Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentuje...

IP: 217.153.134.* 02.09.04, 18:52
Myśle,że autorka ma rację. Zamiast o dysleksji lepiej pogadać o
niechlujstwwie językowym nauczycieli i rodziców. Słyszałem o przypadku , gdy
podczas dyktanda dziecko zamiast "ŁÓdź Kaliska" napisało "ućka liska". Tego
nie można nazwać dysleksją. Jak ten nauczyciel dyktował?!
    • aleksandra.p Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu 02.09.04, 23:47
      Nie jestem psychologiem, ani specjalistą od dysleksji, mam jednak dysleksję…
      Osobiście uważam, że jest coś takiego jak dysleksja, może nie powinno się to
      tak nazywać, bo jak wcześniej napisano- wszystkie problemy z czytaniem,
      pisaniem i w ogóle z nauką wrzuca się do jednego worka z etykietką- dysleksja.
      To wina psychologów, nauczycieli i rodziców, że nie potrafimy wyróżnić
      subtelnych różnic problemów i ich źródeł. Na pewno część problemów leży w
      zaniedbaniu nauki dziecka, w pewnych niedociągnięciach, ale tu także nie
      należałoby wrzucać wszystkich do jednego worka! Biedzenie się nad tym problemem
      pozostawiam specjalistom, i jestem przekonana, że już niedługo dowiemy się o
      innych chorobach ( jeżeli tak to można nazwać) zaczynających się od dys-. Wg
      mnie psycholodzy nie zadają sobie na tyle trudu, aby określić z czym dokładnie
      ma problem dane dziecko i z czym to może się wiązać. Indywidualny program
      wyrównawczy , dostosowany do każdego dziecka, tu widziałabym rozwiązanie!
      Problemu na pewno nie rozwiąże wręczanie zaświadczenia o dysleksji co 10
      dziecku ( co najmniej), ale znów nie wystawienie żadnego – może bardzo
      skrzywdzić i zmienić totalnie życie. Na szczęście, mi dano taką szansę. Cieszę
      się, że są ludzie ( zwykli nauczyciele i nie tylko) którzy, dostrzegają takie
      subtelne różnice i dają szansę osobie która … myśli trochę innymi
      schematami,wolniej, pamięta trochę słabiej, przekręca wyrazy i liczby… Cieszę
      się i bardzo dziękuję im! Nigdy bym bowiem nie była tym kim jestem teraz :D
      Pozdrawiam!
      • Gość: WM Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 11:13
        Komentarz p. profesor jest bardzo zdroworozsądkowy - to rzadkie u naukowców!
        Ale mądrzy ludzie już dawno spostrzegli, że w tym "dys" jest sporo mody i
        humbugu. Polecam czytanki.and.pl/zdolnosc.html
    • Gość: sajdżi Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 00:12
      Jak wszystkie ułatwienia (przywileje, itp.) w naszym kraju, również to dis-
      jest nagminnie wykorzystywane przez "troskliwych" rodziców. Załatwiają
      odpowiednie zaświadczenie i już dziecku jest łatwiej, a sami mają poczucie
      dobrze spełnionego obowiązku opieki rodzicielskiej. A zarazem jest to wygodna
      wymówka dla młodego człowieka: jestem dyslektykiem, więc nie muszę się starać.
      Apeluję do rodziców: pomagajmy swoim dzieciom, ale nie w ten sposób!!!
      • pia.ed Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu 03.09.04, 01:02
        Teraz stala sie modna dys-ortografia. Dzieciak nie nauczyl sie w drugiej
        klasie podstawowki, ze po spolgloskach piszemy "rz" (poza chyba czterema
        wyjatkami) i juz ma "dysortografie".
        Niedlugo powinna postac dys-tabliczka mnozenia, bo z tym u dzieciakow slabo...
        • Gość: calineczka Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.09.04, 01:10
          to sie nazywa juz dyskalkulia
      • Gość: mama dyslektyka Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.teleton.pl 03.09.04, 07:45
        do sajdźi
        Przepraszam bardzo, co to znaczy "załatwiają zaświadczenia" ? Naprawdę uważasz,
        że to jest tak łatwo "zalatwić" ? Byłaś/łeś kiedyś ze swoim dzieckiem w Poradni
        Psychologiczno Pedagogicznej ? Masz dzieci ? Czy Twoje dziecko spędziło wiele
        godzin na badaniach ? Nie w ten sposób mamy pomagać ? Przecież aby się
        dowiedzieć dlaczego dzieciak ma takie problemy trzeba iść do specjalistów.
        Właśnie w PPP (nie zawsze) powiedzą co się dzieje i ewentualnie poradzą jak
        pomagać, a czasami, ale to już nie za często sami tą pomoc
        zaproponują.Zdecydowana wiekszość rodziców dzieci dyslektycznych (jak zwał tak
        zwał) pomaga dzieciakom w domach, opłaca dodatkowe zajęcia, jeżeli oczywiście
        ich stać. A w 90% szkół zajęcia wyrównawcze to bajka. Mogłabym Ci o tym napisać
        książkę. Proszę Cię - nie używaj stereotypów. My nie "załatwiamy" tych
        zaświadczeń aby uścielić naszym dzieciom drogę płatkami róż, tylko aby im pomóc
        i niestety najczęściej jesteśmy jedynym żródłem tej pomocy.
        Jak wszędzie tak i tutaj napewno znajdą się krętacze, ale wierz mi żr tych
        zaświadczeń się nie kupuje i nie "załatwia". Często te dzieci są bardzo
        zakompleksione, ich niska samoocena jest chyba jedna z trudniejszych barier do
        pokonania, ponieważ są bardzo inteligentne i widzą "że coś jest nie tak". Wiesz
        jak czuje się takie dziecko po kilku godzinach rozmów z psychologiem (czasami
        psychiatrą) i pedagogami ?
        • Gość: Obserwator Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.energetyka.czest.pl 03.09.04, 08:37
          Chodzi o to że jak już po tych długich badaniach jak piszesz, dostaniecie to
          zaświadczenie to już potem sprawa z głowy.
          • Gość: a Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.proxy.aol.com 18.09.04, 00:21
            ktos napisal ze po badaniach i oswiadczeniu sprawa z glowy, nie!!! dopiero
            wtedy zaczyna sie ciezka praca, moj sym ma dysleksje i chociaz bardzo sie
            stara, i odrabia w domu lekcje o wiele staranniej i dluzej niz jego "normalni"
            koledzy, to on musi sie uczyc schematami i szybko zapomina. Dyskektycy to nie
            sa osoby z problemami edukacyjnymi ale szybcy "zapominacze" jesli mozna to tak
            okreslic. W celu zapamietania na dluzej, material musi byc uczony innymi
            metodami, i tutaj jest "pies pogrzebany", bo to wiecej pracy w szkole dla
            nauczycieli. Ja staram sie czytac na ten temat i naprzyklad taka mala
            podpowiedz, ze dyslektycy lepiej sobie radza z czytaniem tekstu w
            formacie "comic sans" i przynajmniej rozmiar trzcionki 12 .
        • Gość: Salou mamo dyslektyka - ile książek czytałaś dziecku ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 09:30
          Mam tylko dwa pytania do "mamy dyslektyka" :
          1) ile książek czytała dziecku, gdy było małe, a może opowiadała bajki swemu
          dziecku - czy poświęcała na to co najmniej 20 minut dziennie ? A jeśli tak, to
          czy przypadkiem nie opowiadała słowami "... kotecek wsedł na płotek i popatsył
          na piesecka ..."
          2) ile książek miesięcznie czyta (bądź czytało) jej dziecko w ciągu miesiąca ?

          Ad.1. Brak zainteresowania rozwojem intelektualnym dziecka we wczesnym wieku
          często prowadzi do problemów z mową a szczególnie do problemów z rozumieniem
          tesktu mówionego - szczególnie gdy "troskliwy rodzic" stara się mówić "na
          sposób dziecka" - sepleniąc itd.

          Ad.2. Normą dla ucznia 4,5 lub 6 klasy jest czytanie przynajmniej 5 książek
          miesięcznie (takich po 100-200 stron), w przeciwnym wypadku nikt nie ma szans
          na osiągnięcie biegłości w czytaniu (bo "repetitio mater studiorum est"). Tak
          samo czytanie pomaga również w poprawnym pisaniu - bo przede wszystkim dzięki
          czytaniu dziecko zapamiętuje wzorce gramatyczne i ortograficzne. Właśnie dzięki
          temu, kiedy czasem zrobię błąd ortograficzny to od razu go widzę - słowo
          napisane przed chwilą jest po prostu "jakieś dziwne" - niepodobne do tego, do
          czegu się przyzwyczaiłem podczas czytania książek.
          • Gość: ania Re: mamo dyslektyka - ile książek czytałaś dzieck IP: 195.117.108.* 03.09.04, 09:48
            Salou
            Mam dysleksję, moje starsze dziecko też ma , mam nadzieję, że najmłodsze nie
            będzie jej miało ...???, a także znam bardzo mądrych ludzi , którzy ją mają....
            Połknełam jako dziecko 4 biblioteki (przeczytałam prawie wszystko co w nich
            było) - czytałam i czytam prawie wszystko, od beletrystyki po opracowania
            naukowe. Na niewiele się to zdało - problem był i pozostał.
            • Gość: hawat Re: mamo dyslektyka - ile książek czytałaś dzieck IP: *.lublin.sdi.tpnet.pl 03.09.04, 13:27
              Huh, tez mam dysleksje i to ze czytam duzo, czesto i to ze od bardzo mlodego
              wieku nic nie zmienilo. Dzis koncze studia, nadal pisze jak pisze. Unikam jak
              ognia pisania odrecznego - poprostu mi wstyd.
              Najbardziej brak w polsce tolerancji, w tym tolerancji do takiej odmiennosci
              jaka jest dysleksja. Nikt z nas - dyslektykow - sie o nia nie prosil. Wolalbym
              naprawde jej nie miec, niz - jak to uwaza wiekszosc - "pujsc na latwizne" i
              wymachiwac papierkiem. Zazdroscicie? Myslicie ze to naprawde "latwiej" z takim
              papierem?
              Zycze kazdemu kto uwaza ze dysleksja to lenistwo zeby jego dziecko bylo wlasnie
              dzieckiem dyslektycznym. Moze wtedy zrozumieja jakie zycie potrafi byc
              wredne.Jak wiele pracy potrafi nie dac zadnych efektow. Jak przyjemnie...
              Poprostu nie umiec pisac.
          • Gość: mama dyslektyka Re: do Salou IP: *.teleton.pl 03.09.04, 13:26
          • truten.zenobi saolu - nie trafiłeś -pudło! 03.09.04, 15:54
            Mama mi dużo czytała ba znaczną część tych wierszyków znam do teraz na pamięć
            (o czym mogłem się ze zdziwieniem przekonać recytując je teraz swojemu dziecku)
            W podstwówce praktycznie lubiałem czytać i czytałem dużo. Tak więc zanim
            zacznieszkogoś krytykowć to lepiej prygotuj się do tematu, bo pouczanie innych
            to Ci dobrze wychodzi, gorzej ze związkiem z tematem dyskusji.
          • Gość: Alexa Re: mamo dyslektyka - ile książek czytałaś dzieck IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 03.09.04, 20:02
            Mam dyslekcje. Kiedy dorastalam nikt nie wiedzial co to takiego. Umialam
            czytac i pisac od 4 roku zycia. Od poczatku uwielbialam ksiazki. Jako
            nastolatek doslownie je "jadlam". Szybko sie zorientowalam, ze to co czytam
            nie dopowiada temu co inni czytaja (pomimo, ze byly to te same ksiazki). Moja
            wyobraznia podstawiala slowa ktorych w druku nie bylo. Dyslekcja jest
            schorzeniem komunikacyjnym - wiadomosc odbierana przez zmysly trafia do mozgu
            zdeformowana. Ja kompensowalam niezrozumialy zapis wlasna wyobraznia. Dlatego
            nauczylam sie czytac te sama ksiazke 2-3 razy.

            Twoj komentarz jest jak najbardziej nie na miejscu i swiadczy o twoim
            kompletnym niezrozumieniu sytuacji a moze braku tolerancji. Ja nie mam
            komfortu, ktory ty posiadasz, ze jak zauwaze slowo, ktore "wyglada dziwnie" to
            bede go w stanie poprawnie napisac jeszcze raz. I nie ma to nic wspolnego z
            brakiem treningu w czytaniu, bo wybacz ale jestem sie gotowa zalozyc, ze
            przeczytalam wiecej - i trudniejszych - ksiazek niz ty.
        • Gość: Paweł Z. Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 16.09.04, 09:28
          Mam znajomych psychologów, którzy pracują w takiej poradni.
          Chętnie wypisują zaświadczenia. Twierdzą, że szkoda narażać dziecko na stres.
          Dzieci mają mniej odporną psychikę od dorosłych. Problemy w szkole mogą
          skończyć się narkomanią czy samobójstwem.
          Osobiście uważam taką argumentację za zupełnie idiotyczną. Dziecko musi ciężko
          pracować, żeby się czegoś nauczyć. Niektóre dzieci mają - być może - gorzej.
          Ale z drugiej strony każdy ma też inną inteligencję. Idąc w stronę, w którą
          zmierza współczesna psychologia i pedagogika, niedługo będą wystawiane w
          poradniach zaświadczenia, że dziecko ma problemy z nauką, co będzie obligowało
          szkołę do rezygnacji wobec nieco z wymagań, które normalnie szkoła ma wobec
          ucznia. Prowadzi to do degradacji kultury - tej wyższej i tej codziennej.
          Szkoły będą zobligowane do wydawania pozytywnych świadectw bezmózgim
          dresiarzom, a synonimem uczestnictwa w kulturze stanie się wyjście do techno-
          disco lub do kina na sens "Nagiej broni LXII".
          Uważam, że świat zmierza w złym kierunku.
      • Gość: Elżbieta Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: 213.25.45.* 03.09.04, 09:31
        Muszę zareagować, bo jestem mamą dyslektyczki. To jest jednak dość poważny
        problem i trudno mi uwierzyć, że wina tkwi po stronie nauczających i rodziców.
        W moim przypadku podejrzewam skłonności dziedziczne po moim ojcu, który przez
        całe życie bardzo źle czyta ( "duka" ), źle pisze ( okropne błędy i silny
        nacisk - aż robi dziury ), mimo że jest inteligentnym człowiekiem,
        elektronikiem i cenioną "złotą rączką".
        Córka jest jedynaczką. Całe życie była pilnowana i zadbana. Miała bardzo
        dobrych nauczycieli w różnych szkołach ( m.in. w społecznej ) i wszyscy
        niezależnie od siebie zgłaszali ten sam problem : źle czyta ( dysleksja ),
        brzydko pisze ( dysgrafia )i robi okropne błędy ortograficzne mimo świetnej
        znajomości reguł ( dysortografia ). Nauczyciele opuszczali ręce z rezygnacją,
        gdy widzieli jej nieharmonijny rozwój ( wspaniałe wypowiedzi ustne, z pisania -
        jedynka ).Zapewniłam jej pomoc fachową, sama z nią ćwiczyłam ( jestem
        nauczycielką nauczania początkowego )i ... NIC. Córka dziś ma 20 lat i
        nadal "duka", ale jakoś robi studia.
        Nigdy nie używałam zaświadczeń z Poradni jako wymówki. Ale robią to inni
        rodzice. Zaświadczenie wyciągnęłam raz - przed maturą. Zrobiłam to tylko
        dlatego, że nagle pięć osób w klasie maturalnej córki "okazało" się
        dyslektykami i dostało taryfę ulgową. A ona miała kilka prawdziwych zaświadczeń
        zgromadzonych od pierwszej klasy szkoły podstawowej, to pokazała. Ale głupio
        się czuła, bo wszyscy myśleli, że oszukuje. Nie wolno uogólniać.
        Pozdrawiam.
    • Gość: debile oczywiscie ze dysleksja istnieje IP: *.client.comcast.net 03.09.04, 01:32
      i wiaze sie to zaburzeniami w krotkotrwalej pamieci. dlatego niektorym dzieciom
      "uczenie sie" czyli zapamietanie tekstu, dat, sprawia ogromna trudnosc. ten
      kretyn pan docent jest kompletnym idiota. debil, brak slow.
      • Gość: Salou o zaburzeniach pamięci krótkotrwałej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 09:35
        Skoro twierdzisz, że to wszystko jest spowodowane przez zaburzenia pamięci
        krótkotrwałej, to wyjaśnij mi jak to się dzieje, że błędy ortograficzne robię
        pewnie rzadziej niż raz na 1000 słów, po czym od razu je poprawiam widząc
        jakie "dziwne słowo" napisałem.
        A moja pamięć krótkotrwała jest na tyle dziwna, że prowadząc rozmowę
        telefoniczną potrafię odpowiadać na pytania rozmówcy, przeprowadzić pewne
        ustalenia a po odłożeniu słuchawki nie mam pojęcia jaka jest konkluzja tej
        rozmowy !
        • Gość: rosomak Re: o zaburzeniach pamięci krótkotrwałej IP: *.swic.dialup.inetia.pl 03.09.04, 11:10
          To, kolego mamy bardzo podobnie - ja też po przeczytaniu kiedyś paru (nastu)?
          tysięcy książek nie mam problemów z ortografią. I też nie pamiętam szczegółów
          odbytej przed chwilą rozmowy - to po prostu ten wiek, jeszcze nie strość, ale
          już pamięć nie ta...
          Ale wierzę, że są ludzie którzy myślą trochę inaczej i widzą świat nieco
          odmiennie - zdarza się geniusz mnożący w pamięci kilkunastocyfrowe liczby,
          który nie umie zawiązać sznurowadła.
          Więć - moim zdaniem, różne rodzaje dyslekcji istnieją, chociaż można po latach
          w większym lub mniejszym stopniu nad tą "dysfunkcją" zapanować.
          Natomiast niechęć do nauki i stosowania nabytej wiedzy to inna sprawa: 99 osób
          na 100 wyłancza światło, telewizor itp. zamiast je poprostu - wyłączyc.

          • Gość: mkot Re: o zaburzeniach pamięci krótkotrwałej IP: 217.153.179.* 03.09.04, 13:10
            Ja też przeczytałem kilka tysięcy książek, a problemy z ortografią mam nadal.
            Zostałem kiedyś zdjagnozowany jako "dys-...". Mam swoją prywatną teorje na ten
            temat, posłuże się przykłądem z trochę innej beczki...

            Krążyło takie zdanie po sieci kiedyś, w wersji angielksojęzycznej, spróbowałem
            je przetłumczyć na polski:

            "nuaokcwy uwoddonili ze aby tkest byl zoruzmilay wsytraczy psiac priwesza i
            otsanita lietre
            kzdaego wrazyu na opodwiednim miescju rszeta mzoe byc dwolonie porzpseatwaina"

            Ponieważ znam tekst, nie potrafię ocenić czy mi się dobrze udało odtworzyć
            efekt..
            Uogólniając i upraszczając: chodzi o to, że mózg koryguje pewne błędy w
            widzianym tekście do znanych wzroców poza moją świadomością, przez co nie
            dochodzi do mnie informacja że coś jest "dziwne". W takiej sytuacji czytanie
            ponowne tekstu i sprawdzanie wyrazu po wyrazie czy jest on aby na pewno dobrze
            napisany wymaga u mnie dużo większej koncentracji i wysiłku niż przeciętnie...

            • Gość: Alexa Re: o zaburzeniach pamięci krótkotrwałej IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 03.09.04, 20:07
              > "nuaokcwy uwoddonili ze aby tkest byl zoruzmilay wsytraczy psiac priwesza i
              > otsanita lietre
              > kzdaego wrazyu na opodwiednim miescju rszeta mzoe byc dwolonie porzpseatwaina"
              >
              > Ponieważ znam tekst, nie potrafię ocenić czy mi się dobrze udało odtworzyć
              > efekt..
              > Uogólniając i upraszczając: chodzi o to, że mózg koryguje pewne błędy w
              > widzianym tekście do znanych wzroców poza moją świadomością, przez co nie
              > dochodzi do mnie informacja że coś jest "dziwne". W takiej sytuacji czytanie
              > ponowne tekstu i sprawdzanie wyrazu po wyrazie czy jest on aby na pewno
              dobrze
              > napisany wymaga u mnie dużo większej koncentracji i wysiłku niż przeciętnie...

              SWIETNY PRZYKLAD! Brawo MKot!
    • Gość: Misiek Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.enterpol.pl 03.09.04, 02:42
      Jeśli ona ma rację, to niech coś napisze moją ręką:) Wtedy zmieni zdanie!
      • Gość: Alexa Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 03.09.04, 20:09
        Swietne porownanie.
    • Gość: Ganges Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.c153.petrotel.pl 03.09.04, 06:28
      A co powiesz o dykcji nauczyciela , jeżeli Uć Kaliska napisało tylko jedno
      dziecko w całej klasie?
      A co zosobami , które po kilku latach nauki czytania i pisania dalej mylą p i b?
      Inna sprawa, że większość zaburzeń uważanych za dysleksje daje się reedukować
      ale trwa to naprawdę długo.
      • kamaoka Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu 03.09.04, 09:28
        hmm... dorzuce swoje 2 grosze:)
        jestem siostra dyslektyka, moj brat jest ode mnie o 6 lat mlodszy, takze gdy on
        chodzil do przedszkola i zaczynal sie uczyc literek ja juz bylam calkiem duza i
        chcialam mu pomagac:) i wlasnie przy nim doszlam do wniosku ze nie nadaje sie
        na nauczycielke (co moi rodzice, nauczyciele, pzryjeli z ulga:P), ja po prostu
        nie rozumialam jak mozna nie przeczytac slowa "dom", jak mozna mylic literki b
        i d, mimo ciaglych tlumaczen ze "b" jest jak brzuszek i jest z przodu a "d" jak
        dupka i jest z tylu literki:P, sama wdalam sie w mame i uwielbiam czytac
        ksiazki, po prostu je polykam , aczkolwiek pryzznam ze w liceum troche
        przystoopwalam z czytaniem:(
        i nie wierze gdy ktos mowi ze dysleksji nie ma, bo ona jest i mam namacalny
        dowod ze takie cos istnieje - moj brat jest typowym przykladem uzyskania
        dysleksji, a mianowicie w czasie porodu stracil oddech, byl ratowany, ale te
        kilka (a podobno kilkanascie, mama sie nigdy nie doweidziala...) minut
        wystraczylo zeby pewne polaczenia w mozgu mu obumarly, czy etz staly sie
        wolniejsze
        moj brat zdal wlasnie do gimnazjum - na egzaminie mial 37/40 pkt - czyli
        dysleksja to nie jest choroba ktora sparwia ze dzieci sa glupsze, czy tez ze po
        otryzmaniu papierka o dysleksji przestajs ie starac, zeby zdobyc tyle pkt
        trzeba sie naprawde pouczyc:)
        moj brat nienaiwdzil czytania - szlo mu to z takim trudem ze baardzo szybko sie
        zniechecal, mama codzien przed snem mu czytala rozne ksiazki, az w koncu sam
        sie zaintersowal - najpierw Harrym Potterem, potem Panem Samochodzikiem - nie
        uwierzycie ale te dziecko dyslektyczne samo przeczytalo harrego pottera- ta
        ostatnia ksiazke jak i poprzednie, a przeciez sa to neizle cegly! a pana
        samochodzika tez szybko rozwalilo:) i stal sie dla nas cud - co prawda teraz
        znow mu sie nie chce czytac, ale wiemy ze nasze starania daly efekt - brat mial
        bardzo staranne pismo - teraz mu sie pogarsza, ale to chyab kazdy chlopak tak
        ma z tego co widze:P, normalnie czyta, nauczyciele chwala go za bystrosc,
        umiejetnosc wyrazania opinii, przemyslenia,
        jak to mowiecie "papierek" z PPP dal mu tyle ze nauczyciele wiedza ze z
        ortografia ma i ebdzie mial problem (choc systematycznie pisze lepiej dyktanda)
        a co do zalatwiania papierka - owszem sa takie praktyki, sama znam mnostwo
        takich "dyslektykow", ale coz, oto jest wlasnie polska i polacy - zawsze cos
        przekrecimy:( i nie mozna sie za to wyzywac na prawdziwych dyslektykach, ze
        ktos nagina prawo, bo papierek nie zwlania z nauki i musza o tym pamietac
        zarowno rodzice, jak i dzieci
        • kamaoka Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu 03.09.04, 09:34
          aha, moj brat oprocz typowuch objaw dysleksji w szkole ma klopoty z ruchem, nie
          ejst zwinny jak inne dzieci, choc dzieki pomocy taty, osiaga sukcesy juz takze
          w sporcie:)
          podsumowujac, dzieki pracy mozna wiele osiagnac, ale pewnych rzeczy sie nie
          przeskczy i musza to zrozumiec i tacy panowie docenci i nauczyciele i wreszcie
          spoleczenstwo
          • Gość: a Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.proxy.aol.com 18.09.04, 00:28
            to sie nazywa dyspraxia
        • Gość: Salou Kamaoka napisała jak się wyleczyć z "dyslekcji" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 09:55
          W poprzednim komentarzu Kamaoka napisała o tym, że jej młodszy brat miał
          dyslekcję i nienawidził czytać. Potem zainteresował się Harrym Potterem,
          przyczytał całą książkę, teraz czyta coraz więcej i "... systematycznie pisze
          lepiej dyktanda ...".

          Potwierdza się więc to, co napisałem we wszystkich swoich komentarzach w tej
          dyskusji:
          1. dyslekcja jest zwykle spowodowana tym, że się nie czyta (a nie odwrotnie -
          bo to tak, jakby ktoś twierdził, że nie przebiegnie 1000 metrów, bo nie umie
          biegać i jest "dysbiegaczem" - ale jeśli by zaczął powoli biegać najpierw na
          małych dystansach, to po krótkim czasie te 1000 metrów będzie dla niego
          drobnostką).
          2. jeśli dziecko nie lubi czytać "z powodu dyslekcji" to trzeba znaleźć
          książki, które go rzeczywiście zainteresują. Swoją drogą zastanawiam się, jaki
          jest udział procentowy dyslektyków pośród dzieci, które spędzają przed
          telewizorem po 6 godzin dziennie, a jaki pośród tych które telewizji nie
          oglądają w ogóle, tylko czytają książki.
          • Gość: Ada Re: Kamaoka napisała jak się wyleczyć z "dyslekcj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.04, 01:40
            Nie można wyleczyć się z dyslekcji. Ciężką pracą można oczywiście poprawić
            czytanie ,ortografię itd. ale tylko w ojczystym języku. Podczas prób nauczenia
            się innych, obcych języków szczególnie rosyjskiego (ze względu na litery, ktore
            nie występują w języku polskim) napotykamy na takie same trudności, które
            często są nie do przezwyciężenia. Jestem tego najlepszym przykładem. Dyslekcję
            w języku polskim przezwyciężyłam, osiągnęłam bardzo dużo. Obecnie jestem
            naukowcem pracującym poza granicami naszego kraju. Nauka języków konieczna dla
            mojego dalszego rozwoju była i jest dla mnie prawdziwą katorgą. Nikt, kto tego
            nie przeszedł i nie spotkał się z problemem dyslekcji w najbliższym otoczeniu
            nie zrozumie tego. Zastanawiam się ile więcej osiągnęłabym w życiu gdybym nie
            musiała się zmagać z dyslekcją. Nigdy nie korzystałam z taryfy ulgowej, którą
            zapawniają różne zaświadczenia, bo gdy ja zdawałam maturę to o czymś takim nikt
            nie słyszał. Uważam jednak, że może to pomóc dyslektykom w zdobywaniu kolejnych
            poziomów edukacyjnych.
        • bo1 Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu 03.09.04, 10:26
          kamaoka napisała:


          > i nie wierze gdy ktos mowi ze dysleksji nie ma, bo ona jest i mam namacalny
          > dowod ze takie cos istnieje - moj brat jest typowym przykladem uzyskania
          > dysleksji, a mianowicie w czasie porodu stracil oddech, byl ratowany, ale te
          > kilka (a podobno kilkanascie, mama sie nigdy nie doweidziala...) minut
          > wystraczylo zeby pewne polaczenia w mozgu mu obumarly, czy etz staly sie
          > wolniejsze

          Moja koleżanka ma dwóch synów. Jeden z nich w czasie porodu został
          przyduszony. Ma rozpoznane wszystkie możliwe rodzaje dysleksji z dysortografią.
          Ten dzieciak musiał włożyć nieprawdopodobny wysiłek, żeby opanować program
          szkolny. Lekcje odrabiał do nocy pod czujnym nadzorem rodziców i znajomych.
          Mnie przypadła w udziale pomoc w angielskim. Spróbujcie nauczyć dyslektyka tego
          języka! To kompletna katastrofa. Mimo zaświadczeń szkoła nie stosowała wobec
          niego jakiejś taryfy ulgowej, a i rodzice niespecjalnie o nią zabiegali, nie
          wykłócali się, bo było im głupio. Zawsze żal mi było tego dzieciaka, gdy
          widziałam, jak ślęczy nad lekcjami, podczas gdy jego koledzy bawią się na
          podwórku, jak męczą się z nim jego rodzice. Kto z bliska nie zetknął się z tą
          przypadłością, nie wie, jaki to horror.
          Jego brat nie ma najmniejszych kłopotów z nauką. Jest bardzo zdolny, ma świetne
          oceny w szkole i dużo wolnego czasu.
          Tak sobie myślę, jakie ogrome i długotrwałe konsekwencje może mieć pech przy
          porodzie. Króciutkie niedotlenienie mózgu...
      • Gość: Salou jak odróżniać litery "p" i "b" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 09:40
        Jeśli będziesz czytać ponad 30 stron dziennie (minimum jakie powinien spełnić
        uczeń 5-6 klasy podstawówki) to po pewnym czasie zaczniesz zauważać różnicę
        pomiedzy "pupa" a "buba" - tym bardziej, że te dwa słowa zwykle znajdują się w
        różnych kontekstach (które poznasz właśnie dzięki czytaniu).

        A jeśli chcesz stwierdzić, że czytanie to dla Ciebie męka, to pamiętaj,
        że "repetitio mater studiorum est".
        • Gość: Alexa Re: jak odróżniać litery "p" i "b" IP: *.dsl.emhril.ameritech.net 03.09.04, 20:32
          Niewatpliwie trenning pomaga. Sama wiem, ze odkad posluguje sie klawiatura do
          pisania, czesciej mi sie zdarza napisac - kiedy pisze reka - odwrocone e, k, f,
          p. Jednakze, opinia, ze trening _wylacznie_ pomoze zauwazac roznice pomiedzy
          podobnymi slowami jest ogromnie naiwne i nieco sadystyczne. Pomoga metodyki
          pisania i czytania dla ludzi z dyslekcja. Jest ich wiele, nie wszystkie
          dzialaja w kazdym wypadku ale nalezy sprobowac wszystkich.
        • Gość: nata Re: jak odróżniać litery "p" i "b" IP: *.boanxx17.adsl-dhcp.tele.dk 16.09.04, 23:28
          to nie jest taki proste jak Tobie sie wydaje , czytalam bardzo wiele ksiazek i
          pisalam wiele stron zadan domowych jak kazdy uczen ale ciagle a ma juz 34 lata
          sprawdzam czy nie pomylilam "p" z" b "co mi sie czeso zdaza , i uwiez mi
          czasami w ty wzgledzie "praktyka nie czyni mistrza "
    • Gość: ania Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja ??? IP: 195.117.108.* 03.09.04, 09:38
      Hmm... O dysleksji powinni mówić kludzie którzy ją mają - a nie niedouczeni
      teoretycy, którym się wydaje...
      Niestety , ja muszę z nią żyć.
      Choć nigdy nie miałam kłopotów z czytaniem, z pisaniem niestety mam. Musiałam
      włożyć o wiele więcej wysiłku w opanowanie bzdurnych wg. mnie regół
      ortograficznych (właściwie uczę sie na pamięć wyrazów obrazowo), a o
      interpunkcji nawet nie wspomnę.
      Efekty , no cuż w sam raz aby podważyć powyższe wypociny niedouczonej pani
      prof. dr hab. zamkniętej w swoim maleńkim światku z klapkami na oczach.
      Tak jak istnieje grupa niedopilnowanych dzieci i niedouczonych nauczycieli, -
      istnieje też DYSLEKSJA i jej pochodne.
      Pozdrawiam. Ania


      • Gość: Salou brawo Aniu - wiesz jak "leczyć dyslekcję" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 10:06
        Napisałaś, że jesteś dyslektykiem i by poprawnie pisać musisz uczyć się słów
        jak obrazków. Ja na pewno nie jestem dyslektykiem i nigdy nie byłem ale zdarza
        mi się popełniać błędy ortograficzne (co prawda dość rzadko) i wówczas od razu
        widzę, że "to słowo jakoś dziwnie wygląda" - bo dzięki czytaniu w podstawówce
        bardzo wielu książek zapamiętałem kształty słów (czyli "obrazki" - jak to
        napisałaś).

        Trzy lekarstwa na "dyslekcję":
        1. czytać
        2. czytać
        3. czytać

        PS. I oglądać mniej telewizji albo nie oglądać jej wcale (to zalecenie dla
        dzieci). Ja w dzieciństwie (tak do 6 klasy podstawówki) oglądałem:
        1. raz dziennie dobranockę (10-15 minut)
        2. kilka razy w tygodniu programy dla dzieci (30-45 minut)
        3. w niedzielę teleranek - 90 minut (jeśli dobrze pamiętam)
        i to wszystko.

        A teraz "zajęci rodzice" sadzają dzieci przed telewizorem po to by mieć "chwilę
        spokoju". Jeśli stwierdzisz, że takie są czasy to zastanów się, jak sobie radzi
        moja znajoma, która mieszka sama ze swoim synem (nie ma telewizora) i pracując
        na cały etat poza domem i mając dorywcze prace w domu - ma czas dla dziecka.
        Może dlatego, że nie spędza całych dni w sklepach, przed telewizorem oglądając
        telenowele itd
        • darth4 Re: brawo Aniu - wiesz jak "leczyć dyslekcję" 03.09.04, 10:25
          Gość portalu: Salou napisał(a):
          > Trzy lekarstwa na "dyslekcję":
          > 1. czytać
          > 2. czytać
          > 3. czytać

          Czy ty masz w ogóle dzieci ?
          A tym bardziej dzieci z takimi problemami ?
          Czy próbowałeś/aś kiedyś zmusić dziecko 8 letnie do :
          1. czytania
          2. czytania
          3. czytania
          przez choćby 2 miesiące ?

          Ja próbowałem ! Moje dziecko po tygodniu takiej cudownej rady bolała głowa i
          płakało z tego powodu. "Pokładało" się jak po dużym wysiłku i po 2 godzinach
          zmuszania do czytania padało i spało głęboko 4 godziny bez ochoty na tv czy
          nawet wyjście na dwór.
          Nie wiem czy naprawdę i jak mocno, ale żaden rodzic kochający swoje dziecko nie
          zamieni się w tyrana. Nie zamęczę dziecka tylko dlatego że musi pamiętać ile
          kości maja poszczególne kręgowce czy jakie są wszystkie państwa w Afryce i ich
          stolice ! Mam okazje obserwować dzieci w wielokrotnie pogardzanym systemie
          amerykańskim który kładzie nacisk na samodzielną pracę a nie na wpijanie do
          mózgu. I widzę efekty tego "słabego poziomu" nauczania. Jedna Pani lekarka z
          Doktoratem powiedziała mi że nie wie dlaczego tu taki niski poziom ( jej syn
          słabo sie uczył w Europie za to tu jest jednym z najlepszych ), ale widzi że to
          działa. Dzieci są nie zestresowane, kończą studia i ich dyplomy oraz
          umiejętności są poważane wszędzie na świecie , w odróżnieniu od niewielu
          polskich uczelni. Ona tego nie wie, ale jest za. Ja też. A nauczyciele problemy
          rozwiązują tu razem z rodzicami i żaden nie pozwoli sobie na dyskredytowanie
          ucznia. Świadectw o dysleksji też tu nie ma.
          Czy więc problem leży w dysleksji dzieci czy w nauczniu wg obecnego systemu ?
          Ty masz wystarczającą wiedzę ? Czy to rzecziwiście znaczy :
          > 1. czytać
          > 2. czytać
          > 3. czytać
          Nie sądzę.
          • Gość: rosomak Re: brawo Aniu - wiesz jak "leczyć dyslekcję" IP: *.swic.dialup.inetia.pl 03.09.04, 11:25
            darth4, a dlaczego próbowałeś dopiero z 8 letnim dzieckiem? Pojawiło Ci się
            nagle?
            1.Czytać należy dziecku 2 letniemu
            2.Czytać dziecku 3 letniemu
            itd.
            DUŻO czytać, na każdą prośbę - nie odpowiadać: teraz nie mam czasu pobaw się,
            albo obejrzyj bajkę w tv.
            Dziecko, któremu dużo się czyta, szybciej zaczyna samo czytać (samo się
            interesuje literkami, wystarczy trochę mu pomóc).
            Próba skłonienia do czytania i w dużych ilościach dopiero 8 latka, może myć
            beznadziejna i przynieść odwrotny skutek.
            • darth4 Re: brawo Aniu - wiesz jak "leczyć dyslekcję" 04.09.04, 01:35
              Gość portalu: rosomak napisał(a):
              > darth4, a dlaczego próbowałeś dopiero z 8 letnim dzieckiem? Pojawiło Ci się
              > nagle?

              A jakim cudem miałem wiedzieć że ma dysleksję ( jeśli ma )?
              Są różne szkoły psychologii małych dzieci. Jedne mówią żeby dzieci uczyć od
              małego bo im będzie łatwiej w szkole, a inne żeby tego nie robić bo sie będzie
              nudzić w szkole. Jako że nie miałem doświadczenia postawiłem na jedną z opcji.
              Wybrałem 2. Owszem zmieniał literki w klasie 0 i 1 ale istniała szansa że z
              tego wyrośnie ( tak mnie informowano ). Dopiero w 3 klasie sprawa się nasiliła
              a tak naprawdę za sprawą ... angielskiego. Wiecie o co chodzi.

              > 1.Czytać należy dziecku 2 letniemu
              > 2.Czytać dziecku 3 letniemu
              > itd.
              > DUŻO czytać, na każdą prośbę - nie odpowiadać: teraz nie mam czasu pobaw się,
              > albo obejrzyj bajkę w tv.
              > Dziecko, któremu dużo się czyta, szybciej zaczyna samo czytać (samo się
              > interesuje literkami, wystarczy trochę mu pomóc).

              Ty tak robiłeś prawda ? Czy znasz tylko z teorii ? Otóż czytałem, różne
              książki, nawet bajki La Fontainea jako ciekawe. Nigdy nie odsyłałem !!!
              Kocham swoje dzieci i chcę żeby miały jak największe szanse w życiu. Nie olałem
              więc tego !
              I powtarzam, dziecko jest bardzo zainteresowane światem, opinia pedagoga i
              psychologa :jego inteligencja jest ponadprzeciętna, czytanie samodzielne które
              jest konieczne w szkole to klapa. Czy mam mu czytać wszystkie lektury ? To może
              lepiej zacznę go uczyć wszystkiego w domu ? Chodziły mi takie myśli po głowie.
              Dodam że ja już w zasadzie mam coraz mniejszy problem ( dzieci w połowie
              gimnazjum ) ale chciałem bronić rodziców którym niektórzy zarzucają że za mało
              robią albo ZAŁATWIAJĄ opinie. Z mojego punktu widzenia to bzdury. Żaden rodzic
              nie chce krzywdy dziecka. Jeśli nawet załatwia opinię to dlatego że NAUCZYCIELE
              też sobie nie poradzili i rozkładają bezradnie ręce do ... rodziców.

              Ja kurde usłyszałem ... "zróbcie coś państwo z dzieckiem" od nauczyciela !!!
              A niby co miałem zrobić ja który się nie znam ?
        • truten.zenobi ja bardzo dużo czytałem i nic... 03.09.04, 15:37
          Ja bardzo dużo czytałem i nic to nie dawało. Nauczyciele się dziwili jak to
          możliwe że dzieciak który lektóry szkolne "zaliczał" w jeden miesiąc wali tyle
          byków. Tak więc nie ma cudownego środka, a jeśli chciałeś wykazać swoją
          wyższość to "pudło". Co więcej potrafię ten sam wyraz pisać za każdym razem
          inaczej. Tak więc jeśli ktoś chce mnie pouczać niech najpierw pozna temat bo
          przerobiłem wiele "tradycyjnych" sposobów i nic na mnie specjalnie nie
          działało. :\
        • Gość: a Re: brawo Aniu - wiesz jak "leczyć dyslekcję" IP: *.proxy.aol.com 18.09.04, 00:36
          Wiec radze
          1. czytac
          2.czytac
          3.czytac
          w zrodlach a nie wydawac opini, ktore sa tylko poparte niezrozumieniem i
          brakiem szacunku dla tych co nie potrafia sie uczyc powszechnymi metodami, co
          nie znaczy ze sa leniwi czy mniej inteligentni.
      • darth4 Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja ??? 03.09.04, 10:12
        Nie wiem dlaczego tak łatwo wskazujecie jako winnych "załatwiania" zaświadczeń
        rodziców dzieci z tzw. dysleksją. Ja mam syna z tzw. dysleksją. Sam nie
        wierzyłem że ją ma i nadal nie wiem czy dysleksja to rzeczywiście zaburzenia
        czy lenistwo dziecka.
        Myślę że tego nie wiedzą także naukowcy badający ten problem, ale okazuje się
        że niektórzy "geniusze" tutaj na forum ich przebijają wiedzą o tym problemie
        chociaż pewnie specjalistami od niczego nie są. No cóż, to widać prawdziwi
        geniusze od wszystkiego, którzy mogą oceniać rodziców i ich dzieci.

        No więc próbowałem pomagać dziecku wszelkimi sposobami. Dzieko siedziało
        codziennie od 8 do 14.30 i bardzo często od 17 do 20 nad lekcjami.
        Moim zdaniem 10 letnie dziecko pracowało CIĘŻEJ NIŻ WIELU DOROSŁYCH.
        Nauczyciele temat OLEWALI tłumacząc że oni mają dużo innych dzieci ( prywatna
        szkoła i 16 dzieci w klasie !!!! ) i nie mogą zaniżać poziomu zwalniając
        program. To nauczyciele wysłali mnie do pedagoga i psychologa.
        Poszedłem więc i tłumaczę że moim zdaniem dziecko jest ok. ale ja nie umiem
        zmusić go BARDZIEJ do nauki ( jestem tylko rodzicem bez wykształcenia
        pedagogicznego co nauczyciele zawsze skwapliwie zauważają ), a nauczyciele nie
        mogą bo ... nie chcą.
        W każdym razie nie chcę zaświadczenia !!!
        Chcę aby ktoś mi pomógł i poradził jak zmusić dziecko do nauki !!!
        Pedagog i psycholog przeprowadzili badania i stwierdzili że dziecko choć ma
        iloraz inteligencji sporo ponad przeciętną to jednak ma dysleksję i
        zaświadczenie mi wystawią czy chcę czy nie.
        Wziełem je do szkoły i pokazałem nauczycielom żeby wiedzieli że ich wysiłków z
        moim "tumanem" nie olewam tylko doceniam ich pracę. Ale poprosiłem aby
        próbowali ONI jednak nie olali i próbowali czegoś moje dziecko nauczyć jak
        normalne.
        Nauczyciele widać jednak doszli do wniosku że mają "wolne" bo dzieciak ma
        dysleksję więc nikt im nie zarzuci że to ONI NIE UMIEJĄ UCZYĆ. Tak więc to
        nauczyciele wykorzystali takie zaświadczenie a nie ja do cholery.
        Stanęło na tym że było jak jest. Nauczyciele uczą jak uczą, dziecko powoli
        dojrzewa i dysleksja jakby trochę mniejsza, ale zaświadczenie ma ( szkoła po
        jakimś czasie automatycznie poprosiła abym się zgłosił po przedłużenie ).
        Być może Dyrekcja może się tłumaczyć z gorszych wyników przed Kuratorium.
        Nie wiem.
        Ja jestem prosty rodzic, nie mam wykształcenia pedagogicznego ( co dają mi
        często do zrozumienia nauczyciele podczas sporów o podejście do ucznia ), w
        ogóle jestem pewnie burak.
        A szkoła jest szkoła z całym szacunkiem i jest od tego żeby uczyć. Chyba więc
        nauczyciele powinni wiedzieć jak nauczyć mojego "dyslektyka" i innych 10 %
        dyslektyków aby mieli dobre oceny.
        Czy może nie ?

        A teraz niech jakiś durny ciul napisze że my rodzice to tylko czychamy na
        zaświadczenia o dysleksji aby mieć z głowy starania o nasze dzieci, bo nam one
        wiszą i ich przyszłośc także. No ... który z "geniuszy" jest taki głupi ?
        • Gość: rosomak Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja ??? IP: *.swic.dialup.inetia.pl 03.09.04, 11:34
          Darth, ja nie CZYHAM na błędy ortograficzne, ale chyba sam masz dysleksję
          (dysortografię).
          A ja dalej zgadzam się z Salou - dzieciom należy czytać od najwcześniejszych
          lat - problem dostrzeżony dopiero w szkole kończy się dysleksją, a może możnaby
          temu zapobiec - czytając dużo dziecku we wczesnym dzieciństwie i później.
          • Gość: MR NIE KAŻDY MUSI MIEĆ MATURĘ! MATURA COŚ GWARANTUJE! IP: *.chello.pl 03.09.04, 12:16
            Nie może tak być, że każdy GŁĄB (tak się inaczej określa TUMANA, czylinie
            nadążającego za PRZECIĘTNYMI wymaganiami programu MINIMALNEGO) może żądać na
            podstawie ZAŚWIACZENMIA, a nie umiejętności, świadectwa MATURALNEGO, którego
            posiadacza przecież NIE WOLNO EGZAMINOWAĆ z przedmiotów maturalnych przy
            przyjmowaniu do pracy. Szkoła wydająca świadectwa absolwentom, którzy "NIE
            POTRAFIĄ ZE ZROZUMIENIEM PRZECZYTAĆ PROSTYCH ZDAŃ" to
            jest instytucja oszukańcza.
            Doszło do tego, że byki ortograficzne uważa się za "UROCZĄ WADĘ".
            I dlatewgo pełno tego jest w pismach urzędowych, w podpisach rysunków
            satyrycznych (NP MLECZKO), a nawet w TYTUŁACH TELEWIZYJNYCH.
            Yakie osoby powinny dostawać świadectwo ukończenia szkoły, ze stosowanymi
            ocenami.
            Koniec z socjalistycznym podejściem, że "każdy jest stworzeniem bożym" i musi
            mieć takie same papiery, aby go nie skrzywdzić.
            A krzywda pracodawcy i klientów się nie liczy?!
            NA ŚWIADECTWIE POWINIEN BYĆ ODNOTOWANY FAKT UWZGLĘDNIENIA ZAŚWIADCZENIA
            LEKARSKJIEGO O DYS-...
            MR

            NMWQHTCYJXJW@spammotel.com
            • Gość: jaśkamama Re: NIE KAŻDY MUSI MIEĆ MATURĘ! MATURA COŚ GWARAN IP: *.3vnet.pl 03.09.04, 17:46
              A jakże tam z maturą u szanownego Pana. Po Pańskim stylu i ortografii doprawdy
              trudno orzec jakąż to szkołę szanowny Pan skończył. Mój bystry i inteligentny
              syn, który pracuje na swoje oceny znacznie ciężej niż przeciętny uczeń, mam
              nadzieję nie spotka nigdy na swej drodze tak wyrafinowanego znawcy tematu
              dysleksji i socjalizmu jak Szanowny Pan.
          • darth4 Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja ??? 04.09.04, 01:38
            Gość portalu: rosomak napisał(a):
            > Darth, ja nie CZYHAM na błędy ortograficzne, ale chyba sam masz dysleksję
            > (dysortografię).

            Absolutnie NIE. Jesli tu robię czasem bład wynika to z pośpiechu. Ale gdyby
            nawet , to co ?

            > może możnaby temu zapobiec - czytając dużo dziecku we wczesnym dzieciństwie i
            później.

            Może i można. To właśnie jest pytanie a nie twierdzenie. Gdyby diagnoza była
            stawiana w 1 roku życia, to może i możnaby. To własnie próbują wyjaśnić
            naukowcy. A rodzice ... to tylko rodzice.
        • Gość: barbara Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.04, 10:37
          Drogi darth4 przeżyłam te same problemy co ty.Nauka w domu z moim synem trwała
          od rana do nocy. Stres jakie przechodziło moje dziecko i ja, gdy wymagałam
          odrobienia wszystkich lekcjii, był przeogromny. Skończyło się to ostrą nerwicą
          moją i jego. Syn poprostu nie był w stanie wykonać wszystkich prac wymaganych w
          szkole.Efektywnie był w stanie pracować tylko 15 minut.Musiałam robić długie
          przerwy między zajęciami..Zrozumiałe ,że nie robił wszystkiego. Nie przejmuj się
          nauczycielami. Ty jestreś jego jedynym przyjacielem i wsparciem. Warto popstarać
          się o prywatnego terapeutę zajęciowego, który pomoże twemu dziecku pokonać
          przeszkody. SZkoła i nauczyciele niejednokrotnie nierozumieją waszych problemów.
          OLej ich. Weż zaświadczenie, z poradni. Zdobądź wiedzę o dysleksjii i spokojnie
          zgodnie z rytmem i możliwościami syna uczcie się. Najważniejsze dla niego jest
          to,ażeby nauka stała się radością, ażeby osiągnięcia nawt te małe były
          doceniane. Szkoła i nauczyciele są niejednokrotnie niekompetentni. Jesteście
          dla nich problemem, którego najlepiej się pozbyć. Jeżeli płacisz to możesz
          wymagać. Wiedza o problemie i konkretne wymagania poparte m.inn. zaświadczeniami
          może soś dadzą?! Trzymaj się. Wierz w siebie i swoje dziecko. Takie problemy ze
          szkołą jak twoje, to niestety jeszcze codzienność.
    • Gość: bar-barka Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.09.04, 13:16
      Dysleksja jako wypadkowa dziedziczenia oraz zaisniałych urazów jest czymś co
      można jedynie poprzez,trening i indywidualnie dobrane metody pracy z dzieckiem
      jedynie zniwelować. Zgadzam się z przedmówcą, ża aby dobrze czytać, trzeba
      czytać (samemu), ale w wypadku dyslektyka jest to kwadratura koła.Trud wkładany
      w czytanie, zwłaszcza w początkowej fazie nauki,brak szybkich efektów w nauce
      czytania, oraz bariery spowaodowane ignorancją otoczenia, bardzo często
      procentują zniechęceniem i awersją do nauki jako takiej. Wykucie na pamięć
      regółek ortograficznych, czy wielokrotny trening w pisaniu ortograficznym, nie
      dają rezultatu. Dysortografik nie potrafi trwale zastosować wspaniale znanych
      zasad w praktyce. To nie jest wina w metodyce pracy z dzieckiem, on taki jest.
      Dyslektyka trzeba poprostu zaakceptować,stymulować jego umiejętności i wymagać
      od niego tyle ile może z siebie dać. Sama jestem dyslektyczką i matką dyslektyka.
    • truten.zenobi Potrzeba nam więcej takich fachowców 03.09.04, 15:23
      nie mam i nie miałem problemów ze wzrokiem, niemam i nie miałem problemów ze
      słuchem (i mam w miarę dobry słuch muzyczny), jeśli chodzi o koncentrację to
      jakoś na innych przedmiotach nie miałem z tym problemu, o wiele więcej
      pracowałem nad poprawną pisownią niż moi rówieśnicy. Co jeszcze Pani Profesor
      może wymyślić?
      Czy nie jest to takie myślenie życzeniowe, jeśli problem jest zbyt
      skomplikowany, i nie znam poprawnego rozwiązania to może lepiej udawać, że
      problemu nie ma?
      Nie moge się zgodzić, że kłopoty z nauką czytania i pisania mają jedynie
      kulturowe podłoże, bo większość kolegów z klasy by miało też takie problemy a
      nie tylko ja jeden. Jednak tradycyjny sposób nauki może pogłębiać te problemy i
      według mnie tu tkwi problem, bo nauczyciele albo tylko zwiększają iloś zadań
      albo traktują ucznia jak debila, a nikt nie chce zmienić swoich metod (i
      przekonań).
      A taka postawa jak Pani jest według mnie bardzo szkodliwa, gdyż znajduje
      usprawiedliwienie dla braku wiedzy i lenistwa nauczycieli, co niestety kończy
      się pozostawieniem uczniów i rodziców samych sobie z problemem, który ich
      przerasta, i który dla wielu uczniów kończy się tragediami życiowymi!
      • lanka do Rosomaka i Salou 03.09.04, 16:33
        Jeszcze parę lat temu też mogłabym powiedzieć, że dysleksja to wymyślona bzdura
        i że trzeba czytać, czytać , czytać. Oczywiście nie dziś, kiedy mam syna 11
        letniego dyslektyka, V klasa.
        Ja sama łykałam książki do tego stopnia, że jak rodzice kazali gasić światło to
        wchodziłam pod łóżko z latarką i czytałam do świtu.
        Ja czytałam dziecku od kiedy pamiętam, śpiewałam też - uwielbiał to i robię to
        do dziś. Wieczorem się przytulamy i czytam mu książki. Tak 11
        letniemu "koniowi", teraz wprowadzam , że on 1 rozdział i ja 1 rozdział, a
        było że on 1 kartkę i ja 1 kartkę.
        On przyznał się , że jak sam czyta to nie rozumie.
        Zaczęło się w przedszkolu, nie był w stanie przeliterowac wyrazu, co wydaje się
        takie proste cebula c-e-b-u-l-a, wychodziło c-e -l-u-b-a (lub podobnie)wszystko
        tylko nie cebula. Sylaby były OK.
        Podstawówka I-III akurat trafił na panią co lubiła pracować na kartach pracy,
        mało dyktand, tylko gotowe dyktanda gdzie wstawia się literki ó lub u, robił
        błędy, ale tak do przeżycia.Czytał "średnio na jeża" pomagałam mu ćwiczyć,
        angielski , niemiecki - pracowałam z nim (prosty materiał) dużo pamięciówki
        mniej pisania.
        IV klasa - lodowaty prysznic, normalny polski z normalnym polonistą, normalne
        dytkanda, pierwsze samodzielne wypracowanie. Przezyłam szok - nie wiedziałam,
        że można w języku polskim pisać fonetycznie!! nie ma pokłócić jest pogócić,
        pogucić i więcej tak dziwnych rzeczy, że nie wiadomo skąd się coś takiego
        bierze.Nie widzi różnicy ś-si. Przy tym potrafi powiedzieć wszystkie zasady
        pisania ortograficznego!
        Pisownia niemieckiego i angielskiego- tylko ja wiem ile trzeba się
        nakombinować, żeby wytłumaczyć jak pisać i jak wymawiać wyrazy i jak nauczyć.
        Żeby to tylko były blędy ortograficzne. Mój syn nie potrafił się skoncentrować
        na swoim czytaniu, na lekcjach również, a weszły historia i przyroda.
        Nauczyciele mówili, że nagle gdzieś odpływał i nie było go duchem w ogóle na
        lekcji.W domu wszystko od poczatku z nim robiłam. A do klasówek uczył sie
        ustnie, ja czytałam. Matka dziewczynki z klasy pracownica z ppp, zaciągnęła
        mnie do siebie na testy itd. Wyszło, że ma zaburzoną analizę wzrokową, z
        syntezą słuchową też coś nie tak, słaba pamięc świeża.Dysleksja. Ogólnie
        rozwinięty, inteligentny, bogaty zasób wiadomości wszystko super tylko coś nie
        tak.
        Ja też nie mogłam sobie wyobrazić panie Salou, że patrząc na wyraz i czytając
        książki - widzimy bląd i go po prost poprawiamy.Tu nie działa pamięć wzrokowa.
        Ja nie pracuję - dziecko moje nigdy nie ślęczało przed telewizorem, nigdy nie
        był fanem komputerów, od 6 roku życia chodził na kółko plastyczne, na szachy
        (nie potrafił się koncentrować), czynnie uprawia sport i na szczęście tu jest
        dobry
        Poradniki mówią o prawej półkuli i lewej półkuli, różne bzdury mniej i bardziej
        naukowe. Syn miał średnią 4,9. Wie Pan jak cieszyłam się z wakacji, a wie Pan
        jak boję się nowego roku. Nie wie Pan i się nie dowie, chyba że będzie Pan miał
        dziecko z dysleksją z którym będzie się Pan uczył od początku całego materiału.
        • lanka Re: do darth4 03.09.04, 16:43
          darth czy czytałeś ksiązkę Warszewskiego "jak wyleczyłem dziecko z dysleksji"
      • Gość: jaśkamama Re: Potrzeba nam więcej takich fachowców IP: *.3vnet.pl 03.09.04, 17:53
        Na miły Bóg, nauczycciele też mają dzieci z dysleksją i też się pałują z innymi
        nauczycielami. Nie jesteśmy jednorodną grupą debili i ćwoków. Od kilku lat
        szukam informacji w fachowych pedagogicznych pismach jak pomóc dziecku z
        dysleksją w nauce języka angielskiego (skończyłam nauczanie początkowe i
        kolegium językowe). Nie ma prawie żadnych informacji na ten temat, więc do
        wszystkiego dochodzę sama. Tak jest też z innymi przedmiotami. Część
        nauczycieli naprawdę chce pomóc ale nie wie jak. A część ich przełożonych nie
        wierzy w dysleksję ale każe im coś robić żeby się władza nei czepiała.
        • truten.zenobi Re: Potrzeba nam więcej takich fachowców 06.09.04, 11:37
          Gość portalu: jaśkamama napisał(a):

          > Na miły Bóg, nauczycciele też mają dzieci z dysleksją i też się pałują z
          innymi
          >
          > nauczycielami. Nie jesteśmy jednorodną grupą debili i ćwoków.

          Wiem o tym i przepraszam Ciebie i wszystkich innych nauczycieli z prawdziwego
          zdarzenia, którzy poczuli się trchę urażeni moją wypowiedzią.

          Mój krytyczny stosunek wynika z tego, że ucząc się w różnych szkołach 14 lat
          (nie wliczając okresu studiów) nie trafiłem na żadnego nauczyciela, który
          chociaż troszkę wiedział jak mi pomóc (aczkolwiek wielu mi pomogło po prostu
          przymykając oczy na moje błędy, zeszyty, itp). A z drugiej strony skołę
          skończyłem jakieś 12 lat temu, w tym czasie zaczęto dużo mówić i pisac o
          dysleksji - ja wiem że częstosą to tylko ogólniki i jak potrzebna jest
          konkretna wiedza to trudno do niej dotrzeć. Ale w dalszym ciągu można spotkać
          wielu nauczycieli reprezentujących (w najlepszym wypadku)poglądy zbliżone od
          pani profesor (która jak widać na codzień chyba nie zajmuje sie dysleksją ale
          ex katedra wie lepiej).
          Na innym forum miałem wątpliwą przyjemność dyskutować z nauczycielem chwalącym
          sie dwoma dyplomami, Chełpiącym się swoją wyższością nade mną i innymi głupimi
          i leniwymi uczniami. Tylko że zamiast jakich kolwiek argumentów potrafił tylko
          odnosić się do innych jak do małych dzieci i to wszystko. I niestety takich
          nauczycieli jest więcej.
          Czasami brakuje tylko prostej zyczliwości. A ten problem pewnie nie dotyczy
          tylko dyslektyków ale i innych dzieci mających rózne problemy z uczeniem.
          (udzielałem swoim kolegom korepetycji z matemetyki i wiem że czasami wystarczy
          dostosować tempo uczenia lub zmienić sposób tłumaczenia aby ten "całkowity
          głąb" zaczoł sobie sam radzic z matematyką)
    • edytas1 Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu 03.09.04, 16:46
      Twoja wypowiedź świadczy o całkowitej nieznajomości tematu, a już pytanie o
      sposób dyktowania dauczyciela świadczy tylko o nieuctwie, zdaje się że
      przespałeś w szkole lekcje o upodobnieniach językowych. Proponuję, aby piekarze
      wypowiadali się na temat mąki, rolnicy - uprawy ziemi, a ty mądralo biegiem do
      książek douczyć się treochę na jakiś temat, zanim zabierzesz głos
      publicznie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: jaśkamama Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.3vnet.pl 03.09.04, 17:34
      Uwielbiam gdy osoby które nie mają pojęcia o biologii mówią, bakterii nie ma bo
      ja ich nie widzę a osoby, które nie mają pojęcia o temacie wypowiadają się na
      temat dysleksji "dysleksji nie ma bo jak tak uważam". Tak się składa, że moja
      pierwsza córka nauczyła się czytać gdy miała cztery lata a syn, który jest w
      pełni sprawny intelektualnie i był wychowywany w ten sam sposób (wczesny
      przyjazny kontakt z książką i dużo uwagi z mojej strony) od początku zdradzał
      dziwne objawy - późno zaczął mówić, nie lubił patrzyć na pismo nie rozróżniał
      kierunków i generalnie źle radził sobie już w przedszkolu. Jeśli nie ma. Jako
      mamie jest mi obojętne czy pani profesor nazwie to zespołem sprzężonych wielu
      zaburzeń czy tak jak to jest nazywane w nomenklaturze "dysleksją" (specyficzną
      trudnością w opanowaniu umiejętności czytania i pisanie utrzymującą się pomimo
      prawidłowego rozwoju intelektualnego, prawidłowego środowiska rodzinnego oraz
      prawidłowego postępowania pedagogicznego). Wiem i jako mama dfziecka z
      dysleksją i nauczyciel, że poziom wiedzy na ten temat jest żenująco nieski
      zarówno wśród rodziców jak i wielu nauczycieli (oraz profesorów). Aby pogłębić
      swoją wiedzę proponuję poczytać publikacje profesor Marty Bogdanowicz lub
      witryny internetowe typu ldonline albo schwablearning a dopiero potem zacząć
      się mądrzyć na temat niedouczonych nauczycieli. Niektórzy z nich próbują
      właśnie upowszechniać swoją wiedzę na ten temat wśród różnych takich co to wią
      lepiej
    • Gość: wiedźma czym różni się kot od konia IP: *.aster.pl 03.09.04, 23:19
      zastanówcie się, czy czytając słowo "kot" rozkładacie je na poszczególne litery
      bądź głoski i potem dopiero składacie w całość (tak uczone są dzieci w szkole),
      czy postrzegacie od razu całe słowo
    • Gość: nie dys Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.bchsia.telus.net 04.09.04, 06:57
      Od pewnego czasu w polskiej mowie przyjala sie, nie wiadomo skad, zamiana
      mianownika na wolacz odnosnie imion wlasnych i nie tylko, n.p. zamiast:
      Stach mowi sie Stachu
      Rysio "-----" Rysiu
      gosc "-----" gosciu
      Przerazajacy jest fakt, ze ta choroba staje sie epidemia w naszym kraju,
      atakuje rowniez ludzi wyksztalconych.Czy to jest dysleksja narodowa? Uszy bola
      sluchac a nie wypada pouczac pania doktor lub pana inzyniera. To juz nie wina
      rodzicow ani nauczycieli to wtorny analfabetyzm.
    • Gość: sobota Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.poczta.okay.pl 04.09.04, 09:39
      Mysle ,ze autorytet pani profesor po tym artykule znacznie ucierpi.Sa pewne
      cechy juz u malego dziecka pozwalajace przewidziec przyszle klopoty.Moj syn w
      wieku 4 lat wykazywal ociezalosc fizyczna - bal sie szybkiego ruchu,mial
      klopoty z okresleniem co blizej co balej,nie rozroznial dzwiecznosci spolglosek-
      mowil "piala rypa." W wieku 6 lat mial badania w kierunku dysleksji.Ja tez mam
      dysleksje wiec wiedzialam w czym rzecz. Od zerowki byl pod opieka poradni psych-
      pdag.W 4-tej klasie jeszcze probowano nauczyc go glosnego czytania-nie dalo
      rady.Teraz jest w klasie maturalnej ,jest dobry we wszystkim prucz j.polskiego
      i angielskiego.
      Od prawie 20 lat zbieram informacje o dysleksji.Na ten temat odbywaja sie
      sympozja naukowe na calym swieci.Twierdzic ,ze nie ma czegos takiego jak
      dysleksja moze tylko ktos kto ma niepelna informacje na ten temat.
      • Gość: dzaga moda z ameryki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.04, 16:25
        tam po prostu lekarze sa chorzy na szmalec ... kolejna pewnie bedzie moda na
        dawanie dzieciom niegrzecznym lekarstw uspokajajacych /w usa nagminne/
    • Gość: Piękna_Włoszka Re: Nie ma czegoś takiego jak dysleksja - komentu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 00:39
      Dysleksja istnieje,a psycholodzy stwierdzający jej (wystepowanie/bądź nie)
      znają się na rzeczy.W tamtym roku byłam na badaniach w Poradni Pegagog.-Psych.
      gdyż podejrzewano u mnei dysortografię...DYSORTOGRAFII nie stwierdzono! Czyli
      takiego papierka nie dostaje każdy!Nigdy nie miałam w klasie kolegi,ani
      koeżanki dyslektyka,ale gdy poszerzyłam swoją wiedzę na ten temat
      zrozumiałam,że to nie są żadne fanaberie leniwych głupków...Żeby dostać
      oświadczenie o dys. trzeba przejśc przez masę testów...między innymi tych na
      inteligencję...Oczywiście znajdą się leniwi spryciarze,którzy dla większych
      forów na lekcjach i egzaminach polawirują w przychodni(znam nawet takiego
      jednego kolesia) i dostaną papierek.Ja nie chciałam oszukiwać,ale cieszę się,że
      zostałam wysłana na badania...Myslę,że dopiero po głębszej analizie tego
      zaburzenia można je lepiej zrozumieć.Pani profesor sili się na orginalność,ale
      mnie nie przekonała.
Pełna wersja