cerialia
05.05.18, 14:33
Witam. Mam 20 lat i dużo zastanawiających na tyle objawów, by się nimi podzielić w nadziei, że znajdę jakąś radę, odpowiedź, która mnie może prawidłowo ukieruje na odpowiednie działanie. Z góry przepraszam za niecodziennie długi wywó, ale postanowiłam opisać wszystko, co ostatnio było, aktualnie i zawsze wzbudza we mnie niepokój. Ogólnie często nie choruję, rzadko mnie coś boli. Ostatnio poważniej zachorowałam w grudniu. Również dokuczało mi wiele dziwnych objawów, ale na szczęście wszystko się wyjaśniło pod koniec miesiąca. Zaczęło się od bólu prawego oka rano, bez opuchnięcia, żadnego jęczmienia, po prostu ból, narastający, z czasem nieznośny, strasznie męczyłam się samym mruganiem. Szybko stwierdzono bakteryjne zakażenie, przepisano mi maść oraz krople i chyba po tygodniu stosowania mi przeszło. Tuż po tym, gdy się z tym uporałam, a był to pierwszy tydzień grudnia, zaczęłam odczuwać ból gardła, prawego ucha, byłam osłabiona. Bodajże noc pôźniej zaczęła swędzieć mnie głowa po prawej stronie i wyczułam dwa duże, twarde zgrubienia po obu stronach szyi, dwa nad prawym obojczykiem i dwa nad lewym. Byłam przerażona, bo nigdy wcześniej niczego takiego nie wyczułam, a może nie pamiętałam, w każdym razie okazało się, że to węzły chłonne. Następnego dnia szybko pobiegłam do lekarza, zwłaszcza, że zaczęły się nasilać takie grypowe objawy, oprócz bólu głowy. Poszłam do naprawdę dobrego lekarza, ale nie zdiagmozował nic konkretnego. Niestety nie pamiętam jakie leki i na co wtedy dostałam, ale na pewno dostałam skierowanie na usg węzłów i badania krwi. Usg zrobiłam pierwsze i okazało się, że są sporo powiększone, ale też mają dziwną strukturę. Lekarz stwierdził, że na 99,9% nie są to zmiany nowotworowe, ale potrzeba jeszcze tych badań. Okazały się w porządku i gdy już odetchnęłam, nasiliło się swędzenie skóry głowy po prawej stronie (krosty) i na szyi po tej samej stronie nagle wyskoczyła piekąca, momentami nawet kłująca, bolesna wysypka, jakby kąsał mnie rój bąków. Byłam wykończona. Kolejna wizyta u lekarza. Stwierdzono półpaśca. Lekarz przy okazji pytał o moje nerwy, czy prowadzę stresujący tryb życia, czy doświadczam takich sytuacji, ale nie. Mogę powiedzieć, że jestem takim życiowym luzakiem. Mam często podwyższone ciśnienie, zwłaszcza źle czułam się podczas wf-u w liceum, kołatania, chrypka, bóle w klatce, chodziłam swego czasu do kardiologa, mimo że od zawsze miałam słabą kondycję, więc zalecał więcej ruchu, mniej stresu, dietę, nie stwierdzono nadciśnienia i nie leczę się na takie sprawy, choć czasami chciałabym wziąć coś na uspokojenie. Bywa, że np. zbyt głośne rozmowy doprowadzają mnie do szału, tzn. tak się denerwuję, aż się trzęsę, czuję gulę w gardle i muszę wyjść. Ale to zdarza się może raz na kilka miesięcy. Raz na kilka miesięcy również dokucza mi ciągnący ból lewej ręki z drętwieniem, trwa przez max. 3 dni i nie ma po nim śladu. Wracając, lekarz na półpaśca przepisał specjalne antybiotyki, maść na krosty. Pojawiła się gorączka, dopiero przy ok. 39 stopniach po raz pierwszy pojawił się ból głowy, zaraz po niej rano biegunka. To była tragedia, atakowało mnie co mogło. Przyjmowałam dużo leków i w końcu wszystko przeszło. Od stycznia miałam spokój, czułam się bardzo dobrze. Aż do połowy kwietnia. Ze dwa tygodnie temu zaczęło się od osłabienia, nadmiernej senności, które było i za chwilę mijało. Potem dołączyła suchość w gardle, chrypka, wzięłam jakiś ibuprom i przeszło. Później przyszedł katar i byłam już bardziej osłabiona niż wcześniej. Lejący, potem nie lejący, zatkany nos, leżałam w łóżku, nie szłam do lekarza, wzięłam ibuprom, sudafed i raz przechodziło, raz się nasilało, przez co 2 razy poszłam na uczelnię, a potem znów siedziałam w domu. W któryś piątek poczułam się zdrowa jak koń, sprzątałam, biegałam, wszystko super, aż do nocy. Położyłam się do łóżka z bardzo dokuczającym bólem prawej nogi, jednak udało mi się zasnąć. Rano również go poczułam, ale nieznacznie, dopiero gdy wstałam i trochę pochodziłam zaczęła boleć mnie tak, że miałam ochotę sobie ją uciąć. Dosłownie. Na szczęście przeszło po jakichś 5 minutach. Potem siedziałam długo w samochodzie, trochę chodziłam i gdy wróciłam do samochodu, trochę posiedziałam poczułam rwący ból prawego barku/ramienia, który trwał kilka sekund i przestawał. Z czasem czułam go częściej i bardziej, że kombinowałam z pozycjami siedzenia, by znaleźć taką w której by mnie nie bolało, prostowałam, zginałam, ból promieniował. W którymś momencie przybrał jeszcze na sile aż zaczęło mnie uciskać w klatce piersiowej, na prawą stronę właśnie od mostka i promieniowało do ramienia tak, że ciężko mi się oddychało. Po godzinie musiałam wziąć przeciwbólowy, który na chwilę pomógł, a potem osłabiona położyłam się i ciężko było mi znaleźć pozycję, w której by mi to nie dokuczało. Chwilowa poprawa, aż do obiadu. Nie mogłam jeść prawą ręką. Potem znów poprawa. Wzięłam kolejny przeciwbólowy i było coraz bardziej w porządku. Z bólem, bo ciągle byłam bardzo osłabiona. Po kilku godzinach, przy niewielkim bólu ramienia, zaczęło mnie mdlić, drętwiały mi obie nogi, chwilami palce obu rąk. Zaczął mnie boleć lewy dół kręgosłupa, tuż przy pośladku. Przez chwilę dokuczał mi taki ból prawego oka jak ten przed półpaścem, ale szybko zniknął. Czasem mocno zabolał mnie też prawy pośladek. Przed kilkoma dniami jeszcze odczuwałam bóle stóp. Wtedy chyba też mi trochę dokuczały. Poszłam z tym do lekarza, który przepisał mi DicloDuo Combi i wypisał skierowanie na rtg kręgosłupa, tych bolących odcinków. Zrobiłam je natychmiast, ale jeszcze czekam na opis. Leki zdały się pomóc, do wczoraj czułam się całkiem nieźle. Bóle nóg, drętwienia, prawej ręki, strony klatki nie wróciły. Wczoraj w nocy natomiast pojawił się trochę inny do wcześniejszego ciagnący ból ręki, tym razem lewej i głównie przedramienia, nie przechodzi. Nie boli przy dotyku, jedynie, gdy naciskam dół lewej pachy, w okolicach żeber. Ból pach również pojawiał się wcześniej, nie pamiętam czy obu na raz, ale z prawej chyba też wcześniej był. Czasem dokuczają mi bóle łydek. Na nogach zauważyłam pojawiające się siniaki. Nawet niedaleko pachwiny. Nie wiem skąd. Po wczorajszej kąpieli zauważyłam również na lewej nodze takie fioletowe pajączki (żyły?), dobrze widoczne, których wcześniej nie zauważyłam. Zawsze biorę gorące prysznice, więc czasem widuję czerwone plamy, ale takich rzeczy nie widuję. Potem zniknęły i widzę siniaki, poza tym zadrapania, ukąszenia komarów i czerwone kropki po poparzeniach od pokrzyw, w które wczoraj weszłam. Mam wrażenie, że często mam problemy z równowagą. Nie stosuję zbyt zdrowej diety, przymierzam się, bo mam trochę nadwagi. Mam także zepsute ósemki, które chcę w najbliższej przyszłości wyrwać. Mam nieregularne miesiączki, czasem prawidłowo co miesiąc, czasem co dwa, a nawet trzy, czasem zamiast niej pojawia się jedynie kilkudniowe plamienie. Jednak trwają normalnie do 7 dni, są obfite, ale nie bez przesady. Nie towarzyszy mi nigdy jakiś szczególny ból podbrzusza. Zawsze, także teraz mam spory apetyt. Nie zauważyłam utraty wagi. W miarę dobrze śpię. Dwa dni temu natomiast budziłam się kilka razy w ciągu nocy, wstałam wyspana o 5, a godzinę póżniej znow zasnęłam i to był jedyny taki przypadek. Niezbyt przepadam za światłem słonecznym, drażni mnie, nienawidzę upałów. Zwykle jestem dziwnie zmęczona i chcę siedzieć w domu. Przypuszczam, że połowa objawów może być spowodowana ostatnimi z wymienionych czynników, ale ogół nie daje mi spokoju i desperacko szukam przyczyny. Chciałabym wiedzieć, czy może ktoś może miał podobnie, czy mogą być to powikłania po przebytych wcześniej chorobach, cokolwiek. Niewiedza czasem jest straszna. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam.