RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!!

    • wlodekbar Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 02.03.05, 00:55
      W przychodni dziennikarskiej w W-wie przyjmowal kiedys (zagrypionych etc.
      pacjentow) lek. med. MACIEJ MOGIELNICKI. Wszyscy mowili, ze uchodzi za WZIĘTEGO
      chirurga-onkologa. Nawet ja kiedys zagrypiony do ambulatorium poszedlem, i
      powiedzialem mu, ze tak o nim mowia, zas on mi na to (byl b.
      sympatyczny),odparł: 'Staram sie'.

      Naturalnie owe dyzury 2 x w tygodniu w ambulatorium przy ul Foksal byl dla
      niego dodatkiem (nb. wczesniej przyjmowal tam jego ojciec; on przejal po ojcu
      paleczke).
      Nie wiem, ale moze dr Mogielnicki pracowal w Centrum Onkologii? - cos mi tak
      kolacze po glowie.
      Ale moze najlepiej zapytac w SDP - Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich -
      Oddzoal Warszawski? MOzna wpisac nazwe i znalezc kontakt.
      Pomoglem tyle, co moglem:)
      • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 05.03.05, 21:05
        DZIĘKUJĘ :) zainteresuję się :)
        • olkaaaa Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 09.03.05, 20:52
          susia a możesz mi napisac jakie miał objawy twój ojciec jak wykryto u niego
          raka przepraszam że pytam może to być trudne ale bardzo prosze
          • Gość: Nastka Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.05, 10:40
            Sorry, że się wtrącam, ale chcę ci przekazać to co wiem - początki są
            bezobjawowe, bardzo często sam chory nie ma pojęcia, że ma nowotwór, nic go nie
            boli. A kiedy lekarze już wykryją nowotwór, to jest on w zaawansowanym stadium
            choroby. U mojej mamy przez przypadek go wykryli, bo miała kołatania serca.
            Zaczęli od badań serducha i nic nie wykryli, więc wysłali ją na gastroskopię.
            Tam wykryli, że "chyba " ma wrzód. Pobrali wycinek i trzy razy dwali go do
            badań histopatologicznych, zanim wpadli na to, że to nowotwór.
            • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 11.03.05, 05:49
              Pragne tez sie podzielic swoimi wiadomosciami. Moj syn ma bialaczke a wiec
              problemy ludzi z rakiem zoladka sa mi sila rzeczy bliskie.

              Uwaznie przeczytalem caly watek. Moj syn choruje przeszlo 1,5 roku i wiem co
              przezywaja najblizsi chorego, wiec calym sercem jestem z toba. Z niektorymi
              opiniami niezbyt sie zgadzam, ale uwazam, ze nawet niezbyt trafnym opiniom
              przyswiecaly szlachetne intencje. Jesli cokolwiek mogloby to pomoc, to podziele
              sie z toba swoimi doswiadczeniami, ktore zaczely sie z dniem choroby mojego
              syna. Wraz z moja zona przeczytalismy wiele ksiazek i w sumie zebralismy
              tysiace roznych opinii. Probowalismy wielu roznych naturalnych kuracji
              (niektore z nich znalazlem w tym watku). Oczywiscie, ze zgadzam sie z wieloma
              opiniami, ale w pierwszych miesiacach stosowania nie mialo to wystarczajaco
              pozytywnych wynikow. Moj syn caly czas jest poddawany chemioterapii, ktora
              bardzo oslabia organizm i stosowalismy rozne naturalne kuracji, zeby wzmocnic
              jego uklad odpornosciowy.

              Od okolo roku po namowie znajomych znajomych, zaczelismy kuracje produktem,
              ktory jest otrzymywany z aloesa. Blizej mowiac jest to wyciag osmiu cukrow z
              aloesa, ktore powoduja w krwi selekcje komunikatywna miedzy krwinkami.

              Pisze z pamieci i byc moze zle cos sformulowalem - prosze nie miec mi tego za
              zle. Wiem jednak jedno - od roku czasu organizm syna wyraznie sie wzmocnil.
              Wciaz jest poddawany chemioterapii.

              Zapewne zastanawiacie sie, co ma wspolnego bialaczka z rakiem zoladka. Wszyscy
              ludzie chorzy na nowotwor maja jeden problem - organizm jest wyniszczony a
              uklad odpornosciowy organizmu jest mocno oslabiony. Najwazniejsza rzecza jest
              wiec wzmocnienie ukladu odpornosciowego organizmu.

              Wkrotce napisze ciag dalszy.

              Pozdrawiam wszystkich
            • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 11.03.05, 13:21
              czesc Olkaaa, te objawy, ktore opisuje Nastka, u mojego taty byly podobne.
              zaczelo sie jakos w listopadzie - grudniu (tato cale dnie pracowal, wiec w
              sumie my, tzn. rodzina, nie bylismy w stanie ich zaobserwowac). Tato chodzil do
              pracy na 6 (wtedy mysmy spali), wracal ok. 22. Duzo schudl (to bylo widoczne),
              jakos na poczatku grudnia zaczal mniej jesc. Bolal go zoladek, miewal gorzko w
              przelyku i/lub czeste zgagi i - jak sie okazlo - mial krew utajona w kale. W
              koncu grudnia jego zoladek nie przyjmowal juz niczego - tato zwracal nawet
              plyny. Nie pomogly przepisane przez lekarza maaloxy, rennie i WSZYSTKIE inne
              reklamowane tego typu produkty.
              Niestety z rakiem zoladka jest tak, ze mozna uznac go za wrzody zoladka (objawy
              takie same praktycznie), a kiedy zaczynaja sie bolesnosci, swiadczy to o jego
              ostatnim - wyniszczajacym organizm stadium choroby :(
              31 grudnia tato mial badania robione w IOnkologii na obecnosc markerow - nie
              wykryli takowych, a niecale 3 tyg pozniej okazalo sie, ze rak jest nie do
              wyciecia z przerzutami :|
              nie wiem, co o tym myslec :(
              pozdrawiam serdecznie!
              • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 12.03.05, 02:22
                Wczoraj troche rozpisalem sie o aloesie, poniewaz wiem, ze jest dostepny w
                Polsce i uwazam, ze bardzo wzmacnia system odpornosciowy. Jednakze jest tylko
                lekiem pomocniczym w proponowanej przeze mnie kuracji.

                Zasadniczym lekarstwem na raka nie tylko zoladka zoladka jest specyfik. ktory
                odkrylismy z zona dzieki mojemu znajomemu, ktory wedlug amerykanskich lekarzy
                nie powinien zyc juz od conajmniej 4 lat. Lekarstwo to nie jest znane w
                Europie. Nie mam zamiaru opisywac jego zalet, nie wymienie tez nazwy, bo to
                wygladaloby jak kryptoreklama. Poza tym lek ten nie ma certyfikatu na Europe, i
                dopiero od kilku lat jest na rynku amerykanskim (tzw lek nowej generacji).
                Rynek amerykanski ma to do siebie, ze lek wyprodukowany nie w wielkim koncernie
                potrzebuje kilkunastu lat, zeby sie przebic na rynek.

                Chcialbym przeslac ci to lekarstwo. Zadnych pieniedzy za to nie oczekuje.
                Jedyne, czego od ciebie oczekuje jest to, zebys napisala UCZCIWIE, czy twojemu
                ojcu pomoglo czy tez nie. Jezeli jestes tym zainteresowana, prosze o jakis
                kontakt. Lekarstwo otrzymasz po tygodniu. Sok z aloesu zalatw we wlasnym
                zakresie. Uwazam, ze sok z aloesu - to jest to najlepsze, co mozez dac ojcu
                teraz, przed wlasciwa kuracja.

                Pozdrawiam i zycze zdrowia tobie i ojcu.
                • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 12.03.05, 10:14
                  jestem pod wrazeniem... nie wiem, co powiedziec.. oprocz, oczywiscie DZIEKUJE!!!
                  moj adres mozna znalezc na stronie www.socius.prv.pl
                  czekam z niecierpliwoscia na info :)
                  pozdrawiam serdecznie!
                  • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 13.03.05, 04:01
                    Susiu, sprawdz poczte i odpisz. Mam kilka pytan o stanie zdrowia twojego ojca.
                    Byc moze ten watek czytaja tez inne osoby, ktore maja raka zoladka lub ich
                    bliscy. Tak wiec chcialbym wiedziec czy uwazasz, ze pytania te powinienem
                    zadawac na tym forum czy tez prywatnie - mailem?

                    Pozdrawiam

                    • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 13.03.05, 10:26
                      Czesc!
                      Odpowiedz na maila juz poszla :)
                      A co do innych osob, to nie przeszkadza mi to, zebys pytal o stan mojego taty.
                      Jezeli innym to cos pomoze - prosze bardzo :) zadnych przeciwskazan.
                      I jesli ktos zechce porozmawiac prywatnie, poprosi o maila czy inny kontakt na
                      tym forum :)
                      Dzieki jeszcze raz za pomoc!:)
                      • Gość: olkaaaa Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.chello.pl 13.03.05, 10:49
                        bardzo wam współczuje ja 2 lata temu straciłam tate rak w okolicach gardła
                        przełyku nawet dokładnie nie wiem i teraz tak panikuje że ktoś jeszcze
                        zachoruje ja może mój chłopak tfuu takie mam mysli straszne własnie przez tę
                        chorobe bo i babcia zmarła na raka .mama na serce i tak mozna powiedzieć
                        zostałam sama i tak przeraźliwie boje sie tej choroby przepraszam że mówie o
                        śmierci bo wy walczycie z chorobami naprawde wam współczuje wiem co czujecie
                        • Gość: AnnaJ Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 13.03.05, 13:08
                          Gość portalu: olkaaaa napisał(a):

                          > bardzo wam współczuje ja 2 lata temu straciłam tate rak w okolicach gardła
                          > przełyku nawet dokładnie nie wiem i teraz tak panikuje że ktoś jeszcze
                          > zachoruje ja może mój chłopak tfuu takie mam mysli straszne własnie przez tę
                          > chorobe bo i babcia zmarła na raka .mama na serce i tak mozna powiedzieć
                          > zostałam sama i tak przeraźliwie boje sie tej choroby przepraszam że mówie o
                          > śmierci bo wy walczycie z chorobami naprawde wam współczuje wiem co czujecie
                          Przedewszystkim olkaaaa musisz opanować swój stres i zdenerwowanie bo twoja
                          panika naprawdę może spowodować ciężką chorobę. A ponadto aby się uspokoić
                          winnaś odwiedzić lekarza onkologa-genetyka i przedstawić swoją sytuację.
                          Prawdopodobnie zastosuje badania profilaktyczne, ktore mogą wyeliminować twoje
                          obawy a to pozwoli tobie spokojnie zasypiać i wieść spokojne życie. Bo stres to
                          najgorszy doradca a i chowanioe głowy w piasek też niczego nie daje bo i tak
                          resztę widać.


                          • znachor99 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 13.03.05, 19:53
                            Bardzo ciekawi mnie czy susia rzeczywiscie otrzyma to lekarstwo. Na dwoje
                            babcia wrozyla. Czy ktos z dalekiej ameryki wyda bezinteresownie swoje dolary?
                            Polonia amerykanska nie slynie raczej z rozrzutnosci a z drugiej strony
                            rzeczywiscie pod wzgledem medycyny i farmakologii USA wyprzedza Europe o
                            kilkadziesiat lat.

                            Ciekawi mnie tez czy ojciec susi dozyje tego dnia, bo jezeli susia zgodnie z
                            radami forumowiczow szprycuje go nafta, sokami z surowego ziemniaka, itd, to
                            mam pewne watpliwosci. Ja chociaz na zdrowie nie narzekam, od samego soku z
                            ziemniakow dostalbym skretu kiszek a od nafty wyrzygalbym swoja watrobe.

                            W kazdym badz razie z uwaga bede sledzic przebieg wydarzen i ewentualnej
                            kuracji.
                            • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 13.03.05, 21:34
                              Szanowna susiu.

                              Dziekuje za adres. Mysle, ze droga leczenia twojego ojca jest juz wytyczona.
                              Nie mniej jednak musze zadac ci kilka podstawowych pytan a mianowicie - czy w
                              kale twego ojca jest krew? Czy jego stopy sa obecnie opuchniete i czy mial je
                              opuchniete, gdy go zdiagnozowano? Nie obawiaj sie, lekarstwa przyjda, ale do
                              tego czasu postarajcie sie o zastosowanie ojcu lewatywy, by oczyscic jego
                              organizm. Uzyj w tym celu wody destylowanej oraz soku ze swiezej cytryny. Jest
                              to bardzo wazne, poniewaz jest to jedyny sposob, zeby twoj ojciec pozbyl sie
                              zalegajacych w jego ukladzie pokarmowym toksyn zatruwajacych organizm i
                              oslabiajacych system odpornosciowy.

                              Wez to sobie do serca, bo byc moze nie mamy zbyt wiele czasu - chyba wiesz o
                              tym.

                              Pozdrawiam
                      • wiedzmablack RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 03.05.05, 14:03
                        Witaj!
                        Wlasnie wczoraj dowiedzialam sie ze moj tata ma prawdopodobnie nowotwor. Mam 19
                        lat a tata jest moim najlepszym przyjacielem, najblizsza mi osoba. Swiadomosc
                        ze moge go stracic tak wczesnie zupelnie przeslania mi swiat. Rozumiem Twoje
                        cierpienie. Caly czas mam nadzieje, ze jednak wszytsko bedzie dobrze, ponoc
                        wiara czyni cuda. Pozdrawiam!
    • Gość: Pomoc Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 12:08
      Zapraszam na gg 5786160 - jest szansa (niestety gwarancj nigdy nie ma w takich
      przypadkach)
      • snajper55 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 14.03.05, 13:29
        Gość portalu: Pomoc napisał(a):

        > Zapraszam na gg 5786160 - jest szansa (niestety gwarancj nigdy nie ma w takich
        > przypadkach)

        Co tak się czaisz ? Sprzedajesz ziółka, pazury nietoperza czy inne panaceum ?

        S.
        • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 14.03.05, 14:28
          Witam wszystkich!
          Ano dla wyjasnienia: nie stosuje zadnych wywarow z surowego ziemniaka, tego
          petroleum tez nie (i nie stosowalam), bo primo, tato sie wzbranial (eh...),
          secundo i tak od jakiegos tygodnia wszystko zwraca :|
          nie wiem, co robic i za co sie zabrac...
          i nie mam pojecia, czy lewatywe da sobie zrobic (mimo, ze chcialabym ten jego
          organizm wyczyscic z toksyn!). Eh, dzis przychodzi lekarz, moze on to zrobi..
          albo przynajmniej cos doradzi...

          Dziekuje wszystkim za wszystko!!

          PS opuchnietych nog tata nie ma i zdaje mi sie, ze wczesniej nie mial.
          Krwi w kale nie ma (wczesniej byla), ale teraz w ogole od paru dni sie nie
          wyproznia, wiec ciezko stwierdzic.
          Sama lewatywy nie zrobie, bo tato z jelit ma zrobione obejscie zoladka, wiec
          obawiam sie o ich uszkodzenie czy cuś...
          • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 17:15
            czy Tata bierze Morfine albo inne opioidy? Jakie wogóle leki bierze?
          • Gość: JOLA Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 22:12
            TRZEBA PRZETOCZYĆ KROPLÓWKE RINGER GLUKOZE SÓL FIZJOLOGICZNĄ BO SIE ODWODNI,
            JAKIES LEKI PRZECIWWYMIOTNE ZOFRAN LUB ATOSSE .MOZE HOSPICJUM CI POMOŻE/JA MAM
            PRZYKRE DOSWIADCZENIE Z HOSPICJUM,ALE MOZE BEDZIESZ MIAŁA WIECEJ
            SZCZĘŚCIA/TRZYMAJ SIE
            • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 22:24
              no prosze kolejna specjalistka.Mam nadzieje ze nie próbujesz na tacie
              wszystkiego co w pijanym zwidzie Ci tu proponują?
              • Gość: JOLA Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.05, 02:10
                A CÓŻ W TYM TAKIEGO DZIWNEGO .CO LEPIEJ GO TAK ZOSTAWIĆ NIECH MU KRĄŻENIE
                SIĄDZIE Z POWODU ODWODNIENIA? A DLACZEGO MU NIE POMÓC? EUTANAZJI JESZCZE NIE MA
                NA SZCZĘŚCIE W POLSCE. CÓŻ W TYM DZIWNEGO ŻE DORADZAM DZIEWCZYNIE HOSPICJUM.
                CHORY WCALE TAM NIE MUSI LEŻEĆ .LEKARZE Z HOSPICJUM PRZYCHODZĄ DO DOMU I RAZEM
                Z RODZINĄ PROWADZĄ TAKICH PACJENTÓW.DLACZEGO TO TAKIE NIBY W PIJANYM WIDZIE ?
                • Gość: Robert Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.05, 02:15
                  Jolu nie denerwuj sie widać ,że Twój przedmówca świeżo wrócił z Holandii. A
                  poza tym raczej nie ma pojęcia co tu się pisze. Odpuść
                  • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 15.03.05, 03:12
                    Susiu, nie przejmuj sie. Mysle, ze wkrotce do dyskusji wlaczy sie wiecej ludzi,
                    ktorzy bardziej powaznie traktuja cierpienia twojego ojca. Troche niepokoi mnie
                    zatwardzenie twojego ojca (jakie bylo zdanie lekarza na temat lewatywy?). Czy
                    polecil cos innego w tej sprawie? Czy macie w Polsce lekarstwa zapobiegajace
                    zwracaniu pokarmu? Pytam sie, poniewaz obiecane tabletki dostane prawdopodobnie
                    okolo piatku i mialbym czas dorzucic jakis specyfik przeciwko zwracaniu
                    pokarmu.

                    Domyslam sie, ze stan zdrowia i ogolna kondycja ojc pogorszyly sie ostatnio.
                    Czy bylby on zdolny wykonac jakies najprostsze cwiczenia miesni brzucha?
                    Uwazam, ze to bardzo zastymulowaloby ruchy robaczkowe jelit i wiele problemow
                    by to rozwiazalo.

                    Pozdrawiam

                    • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 15.03.05, 03:43
                      I jeszcze jedno, susiu, bardzo, bardzo wazne. Czy jest mozliwe, zeby zrobic
                      badania krwi w tym tygodniu? Najprawdopodobniej lekarstwo otrzymasz za tydzien
                      i domyslam sie, ze w twoim otoczeniu i na tym forum pojawi sie wiele opinii
                      krytycznych. Wlasnie powtorne badania krwi pozwola nam sledzic postepy w
                      leczeniu. Czy jestes w stanie zrobic cos w tym kierunku?
                      • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.makow-maz.sdi.tpnet.pl 15.03.05, 08:42
                        no nie. kolejny znachor i onkolog amator. Kobieto ! jesli juz chcesz na Ojcu
                        wypróbowywac rózne specyfiki to rób to chociaz z głową . Wierze ze wiekszosc tu
                        piszacych chce dobrze ale dobrymi checiami to piekło jest wybrukowane. Jesli
                        potrzebujesz fachowej rady to sie niekrepuj.Pozdrawiam i zycze wytrwałosci i
                        rozwagi
                  • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.makow-maz.sdi.tpnet.pl 15.03.05, 08:37
                    nie wróciłem z holandi :-)
                    a nie stety pisze sie tu w wiekszosci( podkreslam w wiekszosci a nie tylko)
                    bzdury. Porady które i kuracje które schorowanemu człowiekowi co najwyzej
                    przyspoza cierpien. Smiem twierdzic drogi Robercie ze wiem na ten temat duzo
                    wiecej od Ciebie.
                • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.makow-maz.sdi.tpnet.pl 15.03.05, 08:34
                  kachanienka nie mam nic przeciw hospicjum tym bardziej ze jakis czs temu tez
                  tak radziłem Powiem wiecej pracowałem przez rok w hospicjium wiec wiem o czym
                  mówie.Moja uwaga odnosiła sie do twoich stricte medycznych porad o
                  nawadnianiu.Nie uwarzasz ze to powinno nalezec do wykwalifikowanego personelu??
                  no chyba ze jestes lekarzem albo pielegniarką.
              • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 15.03.05, 14:38
                Witam wszystkich!

                Tato póki co nie musiał brać "niczego" - tzn. morfiny, nawet Tramalu, etc.
                Brał (hm.. raczej "wziął" niż "brał") ze trzy glicerynowe czopki na
                wybróżnienie, czasem jakiś Apap (bół głowy, ale z tym zawsze miał problemy) i
                Lactulosum (taki syropek na jelita).

                Co do kroplówek, to akurat się zgadzam, że musi je brać - i od wczoraj
                faktycznie je dostaje. Nie jest to jakiś wymysł mojej przedmówczyni - nawet w
                Instytucie Onkologii tato non stop dostawał sól fizjologiczną i glukozę!
                Wczoraj była u nas p. doktor na wizycie i to ONA (lekarz!!) zaleciła kroplówki,
                a do tego jeszcze środki antywymiotne. Jak tacie nie pomoże, wróci mu się do
                szpitala, bo podejrzewa (pani dr), że mógł mu się zrobić jakiś zator w
                jelitach, i dlatego wymiotuje...
                no nic, dziękuję za pomoc! (może nie warto tak od razu wszystkich krytykować za
                chęć niesienia pomocy drugiej osobie??)
                • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 15.03.05, 14:47
                  jeszcze tylko dopisuję... nie jestem w stanie nic powiedzieć na temat badań
                  krwi (czy to zrobię, czy nie), ponieważ do czwartku się powinno okazać, czy
                  tata w piątek powędruje do szpitala. Tam mu badania zrobią, ale podawanie mu
                  czegokolwiek na własną rękę będzie awykonalne. Może wykonywać ćwiczenia mięśni
                  brzucha, ale wiem, że go wtedy boli.
                  Do hosipicjum na razie się nie przymierzamy - tata - jak już wspominałam - jest
                  pod opieką paliatywną (i to właśnie taka pani dr była u nas wczoraj).
                  A co do wyboru odpowiedniej metody leczenia ojca "na własną rękę" - to ja
                  naprawdę jestem w kropce i nie wiem, co robić - nie jestem lekarzem i nie wiem,
                  czym mogę ojcu zaszkodzić, a prawie wszystkie posty na tym forum są
                  przekonywujące i wynikają z chęci niesienia mi i tacie pomocy.
                  Więc proszę się ze mnie nie śmiać, kiedy wolę wypytać o szczegóły...
                  Dzięki wielkie za pomoc! :)
                  • Gość: JOLA Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.05, 15:46
                    Susiu Jeżeli pisałam o kroplówkach i lekach dla tatusia to tylko na zlecenie
                    lekarza oczywiście i przy pomocy lekarza i pielęgniarki.Ja nie odważyłabym sie
                    podawać leków na własną rękę,a zresztą ktoś musi podkłuć wenflon napisac
                    receptę i tak dalej.Dlatego radziłam skontaktować sie z lekarzem w hospicjum.
                    Oni tam mają swoje metody na podawanie leków np podskórnie -a to może robić
                    rodzina.Chodzą też do domu do pacjentów i przetaczają płyny.Jeżeli tatuś nic
                    nie je i nie pije to może mieć bardzo obniżony potas dlatego potrzebny jest mu
                    ringer czy płyn wieloelektrolitowy żeby krążenie mu nie siadło.Być może nie ma
                    niedrożności jelit tylko obrzęk który da się zlikwidować leczeniem
                    niekoniecznie operacyjnym.W miejscu gdzie miał zrobione zespolenie jelit mógł
                    sie zrobić obrzęk lub zrosty które dają obraz niedrożności.Ale od tego są
                    chirurdzy .Ja nie ryzykowałabym żadnych zabiegów na własną rękę,bo mogą one
                    tatusia uszkodzić lub zabić.Jedno mogę ci tylko doradzić bądź z nim i okazuj mu
                    swoją miłość jak tylko potrafisz.Ja we wrześniu pożegnałam swojego tatusia i
                    nie mogę przeżałować że nie mogłam mu powiedzieć jak wiele dla mnie znaczy ,że
                    był wspaniałym ojcem świetnym facetem inajbardziej na świecie go kochałam.Nie
                    mogłam mu tego powiedzieć bo nie chciałam żeby sie domyślił że to
                    koniec.Doskonale cie rozumiem i bardzo o tobie myślę i o tym co teraz
                    przeżywasz.Ja jestem pielęgniarką i mogłam tatusiowi sama pomagać w domu.Piszę
                    to żebyś nie myślała że tylko się wymądrzam.Jestem z Tobą od pierwszego postu
                    na temat choroby taty.Ja wiedziałam że mojemu tacie nic już nie pomoże modliłam
                    sie więc żeby go nie bolało i chyba Bóg mnie wysłuchał.Sciskam Cie i jestem z
                    Tobą!
                    • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.makow-maz.sdi.tpnet.pl 15.03.05, 16:05
                      ja nie krytykuje checi niesienia pomocy. Apeluje tylko o razwage . Nie namawiam
                      tez do odania Ojca do hospicjum. Dobrze ze macie lekarza który zajmuje sie
                      Tata. Trzymaj sie go. I moja rada konsultuj z tym lekarzem wszystkie pomysły i
                      rady które zaczerpniesz z tego forum. W ten sposób najlepiej pomorzesz Tacie.
                      Poza tym zgadzam sie z Jolą w tych chwilach najwazniejsza jest bliskość i
                      miłosc. pozdrawiam sedecznie
                      • znachor99 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 15.03.05, 18:35
                        Widze, ze ze skrajnosci wpadacie w skrajnosc. Sam napisalem, ze trzeba byc
                        ostroznym z roznymi domowymi kuracjami i konsultowac przebieg kuracji z
                        lekarzem.

                        Teraz z kolei wpadliscie w druga skrajnosc. Sluchac sie lekarza, ktory jest
                        bezradny i czekac na smierc. Mysle, ze jak zwykle prawda lezy posrodku.

                        Zreszta podejrzewam, ze ten facet z ameryki i tak nie wysle tych lekarstw.
                        Wprawdzie tonacy lapie sie brzytwy, ale z drugiej strony jaki jest sens kupowac
                        i wysylac lekarstwa, ktorych i tak nikt nie wezmie?

                        Dziwi mnie, ze Doswiadczony jeszcze nie napisal jak wlasciwie dziala ten
                        cudowny lek. Czy to jakas tajemnica? Tylko prosze bez jakiejs kryptoreklamy.

                        Badz ostrozna susiu, ale wierz i sie nie poddawaj.
                        • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 15.03.05, 19:12
                          Z tym lekarzem to sie okaze...

                          Lekarstwa podobno sa juz w drodze - czy dojda, okaze sie za jakis tydzien.
                          Czy zdaze je tacie podac - to zalezy od jego stanu zdrowia przeciez! nie bede
                          przeciez w ciemno ladowac mu niewiadomego srodka!!
                          Mozecie mi wierzyc, ze bede tu opisywac wszystko, co o nim wiem. Kazda opinia
                          na ten temat sie przyda. Wiem, ze euforia niewskazana, ale taki sceptycyzm tez
                          nie...
                          Jolu, strasznie Ci wspolczuje. Ustalonego biegu rzeczy nikt nie jest w stanie
                          zmienic, ale nie wybaczylabym sobie nigdy biernosci. stad tez to forum.
                          pozdrawiam wszystkich serdecznie i jeszcze raz dziekuje za slowa otuchy.
                          naprawde bardzo mi pomagacie!
                          • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 16.03.05, 02:05
                            Droga susiu

                            Narazie wyslalem tylko pewne specyfiki wspomagajace, poniewaz sam czekam na to
                            wlasciwe lekarstwo. Leki powinnas otrzymac do pieciu dni od dzisiaj (czasami
                            przesylka przychodzi w przeciagu trzech dni).

                            Przesylka zawiera leki przygotowawcze do wlasciwej kuracji oraz specyfiki te
                            kuracje wspomagajace. Chcialem podac - jakie, ale juz posadzaja mnie o
                            kryptoreklame, znachorstwo, itp, a wiec narazie sie wstrzymam. Poniewaz ty
                            zalozylas ten watek, sama zdecyduj czy mam opisac zawartosc przesylki na tym
                            forum, czy tez wolalabys interesujace cie informacje otrzymac na e-mailowy
                            adres.
                            • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 16.03.05, 10:25
                              Czesc!

                              To posadzanie o znachorstwo i ogolne sceptyczne nastawienie to juz taki 'urok'
                              tego forum i trzeba sie do tego przyzwyczaic :)
                              (choc nie przecze, czasem odrobina krytyki, ktora ostudza zapaly, moze okazac
                              sie zbawienna). Ale ogolnie rzecz biorac, to ja jestem optymistka i wierze w
                              przyjazne intencje wszystkich 'forumowiczow' (dzieki, ze jestescie :))

                              jak chodzi o lekarstwo, mysle, ze nie ma zadnych przeciwskazac, co do tego, bys
                              opisal jego dzialanie tutaj - jezeli faktycznie to komus czytajacemu pomoze, to
                              czemu nie? :) o ile Ci sie chce, Doswiadczony - bo ja, jak dostane lekarstwo,
                              to sie z ulotka zapoznam :D a inni nie beda mieli takiej szansy, wiec moze
                              lepiej opisac? :)

                              Dzieki raz jeszcze! pozdrawiam!
                              • Gość: Nastka Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.05, 14:05
                                Susia, trzymaj się! Jestem z Tobą. Napisz za parę dni co z Tatą, czy go zabiorą
                                do szpitala?
                              • Gość: Nastka NOWE WIADOMOŚCI - PRZECZYTAJ SUSIA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.05, 10:33
                                Susia, znalazłam ciekawą stronę, nie będę jej komentować, sama ją ocenisz, mnie
                                na przykład ona zainteresowała. Podaję ci adres: www.tianxian.com.pl/.
                                Pozdrowionka - Nastka
                                Ps. A w ogóle to podoba mi się podejście snajpera55. Wydaje mi się, że chłopak
                                trzeźwo myśli. I nam się też to przyda - tu nie można pochopnie postępować i
                                łapać się byle czego, bo można jeszcze bardziej zaszkodzić niż pomóc -
                                pamiętajmy, że chodzi o żołądek, a nie chore kolano!
                                Trzymaj się Susia! Pozdrawiam również Snajpera 55
                                • snajper55 Re: NOWE WIADOMOŚCI - PRZECZYTAJ SUSIA 18.03.05, 01:20
                                  Gość portalu: Nastka napisał(a):

                                  > Pozdrawiam również Snajpera 55

                                  Dzięki. :))

                                  Pozdrawiam,

                                  S.
                                • susia_333 Re: NOWE WIADOMOŚCI - PRZECZYTAJ SUSIA 18.03.05, 22:27

                                  > Susia, znalazłam ciekawą stronę, nie będę jej komentować, sama ją ocenisz,
                                  mnie
                                  >
                                  > na przykład ona zainteresowała. Podaję ci adres: www.tianxian.com.pl/.
                                  hehe, tak wiem, bylam juz tam --> DZIEKI wielkie za info :)
                                  a co do znajpera55, to ja tez go lubie :D za trzezwosc umyslu, choc przynaje -
                                  czasem krwi mi napsul, ale mysle, ze chce dobrze i ostudza moje zapaly :P
                                  pozdrawiam Was! :)
                                  • snajper55 Re: NOWE WIADOMOŚCI - PRZECZYTAJ SUSIA 19.03.05, 13:30
                                    susia_333 napisała:

                                    > a co do znajpera55, to ja tez go lubie :D za trzezwosc umyslu, choc przynaje -
                                    > czasem krwi mi napsul, ale mysle, ze chce dobrze i ostudza moje zapaly :P
                                    > pozdrawiam Was! :)

                                    Za psucie krwi przepraszam. Ja znam Twoją trudną sytuację z obu stron, jako
                                    opiekun chorej osoby i także jako chora osoba. Miałem też okazję przekonać się
                                    od środka jak wygląda praca zawodowych uzdrawiaczy i dystrybutorów środków na
                                    wszelkie choroby świata. Stąd może moje opinie są trochę... inne. Trzymam
                                    kciuki i pozdrawiam. :)

                                    S.
                            • snajper55 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 16.03.05, 15:15
                              Gość portalu: Doswiadczony napisał(a):

                              > Chcialem podac - jakie, ale juz posadzaja mnie o kryptoreklame, znachorstwo,
                              > itp, a wiec narazie sie wstrzymam.

                              Ponieważ nie sprzedajesz tych lekarstw, to o reklamie nie można mówić. Połowa
                              tego forum to listy polecające jakieś specyfiki, o których lecznniczym
                              działaniu piszący są przekonani. A zarzuty znachorstwa ? No coż, z nimi musi
                              się liczyć każdy, kto poleca specyfiki czy procedury nie uznane przez medycynę.

                              S.
                              • znachor99 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 16.03.05, 17:17
                                Rzeczywiscie, byc moze kazdy opis lekarstw zawiera z definicji elementy
                                kryptoreklamy, ale trudno zabronic na tym forum opisywania dzialania
                                poszczegolnych medykamentow, tym bardziej, ze mnie to tez troche ciekawi i to
                                duzo bardziej niz "fachowe" porady marcina, ktory pracowal w "hospicjium". Nie
                                zwracam uwagi na inne jego bledy ortograficzne, ale uwazam, ze powinien
                                wiedziec gdzie pracowal, zanim zacznie udzielac fachowych rad.

                                • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 16.03.05, 23:55
                                  Pierwsza przesylka skladz sie z:

                                  1/. Chlorella - pochodzi z Japonii, jest to specyficzny rodzaj planktonu, ktory
                                  rosnie w bogatych w skladniki mineralne wodach. Sa to tabletki, ktore maja za
                                  zadanie oczyszczac i pielgnowac system pokarmowy. Jest to najlepszy rodzaj
                                  tzw "naturalnej lewatywy", jaki jest obecnie znany na swiecie. Byc moze ktos z
                                  forumowiczow zna lepszy? Preparaty z otrebami, to oczywiscie nie ta klasa. Jest
                                  to w 100% naturalny srodek bez zadnych skutkow ubocznych (nie liczac tego, ze
                                  kal barwi sie na zielono i nieprzyjemnie smierdzi, poniewaz wydalane sa zlogi
                                  kalu w jelitach, nawet sprzed kilku lat. Jest to srodek szczegolnie polecany
                                  tym, ktorzy przechodzili lub przechodza zwiazana z nowotworem chemioterapie -
                                  lagodzi jej skutki.

                                  2/.Acidophilus - jest to tzw "dobra bakteria", wspomagajaca trawienie. Uwazam,
                                  ze polskie odpowiedniki typu lakcid, to nie to samo.

                                  3/. Multivitamina - no comments

                                  4/. Aloe vera - jest wiele stron internetowych opisujacych dobroczynne skutki
                                  preparatow z aloesu. Nie chcialbym wklejac linka do zadnej z nich, zeby nie byc
                                  posadzony o kryptoreklame.

                                  Krotko mowiac, te wszystkie specyfiki maja za zadanie oczyscic i wzmocnic
                                  organizm przed wlasciwa kuracja. Oczywiscie, ze wszystkie te specyfiki nalezy
                                  rozpuscic w wodzie destylowanej przed podaniem. Wszystkie specyfiki podaje sie
                                  co 6 godzin. Dokladny schemat podowania otrzymasz, susiu mailem.

                                  Pozdrowienia

                                  • roma52 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 17.03.05, 10:54
                                    Nie przeczytałam wszystkich odpowiedzi więc jeśli sie powtórzę przepraszam z
                                    góry.
                                    Ja bym Ci proponowała skonsultować wyniki z innym onkologiem. Moja teściowa w
                                    tej chwili umiera na raka i Centrum Onkologii zdyskwalifikowało ją z dalszego
                                    leczenia, ponieważ nowotwór jest tak rozległy a ona tak słaba, że nie
                                    przetrwała by ani chemii ani naświetlań. My to rozumiemy, że po prostu nic się
                                    nie da zrobić a chemia by ją jeszcze bardziej osłabiła a nie pomogła.
                                    • znachor99 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 17.03.05, 23:10
                                      Sadze, ze nowotwory mozna probowac leczyc tylko do pewnego etapu. Pozniej
                                      spustoszenia sa zbyt wielkie, zeby cokolwiek pomoglo.

                                      Mam nadzieje, ze ojciec susi jeszcze ma troche czasu. Co do proponowanej
                                      kuracji przez Doswiadczonego, to troche poczytalem sobie w internecie o
                                      chlorelli i "dobrej bakterii" (acidophilus). Na razie nie mam jeszcz wyrobionej
                                      opinii na ten temat. Mysle jednak, ze susia, nie ma zbyt wiele innych
                                      mozliwosci.
                                      • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 18.03.05, 22:44
                                        znachor99 napisał:

                                        > Sadze, ze nowotwory mozna probowac leczyc tylko do pewnego etapu. Pozniej
                                        > spustoszenia sa zbyt wielkie, zeby cokolwiek pomoglo.
                                        chyba - niestety - musze sie z tym zgdzic :(

                                        > Mam nadzieje, ze ojciec susi jeszcze ma troche czasu.
                                        ja tez...
                                        Co do proponowanej
                                        > kuracji przez Doswiadczonego, to troche poczytalem sobie w internecie o
                                        > chlorelli i "dobrej bakterii" (acidophilus). Na razie nie mam jeszcz
                                        wyrobionej
                                        >
                                        > opinii na ten temat. Mysle jednak, ze susia, nie ma zbyt wiele innych
                                        > mozliwosci.

                                        ja bardzo chetnie uslysze opinie innych forumowiczow na ten temat, poniewaz
                                        sama jakos specjalnie sie na tym nie znam. Dlatego z gory dziekuje :)
                                        a co do szansy - mam nadzieje, ze to cos pomoze, na nic innego juz chyba tata
                                        sie "nie zalapie" :(
                                        blagam, 3majcie kciuki, jutro juz chyba ostatecznie sie okaze, czy i kiedy
                                        (jesli w ogole) skieruja go do IO,
                                        pozdrawiam cieplo!
                                    • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 18.03.05, 22:39
                                      roma52 napisała:

                                      > Ja bym Ci proponowała skonsultować wyniki z innym onkologiem. Moja teściowa w
                                      > tej chwili umiera na raka i Centrum Onkologii
                                      zdyskwalifikowało ją z dalszego
                                      > leczenia, ponieważ nowotwór jest tak rozległy a ona tak słaba, że nie
                                      > przetrwała by ani chemii ani naświetlań. My to rozumiemy, że po prostu nic
                                      się

                                      to moze jednak zerkniesz na poprzednie wypowiedzi i moze najdziesz cos dla
                                      tesciowej? lekarze juz tak maja - bez owijania w bawelne, zwlaszcza w IO.. no
                                      cos, 3mma kciuki za tesciowa, pozdrawiam!
                                      > nie da zrobić a chemia by ją jeszcze bardziej osłabiła a nie pomogła.
                                  • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC 18.03.05, 22:37
                                    Dokladny schemat podowania otrzymasz, susiu mailem.
                                    >
                                    maila dostalam, dziekuje slicznie :) odpowiadam na forum, aby kazdy wiedzial,
                                    na jakim etapie kuracji taty jestesmy.. (znaczy sie na razie nie zaczelismy).
                                    Tata poki co jest w domu, a nie w szpitalu (mialo sie okazac dzisiaj, ale sie
                                    chyba przeciagnie do poniedzialku - wszak zastac lekarzy w szpitalu w weekend
                                    to niemalze cud --> mowie tu o IO ;))

                                    Martwie sie tylko brakiem ulotek.. ale coz... chyba musze Ci zaufac :)
                                    Pozdrawiam!
                                  • Gość: feline Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOC IP: *.dial.proxad.net 19.03.05, 16:52
                                    Teoria o wieloletnich zlogach kalu w jelitach zapewne zrodzila sie w umysle
                                    jakiegos zainspirowanego medycyna hydraulika, przyzwyczajonego do faktu, ze
                                    instalacje odplywowe w WC stanowia sztywne i nieruchome uklady rur. Inaczej
                                    jest jednak w organizmie zywym, bowiem w jelicie grubym, gdzie odbywa sie
                                    wytwarzanie i zageszczanie oraz magazynowanie mas kalowych w warunkach
                                    przyzyciowych nie panuje bynajmniej bezruch.Jelito grube stale wykonuje szereg
                                    precyzyjnych ruchow majacych na celu przemieszczanie sie mas kalowych w
                                    kierunku dystalnym, tzn ku esicy i odbytnicy. Jednoczesnie sluzowka jelita
                                    grubego wytwarza substancje sluzowe zapobiegajace przyleganiu kalu do scian
                                    jelita. Nawet do bezpiecznego, aseptycznego wykonania operacji chirurgocznej na
                                    jelicie grubym wystarczy w zupelnosci jesli pacjent wypije 4 "przepisowe" litry
                                    roztworu PEG-u i podda sie dwukrotnemu wlewowi doodbytniczemu w odstepie 12
                                    godzin, w czasie ktorych nie bedzie przyjmowal pokarmu. A nawet w pewnych
                                    brytyjskich kregach medycznych odchodzi sie ponoc od tej reguly. Nie ma wiec
                                    NAJMNIEJSZYCH przeslanek po temu, by choremu JUZ wyniszczonemu w przebiegu
                                    choroby nowotworowej aplikowac dodatkowo jakies glodowki, cytrynowe czy inne
                                    kuracje "oczyszczajace" czy lewatywy a nawet o zgrozo hydrokolonoterapie.
                                    Wiecej z nich moze byc szkody niz jakiegokolwiek pozytku, o czym juz czesto na
                                    tym forum z moimi kolegami z tzw "bialej mafii ;-))) mowilismy. Ostroznie wiec
                                    z przenoszeniem prawidel hydrauliki WCtowej do medycyny.
    • Gość: zyrafa46 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.03.05, 12:32
      Myślę, że jeśli Taty organizm nie odrzuci pomocy (pomocy chlorelli) to by było
      fantastyczne. Ta roślinka to bardzo, bardzo pożywna rzecz. Przecież organizm
      Taty musi walczyć. Do tego trzeba siły!!! Cały czas Susiu jestem z Tobą i Tatą.
      Czytam wszystkie wypowiedzi, trzymam mocno kciuki:)))) Teraz - nie mogę się
      doczekać - kiedy dotrze do Was przesyłka. Pewnie jest więcej osób, które śledzą
      tylko, trymają palce za Tatę a nic nie piszą. Wierzę, że to Wam obojgu pomaga.
      Żyrafa:)))))
      • susia_333 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 18.03.05, 22:50
        Żyrafo! Dziękuję Ci, że jesteś z nami!
        W ogóle to cieszę się z każdego otrzymanego postu - stąd wiem, że nie jestem
        sama na polu bitwy, a to bardzo buduje i wspiera człowieka.
        i jeszcze pewnie Wam wszystkim nie raz podziękuję! naprawdę cieszę się, że
        jesteście! :)

        • znachor99 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 19.03.05, 16:16
          Susiu, czy juz otrzymalas lekarstwa?

          Ja tez trzymam kciuki.
          • Gość: Doswiadczony Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 20.03.05, 02:04
            Droga susiu.

            Jest piatkowy wieczor . Tego wlasciwego lekarstwa jeszcze nie otrzymalem. Nie
            wiem, co sie dzieje z tym UPS. Powinienem miec to w czwartek. Byc moze w
            poniedzialek ty dostaniesz moja przesylke a ja swoja.

            Pozdrawiam
            • susia_333 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 20.03.05, 13:04
              Cześć!
              Feline - dzięki za trzeźwość umysłu :)

              >
              > Jest piatkowy wieczor . Tego wlasciwego lekarstwa jeszcze nie otrzymalem. Nie
              > wiem, co sie dzieje z tym UPS. Powinienem miec to w czwartek. Byc moze w
              > poniedzialek ty dostaniesz moja przesylke a ja swoja.

              Dostałam przesyłkę wczoraj (sobota!) i od dziś zaczęłam tacie podawać witaminki
              (na razie dostał raz, teraz czeka na niego druga porcja - jak się będzie czuł,
              okaże się wieczorem lub jutro :)) jestem dobrej myśli :D
              dzięki jeszcze raz za wszystko!

              Pozdrawiam
              • Gość: Doswiadczony Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 20.03.05, 22:52
                Zapomnialem ci napisac, ze chlorella powoduje, ze jama ustna nabiera zielonego
                koloru. Jest to zupelnie nieszkodliwe a wrecz pozytywne, bo kontroluje
                wydalanie toksyn, poczawszy od jamy ustnej. Jeszcze raz przypominam, ze do
                rozpuszczania tabletek nalezy uzywac tylko wody destylowanej, a tak w nawiasie
                mowiac, to twoj tata powinien uzywac tylko wody destylowanej. przynajmniej
                podczas kuracji. Czy wiesz juz cos na temat najblizszego badania krwi? Kiedy
                ostatnio mu robiono te badania?

                Pozdrowienia
                • Gość: feline Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: *.dial.proxad.net 21.03.05, 08:59
                  A to niby dlaczego "wylacznie destylowanej"?????????????????????????
                  • snajper55 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 21.03.05, 12:49
                    Gość portalu: feline napisał(a):

                    > A to niby dlaczego "wylacznie destylowanej"?????????????????????????

                    Ty jeszcze masz siłę się dziwić ? ;))

                    S.
                    • Gość: zyrafa46 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.03.05, 14:16
                      Cześć, Snajper. Właśnie przed chwilą ktoś mi o TF powiedział, że to nie do
                      końca dobry produkt. O transfer Faktorze - przyznaję, wiem tylko ze słyszenia.
                      Tylko jak do tej pory - same dobre rzeczy. Gdzie jest racja, to ja juz nie
                      wiem. Może miałeś rację. Może. Jednak wszystko inne, co zachwalam, sprawdziłam
                      osobiście. Ponieważ o TF słyszałam takie wspaniałości...pomyślałam o Tacie
                      Sussi. / Znalazłam tu, na forum (nie u Sussi) następnego sprzedawcę. Szukaj
                      sobie :)) Ha ha ha. / Trzymaj się ciepło, Już WIOSNA:))) /
                      Teraz do Sussi: wiosenne życzenia dla Ciebie i Taty. U Taty, rozumiem
                      wiosna "pełną gębą". Przepraszam, to ma być radośnie, ze szczyptą humoru.
                      Pozdrawiam najserdeczniej (tak jak wszyscy:))), Żyrafa. Pozdrawiam również
                      kochanego siewcę wiosny w buzi Taty. Będzie dobrze. Ma być.
                      • snajper55 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 22.03.05, 15:05
                        Gość portalu: zyrafa46 napisał(a):

                        > Cześć, Snajper. Właśnie przed chwilą ktoś mi o TF powiedział, że to nie do
                        > końca dobry produkt. O transfer Faktorze - przyznaję, wiem tylko ze słyszenia.
                        > Tylko jak do tej pory - same dobre rzeczy. Gdzie jest racja, to ja juz nie
                        > wiem. Może miałeś rację. Może.

                        Witaj. :) Mnie się wydaje, że gdyby był to środek skuteczny, to byłby w ofercie
                        poważnych firm farmaceutycznych. W końcu one wydają ogromne sumy na badania i
                        szukanie nowych SKUTECZNYCH leków. One nie zajmują się specyfikami działającymi
                        na zasadzie placebo, specyfikami, których działanie nie jest sprawdzalne
                        doświadczalnie. Zbyt wysoko cenią sobie swoje marki.

                        S.
                    • Gość: Feline Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: *.dial.proxad.net 21.03.05, 15:17
                      ja sie nie dziwie, tylko jako zadna wiedzy wszelakiej zapytujem (ort.
                      zamierzona ;-)..) Doswiadczony nalezy zapewne do tych purystow, ktorzy
                      podcieraja sie po defekacji papierem toaletowym dokladnie wysterylizowanym.
                      Wiadomo, ze tylko ta metoda zapobiega rakowi odbytu.

                      • susia_333 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 21.03.05, 16:30
                        Czesc!
                        odpowiadam po kolei (mam nadzieje,ze o niczym nie zapomne ;))

                        -tata badania krwi ostatni raz mial robione w polowie lutego (wyniki dobre,
                        tylko potas mial tendencje do wahania sie)
                        -caly czas wymiotuje, wiec nie wiem, czy jest sens podawania mu czegokolwiek :(
                        -na onkologie go nie wezma, bo jak ktos ma juz "krzyzyk na droge", to jest na
                        drodze do hospicjum raczej (jedynie chirurgia) --> poki co czekamy do srody
                        -na razie tatko dostaje kroplowki i srodki antywymiotne
                        -hm.. o czyms zapomnialam? :)

                        rowniez przesylam wiosenne pozdrowienia:D macie moze jakis pomysl na
                        powstrzymanie wymiotow i zatwardzenia? (znaczy ja nie wiem, czy to
                        zatwardzenie, czy po prostu jakas inna niedroznosc przewodu pokarmowego.. w
                        kazdym badz razie czy mamy stosowac lewatywy czy moze dac sobie spokoj?)

                        czekam na podpowiedzi :)
                        dzieki raz jeszcze!
                        • Gość: JOLA Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.05, 22:12
                          Susiu widzę ,ze to wszystko co napisałam okazało się realne.Jeżeli tatuś nic
                          doustnie nie przyjmuje,wszystko zwraca to prawdopodobnie nie wiele przedostaje
                          się do jelit.Może to być spowodowane przerzutami które powodują niedrożność
                          jelit,lub jest jakiś pooperacyjny obrzęk.Nikt z nas nie wie co tam naprawdę się
                          dzieje.Być może chirurdzy to wiedzą.Jeżeli opiekuje sie nim lekarz to domyślam
                          się że do kroplówek dodaje potas,w tych płynach które ma przetaczane jest
                          wmieszana pewna ilość potasu.Wprawny lekarz bez badania krwi a po badaniu tętna
                          potrafi stwierdzić czy poziom potasu jest w normie-szybkie tętno może świadczyć
                          o spadku.Ja bałabym sie bez porozumienia z lekarzem wszelkich zabiegów jak np
                          lewatywa.Prawdopodobnie treści pokarmowej nie ma zbyt wiele w jelitach.Może
                          czopki glicerynowe pomogą? Wszelkie gwałtowne zabiegi mogą być
                          niebezpieczne,choćby dlatego ,że dodatkowo go odwodnią i wypłuczą
                          potas.Lewatywa drażni jelita ,może być zbyt silnym boźcem mechanicznym,a
                          przecież nie wiemy czy nie ma tam przerzutów.Nie chcę Cię straszyć a tylko
                          uczulić na niebezpieczeństwa.Cały czas jestem z Tobą myślami.Ja doskonale wiem
                          co teraz przeżywasz.
                          • znachor99 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 21.03.05, 23:49
                            Z ciekawoscia przeczytalem "fachowe" porady feline i JOLI. Byc moze kogos
                            interesuja najnowsze trendy w medycynie brytyjskiej, ale jeszcze lepiej, zeby
                            feline przytoczyla takie najnowsze trendy, ktore pozwola wyleczyc ojca susi a
                            dopiero pozniej nasmiewala sie z innych.

                            Poniewaz prowadze aktywny tryb zycia, to program zlogow kalu w jelitach jest mi
                            calkowicie obcy, ale slyszalem, ze sekcja zwlok Elwisa Presleya wykazala, ze w
                            jego jelitach bylo kilkanascie kilogramow kalu. Mysle, ze wy, lekarze
                            powinnisce "uzgodnic zeznania", bo kazdy z was twierdzi co innego.

                            Podobnie sprawa przedstawia sie z glodowka. Jedni z was "bezsprzecznie i
                            naukowo" udowodnili, ze glodowka wywiera pozytywny wplyw na organizm,
                            szczegolnie niszczac tzw slabsze komorki podatne na raka, a
                            teraz "bezsprzecznie i naukowo" udowodnicie, ze glodowka jest szkodliwa.

                            Co do "bialej mafii", to czy sadzisz, ze twoi koledzy z Izby Lekarskiej
                            dzialaja zgodnie z zasadami etyki lekarskiej i przysiega Hipokratesa? Ja
                            uwazam, ze nie zachouja nawet zasad minimum zwyklej ludzkiej przyzwoitosci.

                            Co do papieru toaletowego, to czyzbys sugerowala, ze nalezy uzywac go
                            wielokrotnie? Chyba nikt z nas nie ma sterylnej du.y, tak wiec wkladanie
                            papieru do piekarnika lub np mikrofali przed uzyciem mija sie chyba z celem.

                            Co do wody destylowanej, to uzywam raczej innych plynow wielokrotnie
                            destylowanych, ale ich reklama jest zabroniona.

                          • derkater Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 22.03.05, 00:01
                            Jeżeli Tato nie je i wymiotuje to może nie tyle zatwardzenie ile brak materiału
                            na wypróżnienie, to raz. Dwa jeśli Tato czuje że potrzebuje się załatwić a nie
                            może to rezczywiście pomocna jest lewatywa - przechodziłam to przy mojej babci -
                            inny typ nowotworu, ale problemy z odżywianiem podobne. Można kupić worki do
                            lewatywy jednorazowe. Woda nie musi być destylowana, wystarczy przegotowana,
                            ważne żeby była mniej więcej w temperaturze ciała lekko nawet wyższa, można też
                            używać oleju parafinowego jakkolwiek średnio to brzmi, działa lepiej niż sama
                            woda. Można go kupić w aptece. Bardzo ważne jest oczywiście skonsultować to z
                            lekarzem bo skoro były robione jakieś obejścia na jelitach to trezba uważać.
                            Czopki glicerynowe to raczej zadziałają u kogoś kto ma zatwardzenie bo się
                            nawpylał czekolady i ma sprawne jelita.

                            Bezwzględnie uważajcie na odwodnienie - łatwo to sprawdzić po języku (popękany
                            lub nie) i po skórze - przyszczypujesz skóre dłoni - tak lekko chwytasz palcami
                            i patrzysz czy skóra się rozchodzi spowrotem szybko czy nie - to taki domowy
                            sposób ale polecony przez lekarza.

                            Lekarze - no comments. Wierze że są i dobrzy. Zawsze sądziłam że do onkologii
                            trezba mieć prawdziwe powołanie.

                            Trzymaj się, nie chce siac defetyzmu, ale też podejrzewam że jest taki moment
                            kiedy trezba odpuścić i nie przysparzać choremu cierpień - najcześciej te
                            wszytskie kuracje sokami i diabli_wiedzą_czym to kuracje na naszą bezsilność.

                            Ja też walczę o Tatę. Na razie nikt nie może/potrafi/chce go porządnie
                            zdiagnozować i jak widzę tych LEKARZY,ktorzy tylko marzą żeby ktoś taki jak mój
                            ojciec zniknął im z oczu, bo nie wiedzą co zrobić to mi się siekiera otwiera w
                            kieszeni.
                            My również sięgnęliśmy po coś niekonwencjonalnego, ale raczej na zasadzie panu
                            bogu świeczkę i diabłu ogarek.
                            Poza tym jeszcze polecam bardzo książkę rozmowę z Durczokiem, wydał ją niedawno
                            Znak. Bardzo mądra - bardzo mnie przekonało to co on i leczący go profesor
                            napisali o leczeniu niekonwencjonalnym -za i przeciw. I co napisali o leczeniu
                            cudownymi miksturami.
                            • Gość: Doswiadczony Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 22.03.05, 04:58
                              Feline napisala, ze ktos sie bawi w hydraulika. Nie jestem hydraulikiem, ale
                              wielu z nich jest doskonalymi fachowcami i zyczylbym wielu lekarzom tego
                              samego. Nie mniej jednak, nie ilosc tresci pokarmowej zalegajacej w jelitach
                              decyduje o zatruciu organizmu, ale jej sklad. Mamy do czynienia z czlowiekiem
                              bardzo chorym i jego organy nie sa tak zdolne do oczyszczania organizmu, jak w
                              przypadku czlowieka zdrowego. Jesli chodzi o wode, to zwroc uwage ze ojciec
                              susi przebywa na Slasku, gdzie woda jest szczegonie zanieczyszczona. Z punktu
                              widzenia medycznego, jak twierdza lekarze, ojciec susi jest juz spisany na
                              straty, wiec w tym wypadku, jesli lekarze juz nie pomoga, to chyba zostaja juz
                              tylko hydraulicy i medycyna naturalna.

                              Susiu, wracajac do kuracji, jutro wysylam kolejna przesylke, a w niej -
                              witamina B-150, witamina A+D, Papaya Enzyme, witamina E, Green Tea Extract,
                              Odorless Garlic, witamina C, Cell Forte z JP-6 i z inositolem.

                              Powinnas otrzymac to za 5 dni. Uwazam, ze lewatywa jest bardzo dobrym
                              rozwiazaniem. Napisze ci jutro o tzw lewatywie kawowej. Chetnie przeczytabym
                              opinie innych forumowiczow na jej temat.

                              Pozdrawiam
                              • susia_333 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 22.03.05, 18:01
                                moj tato wszystko zwraca - tzn. zdaje mi sie, ze wszystko, a przynajmniej duzo.
                                lekarz z hospicjum twierdzi, ze najlepsze wyjscie to szpital (chirurgia), gdzie
                                tacie wloza jakas rurke i przez nia bedzie jadl. a wtedy nici z JAKICHKOLWIEK
                                kuracji odmiennych od zalecen lekarzy :| lekarzy, ktorzy spisali go na straty :(

                                napisze krotko: jestem w kropce - chwycilabym sie wszystkiego, jakbym miala
                                mozliwosci. po chlorelli tata wymiotuje ze 3x wiecej i juz za Chiny nie chce
                                jej brac! a ja chyba jestem bezsilna:(
                                • Gość: Doswiadczony Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 23.03.05, 04:15
                                  Rozmawialem ze znajomym chirurgiem na temat twego ojca. Jedyna nadzieja jest
                                  uzycie lewatywy. Jesli ten sposob nie pomoze, to pozostaje tylko interwencja
                                  chirurga a to przyznam, ze nie wrozy najlepiej. Mimo wszystko badz dobrej
                                  nadziei. Pamietaj, ze jestem z toba.

                                  Pozdrowienia.
                                  • znachor99 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 24.03.05, 00:47
                                    I zrobilo sie dziwnie pusto. Dumni fachowcy w bialych fartuchach nasmiewajacy
                                    sie z niekonwencjonalnych metod leczenia nowotworow schowali glowe w piasek,
                                    Akwizytorow probujacych zarobic na ludzkim nieszczesciu slusznie przegonil
                                    snajper. Co do Doswiadczonego, to przyznam, ze poczatkowo podejrzewalem go o
                                    nieczyste zamiary.

                                    Teraz wiem, ze chce dobrze ale czy jeszcze jest czas? Na temat proponowanych
                                    lekarstw nie mam wyrobionego zdania, ale uwazam, ze srodki te mniej sa
                                    szkodliwe niz seria silnych antybiotykow. Czy lecza raka? Nie wiem, bo nie znam
                                    dalszej kuracji proponowanej przez Doswiadczonego. Nie znam tez skutecznej
                                    kuracji na raka. Nie wiem czy taka istnieje, chociaz znam przypadki, ze ludzie
                                    skresleni przez lekarzy wyzdrowieli. Zycze susi, zeby tym razem TEZ TAK BYLO. Z
                                    tego co zrozumialem zostaje tylko lewatywa. Gdy to nie pomoze pozostanie juz
                                    tylko szpital i chirurg.

                                    Ojciec susi wciaz zyje i chyba wlasnie szczegolnie teraz susia potrzebuje
                                    wsparcia.

                                    Trzymam kciuki
                                    • snajper55 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 24.03.05, 13:52
                                      znachor99 napisał:

                                      > I zrobilo sie dziwnie pusto. Dumni fachowcy w bialych fartuchach nasmiewajacy
                                      > sie z niekonwencjonalnych metod leczenia nowotworow schowali glowe w piasek,

                                      To milczenie chyba nie jest chowaniem głowy w piasek. Czasem nic nie można
                                      zrobić i zostaje jedynie zaciskanie kciuków. W molczeniu. Bo jakiż ma sens
                                      kolejne obśmiewanie absurdalnych teorii natchnionych uzdrawiaczy ?

                                      Trzymam kciuki !

                                      S.
                                • Gość: Modus Operandi Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) IP: *.mtm-info.pl 24.03.05, 17:20
                                  Czy Twój ojciec spędza jak najwięcej czasu w kontakcie ze światłem słonecznym ?
                                  • susia_333 Re:Trzymamy kciuki:))))))))))))))))))))))) 25.03.05, 20:36
                                    Czesc, przepraszam, ze nie pisalam jakis czas, ale przezywalam kryzys :(
                                    otoz moj tato we srode byl juz tak wykonczony, ze po ciezki trudach zawiezlismy
                                    go do szpitala (chcial, a i tak nie bylo sensu mu tego wyperswadowac...).
                                    No i lekarz na izbie przyjec wyspiewal mu wszystko! (ze jest z nim kiepsko, ze
                                    mial opieke paliatywna i w ogole ze krzyz na droge!). I tato sie zalamal. Ale
                                    to byla sroda. Dzis jest piatek wieczor, ja jestem po rozmowie z lekarzem
                                    prowadzacym, i z tego co wiem, tata nie mogl jesc i zwracal wszzystko,bo
                                    mial/ma obrzek przelyku (no i ten jego guz z zoladka zdaje sie urosl). Poza tym
                                    istnieje podejrzenie anemii. Wzieli mu wycinki na gastroskopii,wyniki po
                                    swietach. Pytalam o wyniki krwi, to mnie wysmiali (lekarz stwierdzil, ze co
                                    mnie obchodzi OB i takie tam, skoro - wg niego - w kazdej odmianie raka to OB
                                    jest inne). Takze oni (lekarze) beda chcieli usunac mu obrzek, moze zaloza
                                    sonde i wypuszcza do domu...
                                    Tata siedzi na slonku (w domu tez mu kazalam, ale pogoda byla nie taka, dopiero
                                    teraz ladnie sie zrobilo). wszystko nadal zwraca (nawet wode), wiec tabletki
                                    odstawilam. lekarz nas opier*iczyl za to, ze przynioslysmy mu z mama sok z
                                    buraka. Blah: sama woda i koniec! Ale przynajmniej humor tata ma juz lepszy..
                                    Mysle, ze zaczyna walczyc. szkoda, ze tak pozno. No i na swieta bedzie w
                                    szpitalu :(
                                    mam nadzieje, ze wszystko sie ulozy jakos, bo opinie lekarzy wcale nie sa
                                    optymistyczne... Dzieki Wam za wszystko, z reszta ja juz nie wiem, co robic.
                                    Godzic sie na ta sonde, czy nie?
                                    (jak sie zgodze, to tacie bedzie lepiej, ale do czasu, kiedy mu ten guz nie
                                    urosnie, a to jest kwestia tygodni... podwojenie masy guza o 100% w tym wypadku
                                    to jakies 90dni --> to wiem z onkologii, a tacie wcale nie "potrzeba" duzego
                                    wzrostu...; jesli sie nie zgodze, to bede miec prawie swobodny "dostep" do jego
                                    zoladka=guza i MOZE bedzie sie dalo cos z tym zrobic. choc tato pewnie
                                    pocierpi).
                                    Nie jestem w stanie o tym zadecydowac, ale wiem, ze tata chce zyc i chce
                                    walczyc. i wiem, ze bedzie mogl znosic bol. Mam nadzieje, ze doczekam dnia,
                                    kiedy w koncu bedzie lepiej...
                                    Dzieki, ze jestescie...
                                    Wesolych Swiat!
    • Gość: zyrafa46 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.03.05, 08:19
      witaj, sussiu, wynalazlam jeszcze coś dla Taty. Jest to "Citosan", preparat
      zrobiony z pancerzyk,ów czerwonych krabów. Ten akurar ma to do siebie, ze ma
      niezwykły stopień tzw deacetylacji (85%), czyli oczyszczenia z tego co stanowi
      o twardości tychże pNCERZYKÓW. Preparat ten (mówiąc w ogromnym skrócie) ma
      niezwykłe dziełanie oczyszczające (jest ono tak silne, że nie stosuje się
      jednocześnie przy podawaniu chemii, bo ją również usuwa.) Natomiast właśnie
      teraz jest niezwykle wskazany, ponieważ mówiąc w s krócie niszczy komórki
      nowotworowe działając w kilku kierunkach, ale też ma dobre działanie osłonowe
      na żołądek. Ten takst, który mam przed sobą jest bardzo długi. Ja muszę wyjść z
      domu zaraz. Przepiszę więć tytlko na co jest zalecany preparat.(część, dot.
      Taty)
      - choroby onkologiczne, także w przypadku przerzutów i zatruć
      - choroby wątroby ( w tym otłuszczenia)
      - choroby serca i naczyń (napisałam na wszelki wypadek, bo nie wiem czy nie
      dotyczy)
      - choroby przewodu pokarmowego (przewlekłe zaparcia)
      - poparzenia, rany i inne urazyn powierzchni skóry. (to dotyczy również,
      przewodu pokarmowego. Nie wiadomo dlaczego Tata wymiotuje, może właśnie z
      powodu podrażnionego przewodu pokarmowego)
      - brak odporności immunologicznej organizmu - różnego pochodzenia
      - ostre i chroniczne zatrucia wynikające z zatrucia środowiska; porażenia
      promieniami np podczas terapii leczniczej
      ----przeciwskazania: nie podawać dieciom do 12 roku życia.
      Nic do tej pory nie pisałam na ten temat bo bo myślałam, ze preparaty ze Stanów
      będą bardziej pomocne. Tu też nie ma żadnej pewności, czy Tata nie wymiotuje.
      Proponuję Ci Sussiu wysłanie kilkun kapsułek na próbę(wraz z bardzo dokładnym
      opisem). Kapsułki można oczywiście wysypać i dać z wodą dowypicia. Nie mogą
      zaszkodzić, mogą pomóc. Tylko to wymiotowanie...Ale warto, myślę sprawdzić.
      Napisz, co ty na to. wysłałabym priorytetem. Teraz muszę już wychodzić. Do
      kompa zajrzę dopiero późnym popołudniem, ale jeśli się zgadzasz, napisz do mnie
      na komórkę, lub zadzwoń. Będę miała kilka kapsułek ze sobą. Wyślę je stamtąd,
      gdzie będę. Pieniędzy oczywiście nie chcę. Nigdy na fo rum nie podaję swojego
      komórkowca ale nie ma jak inaczej. Trzeba szybko działać bo wymiotowanie to
      pozbywanie się płynów i elektrolitów. 0608 30 34 36. Już muszę jechać (zresztą
      z córką do lekarza). Pozdrawiam ,czekam na tel. lub SMS, Ania Już nic więcej
      nie mam czasu pisać.
      • Gość: Modus Operandi Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.mtm-info.pl 26.03.05, 15:29
        Od razu mówię, że wierzę w medycynę niekonwencjonalną.

        Zwracanie pokarmu świadczy o silnym zatruciu. BROŃ BOŻE NIE SŁUCHAJ LEKARZY
        JEŚLI CHODZI O PICIE SOKÓW !!! GORSZEJ GŁUPOTY NIE SŁYSZAŁEM !
        • Gość: Modus Operandi Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.mtm-info.pl 26.03.05, 15:38
          Przepraszam, za szybko nacisnęłem Enter.

          Jeśli chodzi o soki - należy ich pić jak najwięcej i to w potwornie dużych
          ilościach. Należy się zmuszać do picia ich, nawet jeżeli czuje się objawy
          mdlenia. W nowotworze żołądka chyba najlepszym możliwym sokiem byłby sok z
          ziemniaków. Mają one silne działanie oczyszczające błone śluzową, wzmacniają
          działanie żołądka i niszczą złe spoiwa komórkowe. Polecam także picie soku z
          buraka i marchewki. Świetnie oczyszczają one krew oraz ją wzmacniają. I pod
          żadnym pozorem nie kupuj soków ze sklepu !!! Tylko i wyłącznie z sokowirówki, te
          ze sklepu mają związki powiększające chorobę nowotworową.
          Przebywanie na Słońcu jest KONIECZNE, nawet w czasie złej pogody. Słońce,
          emitując energię Chi (w med. chińskiej), silnie wzmacnia organizm. To podstawa -
          najważniejsza rzecz. Bez niej nie ma szans o powodzeniu kuracji leczniczej.
          Jeśli chodzi o lekarzy, to nie skomentuje ich tragicznego zachowania. Pociesz
          ojca i przywróć mu pogodne nastawienie. Bez zdrowia psychicznego nie ma szans
          zdrowia fizycznego.
          Mała wskazówka - niech Twój ojciec 3 razy dziennie włoży do ust żabek czosnku i
          go gryzie, ale nie połyka. Gryźć ma przez 10 minut. Nieprawdopodobnie wzmacnia
          do tworzenie się odpowiednich związków, koniecznych do zwalczenia choroby.

          Pozdrawiam i zdawaj codzienne relacje... !
          • snajper55 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 26.03.05, 18:19
            Gość portalu: Modus Operandi napisał(a):

            > Przepraszam, za szybko nacisnęłem Enter.
            >
            > Jeśli chodzi o soki - należy ich pić jak najwięcej i to w potwornie dużych
            > ilościach. Należy się zmuszać do picia ich, nawet jeżeli czuje się objawy
            > mdlenia.

            PRZESTAŃCIE DRĘCZYĆ CHOREGO CZŁOWIEKA !!!!!!!!!!!!!!!!

            S.
            • Gość: Dr Romano Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.dial.proxad.net 26.03.05, 18:37
              Wlasnie, wszystko, co napisal modus operandi to wlasnie modus operandi
              zameczenia ciezko chorego. Potworne i nadzwyczajne w swojej glupocie.
              • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 26.03.05, 23:55
                I co ja mam w tej sytuacji robic?
                spotkalam sie juz z opiniami o pozytywnej energii chi, ziemniakach, burakach,
                marchewkach i innych podobnych, ale nie spotkalam sie jeszcze z
                jednomyslnoscia. ja niejestem lekarzem, zeby kwestionowac cokolwiek, co radza
                wlasnie lekarze, ale juz nieraz zawiodlam sie na nich, wiec co tu duzo mowic -
                raczej nie do konca wierze w to, co mowia! ale wiara w cos niekonwencjonalnego
                chyba juz tylko mi (nam!) pozostaje...
                tata jest dalej w szpitalu. czeka na wyniki gastro, poki co dostaje jakis
                srodek (robiony osobiscie przez lekarza prowadzacego) na zbicie zapalenia
                przelyku oraz jakies srodki przeciwbolwe (tzn. tego sie domyslam,bo ci lekarze
                NIC nie mowia! no ale tate mniej boli). Mam nadzieje, ze to nie morfina.
                Nawet wynikow krwi nie chca podawac. moze pic tylko wode (tato slucha sie
                lekarzy,wiec nie ma na razie mowy o innych - konwencjo- czy niekonwencjonalnych
                sposobach leczenia).
                Zyrafo! odezwe sie na pewno, ale dam Ci spokoj przez swieta:) wesolych i
                spokojnych!
                Doswiadczony! dziekuje Ci pieknie za paczke, doszla rano (sobota). Zaczynam
                czytac te xera.. pocieszajace, tylko jak ja mam to wmusic w ojca?? eh..
                bardziej upartego niz on czlowieka, to swiat dawno nie widzial (Snajper by go
                polubil, maja takie samo podejscie do metod naturalnych i tym podobnych). no
                ale to zwykle witaminy na szczescie, mam nadzieje, ze nie bedzie problemow
                (poczekam, az ustanie obrzek przelyku i do dziela! :) Dzieki raz jeszcze!

                Dziekuje wszystkim za WSZYSTKO!
                wesolych, ZDROWYCH i spokojnych swiat!!! :]

                • Gość: feline Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.dial.proxad.net 27.03.05, 10:02
                  Lekarza "nic nie mowia" - ale czy WY PYTACIE? Nalegajcie, pytajcie jak
                  najwiecej, o wszystko, co was nurtuje i niepokoi, chocby pytania wydawaly sie
                  wam "glupie". Lekarze maja obowiazek informowac pacjenta zrozumiale,
                  wyczerpujaco i lojalnie, ale nie miejcie im za zle, jesli nie robia tego
                  spontanicznie, tylko wlasnie czekaja na wasza inicjatywe. Bo obowiazkiem
                  lekarza jest tez informowanie stosowne do potrzeb chorego i rodziny. jesli oni
                  nie putaja, to lekarz obiera wygodniejsza opcje nieinformowania (jako, ze
                  widac "nie maja potrzeby").
                  Zycze spokojnych Swiat.
                • snajper55 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 27.03.05, 18:35
                  susia_333 napisała:

                  > I co ja mam w tej sytuacji robic?
                  > spotkalam sie juz z opiniami o pozytywnej energii chi, ziemniakach, burakach,
                  > marchewkach i innych podobnych, ale nie spotkalam sie jeszcze z
                  > jednomyslnoscia. ja niejestem lekarzem, zeby kwestionowac cokolwiek, co radza
                  > wlasnie lekarze, ale juz nieraz zawiodlam sie na nich,

                  A na doradzaczach się nie zawiodłaś ? Czy pomogli Twojemu ojcu ? Wyleczyli go ?
                  Czy naprawdę sądzisz, że sok z surowych ziemniaków może kogokolwiek z
                  czegokolwiek wyleczyć ? Jedynie może łatwowiernych wyleczyć z ich złudzeń.

                  > wiec co tu duzo mowic - raczej nie do konca wierze w to, co mowia! ale wiara
                  > w cos niekonwencjonalnego chyba juz tylko mi (nam!) pozostaje...

                  Pozostało Ci pogodzenie się z tym, co każdego z nas prędzej czy później czeka.

                  > tata jest dalej w szpitalu. czeka na wyniki gastro, poki co dostaje jakis
                  > srodek (robiony osobiscie przez lekarza prowadzacego) na zbicie zapalenia
                  > przelyku oraz jakies srodki przeciwbolwe (tzn. tego sie domyslam,bo ci lekarze
                  > NIC nie mowia! no ale tate mniej boli). Mam nadzieje, ze to nie morfina.

                  A dlaczego obawiasz się morfiny ? Nie raz morfinę dostawałem i jakoś nie widzę
                  niepożądanych skutków.

                  > Nawet wynikow krwi nie chca podawac. moze pic tylko wode (tato slucha sie
                  > lekarzy,wiec nie ma na razie mowy o innych - konwencjo- czy niekonwencjonal
                  > nych sposobach leczenia).

                  Brawo, masz rozsądnego ojca. ;)

                  > Zyrafo! odezwe sie na pewno, ale dam Ci spokoj przez swieta:) wesolych i
                  > spokojnych!
                  > Doswiadczony! dziekuje Ci pieknie za paczke, doszla rano (sobota). Zaczynam
                  > czytac te xera.. pocieszajace, tylko jak ja mam to wmusic w ojca?? eh..
                  > bardziej upartego niz on czlowieka, to swiat dawno nie widzial (Snajper by go
                  > polubil, maja takie samo podejscie do metod naturalnych i tym podobnych).

                  Pozdrów go ode mnie. :))

                  > no ale to zwykle witaminy na szczescie, mam nadzieje, ze nie bedzie problemow
                  > (poczekam, az ustanie obrzek przelyku i do dziela! :) Dzieki raz jeszcze!
                  >
                  > Dziekuje wszystkim za WSZYSTKO!
                  > wesolych, ZDROWYCH i spokojnych swiat!!! :]

                  Spokojnych Świąt ! :)

                  S.
    • kwa2005 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 27.03.05, 17:24
      dlaczego szukasz pomocy na forum u osób, które sie na tym nie znają?w końcu
      lekarze są od tego fachowcami. oni umieją leczyc. tesoczki i in. to bzdury.
      słuchaj lekarzy, jeśli nie rozumiesz czegoś i wydaje ci się durne i nielogiczne
      to pytaj po 100 razy. nie jesteś lekzrzem nie rozumiesz wielu terminów, niech
      lekarz mówi po polsku, nie po lekarsku. mnie wyleczyli z raka
      • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 27.03.05, 21:27

        > dlaczego szukasz pomocy na forum u osób, które sie na tym nie znają?w końcu
        > lekarze są od tego fachowcami. oni umieją leczyc. tesoczki i in. to bzdury.

        bo nic innego mi nie pozostalo??
        > słuchaj lekarzy,
        no wlasnie sluchalam i jak na tym wychodze?? pani doktor z hospicjum dostala
        niezle baty za zle leczenie mojego taty :( oni maja nas juz gdzies! jak ktos
        jest spisany na straty, to sie juz nim nie zajumuje, bo i tak umrze!

        jeśli nie rozumiesz czegoś i wydaje ci się durne i nielogiczne
        > to pytaj po 100 razy. nie jesteś lekzrzem nie rozumiesz wielu terminów, niech
        > lekarz mówi po polsku, nie po lekarsku.

        siedze w tym od jakis paru miesiecy i na razie wszystko gra. tyle, ze oni nic
        nie mowia! (w onkologii to bylo co innego: szlo sie do lekarza i rozmawialo, tu
        dostalam opier nawet za to, ze osmielilam sie zapytac o wyniki badan krwi :|
        poza tym uslyszalam, ze jak ktos wie, ze dlugo nie pozyje, to po co o niego w
        ogole pytac??) bez komentarza... :(

        > mnie wyleczyli z raka
        coz, mialas szczescie... moj tato o raku "dowiedzial sie" za pozno... niestety :
        (
        • Gość: feline Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.dial.proxad.net 27.03.05, 21:33
          Susiu, czy moglabys sprecyzowac kto to jest owi "oni, tu"? Od kogo Pani dr z
          hospicjum dostala baty? Co to sa za "Oni" majacy waz gdzies? To jakis spisek
          szatanski czy co? Nie jestes skazana na tych "onych", poradz sie kogos innego,
          jesli mialas zaufanie do onkologow i dobre z nimi kontakty to wroc do nich i
          popros o doinformowanie.
          • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 28.03.05, 14:14
            Gość portalu: feline napisał(a):

            > Susiu, czy moglabys sprecyzowac kto to jest owi "oni, tu"?
            juz wyjasniam: to lekarze ze szpitala miejskiego, a konkretnie z oddzialu
            wewnetrznego.
            Od kogo Pani dr z
            > hospicjum dostala baty?
            od lekarza, ktory przyjmowal na izbie przyjec mojego tate. zobaczyl jej
            pieczatke na skierowaniu i sie wsciekl, powiedzial, ze ja zna i ze do niej
            zadzwoni i opie**zy za to, ze nie potrafi dobrze zdiagnozowac dolegliwosci
            a "szczyci sie tym, ze ma takie ciezkie przypadki" (-->po tym, jak sie moj tato
            dowiedzial, ze jest "ciezkim przypadkiem", to sie zalamal)...
            Co to sa za "Oni" majacy waz gdzies? To jakis spisek
            > szatanski czy co?
            no lekarzy, ktorzy spisali tate na straty; na to wyglada, ze szatanski.. ;)
            Nie jestes skazana na tych "onych", poradz sie kogos innego,
            > jesli mialas zaufanie do onkologow i dobre z nimi kontakty to wroc do nich i
            > popros o doinformowanie.
            hehe, to sie tylko tak latwo mowi: idz do onkologow. Oni nie widza powodow, dla
            ktorcyh mieliby sie zajac osoba, ktora wypisali ze szpitala. ja juz probowalam!
            powiedzieli, ze od tego sa wlasnie hospicja... :(

            • snajper55 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 28.03.05, 22:59
              susia_333 napisała:

              > no lekarzy, ktorzy spisali tate na straty; na to wyglada, ze szatanski.. ;)

              Rozumiem, że koniecznie chcesz być okłamywana, a kto nie chce Cię okłamywać
              jest zły ?

              > hehe,to sie tylko tak latwo mowi: idz do onkologow. Oni nie widza powodow, dla
              > ktorcyh mieliby sie zajac osoba,ktora wypisali ze szpitala. ja juz probowalam!
              > powiedzieli, ze od tego sa wlasnie hospicja... :(

              A czy nie mają racji ? Skoro nie mogą już Twojemu ojcu pomóc, to po co go w
              szpitalu trzymać, skoro taką samą opiekę, a może nawet lepszą, otrzyma w
              hospisjum ?

              S.
              • Gość: Doswiadczony Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 29.03.05, 05:30
                Podsumowywujac to wszystko w skrocie, wiem, ze macie taki wrodzony mechanizm
                obronny, ze nie bierzecie nawet pod uwage, ze taki nowotwor mozesz miec i ty
                lub ktos z twoich bliskich. Chce wam tylko wytlumaczyc, ze polega to na tym,
                ze "to nie nas dosiegnie ta choroba i ze to nie my umrzemy".

                Niemniej jednak co niektorzy powinni zachowywac sie na tym forum bardziej
                taktownie.
                • snajper55 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 29.03.05, 14:11
                  Gość portalu: Doswiadczony napisał(a):

                  > Podsumowywujac to wszystko w skrocie, wiem, ze macie taki wrodzony mechanizm
                  > obronny, ze nie bierzecie nawet pod uwage, ze taki nowotwor mozesz miec i ty
                  > lub ktos z twoich bliskich. Chce wam tylko wytlumaczyc, ze polega to na tym,
                  > ze "to nie nas dosiegnie ta choroba i ze to nie my umrzemy".

                  Chyba wprost przeciwnie. Mam wrażenie, iż niektórzy uważają ludzi za
                  nieśmiertelnych i tylko błędy, niefachowość lub zła wola lekarzy są przyczyną
                  nielicznych przypadków smierci. Taka postawa to chowanie głowy w piasek, ktora
                  jedynie niepotrzebnego bólu jest przyczyną.

                  S.
                  • znachor99 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 29.03.05, 19:03
                    Z mojej perspektywy sprawa wyglada jeszcze inaczej. Poniewaz duzo podrozuje,
                    mialem szczescie w nieszczesciu byc u lekarza w innych krajach - USA, Szwecja,
                    Norwegia.

                    Teraz juz mi nikt nie wcisnie, ze polscy lekarze pragna informowac o wszystkim
                    pacjentow i ich rodzine, ze chca wytlumaczyc, tylko pacjent nie chce sluchac.
                    Nikt tez mi nie wcisnie takiego taniego kitu, ze to pacjent powinien chodzic za
                    lekarzem, zeby sie czegos dowiedziec. Znacie kogos, kto przychodzi do lekarza i
                    nie chce wiedziec, co mu dolega?

                    Trudno mi porownac poziom wiedzy medycznej lekarza polskiego, szwedzkiego czy
                    tez amerykanskiego, chociaz powszechna opinia jest taka, ze naszym lekarzom
                    troche brakuje do poziomu wiedzy np lekarzy amerykanskich.

                    Z cala pewnoscia moge jednak stwierdzic, ze pod wzgledem kultury osobistej,
                    podejscia do pacjenta dzieli ich od lekarzy amerykanskich czy tez szwedzkich
                    ogromna przepasc - okolo 50 - 100 lat.

                    Rozumie wiec bezradnosc susi w kontaktach z lekarzami. Wiedza o tym wszyscy,
                    ktorzy mieli kontakt z polska medycyna. Mam wrazenie, ze tylko polscy lekarze
                    nie chca tego zauwazyc.

                    Jak zauwazylem, to kuracja Doswiadczonego polega na podawaniu srodkow
                    oczyszczajacych organizm, srodkow budujacych system odpornosciowy i witamin.
                    Nie wiem na czym ma polegac nastepny etap, ale przyszlo mi do glowy takie
                    pytanie:

                    Czy jezeli rzeczywiscie jest umierajacy, to nie nalezy juz wzmacniac jego
                    organizmu? Moze wg lekarzy TAKIEMU to szkoda nawet witamin? Moze wiec eutanazja
                    i juz jedno lozko w hospicjum bedzie wolne?

                    Nigdy tak nie bede myslal, tak samo uwazam, ze jezeli szansa nawet jest
                    minimalna, to zawsze trzeba probowac.

                    Susiu - pamietaj, ze twoj ojciec jeszcze zyje. Nie rezygnuj z zadnej szansy. Z
                    chwila nawet minimalnej poprawy zdrowia, staraj sie go leczyc, wzmocnic. Jezeli
                    lekarze nic nie proponuja w zamian, niech ta beda witaminy.
                    • susia_333 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 30.03.05, 10:08
                      to jest tak, ze ja doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze raka hoduje sie w
                      sobie dlugo, i tata w sumie poniekąd sam jest sobie winny :( i wiem, ze to nie
                      jest wina lekarzy! ale na litosc boska oni od czegos sa! nie chce
                      generalizowac, bo spotkalam sie z super wyjatkami, ale ci, z ktorymi stykam sie
                      obecnie, chyba na oczy nie widzieli przysiegi Hipokratesa! koniec, juz wiecej
                      nic na ich temat nie powiem, bo szkoda slow.

                      tata dalej w szpitalu. mial dwudniowa przerwe w wymiotach, potem one znow
                      powrocily. czekam na wyniki dalej, potem mam nadzieje na jego powrot do domu.
                      tabletki, ktore dostaje w szpitalu (polprazol zdaje sie),
                      przelyka i ich nie zwraca, takze to dobry objaw (nie zapeszam). jak tylko
                      zaczne kuracje lekami od Doswiadczonego, dam znac :)

                      dzieki i do nastepnego "napisania" :)
                    • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.05, 13:25
                      Szanowny znachorze! jak wiekszosć naszego Społeczeństwa wygłaszasz prawdy
                      obiawione i stwierdzenia nie podlegające w twoim mniemaniu dyskusji i jak
                      wiekszość tego Społeczenstwa patrzysz na na rzecz jednostronnie. Nie mam
                      zamiaru bronic lekarzy warto jednak pamietać ze to tacy sami ;ludzie jak inni
                      wiec zdarzaja sie wsród nich pozadni jak i hieny . Słusznie domagasz sie
                      kultury i odpowiedniego podejscia do pacjenta czemu jednak podajac przykład
                      amerykanski zapominasz dodac ze róznica dotyczy takrze zarobków mniej wiecej 50-
                      100razy??? I prosze nie mów ze zycie ludzkie jest bezcenne bo kosztuje
                      dokładnie tyle ile w danym momencie trzeba zapłacic za jego podtrzymanie
                      czasami jest to zabieg za grube miliony a czasami dawka insuliny za kilka
                      złoty . A lekarze jak wszyscy chca po prostu zrabiac pieniadze bo maja rodziny
                      kredyty chca jezdzic na wakacje i ani moralnosc ani przysiegi nie maja tu nic
                      do rzeczy to jest zawód jak inne i otrzymasz usługe na takim poziomie na jakim
                      zapłacisz . Ale odbiegamy od tematu.
                      Pytasz czy znam kogoś kto nie chce wiedziec co mu dolego -wyobraz sobie ze cały
                      multum ludzi nei chce wiedziec a szczególnie pacjenci z nowotworami. Nie wiem
                      czym sie zajmujesz ale smiem twierdzic ze wiem na ten temat znacznie wiecej od
                      ciebie . Co do informacji to warto zauwazyc ze susia mówiła ze to jej lekarze
                      nie chca udzielic informacji a w swietle prawa nie tylko nie musza jej
                      udzielac informacji ale nawet im nie wolno bo Tato susi jest przytomny i tylko
                      jemu wolno przekazywac informacje chyba ze wskarze córke jako osobe
                      upowarzniona , atego przeciez nie wiemy.
                      Wierze ze w oddziale w którym lezy Tato moga byc nie najlepsi lekarze zdarza
                      sie . nie mam zamiaru ich bronic ale pamietajmy ze zawsze sa dwie strony medalu
                      i nie zawsze to co nam sie wydaje jest do konca prawda . poza tym wydaje mi sie
                      ze mamy tu konflikt oczekiwan zatrosknej rodziny z mozliwosciami a własciwie
                      kresem mozliwosci medycznych.Co do witamin itp. nikt rozsadny nie bedzie sie
                      sprzeciwiał ich podawaniu ale.. moze trzeba sie skonsultowac z lekarzem? moze
                      usilne pojenie chorego sokami przysparza mu tylko cierpien a dje niewielkie lub
                      zgoła zadne efekty?? Moze wreszcie warto sobie zdac sprawe ze czasami pacjenci
                      wolą zyc dzien tydziem czy miesiac krócej bez cierpienia niz w okrutnych
                      meczarniach walczyc o te nastepne kilka godzin.
                      Droga susiu moze trudno Ci w to uwierzyc ale bardzo ci współczuje i tzrymam
                      kciuki . Wiem co czujeszmój ojciec odszedł przed 3 laty z powodu raka płuc i
                      mimo ze miałem w tej kwestii doswiadczenie zawodowe, doswiadczenie pracy z
                      ludzmi terminalnie chorymi , było mi bardzo trudo . Prosze cie pamietaj o tym
                      ze teraz najwarzniejsze jest to co Ojciec czuje czego pragnie i wasza miłosc i
                      bliskośc . Zastanów sie czy twoje usilne próby "leczenia " nie sa czasem
                      ucieczka przed pogodzeniem sie z prawda i tak na prawde to poprawiaja twoje
                      samopoczucie dajac złude ze coś robisz , ? niz przynosza realna korzysc tacie.
                      pozdrawiam .
                      PS nie bój sie morfiny to takie lekarstwo jak karzde inne .powodzenia i trzymam
                      kciuki


                      • snajper55 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 30.03.05, 23:48
                        Gość portalu: marcin napisał(a):

                        > Słusznie domagasz sie kultury i odpowiedniego podejscia do pacjenta czemu jed
                        > nak podajac przykład amerykanski zapominasz dodac ze róznica dotyczy takrze
                        > zarobków mniej wiecej 50 - 100razy???

                        A jakież znaczenie ma wynagrodzenie ??? Lekarz ma swoje obobiązki, które albo
                        musi wykonywać, albo powinien zrezygnować z zawodu, skoro mu wynagrodzenie nie
                        odpowiada. Poziom wynagrodzenia nie jest żadnym usprawiedliwieniem odwalania
                        chałtury. Nikt nikogo nie zmusza do pracowania w zawodzie lekarza, każdy może
                        ten zawód porzucić i zająć się zyskowniejszymi zajęciami, takimi jak zbiór runa
                        leśnego lub hodowla świń.

                        S.
                        • Gość: marcin Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.05, 15:33
                          i masz racje. ale ja nie mówiłem o wypełnianiu obowiazków lekarskich tylko
                          podejsciu do pacjenta . Mozna byc fachowym i miłym albo tylko fachowym.i tu ma
                          własnie do rzeczy wynagrodzenia. Natomiast nie ma zgody na odwalanie
                          fuszery . "jak sie ktoś godzi za psa to powinien szczekac" . ale bycie unizonym
                          gdrzecznym miłym itd nie nalezy wbrew pozorom do obowiazków lekarza.Prosty
                          przykład ten sam doktór jest oschły i opryskliwy w szpitalu i nadzwyczaj miły w
                          prywatnym gabinecie. a co powoduje te metamorfoze- własnie pieniadze. a tak na
                          marginesie , pacjenci czesto myla fachowasc i profesjonalizm z miłym usmiechem
                          i grzecznościa a nie zawsze ten najmnilszy jest najbardziej fachowy i odrotnie
    • Gość: Daria Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.leon.com.pl 31.03.05, 09:15
      Moja mama też cieprpała na te okropną chorobę....rak rozpanooszył sie w całym
      żoładku, lekarze przeprowadzili resekcje zoładka....przez kika miesiesy sie
      mamie poprawiło ale to tylko tymczasowa sytuacja... W tym czasie znalazłam z
      mamą bioenergoterapeutę w Pszczynie.człowiek na niesamowide podejście do swoich
      pacjentów i naprawde potrafi zdziałac cuda. Jeśli organizm Twojego ojca jest
      nienaruszony przez chirurgów.....spróbujcie. Wierze w tego człowieka....on
      naprawde wiele ludzi wyciągnął z tego ochydstwa. Nazywa sie Jan Wróbel a to
      jego stronka www.specc.com.pl/

      Pozdrawiam Daria Kodziejczyk
    • zyrafa46 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 31.03.05, 12:07
      Witaj Susiu, dlaczego nie piszesz?, Ania
    • zyrafa46 Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))))))) 31.03.05, 12:27
      Susia, 1: czekam, aż się odezwiesz, kapsułki czekają, 2: - mam jeszcze jeden
      pomysł. Dziwny, ale miły, jeśli zadziała. Poopowiadaj Tacie jakieś super
      dowcipy. Smiech uzdrawia. na poczatek raczej tylko ducha a nie ciało. Jednak
      chyba nikt nie przeceni dobrego nastroju chorego i jego rodziny. Mój Tata miał
      cięzko chore serce. (Od kilku lat nie żyje). Gdy któregos dnia opowiedziałam mu
      cos takiego, to na te kilka minut gdy po prostu kwiczał z radości - całkowicie
      zapomniał o wszelkich zmartwieniach:) Tego dowcipu nie pamiętam zupełnie.
      Bardziej zapamiętałam jednak co innego. Jednak warto bylo. Myślę, że
      to "dziadostwo" też przestraszy się śmiechu i radości. Nie ma chyba nic
      gorszego niż ponure miny nad łóżkiem chorego. Zapraszam, chyba
      (oprócz "dziadostwa")- wszystkim będzie łatwiej jasno patrzeć w przyszłość.
      Serdecznie pozdrawiam, bardzo serdecznie. Żyrafa
      • Gość: Doswiadczony Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 01.04.05, 05:19
        Wierze, ze stan zdrowia ojca susi sie polepszy i bedzie mogl przyjmowac
        witaminy. Co do trzeciego etapu kuracji o ktory pytal znachor99, to krotko moge
        napisac, ze ta kuracja polega na polaczeniu diet Hoxey'a, Gersona, Kelley'a,
        Gonzalesa i Livingston. Jezeli kogos interesuja blizsze szczegoly, to moge
        polecic odpowiednia literature na ten temat.

        Teraz zabawie sie w snajpera. Mam nadzieje, ze nie bedzie on mial mi tego za
        zle.

        Daria polecila strone:
        www.specc.com.pl/
        Zupelnie zgadzam sie z tym, co na tej stronie jest oprocz tego, ze mam
        doswiadczenie z ta woda, a mianowicie okolo 4 lat temu, byla ona w sprzedazy na
        wszystkich stacjach benzynowych w USA. Ze wzgledu na to, ze dosc duzo podrozuje
        a raczej tylko uzywam wody, to dokladnie wiem o czym pisze. Bardzo ladna
        butelka z gustowna, przyciagajaca oczy naklejka. Przez pewien czas byla to
        najlepiej sprzedajaca sie woda w USA (ja tak mysle osobiscie). Do kupna tej
        wody zachecal napis miedzy innymi, ze dotleniasz organizm i wlasciwie poza tym
        nie miala zadnych leczniczych wlasciwosci. Od okolo 2 lat nie ma jej juz w
        sprzedazy. Okazalo sie, ze ten ozon ulatnial sie automatycznie po odkreceniu
        butelki i poprostu zostawala woda destylowana. Bylo to podane w wiadomosciach
        przez glowne stacje amerykanskie.

        Druga rzecza, z jaka sie nie zgadzam, to ze przy spozywaniu duzych ilosci wody
        nie bedziemy potrzebowac extra witamin. Woda wyplukuje z organizmu mineraly i
        czesc witamin a potem anemia pewna. Nie dajmy sie wiec nabic w butelke, jak ten
        ozon, ktory i tak szybko z niej ucieka.

        Daria, nie mysl o mnie zle, ale to jest rzeczywistosc.

        Pozdrowienia

        • Gość: Daria Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 213.227.69.* 01.04.05, 21:38
          Ja nie napisałam ze polecam te wode...ja pisze o tym człowieku :)
      • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 01.04.05, 17:45
        zyrafa46 napisała:

        > Susia, 1: czekam, aż się odezwiesz, kapsułki czekają,

        czesc! tak, wiem, ze czekaja, caly czas o tym pamietam, ale poki tata jest w
        szpitalu to i tak nie moge mu nic podawac... dzis WRESZCIE maja mu zrobic
        lewatywe :) poza tym caly czas mowi, ze rak go zzera :| bleee

        2: - mam jeszcze jeden
        > pomysł. Dziwny, ale miły, jeśli zadziała. Poopowiadaj Tacie jakieś super
        > dowcipy. Smiech uzdrawia. na poczatek raczej tylko ducha a nie ciało. Jednak
        > chyba nikt nie przeceni dobrego nastroju chorego i jego rodziny. Mój Tata
        miał
        > cięzko chore serce. (Od kilku lat nie żyje). Gdy któregos dnia opowiedziałam
        mu
        >
        > cos takiego, to na te kilka minut gdy po prostu kwiczał z radości -
        całkowicie
        > zapomniał o wszelkich zmartwieniach:) Tego dowcipu nie pamiętam zupełnie.
        > Bardziej zapamiętałam jednak co innego. Jednak warto bylo. Myślę, że
        > to "dziadostwo" też przestraszy się śmiechu i radości. Nie ma chyba nic
        > gorszego niż ponure miny nad łóżkiem chorego. Zapraszam, chyba
        > (oprócz "dziadostwa")- wszystkim będzie łatwiej jasno patrzeć w przyszłość.
        > Serdecznie pozdrawiam, bardzo serdecznie. Żyrafa


        tak, ja tez tak sadze :) w ogole to dziekuje Ci za cenne rady :)
        tylko ze jak tam przychodze to normalnie plakac mi sie czasem chce. mimo
        to "robie dobra mine do zlej gry" i nie daje po sobie poznac, ze jest zle.
        no nic, 3majcie dalej kciuki :) dzieki raz jeszcze!

        PS co do kapsulek, to sie odezwe, jak tylko tata wroci ze szpitala. nie iwem,
        czy mozna je "mieszac" z tymi, ktore mam od Doswiadczonego....
        • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.04.05, 19:23
          Susieńko, słoneczko, jak Ci się chce płakać, to płacz. Najgorsze jest udawanie.
          Każdy chory to zauważy i - odpowiednio zinterpretuje. Popłacz, popłacz, nawet
          może przy Tacie. Byłoby dziwne, gdybys była lodem. I ja, gdy mnie boli -
          płaczę. A przecież Ciebie bardzo boli! Jednak Twoja "robota" polega na tym,
          abys zmusiła swój mózg do uwierzenia w to, że jutro będzie inaczej - LEPIEJ. O
          ćwierć włoska, nie widać tego, ale lepiej. Sam lepszy nastrój - to już jest
          DUŻO LEPIEJ. Twój lepszy nastrój powinien być NA PRAWDĘ lepszym nastrojem. I -
          wtedy to działa. Nie twierdzę, że to łatwe. Ale jakie dobre. Pyszne. Pomyśl w
          ten sposób o Tatusiu. Bardzo, bardzo jestem z Wami :))))) Żyrafa
          • znachor99 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 02.04.05, 19:18
            Usmialem sie serdecznie czytajac o cudownych wlasciwosciach ozonowanej,
            zdemineralizowanej wody.

            Zaraz biegne na stacje benzynowa, kupie wode destylowana, do ktorej wleje
            troche wody utlenionej. Bede zyl 150 lat. A moze ktos chce to cudowne lekarstwo
            ode mnie kupic? Niedrogo - tylko 20 zl za pol litra. Czy rzeczywiscie mamy juz
            XXI wiek?
            • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.04.05, 14:06
              co do wody, nie będę sie wypowiadać - nie piłam. Natomiast o tym panu słyszałam
              (przyznaję, tylko słyszałam) - same dobre rzeczy. Pozdrawiam, Żyrafa
              • Gość: Doswiadczony Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 05.04.05, 04:04
                Susiu, napisz prosze, czy ojciec wyszedl ze szpitala i jak sie czuje. Jesli
                chodzi o ta kuracje, to mozna podawac cokolwiek, np innego typu witaminy i
                lekarstwa. Gdyby wszystko bylo dobrze, to po okolo miesiacu przeszedlby twoj
                ojciec na specjalna diete. Wtedy dopiero trzeba by sie zastanawiac, czy
                przypadkiem czegos by sie nie przedawkowalo. Dieta jest tu przygotowywana w
                Ameryce i ze wzgledu na odleglosc potrzebne sa wyniki badan krwi. Jesli nie
                bedzie badan krwi, to musze miec dokladny opis przerzutow. Mysle, ze lekarz
                powinien przedstawic to twojemu ojcu. Jesli chodzi o to, co w tej chwili masz,
                to sa witaminy oczyszczajace organizm i wzmacjajace uklad odpornosciowy.

                Pozdrowienia.
                • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 05.04.05, 22:36
                  Gość portalu: Doswiadczony napisał(a):

                  > Susiu, napisz prosze, czy ojciec wyszedl ze szpitala i jak sie czuje.
                  Nie, jeszcze nie wyszedł. I nie wiedzą jeszcze (lekarze), kiedy go wypuszczą.
                  ale już wiem, że tylko po to, by nie zajmował łóżka w szpitalu... A czuje się
                  raz lepiej, raz gorzej. Obrzęk z przełyku już chyba zeszedł, ale tatko ma
                  chrypkę jeszcze. Wymioty są, ale już nie w takich ilościach, zaczyna jeść
                  powoli (zupki), ale raczej je zwraca (choć nie wszystko). Lewatywa zrobiona,
                  ale stolca dalej nie ma.

                  Jesli nie
                  > bedzie badan krwi, to musze miec dokladny opis przerzutow.
                  Zrobi się i badania krwi :)


                  Mysle, ze lekarz
                  > powinien przedstawic to twojemu ojcu.
                  Taaa, jasne. oni i tak nie wiedzą. Za to ja mniej więcej wiem, co mi
                  powiedzieli w Instytucie Onkologii.
                  Jesli chodzi o to, co w tej chwili masz,
                  > to sa witaminy oczyszczajace organizm i wzmacjajace uklad odpornosciowy.
                  >
                  > Pozdrowienia.
                  >

                  Dzięki raz jeszcze!!!!
                  pozdrawiam ciepło i wiosennie! :)
                • Gość: magda do Doświadczonego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.05, 11:26
                  Witaj, czy to co zaproponowałes Susi pomaga takze na raka niedrobnokomórkowego
                  płuc ????Mój ojciec jest chory.Jest obecnie poddawany radioterapii
                  paliatywnej.Prosze pomoż.żeby nie przeszkadzac Susi podaje
                  moj mail : mistres@op.pl.Z góry dziękuje.
              • znachor99 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 05.04.05, 22:03
                Gość portalu: zyrafa46 napisał(a):

                > co do wody, nie będę sie wypowiadać - nie piłam. Natomiast o tym panu
                słyszałam
                >
                > (przyznaję, tylko słyszałam) - same dobre rzeczy. Pozdrawiam, Żyrafa


                Tez pozdrawiam
                • Gość: Doswiadczony Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 07.04.05, 03:25
                  Magdo, ten sposob kuracji jest praktycznie bezpieczny przy wszystkich typach
                  raka, bez wzgledu na to, czy ktos jest poddawany radioterapii czy tez
                  chemioterapii.

                  SUSIU, CZAS BIEGNIE NIEMILOSIERNIE. Zapytaj ojca, czy by sie zdecydowal przyjac
                  serie zastrzykow, ktore oczywiscie bym ci przyslal. To bardzo wazne. Te
                  zastrzyki wstrzymalyby rozwoj raka. Chcialbym, zebyscie z ojcem podjeli w miare
                  szybko decyzje, bo bede potrzebowal czasu, zeby je dostac.

                  Pozdrawiam wszystkich.
                  • Gość: Dr Romano Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 07.04.05, 08:28
                    Susiu i wszyscy pozostali. Doswiadczony wyglada mi na istotnie bardzo
                    doswiadczonego naciagacza - hochsztaplera. Uwaga!
                    • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 07.04.05, 12:51
                      doktorze Romano!
                      moj tato umiera, czuje sie coraz gorzej, wczoraj dowiedzialam sie, ze jest juz
                      na morfinie (4x dziennie), nadal w szpitalu... :(
                      i wrocily wymioty (ciemne, czyli "rakowe", jak ja to mowie... przetrawiona
                      krew, itp.), wiec mnie nie pozostaje nic, jak zaufac Doswiadczonemu, bo niby
                      dlaczego mialabym mu nie wierzyc???
                      a hochsztapler-naciagacz zazwyczaj za swe uslugi chce pieniedzy - a to sie
                      kloci z dzialaniami Doswiadczonego! chyba, ze ja tu czegos nie zauwazylam.

                      Dzis porozmawiam z tata i dowiem sie, co mysli o zastrzykach, ale mysle, ze
                      raczej sie zgodzi (bardzo chce zyc!).
                      Dzieki za wszystko, pozdrawiam serdecznie!
                      • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.04.05, 13:44
                        Susienko, popatrz wyżej ^. Czyli, trzymamy kciuki. Walcz. Mi tez podoba sie
                        pomysł z zastrzykami. Chocby dlatego, ze Tata przyjmie je nie doustnie. Nie
                        zwymiotuje, może. Pozdrawiam Was oboje i doświadczonego, Żyrafa.
                      • Gość: Dr Romano Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 07.04.05, 20:15
                        Sa tez niestety szarlatani, ktorzy wprawdzie nie domagaja sie zaplaty, ale
                        licza na "zaistnienie" - jak wydaje mi sie do nich nalezy "doswiadczony".
                        Popieram glos dyskutanta mowiacego o tym, ze nalezaloby podac sklad tego
                        specyfiku wszystkim potrzebujacym ale po uprzednim jego przeanalizowaniu.
                        inaczej zamiast wzmocnic swojego ojca bedziesz moze mu podawac produkt zupelnie
                        nieskuteczny, jesli nie szkodliwy, zamiast przedluzyc Mu zycie jedynie jego
                        resztki uprzykrzysz a moze i skrocisz. Czy nie lepiej sprobowac cieszyc sie
                        tym, co jeszcze zostalo, przezyc to najintensywniej, spelnic jakies dawne
                        marzenie -co? To juz Twoj Tato i Wy wszyscy jego najblizsi wiecie najlepiej.
                        • Gość: JOLA Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.04.05, 22:09
                          sledzę wszystkie wpisy od samego początku. Trochę boję się wpisywać bo kiedyś
                          tam posądzono mnie że w pijanym widzie doradzam co robić.Tak się stało że
                          wszystko co pisałam okazało się prawdą,co wprawdzie daje mi satysfakcję ,ale to
                          przecież nie o to chodzi.W moim poscie z 16 marca napisałam to co ty
                          teraz,prawie to samo.Jeżeli chodzi o podawanie jakikolwiek środków
                          wzmacniających to jestem bardzo sceptyczna po rozmowie z doświadczonym lekarzem
                          na ten temat.Mianowicie zpytał mnie czy jestem pewna że środki wzmacniające
                          działają tylko na zdrowa tkankę i czy napewno omijają tkankę chorą,czy jestem
                          pewna że nie zabiję ojca.W tej chwili ojciec susi będzie wymagał leczenia
                          objawowego,czyli ulżenie mu w dolegliwościach.W tej chwili raczej trudno mówić
                          o spełnianiu marzeń bo pewno jedynym marzeniem jego będzie móc nie wymiotować i
                          żeby nie bolało. Przepraszam ,że tak odzieram z nadzieji,ale wzięłam to
                          wszystko na sobie.Dla mnie najważniejszym było zapewnić ojcu godne umieranie w
                          domu w serdecznej atmosferze w miłości,a nie gdzieś za szpitalnym parawanem,bo
                          uważam że nikt nie zasługuje na taki los,choćbyśmy mieli najbardziej
                          zaprzyjaźniony oddział,sprzyjający personel to zawsze będą obcy ludzie a nie
                          najbliższa rodzina.Nieustająco będę śledzić wpisy i myśleć o sussi jak
                          najserdeczniej.
                          • Gość: marcin Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.05, 19:01
                            nareszcie głos rozsadku. Popieram.Ojciec susi nie potrzebuje zastrzyków tylko
                            miłosci wiezi i bycia z Nim . Jesli chce zastrzyki czemu nie ale nie zamiast
                            rodzinnej troski tylko jako uzupełnienie. Umarł Papiez schorowany i cierpiacy
                            dał ludziom ostatnia lekcje , lekcje umierania . To lekcja dla
                            wszystkich ,niezaleznie od wyznania ,wierzacych i nie wierzacych bo wszyscy
                            niezaleznie od swych przekonan umrzemy.
                  • Gość: nie lekarz Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.netcontrol.pl 07.04.05, 16:38
                    > Te
                    > zastrzyki wstrzymalyby rozwoj raka.

                    Jeżeli znasz lek który "wstrzymuje rozwój raka" to czemu nie podasz jego nazwy
                    publicznie do wiadomości ? Jest wielu potrzebujących. Sprawiłby on zapewne że w
                    szpitalach onkologicznych zabrakłoby pacjentów. Dlaczego tego cudownego leku
                    nie znają lekarze onkolodzy?
                    • Gość: Doswiadczony Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 08.04.05, 05:08
                      Wedlug JOLI - w tej chwili ojciec susi będzie wymagał leczenia objawowego,
                      czyli ulżenie mu w dolegliwościach. Z tego wnioskuje, ze lekarze sa potrzebni
                      tylko po to, zeby wypisac recepte na morfine, poniewaz nie ma jej na wolnym
                      rynku. Monopol na jej dystrybucje maja drug dealerzy i lekarze.

                      "Nie lekarz" chce, zebym napisal, co to za zastrzyki. Na to pytanie powinien
                      odpowiedziec dr Romano. Przeciez on wie najlepiej, skoro wyzywa mnie od
                      doswiadczonych hosztaplerow. Jesli chodzi o dr Romano, to niech dokladnie
                      wytlumaczy susi, na czym polega moje hosztaplerstwo. Mam wrazenie, ze wpadl na
                      chwile na ten watek, nie czytal od poczatku, tylko tak sobie napisal z nudow.

                      Zeby mu ulatwic odpowiedz, to sa te same zastrzyki, ktorych uzywaja w Tihuanie,
                      w Meksyku. A jesli chodzi o onkologow, to co by powiedzieli gornicy. gdyby sie
                      dowiedzieli, ze nie ma juz wiecej wegla do kopania.

                      Czy mozna opanowac (epidemie) raka? Sa przeciez ludy, ktore nie znaja tej
                      strasznej choroby, chociaz genetycznie jestesmy bardzo podobni.

                      Czy mozna sie uchronic przed rakiem? Czy ktos z lekarzy zechce zabrac glos na
                      ten temat? Czy tylko nadal beda krytykowac?

                      Kiedys wspominalem o lewatywie kawowej. Czy moze ktos cos o tym slyszal? Moze
                      dr Romano? Czy tylko znowu wyzwie mnie od hosztaplerow?

                      Susiu, mysle, ze to dobrze, ze twoj ojciec dostaje morfine, bo mniej cierpi.
                      Pamietaj jednak, ze ojciec wciaz zyje i chce zyc. Jezeli twoj ojciec
                      zdecydowalby sie przyjmowac zastrzyki, to wysle ci na maila dokladny opis
                      zastrzykow.

                      Pozdrowienia.

                      • Gość: Dr Romano Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 08.04.05, 18:30
                        Utrzymywalem dotad, dalej utrzymuje i jesli Doswiadczony nie przedstawi
                        wiarygodnych dowodow, ze jego preparaty sa wiarygodne i skuteczne utrzymywac
                        bede, ze jest zwyklyml szarlatanem. "te same co w Tihuanie", Pernambuko czy w
                        jakimkolwiek innym miejscu w swiecie to nie jest ZADEN miernik skutecznosci.
                        Prosze o NAUKOWE dowody, formule chemiczna preparatu i nazwe producenta. Albo
                        prosze o przeslanie mi preparatu w celu poddania go analizie. NA MOJ KOSZT.
                        • Gość: marcin Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.05, 19:05
                          szanowny Kolego. daj juz spokuj biednemu Doswiadczonemu. On po
                          prosty"sprzedaje " nadzieje a ta nie poddaje sie naukowej analizie.
                          • Gość: Dr Romano Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 08.04.05, 19:14
                            Dla mnie "biedniejsi" od Doswiadczonego sa chorzy i ich bliscy ludzeni przez
                            osobnika bez skrupulow. Ciekaw jestem, jak by sie ktokolwiek z nich poczul
                            dowiedziawszy sie ktoregos, bynajmniej nie pieknego dnia, ze w ampulce
                            otrzymanej od Doswiadczonego bylo 0,9% NaCl (w najlepszym przypadku), jesli nie
                            trucizna.
                            • Gość: marcin Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.04.05, 19:21
                              pewnie masz racje, ale ludzie czesto sa łudzeni na własne zyczenie , taka jest
                              juz ich konstrukcja.Ja kilkakrotnie próbowałem wypowiedziec sie na tym forum
                              merytorycznie bynajmniej nie straszac , ale nie spotkałem sie ze zrozumieniem.
                              ot nie wszyscy sa gotowi do odbiory swiata takim jaki jest wola karmic sie
                              złudzeniami. i trudno im tego odmówic .pozdrawiam
                              • Gość: Dr Romano Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 08.04.05, 19:24
                                Ja niestety nazbyt czesto widuje takich wlasnie zadnych nadziei, ktorzy ludzili
                                sie zbyt dlugo.
                                • zdrowy3 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 09.04.05, 03:34
                                  Zastanawiam sie, czy dr Romano i marcin, to ta sama osoba. Podziwiam to uczucie
                                  wyzszosci w stosunku do nas, pacjentow, ich bliskich, hochsztaplerow i innych
                                  marnych smiertelnikow.

                                  Panie doktorze Romano-marcinie. Zamiast poddawac naukowej analizie jakies
                                  lekarstwa, niech pan podda lepiej naukowej analizie samego nowotwora i NAUKOWO
                                  GO ZWALCZY! Czy to nie jest bardziej logiczne i proste?

                                  Cala ta sytuacje mozna porownac do nastepujacego obrazka:

                                  Plonie dom. Wlasciciele i sasiedzi probuja go gasic. Obok stoja strazacy,
                                  smieja sie z gaszacych i spokojnie sobie koniaczek popijajac.
                                  • Gość: Dr Romano Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 09.04.05, 09:00
                                    Nie jestem Marcinem, jestem mna.
                                    Zdrowy chorego nie zrozumie - mowi stare przyslowie. Nie tylko widac chorego
                                    nie rozumie, rowniez tego, ze nie mozna odzyskac zdrowia "leczac" sie
                                    niewiadomo czym poleconym przez niewiadomo kogo niewiadomo skad. To natomiast
                                    niestety rozumieja lekarze, bo na codzien spotykaja sie ze skutkami dzialan
                                    doswiadczonych cudotworcow i wszelkiej masci jak ich nazywa Marcin "sprzedawcow
                                    nadziei". jest tez przyslowie: "nadzieja matka glupich i pocieszycielka
                                    strapionych".
                                    Od dawna znany byl problem nielegalnej i niekontrolowanej sprzedazy pseudolekow
                                    lub np lekow przeteminowanych na afrykanskich targowiskach w krajach "trzeciego
                                    swiata". teraz takim targowiskiem w srodowiskach niby -swiatlych cywilizacji
                                    staje sie internet. Ale faktem jest, ze kazdy ma prawo wolnego wyboru.
                                    Tyle, ze nowotwor nie czeka.

                                  • Gość: inz. Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.pacific.net.hk 09.04.05, 09:29
                                    Nikt nie zauwazył jedneg;: Susia wspominala ze lekarze nie chcieli przyjac ojca
                                    do szpitala. Czy poszla do nich z odpowiednio gruba koperta (jezeli w ogole
                                    pomyslala o tej metodzie)? Przeciez nie od dzisiaj wiadomo ze onkologia to
                                    najbardziej skorumpowany i bezduszny dzial medycyny. Wystarczy zobaczyc jakie
                                    samochody stoja pod szpitalami onkologicznymi. Lepiej odeslac chorego do domu,
                                    niech tam umrze, nie popsuje wtedy statystyk szpitala. Pare lat temu znajomy z
                                    pracy poplynal ok. 5 tyz zl na lapowkach w czasie choroby jego zony. Ostatnie
                                    brano w jej ostatnich dniach zapewniajac ze wyjdzie na wlasnych nogach. A
                                    tonacy brzytwy sie chwyta...
                                    ---------------------------
                                    Do Susi: jest cos takiego jak mikroelementy w formie oplatkow prof. Nowickiego
                                    z Warszawy, mozna je (przynajmniej pare lat temu) dostac za darmo u tego
                                    profesora. W ciezkich stanach to na pewno nie pomoze, ale u zony wspomnianego
                                    wyzej kolegi i u mojego dziadka w ciezkim stanie znacznie poprawil sie obraz
                                    krwi.
                                    • Gość: feline Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 09.04.05, 09:47
                                      Sa takie momenty w przebiegu choroby nowotworowej, w ktorych w najlepszym,
                                      najnowoczesniejszym szpitalu onkologicznym dysponujacym najdoskonalsza z
                                      mozliwych kadra lekarsko - pielegniarska i mimo najlepszej woli a nawet
                                      najgrubszych kopert nic juz zrobic nie mozna a wtedy o wiele lepiej jest
                                      choremu w domu, wsrod najblizszych i z dobra opieka paliatywna, do ktorej
                                      szpital nie jest niezbedny. Moze TO nalezaloby zrozumiec???
                                      • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 09.04.05, 11:29
                                        to moze ja sie wypowiem:

                                        tata wciaz w szpitalu. chyba chca go pokroic: ale po co i kiedy to ja nie mam
                                        pojecia... poki co to nie jest na 100%

                                        woalalbym, aby tate wypisali do domu, ale on sie czepil nadziei, ze ta operacja
                                        to mu chyba pomoze. ja sama juz nie wiem.

                                        nie wiem, czemu krytykujecie Doswiadczonego! wyslal mi ksera ksiazek medycznych
                                        dot. takiego a nie innego leczenia raka i wlasnie jestem w trakcie czytania.
                                        naprawde niezle rzeczy tam sa napisane! (niezle w sensie wygladajace na
                                        skuteczne).
                                        jeszcze tacie nie dalam tych zastrzykow, wiec nie ma co burzy urzadzac... na
                                        razie jest w szpitalu :(

                                        ale dzieki wielkie za glosy w dyskusji!

                                        PS tym wszystkim, ktorzy sa w podobnej do mojej sytuacji, nie nalezy odbierac
                                        nadziei (niby matka glupich, ale kazda matka kocha swoje dzieci i to ona umiera
                                        ostatnia).
                                        pozdrawiam!
                                        • Gość: Doswiadczony Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 09.04.05, 18:19
                                          Odpowiedz dla wszystkich. Co jakis czas moje posty wywoluja burze, jak na
                                          przyklad temat wody destylowanej czy lewatywy czy teraz - zastrzykow. Chce
                                          przypomniec tez, ze na tym forum bylem juz hydraulikiem a teraz jestem
                                          hopsztaplerem a byc moze i morderca. Gdybym byl tym ostatnim, to ojciec susi
                                          juz by nie zyl (przeciez susia podawala otrzymane ode mnie witaminy).

                                          Pseudo Dr Romano - zastanow sie logicznie, czy bym czekal tyle czasu, zeby
                                          przeslac zastrzyki, ktore by go usmiercily? Po drugie, susia zna moj adres i
                                          telefon, wiec nikt nie mialby w razie czego problemu ze znalezieniem mnie. Po
                                          trzecie - na tym forum wszyscy w bialych fartuchach, jak ktos trafnie napisal
                                          to sa wlasnie ci strazacy, ktorzy stoja z boku, nic nie robia, tylko krytykuja
                                          i pija koniak, ktory dostali jako lapowke. Sam osobiscie mam bardzo zle
                                          doswiadczenia z lekarzami amerykanskimi. Moj syn 2 lata temu zachorowal na
                                          bialaczke. Doktorzy nie znajac jeszcze wynikow testu, juz mu zainstalowali
                                          miejsce do dawania chemioterapii (nie wiem, jak to sie nazywa po polsku).
                                          Ludzie, ktorzy nigdy nie mieli nic wspolnego z jakimkolwiek rakiem, nie zdaja
                                          sobie sprawy, co to jest, gdy wsrod najblizszych znajdzie sie osoba chora.
                                          Niestety, onkolodzy to tez ludzie, ktorzy ze wzgledu na ich niemoc poprostu sa
                                          bezduszni, no i przeciez sa czescia jednego z najwiekszych biznesow swiata, bo
                                          przeciez te radiacje i chemioterapie sa polaczone z olbrzymimi kosztami. Moje
                                          pytanie - czy doktorzy i onkolodzy nie sa na pensji poteznych koncernow
                                          farmauceutycznych, bo np moj syn byl przygotowywany na trzy lata chemioterapii,
                                          co zostalo im to udowodnione (rok chemioterapii w USA kosztuje kilkaset tysiecy
                                          dolarow) Jest duzo przykladow, w ktorych doktorzy udaja glupich i kompletnie
                                          nie alarmuja, poniewaz maja w tym konkretny biznes.

                                          Susiu, nie zalamuj sie, opisze ci te zastrzki i wysle maila.
                                          • Gość: inz. Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.pacific.net.hk 09.04.05, 18:39
                                            Jeżeli ktoś jest przeciwko Tobie, to chyba tylko dlatego, że w dzisiejszych,
                                            materialistycznych czasach trudno jest zrozumieć że ktoś chce bezinteresownie
                                            pomóc. Susia, powodzenia...
                                            • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 09.04.05, 22:01
                                              Cieszę się, że jesteście ze mną! i dziękuję za KAŻDY zostawiony tutaj post!
                                              • znachor99 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 10.04.05, 23:16
                                                Ja tez z uwaga sledze dyskusje i mysle, ze lekarze powinni powaznie zajac sie
                                                roznymi niekonwencjonalnymi metodami leczenia nowotworow, naukowo je opracowac,
                                                procentowo ustalic skutecznosc poszczegolnych kuracji, w zaleznosci od rodzaju
                                                nowotworu, opisac skutki uboczne, itd, oddzielic ziarno od plew.

                                                Mysle, ze zeby cos krytykowac, trzeba najpierw dobrze poznac.
                                                • zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 10.04.05, 23:27
                                                  ...tytuł wszystko Ci powie:-) Żyrafa
                                                • Gość: feline Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 10.04.05, 23:31
                                                  Jesli myslisz, ze lekarze i naukowcy czekali na te twoja rade to sie mylisz i
                                                  to grubo. I gdyby cokolwiek potwierdzilo jakakolwiek z tych "cudownych metod
                                                  alternatywnych" juz dawno bylaby wprowadzona do oficjalnej terapii.
                                                  • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 10.04.05, 23:51
                                                    a ja mysle, ze wcale nie :(
                                                    oni sie ociagaja z wprowadzeniem tego do - jak to nazywasz - oficjalnej
                                                    terapii, bo maja z tego kase!
                                                    (hm.. nie pisalabym tego, gdybym nie odniosla takiego wrazenia z IO).
                                                    przeciez na chemioterapii sie zarabia, a kazdy pacjent to przeciez pieniazki.
                                                    Chcialabym, zeby bylo tak, jak mowisz, ale naprawde odnosze inne wrazenie i to
                                                    z autopsji.

                                                    jestem za oddzieleniem "ziarna od plew", tylko kto sie tego podejmie??
                                                  • zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 11.04.05, 00:12
                                                    MI sie uparli, by zrobic lasr na siatkówkę, którą "sobie przykleiłam" właśnie
                                                    metodami niekonwencjonalnymi. Nie chcą słyszeć, że nie życzę sobie lasera NA
                                                    WSZELKI WYPADEK. Zastanawiam sie, skąd ten upór. Przecież ja bym za to nie
                                                    zapłaciła jako ubezpiecona. Wiecie o co chodzi?
                                                    Co do tematu, jaki poruszyłyście, to chyba nie tylko o pieniadze chodzi. Metody
                                                    niekonwencjonalne często są metodami, gdzie nic się NIE DA DOKŁADNIE ZMIERZYĆ.
                                                    I co napiszą w karcie chorego? Ze pacjent wyzdrowiał od trzymania ręki na
                                                    głowie? Od ziółek, których dokładnego składu chemicznego nie da sie określić?
                                                    Zgroza. Medycyna konwencjonalna jest potrzebna czasem bardzo, tak uważam. Ale
                                                    dlaczego zamykać drzwi przed kimś starszym, zdecydowanie bardziej
                                                    doświadczonym? Pozdrawiam, Żyrafa
                                                  • snajper55 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 11.04.05, 12:58
                                                    susia_333 napisała:

                                                    > a ja mysle, ze wcale nie :(
                                                    > oni sie ociagaja z wprowadzeniem tego do - jak to nazywasz - oficjalnej
                                                    > terapii, bo maja z tego kase!

                                                    Mają kasę z każdej skutecznej metody leczenia. Z metod nieskutecznych mają kasę
                                                    oszuści.

                                                    > (hm.. nie pisalabym tego, gdybym nie odniosla takiego wrazenia z IO).
                                                    > przeciez na chemioterapii sie zarabia, a kazdy pacjent to przeciez pieniazki.
                                                    > Chcialabym, zeby bylo tak, jak mowisz, ale naprawde odnosze inne wrazenie i to
                                                    > z autopsji.
                                                    >
                                                    > jestem za oddzieleniem "ziarna od plew", tylko kto sie tego podejmie??

                                                    Podejmie ? Dawno już się tego podjęto i w dużej części zrobiono. Ziarno zostało
                                                    usankcjonowane przez medycynę, plewy zostały w gestii szarlatanów.

                                                    S.
                                                  • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.04.05, 17:35
                                                    Mamy w rodzinie problem zdrowotny. Jest dwu dobrych lekarzy. (Zreszta znają się
                                                    nawzajem i szanują za umiejętności) I co z tego? Jednemu z nich chcialo sie
                                                    odsiac plewy, drugi zamknął się z tym jedynie, czego go nauczono w AM. A
                                                    chorego nie obchodzi, gdzie uczył sie Pan Doktór, byle był SKUTECZNY! A moze ja
                                                    jestem idealistką?
                                                    Pozdrawiam, Żyrafa
                                                  • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 11.04.05, 18:18
                                                    nie martw sie Zyrafo, nie jestes sama na swiecie, ja tez jestem idealistka :D
                                                    i dlatego wierze w to, ze z tata bedzie OK

                                                    poki co bedzie mial tomografie w czwartek, ale nie w gliwicach, potem chca go
                                                    pokroic (jak juz mowilam), tzn. zdaje sie chca mu jednak ta rurke tam wlozyc,
                                                    ale nic jeszcze nie wiadomo - bedziemy wiedziec po wynikach tomografii.
                                                    poki co nadal wymiotuje, nie dostaje juz nic na obrzek przelyku (kazano mu
                                                    kupic sobie pastylki do ssania na gardlo) i dzis po raz pierwszy od kilku
                                                    miesiecy mial krew w moczu :( cisnienie w normie, temperatura tez, krew
                                                    niewiadomo, bo wynikow nam nie pokazuja.

                                                    pozdrawiam!
                                                  • cavy Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 11.04.05, 18:21
                                                    Może się przyda, jeżeli nie Twojemu tacie, to komu innemu...
                                                    Ten preparat prof.Nowickiego co ktoś pisał wyżej brała moja mama, ale było
                                                    grubo za późno. Też krew była lepsza niż powinna być. Lekarze nie mieli nic
                                                    przeciwko temu, mówili że na pewno nie zaszkodzi. Wtedy (10 lat temu) można go
                                                    było dostać za darmo, trzeba było tylko przedstawić kartę choroby.
                                                    Powodzenia...

                                                    LINK: www.novit.pl/
                                                  • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 11.04.05, 22:27
                                                    hm...
                                                    wygląda ciekawie i (co najwazniejsze ;)) potwierdzone NAUKOWO :P
                                                    dzieki wielkie!
                                                    pozdrawiam serdecznie!
                                                • Gość: AnnaJ Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.04.05, 11:09
                                                  Gdy lekarzowionkologowi wspomniałam, że biorę zioła od Bonifatrów to
                                                  powiedziała tylko, że one nic nie dają. A jednak żyję bez pomocy juz leków
                                    • Gość: A Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 12.04.05, 10:32
                                      Novit to nie opłatek a proszek, który nalezy wypić z herbatą z cytryną lub
                                      jogurtem.
                                      Zresztą pisałam już na samym początku, że ja właśnie biorę go. A do tego piję
                                      zioła od Bonifatrów.I jak pisałam 3.10.2002 r miałam operację jelita grubego a
                                      następnie chemioterapię przez pół roku. Po zakończeniu chem. po 2-ch m-cach
                                      wyniki pogorszyły się przekraczając granicę. Poddałam się , przez kilka dni
                                      byłam załamana, ale przy pomocy bliskich właśnie zaczełam brac wyżej wymienione
                                      i juz po miesiącu wyniki minimalnie poprawiły się.I tak jest za każdym razem.
                                      • Gość: henia Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.TELE.NET 13.04.05, 15:20
                                        -czy wszystko w porzadku.
                                        • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 13.04.05, 18:26
                                          czesc!

                                          zaczelam dzis podawac tacie IP6 (na razie wzial 4, ale potem wymiotowal, wiec
                                          ja nie wiem, czy to sie wchlonelo...)

                                          caly czas wymiotuje, jest coraz bardziej oslabiony
                                          zdecydowalismy sie nie wysylac go na tomografie, poniewaz jest to meczace dla
                                          taty (podroz), a potem jeszcze picie kontrastu (wez tu wypij litr kontrastu jak
                                          nawet lyk wody to problem, by jej nie zwrocic). Zreszta zabieg, ktory
                                          ewentualnie mieliby mu zrobic, polegac mialby na -zacytuje lekarza- zrobieniu
                                          dziury w brzuchu i karmieniu przy pomocy strzykawki. Nie ma gwarancji, czy nie
                                          wystapia biegunki (oprocz tych wymiotow) oraz nawet tego, czy nie zmarlby na
                                          stole operacyjnym :(
                                          jutro mamy dac odpowiedz...
                                          zreszta tata i tak sie wszystkim stresuje, jest marudny, a taki wyjazd naprawde
                                          bylby meczacy :(

                                          dam znac, co i jak, ale lekarz powiedzial, ze tata moze nie przezyc weekendu :/
                                          w piatek postaramy sie go wziac do domu...

                                          PS ale stolec mial...

                                          • susia_333 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 14.04.05, 14:59
                                            jutro najprawdopodobniej zabieramy tate do domu.
                                            zabieg nie jest konieczny, poniewaz jest zachowana droznosc ukl. pokarmowego.
                                            wymioty sa nadal, IP6 podaje ciagle, wg instrukcji.
                                            3mjcie za nas kciuki! (Dzieki!)
                                            • Gość: Doswiadczony Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 15.04.05, 05:20
                                              Przepraszam wszystkich - moich zwolennikow i przeciwnikow, ze tak dlugo nie
                                              odzywalem sie. Podrozowalem troche. Bedac na sympozjum w Denver, moj znajomy,
                                              ktory tez duzo podrozuje i spotykamy sie z nim w roznych stronach swiata,
                                              wiedzac od pewnego czasu, ze moj syn ma naowtwora, zaaranzowal spotkanie ze
                                              pewna znajoma mu rodzina. W tej rodzinie okolo 1,5 miesiaca temu, pewna kobieta
                                              wrocila ze szpitala w stanie agonalnym. Rodzina Wypisala ja ze szpitala,
                                              poniewaz chciano, zeby umarla we wlasnym domu. Nic nie byloby w tym dziwnego,
                                              poniewaz doktorzy w 100% spisali ja na straty, gdyby nie to, co zdarzylo sie
                                              pozniej. W tej rodzinie byl daleki krewny, ktory wyszedl za Indianke spod
                                              granicy z Kanada. On tez zostal powiadomiony o zblizajacej sie smierci swojej
                                              kuzynki. Niezwlocznie zjawil sie w Denver z zona, dziecmi i dwoma nieznajomymi
                                              Indianami, ktorzy mieli ze soba psa. Kuzyn ku zaskoczeniu wszystkich
                                              przedstawil nieznajomych jako szamanow plemienia zony i poprosil rodzine o
                                              mozliwosc pozostawienia umierajacej kobiety tylko w ich towarzystwie. Po
                                              pewnych wahaniach rodzina sie sgodzila. Szamani poprosili, zeby zagotowac
                                              przywieziona przez ich wode, nastepnie zamkneli sie z umierajaca kobieta i
                                              wzieli psa ze soba. Po okolo 15 minutach poprosili o wrzatek.

                                              Od tej chwili porzucmy relacje rodziny a skupmy sie na relacji kobiety, ktorej
                                              sa to pierwsze zapamietane zdarzenia po dlugiej przerwie zupelnej
                                              nieswiadomosci. Opowiadala mi ona, ze byla niesiona, ale nie mogla okreslic,
                                              jak dlugo. Chociaz nie widziala ich, to jakby wiedziala, ze to sa dwa anioly. W
                                              pewnym momencie zostala puszczona i zaczela spadac. Gdy juz lezala, poczula, ze
                                              ktos lize jej stopy. Zobaczyla psa. Zobaczyla tez dwoch nieznajomych Indian.
                                              Jeden z nich wlal jej do ust jakis plyn. Plyn byl bardzo goracy i gdy go
                                              przelykala, to czula, jak to uczucie goraca przenika jej cale cialo, az zasnela.

                                              Z relacji jej meza wynika, ze gdy drzwi sie otworzyly, wyszli Indianie niosac
                                              bedacego w calkowitym bezruchu psa. Gdy ich zapytano, co sie dzieje,
                                              stwierdzili, ze smierc przeszla do psa i musza go wyniesc poza prog domu.
                                              Nastepnie polozyli psa pod drzewem i nakazali zamknac drzwi od domu. Pies o
                                              dziwo bardzo szybko sie ocknal. Indianie zawolali psa, wsiedli do samochodu i
                                              odjechali. Ich kuzyn powiedzial, ze oni wyprowadzili smierc poza dom, ale
                                              dlatego nigdy wiecej nie przekrocza progu tego domu, zeby wraz z nimi smierc
                                              nie wrocila. Kuzyn zostawil tez ziola, ktore przywiezli Indianie. Z ciekawosci
                                              poprosilem, zeby dali mi troche. Powiem wam prawde, ze po wypiciu tych ziol
                                              poczulem sie troche dziwnie. Kto chce niech wierzy, kto chce - nie. Niemniej
                                              jednak, susiu, owa rodzina dala mi numer telefonu do ich kuzyna. Zadzwonilem do
                                              niego i obiecal mi, ze wysle te ziola. Gdy je dostane, natychmiast ci je wysle.

                                              Pozdrowienia
                                              • Gość: rabra Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.04.05, 09:38
                                                Doświadczony, wiesz właściwie to nie ma słów dostatecznie obelżywych w słowniku
                                                ludzi kulturalnych na to co ty tutaj wypisujesz człowieku.
                                                Według tej torii na świecie nie byłoby ani pół chorego człowieka a
                                                szamanie/Indianie byliby najbogatszymi z ludzi.
                                                No comments
                                                • Gość: feline Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 15.04.05, 11:00
                                                  W odniesieniu do niego slowa obelzywe przestaja byc obelzywe. sa konstatacja
                                                  faktu. Kiedys bywal tu niejaki Uve, zdaje sie, ze to jest jego reinkarnacja po
                                                  ostatecznym skompromitowaniu.
                                              • snajper55 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 15.04.05, 11:06
                                                Gość portalu: Doswiadczony napisał(a):

                                                > Zadzwonilem do niego i obiecal mi, ze wysle te ziola. Gdy je dostane, natych
                                                > miast ci je wysle.

                                                A psa i Indian nie mógłbyś wysłać ?

                                                S.
                                                • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl 15.04.05, 14:20
                                                  ...lekarze odmówili pomocy. A wiara nie boli...Powiem wiecej: słyszałam, że
                                                  wiara cuda przynosi. Susiu, nie słuchaj osób, które (wprawdzi w dobrej wierze,
                                                  w to nie wątpię), które podcinają Ci skrzydła. (...Przecież ludzie nie mają
                                                  skrzydeł...) LUDZIE mają coś więcej:-))))))))Pozdrawiam, całuję, Żyrafa
                                                  • Gość: feline Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 15.04.05, 17:27
                                                    Chcialabym zaapelowac do wszystkich ludzi dobrej z cala pewnoscia woli
                                                    piszacych tutaj a NIE BEDACYCH LEKARZAMI o niewypowiadanie sie na temat
                                                    terapii. Macie jak najlepsze intencje ale stanowczo zbyt malo wiadomosci z
                                                    dziedziny nauk medycznych by pisac tak, jak np niedawno wypowiadajacy
                                                    sie "znawca" na temat nie stosowania chemioterapii. To, co w medycynie bylo
                                                    prawda powszechnie uznana jeszcze kilka lat temu niekoniecznie jest nia dzisiaj
                                                    i z pewnoscia moze sie okazac z gruntu falszywe za kilka lat a "jak dobrze
                                                    pojdzie" to moze i kilka miesiecy. Nawet my - medycy - doswiadczeni "wyjadacze"
                                                    nie zawsze nadazamy za tym, co sie w nauce dzieje, ale my przynajmniej wiemy,
                                                    gdzie aktualnych i wiarygodnych wiadomosci szukac. Odrzuccie tez przyjete az
                                                    nazbyt powszechne przekonanie, ze w stosowaniu takiej czy innej terapi u tego
                                                    czy innego chorego kierujemy sie czymkolwiek innym niz dobro tego chorego.
                                                    Nowoczesna onkologia jest w stanie dopasowac leczenie niemal "a la carte" do
                                                    konkretnego przypadku. I nic nie zmienia tu koperty ani pozal sie
                                                    Boze "koniaki", ktore radzicie stosowac jako swoiste "srodki dopingujace"
                                                    lekarzy. Jesli w obliczu jakiegos chorego lekarze "rozkladaja rece" to nie po
                                                    to, by wygodniej i pewniej schwycic co pokazniejsza koperte czy butelczyne, ale
                                                    dlatego, ze nie moga nimi uchwycic w danym przypadku zadnego "oreza", ktorym
                                                    mogliby sie jeszcze posluzyc. I nikt - powtarzam - NIKT z nas nie "lubi" tracic
                                                    swoich pacjentow.
                                                    W takich chwilach glowna rola spada niestety na barki otoczenia chorego. Jest
                                                    to - nie da sie ukryc - rola nieslychanie trudna i niewdzieczna, ale ktora
                                                    polegac moze tylko na ulatwieniu i uprzyjemnieniu choremu resztek zycia,
                                                    wspolnego wykorzystania ich dla obopolnego dobra okreslanego zazwyczaj
                                                    jako "nacieszeniem sie jego/jej obecnoscia" . Z drugiej strony nie neguje
                                                    czynnika psychicznego, ktory czasami prowadzi do tego, ze chory pozostajacy w
                                                    towarzystwie czy pod opieka swoich najblizszych bardziej optymistycznie patrzy
                                                    w przyszlosc, znajduje w sobie wiecej sil do walki z choroba a nawet
                                                    CZASEM "cudownego" jej przezwyciezenia
                                                    Odnosnie cudow natomiast - raz jeszcze przestrzegam przed nabywaniem
                                                    JAKICHKOLWIEK specyfikow z niesprawdzonych, nieoficjalnych zrodel. Podajcie
                                                    swoim chorym tyle sokow, owocow, naturalnych witamin ile zechca i beda w stanie
                                                    spozyc, ale ani grama, ani szczypty jakiegokolwiek niesprawdzonego pod wzgledem
                                                    skladu i potencjalnego dzialania "cudownego leku" niby to wspanialomyslnie
                                                    przekazanego przez jakiegos forumowego "altruiste".
                                                    A mowiac szczerze to wiem, ze i tak zlekcewazycie te slowa i znowu do kogos z
                                                    moich kolegow - onkologow i nie tylko trafi jakis w najlepszej wierze podtruty
                                                    chory, ktoremu ktos kochajacy (mowie to bez cienia ironii) podawal skwapliwie
                                                    jakies cudowne preparaty niewiadomej proweniencji.
                                                  • znachor99 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 15.04.05, 23:46
                                                    Gość portalu: feline napisał(a):

                                                    > W odniesieniu do niego slowa obelzywe przestaja byc obelzywe. sa konstatacja
                                                    > faktu. Kiedys bywal tu niejaki Uve, zdaje sie, ze to jest jego reinkarnacja
                                                    po
                                                    > ostatecznym skompromitowaniu.
                                                    --------------------------------------------------
                                                    Po tak ostrych slowach, musialem zareagoqwac. Pierwsza rzecza, jaka
                                                    sprawdzilem, bylo znalezienie adresu IP niejakiego Uve (*.kom / *.kom-net.pl).
                                                    IP Doswiadczonego tez sprawdzilem (IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* ) -
                                                    rzeczywiscie amerykanskie.

                                                    Mam wiec pytanie do feline - czy bycie "medykiem" ZWALNIA OD MYSLENIA?! Czy
                                                    upowaznia do rzucania ot, tak sobie obelg? Do wywyzszania sie? Kazdy czlowiek,
                                                    ktory troche chorowal lub mial w rodzinie kogos ciezko chorego. sila rzeczy
                                                    musial zdobyc spora wiedze medyczna, bo nikt w tym kraju nie ufa lekarzom. Oni
                                                    sami tez traktuja pacjentow z gory jako dostawcow wypchantch kopert i koniakow.

                                                    Po ostatnich wystepach modle sie, zeby nigdy nie trafic w rece takich "znawcow-
                                                    medykow", jak feline. Pozytywnie na tym tle (co wcale nie jest trudne) wyroznia
                                                    sie snajper. Wywazone wypowiedzi, z ktorymi czasem sie zgadzam a czesciej nie,
                                                    pewien dystans, poczucie humoru.

                                                    Przede wszystkim osoby takie jak rabra czy feline powinny nauczyc sie szacunku
                                                    do drugiego czlowieka i podstaw kultury osobistej. W kazdym cywilizowanym kraju
                                                    tacy medycy, jak wy blyskawicznie wylecieliby na zbity pysk z pracy, co by
                                                    szybko nauczyloby szacunku do pacjenta. Wy zerujecie na chorym, odziedziczonym
                                                    po komunizmie systemie zdrowotnym, gdzie pacjent jest nikim a o awansach
                                                    decyduja znajomosci a nie rzeczywiste efekty pracy. umiejetnosci i wiedza.

                                                    Jestescie rownie skostniali intelektualnie i niereformowalni, jak kolejarze i
                                                    jak oni skutecznie blokujecie wszelkie proby reform.

                                                    Po raz kolejny pytam sie - co KONKRETNIE macie do zaoferowania ojcu susi.

                                                    Czytajac was mam wrazenie, ze to witaminki i ziolka sa przyczyna cierpienia
                                                    ojca susi a nie nowotwor i wasze nieskuteczne, inwazyjne metody leczenia.

                                                    Z tego miejsca chcialbym pozdrowic nieliczna grupe lekarzy, ktorzy zachowali
                                                    swoje czlowieczenstwo w tej chorej strukturze i jako szarzy, szeregowi lekarze
                                                    (tacy uczciwi nie awansuja) z szacunkiem lecza ludzi.
                                                  • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.04.05, 03:35
                                                    Znachorze, popieram Cię. Znam kilku lekarzy, którzy szukaja, wciąż szukaja
                                                    wszystkiego co przyniosłoby wyleczenie lub choćby ulgę choremu i jego rodzinie.
                                                    Którzy uważają (i słusznie), że pacjent jest takim samym jak oni człowiekiem.
                                                    Tyle, że czasem mocno cierpiącym, lub nawet "tylko" mocno przestraszonym.
                                                    Jasne, że krepuje ich skostniała polityka w naszym kraju. Jednak jak się chce,
                                                    to można. A jak nie...O łapówkach (przepraszam - kopertach) nie bedę pisać.
                                                    Nigdy nikomu (raz salowej na porodówce, bo by mi nie zmieniła brudnej koszuli)
                                                    nie dałam pieniędy. Zreszta jak można miec zaufanie do takiego lekarza, który
                                                    przyjmuje kopertę? Owszem pokłociłam się kidyś z lekarzem, który w spółdzielni
                                                    przyjął nasze chore dzieci. Nie było juz numerków, więc nie zapłaciliśmy w
                                                    recepcji. Ale on tez nie chciał ani grosza. Taki był. BYŁ. >>> Kiedys leżał w
                                                    szpitalu z banalnej przyczyny. Pomylono płyn w kroplówce:-(((.
                                                    Trochę się rozgadałam. Dr Leśkiewiczowi wystawiłabym pomnik. Wyśmiałby mnie.
                                                    Susiu, jeśli to czytasz, takiego lekarza Twojemu Tacie bym życzyła. Z całego
                                                    serca. Mądry, dobry, pełen humoru i - samo serce. Żyrafa
                                                  • Gość: feline Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 16.04.05, 10:11
                                                    Z calym naleznym szacunkiem : znachorze, jesli juz powiedziales "A" i zaczales
                                                    sie bawic w detektywa (co moim powolaniem nigdy nie bylo) to moze pojdz o krok
                                                    dalej, powiedz rowniez "B" i poczytaj sobie w archiwum posty uvego - w
                                                    przewazajacej czesci z nich pisze JAKOBY gdzies z "glebokiej prowincji"
                                                    kanadyjskiej, gdzie lecznicze ziola znajduje "pod plotem" i tez jest nader
                                                    sklonny rozsylac je na prawo i lewo (za godziwa wszakze oplata a wlasciwie
                                                    PRZEDplata). Fakt, "doswiadczony" o oplatach PUBLICZNIE nie pisze. Taka miedzy
                                                    nimi roznica. Mozesz tez nawet powiedziec "C" i sprawdzic IP uve" (z malej
                                                    litery). Ale nie musisz, tak sobie tylko POMYSLALAM, jako, ze nigdy z myslenia
                                                    nie czulam sie niczym zwolniona a juz napewno nie z racji zawodu, wrecz
                                                    przeciwnie.
                                                    Mysle tez, ze kazdy, komu zdarzylo sie, ze zachorowal sam albo ktos z jego
                                                    otoczenia moze miec nawet dosc znaczna wiedze o chorobie, ktora go dotknela,
                                                    tym niemniej jest to bardzo znikoma czastka calkowiteju wiedzy medycznej
                                                    niezbednej do prawidlowego wykonywania zawodu lekarza chocby "tylko" ogolnego.
                                                    Ja bedac specjalista (smiem twierdzic ze niezlym) w mojej dziedzinie nie odwaze
                                                    sie wypowiadac autorytatywnie w innej, z ktora moj kontakt na codzien jest
                                                    znikomy. A jesli ktos twierdzi, ze umyslem swoim obejmuje cala medycyne moge mu
                                                    tylko odpowiedziec, ze jest glupcem lub "szalencem".
                                                    Co do slowa "szacunek", ktorym znachorze szermujesz malo go widac w stosunku do
                                                    innych w tym, co piszesz - co Ci na Baga zawinili np kolejarze? czy naprawde
                                                    myslisz, ze to oni sa winni rozpaczliwemu (podobno) stanowi PKP jak i lekarze
                                                    takiemuz stanowi systemu polskiej opieki zdrowotnej? Jesli mi dobrze wiadomo to
                                                    komunizm w Polsce upadl juz kilkanascie lat temu i co? Co spoleczenstwo
                                                    zbudowalo na jego miejscu? czemu tak kurczowo sie trzyma tak
                                                    niechlubnego "spadku" po tym ustroju? Co przeszkadza zakasaniu rekawow,
                                                    poruszeniu neuronow i skonstruowaniu chocby podwalin pod przyszly (jak
                                                    najszybciej) nowy system? Czy przypadkiem nie wieczne swary i obwinienie sie
                                                    wzajemne o wszelkie winy popelnione i te niepopelnione? Mnie z dystansu
                                                    przeszlo 20 lat pracy w innym kraju, w iinnym ustroju, w innych warunkach
                                                    (bezkopertowych), wsrod ludzi o odmiennej mentalnosci, wszakoz w stalym scislym
                                                    kontakcie z "krajem przodkow" tak wlasnie sie to widzi.
                                                    Co konkretnie mamy do zaoferowania ojcu Susi? Tego Ci nie powiem, bo zeby Mu
                                                    cokolwiek moc zaoferowac musialabym go widziec w osobie wlasnej przed soba, moc
                                                    zbadac, obejrzec wyniki poprzednich badan, skonsultowac ze specjalistami -
                                                    onkologami - gastroenterologami i dopiero na tej podstawie ustalic ewentualne
                                                    leczenie. Slowa corki - nawet najbardziej kochajacej nie sa dla mnie
                                                    miarodajne.
                                                    Jednak moze byc i tak, ze mimo najlepszej woli i wiedzy mojej i bardziej ode
                                                    mnie oswieconych kolegow specjalistow NIE BEDE MOGLA zaproponowac NIC - nic
                                                    poza odpoczynkiem w scislym uczuciowym kontakcie z najblizszymi, pisalam juz
                                                    zreszta o tym kilka postow wczesniej. Tak jak pisalam, ze jest to moment, kiedy
                                                    mozna choremu podawac tyle witamin (najlepiej w formie naturalnej) i sokow
                                                    (znanego i sprawdzonego pochodzenia) ile ow zechce i bedzie fizycznie w stanie
                                                    przyjac. Jednoczesnie powtarzam: oby zadrzala im reka, ktora chcieliby podac
                                                    jakis nieznany, pozornie cudowny specyfik "zdobyty" jakimis specjalnymi
                                                    kanalami (od znajomej znajomego czy z internetu).Zastanowcie sie wtedy, czy
                                                    mimo najlepszych intencji waa zareka nie podaje trucizny. piszesz o "naszych
                                                    metodach inwazyjnych) - takie ziolka czy cudowne granulki tez moga miec
                                                    dzialanie nader inwazyjne, tylko, ze niewidoczne dla laika, ktorym mimo
                                                    wszelkiego doswiadczenia jestescie. Czy nader kochajacy syn, corka, zona
                                                    (niepotrzebne skreslic) nie staje sie mimowolnie...tak, morderca.






                                                  • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.04.05, 12:54
                                                    Feline, przeczytałam kilka pierwszych zdań, na więcej nie mam czasu(teraz,
                                                    wewtorek skończę), ale i tak mi wystarczy. Nie spodobalo
                                                  • Gość: feline Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 16.04.05, 13:39
                                                    Czy to ta sama Zyrafa napisala oba posty - ten z godziny 12.54 i poprzedni z
                                                    3.35, w ktorym jesli nie explicite to w kazdym razie w formie wyraznego
                                                    nawiazania i poparcia dla postu Znachora poucza nas, lekarzy o koniecznosci
                                                    szacunku dla chorego.
                                                    Zyrafo, Twoj najnowszy post jest dla mnie zaprzeczeniem wselkiego szacunku
                                                    dla wspoldyskutantow. Czy wyobrazasz sobie, ze ktos z nas, krytykowanych
                                                    lekarzy mialby czelnosc czesciowo zbadac chorego, czesciowo przejrzec wyniki
                                                    jego badan, baknac "nie spodobalo", obrocic na piecie i wyjsc, rzucajac przez
                                                    ramie: wiecej powiem we wtorek"?????????????????????????
                                                    ...moze jednak chcac ulepszac swiat niech KAZDY z nas zacznie od siebie.
                                                  • Gość: zyrafa46 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.04.05, 14:42
                                                    Wybacz Feline, nie chcę Ci zrobic przykrości. Chcę rzeczowo napisać, a na to na
                                                    prawde nie mam teraz czasu. Przeczytałam te 2 zdania ale całego Twojego tekstu -
                                                    teraz nie mogę. Wyjeżdżam, szykuję się i mam wiele spraw. Czy zreszta to jest
                                                    konieczne i potrzebne bym sie tłumaczyła? Jeśli tego co napisałam Ci
                                                    mało...Cóż :-(((( Pozdrawiam ,Żyrafa
                                                  • Gość: feline Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.dial.proxad.net 16.04.05, 14:58
                                                    Niekonieczne bylo, bys sie tlumaczyla, tak, jak i niekonieczne bylo "w
                                                    goraczce" przygotowan pisanie tamtego postu. nie jestem "naglym przypadkiem" i
                                                    smialo moglam poczekac do wtorku i dluzej jeszcze. A w medycynie takie
                                                    potraktowanie naglego przypadku przyniesc by moglo niepowetowane szkody.
                                                  • snajper55 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 16.04.05, 15:45
                                                    znachor99 napisał:

                                                    > Kazdy czlowiek,
                                                    > ktory troche chorowal lub mial w rodzinie kogos ciezko chorego. sila rzeczy
                                                    > musial zdobyc spora wiedze medyczna, bo nikt w tym kraju nie ufa lekarzom.

                                                    Wybacz, ale to nie jest żadna wiedza. To jest taka wiedza, jaką zdobywa pasażer
                                                    samochodu o jego kierowaniu. Nie jest też prawdą, że nikt nie ufa lekarzom. Są
                                                    lekarze, któym nie wolno ufać, ale większość z nich stara się jak najlepiej.
                                                    Tak jak każdy z nas. Lekarze, kolejarze, informatycy, piekarze.

                                                    > Oni sami tez traktuja pacjentow z gory jako dostawcow wypchantch kopert i
                                                    > koniakow.

                                                    Niestety, miełem dużo kontaktów z wieloma lekarzami i moje wrażenia są takie,
                                                    że to raczej pacjenci wciskają koniaki, niż lekarze je wymuszają. Oczywiście są
                                                    nieuczciwi lekarze żądający łapówek, tak samo ja są nieuczciwi urzędnicy,
                                                    policjanci, nauczyciele czy wojskowi.

                                                    > Po raz kolejny pytam sie - co KONKRETNIE macie do zaoferowania ojcu susi.

                                                    Czasem lekarze mają jedynie do zaoferowania ulgę w bólu. Nie zawsze wyleczenie
                                                    jest możliwe.

                                                    > Czytajac was mam wrazenie, ze to witaminki i ziolka sa przyczyna cierpienia
                                                    > ojca susi a nie nowotwor i wasze nieskuteczne, inwazyjne metody leczenia.

                                                    Nie, Źródłem cierpienia jest choroba, natomiast źiółka i inne specyfiki
                                                    zalecane przez uzdrawiaczy amatorów mogą być źródłem dodatkowego,
                                                    niepotrzebnego cierpienia. Mogą być przyczyną pogorszenia się zdrowia chorego a
                                                    nawet przyspieszenia jego śmierci.

                                                    Nie można mieć pretensji do lekarzy, że medycyna nie zawsze jest skuteczna.
                                                    Gdyby była, to bylibyśmy niesmiertelni. Są stany, w których nic już pomóc nie
                                                    może. Ani medycyna, ani uzdrawiacze ze swoimi ziółkami, kawowymi lewatywami i
                                                    urynoterapią.

                                                    > Z tego miejsca chcialbym pozdrowic nieliczna grupe lekarzy, ktorzy zachowali
                                                    > swoje czlowieczenstwo w tej chorej strukturze i jako szarzy, szeregowi lekarze
                                                    > (tacy uczciwi nie awansuja) z szacunkiem lecza ludzi.

                                                    Dołączam się do tych pozdrowień ze świadomością, że to nie jest nieliczna
                                                    grupka, ale zdecydowana większość.

                                                    S.
                                                  • znachor99 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 16.04.05, 19:48
                                                    Jednemu, wy medycy nie zaprzeczycie. Sa przypadki wyleczenia chorych
                                                    niekonwencjonalnymi metodami, gdy lekarze rozkladali rece. Osobiscie znam jeden
                                                    taki przypadek, ze corka wyleczyla swoja matke ze zlosliwego nowotwora sokiem
                                                    ze swiezych pokrzyw z dodatkiem miodu i kitu pszczelego. Bylo to ponad 10 lat
                                                    temu i nie pamietam, jaki rodzaj nowotwora miala ta matka.

                                                    Nie czuje sie jednak na silach proponowac ojcu susi tego specyfiku, bo nie
                                                    sadze, ze to jest jakies uniwersalne lekarstwo na wszystkie nowotwory.

                                                    Rzeczywiscie moja wiedza na temat nowotworow jest minimalna - gdzies tak 10%
                                                    wiedzy potrzebnej, zeby leczyc raka. Wiedze przecietnego onkologa oceniam na
                                                    jakies 30% niezbednej wiedzy. Dlatego wiec dziwi mnie takie traktowanie z gory
                                                    znachorow, zielarzy i innych. Sam na tym forum bede zwalczal wszelkie proby
                                                    akwizycji, oszustw, kryptoreklamy.

                                                    Uwazam jednak, ze uczciwy lekarz powinien jasno powiedziec: Umywam rece,
                                                    medycyna jest bezsilna, prosze sprobowac gdzie indziej. Prosze jednak uwazac,
                                                    bo wiekszosc z nich to oszusci i naciagacze. Sa jednak, co prawda rzadko
                                                    przypadki wyleczenia niekonwenconalnymi metodami. Jakas tam mala szansa ciagle
                                                    istnieje. Prosze uczepic sie tej szansy, uwierzyc, bo wiara w tym przypadku
                                                    jest wazniejsza ode mnie. Gdy sie poddasz - jestes trup. Tak moim zdaniem
                                                    powinien postapic uczciwy lekarz.

                                                    Odbieranie wiary ojcu susi rowna sie zabiciu jego i jest troche niezgodne z
                                                    przysiega hipokratesa.

                                                    Onkologia jest to specyficzny dzial medycyny. O ile nigdy bym nie polecil
                                                    leczenia zapalenia wyrostka robaczkowego zielarzom i znachorom, to onkologia
                                                    przypomina mi lekarzy, ktorzy jak to powiedzial snajper prowadza samochod a
                                                    pasazerami sa pacjenci. Tylko, ze moim zdaniem lekarze prowadza samochod po
                                                    ciemnej szosie bez swiatel. Jest to przewaznie bardzo krotka jazda i wiadomo
                                                    jak sie konczy.

                                                    Ja tez koncze, ale obiecuje wrocic do tematu

                                                    Pozdrawiam ojca susi, zyrafe i snajpera.
                                                  • Gość: JOLA Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.04.05, 20:51
                                                    Nie jestem lekarzem,ale trochę już doświadczyłam i widziałam w swoim życiu.Tym
                                                    razem chciałabymaby wszyscy rozmówcy zastanowili się nad tym co napiszę.Co
                                                    przeżywać będzie Susia jeżeli będzie leczyć ojca na własną rękę a to nic nie
                                                    pomoże?Będzie miała wyrzuty sumienia że to z jej winy,że być może to co mu dała
                                                    zaszkodziło ojcu...? A jeżeli mu nie poda tych leków to do końca życia będzie
                                                    żałowała że tego nie zrobiła,bo być może to by go uratowało...? Wszyscy na tym
                                                    forum maja trochę racji ale dla nas to tylko dyskusja ,a dla niej kwestia życia
                                                    ojca.Przemyślcie to ! Ja od jakiegoś czasu już nic nie piszę tylko czytam wasze
                                                    wpisy,i z wieloma opiniami się zgadzam,ale boję się o Susię bo ona musi
                                                    dacydować.Pozdrawiam
                                                  • Gość: Doswiadczony Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 17.04.05, 02:50
                                                    W koncu ktos nie doktor ale z bardzo trzezwym umyslem slusznie zauwazyl, ze w
                                                    tej calej dyskusji cos nam umyka, a mianowicie ojciec susi i ona sama. Od czasu
                                                    do czasu ja uderzam w stol i nozyce sie odzywaja. Bardzo mnie ubodly wyrazy
                                                    potepienia i lekcjowazenia ze strony bialych fartuchow. Napisalem przeciez
                                                    wyraznie - chcecie to wierzcie, chcecie nie. Nie jestem zadnym cudotworca, ale
                                                    wiem, ze wobec raka medycyna jest praktycznie bezsilna. Leczycie tylko
                                                    niezlosliwe nowotwory w stadium poczatkowym.

                                                    Ja tez znam przypadki, w ktorych medycyna niekonwencjonalna uratowala zycie
                                                    skazanych przez doktorow na smierc pacjentow. Nigdy nie dawalem gwarancji, ze
                                                    wylecze ojca susi, ale sie staram i w odroznieniu od was mam konkretny plan. Na
                                                    ile skuteczny - pokaze zycie.

                                                    Staram sie nie reagowac na ciagla agresje ze strony feline, ale kazdy jej post
                                                    cos sugeruje innym forumowiczom. Raz twierdzi, ze jestem jakims uve, innym
                                                    razem, ze o oplatach, to tylko PUBLICZNIE nie pisze. Jest to postawa niegodna
                                                    nawet najgorszego lekarza, ale niestety, czesto w srodowisku lekarskim
                                                    spotykana.

                                                    Mysle, ze nie musze tlumaczyc czytelnikom tego forum, ze nie mieszkam w Polsce
                                                    ani Kanadzie i nie mam nic wspolnego z jakims uve (z duzej czy malej litery)
                                                    Czytelnicy maja tez na tyle duzo rozsadku, ze nie uwierza w takie chore i
                                                    nienawistne brednie, ze prywatnie pobieram jakies oplaty od susi, tylko o tym
                                                    PUBLICZNIE nie pisze.

                                                    Niektorzy maja to do siebie, ze jak im brakuje juz argumentow, uciekaja sie do
                                                    brudnych pomowien i obelg.

                                                    Droga feline. Nic tak nie skraca zycia, jak nienawisc i pogarda do innych.
                                                    Dlatego tez byc moze przecietna wieku lekarzy amerykanskich wynosi 57 lat, gdy
                                                    przecietna wieku w USA wynosi 77 i 1/2.

                                                    Mam takie pytanie - jezeli przecietna zycia w Polsce wynosi okolo 68 lat, to
                                                    ile lat przecietnie zyja polscy lekarze??? Czy sa jakies statystyki na ten
                                                    temat?

                                                    Czyzby racje mieli starozytni Rzymianie mowiac - lekarzu, lecz sie sam?


                                                    Pozdrawiam wszystkich
                                                  • snajper55 Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) 17.04.05, 14:17
                                                    Gość portalu: Doswiadczony napisał(a):

                                                    > Nie jestem zadnym cudotworca, ale wiem, ze wobec raka medycyna jest praktycz
                                                    > nie bezsilna. Leczycie tylko niezlosliwe nowotwory w stadium poczatkowym.

                                                    Nieprawda. Leczone z sukcesem są także nowotwory złośliwe. Oczywiście, gdy
                                                    pacjent najpierw próbuje ziólek, akupresury i lewatyw kawowych, a dopiero potem
                                                    idzie do lekarza, to jego szanse na wyleczenie zmniejszają się drastycznie.

                                                    > Droga feline. Nic tak nie skraca zycia, jak nienawisc i pogarda do innych.
                                                    > Dlatego tez byc moze przecietna wieku lekarzy amerykanskich wynosi 57 lat, gdy
                                                    > przecietna wieku w USA wynosi 77 i 1/2.

                                                    Jak można bezkrytycznie przytaczać tak absurdalne dane ? Rozumiem, że według
                                                    Ciebbie do zawodu lekarza idą ludzie, któzy nienawidzą innych i czują do nich
                                                    pogardę ? Pewnie zostają lekarzami, aby z rozkoszą kroić ich na stołach
                                                    operacyjnych i w inne sposoby uprzykrzać życie ? Jeśli jeszcze ktokolwiek tutaj
                                                    traktował Cię poważnie, to chyba po tym Teoim poście otworzą się mu oczy.

                                                    S.
                                                  • Gość: marcin Re: Trzymamy kciuki, za Tatę, mocno trzymamy:)))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.05, 23:34
                                                    doswiadczony napisał: "lekarzu lecz sie sam". i bardzo dorze mysle ze damy
                                                    sobie rade . A kto nie ufa lekarzom ,jego prawo, nie nie korzysta z ich usług
                                                    tylko leczy sie sam lub u wszelkiej masci cudotwórców. JEst wolnosc i
                                                    demokracja kazdy moze robic ze swoim zdrowiem i zyciem co chce.Niejaki znachor
                                                    raczył wycenic wiedze przecietnego onkologa na 30% ; to juz nawet nie jest
                                                    smieszne to jest załosne. oskarzano mnie tu juz o brak szcunku dla chorych,
                                                    brak wiedzy i kwalifikacji , łapownictwo , bezposrednie przyczynienei sie lub
                                                    współudział w usmiercaniu chorych ,obojentnosc na ludzkie cierpienie. Szkoda
                                                    tylko ze nikt nie skomentowal mojego postu w którym starałem sie zgodnie z
                                                    moja ,niemała powiem nieskromnie wiedza na temat leczenia terminalnie
                                                    chorych,wiedza udzeilic rzeczowych rad susi. pewnei dla tego ze nie
                                                    proponowałem "cudownych" metod na uzdrowienie.pewnie wszechwiedzacy znachor
                                                    wycenił mnie na mniej niz 10% wiec nie zasłuzyłem na jego uwage.
                                                    Poziom agresji , bezinteresownej nienawisci głupoty i ignorancj osiagnoł poziom
                                                    którego nie sposób juz tolerowac. Wszystkim doktorozerca mówie wprost:
                                                    pocałujcie mnie w ... niedomówienie.
                                                    Tobie droga susiu zycze wytrwłosci w tych ciezkich chwilach a twojemu Tacie
                                                    cudu który przyniesie Mu uzdrowienie a gdyby jednak sie nie zdarzył, spokoju
                                                    ulgi w bólu i godnego wolnego od cierpienia odchodzenia wsród kochajcej
                                                    rodziny .
                                                    ( słuze w razie potrzeby rada ale tylko susi ; reszta sznownego Towarzystwa
                                                    niech sie nie sili na odpowiedzi na mój post, istnieja granice absurdu których
                                                    nikt nie powinien przekraczac)
                                                  • susia_333 to juz niestety koniec :( 17.04.05, 23:29
                                                    --> nie przeczytalam jakichs 10 ostatnich postow, zerknelam tylko i zobaczylam
                                                    ostra wymiane zdan (zdaje sie) <--

                                                    chcialabym WSZYSTKIM Wam podziekowac za przedstawione na tym forum opinie.
                                                    mysle, ze czas je zakonczyc.
                                                    moj Tato zmarl dzisiaj (17.4), w swoja rocznice slubu (!!! --> moja mama jest
                                                    zalamana) :( zreszta ja tez...

                                                    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i zycze wiecej sukcesow w walce z tym
                                                    paskudztwem.. w zasadzie to nie wiem, co pisac... weszlam na forum tylko po to,
                                                    zeby Wam to powiedziec...
                                                    Tate odebralismy ze szpitala w pt wieczorem, bylismy z nim az do samego konca.
                                                    Wszedl w nowe zycie w spokoju i otoczony rodzinnym cieplem i miloscia. moze to
                                                    fatalnie brzmi, ale tak bylo...

                                                    PS podawanie lekarstw od Doswiadczonego skonsultowalam koniec koncow z
                                                    lekarzami (dwoma) i o dziwo nie mieli nic przeciwko... (wiedzieli, ze nic nie
                                                    jest w stanie tacie pomoc). wydaje mi sie, ze tatko sie podlamal, jak sie
                                                    dowiedzial, co mu jest (od siostry swojej) i cos juz mu nie szla ta walka o
                                                    zycie :( lzy naplywaja mi do oczu, kiedy to pisze...

                                                    dzieki jeszcze raz za wszystko!
                                                    ;(
                                                  • lusia212 (*) (*) (*) 17.04.05, 23:37
                                                    Susiu,

                                                    Rzeczy niewidzialne maja to moc trwania przy nas na zawsze. Trzymaj je
                                                    zamkniete gleboko w sercu!

                                                    Wyrazy wspolczucia, Lusia.
                                                  • Gość: marcin Re: to juz niestety koniec :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.05, 23:49
                                                    naprawde mi przykro ze cud sie nie zdarzył.To co napisałas było wspaniałe a nie
                                                    fatalne- zrobiłas moim zdaniem, dla Ojca cos wspaniałego- byłas przy Nim do
                                                    konca.Pozdrawiam . przykro mi ze przy okazji choroby Twojego taty wylało sie tu
                                                    tyle flustracji i nienawisci.
                                                  • snajper55 [`] 18.04.05, 00:59
                                                    susia_333 napisała:

                                                    > Tate odebralismy ze szpitala w pt wieczorem, bylismy z nim az do samego konca.
                                                    > Wszedl w nowe zycie w spokoju i otoczony rodzinnym cieplem i miloscia.

                                                    I to jest chyba właśnie to, co trzeba było dla niego zrobić.

                                                    Współczuję Ci serdecznie.

                                                    Pozdrawiam.

                                                    Witek.
                                                  • Gość: Jola Re: to juz niestety koniec :( IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.04.05, 03:21
                                                    Bardzo serdecznie współczuję z Tobą.Pozdrawiam ,bo teraz już nic nie potrafię
                                                    doradzić.I tak po ludzku jest mi bardzo przykro .
                                                  • Gość: feline Re: to juz niestety koniec :( IP: *.dial.proxad.net 18.04.05, 16:45
                                                    I ja gleboko wspolczuje. To, co zrobilas dla Taty od zabrania go ze szpitala do
                                                    Jego ostatniego tchnienia to wiecej niz wszystko to, co zrobilas przedtem.
                                                    Trzymaj sie.
                                                  • chantal11 Re: to juz niestety koniec :( 18.04.05, 18:18

                                                    Łącze sie w bolu.Wyrazy wspolczucia,Susiu.
                                                    Czytalam ten watek od samego poczatku.
                                                  • znachor99 Re: to juz niestety koniec :( 19.04.05, 02:04
                                                    Droga susiu. Wyrazy glebokiego wspolczxucia. Zrobilas, co moglas, walczylas do
                                                    konca. Twoj ojciec - tez. Sa granice ludzkiej wytrzymalosci na cierpienie i po
                                                    pewnej dawce KAZDY sie poddaje.

                                                    Teraz przyda sie nam wszystkim odrobina pokory. Cala nasza wiedza wyglada
                                                    groteskowo w obliczu Tajemnicy smierci.
                                                  • Gość: zyrafa46 Re: to juz niestety koniec :( IP: *.aster.pl / *.aster.pl 19.04.05, 08:08
                                                    Susiu kochana, nadal jestem z Tobą, Tatą i Mamą. Pamiętaj, że TERAZ ON, już
                                                    lekki, bez dolegliwości trzyma pieczę nad Tobą i Mamą. Trzymajcie się tak, jak
                                                    do tej pory. On TAM będzie szczęśliwy, jeśli dobrze przejdziecie czas
                                                    pożegnania. Całuję Was mocno, Ciebie z Mamą - Żyrafa
                                                  • Gość: Doswiadczony Jeszcze jedna bitwa przegrana IP: 65.168.244.* / 65.168.244.* 19.04.05, 18:24
                                                    Susiu, ja i moja rodzina calym sercem jestesmy z toba. Niestety, moja wojna z
                                                    rakiem wciaz trwa.

                                                    Okazalo sie, ze w tej calej dyskusji nie ma wygranych. Przegralismy wszyscy,
                                                    jako ludzie. Niemniej jednak w tych ciezkich dniach dla ciebie, nachodzi mnie
                                                    pewne pytanie. Co wyniesli z tego forum ludzie potrzebujacy pomocy? Analizujac
                                                    caly ten watek jeszcze raz dochodza do punktu, ze ja, ktory chcialem pomoc i
                                                    podzielic sie swoimi wiadomosciami, spotkalem sie z otwarta wrogoscia lekarzy,
                                                    zamiast spotkac sie z zyczliwoscia i pomoca. To tak jak przyslowiowy pies
                                                    ogrodnika - sam nie zje i drugiemu nie da. W dalszym ciagu feline, ktora
                                                    posiada wiedze medyczna, niech wytlumaczy, dlaczego nie WODA DESTYLOWANA. Jesli
                                                    chodzi o snajpera, to niech wytlumaczy dlaczego nie LEWATYWA KAWOWA. Jesli
                                                    chodzi o ciebie, marcinie, to nie trzeba byc filozofem, bo przeciez w zycie
                                                    wpisana jest smierc. Filozofem trzeba byc, aby szczesliwie i dlugo zyc w
                                                    zdrowiu.

                                                    Nie pisze tego zlosliwie, poprostu tak jak i wiekszosc forumowiczow, tez
                                                    oczekuje, ze czegos sie dowiem i naucze.

                                                    Jak napisalem, moja wojna z rakiem jeszcze trwa (moj syn czuje sie dobrze i ma
                                                    dobre wyniki) i mysle, ze nie jestem sam.

                                                    Pozdrawiam wszystkich a specjalnie ciebie, susiu.
                                                  • zdrowy3 Re: Jeszcze jedna bitwa przegrana 22.04.05, 05:43
                                                    Moje kondolencje, susiu
                                                  • susia_333 Re: Jeszcze jedna bitwa przegrana 23.04.05, 15:11
                                                    dziekuje wszystkim jeszcze raz za to, ze byliscie ze mna do konca.

                                                    myslalam, ze ten ostatni moj post z 17.4 jest juz ostatnim na tym forum.
                                                    doszlam jednak do siebie, przemyslalam pare rzeczy i chce napisac tylko tyle,
                                                    ze KAZDY z Was mial racje w tym, co mowil. I mysle, ze kazda kurcacja -
                                                    alternatywna czy 'konwencjonalna' - bylaby skuteczna, gdyby tylko zostala
                                                    podjeta stosunkowo szybko. Nie ukrywam, ze to moj tato w wiekszej czesci sam
                                                    byl sobie winien (bagatelizowal objawy choroby, nie chodzil do lekarzy i
                                                    prowadzil okropny tryb zycia.. mimo, ze nie palil ani nie pil).

                                                    Raka wczesnie wykrytego mozna zoperowac. 'inne' kuracje (soki?) tez sa
                                                    skuteczne, byle szybko podjete. Witaminy od Doswiadczonego niewiele mogly
                                                    zdzialac, gdy moj tato mial obejscie (zespolenie) jelitowo-zoladkowe i
                                                    wiekszosc wymiotowal (pomijajac fakt, ze byl to rak drobnokomorkowy, zlosliwiec
                                                    do potegi, a i przerzutow bylo mnostwo). Mysle, ze u kogos innego na taty
                                                    miejscu moza by i innych terapii probowac...

                                                    No nic, to chyba wszystko, co chcialam napisac na koniec, by nie poddawali sie
                                                    Ci, ktorzy moga byc (odpukac) w podobnej do mojego taty sytuacji.
                                                    Ale dalej nie potrafie odpowiedziec na pyt. "mowic pacjentowi, czy nie?"...
                                                    Wydaje mi sie, ze odkad ciocia poinformowala tate, ze z tego nie wyjdzie,
                                                    nastapilo pogorszenie stanu jego zdrowia i bylo juz w zasadzie tylko gorzej :(
                                                    Ale mial tato czas poukladac sobie zycie do konca...
                                                    Najwazniejsze, ze bylam z nim do samego konca...

                                                    DZIEKUJE WAM !!!
                                                  • zyrafa46 Re: Jeszcze jedna bitwa przegrana 24.04.05, 17:01
                                                    Susiu, Jak Mama się czuje? Czy jakos sie zbiera? Najtrudniej jest kila tygodni
                                                    PO odejściu kochanej osoby. Pisz do nas, nadal będziemy o Was myślec i wspierać.
                                                    Każdy z nas miał inne zdanie na temat choroby Taty, nieraz wynikały z tego
                                                    zgrzyty. Myślę jednak, że nasze kciuki są nadal zacisnięte. W końcu nadal jest
                                                    Was troje, tylko inaczej... Trudno, a nawet chyba nie możliwe jest pocieszć.
                                                    Jednak świadomość istnienia życzliwych, często nieujawnionych bardzo ciepłych
                                                    myśli w Waszym kierunku płynacych - to jest to. Duzo osób czyta nadal wątek,
                                                    nic nie wpisuje, ale...:-))))))) Pozdrawiam serdecznie, Żyrafa
                                                  • zyrafa46 Przecież jesteśmy razem:-))))))))) 24.04.05, 17:02
                                                    No tak:)
                                                  • Gość: lorist Re: Jeszcze jedna bitwa przegrana IP: *.toya.net.pl 24.04.05, 19:43
                                                    Droga susiu. Bardzo mi smutno.
                                                    U mnie ta data byl 14.06.2004. Koniec zycia i walki z rakime u mojej Mamy. Moge
                                                    tylko przypuszczac jak sie teraz czujesz.Chce Ci powiedziec, ze to wspaniala
                                                    sprawa, ze bylas do konca z Tata, ze umieral w swoim lozku, z Wami. Ja tez
                                                    mialem to szczescie, ze bylem z Mama do konca w domu, ciezko by mi bylo z
                                                    mylsla, ze mnie w tej ostatniej chwili przy niej zabraklo.
                                                    Pozdrawiam
                                                  • Gość: Nastka Re: to juz niestety koniec :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.05, 13:39
                                                    Susia, strasznie mi przykro. Nawet nie wiem co Ci napisac, po prostu brak slow -
                                                    ale Ty to na pewno rozumiesz. Dawno nie zagladalam tu na forum (chwilowy brak
                                                    dostepu do netu), ale ostatnio mysl o Tobie nie dawala mi spokoju. Nie
                                                    wytrzymalam i poszlam do biblioteki by sprawdzic co u Ciebie, a tu taka
                                                    wiadomosc...Trzymaj sie slonko, ale nie kryj lez. Trzeba sie wyplakac, bo to
                                                    pomaga. Na pewno bedzie ciezko - wiem cos o tym bo sama stracilam ojca, pisalam
                                                    o tym wczesniej. Ale najwazniejsze -pamietaj, by nie dusic tego w sobie. I
                                                    glowa do gory, trzeba dalej zyc i isc naprzod. Piszesz, ze tato zmarl w
                                                    rocznice slubu -moj zmarl dzien przed urodzinami mojej mamy.Trzymaj sie Susia.
                                                  • susia_333 Re: to juz niestety koniec :( 02.05.05, 21:49
                                                    Dzięki Wam raz jeszcze, że jesteście ze mną...
                                                    No wiadomo.. jest ciężko. Najgorzej to jest jednak z moim bratem, który
                                                    normalnie to moją mamę do grobu chyba wpędzi :(
                                                    Ale nic to, musi być do przodu!
                                                    Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale pochłaniają mnie wszystkie te
                                                    papierkowe sprawy, formalności "po" tacie, moja praca dyplomowa i takie tam
                                                    różne...
                                                    Naprawdę nie wiedziałam, że są tacy ludzie jak Wy - skłonni do pomocy.. dzięki
                                                    po raz kolejny! 3majcie się ciepło!
                                                  • snajper55 Re: to juz niestety koniec :( 03.05.05, 13:56
                                                    susia_333 napisała:

                                                    > Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale pochłaniają mnie wszystkie te
                                                    > papierkowe sprawy, formalności "po" tacie, moja praca dyplomowa i takie tam
                                                    > różne...

                                                    Pamiętaj, że Twoje sprawy takie jak praca dyplomowa, to nie są takie tam różne.
                                                    To bardzo ważne sprawy, którym musisz poświęcić swą uwagę, czas i siły. Ja
                                                    wiem, że jeszcze niedawno co innego było dla Ciebie najważniejsze i inne sprawy
                                                    blakły przy tamtych problemach. Ale teraz przyszedł czas na przewartościowanie
                                                    wielu rzeczy. Musisz na nowo ułożyć sobie sprawy.

                                                    Pozdrawiam

                                                    S.
                                                  • Gość: JOLA Re: to juz niestety koniec :( IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.05.05, 21:37
                                                    Cześć jesteśmy z Tobą tak jak byliśmy przez cały czas od stycznia.Myślę,że
                                                    jeżeli chodzi o Twojego brata to pewnie ma kłopoty sam ze sobą i tak
                                                    odreagowuje tragedię jaka Was spotkała-wiesz ,że faceci są słabsi psychicznie i
                                                    ze stresami gorzej sobie radzą.Życzę Ci dużo odporności psychicznej i dużo
                                                    miłości w rodzinie.Pozdrowienia
    • Gość: agata Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.aster.pl 05.05.05, 22:05
      Polecam Pania ordynator oddziału onkologii w szpitalu w Bytomiu, dr med. Zofia
      Rusinowska, ona ratuje życie wielu osobom!
      • Gość: Jola Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.earth.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.05.05, 13:56
        Agato! Czy poczytałaś wpisy na tym forum? Czasami dobrze jest coś zrobić
        starannie.Poczytaj a sama się domyślisz o co mi chodzi
    • Gość: gaga Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.05.05, 14:25
      innym ta informacja się może przydać - wiec nie konca jest tak
      • Gość: chochlik Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! IP: *.lublin.mm.pl 06.05.05, 14:46
        Odzywki Herbalife, oraz preparat ziołowe , zwłaszcza zawierające duża iloś
        antyoksydantów są pomocne w rehabilitacji i dozywieniu chorego, oczywiście nie
        zastąpią kuracji onkolgicznej, ąle moga ją wspomóc. W internecie strona
        Herbalife (firma amerykańska) polskie badania i atesty. W Polsce siedziba i
        magazyny w Jankach koło Warszawy, ulica Falencka. Kontakt wyłącznie przez
        dystrybutorów - konsultantów.
        • zyrafa46 Re: RAK ŻOŁĄDKA - POMOCY!!!!!!! 06.05.05, 16:51
          Ago, chochliku, ...proponuję założyć nowy watek. Moze sie mylę, Susiu, jak
          myslisz? I - co u Ciebie? Żyrafa
          • zyrafa46 To juz niestety koiec :-( 06.05.05, 16:52
            • susia_333 Re: To juz niestety koiec :-( 17.05.05, 15:24
              Czesc!
              nie ma problemu, zeby kontynuowac te rozmowy tutaj, na tym forum, chyba ze
              komus przeszkadza to, ze musi sobie przejsc na kolejna strone z postami :) (i
              denerwuje sie dlugim czasem oczekiwania na zaladowanie ;))

              co do mojego stanu psychicznego to jest raz lepiej, raz gorzej. Dzis mija
              miesiac od smierci Taty, a do mnie to jeszcze nie dotarlo, co sie stalo.
              kwestia czasu, jak mysle. Mam mase roboty teraz, z zamykaniem wszystkich
              spraw "po tacie". grunt to polska biurokracja :/ nikomu nie zycze!

              z bratem roznie - poki ma mature, to jest zajety, a co bedzie potem, to sie
              okaze.
              dzieki za to, ze jestescie!!!!
              pozdrawiam serdecznie!!

              • cavy Re: To juz niestety koiec :-( 17.05.05, 21:03
                Trzymaj się. Gdy 10 lat temu zmarła moja mama, też do mnie nie docierało.
                Wiadomo że koniec kiedyś musi nastąpić, ale wydaje się że to będzie kiedyś tam,
                i przez cały okres choroby i potem, nie docierało do mnie że to już teraz się
                dzieje. A biurokracja też była, hieny z urzędu skarbowego i na nieboszczyku
                muszą zarobić.
                • susia_333 Re: To juz niestety koiec :-( 19.05.05, 10:54
                  ta... zgadza sie! na wlasnej skorze doswiadczam tych krwiopijcow... choc taka
                  ich praca... eh, szkoda gadac. Ale czas leczy rany, mam nadzieje, i to mnie 3ma
                  przy zyciu. dzieki Cavy za posta, pozdrawiam!
Pełna wersja