Dodaj do ulubionych

Lek pobudza neurony do działania

09.03.06, 12:46
Można by ten lek wypróbować na niektórych naszych politykach. Wprawdzie
Alzheimera oni jeszcze nie mają, ale pobudzenie neuronów do działania na
pewno by im się przydało:)
Obserwuj wątek
    • snajper55 Re: Lek pobudza neurony do działania 10.03.06, 12:10
      niewyspany_pawian napisał:

      > Można by ten lek wypróbować na niektórych naszych politykach. Wprawdzie
      > Alzheimera oni jeszcze nie mają, ale pobudzenie neuronów do działania na
      > pewno by im się przydało:)

      Nie mozna pobudzić do działanie coś, czego nie ma. :((

      S.
    • piezo1 Re: Lek pobudza neurony do działania 11.03.06, 08:02
      "W końcowej fazie alzheimera człowiek zwykle nie rozpoznaje już nawet
      najbliższych sobie osób, nie jest w stanie chodzić ani samodzielnie połykać
      jedzenia. Staje się całkowicie zależny od otoczenia."

      Cóż czyni nas ludźmi? 46 chromosomów, genom? Może złożoność zachowań, może
      zdolność do abstrakcyjnego myślenia?
      Na alzheimera zmarła bliska mi osoba. Jednak mam wątpliwości - czy aby na pewno
      ona? Badania pokazują, że gdy u chorego można z całą pewnością stwiedrdzić, że
      to ta choroba - on stracił już 75% neuronów kory mózgowej.
      Daje to taki efekt, jakby nie myślał. Nie tylko nie rozpoznaje bliskich osób.
      Nie potrafi chodzić... Leży, oddycha i patrzy cały czas tępo w jeden punkt
      pokoju. Jego reakcje są czysto fizjologiczne: np mrugnie oczami, gdy się
      machnie ręką przed oczami. I to też do czasu. Później nie wykazuje już nawet
      takich reakcji. Pojawiają się odleżyny, które przecież wywołują ból. Ale
      choremu to "nie przeszkadza" - on nie reaguje na to. Leży bez ruchu, jak
      sparaliżowany, i tylko oddycha.
      Ja mam wrażenie, że ta osoba została mi odebrana przez alzheimera już wiele lat
      przed swą śmiercią. Uszkodzenia mózgu tak bardzo zmieniły jej wszystkie
      zachowania, że jak dla mnie stała się zupełnie nie znanym człowiekiem. Więc
      obcym. Później, gdy jak warzywo leżała... to cóż ona miała w sobie z
      człowieka?! Wygląd? Stała się mniej komunikatywna niż żółw! Cóż niby miałoby
      sprawić, iż należy jeszcze na takim etapie traktować tego chorego, jak
      człowieka?
      Jeszcze napiszę, ale później. Spieszę się.
      • sabinka707 Re: Lek pobudza neurony do działania 11.03.06, 21:12
        Boję się, bo mam osobę bliską, u której jest podejrzenie choroby Alzheimera.
        Pewność będzie dopiero po śmierci. Już teraz ta osoba ma problemy z pamięcią,
        bywa agresywna. Czy tak będzie do końca? Czy po prostu mam pamiętać ją taką,
        jaka była, bo widac skutki choroby?
    • monik181 Re: Lek pobudza neurony do działania 12.03.06, 12:56
      Mam podobny problem z mamą. Cierpi na psychozę Korsakowa. Jast to choroba w
      której pacjent ma problemy ze świeżą pamięcią. Mama doskonale pamięta co był 30
      lat temu ale nie pamięta gdzie jest, co robi itp. Mam wyrzuty sumienia kiedy
      czasem na nią krzyczę kiedy po 5 godzinach nawracania, że ona musi już iść do
      pracy, ja nie daję rady. Z jednej strony wiem, że to moja mam, że była kiedyś
      dla nas dobra itp., ale z drugiej teraz to jest zupełnie inna osoba. Mam mamę,
      ale nie mam.
      • piezo1 Re: Lek pobudza neurony do działania 13.03.06, 17:09
        No właśnie. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: co czyni nas ludźmi? Co
        sprawia, że kogoś lubimy i jesteśmy do niego emocjonalnie przywiązani?
        Według mnie alzheimer w takim stopniu degraduje osobowość chorego, iż czyni go
        osobą zupełnie obcą dla otoczenia. Dla otoczenia, które choremu także wydaje
        się obce!
        To, że przyjdzie taki etap, gdy chory będzie wymagał nadzoru przez całą dobę,
        jest niuniknione, jeśli chory dożyje. Chory prawie nic w domu nie robi: zwykle
        siedzi patrzy w jeden punkt, drze papierki, pruje sweter (dłonie cały czas
        pracują, dłubią), odrywa tapetę...
        Zwykle wszystko robi siedząc. Czasem przejdzie w inne miejsce i tam psoci, na
        przykład sikając na środku pokoju (jak niemowlak - leje w pieluchę gdziekolwiek
        się znalazł). Czasem pomaga założony pampers. Czasem. Ponieważ chory dłubie w
        czymś ciągle. Jeśli nie drze papierków lub nie pruje swetra to odpina i
        rozprówa, na milimetrowe kawałeczki, właśnie pampersa. Dlatego na tym etapie
        wymaga ciągłego nadzoru: po co wstał, czy do tapety, czy dłubie przy pampersie,
        czy pruje sweter, czy drze poszewkę od kołdry, czy niszczy tapicerkę fotela...
        To jedyne rzeczy, którymi chory się zajmuje 7 dni w tygodniu. Nie są to rzeczy
        szczególnie męczące. Więc chory nie czuje się mocno zmęczony czy śpiący. Zatem
        każdej nocy może przynajmniej raz wstawać z łóżka. Jeśli nie wstaje a się
        obudził to może gadać do siebie, spiewać lub raczej wydawać długie dźwięki w
        różnej tonacji lub drzeć poszewkę, zdejmować swego pampersa i go rozbebeszać
        nawet jeśli już jest "mocno zużyty". Wówczas albo za chwilę, nie mając
        pampersa, zmoczy łóżko albo przynajmniej porozrzuca woniejące fragmenty
        pampersa po pokoju. Jeśli jednak z łóżka wstanie to może pójść w stronę tapety,
        tapicerki fotela, gniazdka elektrycznego, firanek... i zrobić użyteg ze swych
        spragnionych destrukcji paluszków. Tu pytanie: kiedy opiekun ma spać, by rano
        iść do pracy, kiedy ma pracować, iść do znajomych lub chociaż przyjąć gości?
        Dopiero później przychodzi etap, gdy chory już nawet takiej aktywności nie
        przejawia. Nie jest w stanie utrzymać równowagi (czasem to staje się z dnia na
        dzień), więc nie wstaje już i nie chodzi po pokoju. Wkrótce przychodzi etap,
        gdy chory patrzy już tylko w jeden punkt i nie reaguje w żaden sposób na
        obecność i ruch kogokolwiek i czegokolwiek w pokoju. Zwykle przestaje też
        wówczas mówić cokolwiek a nawet wydawać dźwięki. Mięśnie się przykurczają na
        stałe i chory przesiaduje całe dnie z łokciami przy brzuchu, dłońmi na udach i
        złączonymi (zgiętymi!) nogami.
        Na żadnym z opisanych etapów chory nie sygnalizuje głodu, pragnienia oraz nie
        jest w stanie zjeść lub wypić czegoś samodzielnie. Trzeba wkładać kęsy lub
        wlewać porcje napoju do ust.
        Wkrótce chory już nie potrafi utrzymać równowagi nawet w pozycji siedzącej i
        przewraca się na bok: kładzie się na łóżku lub zwisa przez podłokietnik fotela,
        ewentualnie (bezmyślność opiekuna) spada z krzesła na bok. Wtedy chorego
        kładzie się do łóżka. Ze względu na przykurczone mięśnie chorego przekłada się
        z boku na bok, by nie pojawiły się odleżyny, bo on sam nie zmieni pozycji
        leżenia.
        Oczywiście odleżyny i tak się pojawiają, bo bez ruchu układ krążenia jest
        słaby, zaś w pozycji leżącej ciągle gniecione są te same punkty ciała na zmianę.
        Pomimo pielęgnacji, dezynfekcji itp. w mieszkaniu zaczyna się unosić
        nieurywalny zapach gnijącego mięsa. Zwykle domownicy tracą wówczas możliwość
        skonsumowania jakiegokolwiek posiłku w domu, choć już samo przebywanie w nim
        (ten zapach!) jest sporym wyzwaniem. Jak tu spać?
        Chory ma słabą odporność, więc dodatkowo się przeziębia, łapie z powietrza
        wszelkie infekcje. Jeśli jednak one go nie wykończą to z czasem przychodzi taki
        moment, gdy organizm chorego zapomina na czym polega czynność wdech-wydech.
        Chory dusi się powoli przez kilka dni (rośnie tzw. dług tlenowy), bo z każdą
        minutą pogłębia się niedobór tlenu w wyniku coraz rzadszego oddechu.
        Później ustaje praca serca.

        Przejście przez takie coś pozwala opiekunom stwierdzić, że przez cały ten
        okres, od kiedy chory przestał zwracać na nich jakąkolwiek uwagę, to był okres
        opieki nad ciałem: mięsem, kośćmi... Nie było już opieki nad chorym - nad
        człowiekiem, bratem, dziadkiem... Stąd moje stwierdzenie, że alzheimer zabiera
        ludzi wiele miesięcy, a czasem lat, wcześniej niż oni umierają fizycznie.
    • monik181 Re: Lek pobudza neurony do działania 15.03.06, 10:52
      Bardzo trafnie to ująłeś. Jak wytłumaczyć dzieciom, że to babcia. Ta sama
      postać, która zabierała na wakacje, rozpieszczała ale z innymumysłem, że nie
      robi tego specjalnie. Jak wytłumaczyć babci, że dzieci muszą odrabiać lekcje
      żeby nie zabierała im zeszytów. Teraz mamy nie ma u mnie. Kiedy była spała z
      dziećmi w pokoju. Młodsze dziecko mam z ADHD, ma mieć spokój. Choroba mojej
      mamy jest trochę inna ale podobna. Dochodzi agresja. Jestem w trakcie
      załatwiania DPS lub innej placówki. Jest mi przykro, że tak się potoczyło ale
      nie jestem w stanie pracować, opiekować się ADHDowcem i jeszcze mamą. Choroba
      mojej mamy jest postępująca, przechodząca w otępienie z momentami agresji.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka