Gość: martwy za zycia
IP: *.ericsson.net
03.06.04, 12:32
No wlasnie....
Dopadla mnie totalna deprecha. Jej przyczyna jest pewna niepozorna bakteria
nazywana Streptococcus B (beta) hemoliticus. Od 3 lat usiluje ja z siebie
wygonic. Z miernym skutkiem,
Ponadto okazalo sie ze ona dopadla tez moja dziewczyne. Ja mam ta bakterie w
pecherzu
moczowym, najprawdopodobniej w pecherzyku zolciowym, no i w zatokach
szczekowych.
Ona ma ja w pochwie. Dostala juz kilka serii antybiotykow i jak sie dzis
dowiedzielismy dalej
ja ma. Ja lecze sie juz od dwoch lat, bez rezultatu. Siedze sobie i pisze
czujac pieczenie
w podbrzuszu. Mam juz tego dosc. Zjadam mase antybiotykow, lekow na pecherzyk
zolciowy,
witamin, sztucznych i naturalnych, srodkow na podniesienie odpornosci i
diabli wiedza co.
Wydalem mase pieniedzy na lekarzy, sluzba zdrowia panstwowa olala mnie
zupelnie, wiec
probuje sie leczyc prywatnie. Dzwonilem do Wroclawia, gdy dowiedzialem sie o
leczeniu
przewleklych infekcji z uzyciem bakteriofagow, powiedzieli mi ze nie maja na
ta bakterie
srodkow. Wyglada na to ze nie pozostalo mi juz nic. Co dalej? Nie chce mi sie
juz wstawac
rano z wyrka. Dochodze do wniosku ze nie ma tego po co juz ciagnac.
Sorry w sumie za ten post, musialem sie wyzalic. Przed podjeciem trudnej
decyzji musze z
siebie to wykrzyczec.
martwy.