Dodaj do ulubionych

Dzieci jedzą śmieci

24.08.06, 22:37
Pierwsze: nie prowadzać naszych pociech do Makdonalda, to perfidna wyjątkowo
instytucja, żerująca na uczuciach najmłodszych.
Obserwuj wątek
    • swing wszystko rozumiem, ale... 25.08.06, 09:18
      ciekawe w jaki sposób pan docent namówiłby moje dziecko do wypicia maślanki
      albo zjedzenia pomidora z mozzarellą, bazylią i oliwą, szprotek, czy choćby
      marchewki...?
      • deptaczek Re: wszystko rozumiem, ale... 25.08.06, 11:07
        a moje dziecko (rok i 9 m-cy) jada:
        surową marchewkę, selera
        podduszoną (bez tłuszczu - np. w mikrofali) cebulę
        pomidory i ogórki w dużych ilościach
        owoce namiętnie
        oliwki zielone, itd...
        wybiera warzywa z zupy (przeważnie olewając mięsko)
        za to nie jada kaszek i już
      • mark.parker Napoje gazowane są niezdrowe 26.08.06, 00:20
        Pan dr nie zauważył, że picie napojów gazowanych zakłóca zasadowość organizmu i
        zwiększa kwasowość, którą wiąże się z licznymi chorobami - nowotwory, cukrzyca,
        artretyzm, choroby serca, kamienie trzustkowe i nerkowe to tylko niektóre z nich .
        • frant3 Re: Napoje gazowane są niezdrowe 26.08.06, 13:58
          Wiadomo, że napoje gazowane typu oranżada nie są zdrowe, ale gazowana woda mineralna ma pewne walory prozdrowotne.
          Dr Peter J.D'Adamo w książce" Żyj zgodnie ze swoją grupą krwi" pisze, że:
          "Szklanka gazowanej wody mineralnej - letniej lub o temperaturze pokojowej - zmniejsza wydzielanie gastryny i kwasu żołądkowego; obniża też apetyt."

          --
          Frant - humor, satyra, krytyka
      • koszalek_opalek1 Re: wszystko rozumiem, ale... 26.08.06, 10:26
        > ciekawe w jaki sposób pan docent namówiłby moje dziecko do wypicia maślanki
        > albo zjedzenia pomidora z mozzarellą, bazylią i oliwą, szprotek, czy choćby
        > marchewki...?

        Dokładnie. Poza tym nie wiadomo do końca, czy warto żyć długo CZY szczęsliwie ;)))
      • mlodamatka25 To rodzice jedzą śmieci 25.08.06, 16:13

        Moja córeczka podąża w jedzeniu za mną. Osobiście nie jadam fastfoodów i
        ciężkostrawnych posiłków. Przegryzam marchewki, cykorię, selera naciowego,
        wszelkie owoce - ona mnie obserwuje i chce jeść to co ja. Nie ciągnie jej do
        słodyczy!

        W życiu nie piła coli, sprite'ów, ani innych słodzonych napojów. Podaje jej do
        picia soki i wodę. nie narzeka - wręcz przeciwnie cieszy się jak "dziecko" :)

        Może edukacje naszych dzieci zacznijmy od reedukacji nas samych!

        • cloclo80 Re: To rodzice jedzą śmieci 26.08.06, 01:20
          Kontynuuj tak dalej to może w ogóle oduczysz dziecko jeść.
          Cały ten artykuł ma posmak wypocin żywieniowego hochsztaplera orzekającego nie
          wiadomo na jakiej podstawie co jest dobre a co złe. Nie jestem za fastfoodami,
          ale zielskiem to sie karmi krowy a nie ludzi.
            • ponika Ech... Krytyka 26.08.06, 12:44
              Swoja droga to ciekawe jak po artykule z osoba, ktora zajmuje sie zawodowo
              sprawami zywienia, zna sie na tym i ogolnie wie co mowi, zaczynaja sie
              wypowiedzi w stylu "co tam doktorek wie, JA wiem lepiej, bo przeciez zyje i
              jem, a poza tym babcia tak mowila to na pewno tak jest..."
              Czyzby sami specjalisci w tym temacie?
    • fam11 Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 03:05
      Uwazam, ze kazde dziecko wykazuje pewne tendencje juz od najmlodszych lat, co do tego, co lubi, a czego nie. Niektore z tych tendencji, owszem, da sie zmienic, inne nie.
      Moj dwuletni syn nigdy nie jadl nabialu, pomimo moich najszczerszych checi wmuszania w niego serkow i jogurtow. Po roku prob i zmarnowanych pieniedzy sie poddalam i nie podaje mu zadnego nabialu (okazalo sie zreszta, ze ma alergie pokarmowa na nabial)
      Miesa nie lubil na poczatku, teraz uwielbia, tak samo jak owoce. Zajelo mi troche czasu uczenie go jedzenia tych grup pokarmowych.
      Warzywa uwielbial od zawsze we wszystkich formach i wszystkie. Jadl i je je kilka razy dziennie.

      Tak wiec probowac mozemy i pewnie wiele rzeczy zmienimy, ale nie wszystko.
    • maialina1 cytat, jak zrobic frytki? 26.08.06, 08:37
      "Ale frytki nie muszą być niezdrowe. Jeśli robi je pani sama w domu, może pani
      sterować ilością tłuszczu użytego do usmażenia ich. "

      Niby jak?
      Myslalam ze frytki robi sie w glebokim tluszczu. Poprawcie mnie jesli sie myle,
      ale nie wiedzialam ze mozna usmazyc frytki na lyzce oliwy. :/
      • colombina mozna zyc bez frytek 26.08.06, 13:16
        maialina1 napisał:

        > Niby jak?
        > Myslalam ze frytki robi sie w glebokim tluszczu. Poprawcie mnie jesli sie myle,
        >
        > ale nie wiedzialam ze mozna usmazyc frytki na lyzce oliwy. :/

        Nie da sie "regulowac" ilosci tluszczu do smazenia frytek, mozna oszukac i
        upiec w piekarniku pokrojone ziemniaki z mala iloscia tluszczu. No ale wtedy to
        juz nie sa frytki ;-(((

        Moj ulubiony przepis to ziemniaki pieczone z dodatkiem tluszczu, posiekanego
        czosnku, rozmarynu (swiezego) i soli.

        Dodam, ze ze znanych mi tluszczow roslinnych tylko olej kokosowy nadaje sie
        pieczenia i smazenia.
    • ready_for Jakieś kompleksy w stostunku do mężczyzn? 26.08.06, 09:02
      Widać, z dość prymitywnego zresztą artykułu, że autorka ma obsesję na punkcie
      tatusiów, występujący oczwwiście w roli szwarccharakterów. (Lepsze są pewnie
      pijane matki).
      Autorce doradziłbym pomoc psychologa, bo takie skojarzenia fastfoody-tatusiowie
      nie świadaczą dobrze o kondycji psychicznej.
    • olgaislawek Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 09:24
      Nie rozumiem zawartego w wywiadzie entuzjazmu dla chemicznego konserwowania
      żywności. Nikt nie wykluczył np związku pomiędzy przetwarzaną i konserwowaną
      żywnościa, a alergiami, także w następnych pokoleniach. Dzisiejszy przemysł
      spożywczy, funkcjonujący w ramach unijnych, "chemicznie" wyjątkowo liberalnych
      norm, wg mnie nie tylko żywi, ale i truje. Jak można np. z 1 kg mięsa zrobić
      ponad 2 kg szynki ? Takie napompowanie mięsa wodą wymaga chemicznej
      stabilizacji. Moja 6 letnia córka (a także trochę starsza żona) po kilku
      "mięsnych" posiłkach dostają drobnych kroset na twarzy. Brawo !!!!
      • colombina po konserwantach bedziesz zyl dluzej ;-))) 26.08.06, 13:46
        po konserwantach mozesz zyc niemal tak dlugo jak Lenin (w mauzoleum). Czytalam
        niedawno, ze grabarze zauwazyli ze ciala nieboszczykow o wiele wolniej sie
        rozkladaja niz jeszcze 20 lat temu. Autor przypisal ten ewenement konserwantom,
        ktore z zywnosci przedostaja sie do naszych organizmow.

        Pozdrawiam sceptycznie.

      • mis22 Entuzjazm dla konserwantow 26.08.06, 23:12
        olgaislawek napisał:
        > Nie rozumiem zawartego w wywiadzie entuzjazmu dla chemicznego konserwowania
        > żywności.

        Zyje ponad 20 lat w Stanach gdzie niemal we wszystkim sa konserwanty. Nie sa
        one bardziej szkodliwe niz sol kuchenna, ktorej tez ludzie uzywaja jako
        knserwanta. Mleko w Stanach kupuje raz na 2 tygodnie. W efekcie ani razu nie
        chorowalem tu na zoladek. W pOlsce kiedys chorowalem wiele razy. Gdy pojechalem
        do Polski na 2 tygodnie to od razu dostalem biegunki i dzien przechorowalem
        prawdopodobnie od zepsutego sernika, ktory zjadlem w kawiarni. Czyli te
        konserwanty, ktore nie podobaja sie milosnikom natury, powoduja ze mamy mniej
        problemow ze zdrowiem.
        • mitffoch Re: Entuzjazm dla konserwantow 27.08.06, 00:34
          Jezeli porownuje sie zywnosc z konserwantem i zepsuta zywnosc bez konserwantu to
          oczywiscie ta pierwsza jest korzystniejsza.
          Jednak trudno powiedziec jaki wplyw maja konserwanty na zdrowie czlowieka,
          wyglada ze nie maja krotkoterminowego ujemnego skutku. Trudno powiedziec co
          powoduja po 20 latach spozywania. Azbest tez raka nie powoduje od razu.
          Ja staram sie kupowac zywnosc z minimalna iloscia dodanej chemii (czy sa to
          konserwanty czy tez sztuczne barwniki czy smaki) - tak na wszelki wypadek. Czy
          sie lepiej po tym czuje? To moze byc autosugestia, ale smakuje z pewnoscia lepiej.
          • colombina go organic 27.08.06, 01:19
            To samo u mnie, kupuje organiczne wyroby gdy sie tylko da. A czuje sie super.
            Zauwazylam tez, ze po zdrowej zywnosci nie mam dzikich napadow glodu i moge sie
            zadowolic mniejsza ilosci kalorii (ok 20-30% mniej).
    • myslacyszaryczlowiek1 Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 09:33
      O konserwantach- Są, ale to bez znaczenia. Po pierwsze, te normy są tak wysokie,
      że nie sposób je przekroczyć, a po drugie, nie należy się bać sztucznych
      dodatków. To, że spadła liczba zachorowań na choroby układu pokarmowego, bierze
      się stąd, że żywność jest lepiej konserwowana. Często sztuczne dodatki podnoszą
      wartość jedzenia.

      A podobno za epidemię cukrzycy wsród dzieci obwinia się właśnie te dodatki
      serwowane ponad miarę. A co się robi aby mięso nie zgniło w hipermarkietach?
      Niedługo aby zdrowo zjeść trzeba będzie jak za komuny jechać na wieś i kupić
      sobie pół cielaka albo świni. Tylko dlaczego to jest karalne że chłop na własne
      potrzeby nie może zaszlachtować swoje bydlęcia. Lobbyści z hipermarketów dbają o
      swoje pieniądze, zasłaniając się higieną i humanitarnym zabijaniem a trują
      ludzi konserwantami i dwutygodniowym "świeżym" mięsem serwowanym na tackach.
      Proszę kupić świeżą rybę z hipermarketu i położyć pod zamrażalniekiem. Wytrzyma
      3 miesiące i będzie pachnieć jeszcze rybą, tak jest nafaszerowana chemią.
    • ceziu Re: Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 10:04
      To co jedzą dzieci to przede wszystkim zasługa rodziców, którzy z lenistwa i
      wygody skarmiają swoje dzieci fast foodami, słodyczami i innymi śmieciami.
      Moje dzieci jak nie chcą czegoś jeść, no to nie bez łaski. Jak dupka zgłodnieje
      zjedzą wszystko co im się poda np.: szpinak, oliwki, fete i inne dobre rzeczy.Aż
      w końcu polubiły zdrowe jedzenie.
      • mitffoch Kazdy dzieciak jest inny 26.08.06, 15:37
        A to takie gadanie "bo moje dzieci jedza zdrowo, a moje to a tamto". Kazde
        dziecko jest inne, syn mojego brata nie chcial nic jesc wiec poczekali az mu
        "dupka zglodnieje" no i zglodniala tylko ze zemdlal i wyladowal na pogotowiu.
        Potem bylo dochodzenie, ze go w domu glodza.
        Nic tam sie dzieciom nie stanie jak czasami pojda do McDonaldsa albo zjedza
        jakies ciastko. Jak narazie, w stanach gdzie fast foody sa obecne od dluzszego
        czasu, srednia zycia sie wydluza i jest znacznie wieksza niz np w Polsce gdzie
        McDonaldy sie pojawily kilkanascie lat temu.
        A swoja droga to nie widzialem dziecka zeby nie lubilo McDonalda, spotkalem
        rodzicow ktorzy tak mowia o swoich dzieciach(i tak szczerze mysla), ale dziecka
        jeszcze nie.
        • kasiamat00 Re: Kazdy dzieciak jest inny 26.08.06, 16:07
          Moja siostra jak miala 10 lat to jedyne co byla w stanie zjesc w Macu to byly
          frytki. Do tej pory omija Maca szerokim lukiem i zadna sila jej tam nie
          zaciagnie. Mozna do tego chyba doliczyc wszystkie dzieci nieznoszace cebuli,
          ktora w Macu dodaja do prawie wszystkich kanapek.
          • mitffoch Re: Kazdy dzieciak jest inny 26.08.06, 18:25
            No ale to sa dalej takie anegdoty o kims co tam nie chcial czegos jesc w McD.
            Czy jak mowisz, ze "byla w stanie zjesc" to znaczy ze frytek tez nie chciala
            ale jakos tam sie zmusila zeby je wprowadzic? Sprawa jest taka, ze to fajnie
            brzmi "ja w fast food nie jem i moje dzieci tez nie". Ja sie zgadzam, ze jak
            ich nigdy nie wezmiesz do McD to nie beda jadly, ale jak mowie nie spotkalem
            jeszcze dziecka ze jesli mialo wybor to by powiedzialo "nie chce isc do
            McDonalds".
        • e_eneida są dzieci , które nie lubia McDonalda 27.08.06, 00:44
          Moje dziecko nie znosi "jedzenia" z McDonalda, jedyny powód, dla którego
          próbuje mnie czasem tam zaciągnąć (dodam, ze bezskutecznie) - to zabawkowe
          dodatki , które serwują do obrzydliwego żarcia (jedzeniem tego nie nazwę).
          Raz w swoim 7-letnim życiu był na imprezie urodzinowej jakiegoś kolegi
          (beznadziejny zwyczaj) i nie dał sie skusic na zjedzenie czegokolwiek poza
          paroma frytkami. Na próbę pomalowania my twarzy we wzorki (nie wiem co w tym ma
          być zabawnego) z okazji imprezy zaprotestował słowami - "nie jestem jajkiem
          wielkanocnym". Chwała Bogu - mam mądre dziecko :))
    • pillow-book Re: Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 10:43
      Wspolczuje tym niemowletom, ktorym Pan rozszerza diety... Moje dziecko zyje bez miesa, bez
      mleka i serow, bez makaronow, bul i chlebow, etc. Slodycze ma kupowne raz w tygodniu w
      ilosciach dosc niewielkich i albo zjada je na raz albo dzieli na porcje i ma na caly tydzien -
      plomby ma slownie dwie w wieku 6 lat.
      Dziecko przyzwyczaja sie do tego co dostaje w domu i nasladuje rodzicow - pijemy wode i
      lekkie ziola i soki synowi najzwyczajniej nie smakuja. Woli frytki domowe od barowych i nie je
      soli... bzdura jest stwierdzenie, ze jajko na miekko bez soli sie nie nadaje - jest pyszne! Tak
      samo jak wszystkie warzywa - sol zabija im smak.
      Mysle, ze problem otylych dzieci to problem slabych rodzicow, ktorzy nie potrafia dzieciom
      powiedziec NIE i nie potrafia byc przykladem godnym nasladowania. Tak jak autorka, ktorej syn
      nie pija wody...
      • dx7 Re: Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 14:17
        > Moje dziecko zyje bez miesa, bez mleka i serow, bez makaronow, bul i chlebow,
        > etc

        Zyc pewnie bez tego mozna - pytanie czy mozna sie bez tego dobrze rozwijac?

        > bzdura jest stwierdzenie, ze jajko na miekko bez soli sie nie nadaje -
        > jest pyszne!

        Nie pojmujesz tak prostej rzeczy, ze smak jest sprawa indywidualna i nie kazdemu
        jajko bez soli smakuje?
      • aga1000 Re: Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 15:14
        To tylko pogratulować głupoty. O czym zresztą świadczą te "słownie dwie plomby",
        bo nie powinien mieć ani jednej. I troche dystansu do faceta, który troche się w
        zyciu nawysilał i popracował nad rozwojem i zywieniem dzieci raczej nie ma co
        wspólczuć -lepiej posłuchac.


        pillow-book napisała:

        > Wspolczuje tym niemowletom, ktorym Pan rozszerza diety... Moje dziecko zyje bez
        > miesa, bez
        > mleka i serow, bez makaronow, bul i chlebow, etc. Slodycze ma kupowne raz w tyg
        > odniu w
        > ilosciach dosc niewielkich i albo zjada je na raz albo dzieli na porcje i ma na
        > caly tydzien -
        > plomby ma slownie dwie w wieku 6 lat.
        > Dziecko przyzwyczaja sie do tego co dostaje w domu i nasladuje rodzicow - pijem
        > y wode i
        > lekkie ziola i soki synowi najzwyczajniej nie smakuja. Woli frytki domowe od ba
        > rowych i nie je
        > soli... bzdura jest stwierdzenie, ze jajko na miekko bez soli sie nie nadaje -
        > jest pyszne! Tak
        > samo jak wszystkie warzywa - sol zabija im smak.
        > Mysle, ze problem otylych dzieci to problem slabych rodzicow, ktorzy nie potraf
        > ia dzieciom
        > powiedziec NIE i nie potrafia byc przykladem godnym nasladowania. Tak jak autor
        > ka, ktorej syn
        > nie pija wody...
    • alepocomito Re: Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 12:11
      maialina1 napisał:
      >"Ale frytki nie muszą być niezdrowe. Jeśli robi je pani sama w domu, może
      >pani sterować ilością tłuszczu użytego do usmażenia ich. "
      >
      >Niby jak?


      smażyć w piekarniku na termoobiegu (;
      a co do tematu .. mam 17 lat i na poczatku wakacji przeczytalam ksiazke o
      zdrowym odzywianiu ["jak zyc dlugo i zdrowo", albo cos podobnego]. do tego
      czasu uwielbialam jesc wszystko to, co gotuje moja babcia [a jak wiadomo kazda
      babcia dba o swoje wnuki..] i nigdy nie sadzilam, ze to sie zmieni. teraz
      niechetnie chodze do babci na obiady, nie jadam praktycznie miesa.. moja dieta
      sklada sie z nabialu, warzyw, owocow oraz z pieczywa "wasa". nigdy nie
      pomyslalabym, ze bede zdolna do tego, aby zmienic swoje zasady odzywiania ..
      zmierzam do tego, ze kazdy kiedys zmieni swoja diete, wiec nie sadze, aby
      zabranianie dzieciom czegokolwiek bylo dobre. zakazany owoc smakuje najlepiej (;
    • tajne.konto Kraina fast foodów 26.08.06, 12:17
      Książka Erica Schlossera "Kraina fast foodów".

      www.ateista.org/img/posts/08.2006/Fast-Food-Nation-2.jpg
      www.ateista.org/img/posts/08.2006/Fast-Food-Nation-4.jpg
      www.ateista.org/img/posts/08.2006/Fast-Food-Nation-5.jpg

      Historia fast foodu jest do tego stopnia opowieścią o powojennej Ameryce, że
      fakt ten jednocześnie fascynuje i przeraża. Choć stworzony przez garstkę
      indywidualistów, przemysł szybkich dań doprowadził do homogenizacji
      amerykańskiego społeczeństwa. Fast food przyspieszył włączenie do amerykańskiego
      krajobrazu pasaży handlowych, poszerzył otchłań między bogatymi i biednymi,
      wzmógł epidemię otyłości i zwiększył siłę niszczycielską amerykańskiego
      imperializmu za granicą. Długa jest lista oskarżeń, jednak Eric Schlosser składa
      je w całość dzięki mistrzowskiemu połączeniu reportażu, cierpkiego humoru i
      rygorystycznego toku rozumowania.

      Książka Erica Schlossera ma szczególną wartość zwłaszcza dla czytelnika
      polskiego, którego dopiero od kilkunastu lat dotyka ekspansja zachodnich
      korporacji żywieniowych. Skąpana w różnych sosach mięsna lub rybna mielonka w
      oczach wielu symbolizowała początkowo nadejście nowej epoki swobód obywatelskich
      i demokracji, powiew wolnego świata. Schlosser uświadamia nam tymczasem, że
      rzeczywistość nie jest tak kolorowa jak krzykliwe szyldy i neony fastfoodowych
      restauracji.

      -------------------------------------
      Właściwie zaplanowana dieta wegańska i inne typy diet wegetariańskich są
      odpowiednie na wszystkich etapach życia, włączając okres ciąży, karmienia
      piersią, niemowlęctwa, dzieciństwa i okresu dojrzewania.
      - Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne i Dietetycy Kanady
    • piekny_romanek od kiedy tluszcze zwierzece sa mniej zdrowe niz 26.08.06, 12:41
      roslinne??? Widac lobby nawciskalo ludziom glupot do glow i teraz to wszedzie
      bezmyslnie powtarzaja. Z tluszczow roslinnych najlepsza jest oliwa z oliwek,
      jest jeszcze pare innych dobrych tluszczow roslinnych, ale wiekszosc to syf,
      ktorego czlowiek nie powinien sie nigdy tknac. Poza tym czlowiekowi jest blizej
      do drapieznikow niz do roslinozercow i dieta powinna sie opierac glownie na
      skladnikach pochodzenia zwierzecego a nie roslinnego. Wilk czy lew nie zre
      trawy jak krowa, tylko czlowiek moze byc tak zdegenerowany, zeby swiadomie
      eliminowac z diety to co dla niego jest naturalnym pozywieniem. A pozniej
      wielkie zdziwienie dlaczego jest chory.
    • rudy_rudolf Ratunek dla otyłych 26.08.06, 14:08
      aby zmniejszyć średnią wagę Polaka należałoby zacząć dbać o odżywiania począwszy
      od dziecka - rodzice powinni poświęcać dziecku więcej czasu-razem, spokojnie
      przygotować posiłek i cieszyć się nim, to natomiast wymagałoby krótszego czasu
      pracy, a im krótszy czas pracy tym chudszy portel. Jak by nie patrzeć wszystko
      rozbija się o kasę :(

      zrelaksuj się na
      www.asiaq.pl
    • ewa12321 Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 14:43
      Jestem od wielu lat i mama i jednoczesnie technologiem zywnosci. W zasadzie
      tezy stawiane w artykule sa prawidlowe, dzieci nie jedza najzdrowiej, ale aby
      tak jesc, nalezy posiadac dosc duza wiedze o potrzebach organizmu, skladzie
      zywnosci i mozliwosciach prawidlowego ukladania diety. Ryczaltowo potepiac
      jeden produkt, a wychwalac drugi- to blad w metodyce. Dzieci glownie
      podpatruja doroslych, a ci raczej nie zwracaja uwagi na zdrowe jedzenie.

      Z niektorymi tezami artykulu musze jednak polemizowac:

      - frytki nie sa produktem zlozonym. Niektore chipsy owszem (n.p. Pringles).
      Frytka jest odpowiednio pokrojonym kartoflem, tutaj mozna tylko wymienic
      minimalne roznice skladu ziemniaka w zaleznosci od gatunku. Chcialabym tez
      zobaczyc, jak mozna sterowac zawartoscia tluszczu we frytce, jezeli robi sie ja
      w domu. Chyba, ze na koncu nie wychodzi frytka. Frytki sa plywajaco wypieczone
      w tluszczu i jakos nigdy nie widze tluszczu zwierzecoego, tylko olej roslinny.
      A ten nie powiniej byc zjelczaly. Niepokojacym zjawiskiem w przetwarzaniu
      ziemniaka jest raczej tworzenie sie akrylamidu.

      - dzieci powinny pic. Wiec dostarczenie im wody odpowiedniej jakosci powinno
      byc pierwszorzednym zadaniem. Ale dzieci nie beda pily byle czego. Znam malo
      dzieci, ktore chetnie pija wode. Maslanka tez nie stoi na pierwszych pozycjach
      upodoban. Moze ze wzgledu na nimb zakazu faworytem jest gazowana cola na kwasie
      fosforowym. Czesto dziecko pije tylko wtedy, jezeli produkt jest i slodki i
      zakwaszony. Normalna akzeptowana slodycz to jakies 70g (herbata) do 110 g
      (cola, soki owocowe) cukru na litr. Aby to smakowalo, nalezy dodac od dwoch do
      czterech gramow kwasu (np. cytrynowego) tez na litr. Kwas cytrynowy nie
      zakwasza organizmu, jest metabolizowany do soli zasadowych, wiec to nie
      problem. Podobnie jak kwas weglowy w wodzie sodowej. Problemem jest jednak
      dzialanie tych kwasow na zeby malego dziecka. Tutaj lekarze bija na alarm: u
      niektorych dzieci zeby sie doslownie rozpuszczaja.

      - raczej do marzen zakwalifikowalabym stosowanie przypraw zamiast soli do
      potraw, ktore dzieci juz kiedys poznaly w postaci "doroslej", czyli solonej.

      - natomiast bezsprzecznie nalezy zwracac uwage na odpowiednia jakosc
      serwowanych dzieciom produktow. Produkty zanieczyszczeone pestycydami,
      metalami ciezkimi, aromatami (w sensie zwiazkow chemicznych, nie aromatycznych
      dodatkow do zywnosci) nie powinny sie znajdowac w jadlospisie dzieciecym.

      - napis: "zawiera witamine C" oznacza, ze do produktu dodano witamine jako
      suplement, a nie jako antyoksydant, bo wtedy w zawartosci ten wystepuje jako
      kwas askorbinowy. Aby jednak na taki dodatek moc zwrocic uwage, nalezy ten
      poziom podniesc do pewnych konkretnych limitow (min. 15% zapotrzebowania
      dziennego w 100 g lub porcji. W przypadku cukierkow mozna polemizowac, ile to
      ma wynosic porcja, np. dwa cukierki czy 100g). Napis "suplement diety" w calej
      EU nie jest konieczny, chyba ze Polska taki napis ma w przepisach. Juz samo
      wskazanie na witaminizowanie produktu w nazwie oznacza dla konsumenta dodatek
      tej witaminy ponad technologiczna koniecznosc.

      - nie krytykowalabym generalnie produktow robionych przemyslowo. Przemysl ma
      do dyspozycji surowce, ktorych w domu nigdy nie doswiadczymy. A te maja
      wlasciwosci, ktorych nie mozna pomijac. Poza tym produkty przemyslowe sa
      mikrobiologicznie zwykle lepsze, niz robione metoda domowa, a juz sam ten fakt
      powoduje, ze ta zaleta przewyzsza sporo koniecznych technologicznie wad.
      • breuszek Re: Dzieci jedzą śmieci 26.08.06, 15:25
        "Poza tym produkty przemyslowe sa
        mikrobiologicznie zwykle lepsze, niz robione metoda domowa"

        Czy przykład soków kupowanych w sklepach które mają niewiele wspólnego z sokiem
        zrobionym domowym sposobem (czy to z cytrusa czy pożeczek albo kompot
        truskawkowy) też się do tego odnosi? Śmiem mocno wątpić.. wręcz napiszę że
        ZWYKLE domowa kiszona kapusta, domowy sos pomidorowy, domowy sok jest zdrowszy
        dla organizmu!
        • ewa12321 Do breuszek 26.08.06, 18:09
          Jakosc potraw przemyslowych a ich sklad to dwie rozne rzeczy. Jezeli ktos
          pisze o soku, to unijne przepisy bardzo dokladnie mowia, co to ma byc. To, ze
          niektore polskie firmy do przepisow sie nie stosuja i "podprawiaja" koncetraty
          owocowe roznymi dodatkami typu: cukier, kwasy czy aromaty, nie ma nic
          wspolnego z ocena mikrobiologiczna produktu. Co sie zastosuje, to sie potem
          znajdzie w produkcie. Rowniez w domu moge zrobic befsztyk tatarski nie z
          poledwicy, ale z np. z karkowki.

          Domowy sok jest zdrowszy dla organizmu, jezeli jest zrobiony z przetworow
          swiezych, dobrej jakosci, nie spryskiwanych. Ale te nie stoja do dyspozycji
          przez caly rok, a poza tym smiem watpic, ze przetwory domowe jestesmy w stanie:
          1. przebadac pod katem szkodliwych substancji
          2. zrobic ich tyle, abysmy mieli odpowiedniej jakosci zapas na caly rok.
          • gumitex Re: Do breuszek 27.08.06, 00:10
            No właśnie, jeśli chodzi o soki, to miałam ciekawą dyskusję z moją mamą, która
            twierdzi, że domowy kompot jest dużo zdrowszy niż sok z kartonu. Nie dała się
            przekonać, że soki (bez dodatku cukru) są zdrowsze, przynajmniej ze względu na
            zęby i ilość kalorii. W kompocie mojej mamy na ok 1,5 litra wody są
            przynajmniej 2-3 czubate łyżki cukru (w zależności od kwaśności owoców).

            • ewa12321 Re: Do breuszek 27.08.06, 11:19
              gumitex napisała:

              > No właśnie, jeśli chodzi o soki, to miałam ciekawą dyskusję z moją mamą,
              która
              > twierdzi, że domowy kompot jest dużo zdrowszy niż sok z kartonu. Nie dała się
              > przekonać, że soki (bez dodatku cukru) są zdrowsze, przynajmniej ze względu
              na
              > zęby i ilość kalorii. W kompocie mojej mamy na ok 1,5 litra wody są
              > przynajmniej 2-3 czubate łyżki cukru (w zależności od kwaśności owoców).
              >

              Te dwie-trzy czubate lyzki cukru na 1,5 l to i tak malo. Sok pomaranczowy,
              zrobiony z koncetratow powinien miec po rozlaniu tzw. 11,2°Bx, czyli 11,2%
              suchej substanci (natomiast zapakowany z soku tzw. bezposredniego, nie
              zrobionego z koncetratu ma ich miec 10.0, czyli nieco mniej).
              Ale jak myslisz? Czym jest glowny skladnik tych 11,2%? No wlasnie: glownie
              cukrami, moze nie czysta sacharoza. jak cukier bialy, ale glukoza, fruktoza
              (czyli cukrami prostymi). To nie ten cukier jest wazny, tylko inne zwiazki
              wystepujace w soku, tzw. wtorne zwiazki wzrostowe. Sok posiada pare parametrow,
              ktorych kompot zrobiony w domu nie posiada w takich ilosciach.

              Na korzysc soku z kartonika moze jeszcze przemawiac fakt, ze obrobka
              termiczna jest mniej obciazajaca, niz gotowane w domu soki z dostepem powietrza.
    • aga1000 sami docenci 26.08.06, 15:26
      jak widac z komentarrzy do tego artykułu większość piszących to absolwenci
      medycyny ze specjalizacja z pediatrii, dorobili się habilitacji i szefowali
      Klinikom Pediatrii CZD. Acha, no i są uznanymi autorytetami.
      No bo przecież co ten docencina wie, prawda? Mówi, zeby nie dawac dzieciom
      g...A, a co on się zna. My tak jemy i zyjemy. I stąd te komentarze prawda?
      Trzebaby przeciez włozyć sporo wysiłku, zeby od najmłodszych lat zastawnawiac
      sie co podawac do jedzenia naszym dzieciom a potem starac się to kontrolować. A
      tak spokój, gó..arz zje hamburgera, do domu kupimy colę i chpisy i z głowy.
      Mozna poogladac telewizje
      • mitffoch Nie mam nic do docenta - ale nie dajmy sie zwariow 26.08.06, 15:59
        A to tez bez przesady, nie trzeba byc docentem zeby karmic dziecko. Widzialem u
        znajomych harmonogram na caly tydzien dla ich dziecka: o 8 tyle gramow owsa, o
        10 tyle ml mleka. No bez jaj (znaczy polowa jajka to byla gdzies o 12:13). Dac
        zjesc co tam jest w lodowce, ograniczyc przetworzona zywnosc, dac im sie
        wybiegac, i beda w porzadku.
      • gumitex Re: sami docenci 27.08.06, 00:29
        Ja bym się nie dziwiła, że tyle osób ma krytyczne opinie i nie trzeba być
        docentem, żeby je wygłaszać. Wszyscy, którzy tu piszą czytają gazety, a w samej
        Wyborczej było wiele informacji o żywieniu zawierających dane sprzeczne z tym,
        co pojawia się w ostatniej serii artykułów. Ja pamiętam np. o badaniach nt
        szkodliwego wpływu glutaminianu sodu na wzrok, a pani ekspert w wywiadzie
        stwierdza, że właściwie to nieszkodliwy dodatek. A ja od tamtej informacji go
        unikam i dzieciom w ogóle nie daję.

        Od nadmiaru sprzecznych rad można zgłupieć, więc każdy stara się wypracować
        sensowne podejście i racjonalizuje swoje zachowanie. Chociażby margaryna i
        masło. Ile już było przewrotów w teorii co jest zdrowsze. A dla mnie
        najprostszy test jest taki - po zjedzeniu chleba z masłem, chleb z margaryną
        smakuje okropną chemią. Jedzenie ma przecież sprawiać przyjemność, a nie tylko
        dostarczać substancji odżywczych.

        A na otyłość rodaków proponuję dietę ŻP - czyli Żryj Połowę. A ile pieniędzy
        można przy tym zaoszczędzić...
        • mitffoch Re: sami docenci 27.08.06, 00:49
          Ja bym tu dodal jeszcze jedno. Tak pomyslalem i w zasadzie to medycyna w
          zasadzie sie posunela na przod w dziedzinie dietetyki czy ogolnie porad na
          zdrowsze zycie. Jedynie gdzie jest postep, to juz jak zachorujesz. Wtedy zrobia
          operacje albo dadza jakas tabletke. Ale zeby zapobiec chorobom? Te rady ktore
          daja to ja sobie sam moge wykombinowac na zdowy rozsadek.
          Przestac palic - na to nie musze byc docentem, dym w pluca na pewno nie zdrowy.
          Ruch - wiadomo siedziec przed TV caly dzien to i sam sie czlowiek rwie zeby
          gdzies wyjsc na zwentarz.
          a te wszystkie rady - pij to, nie jedz tego. Jak narazie nie przeczytalem nic co
          bo mowilo ze jak bede pil codziennie szklanke jakiegos soku to nie zachoruje na
          raka. Same tylko jakies statystyczne dywagacje, typu szklanka wina dziennie (pod
          warunkiem ze to i tamto) to wtedy moze bedzie 20% mniejsza szansa na zawal
          serca. A potem przyjdzie inny docent i powie, ze no tak ale wtedy jest 30%
          wiecej szansy chorobe watroby.
    • bibbi5 Re: Dzieci jedzą to co dają im rodzice i tyle 26.08.06, 20:57
      złe nawyki żywieniowe wprowadzają dzieciom rodzice, a i sami rodzice też
      odżywiają się coraz bardziej niezdrowo, taka moda - tylko pogratulować.
      Jak patrzę na tych grubasów, to aż niedobrze mi się robi, bo sami sobie a
      jeszcze i swoim dzieciom robią kuku. Najgorzej, że bardzo trudno to zmienić,
      wszystkie nawyki pamięta ludzki mózg a potem, gdy się opamiętamy, to jedynie
      psycholog może pomóc, smutne, nieprawdaż?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka