szklanapulapka2
26.05.14, 09:35
Witajcie. Próbowałam już zasiegnąć opinii na Zdrowiu Kobiety, ale tam jakoś nie mam szczęścia do odpowiedzi. Spróbuję tu - tu też wypowiadają sie kobiety:).
Pod koniec marca dostałam od lekarza zastrzyk depo provera. dodam, ze powodem były utrzymujące się od grudnia długie (10-14 dni) i bardzo obfite miesiaczki. Lekarz nie robił mi badań, poziomu hormonów, nic, tylko zlecił ten zastrzyk, bo stwierdził, ze to będzie dla mnie najlepsze, wyciszy pracę jajników, spowoduje sztuczną menopauze i wreszcie przestanę się męczyć. Z badań miałam jedynie usg, które wychodziło bez zarzutu.
Zastrzyk przyjęłam jakoś pod koniec marca. Już dwa tygodnie później pojawiło się plamienie (niby w czasie, gdy powinnam dostać okres), potem 3 dni przerwy, znów plamienie, a potem 26 kwietnia jak się "rozbujało", to trwa do dziś. Krwawiłam strasznie - ze skrzepami, 25 dni byłam sparaliżowana w domu, nie mogłam nigdzie sie ruszyć. Byłam u lekarza, który twierdził, ze endometrium mam jeszcze za grube (ok 1 cm) i muszę czekać, aż sie złuszczy do poziomu depo provery. No to czekałam. Nabawiłam sie anemii (hemoglobina 6.7), wykończyłam psychicznie i nerwowo. po prawie 3 tygodniach krwawień lekarz przepisał mi plastry systen 50 i to miało zatrzymać krwawienie. nie zatrzymało - może tylko troche osłabiło, ale niewiele.
W 25 dniu krwawienia zostałam skierowana na histeroskopię z łyżeczkowaniem, bo krwawiłam nadal, a, jak twierdził lekarz, endo się nie zmniejszało. Po zabiegu histeroskopii (jutro będzie równy tydzień) lekarze (5 było przy abiegu, więc dla mnie lepiej - mniejsze ryzyko pomyłki) stwierdzili, ze dziwna rzecz, bo endometrium cieniutkie, nie było nawet co skrobać. Owszem mocno krwawiło, obraz był więc mało wyraźny, ale wyłyżeczkowano co sie dało i materiał oddano na histopatologię.Mimo wszystko lekarze od razu powiedzieli, ze choroba nowotworowa (której, przyznam, bałam sie najbardziej) jest bardzo mało prawdopodobna. Raczej wygląda im to na zmiany menopauzalne. Lekarz, który mnie prowadził, przyznał, że nbiepotrzebnie dał mi depo proverę, bo ona tylko pobudziła bardzo cienkie i silnie ukrwione naczynka błony śluzowej macicy, do tak silnego krwawienia.
Jestem załamana. Niby super, że choroba rozrostowa prawie wykluczona, ale jednak ja cały czas krwawię i plamię, z różnym nasileniem. Os zabiegu nie mam już skrzepów i raczej nazwałabym to mocnym plamieniem, ale jedank nie miałam ani dnia przerwy.
Już sama nie wiem, co się dzieje. W piątek (3 dni po histeroskopii) byłam u lekarza, który przepisał mi znów plastry - tym razem systen sequi czy jakoś tak. Od tego dnia bowiem, trochę mocniej plamiłam. Piątek był jednak 28 dniem cyklu u mnie i w zasadzie powinnam dostać wtedy planowo miesiaczkę, więc.... moze to się nałożyło.
Jestem przerażona. Brałam cyclonaminę, hemorigen, plastry systen 50, miałam łyżeczkowanie, poten plastry systen sequi , teraz znów jadę na cyclonamienie i nic nie pomaga.
Czy to możliwe, ze będę tak krwawić do końca czerwca, dokąd depo provera będzie w moim organiźmie?? Czy naprawdę nie istnieją sposoby, aby to skrócić? Oszaleję, wykonczę sie psychicznie jak tak dalej pójdzie.
Wynik histopatologiczny będę miała za tydfzień we wtorek, ale skoro badało mnie tylu lekarzy i ich zdaniem to sprawy atroficzne, menopauzalne, to chyba wiedzą, co mówią.
No fajnie, ciesze się, ale ile można chodzić z podpaskami???????
Miał ktoś z was taki problem? Naprawdę nie istnieją na to żadne leki?? Te plastry, któe stosuję, to wg. mnie badziew nie z tej ziemi - konczę drugie opakowanie, a plamienio - krwawienie jak było tak jest....