nie można zrozumieć. Kiedy tam jestem i widzę, jak się męczy i
            stresuje, kiedy się go prosi drugi i trzeci raz, żeby powtórzył, i w końcu
            rezygnuje... naprawdę mi go żal, bo widzę, że on wtedy czuje, że coś z nim
            jest "nie całkiem, jak trzeba". :( Myślę, że gdyby matka coś przedsięwzięła i
            chłopcu powiedziano by,że po takim a takim okresie ćwiczeń może się spodziewać
            takich a takich rezultatów, miałby poczucie, że przynajmniej panuje nad
            sytuacją. Trudno mi jednak oczywiście "dręczyć" matkę namowami, by zrobiła z
            tym coś na poważnie. Dzieciak nie był u prawdziwego logopedy nigdy, choć wadę
            miał jako dziecko oczywiście o wiele poważniejszą! Dopiero w szkole
            zaproponowano mu "lekcje wymowy", ale moim zdaniem to za mało, no i w domu, z
            tego co wiem, nigdy go jakoś specjalnie nie pilnowano, żeby ćwiczył. :( No cóż,
            chłopiec jest naprawdę bardzo bystry, więc może za dwa, trzy lata sam dojdzie
            do wniosku, że chce pójść na kurs sceniczny albo publicznego wypowiadania się.
            Lubi mówić, kiedy nie obawia się krytyki czy wyśmiania. Ale w towarzystwie
            młodszych nastolatków jednak trudno mu chyba liczyć na wyrozumiałość...

            Halino, czy ty pilnowałaś syna w domu, żeby ćwiczył? czy "bronił się" przed tym?
        • Gość: eM Re: problemy z mową . IP: *.home.cgocable.net 29.05.04, 21:23
          Gość portalu: mi napisał(a):

          > A dzieciak W OGÓLE nie mówi po polsku! Mówię, że jest Amerykaninem, tak jak
          > jego matka i ojciec. Mówi wyłącznie po angielsku.

          _________________________________________________________________________

          To poco Ty ( jak wynika z adresu IP ) mieszkajaca w Polsce probujesz
          byc "troskliwa ciotka" i uczyc chlopaka jak ma wymawiac slowa w jezyku ktorego
          wymowy nigdy nie opanujesz .To co dla Ciebie jest belkotem dla amerykanina jest
          prawidlowa wymowa . W Ameryce sa specjalisci ktozy sie stokrotnie lepiej znaja
          od Ciebie.
          • Gość: o Re: problemy z mową . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.04, 22:08
            bardzo mile i sympatyczne... skoro nie znasz tej osoby to jak mozesz ja
            oceniac?
          • Gość: Halina Re: problemy z mową . IP: *.ip-pluggen.com 30.05.04, 02:04
            eM, po raz drugi wyciagasz daleko idace wnioski nie majac do tego zadnych
            podstaw!
            Autorka topiku probuje pomoc swej kolezance, ktora z powodu problemow
            zyciowych nie potrafi w tej chwili zajac sie tak jak powinna trudnosciami
            syna.
            Czy to wg Ciebie jest godne POTEPIENIA? Lepsza bylaby znieczulica?
          • Gość: mi Re: problemy z mową . IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.04, 14:52
            eM, zdradzę ci tajemnicę: jestem podwójną agentką i znam idealnie zarówno język
            polski jak i angielski. Moja praca wywiadowcza polega na tym, że spędzam po pół
            roku w kraju nad Wisłą, i pół roku w USA... ;)

            A tak na serio: nawet jeśli MOJA wymowa angielska ngdy nie będzie taka, jak
            osoby wychowanej w anglojęzycznym kraju od dziecka, to zapewniam cię, że
            potrafię ZROZUMIEĆ każdego, kto po angielsku normalnie mówi (nawet niektóre
            slangi i ludzi mówiących z akcentami - lata pobytu w Stanach robią swoje).
            Natomiat wymowa tego chłopaczka, o którym tutaj piszę, jest często
            niezrozumiała nawet dla jego własnej MATKI, SIOSTRY, czy OJCA, przy których
            dzieciak się wychował. Wygląda na to, że temat tego wątku wcale cię nie
            interesuje jako taki, bo inaczej czytałbyś/czytałabyś moje posty z uwagą
            zamiast czepiać się takich drobnostek jak to, że piszę w tej chwili z Polski.
            Czy to naprawdę ma jakieś znaczenie? A poza tym, jak to już skomentowały/li
            Halina i o, czy twoim zdaniem lepiej byłoby, gdyby mnie samopoczucie tego
            dziecka w ogóle nie interesowało? Dziwne masz podejście.
Pełna wersja