Gość: agulha
IP: *.toya.net.pl
04.06.02, 20:39
...dzisiaj, w Łodzi, na Piotrkowskiej. ROzmawiałam z nią. Trzymała w ręku 3
recepty. Prawdziwe, aktualne (jestem lekarką, znam się na tym). Jedną z nich,
na leki krążeniowe, wykupiły jej na moich oczach dwie panie. Chciałam wykupić
drugą, ale, nawet po rezygnacji z jednego z nich, kosztowałaby 80 zł. Dałam jej
20 zł, myślałam, że uzbiera więcej, ale nie uzbierała, a stać nie miała już
siły (potem z nią znów rozmawiałam, jak wracała). Kobieta po wypadku, o kulach.
Leki nie żadne witaminy ani inne bzdury. W większości polskie odpowiedniki, z
jednym wyjątkiem, ale tamto to dość stary lek i różnica w cenie chyba nieduża.
Leki na parkinsonizm (i widać, że te są potrzebne), osteoporozę, zapalenie
stawów (i krążeniowe, na które już nie zobaczyłam recepty, bo została
wykupiona). Opieka społeczna? "powiedzieli, żeby wykupić, jak będą mieli
środki, to może oddadzą...za pół roku". Kobieta miała na oko 65-70 lat,
schludna, absolutnie nie wyglądała na pijaczkę czy osobę z marginesu.
KURRRRRRRRRRWWWWWWA! Co to za zasrany kraj!!