burczykomar
11.08.14, 20:28
Jestem mężczyzną trochę po 30-tce, typowy facio pracujący w korporacji. Myślę, że potrafię radzić sobie z problemami życia codziennego i zwykle ,,biorę byka za rogi". Poza jednym: dentysta.
To może brzmi śmiesznie, ale mam niemal paniczny strach przed dentystą. Idę w skrajnej ostateczności, tzn kiedy boli nie do wytrzymania. W innych sytuacjach (jak np. wstawienie ułamanego zęba, albo wymiana starej plomby), zwykle odwołuję 5-6 wizyt zanim się zdecyduję.
Oczywiście wiem, że to nie boli (a jeśli już to minimalnie), wiem że tam nie zabijają, nie kroją żywcem na kawałki i że dla lekarza wymiana plomby albo usunięcie zęba to robota rutynowa jak diabli, ale jakoś nie potrafię się przemóc.
Ostatnio na przykład doszedł mi problem ósemki do wyrwania. I co? Chodzę raz na jakiś czas opuchnięty jak chomik, czasem boli, ale za żadne skarby nie pójdę wyrwać. Dzisiaj właśnie odwołałem bodaj 3-cią wizytę.
Co robić? :/