zofiadyrman 10.12.11, 11:17 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
aqwertz Re: Pierdolę, NIE klikam! 16.12.11, 21:13 Naprawdę warto to mieć: addons.mozilla.org/pl/firefox/addon/adblock-plus/ Odpowiedz Link Zgłoś
spatan Re: Pierdolę, NIE klikam! 17.12.11, 00:03 Obawiam się, że piszącym wyżej adblock w tej sytuacji nie pomoże. Jako, że nie na reklamy a na czternaście stron slajdów narzekają. Odpowiedz Link Zgłoś
sprzeniewierzenie slajdy, "sekrety", zaimki wskazujace 10.12.11, 13:59 tak sie tworzy medialna papke -amciaj, amciaj Odpowiedz Link Zgłoś
wroclawiak81 sam sobie klikaj pismaku na SLAJdy -Loozer :-) heh 10.12.11, 14:08 sami nabijajcie sobie statystyki kliknięć pismaki Odpowiedz Link Zgłoś
nierobicjaj Re: ...i myślicie że bedziemy czytać artykuł na 15 10.12.11, 14:33 stronach? Chyba was posrało. Odpowiedz Link Zgłoś
marqr W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 10.12.11, 15:19 pierdulcie się! nie klikam Odpowiedz Link Zgłoś
hycwcyc W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 10.12.11, 15:52 Slajdom i bidatreści mówimy NIE-E Odpowiedz Link Zgłoś
n0th W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 10.12.11, 16:32 moja znajomośc artykułu zakończywszy się na stronie numero uno dalej nie klikawszy, czekam aż ktoś przeklika i streści Odpowiedz Link Zgłoś
jannicke W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 10.12.11, 16:50 nie klikam dalej. dotarlam do strony drugiej. Odpowiedz Link Zgłoś
frup33 W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 10.12.11, 16:57 Kto czyta 15 stron!!!!!!Może ktoś streści artykuł. Odpowiedz Link Zgłoś
fikumikum W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 10.12.11, 17:32 ja jakos przeczytałam całość, jest mi obojętne czy są slajdy czy tekst jednolity. Nie wiem o co wam chodzi Odpowiedz Link Zgłoś
walislaw_konski W kim się zakochujemy, kogo lubimy? Część 1 10.12.11, 17:38 Więcej zysków niż strat Wydaje ci się, że w miłości czy przyjaźni nie ma miejsca na logikę czy kalkulacje, po prostu czujemy do kogoś sympatię bądź nie? Może cię to zdziwi, ale także w relacjach międzyludzkich nieświadomie dokonujemy bilansu zysków i strat. Istotne jest to, ile pozytywnych emocji związanych z daną osobą pozostaje w naszej pamięci i jak ta liczba ma się do wszystkich wspólnych wspomnień, także tych negatywnych. Jeśli ktoś jest sprawcą wielu dobrych rzeczy w twoim życiu, ale jednocześnie w nie mniejszej ilości tych złych, raczej nie będziesz czuł do niego wielkiej sympatii. W relacjach z innymi nieustannie dostarczamy sobie różnorodnych "kar" i "nagród". W większości nie są to rzeczy materialne, choć mogą być. Kwiaty czy krawat to miłe upominki, ale dobre słowo, komplement, zwykły uśmiech czy zrobienie kolacji to równie istotne gratyfikacje, które wynosimy ze związków. W dodatku wcale nie gorzej punktowane w ogólnym rozrachunku. Niekoniecznie oczywiste są także "kary". W dorosłym życiu nikt nikogo nie stawia po kątach, ale "ciche dni", nieprzychylne spojrzenia czy obwinianie to równie bolesne praktyki. Każdy z nas przykłada różne wagi do różnych gestów i zachowań. To, co dla ciebie jest ważne może być mniej istotne dla drugiej osoby. Pary, które trafiają do gabinetów psychoterapeutycznych z powodu kryzysu w związku zazwyczaj jednogłośnie mówią "mamy problem". Co to oznacza w praktyce? Dla kobiety najczęściej, że w ogóle nie rozmawiają, dla niego natomiast, że przestali uprawiać seks. Specjaliści podkreślają, że to, co jest interpretowane przez nas jako zysk, a co jako strata, jest kwestią indywidualną. Jedno jest pewne: lubimy ludzi, którzy nas nagradzają - cokolwiek by to oznaczało w danym przypadku. Jakie komplementy naprawdę działają? Nieoczywiste! Czy mówienie komplementów to rzeczywiście dobry sposób na wywołanie pozytywnego afektu u drugiej osoby? Zdania na ten temat są podzielone. Jedni uważają, że nie należy nimi szastać, bo stracą na ważności, inni z kolei twierdzą, że nie ma złej okazji do powiedzenia komuś czegoś miłego. Komplementy działają, ale pod pewnym warunkiem - twierdzą psycholodzy. Miłe słowa mają większą moc, jeśli dotyczą cech, o których dana osoba nie jest przekonana, że je posiada, a chciałaby. Co to może oznaczać w praktyce? Piękną kobietę być może lepiej skomplementować za bystrość czy przenikliwość, a intelektualistę za wyrafinowany strój czy poczucie humoru. Nieoczywiste komplementy lepiej zapamiętujemy, dłużej o nich myślimy. Uwaga, wszyscy pochlebcy chcący zjednać sobie czyjeś serce w celu uzyskania korzyści - fałsz łatwo wytropić. Komplementy, aby działały, muszą brzmieć wiarygodnie. Przesadne budzą podejrzliwość, zwiększają dystans. Najlepszy komplement czyni wiara, że to co mówisz rzeczywiście jest prawdą. Wygląd komplemtującego i podsłuchane miłe słowa Chwalenie i ganienie przez innych ma duży wpływ na poziom odczuwanej sympatii. Wiele zależy jednak od tego, jak osoba, która wypowiada się na nasz temat... wygląda. Z badań wynika, że najbardziej lubimy atrakcyjne osoby mówiące o nas dobrze. A najmniej? Wbrew pozorom wcale nie brzydkich, którzy mówią o nas w nieprzychylny sposób. Najmniej sympatii odczuwamy do ładnych, którzy nas karcą i wypowiadają się o nas źle. Kiedy komplement może nabrać na znaczeniu? Wtedy, gdy zasłyszymy go przez przypadek, podsłuchamy lub dowiemy się o nim w tajemnicy. Jego skuteczność nie jest zależna od pokątnej drogi dotarcia, a od faktu, że informację, która trafiła do nas w ten sposób, traktujemy jako bardziej wiarygodną. Zakładamy, że jest mniejsza szansa, że dobre słowo na nasz temat, wypowiedziane kiedy jego nadawca nie był świadom, że je słyszymy, było próbą manipulacji czy zwykłym kłamstwem. Miejsce, temperatura, otoczenie - efekt zależy od poczucia komfortu Uwaga, to czy ktoś nas polubi czy nie, niekoniecznie zależy od nas samych. Czasem nasze zasługi są dosyć ograniczone. Znaczenie może odgrywać miejsce spotkania, pogoda, temperatura, pora dnia i wszystkie warunki wpływające na nasz komfort lub jego brak. Jeśli otoczenie nam odpowiada, przebywamy w estetycznym widnym i przyjemnym miejscu, możemy przenieść tę sympatię na nowo poznaną osobę. Jeśli natomiast jest nam gorąco, zimno, akurat uwierają nas za ciasne spodnie, przemoczyliśmy po drodze buty, a wkoło jest brzydko i buro, możemy przegapić potencjalnie ciekawą postać. Z miłości czy przyjaźni nici - pozostanie nam wspomnienie ogólnej mizerii. Jaki z tego wniosek? Na wakacjach czy w przytulnej knajpce inni najprawdopodobniej wydadzą nam się bardziej zabawni czy atrakcyjni niż np. podczas załatwiania mozolnych spraw w niedogrzanym urzędzie. Duszne pomieszczenie, zatłoczony autobus, w którym zapachy pozostawiają wiele do życzenia - to z pewnością nie miejsca służące narodzinom sympatii. Panie i panowie - oprawa i tło także wpływa na efekt finalny. Idziesz na dobrze rokujące spotkanie? Wybierz odpowiednie miejsce i nie wbijaj się w ciasny, niewygodny strój. Zadbaj o swój komfort, a i towarzysz zyska w twoich oczach. Podobieństwo: wspólne poglądy, cechy i wartości "Jednym z najsilniejszych wyznaczników sympatyczności danego człowieka jest jego podobieństwo do nas" - pisze prof. Bogdan Wojciszke w książce "Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej". Wynika to z tego, że za najbardziej istotne i wartościowe uznajemy cechy i skłonności, które sami posiadamy. Podobieństwa mogą dotyczyć tak usposobienia, jak i nawyków, poglądów, wartości czy nawet gestów. Wszystko co nas łączy może stać się fundamentem serdeczniejszej relacji. Osoba w jakiś sposób podobna do nas samych niejako potwierdza naszą własną wartość. Cenimy swoje cechy tak w sobie, jak w innych, uznajemy je za słuszne. A kto nie lubi mieć racji? Napotykając kogoś o podobnych poglądach, jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że ją mamy. Jaki jeszcze interes mamy w lubieniu osób odzwierciedlających pewne nasze właściwości? Otóż, oczekujemy, że oni najprawdopodobniej również będą nas lubili. Czy taka strategia ma sens? Owszem. Naukowcy potwierdzają, że w relacjach międzyludzkich króluje reguła wzajemności. Czy w takim razie idealnymi najbardziej atrakcyjne byłyby dla nas osoby podobne do nas niczym klony? Okazuje się, że nadmierne podobieństwo wcale nie jest pożądane. Ludzie identyczni stwarzają zagrożenie dla naszej indywidualności i wyjątkowości, w związku z czym w relacjach z nimi możemy odczuwać dyskomfort. Albo dyskomfort, albo po prostu nudę. Uzupełniające się potrzeby, np. dominacja i uległość Same podobieństwa nie są gwarancją sukcesu, szczególnie w przypadku naszych potrzeb. Być może stąd wziął się pogląd, że przeciwieństwa się przyciągają. I rzeczywiście osoby ze skłonnością do dominacji niekoniecznie odnajdą się w relacji z drugą osobą, która będzie chciała grać pierwsze skrzypce. Prawdopodobnie natomiast dobrze dogadają się z kimś bardziej uległym. Ktoś przyzwyczajony do roztaczania opieki nad bliskimi, zrealizuje się w związku z mało samodzielną osobą, która w życiu polega na pomocy innych. Chcesz sprawować pieczę nad rodziną i domem? Dobrze, jeśli twój partner zajmie się karierą zawodową i zadba o wasze bezpieczeństwo finansowe. Przeciwne potrzeby pozwalają na ich zaspokojenie z obopólną korzyścią - wilk syty i owca cała. Przykłady uzupełniania się celów można mnożyć w nieskończoność. Jedne są bardziej stereotypowe, drugie mniej. Ważne, żeby dany układ dobrze funkcjonował w waszym związku. Odpowiedz Link Zgłoś
walislaw_konski W kim się zakochujemy, kogo lubimy? Część 2 10.12.11, 17:39 Im częściej masz z kimś kontakt, tym większa sympatia Zakochać się w sąsiedzie czy sąsiadce? Według naukowców jest to dosyć prawdopodobne. Ponoć, im mniejsza odległość między waszymi drzwiami wejściowymi, tym większa szansa na przyjaźń, a nawet romans. Dowiedziono, że z sąsiadami, od których dzieli nas mniej niż 7 metrów, mamy zdecydowanie bliższe relacje. Czar pryska, gdy sąsiad ulokowany jest w odległości większej niż 27 metrów. Z czego wynikają sąsiedzkie zażyłości? Badacze wskazują, że nie tyle chodzi o magiczne właściwości dzielącej ludzi przestrzeni, co o częstość kontaktów. Po prostu bardziej lubimy tych, których częściej widujemy, z którymi mamy więcej okazji do kontaktu - nawet jeśli jest on powierzchowny. Wszystkie osoby, które napotykamy regularnie, chcąc nie chcąc, cieszą się naszymi większymi względami. Zasada jest prosta: im bliżej ktoś się znajduje, tym częściej go widzisz - im częściej widzisz daną osobę, tym bardziej ją lubisz. Uwaga więc nie tylko na sąsiadów, ale również na znajomych z pracy, przyjaciół rodziny i innych co rusz spotykanych przedstawicieli płci przeciwnej. Dlaczego to działa? Zdaniem naukowców, w większości sytuacji społecznych dostarczamy sobie raczej pozytywnych bodźców, nie negatywnych. Większa ilość spotkań w rezultacie przekłada się więc na większą ilość miłych dla nas sytuacji. Dodatkowo zmniejsza się także niepewność co do danej osoby. Uczymy się przewidywać, jak ktoś zareaguje, wiemy czego, się spodziewać. I nawet jeśli niczego najlepszego, to ta wiedza dobrze oddziałuje na nasz nastrój i daje nam poczucie bezpieczeństwa w relacji. Badacze dodają, że podobnie jak częstość kontaktów może działać samo oczekiwanie kontaktu. Cechy charakteru: wady istotniejsze od zalet? Cechy charakteru oczywiście także mają wpływ na nasze lubienie i nielubienie. Zazwyczaj lubimy osoby towarzyskie, życzliwe, empatyczne i o wysokim statusie społecznym. To, jak duża będzie nasza sympatia do kogoś zależy jednak nie tylko od zalet, ale też od wad. Jeśli dany osobnik jest w posiadaniu szczególnie nieznoszonej przez nas właściwości, może go to z miejsca zdyskwalifikować, powodując, że jego mniej lub bardziej liczne zalety zupełnie stracą na znaczeniu. Wiadomo, że każdy z nas ma zarówno dobre strony, jak i złe. Co więc począć z tymi gorszymi, chować przed światem w nadziei, że nigdy nie wyjdą na światło dzienne? Bez strachu, okazuje się, że ważna jest kolejność odkrywania poszczególnych cech. Najpierw pokażesz ciemne obszary swojej osobowości - nie zyskasz sympatii. Gdy jednak na początku inni poznają tę lepszą stronę, ta ciemniejsza nie będzie odgrywała już takiej roli, a znajomi po prostu przymkną na nią oko. Jak się okazuje, cechami, które są szczególnie w cenie, są te związane z moralnością. Ponoć liczymy się z nimi nawet bardziej niż z tymi świadczącymi o ewentualnej inteligencji. Dlaczego? Badacze wskazują, że to, czy ktoś będzie wobec nas uczciwy czy nie, może bezpośrednio wpłynąć na nasz los. Sprawność intelektualna drugiej osoby zaś może być i dobra i zła w zależności od intencji, jakie ma wobec nas dany człowiek. Nieuczciwy i inteligentny - to hipotetyczny sprawca krzywdy. Najbardziej poszukiwane cechy według tej teorii to analogicznie: inteligencja do pary z uczciwością. Atrakcyjność: piękni mają fory Panuje przekonanie, że ładni mają łatwiej w życiu i chociaż głosy na ten temat są podzielone psycholodzy wtórują: atrakcyjnych fizycznie postrzegamy jako lepszych. Badania dowodzą, że ładnych oceniamy jako towarzyskich, miłych, otwartych i interesujących. Zakładamy również, że są szczęśliwsi niż reszta przeciętnych zjadaczy chleba. Aby nieco stemperować wywindowane samopoczucie piękniejszych dodajmy, że są oni postrzegani także jako bardziej próżni, zarozumiali i niewierni. Jak wiadomo nasze przypuszczenia niekoniecznie pokrywają się z prawdą. Tak czy inaczej ładni czerpią pewne benefity z racji swojego zachęcającego wyglądu. Okazuje się, że urodziwych traktujemy lepiej, częściej im pomagamy, jesteśmy wobec nich bardziej życzliwi. Z badań wynika, że piękne panie szybciej i lepiej wychodzą za mąż, a przystojni panowie mają szansę na lepsze zarobki i prężniej pną się po szczeblach kariery zawodowej. Chociaż dowiedziono, że atrakcyjność fizyczna w większości przypadków nie przekłada się na samoocenę czy bycie bardziej lub mniej sympatycznym, to okazało się, że da się zauważyć pewne różnice w zachowaniach i cechach. Otóż ładniejsi zazwyczaj mają lepiej rozwinięte umiejętności społeczne. Są śmielsi w kontaktach z innymi, szybciej nawiązują relacje, także te seksualne - twierdzą naukowcy. Z czego to wynika? Otoczenie jest w stosunku do nich bardziej życzliwe, w związku z czym są oni lepiej nastawieni do innych. Jak ważna jest atrakcyjność fizyczna przy wyborze partnera? Badania psychologiczne wskazują, że pozostaje istotna w przypadku obu płci, jednak dla panów jest znacznie ważniejsza niż dla pań. Atrakcyjność fizyczna zajmuje pierwsze miejsce wśród męskich kryteriów wyboru. Kobiety większą uwagę zwracają na pozycję społeczną, szczególnie przy ocenie ewentualnych kandydatów na życiowego partnera. Nie ma się co obrażać - to czyste prawa ewolucji! Atrakcyjna kobieta jest potencjalnie zdolna do wydania na świat zdrowego potomstwa. Dobrze radzący sobie zawodowo (a więc i finansowo) partner będzie w stanie zapewnić temu potomstwu warunki do życia. Atrakcyjna kobieta: proporcjonalna o średnich gabarytach Drogie panie, nie macie figury modelek, daleko wam do lansowanego w mediach ideału? Bardzo dobrze! Ewolucja rozumie atrakcyjność inaczej niż kreatorzy mody. W języku natury atrakcyjność to płodność, a więc w przypadku kobiet bujne biodra, obfity biust i wcięcie w talii. Męskie upodobanie do talii osy ma więc swoje podstawy. Kobiety o mniej zarysowanym wcięciu częściej mają problemy z zajściem w ciążę i są bardziej narażone na takie choroby jak np. nadciśnienie tętnicze, choroby układu krążenia czy nowotwory jajników, piersi i macicy. Czy panowie rzeczywiście mają nosa do partnerek, które z większym prawdopodobieństwem zapewnią im sukces reprodukcyjny i możliwość przekazania swoich genów? Naukowcy poprosili mężczyzn z całego świata o wybranie kobiet, które uważają za najbardziej urodziwe. Okazało się, że największego znaczenia wcale nie miały gabaryty, a proporcje. Męski ideał to wymiary, w których obwód talii podzielony przez obwód bioder wynosi 0.7. Oznacza to, że dla panów 100 cm w biodrach i 70 cm w talii to ponętne kształty, a nie osobista tragedia wymagająca natychmiastowej diety. Panowie mają też jednak pewne preferencje co do wielkości kobiecego ciała. Najbardziej lubią średnie rozmiary. Zarówno chude jak i pulchniejsze kobiety były przez panów oceniane mniej łaskawie niż panie mieszczące się w przedziale pomiędzy. Zachowania wiążące: seks na podium Istnieją takie zachowania, które mają moc więziotwórczą. Ich zadaniem jest budowanie relacji i jej podtrzymywanie. Zasadniczo wpływają na jakość i stopień zadowolenia ze znajomości. Psycholodzy nazywają je "zachowaniami wiążącymi". Z badań Alicji Kuczyńskiej wynika, że możemy ich wyróżnić pięć typów. Za najbardziej kluczowe uważa się zachowania seksualne, czyli wszystkie nasze działania związane z pieszczotami, inicjowaniem kontaktu intymnego, samym stosunkiem, wzbudzaniem pożądania czy urozmaicaniem pożycia. Niezwiązane z alkową zachowania wiążące to: - działanie na rzecz partnera i związku (wspieranie, dbanie o atmosferę), - utrzymywanie bliskości fizycznej (przytulanie, całowanie, głaskanie), - zachowania pojednawcze (uprzejmości, uśmiech, komplementy), - zachowania imponujące (demonstrowanie pozycji społecznej, statusu) Niektórzy badacze twierdzą, że zachowania wiążące są dla ludzi bardziej znaczące niż atrakcyjność fizyczna. Wiemy, że im ich więcej, tym większa satysfakcja ze związku. Odpowiedz Link Zgłoś
walislaw_konski W kim się zakochujemy, kogo lubimy? Część 3 10.12.11, 17:39 Reaguj, nie bądź obojętny! Nikt nie lubi być ignorowany. Bardziej lubimy osoby, które reagują na nasze działania i wypowiedzi niż pozostawiają je bez odzewu. Im bardziej rozbudowany komunikat zwrotny osoby, tym więcej sympatii czujemy. Brak reagowania na partnera to problem leżący u podstaw wielu kryzysów małżeńskich. Kiedy ludzie nie tylko odbierają nasze komunikaty, ale także odpowiadają na nie, czujemy się bardziej skuteczni. Zyskujemy poczucie panowania nad sytuacją i wpływu na nią. Gdy inni zdają się nas nie zauważać, jest to nawet bardziej bolesne niż krytyka - twierdzą psycholodzy. Nie bądź więc obojętny, nie lekceważ, reaguj na zachowania drugiej osoby i na jej wypowiedzi. Chyba, że chcesz dać jasny sygnał, że nie interesuje cię ta znajomość i nie zależy ci na jej rozkwicie. Wyświadczasz komuś przysługę? Będziesz go bardziej lubił! Badania pokazują, że lubimy tych, którym wyświadczamy przysługi; nie lubimy natomiast tych, którym wyrządzamy zło. Oznacza to, że jeśli pomagasz komuś w załatwieniu np. spraw zawodowych czy prywatnych, będziesz odczuwał do tej osoby większą sympatię. Tak, wcale się nie pomyliłeś - ten, który pomaga, zaczyna lubić bardziej. Jeśli natomiast celowo lub niecelowo wyrządzasz komuś krzywdę, twoja sympatia do tej osoby się zmniejsza. Gdzie tu logika? Staramy się w ten sposób zracjonalizować swoje zachowanie. Bardziej sensowne wydaje się udzielanie wsparcia komuś lubianemu i sprawianie przykrości komuś, kogo niezbyt lubimy niż odwrotnie. W ten sposób możemy zachować dobre zdanie na swój temat. Czytaj więcej na ten temat: A. Kuczyńska, "Sposób na bliski związek. Zachowania wiążące w procesie kształtowania się więzi w bliskich związkach" B. Wojciszke, "Człowiek wśród ludzi. Zarys psychologii społecznej" B. Wojciszke, "Psychologia miłości" Odpowiedz Link Zgłoś
walislaw_konski W kim się zakochujemy, kogo lubimy? Podsumowanie 10.12.11, 17:41 A temu, kto wymyślił te slajdy, życzę przed świętami — tak normalnie, po ludzku: umrzyj. Wystarczająco dużo złego zrobiłeś (-aś). Umrzyj, zanim wymyślisz coś kolejnego. Odpowiedz Link Zgłoś
bbsbb każde klinięcie na slajd to nabijanie im kasy 10.12.11, 18:35 zmykam z tego portalu... Odpowiedz Link Zgłoś
viking2 W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 10.12.11, 19:03 A na domiar zlego, we wszystkich takich artykulach pojawia sie neologizm...nie, wroc! NOWOTWOR jezykowy "uprawiac seks". Ludzie, opamietajcie sie! Uprawiac, to mozna pomidory w ogrodku (nawiasem mowiac, probowalem i pomidorow, i seksu - jest miedzy nimi pewna znaczaca roznica....). Niechze wreszcie pojawi sie jakis kompromis, niech powstanie jakies sensowniejsze wyrazenie. Oczywiscie nie twierdze, ze trzeba nazywac wszystko najwulgarniejszym imieniem, jakie istnieje i niekoniecznie trzeba w prasie publicznej pisac o "ru...iu" czy "pie...niu", ale "uprawianie" seksu jest pozostaloscia po czasach, kiedy cala dziedzina byla tematem tabu, a wypowiedzi szeptano sobie na ucho gdzies po katach. Niechze zacznie sie to nazywac chocby "kontaktem fizycznym" - moze to i brzmi nieco zbyt klinicznie, ale IMO lepsze jest "przestali miewac kontakt fizyczny" niz "przestali uprawiac seks". I co zaczeli uprawiac? Pietruszke? Odpowiedz Link Zgłoś
xyaida2700 Re: W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 11.12.11, 10:25 Więc jak to określać? Kopulować? Znam ludzi, którzy zamiast "uprawiać seks" mówią "seksować się', czy to jest lepsze? Odpowiedz Link Zgłoś
traktorzysta Kto jeszcze ma wątpliwości? Miłość to iluzja ... 10.12.11, 22:53 szkoda tylko dzieci które z niej powstają bo muszą ryć w tym błędnym kole na tym łez padle. Odpowiedz Link Zgłoś
speranzoso Slajdy i całe zło świata 11.12.11, 00:04 Zastanawiam się, czy jest w ogóle możliwe, żeby oni z tych idiotycznych slajdów zrezygnowali. Wydaje mi się, że skoro je utrzymują, to to wciąż musi być opłacalne. Ile osób musi zacząć pisać w komentarzach, że nie czyta, by stały się nieopłacane? Ja konsekwentnie zamykam każdy artykuł, gdy orientuje się, że składa się ze slajdów, nawet gdyby temat bardzo mnie zainteresował. W ogóle ostatnio zauważam, że jakość artykułów na Gazecie, o WP i Onecie już nie wspominając, jest coraz niższa. Coraz bardziej prymitywne błędy językowe i ortograficzne (w stylu brak przecinka przed "który" - błagam!), dosłowne bezmyślne tłumaczenia z angielskiego, niesprawdzone fakty, tytuły mające przyciągnąć uwagę, a zupełnie nieprzystające do treści, promowanie sencjacji... Podsumowując: kiedyś byłem przeciwnikem tej idei, ale zaczynam poważanie myśleć, czy nie byłoby lepiej zapłacić jakąś małą sumę i mieć dostęp do dobrej jakości mediów w Internecie? Podobno na Słowacji powstała jakaś taka platforma, gdzie po jednorazowej opłacie można czytać różne gazety - i to normalne, pełne gazety, pisane przez prawdziwych redaktorów, bez reklam, bez głupstw. Podejrzewam też, że w takim miejscu poziom komentarzy byłby wyższy (bez ataków personalnych i obrażania się wzajemnie). ... Odpowiedz Link Zgłoś
grlt Precz z slajdami! 11.12.11, 02:12 DUR-NE SLAJ-DY, MU-SZĄ ODEJŚĆ! DUR-NE SLAJ-DY, MU-SZĄ ODEJŚĆ! [skandujemy na melodie zaśpiewki Leppera ; 'Balcerowicz musi odejść!' :) ] Odpowiedz Link Zgłoś
xyaida2700 Re: W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 11.12.11, 10:15 zakochałam się z wzajemnością jakiś czas temu w pracy w chłopaku, który mi się na początku w ogóle nie podobał, a nawet się go trochę bałam i unikałam. Stalo się to wtedy, kiedy okazało się, że oboje jesteśmy ofiarami mobbingu, iże mamy podobne poczucie humoru. Zjednoczyliśmy się przeciwko wszystkim, i zaczęliśmy się bardzo wspierać, a z innych totalnie ignorować. Wszyscy nas nienawidzili, a my mieliśmy niezłą zabawę, co innych bardzo irytowało. Źle się to dla nas obojga skończyło, ale w ogóle się nie zmartwiłam. Szkoda, że nie mogliśmy się z innych przyczyn bliżej zaprzyjaźnić, bo to był fajny kolega. Odpowiedz Link Zgłoś
artur737 W kim się zakochujemy, kogo lubimy? 11.12.11, 12:06 Wszystkim zycze wesloch swiat, ale tym co biora udzial w robieniu tych slidow ci sie je tak upiornie czyta to niech najgorsze plagi na nich spadna. Odpowiedz Link Zgłoś