Gość: ula__
IP: *.chello.pl
15.07.04, 08:18
Zostałam dzisiaj wezwana przez lekarza na rozmowę w sprawie chorego, leżącego
w szpitalu brata. Miał właśnie być operowany - "wymiana" niedrożnej tętnicy
biodrowej. Niestety t e j operacji nie będzie! Zrobiono mu wczoraj Rtg
klatki piersiowej i lekarz powiedział:
"Nie możemy pana operować bo ma pan raka płuc!"
Czy samo prześwietlenie płuc pozwala kategorycznie stwierdzić że to napewno
rak? Czy każde zapalenie płuc pozostawia "ślady" na całe życie? Pamiętam że w
dzieciństwie przechodził poważne zapalenie płuc, był z tego powodu bardzo
długo w sanatorium. Ma 53 lata, dużo palił i nigdy wcześniej (w dorosłym
życiu) nie chodził do lekarza, jedynie na kontrolne badania których wymagała
jego praca (piekarz), ostatnie badania wykazały że przeszedł 2 zawały! Nikt o
tym nie wiedział! - teraz przyznał się że kilka razy miał duszności, poty,
żle się czuł, ale.....przeszło a on nie chciał martwić mamy! Mieszkam w W-wie
a On 100 km ode mnie w małym miasteczku, widujemy się często ale i mnie nic
nigdy nie mówił! Teraz jest w szpitalu w W-wie i ma tylko mnie!!!
Pół nocy przekonywałam go że to jeszcze nie wyrok,że zrobię wszystko co
możliwe żeby mu pomóc ale widzę że załamał się, choć jestem młodsza - zawsze
mi ufał i słuchał moich rad! Teraz widzę że mi nie wierzy, jest przekonany że
to już "wyrok"!
Rozmawiałam z lekarzem tylko telefonicznie, mnie tak stanowczo nie powiedział
że to napewno rak lecz "podejrzenie" i że musi go skierować na dalsze badania
gdzie indziej, jednak kazał mi dzisiaj przyjść na rozmowę. Boję się co tak
naprawdę usłyszę! O co pytać? Co dalej? Jak rozmawiać z bratem?
Pomóżcie, pocieszcie, jestem sama i jest mi strasznie smutno!
Dziękuję z góry za każde życzliwe słowo!