mat.223
05.03.18, 20:19
Witam
3lata temu się przeprowadziłem, od pierwszej zimy (2l.temu) zaczęły się problemy. Bardzo mocne wypadnie włosów, sucha, wędząca skóra głowy, ogólnie włosy na głowie to siano. Po pierwsze zimie bardzo, bardzo mocno przerzedziło mi włosy na głowie (przez lata nigdy nie miałem problemy z włosami, skórą głowy, problem pojawił się pierwszy raz po kilku miesiącach od przeprowadzki, głownie po pierwszej zimie). Do tego od czasu do czasu suchość w ustach. Zmierzyłem wilgotność była bardzo niska, poniżej 30%, zacząłem nawilżać mieszkanie, uszczelniłem, gdzie się dało, ale tak naprawdę efektów specjalnie nie widać. Każdej zimy jest coraz gorzej, teraz jest po prostu koszmar. Może włosów mniej leci, ale lecą nadal, skóra głowy nadal sucha, nie widać poprawy. Skóra głowy często jest już wysuszona chwilę po umyciu, włosy nadal lecą. Natomiast coraz większy problem z jamą ustną, tej zimy jest po prostu dramat - piekący język, dziąsła, brak śliny kompletnie, po prostu jakiś koszmar. Co może być przyczyną? Odrzucam choroby etc., bo... sprawa dotyczy wszystkich domowników w mniejszym lub większym stopniu, a nawet psa (zniszczona sierść, wypadająca, ciągłe mlaskanie z braku śliny, a zawsze miał ładną sierść. Teraz podobnie może traci mniej sierści, ale natomiast problemy w pysku ma ogromne). Nie mam już pomysłów co to może być? W mieszkaniu cały czas jest lekki przeciąg, którego nie potrafię wyeliminować, czy to może powodować takie wysuszenie? Zniszczenie włosów, brak śliny? I stąd, że ten przeciąg jest cały czas to tak wpływa na stan organizmu? Wykluczam choroby, bo nie jest raczej prawdopodobne by dotknęło to wszystkich i także psa. Ewidentnie też widać, co już wyłapałem, że pogorszenie w kwestii śliny, suchości ust, pogarsza się u mnie mnie więcej w tym samym momencie, gdzie jest to też widoczne i słyszalne u psa, co chyba jeszcze mocniej potwierdza przypuszczenie, że problem jest na zewnątrz, a nie w środku.
Tylko gdzie może być ten problem konkretnie? Od roku utrzymuję wilgotność w mieszkaniu na poziomie minimum ok.35% (ostatnie dni faktycznie mniej, gdy zrobiło się zimno, jednak fakt faktem, że przez cały rok nie spadało poniżej 40%), a mimo to nie ma praktycznie żadnej poprawy, w kwestii suchości w ustach jest nawet gorzej... Uszczelniłem ściany przy listwach, przy ścianach która mają kontakt z zewnętrzem, uszczelniłem drzwi, także przy oknach, ale jak widać mimo podniesienia poziomu wilgotności nadal jest źle... Nie wiem już co jeszcze można zrobić? Jest to wrażenie tego przeciągu, ale skąd on i jak go wyeliminować? Czy warto zasłonić chłodną ścianę, która ma kontakt z zewnętrzem np. meblami? Co to coś może pomóc? Szlag mnie trafia w tym mieszkaniu. Nie wiem czy faktycznie w dobrym kierunku szukam rozwiązania problemu? Bo w sumie jeśli idzie o włosy to problem jest też latem, niby wtedy wilgotność jest ok, z suchością w ustach jest lepiej, ale nie widać tak samo jak z włosami, by lato jakoś pomagało, sprawiało że się poprawia. Sam próbowałem różnych rzeczy, tak by nawilżać skórę głowy, ale nic, kompletnie nic nie pomaga, ewidentnie widać, że nic nie pomoże dopóki nie znajdę tej zewnętrznej przyczyny i się z nią nie rozprawię.
Będę wdzięczny jeśli ktoś coś napisze.