Dodaj do ulubionych

zwyrodnienie stawów biodrowych

05.03.03, 13:23
Mam 43 lata. Jestem matką czwórki dzieci. Lekarze stwierdzili u mnie
zwyrodnienie stawów biodrowych. Od listopada 2002 r nie mogę odginać nóg na
boki, mam spore trudności w położeniu nogi na nogę (rękami przenoszę jedne
nogę na drugą, choć jest to właściwie działanie bez sensu, poniewż zaraz
dokucza mi ból). Odczuwam ból w biodrach cały czas, najgorzej jest w nocy
lub po czasie chilowego spoczynku. Bolą mnie także mięśnie ud. Podczas
chodzenia odczuwam bóle promieniujące do pachwin. Mogę pokonywać tylko
krótkie odcinki drogi. O ironio losu! Tak uwielbiam spacery, dużo chodziłam
po górach - chodziłam ((
Moje pytanie brzmi: jak szybko postępuje ta choroba? Ile zostało mi czasu,
zanim będę uzależniona od pomocy innych? Proszę o kontakt.Chcę znać prawdę -
odpowiedzi lekarzy są wymijające. Literatura także nie mówi nic na temat
szybkości postępowania choroby. Wiem, co mnie czeka, ale jak szybko? Nie
boję sie prawdy. Napiszcie do mnie.
ula.ska@wp.pl
Obserwuj wątek
    • demonka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 05.03.03, 16:04
      Ja ma 28 lat i już mam zdiagnozowane zwyrodnienie stawu biodrowego, objawy
      bardzo zbliżone do Pani objawów. Była już u kilku lekarzy i niestety jedyną
      radą na zwolnienie postępowania choroby jest rehabilitacja - głównie ćwiczenia
      wzmacniające mięśnie plus co jakiś czas zabiegi typu ultradźwięki działające
      przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Leków w sumie nie ma - ja brałam Arthryl,
      który powoduje odżywienie chrząstki stawowej, ale generalnie podstawa to
      ćwiczenia. Dobry jest rowerek.
      Jak sięgnę pamięcią to teraz wiem, że pierwsze objawy miałam jakieś 6 lat
      wstecz. Głównie polegały na tym że bolał mnie mięsień uda. Nietety nie wiązałam
      tego ze zwyrodnieniem. Jakieś 1,5 roku temu zaczęły się problemy z odchylaniem
      nogi w bok.
      Jedyną radą jak juz pisałam są ćwiczenia, warto też pojechać do sanatorium na
      jakieś 3 tygodnie i się intensywnie podkurować.
      W przypadku kiedy choroba jest już tak zaawansowana, że bóle są bardzo
      dokuczliwe i ciężko się poruszać jedynym rozwiązaniem jest endoproteza stawu.
      Ponieważ jednak takie protezy mają okresloną żywotność operację trzeba robić
      jak najpóźniej.
      Jak to lekarz powiedział dobrze byłoby gdybym na swoim stawie dochodziła do
      conajmnie 50 roku życia. Zatem jeszcze sporo czasu.


      Pozdrawiam,
      M.
      • ipsirka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 06.03.03, 13:40
        No widzi Pani. Ja mam lat 39 i mówią mi, że to za wcześnie na zwyrodnienie. A z
        tego co Panie opisałyście mam bardzo podobne objawy. Do tego skrzywiony
        kręgosłup na stronę bolącego biodra. Może poprostu jeszcze trochę czasu musi
        minąć, żeby stwierdzono u mnie to samo co u Was. Dzięki za odzew.
        • demonka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 06.03.03, 14:25
          Takie zwyrodnienie zazwyczaj związane jest z wiekiem, ale może się zdarzyć tak
          jak w moim przypadku że jego podłożem była dysplazja (wywichnięcie) stawu
          podczas porodu, głównie dotyczy to właśnie kobiet i na dodatek może być
          dziedziczne.
          W Pani przypadku może faktycznie bóle mają związek ze skrzywieniem kręgosłuopa
          i uciskiem na nerwy. Trzeba zrobić prześwietlenie stawów w dwóch pozycjach i
          skonsultować z dobrym ortopedą. W moim przypadku jeden z lekarzy stwierdził że
          nic na zdjęciu nie ma chociaż nawet jak na moje oko szpary stawowe różniły się
          wielkością.

          Pozdrawiam,
          M.
          • ipsirka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 07.03.03, 11:09
            demonka napisała:

            > Takie zwyrodnienie zazwyczaj związane jest z wiekiem, ale może się zdarzyć
            tak jak w moim przypadku że jego podłożem była dysplazja (wywichnięcie) stawu
            > podczas porodu, głównie dotyczy to właśnie kobiet i na dodatek może być
            > dziedziczne.
            > W Pani przypadku może faktycznie bóle mają związek ze skrzywieniem
            kręgosłuopa > i uciskiem na nerwy. Trzeba zrobić prześwietlenie stawów w dwóch
            pozycjach i > skonsultować z dobrym ortopedą. W moim przypadku jeden z lekarzy
            stwierdził że > nic na zdjęciu nie ma chociaż nawet jak na moje oko szpary
            stawowe różniły się > wielkością.
            > > Pozdrawiam,
            > M.

            Ortopeda, u którego byłam stwierdził, że z moim bolącym biodrem wszystko w
            porządku na podstawie zdjęcia tego bolącego biodra, a nie przez porównanie
            zdjęć obu bioder jak w Pani przypadku. Z tego co Pani pisze wyciągam wniosek,
            że muszę pójść do innego ortopedy i to z dwoma a nie jednym zdjęciem. dziękuję
            za tę konsultację. A może mi Pani poleci jakiegoś dobrego ortopedę w Warszawie?
          • ipsirka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 07.03.03, 12:01
            Ortopeda, u którego byłam stwierdził, że z moim bolącym biodrem wszystko w
            porządku na podstawie zdjęcia tego bolącego biodra, a nie przez porównanie
            zdjęć obu bioder jak w Pani przypadku. Z tego co Pani pisze wyciągam wniosek,
            że muszę pójść do innego ortopedy i to z dwoma a nie jednym zdjęciem. dziękuję
            za tę konsultację. A może mi Pani poleci jakiegoś dobrego ortopedę w Warszawie?
            • demonka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 07.03.03, 13:25
              Ja miałam robione zdjecia obu bioder z przodu, do tego zdjęcie z odchyloną
              boląca nogą i zdjęcie kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Zdjęcia te robiłam sobie
              prywatnie w przychodni bonifratrów (nie pamietam ulicy, ale w poniedziałek moge
              mieć konkretne namiary) oni też robili mi opis zdjęć i już z opisu wiedziałam,
              że jest coś nie tak. Z lekarzami to jest różnie ja byłam w "enel-medzie" na
              rondzie babka ul. Słomińskiego 19 tel.637 50 01 u ortopedy (Wojciech Zbiewski -
              ten sam przyjmuje własnie u Bonifratrów i on polecił mi enel-med). Mają tam
              dobrego specjalistę od rehabilitacji (Samer Tayara)- on oglądał moje zdjęcia i
              kierował na zabiegi. Mają stronę www.enel.pl.
              Wiem też, że niezła jest klinika damiana www.damian.com.pl - ktoś z tego forum
              polecał tam doktora Ozonka.

              Pozdrawiam,
              M.
      • Gość: stara Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.acn.waw.pl 12.03.03, 17:56
        Ja mam 57 lat i ortopeda uważa, że mogę jeszcze poczekać z endoprotezą.Zalecił
        rehabilitację i fizykoterapię.Nic nie pomogło.Już miałam 4 serie.Po gimnastyce
        czułam się coraz gorzej i w końcu zrezygnowałam z niej.Wiem, że niedobrze, ale
        nie mogłam wracać do domu samodzielnie.Mąż musiał po mnie jeździć.Trzeba
        ćwiczyć w domu.Tylko nie mam żadnej literatury na temat tych ćwiczeń.
    • Gość: Doki Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.1-200-80.adsl.skynet.be 06.03.03, 15:40
      43 lata to rzeczywiscie mlodo jak na zwyrodnienie stawow biodrowych, ale jest to diagnoza, ktora mozna postawic na podstawie zdjec rentgenowskich. Bardziej jednak istotne jest dlaczego w ogole do zwyrodnienia doszlo tak wczesnie. Liczne ciaze sa nie bez znaczenia, ale nie kazda matka kilkorga dzieci narzeka na biodra. Nadwaga jest mordercza dla stawow. Warto byloby tez poznac opinie reumatologa- choroba reumatyczna w dziecinstwie, Bechterew, rodzinne wystepowanie zwyrodnienia stawow, dna, choroby tkanki lacznej... Oczywiscie, jak juz wczesniej napisano, stan kregoslupa jest wazny, choc na ogol najpierw siada biodro, a podem, wtornie, dolaczaja sie dolegliwosci z kregoslupa.
      Wcale nie jest pani skazana na kalectwo. Stawy biodrowe mozna wymienic, a te sztuczne sa w paru punktach nawet lepsze od prawdziwych. Odwagi!

      PZDR
      • easy123 Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 06.03.03, 15:54
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > 43 lata to rzeczywiscie mlodo jak na zwyrodnienie stawow biodrowych, ale jest
        t
        > o diagnoza, ktora mozna postawic na podstawie zdjec rentgenowskich. Bardziej
        je
        > dnak istotne jest dlaczego w ogole do zwyrodnienia doszlo tak wczesnie.
        Liczne
        > ciaze sa nie bez znaczenia, ale nie kazda matka kilkorga dzieci narzeka na
        biod
        > ra. Nadwaga jest mordercza dla stawow. Warto byloby tez poznac opinie
        reumatolo
        > ga- choroba reumatyczna w dziecinstwie, Bechterew, rodzinne wystepowanie
        zwyrod
        > nienia stawow, dna, choroby tkanki lacznej... Oczywiscie, jak juz wczesniej
        nap
        > isano, stan kregoslupa jest wazny, choc na ogol najpierw siada biodro, a
        podem,
        > wtornie, dolaczaja sie dolegliwosci z kregoslupa.
        > Wcale nie jest pani skazana na kalectwo. Stawy biodrowe mozna wymienic, a te
        sz
        > tuczne sa w paru punktach nawet lepsze od prawdziwych. Odwagi!
        >
        > PZDR

        Hej, nie trzeba czekac na starosc by te stawy wymieniac, choc oczywiscie wiaze
        sie z podjeciem pewnych decyzji i z kilkoma operacjami w przyszlosci.
        • monikate Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 07.03.03, 11:49
          Ulasko, jestem z Twojego pokolenia. Zwyrodnienie stawów biodrowych stwierdzono
          u mnie 9 lat temu! Ostatnio lekarz postawił diagnozę, że jest to wynikiem
          dysplazji stawów biodrowych jeszcze w okresie niemowlęctwa. Znam Twój ból i
          doskonale Cię rozumiem. Ja urodziłam 1 dziecko, jestem szczupła. Wiesz, były
          na tym forum wątki poruszające ten temat, poszukaj może niżej. Jeden z nich
          miał w tytule "Zinaxin". Ale w tych wątkach (owszem, też głos tam zabierałam)
          nie ma niczego odkrywczego. Głównie zwierzenia, komu jakie leki pomagają i jak
          długo. Jeśli chodzi o mnie, to długo jakoś było; chodziłam na rehabilitację,
          jeździłam do sanatoriów-pomagało. Od 2 lat pogarsza mi się szybko, gwałtownie
          i b. boleśnie. Mam identyczne objawy, co Ty. Niestety, moje próby leczenia nie
          napawają optymizmem. "Przerobiłam" już kilku ortopedów (renomowanych i
          prywatnie też, a jakże!)-i już to chyba pisałam, a teraz powtórzę: dobrzy
          ortopedzi występują wyłącznie w czeskim serialu "Szpital na peryferiach".
          Każdy lekarz mówi co innego, a rady jedengo też są nieraz wewnętrznie
          sprzeczne. No bo np."Niech pani prowadzi b. oszczędny tryb życia, trzeba malo
          chodzić, gdzie jest to możliwe-proszę dojechać samochodem". Jednocześnie
          przepisuje mi leki, przy których zażywaniu nie powinno się prowadzić
          samochodu. (np. Dicloberl retard, który po roku przestał na mnie działać). I
          jednocześnie zaznacza, że nie można się "zastać", że ruch jest wskazany. Itd.,
          itd. Obecnie czekam na sanatorium. Po dłuższym dojrzewaniu dałam się namówić
          na leczenie akupunkturą. Robi mi to lekarka a Mongolii, którą poleciły mi b.
          poważne osoby. Wzięłam pierwsze 10 zabiegów, teraz mam 10-ciodniową przerwę,
          potem kolejne 10. Jest pewna poprawa-boli mniej i krócej (przez drugą połowę
          dnia albo wieczorem, zamiast przez cały dzień, jak do tej pory). Zobaczymy,
          jak będzie po drugiej serii. I ta lekarka i nasze polskie zalecają mi też
          specjalne zestawy ćwiczeń.
          Geberalnie-nie jest to choroba do całkowitego wyleczenia. Dobrze Dokiemu mówić-
          operacja... U nas, w Polsce? Już pomijając inne rzeczy-trzeba dać za to
          ogromną kasę, co wcale nie gwarantuje oczekiwanego efektu, wobec wspomnianego
          powyżej braku umiejętności większości naszych ortopedów.
          • Gość: ulaska Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.to.krakow.pl 07.03.03, 15:14
            Droga MONIKATE! Dziękuję że odpowiedziałaś. Przed kilku dniami lekarz
            reumatolog oglądając moje zdjęcie rtg stwierdził, że potrzebna będzie wymiana
            stawów za 5 lat. Podobnie,jak ty dostałam zestaw ćwiczeń, zażywam dziennie 14
            tabletek. Nie znoszę lekarstw i zawsze ich unikałam - ależ to wszystko
            niesamowite. Nie mam nadwagi. mam odrobinę krótszą nogę, choć nikt tego nie
            zauważał. Stwierdzono, że to właśnie dlatego. Teraz z perspektywy czasu wiem,
            że objawy wystąpiły o wiele wcześniej, lecz nie wiedziałam co oznczają i było
            mi wstyd narzekać.
            Staram się przyzwyczaić do bólu, choć to nie takie proste. Każdy krok mi o tym
            przypomina. Noce są koszmarne. Nie wiem, jak ukryć ból podczas siedzenia itp.
            Wiercę się i może to wyglądać nieciekawie. Nie lubię narzekania na jakikolwiek
            temat, wiec postanowiłam wziąść się mocno w garść. Będę starała się o tym nie
            myśleć i żyć, jakby nic mi nie dolegało (nie wiem, czy mi się uda). Jeszcze
            kilku szczytów w Tatrach nie zdobyłam. Ciekawe, czy gdybym zażyła większą
            dawkę środków p.bólowych byłoby to możliwe?.... Pewnie piszę w tym momencie
            bzdury, ale tak bardzo pragnę połazić jeszcze po górach. To było dla mnie
            zawsze najlepsze lekarstwo na smutki. Czując potęgę gór, obcując z nimi - ma
            się świadomość jak nieistotne są pewne problemy, którymi człowiek się martwi,
            jak bardzo stanowimy cząstkę przyrody. Kocham góry. Także nie liczę na cud ze
            strony polskiej służby zdrowia, ale nie można się dziwić, że tak jest. Lekarze
            sami mają tyle problemów. Wiemy co się dzieje w Polsce, z jakimi trudnościami
            borykają się szpitale szkoły, różne firmy itd. A przede wszystkim - ludzie.
            Myślę, że choroba uwidoczniłabu sie u mnie później gdyby nie pewne zdarzenia w
            moim życiu. byłam w ptwornym stanie psychicznym. Mój mąż stracił pracę
            (czwórka dzieci!) i tylko ja pracowałam. Gdyby nie pomoc rodziny... Ale
            popadaliśmy w coraz większe długi. I w tej sytuacji zostałam zwzolniona z
            pracy!!!!! Przez własnego szwagra. Zawalił mi się grunt pod nogami minęło od
            tego czasu 8 miesięcy a ja teraz pisząc te słowa szlocham, jak dziecko. Jetem
            ogromnie pracowita i sumienna. Nigdy nie byłam w pracy 8 godzin, zawsze zawsze
            zostawałam 2-3 godziny dłużej. Przynosiłam pracę do domu. Jestem energiczna i
            szybka, jednak była to praca dla 2 osób, dodawano mi coraz więcej obowiązków
            widząc, że tak się poświęca. Wiedziałam, że jestem wykorzystywana, ale
            ponieważ tę pracę dostałam dzięki dyrektorowi firmy - mojemu szwagrowi, więc
            czułam się w obowiązku okazać wdzięczność. Praktycznie straciłam kontakt z
            rodziną. Było mi bardzo przykro- zawsze miałam bzika na punkcie dzieci.
            Rodzina jest dla mnie "święta". Pewnego dnia pokłociłam się ze swoim
            kierownikiem ( firma zatrudnia ponad 100 osób). Był zawsze ogromnie pewny
            siebie. Typowy przykład młodego Polaka, któremu się powiodło (pod względem
            finansowym) i który nie dostrzegał nic poza czubkiem własnego nosa. Zawsze
            pomiatał innymi, odnosił się do ludzi z ogromnym brakiem szacunku, kpił itd.
            Więc któregoś dnia nie wytzrymałam. Potem (za 2 dni) przeprosiłam go przy
            innych (było mi wstyd, że tak ostro do niego się odniosłam. choć wiem, że na
            to zasłużył). Chciałam, aby atmosfera nie uległa z mojego powodu popsuciu. W
            pracy nie było dnia, aby nie dochodziło do podobnej sytuacji, jednak zawsze
            dotyczyło to innych osób, innych kierowników. Nikt nie miał odwagi powiedzieć
            temu człowiekowi kilku słów prawdy. Miał świetną pozycję w firmie. Po całej
            sytuacji wiele osób wyraziło mi słowa podziękowania, że uczyniłam to, co
            trzeba było dawno zrobić. Były to osoby z jego najbliższego otoczenia. Nigdy
            się o tym nie dowiedział. Ale mój kierownik pobiegł ze wszystkim na skargę do
            dyrektora (nikomu nie powiedziałam nigdy iż był on moim szwagrem, i nigdy też
            nie opowiadałam mojemu szwagrowi nic na temat ludzi). Zostałam paskudnie
            potraktowana. Wszyscy w firmie myśleli, że zapropopnowano mi inne stanowisko ,
            ale tak naprawdę podczas rozmowy w 4-oczy dyrekto (szwagier) powiedział, że
            chyba nie wyobrażam sobie, iż będę tu jeszcze dłużej pracować. Przenosi mnie
            na 2 tygodnie na innr stanowisko, ale potem muszę odejść. Na nic zdały się
            moje tłumaczenia, że przecież ta nie ja zawiniłam, że całość była wynikiem
            ogromnie złego, poniżającego mnie potraktowania przez mojego kierownika - było
            wtedy obecnych kilka osób, więc tym bardziej czułam się popniżona. Na nic
            zdały się prośby i tłumaczenia, ze przecież tylko ja pracuję (zarabiałam i tak
            tylko 900 zł). Mam wyższe wykształcenie, posiadam biegłą znajomość obsługi
            komputera (Ms. Word, Ms. Access, Ms. Excell). Potrafię być obiektywna i mówiąc
            szczerze nie wiem czy jest wiele os.ób tak sumiennych jak ja. Jestem też
            szybka w działaniu i bardzo operatywna. Zawsze byłam bardzo lubiana przez
            ludzi. Nie wiem skąd się to wszystko wzięło. Przeież nie mogłam pozwolić, aby
            ktoś mnie tak traktował. Moje miesiące ciężkiej pracy, moje soboty i niedziele
            spędzone w domu przy wpisywaniu tysięcy liczb w rubryki poszły na marne.
            Najbardziej jednak było mi żal tych chwil, których nie spędziłam z rodziną.
            Czułam się strasznie skrzywdzona. Jak nigdy dotąd. Zostaliśmy więc bez pracy i
            pieniędzy. Nie poszłam uż do pracy (na te 2 tygodni). Zaczęłam chorować. Byłam
            na zwolnieniu ok. 2 miesiące. Tylkko za ten okres wzięłam więc jeszcze
            pieniądze. Nie symulowałam. Mój stan psychiczny był tragiczny. Myślałam, że
            zapomnę , ale tak się nie stało. Zrywałam się w nocy z płacze. i krzykiem.
            Stwierdziłam, że chyba zwariowałam. Płakałam bez przerwy, każda myśl o mojej
            firmie to łzy. Dziś jest lepiej, myślę już rzadziej o tym wszystkim, ale nadal
            każda myśl o ty wydarzeniu wywołuje mój płacz. Nie opisałam całego przebiegu
            wydarzeń, jak to się stał it. Okoliczności były jak w koszmarnym filmie. Gdy
            opowiedziałam o wszystkim psychitrze, doktórego się zgłosiłam, stwierdził, że
            moja reakcja w firmie była jak najbardziej prawidłowa. Byliśmy przez kilka
            miesięcy zdani na pomoc rodziny. Odżywialiśmy się koszmarnie. Nie
            dokonywaliśmy żadnych opłat. W końcu mój mąż dostał pracę. Jest nam nadal
            bardzo ciężko, ale dobrze że jest jak jest. Pewnie innym jest jeszcze gorzej.
            Marzę jednak, aby nastały czasy bym mogła kupować jedzenie i jednocześnie
            dokonywać wszystkich opłat.
            To moja depreskja spowodowała, że to, co mogło "wyjść" z mojego organizmu
            znacznie później ma miejsce już teraz. Wiesz, ja zawsze, całe życie kierowałam
            się serce. Do dziś robię zbiórki odzieży wśród znajomych i 2 razy w roku
            zaworzę te rzeczy na pewną wieś, gdzie znam parę rodzin, których sytuacja
            materialna jest bardzo trudna. Wiem, że to kropla w morzu potrzeb, ale to nie
            znaczy, że człowoiek ma nie wystawić pomocnej dłoni do innych. Więc ta moja
            choroba tak mnie nie przeraża, bardziej niepokoi mnie to, że jestem
            uzależniona finansowo od pomocy innych. Że nie mogę uspokoić się na myśl, o
            całej historii. Mnie nigdy nie będzie stać na operację, na to, zby komuś coś
            zapłacić, więc zdam się na los. Nigdy ie był dla mnie zbyt łaskawy. Przeszłam
            tak strasznie dużo, tyle złego spotakało mmnie w życiu, ale mam cudowne
            dzieci, kochającego męża i to jest najważniejsze. Nie ma we mnie od dawna
            wiary w przyszłość. Ale przepełnia mnie ogromna miłość i świadomość, że byłam
            zwsze wierna swoim ideałom, żę mogę sobie śmiało spojrzeć w lustrze w twarz i
            wiedzieć, że starałam się być dobra dla innych. Dla mnie ogromnie ważne jest
            to, aby ludzie wzajemnie się szanowali, aby nie byli obojętni na cierpienie
            innych, aby starali się sobie pomagać. Nie znoszę braku tolerancji,
            nadmiernego tupeciarstwa, egoizmu i zarozumialstwa. Mój kierownik jest chyba
            najbardziej zarozumiałym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałam.
            Ależ się rozpisałam!!!! Pierwszy raz w życiu wyrzuciłam to tak z siebie (nie
            licząc rozmowy z mężem i lekarzem). Musimy być dzielne i cieszyć się, że to
            niest jeszcze jak
      • Gość: ulaska Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.to.krakow.pl 07.03.03, 15:56
        Droga(i) DOKI! Nie mam nadwagi. Lekarze twierdzą, że przyczyną mojej choroby
        jest fakt iż mam odrobinę krótszą jedną nogę. Całe życie ukrywałam to przed
        otoczeniem. Nigdy nie prostowałam w kolanie tej dłuższej nogi wpodczas
        chodzenia , bo gdy tak czyniłam - kulałam. Kilka lat wcześniej zaobserwowałam
        pewne niepokojące objawy, ale nie byłam z tym u lekarza. Wydawało mi się że
        nie wypada zgłaszać się z tym do specjalisty. Te objawy to: bóle mięśni,
        głównie ud ale także (trwa to do dzisiaj) w okolicach przedramion. Można to
        porównać do tego, jak bolą mięśnie podczas grypy. Dziwiło mnie że to ma
        miejsce każdego dnia i trwa przez tygodnie, miesiące i lata. Od 3 lat nie
        mogłam nosić w "wyciągniętych w dół" rękach nic powyżej 3 kg. - czułam wtedy
        ogromny ból w łokciach. Miałam wrażenie, że ktoć lub coś rozrywa mi ręce. Może
        to wszystko nie miało nic wspólnego z moją chorobą? Nie wiem.... I jest
        jeszcze coś dziwnego od ok. 5 lat mam temperaturę ciała 35.8 - 36,2. Od czasu
        do czasu wzrasta ona nagle wieczorem do 37.
        Sądzę, że ogromny wpływ na ujawnienie się tej choroby teraz miał mój bardzo
        zły stan psychiczny. Przyczyny opisałam w liście do MONIKATE (proszę,
        przeczytaj go).
        Postaram się (o ile to będzie możliwe) nie myśleć o mojej chorobie. Ludzie
        mają o wiele większe problemy i los ich niekiedy o wiele boleśniej
        doświadczył, więc muszę się cieszyć tym, co jest. Zawsze wyznawałam taką
        dewizę. Cieszę się życiem i to jest najważniejsze. Moje miejsce na ziemi, w
        tym czasie u boku grupy wspaniałych osób (dzieci, mąż). Mój stosunek do ludzi.
        Moja wierność pewnym zasadom, pewnym ideałom, której mam nadzieję nic nie
        zmieni, nic nie zniszczy. Moja miłość do gór. Moja umiejętność cieszenia się
        kadzym drobiazkgiem i każdą chwilą. Moja wrażliwość. To są cechy, z których
        jestem dumna. Szkoda tylko, że mam przy tym sporo wad. Jestem zbyt nerwowa nie
        potrafię za bardzo odnaleźć się w tym dzisiejszym śweiecie, w którym chyba nie
        ma miejsca na ideały. Ale ja i tak się nie zmienię.
        Pozdrawiam. Przeczytaj list do MONIKATE (pod moim tekstem o zwyrodnieniu
        stawów biodrowych). Jeśli chcesz do mnie napisać to na adres: ula.ska@wp.pl
      • Gość: ulaska Re: do DOKI IP: *.to.krakow.pl 07.03.03, 15:59
        Droga(i) DOKI! Nie mam nadwagi. Lekarze twierdzą, że przyczyną mojej choroby
        jest fakt iż mam odrobinę krótszą jedną nogę. Całe życie ukrywałam to przed
        otoczeniem. Nigdy nie prostowałam w kolanie tej dłuższej nogi wpodczas
        chodzenia , bo gdy tak czyniłam - kulałam. Kilka lat wcześniej zaobserwowałam
        pewne niepokojące objawy, ale nie byłam z tym u lekarza. Wydawało mi się że
        nie wypada zgłaszać się z tym do specjalisty. Te objawy to: bóle mięśni,
        głównie ud ale także (trwa to do dzisiaj) w okolicach przedramion. Można to
        porównać do tego, jak bolą mięśnie podczas grypy. Dziwiło mnie że to ma
        miejsce każdego dnia i trwa przez tygodnie, miesiące i lata. Od 3 lat nie
        mogłam nosić w "wyciągniętych w dół" rękach nic powyżej 3 kg. - czułam wtedy
        ogromny ból w łokciach. Miałam wrażenie, że ktoć lub coś rozrywa mi ręce. Może
        to wszystko nie miało nic wspólnego z moją chorobą? Nie wiem.... I jest
        jeszcze coś dziwnego od ok. 5 lat mam temperaturę ciała 35.8 - 36,2. Od czasu
        do czasu wzrasta ona nagle wieczorem do 37.
        Sądzę, że ogromny wpływ na ujawnienie się tej choroby teraz miał mój bardzo
        zły stan psychiczny. Przyczyny opisałam w liście do MONIKATE (proszę,
        przeczytaj go).
        Postaram się (o ile to będzie możliwe) nie myśleć o mojej chorobie. Ludzie
        mają o wiele większe problemy i los ich niekiedy o wiele boleśniej
        doświadczył, więc muszę się cieszyć tym, co jest. Zawsze wyznawałam taką
        dewizę. Cieszę się życiem i to jest najważniejsze. Moje miejsce na ziemi, w
        tym czasie u boku grupy wspaniałych osób (dzieci, mąż). Mój stosunek do ludzi.
        Moja wierność pewnym zasadom, pewnym ideałom, której mam nadzieję nic nie
        zmieni, nic nie zniszczy. Moja miłość do gór. Moja umiejętność cieszenia się
        kadzym drobiazkgiem i każdą chwilą. Moja wrażliwość. To są cechy, z których
        jestem dumna. Szkoda tylko, że mam przy tym sporo wad. Jestem zbyt nerwowa nie
        potrafię za bardzo odnaleźć się w tym dzisiejszym śweiecie, w którym chyba nie
        ma miejsca na ideały. Ale ja i tak się nie zmienię.
        Pozdrawiam. Przeczytaj list do MONIKATE (pod moim tekstem o zwyrodnieniu
        stawów biodrowych). Jeśli chcesz do mnie napisać to na adres: ula.ska@wp.pl
        • Gość: Doki Re: do DOKI IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 07.03.03, 16:57
          ulaska, dzieki za twoj list. Faktycznie, sytuacje masz
          nie do pozazdroszczenia, w sumie nie wiadomo, czy jestes
          w dolku, bo boli, czy boli, bo jestes w dolku. Bledne
          kolo. Takie bledne kolo mozna tylko przerwac. Jak?
          Nie zgadzam sie z monikate, ze operacja stawu biodrowego
          w Polsce jest nieosiagalna, to w koncu rutynowy zabieg,
          choc pewnie jest kilkumiesieczna kolejka. Jesli w Polsce
          za drogo, mozna tez sprobowac za granica. Tak czy owak,
          zdaje sobie sprawe, ze finanse sa glowna przeszkoda.
          Ortopedzi w Polsce pod wzgledem wyksztalcenia nie
          ustepuja zagranicznym, co najwyzej moga miec mniej
          doswiadczenia.
          Twoja opowiesc jednak nadal pozostawia wrazenie, ze Twoje
          klopoty ze stawami nie wziely sie z niczego, ze tli sie w
          Tobie jeszcze inny proces chorobowy- nie wiem jaki, to
          tylko mgliste podejrzenia. Na Twoim miejscu poradzilbym
          sie immunologa. Sek w tym, ze teraz tylko chorujesz na
          stawy, za pare lat byc moze padna Ci np nerki.
          PZDR
          • Gość: ulaska Re: do DOKI IP: *.to.krakow.pl 07.03.03, 23:34
            Dziękuję za szybką odpowiedź. Porada dotycząca immunologa oraz prognozowanie,
            co do ewentualnej choroby nerek - to strzały w 10-kę!!!
            Domyslam się skąd u Ciebie tak świetna znajomość tego typu zagadnień. A
            dlaczego strzały w 10-kę? Do 35-roku życia nie chorowałam, tak jak inni tzn.
            nigdy (od dziecka) nie miałam grypy, anginy. Nie przeszłam też żadnej choroby
            zakaźnej w dzieciństwie. Byłam okazem zdrowia. Marzyłam, aby troszkę się
            przeziębić, chciałam by mama troszczyła się o mnie. Któregoś dnia nawet w
            wieku 17 lat, podczas spaceru z psem położyłam się na śniegu (wcześniej
            ściągnęłam kurtkę) i leżałam tak długo, długo aż przemokłam. Było mi bardzo
            zimno. Nie rozchorowałam się wogóle. Nie miałam nawet kataru!!!! W zimie i
            podczas największych chłodów chodziłam bez czapki, szalika itp. Było mi
            ciepło. Nie zaraziłam się ospą od swoich dzieci, mimo, że chorowały wszystkie,
            jedno po drugim. To było nieprawdopodobne! Ale... choć nie zaziębiałam się
            itd. rodziłam 2 razy kamienie nerkowe. Byłam z tego powodu w szpitalu.
            Mój organizm jest wogóle dość ciekawy. Każda ciąża to szpital. Nie
            przyjmowałam pokarmu w pierwszym okresie - kroplówki. Moje dzieci rodziły się
            ogromne (3,700 4,100 4,400 i 4,600). A byłam taka szczupła. Nerki bolą mnie
            często choć nie radzę się w tej sprawie lekarzy.
            I jeszcze coś: w wieku 14 lat miałam pewien wypadek. Doznałam urazu głowy.
            Wszystko byłoby ok. gdyby nie fakt, że w wieku 22 lat (po urodzeniu pierwszego
            dziecka) zaczęły się u mnie niesamowite bóle głowy. Początkowo co kilka dni
            potem 2-3 razy dziennie. Wyłam z bólu, nie działały żadne lekarstwa. To był
            piekielny ból z lewej strony, za skronią. Nie byłam wtedy w stanie obrócić
            głowy na 2 cm (ale tylko w lewą stronę!). Zdarzało się, że towarzyszył temu
            dziwny szum, wszystko wokół jakby odpływało ode mnie. Nie wiedziałam, co inni
            w tym czasie do mnie mówią. Po roku zwróciłam się w końcu do lekarza (bałam
            się iść wcześniej w przekonaniu, że mam guza i uważałam, że lepiej o tym nie
            wiedzieć). Dostałam skierowanie na specjalist. badanie i nigdy na nie nie
            poszłam. Bóle trwały jeszcze kilka lat, ale z czasem były coraz rzadsze. Od
            wielu lat nie mam już tego problemu. Może tam nadal coś czyha... :) Nie chcę
            wiedzieć.
            Nie działają na mnie typowe środki p.bólowe. Byłam kilka razy usypiana i nigdy
            nie udało się tego uczynić lekarzom za pomocą jednego zastrzyku! Podczas
            porodów robiono mi wielokrotnie prowokacje. Lekarze twierdzili zawsze, że mam
            organizm niezwykle oporny na działanie leków.
            A więc: nerki, głowa, odporność na przeziębienia itp i oporność na leki.

            Po ukończeniu 35 roku zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Choruję teraz
            często. Są to non-stop przeziębienia. Zarażam się każdą infekcją. Całkowicie
            straciłam odporność. W październiku ubiegłego roku miałam zapalenie opłucnej!
            Najmniejsze przeziębienie w domu ze strony dziecka - ja jestem chora.
            Od tych kilku lat bez przerwy mnie coś bolało. Nie mogłam jednak chodzić do
            lekarza, ponieważ skierowano by mnie pewnie do psychiatry. Zastanawialiśmy się
            z mężem, czy mam jeszcze jakąś częćś ciała, która by mnie nie bolała. Chyba
            tylko wątroba. Oczywiście były wizyty u lekarzy, ale sporadyczne - gdy już
            bardzo mi coś dolegało (np. płuca), lub przy okazji badań okresowych.
            Zaczęłam źle widzieć - plus różne takie latające robaczki przed oczami - i co
            się okazało? katarakta. Podczas badań okresowych zasłabłam. Tego dnia wogóle
            czułam się fatalnie. Nie mogłam dojść do pracy (duży zakład przemysłowy,
            mieszkam w Krakowie), co chwilę zatrzymywałam się i "świat" odpływał i
            odpływał. Bałam się, że zemdleję gdzieś po drodze. Tego dnia zrobiła się
            panika wokół mojej osoby - ekg, skierowanie do kardiologa i po kolejnej
            wizycie stwierdzenie początu choroby wieńcowej. Miałam rozpocząć leczenie i
            wykonać ekg wysiłkowe, ale nidgy tego nie zrobiłam. Nie poszłam więcej do
            kardiologa.
            Omdlenia zdarzały mi się niejednokrotnie. Kiedyś sprzed Bagateli zabrało mnie
            pogotowie, podczas wchodzenia na Śnieżkę poważnie zasłabłam. Przez kilka
            godzin było ze mmną nieciekawie w końcu zabrali mnie GOPRowcy....

            Oprócz utraty odporności, katarakty, bólu nerek, częstych dolegliwości ze
            strony serca jest jeszcze coś:)))
            Mam ogromne kłopoty ze zmysłem równowagi. Często wpadam na drzwi. Często mam
            zawroty głowy i nie jestem w stanie ujechać kilku metrów na rowerze! Wszystko
            zaczyna wirować i kręcić się wokół, tracę całkowicie orientację! Kiedyś
            jeździłam świetnie na łyżwach. Teraz nie jestem w stanie nawet ustać na
            nartach. Pewnego dnia w Białce Tatrzańskiej spróbowałam założyć narty, stałam
            na równym terenie i jedna z nart odrobinę się przesunęła. Poczułam ogromne
            zawirowanie. Krzyknęłam, wydawało mi się, że lecę w przepaść. Złapałam się
            kurczowo męża. Opowiadał, że przesunęłam się ok 30 cm!!!

            A więc niezła ze mnie sierotka Marysia, prawda? Nigdy moi znajomi nie mieli
            pojęcia, że tyle rzeczy mi dolega. Nie opowiadam o tym, nie cierpię rozmów o
            chorobach. Sądzą, że jestem okazem zdrowia. Poza tym byłam zawsze pogotowiem
            psychoanalitycznym dla wielu znajomych. Opowiadano mi najskrytsze tajemnice,
            radzono się w wielu sprawach. Myślę, że jestem w tym niezła. Tyle smutków
            przelano na mój umysł, na moją duszę. Mam dużą umiejętność empatii i inni to
            natychmiast wyczuwają. Wiedzą też, że ich tajemnice zostają na zawsze tylko w
            mojej pamięci i niczyjej więcej.

            Dlatego uważam DOKI, że to, co zasugerowałeś o Immunologu i o chorobie nerek w
            przyszłości było świetne.
            A czy jest wogóle sens zażywania lekarstw na zwyrodnienie stawów biodrowych
            (poza zinaxem), jeśli tego nie leczą? Może nie powinnam już chodzić do lekarza
            w tej sprawie, skoro już wiem, co mi dolega? Może powinnam szukać tam pomocy,
            dopiero gdy będzie to już ostateczność?
            Mam nadzieję DOKI, że nie zanudziłeś się ogromnie. Wiem, że możesz uważać, iż
            moje postępowanie wskazywało na ogromną indolencję i kompletny brak rozsądku,
            ale ja zawsze byłam zwariowania i rozsądek na pewno nie należy do moich zalet
            (niestety). Pa, pa! Pozdrowienia - Ula
      • ulaska Re: STAN PSYCHICZNY a CHOROBA !!! 07.03.03, 16:56
        Staram się przyzwyczaić do bólu, choć to nie takie proste. Każdy krok mi o tym
        przypomina. Noce są koszmarne. Nie wiem, jak ukryć ból podczas siedzenia itp.
        Wiercę się i może to wyglądać nieciekawie. Nie lubię narzekania na jakikolwiek
        temat, wiec postanowiłam wziąść się mocno w garść. Będę starała się o tym nie
        myśleć i żyć, jakby nic mi nie dolegało (nie wiem, czy mi się uda). Jeszcze
        kilku szczytów w Tatrach nie zdobyłam. Ciekawe, czy gdybym zażyła większą
        dawkę środków p.bólowych byłoby to możliwe?.... Pewnie piszę w tym momencie
        bzdury, ale tak bardzo pragnę połazić jeszcze po górach. To było dla mnie
        zawsze najlepsze lekarstwo na smutki. Czując potęgę gór, obcując z nimi - ma
        się świadomość jak nieistotne są pewne problemy, którymi człowiek się martwi,
        jak bardzo stanowimy cząstkę przyrody. Kocham góry. Także nie liczę na cud ze
        strony polskiej służby zdrowia, ale nie można się dziwić, że tak jest. Lekarze
        sami mają tyle problemów. Wiemy co się dzieje w Polsce, z jakimi trudnościami
        borykają się szpitale szkoły, różne firmy itd. A przede wszystkim - ludzie.

        Myślę, że choroba uwidoczniłaby się u mnie później gdyby nie pewne zdarzenia w
        moim życiu. Byłam w potwornym stanie psychicznym. Mój mąż stracił pracę
        (czwórka dzieci!) i tylko ja pracowałam. Gdyby nie pomoc rodziny... Ale
        popadaliśmy w coraz większe długi. I w tej sytuacji zostałam zwolniona z
        pracy!!!!! Przez własnego szwagra. Zawalił mi się grunt pod nogami - minęło od
        tego czasu 8 miesięcy a ja teraz pisząc te słowa szlocham, jak dziecko. Jestem
        ogromnie pracowita i sumienna. Nigdy nie byłam w pracy 8 godzin, zawsze
        zostawałam 2-3 godziny dłużej. Przynosiłam pracę do domu. Jestem energiczna i
        szybka, jednak była to praca dla 2 osób, dodawano mi coraz więcej obowiązków
        widząc, że tak się poświęcam. Wiedziałam, że jestem wykorzystywana, ale
        ponieważ tę pracę dostałam dzięki dyrektorowi firmy - mojemu szwagrowi, więc
        czułam się w obowiązku okazać wdzięczność. Praktycznie straciłam kontakt z
        rodziną. Było mi bardzo przykro - zawsze miałam bzika na punkcie dzieci.
        Rodzina jest dla mnie "święta". Pewnego dnia pokłóciłam się ze swoim
        kierownikiem ( firma zatrudnia ponad 100 osób). Był zawsze ogromnie pewny
        siebie, zarozumiały. Typowy przykład młodego Polaka, któremu się powiodło (pod
        względem finansowym) i który nie dostrzegał nic poza czubkiem własnego nosa.
        Zawsze pomiatał innymi, odnosił się do ludzi z ogromnym brakiem szacunku, kpił
        itd. Mówił, że tylko fajtłapy cierpią na brak pieniędzy, że w Polsce jest
        teraz super tylko trzeba umieć sobie radzić.
        Więc któregoś dnia, gdy zaczął kpić ze mnie (publicznie, przy kilku osobach, w
        tym ludziach z zewnątrz) nie wytrzymałam. Potem (za 2 dni) przeprosiłam go
        przy innych (było mi wstyd, że tak ostro do niego się odniosłam. choć wiem, że
        na to zasłużył).
        Chciałam, aby atmosfera nie uległa z mojego powodu popsuciu.
        W pracy nie było dnia, aby nie dochodziło do podobnej sytuacji, jednak zawsze
        dotyczyło to innych osób, innych kierowników. Nikt nie miał odwagi powiedzieć
        temu człowiekowi kilku słów prawdy. Miał świetną pozycję w firmie. Po całej
        sytuacji wiele osób wyraziło mi słowa podziękowania, że uczyniłam to, co
        trzeba było dawno zrobić. Były to osoby z jego najbliższego otoczenia. Nigdy
        się o tym nie dowiedział. Ale mój kierownik pobiegł ze wszystkim na skargę do
        dyrektora (nikomu nie powiedziałam wcześniej iż był on moim szwagrem, i nigdy
        też nie opowiadałam mojemu szwagrowi nic na temat ludzi). Zostałam paskudnie
        potraktowana. Wszyscy w firmie myśleli, że zaproponowano mi inne stanowisko ,
        ale tak naprawdę podczas rozmowy w 4-oczy dyrektor (szwagier) powiedział, że
        chyba nie wyobrażam sobie, iż będę tu jeszcze dłużej pracować. Przenosi mnie
        na 2 tygodnie na inne stanowisko, ale potem muszę odejść. Na nic zdały się
        moje tłumaczenia, że przecież to nie ja zawiniłam, że całość była wynikiem
        ogromnie złego, poniżającego mnie potraktowania przez mojego kierownika.
        Na nic zdały się prośby i tłumaczenia, ze przecież tylko ja pracuję
        (zarabiałam i tak tylko 900 zł). Mam wyższe wykształcenie, posiadam biegłą
        znajomość obsługi komputera (Ms. Word, Ms. Access, Ms. Excell). Potrafię być
        obiektywna i mówiąc szczerze nie wiem czy jest wiele osób tak sumiennych jak
        ja. Jestem też szybka w działaniu i bardzo operatywna. Zawsze byłam bardzo
        lubiana przez ludzi.
        Nie wiem skąd się to wszystko wzięło. Przecież nie mogłam pozwolić, aby
        ktoś mnie tak traktował. Moje miesiące ciężkiej pracy, moje soboty i niedziele
        spędzone w domu przy wpisywaniu tysięcy liczb w rubryki poszły na marne.
        Najbardziej jednak było mi żal tych chwil, których nie spędziłam z rodziną.
        Czułam się strasznie skrzywdzona. Jak nigdy dotąd. Zostaliśmy więc bez pracy i
        pieniędzy. Nie poszłam już do pracy (na te 2 tygodni). Zaczęłam chorować.
        Byłam na zwolnieniu ok. 2 miesiące. Tylko za ten okres wzięłam więc jeszcze
        pieniądze. Nie symulowałam. Mój stan psychiczny był tragiczny. Myślałam, że
        zapomnę , ale tak się nie stało. Zrywałam się w nocy z płaczem i z krzykiem.
        Stwierdziłam, że chyba zwariowałam. Płakałam bez przerwy, każda myśl o mojej
        firmie to łzy. Dziś jest lepiej, myślę już rzadziej o tym wszystkim, ale nadal
        każda myśl o tym wydarzeniu wywołuje mój płacz. Nie opisałam całego przebiegu
        wydarzeń, jak to się stało itp. Okoliczności były jak w koszmarnym filmie. Gdy
        opowiedziałam o wszystkim psychiatrze, do którego się zgłosiłam, stwierdził,
        że moja reakcja w firmie była jak najbardziej prawidłowa.
        Byliśmy przez kilka
        miesięcy zdani na pomoc rodziny. Odżywialiśmy się koszmarnie. Nie
        dokonywaliśmy żadnych opłat. W końcu mój mąż dostał pracę. Jest nam nadal
        bardzo ciężko, ale dobrze że jest, jak jest. Pewnie innym jest jeszcze gorzej.
        Marzę jednak, aby nastały czasy, bym mogła kupować jedzenie i jednocześnie
        dokonywać wszystkich opłat.

        To moja depresja spowodowała, że to, co mogło "wyjść" z mojego organizmu
        znacznie później ma miejsce już teraz. Zawsze, całe życie kierowałam
        się sercem. Do dziś robię zbiórki odzieży wśród znajomych i 2 razy w roku
        zawożę te rzeczy na pewną wieś, gdzie znam parę rodzin, których sytuacja
        materialna jest bardzo trudna. Wiem, że to kropla w morzu potrzeb, ale to nie
        znaczy, że człowiek ma nie wystawić pomocnej dłoni do innych. Więc ta moja
        choroba tak mnie przeraża, bardziej niepokoi mnie to, że jestem
        uzależniona finansowo od pomocy innych, że nie mogę uspokoić się na myśl, o
        całej historii.
        Mnie nigdy nie będzie stać na operację, na to, by komuś coś
        zapłacić, więc zdam się na los. Nigdy nie był dla mnie zbyt łaskawy. Przeszłam
        tak strasznie dużo, tyle złego spotkało mnie w życiu, ale mam cudowne
        dzieci, kochającego męża i to jest najważniejsze.
        Nie ma we mnie od dawna wiary w przyszłość. Ale przepełnia mnie ogromna miłość
        i świadomość, że byłam zawsze wierna swoim ideałom, ze mogę sobie śmiało
        spojrzeć w lustrze w twarz i wiedzieć, że starałam się być dobra dla innych.

        Dla mnie ogromnie ważne jest to, aby ludzie wzajemnie się szanowali, aby nie
        byli obojętni na cierpienie innych, aby starali się sobie pomagać. Nie znoszę
        braku tolerancji, nadmiernego tupeciarstwa, egoizmu i zarozumialstwa. Mój
        kierownik jest chyba najbardziej zarozumiałym człowiekiem, jakiego w życiu
        spotkałam.

        Muszę być dzielna i traktować mój ból, który będzie z czasem bardzo się
        nasilał, jako jeszcze jedno doświadczenie.
        Wyrażam zrozumienie dla wszystkich, którzy mają podobne trudności finansowe,
        jak ja. Byłoby łatwiej i przyjemniej żyć, gdyby człowiek nie musiał o tym
        mysleć całymi dniami. Bylibyśmy pewnie wszyscy o wiele zdrowsi.

        Trzymajmy sie jednak mocno - wszyscy biedni i wszyscy chorzy. Ważne, że
        żyjemy. Życie mimo wszystko jest piękne! Uśmiechajmy się do siebie a będzie
        każdemu cieplej na duszy. Pozdrawiam wszystkich - ULASKA
      • Gość: ulaska Re: STAN PSYCHICZNY a CHOROBA !!! IP: *.to.krakow.pl 07.03.03, 16:58
        Staram się przyzwyczaić do bólu, choć to nie takie proste. Każdy krok mi o tym
        przypomina. Noce są koszmarne. Nie wiem, jak ukryć ból podczas siedzenia itp.
        Wiercę się i może to wyglądać nieciekawie. Nie lubię narzekania na jakikolwiek
        temat, wiec postanowiłam wziąść się mocno w garść. Będę starała się o tym nie
        myśleć i żyć, jakby nic mi nie dolegało (nie wiem, czy mi się uda). Jeszcze
        kilku szczytów w Tatrach nie zdobyłam. Ciekawe, czy gdybym zażyła większą
        dawkę środków p.bólowych byłoby to możliwe?.... Pewnie piszę w tym momencie
        bzdury, ale tak bardzo pragnę połazić jeszcze po górach. To było dla mnie
        zawsze najlepsze lekarstwo na smutki. Czując potęgę gór, obcując z nimi - ma
        się świadomość jak nieistotne są pewne problemy, którymi człowiek się martwi,
        jak bardzo stanowimy cząstkę przyrody. Kocham góry. Także nie liczę na cud ze
        strony polskiej służby zdrowia, ale nie można się dziwić, że tak jest. Lekarze
        sami mają tyle problemów. Wiemy co się dzieje w Polsce, z jakimi trudnościami
        borykają się szpitale szkoły, różne firmy itd. A przede wszystkim - ludzie.

        Myślę, że choroba uwidoczniłaby się u mnie później gdyby nie pewne zdarzenia w
        moim życiu. Byłam w potwornym stanie psychicznym. Mój mąż stracił pracę
        (czwórka dzieci!) i tylko ja pracowałam. Gdyby nie pomoc rodziny... Ale
        popadaliśmy w coraz większe długi. I w tej sytuacji zostałam zwolniona z
        pracy!!!!! Przez własnego szwagra. Zawalił mi się grunt pod nogami - minęło od
        tego czasu 8 miesięcy a ja teraz pisząc te słowa szlocham, jak dziecko. Jestem
        ogromnie pracowita i sumienna. Nigdy nie byłam w pracy 8 godzin, zawsze
        zostawałam 2-3 godziny dłużej. Przynosiłam pracę do domu. Jestem energiczna i
        szybka, jednak była to praca dla 2 osób, dodawano mi coraz więcej obowiązków
        widząc, że tak się poświęcam. Wiedziałam, że jestem wykorzystywana, ale
        ponieważ tę pracę dostałam dzięki dyrektorowi firmy - mojemu szwagrowi, więc
        czułam się w obowiązku okazać wdzięczność. Praktycznie straciłam kontakt z
        rodziną. Było mi bardzo przykro - zawsze miałam bzika na punkcie dzieci.
        Rodzina jest dla mnie "święta". Pewnego dnia pokłóciłam się ze swoim
        kierownikiem ( firma zatrudnia ponad 100 osób). Był zawsze ogromnie pewny
        siebie, zarozumiały. Typowy przykład młodego Polaka, któremu się powiodło (pod
        względem finansowym) i który nie dostrzegał nic poza czubkiem własnego nosa.
        Zawsze pomiatał innymi, odnosił się do ludzi z ogromnym brakiem szacunku, kpił
        itd. Mówił, że tylko fajtłapy cierpią na brak pieniędzy, że w Polsce jest
        teraz super tylko trzeba umieć sobie radzić.
        Więc któregoś dnia, gdy zaczął kpić ze mnie (publicznie, przy kilku osobach, w
        tym ludziach z zewnątrz) nie wytrzymałam. Potem (za 2 dni) przeprosiłam go
        przy innych (było mi wstyd, że tak ostro do niego się odniosłam. choć wiem, że
        na to zasłużył).
        Chciałam, aby atmosfera nie uległa z mojego powodu popsuciu.
        W pracy nie było dnia, aby nie dochodziło do podobnej sytuacji, jednak zawsze
        dotyczyło to innych osób, innych kierowników. Nikt nie miał odwagi powiedzieć
        temu człowiekowi kilku słów prawdy. Miał świetną pozycję w firmie. Po całej
        sytuacji wiele osób wyraziło mi słowa podziękowania, że uczyniłam to, co
        trzeba było dawno zrobić. Były to osoby z jego najbliższego otoczenia. Nigdy
        się o tym nie dowiedział. Ale mój kierownik pobiegł ze wszystkim na skargę do
        dyrektora (nikomu nie powiedziałam wcześniej iż był on moim szwagrem, i nigdy
        też nie opowiadałam mojemu szwagrowi nic na temat ludzi). Zostałam paskudnie
        potraktowana. Wszyscy w firmie myśleli, że zaproponowano mi inne stanowisko ,
        ale tak naprawdę podczas rozmowy w 4-oczy dyrektor (szwagier) powiedział, że
        chyba nie wyobrażam sobie, iż będę tu jeszcze dłużej pracować. Przenosi mnie
        na 2 tygodnie na inne stanowisko, ale potem muszę odejść. Na nic zdały się
        moje tłumaczenia, że przecież to nie ja zawiniłam, że całość była wynikiem
        ogromnie złego, poniżającego mnie potraktowania przez mojego kierownika.
        Na nic zdały się prośby i tłumaczenia, ze przecież tylko ja pracuję
        (zarabiałam i tak tylko 900 zł). Mam wyższe wykształcenie, posiadam biegłą
        znajomość obsługi komputera (Ms. Word, Ms. Access, Ms. Excell). Potrafię być
        obiektywna i mówiąc szczerze nie wiem czy jest wiele osób tak sumiennych jak
        ja. Jestem też szybka w działaniu i bardzo operatywna. Zawsze byłam bardzo
        lubiana przez ludzi.
        Nie wiem skąd się to wszystko wzięło. Przecież nie mogłam pozwolić, aby
        ktoś mnie tak traktował. Moje miesiące ciężkiej pracy, moje soboty i niedziele
        spędzone w domu przy wpisywaniu tysięcy liczb w rubryki poszły na marne.
        Najbardziej jednak było mi żal tych chwil, których nie spędziłam z rodziną.
        Czułam się strasznie skrzywdzona. Jak nigdy dotąd. Zostaliśmy więc bez pracy i
        pieniędzy. Nie poszłam już do pracy (na te 2 tygodni). Zaczęłam chorować.
        Byłam na zwolnieniu ok. 2 miesiące. Tylko za ten okres wzięłam więc jeszcze
        pieniądze. Nie symulowałam. Mój stan psychiczny był tragiczny. Myślałam, że
        zapomnę , ale tak się nie stało. Zrywałam się w nocy z płaczem i z krzykiem.
        Stwierdziłam, że chyba zwariowałam. Płakałam bez przerwy, każda myśl o mojej
        firmie to łzy. Dziś jest lepiej, myślę już rzadziej o tym wszystkim, ale nadal
        każda myśl o tym wydarzeniu wywołuje mój płacz. Nie opisałam całego przebiegu
        wydarzeń, jak to się stało itp. Okoliczności były jak w koszmarnym filmie. Gdy
        opowiedziałam o wszystkim psychiatrze, do którego się zgłosiłam, stwierdził,
        że moja reakcja w firmie była jak najbardziej prawidłowa.
        Byliśmy przez kilka
        miesięcy zdani na pomoc rodziny. Odżywialiśmy się koszmarnie. Nie
        dokonywaliśmy żadnych opłat. W końcu mój mąż dostał pracę. Jest nam nadal
        bardzo ciężko, ale dobrze że jest, jak jest. Pewnie innym jest jeszcze gorzej.
        Marzę jednak, aby nastały czasy, bym mogła kupować jedzenie i jednocześnie
        dokonywać wszystkich opłat.

        To moja depresja spowodowała, że to, co mogło "wyjść" z mojego organizmu
        znacznie później ma miejsce już teraz. Zawsze, całe życie kierowałam
        się sercem. Do dziś robię zbiórki odzieży wśród znajomych i 2 razy w roku
        zawożę te rzeczy na pewną wieś, gdzie znam parę rodzin, których sytuacja
        materialna jest bardzo trudna. Wiem, że to kropla w morzu potrzeb, ale to nie
        znaczy, że człowiek ma nie wystawić pomocnej dłoni do innych. Więc ta moja
        choroba tak mnie przeraża, bardziej niepokoi mnie to, że jestem
        uzależniona finansowo od pomocy innych, że nie mogę uspokoić się na myśl, o
        całej historii.
        Mnie nigdy nie będzie stać na operację, na to, by komuś coś
        zapłacić, więc zdam się na los. Nigdy nie był dla mnie zbyt łaskawy. Przeszłam
        tak strasznie dużo, tyle złego spotkało mnie w życiu, ale mam cudowne
        dzieci, kochającego męża i to jest najważniejsze.
        Nie ma we mnie od dawna wiary w przyszłość. Ale przepełnia mnie ogromna miłość
        i świadomość, że byłam zawsze wierna swoim ideałom, ze mogę sobie śmiało
        spojrzeć w lustrze w twarz i wiedzieć, że starałam się być dobra dla innych.

        Dla mnie ogromnie ważne jest to, aby ludzie wzajemnie się szanowali, aby nie
        byli obojętni na cierpienie innych, aby starali się sobie pomagać. Nie znoszę
        braku tolerancji, nadmiernego tupeciarstwa, egoizmu i zarozumialstwa. Mój
        kierownik jest chyba najbardziej zarozumiałym człowiekiem, jakiego w życiu
        spotkałam.

        Muszę być dzielna i traktować mój ból, który będzie z czasem bardzo się
        nasilał, jako jeszcze jedno doświadczenie.
        Wyrażam zrozumienie dla wszystkich, którzy mają podobne trudności finansowe,
        jak ja. Byłoby łatwiej i przyjemniej żyć, gdyby człowiek nie musiał o tym
        mysleć całymi dniami. Bylibyśmy pewnie wszyscy o wiele zdrowsi.

        Trzymajmy sie jednak mocno - wszyscy biedni i wszyscy chorzy. Ważne, że
        żyjemy. Życie mimo wszystko jest piękne! Uśmiechajmy się do siebie a będzie
        każdemu cieplej na duszy. Pozdrawiam wszystkich - ULASKA
    • Gość: marek Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: 157.25.119.* 07.03.03, 17:16
      mam 45 lat . w lipcu 1999 roku "wysiadlo mi biodro" . Wczesniej mialem problemy
      z kolanami.Najlepsi ortopedzi( od bioder) w Poznaniu stwierdzili "za rok-dwa
      przyjdzie pan prosic o nowy staw w prawym biodrze a za nastepne dwa lata w
      lewym i stanowcze stwierdzenie , ze w dziecinstwie musialem miec problemy z
      bioderkami . Mama powiedziala , ze nigdy najmniejszych problemow nie bylo. Od
      20 roku zycia zawsze miale ponad 90kg przy wzroscie 183 ( nigdy nie
      przekroczylem 100) . To byl szok-koniec z nartami i lazeniem po gorach( na
      szczescie bylem wszedzie w Tatrach ale juz sie wybieralem w Alpy, Kilimanadzaro
      i Tybet. Obecnie prowadze oszczedny tryb zycia - unikam gor, przy dlugich
      spacerach przerwy co pol godziny, troche jezdze na rowrku ( rehabilitacyjnym w
      domu, plywan ( zawsze b, duzo plywalem a nie uprawialem biegania czy tenisa).
      Ale uwaga rok temu ( zanim zaczela sie reklama) podczas pobytu w Szwecji
      dowiedzialem sie o leku Zinaxin i zaczelem go uzywac Obecnie gdy nie zaloze
      nogi na noge lub bardzo sie nie forsuje ( kilkugodzinny marsz) nie odczuwam
      zadnego bolu i mam nadzeje , ze te "slawy medyczne " w moim przypadku sie
      pomylily lub , ze ten Zinaxin jest zeczywiscie tak "cudowny" jak ostatnio mozna
      przeczytac w reklamach.
      • Gość: ulaska Re: zwyrodnienie - do Marka IP: *.to.krakow.pl 07.03.03, 22:23
        Marku! A czy nie było możliwe pójście w góry po zażyciu lekarstw p. bólowych
        (sporej dawki), bez wspinania się po łańcuchach itp. Pokonuję tylko krótkie
        odcinki drogi i mam problemy z wejściem na 3 piętro. Mieszkam w Krakowie. Ale
        ciągle mam nadzieję, że jeszcze uda mi się iść w góry. Wiesz sam, co to
        znaczy, skoro tyle chodziłeś i tyle miałeś planów. Spróbuję w kwietniu coś
        zażyć i pojechać do którejś z podkrakowskich dolinek. Ostatnio wybrałam się z
        synkiem na dłuższy spacer (ale nie zażyłam wtedy nic ekstra) i była to
        kompletna porażka. Nie wiedziałam, jak wrócić. Mocno bolało. Byłam tak
        zmęczona, jakbym cały dzień wspinała się po górach... Myślałam, że nigdy nie
        dojdziemy do domu. Dziękuję za informacje o Zinaxie (czy to drogi lek?). Pa,
        pa! Ula
    • Gość: ewa Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.osk.pl / 192.168.3.* 07.03.03, 18:29
      Spróbuj koniecznie: "Chondroitine & glucosamine" /USA,ale do kupienia w
      Polsce/lub polski odpowiednik "Artryl"/moze zla pisownia tego ostatniego?-
      nowosc u nas,chyba na recepte/
      duzo informacji znajdziesz w internecie, m.in. w czasopismie 'Postepy Nauk
      Medycznych',
      od 2 lat stosuje-jest naprawde lepiej!!!

      pozdr.-ewa

      Przełomowa terapia


      Przełomem w leczeniu zwyrodnieniowej choroby stawów są najnowsze badania
      przeprowadzone przez prof. Pavelkę z Uniwersytetu Karola w Pradze, opublikowane
      w październikowym numerze "Archives of Internal Medicine". Potwierdzają one, że
      siarczan glukozaminy jest pierwszą substancją, która opóźnia proces degeneracji
      chrząstki stawowej.

      Jeszcze do niedawna w leczeniu tego schorzenia stosowano jedynie leki
      przeciwzapalne i przeciwbólowe. Łagodziły one objawy, ale nie hamowały postępu
      choroby. Zastosowanie siarczanu glukozaminy (1500 mg raz dziennie przez trzy
      lata) pozwoliło na zatrzymanie rozwoju choroby i redukcję objawów u 202
      pacjentów biorących udział w badaniu. Siarczan glukozaminy wykazał wyraźny
      wpływ nie tylko na objawy choroby, ale także na strukturę chrząstki.

      ZATRZYMAĆ CHOROBĘ

      Badania dowiodły, że można zatrzymać rozwój choroby i poprawić jakość życia
      pacjenta, łagodząc lub eliminując jej objawy. Podczas trzyletnich testów u
      chorych, którym podawano siarczan glukozaminy nie odnotowano wyraźnego
      zmniejszenia szczeliny stawowej w porównaniu do pacjentów otrzymujących
      placebo, u których obserwowano nasilenie choroby. Co więcej, siarczan
      glukozaminy korzystnie wpływa na objawy także w dłuższym czasie. Łagodzi i
      eliminuje ból, poprawia mobilność stawu, nie wywołując znaczących efektów
      ubocznych (w przeciwieństwie do leków przeciwzapalnych, które często negatywnie
      wpływają na układ trawienny i krwionośny). Preparat może być używany
      długofalowo, bez potrzeby włączenia do terapii innych leków. Jedynie w
      przypadku ostrego stanu zapalnego należy wprowadzić inne substancje.

      Siarczan glukozaminy był już wcześniej badany przez grupę lekarzy pod
      przewodnictwem prof. Jeana Yvesa Reginstera, a efekty tego obiecującego badania
      opublikowano w 2001 r. w prestiżowym piśmie "The Lancet". Badanie kliniczne
      prof. Pavelki rozszerzyło obserwacje i potwierdziło wyniki otrzymane we
      wcześniejszym badaniu.

      Siarczan glukozaminy jest naturalnym składnikiem substancji międzykomórkowej
      chrząstki i tzw. mazi stawowej. Lek zawierający tę substancję dostępny jest
      także w Polsce. Jego wykorzystanie może uchronić przed kalectwem i umożliwić
      codzienne sprawne funkcjonowanie, które dla osób cierpiących na chorobę
      zwyrodnieniową stawów jest ogromnym problemem.

      DOLEGLIWOŚĆ SPOŁECZNA

      Aż 20 proc. Polaków cierpi z powodu chorób reumatycznych. Co piąty Polak
      odczuwa bóle stawów i zauważa ograniczenie sprawności ruchowej. Jedną z
      najczęściej występujących chorób reumatycznych jest właśnie choroba
      zwyrodnieniowa stawów. Do niedawna leczenie jej ograniczało się jedynie do
      likwidowania dolegliwości bólowych.

      Schorzenie to, to obok nadciśnienia tętniczego, miażdżycy i cukrzycy, jedna z
      najpoważniejszych chorób społecznych naszych czasów. Powoduje uporczywe bóle i
      ograniczenie sprawności ruchowej, dotyka około 12 proc. ludności Europy i
      Stanów Zjednoczonych. Lekarze szacują, że w Polsce cierpi na nie aż 8 milionów
      ludzi. Nie leczona, choroba zwyrodnieniowa stawów może prowadzić do trwałego
      inwalidztwa, a poprzez zmniejszenie mobilności chorych, sprzyja występowaniu
      innych schorzeń, takich jak choroby układu krążenia, przewodu pokarmowego,
      otyłość, cukrzyca, osteoporoza. Przy stale rosnącej długości życia w krajach
      rozwiniętych, rosnącej populacji ludzi starszych i aktywnym trybie życia
      współczesnego człowieka, przypadków choroby zwyrodnieniowej stawów notuje się
      coraz więcej. Według badań przeprowadzonych w USA, niemal 70 proc. osób powyżej
      65. roku życia ma zmiany zwyrodnieniowe w stawach.

      LECZYĆ JAK NAJWCZEŚNIEJ

      Pacjenci skarżą się przede wszystkim na dolegliwości bólowe i ograniczenie
      sprawności ruchowej. W zaawansowanym stadium choroby ból występuje nie tylko
      podczas ruchu, przy wysiłku czy przy obciążeniu - jest stały, występuje też w
      nocy i może dotyczyć także mięśni. Ograniczenie sprawności ruchowej to przede
      wszystkim problemy przy przyjmowaniu określonych pozycji, takich jak klęk,
      pochylenie, założenie nogi na nogę czy wykonanie przysiadu. To także zwolnienie
      tempa ruchu, konieczność stosowania przerw i odpoczynku. Choroba najczęściej
      dotyka ludzi około 60. roku życia.

      Aby uniknąć zaawansowanych zmian prowadzących do kalectwa, leczenie należy
      rozpocząć jak najwcześniej. Terapia zachowawcza polega przede wszystkim na
      wyeliminowaniu przeciążeń stawów (szczególnie istotna rolę odgrywa tu walka z
      nadwagą) i utrzymaniu rozsądnie dawkowanej i odpowiednio dobranej aktywności
      ruchowej. Uproszczone leczenie polega na eliminacji bólu środkami
      farmakologicznymi lub zabiegami fizykalnymi. Leki przeciwbólowe i
      przeciwzapalne łagodzą objawy, nie wpływają jednak na stan chrząstki stawowej i
      nie powstrzymują rozwoju choroby. Siarczan glukozaminy jest pierwszą
      substancją, która ma tak wyraźny wpływ na przebieg choroby. Do niedawna
      panowało przekonanie, że choroba zwyrodnieniowa stawów to naturalny element
      procesu starzenia i zużywania się stawów, z którym trzeba się po prostu
      pogodzić. Tymczasem, jak pokazują badania, łatwo można zatrzymać postęp
      choroby. (PIK)



      • Gość: ulaska Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.to.krakow.pl 07.03.03, 23:43
        Dziękuję Ci Ewa za wszystkie informacje. Mnie przepisał lekarz ostatnio lek o
        podobnym działaniu - także nowość i podobno wielkie odkrycie, ale mam tę nazwę
        narazie tylko na recepcie - Piasceclina 300 (2 opak.), po zażyciu przejście na
        Zinaxin (przez miesiąc) a potem znów Piasceclina (nie jestem pewna, czy
        właściwie odczytałam nazwę tego leku). Odpisałam nazwę leku, który Ty sobie
        chwalisz i który jest teraz takim odkryciem. Bardzo Ci za to dziękuję.
        Pozdrawiam - Ula.
        • raakk Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 09.03.03, 14:56
          do Ewy:
          bardzo prosze podaj mi nazwe leku z siarczanem glukozaminy.
          Artoze stawow biodrowych mam od lat, przed 25 laty , teraz mam 50,
          kwalifikowalam sie do wymiany stawu biodrowego. Mialam dosyc trudne warunki,
          dwoje malych dzieci , wiec operacje przekladalam. Powodem artrozy , czyli
          zwyrodnienia stawu biodrowego, jest zawsze fizyczna wada nog: jedna noga
          krotsza albo ()uklad nog, lub tez )(. Problemem jest wadliwie ulozona golowka
          stawu nogi w panewce biodra, ktora sciera sie. To jest reakcja lancuchowa.
          Najpierw zwyrodnienie atakuje jedno biodro, pozniej nastepne, dalej kolana,
          dalej dolna czesc kregoslupa. Dlatego jest wazne zeby zakonczyc jak najszybciej
          ten lancuch, przez np wyprostowanie () nog, albo bardzo konsekwentne noszenie
          wkladki regulujacej dlugosc nog. U mnie sprawa sie przeciaga bo, mimo bardzo
          zlego stanu artrozy (zdjecia rengenowskie) nie mam prawie wcale boli. No i
          lekarz stwierdzil , ze oni nie operuja zdjec rentgenowskich tylko pacjeta.
          Dlatego czekamy , dobrze by bylo zebym wytrzymala do 60 lat. Wczesniej mialam
          bole, szczegolnie nieznosne byly w czasie ciazy i po. Profilaktycznie duzo
          plywam, jedze rowerem. W okresach z bolami, bardzo pomagala mi terapia pol
          magnetycznych. Mialam tez zabiegi u masazysty SHIASTU, jest to szkola japonska
          polega na umiejetnym naciaganiu miesni. Bo w atrozie wazne jest aby nie
          dopuscic do przykurczu nogi w pachwinie. Zycze duzo zdrowia
          • monikate Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 10.03.03, 13:57
            Ulasko! Twoje posty utwierdziły mnie w przekonaniu, że źródło wszelkich chorób
            tkwi w stresach. 9 lat temu, kiedy pojawiły się u mnie pierwsze objawy
            zwyrodnienia stawów biodrowych-miałam właśnie ogromne stresy i ogromnie je
            brałam do serca. Stara prawda, że stres powoduje zanikanie odporności
            organizmu...
            Niestety, nie powiem nic nowego; jedziemy na tym samym wózku. Dzisiaj zaczynam
            drugą serię akupunktury, dam znać, jak to podziałało. Chyba potem pobiorę
            sobie ten Zinaxin (jak dla mnie, to ten lek jest drogi, aczkolwiek teraz
            sprzedają go w promocji). Mówiono mi w aptece, że trzeba by go pobrać z pół
            roku, aby były efekty. No i zestaw ćwiczeń. Zobaczymy. Podziwiam Twój hart
            ducha-do tych bóli, do ograniczenia sprawności ciężko jest się przyzwyczaić.
            Obawiam się, że będziemy dreptać w miejscu. Lekarze ortopedzi NIE POTRAFIĄ
            leczyć tego schorzenia, nie potrafią dać nawet sensownych wytycznych odnośnie
            łagodzenia objawów. Odsyłam do swojego postu zamieszczonego wyżej-tam pisałam,
            że każdy mówi co innego, a każdy jeden-plącze się wewnętrznie w swoich
            poradach! A do Dokiego: Nie chcę za bardzo kawałkować tematu, ale znam sporo
            przypadków, gdzie postępowanie lekarzy ortopedów doprowadziło ludzi do
            kalectwa, bądź b. skomplikowało proces leczenia. I to w przypadkach o wiele
            banalniejszych, niż zwyrodnienia stawów biodrowych! Jak by ktoś b. chciał, to
            o tym napiszę. Dlatego boję się operacji, bo w świetle braku doświadczenia
            lekarzy owej specjalności mogę już w ogóle nie wstać z łoża boleści. No i
            pozatym-mnie nie stać na opłacenie operacji!
            Ulasko, serdecznie pozdrawiam, życzę poprawy. Monikate
            • demonka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 10.03.03, 14:43
              Ja też borykam się z tym problemem o czym pisałam w poprzednich postach.
              Z opinii lekarzy jakie do tej pory zebrałam odnośnie operacji endoplastyki
              stawów biodrowych wynika, że operacja nie gwarantuje np. likwidacji bólu.
              Poprawanie wykonana powinna przede wszystkim doprowadzić do przywrócenia
              sprawności ruchowiej, ale właśnie nie zawsze przyniosi ulgę w bólu. Poza tym
              jeszcze jest sprawa trwałości protez - tych nowoczesnych waha się w graniach 10
              - 20 lat zależnie od materiału. Ważny jest też sposób ich łączenia z kością. Na
              pewno kasy chorych nie refundują tych super trwałych i na dodatek trzeba na
              taki zabieg czekać. Z drugiej strony można z operacją poczekać (jeżeli ktoś
              oczywiście jeszcze daje radę) ale na pewno lepiej robić ją w okolicach 60 lat.
              Ja ma 28 lat i już objawy bardzo utrudniające życie, ratuję się jak mogę,
              ćwiczenia, leki, ale do 60-tki daleko...

              Życzę Wszystkim zdrowia i wytrwałości,
              M.
                • demonka Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 14.03.03, 13:27
                  Dobry pomysł!!!

                  Nawet mam pytanie odnośnie leków wspomagających leczenie chrząstki stawowej:
                  czy macie jakieś doświadczenia w stosowaniu takich preparatów jak Arthryl,
                  Artresan czy Zinaxin.
                  Ja przez miesiąc brałam Arthryl, ale nie odczułam poprawy. Również po Zinaxinie
                  nie było specjalnie lepiej. Oba leki nie należą do najtańszych, a trzeba je
                  stosować dłużej. Na pewno Zinaxin bo jest lekiem roślinnym.
                  Z wypowiedzi jakie znalazłam w internecie sporo osób poleca Artresan jako
                  zamiennik Arthrylu i tańszy (42 kapsułki w cenie około 25 pln).

                  Czekam na opinie i pozdrawiam,
                  M.
                • Gość: ulaska Re: zwyrodnienie : do MONIKATE IP: *.to.krakow.pl 14.03.03, 19:20
                  OK! podrzymujmy wątek. Choć chętnie chciałaby utrzymywać z Tobą kontakt i
                  wymieniać się czasem e-mailami. Co Ty na to? Czuję, że mogłybyśmy nawiązać
                  niezła nić porozumienia. Mój adres: ula.ska@wp.pl
                  W kwietniu chcę zrobić próbę wytrzymałości (przy współudziale środków
                  przeciwbólowych) i odbyć spacer jakąś dolinką w Tatrach. Nie wiem, czy to
                  możliwe, ale zaryzykuję. Jeśli nie teraz to pewnie już nigdy. Zawsze miałam
                  ogromnie silną wilę i ni mogę się poddać losowi. Do diabła! Musimy sie
                  trzymać! Nie wolno się poddawać. Dlaczego nie próbować walczyć? Gdy już
                  całkiem nie będę mogła się poruszać (coraz bardziej nie mogę odchylić nóg
                  na boki) to pewnie będzie więcej czasu na książki igrafikę komputerową). Tylko
                  że dawniej mogłam spędzać przy komputerze więcej czasu a teraz jest to
                  niemożliwe - za bardzo boli.

                  Monikate, czy Ciebie bolą także żebra?! Mnie już od kilku lat. Nie mogę się
                  nigdzie dotknąć, najbardziej boli, gdy zapinam biustonsz.
                  Czy masz jakiś sposób na spanie, aby w nocy nogi, biodra tak nie bolały?
                  Ależ ze mnie sierotka Marysia. Hi!hi! Cześć! Pa!pa!
                  • spector1 Re: zwyrodnienie : do MONIKATE 14.03.03, 20:57
                    Gość portalu: ulaska napisał(a):
                    ) W kwietniu chcę zrobić próbę wytrzymałości (przy współudziale środków
                    ) przeciwbólowych) i odbyć spacer jakąś dolinką w Tatrach. Nie wiem, czy to
                    ) możliwe, ale zaryzykuję. Jeśli nie teraz to pewnie już nigdy. Zawsze miałam
                    ) ogromnie silną wilę i nie mogę się poddać losowi.

                    Wykazujesz niezwykla determinacje,ktora spotykam jedynie u wyczynowych
                    sportowcow, ktorzy po zwichnieciach,zlamaniach czy rekonstrukcji kolana
                    mysla jedynie o tym aby jak najszybciej wznowic trening.Przykladaja sie do
                    cwiczen rehabilitacyjnych, ktore w porownaniu do typowych treningow sa dla nich
                    lekka rozgrzewka,podczas gdy dla osob nieaktywnych mordega - ci robia wszystko
                    od niechcenia.Nic dziwnego,ze sportowcy powracaja do zdrowia kilkakrotnie
                    szybciej.Oni tak lubia sport jak ty Tatry.Wiara,ze wszystko bedzie dobrze
                    stymuluje proces rekonwalescencji.
                    Po co np.31834 zawodnikow startowalo w maratonie w New York'u w 2002r?
                    Nie sa to ludzie leniwi,glupi czy biedni.Prawie 80% ukonczylo studia wyzsze.
                    Startowalo 322 szefow korporacji(sredni ich zrobek powyzej miliona $),
                    1260 prawnikow, 992 ksiegowych, 941 bankierow, 867 lekarzy,353 naukowcow itd.
                    W ogonie byli:76 bezrobotni,13 politycy (wsrod nich G.Kolodko),87 pracownicy
                    fizyczni.Jak widac nalezysz do intelektualnej elity.
                    Osoby zrzucajace wage przy 48 kg sa na tak niskim poziome,ze nie rozumieja
                    zwylkego tekstu pisanego.Do takich osob nie dociera argument,ze spadek wagi
                    ciala oparty jedynie na diecie to w 40% utrata miesni.Slabsze miesnie,to droga
                    do ruiny wiezadel,stawow i droga do oestoporozy.Osob o takiej mentalnosci jest
                    90%na forum fitness.

                    Jesli chodzi o rekonstrukcje stawow to postep jest b.wielki. Nie mozna zakladac,
                    ze np.za 5 lat bedziesz na wozku inwalidzkim - nauka nie bedzie stala w
                    miejscu.Nie wiem czy dobrym pomyslem jest nadmierne forsowanie organizmu w
                    twoim przypadku. U sportowcow w procesie rekonwalescencji sprawdza sie siemie
                    lniane tloczone na zimno,olej rybny, losos,tran - tj wszystkie produkty,
                    ktore zawieraja b.duzo kwasow tluszczowych omega 3,jest ich tez sporo w oliwie
                    z oliwek i zielonych warzywach.

                    Ponizsze opracowanie jest tlumaczeniem jakiegos tekstu z j.angielskiego.
                    Jest wiele najnowszych opracowan amerykanskich naukowcow,ktorzy potwierdzaja
                    to co jest ponizej napisane.

                    "Niewłaściwa proporcja spożycia Omega-6 w stosunku do Omega-3 czynnikiem
                    obniżającym poziom Omega-3 w organizmie
                    Zagrożeniem dla prawidłowego zużytkowania dostarczonych z pożywieniem kwasów
                    Omega-3 jest nadmiar zjadanych kwasów Omega-6. Dzieje sie tak dlatego, ponieważ
                    obsługuje je ten sam enzym, umożliwiajacy konwersję kwasów do postaci właściwej
                    organizmowi.
                    Ostatnio publikowane opracowania podają, że najwłaściwsza proporcja, jaką
                    należy zachować dla prawidłowego przyswajania kwasów Omega-3 mieści się w
                    granicach: od 4 jednostki Omega-6 na 1 jednostkę Omega-3 do stosunku 1 na 1.

                    Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych, jak wskazują stosowne badania, aż 60 %
                    populacji cierpi na niedobory Omega-3, a u 20% Amerykanów - prawie wogóle nie
                    ma ich śladu we krwi. Jak jest u nas , skoro i nasza dieta coraz bardziej
                    odchodzi od tradycyjnych korzeni na rzecz gotowych, wysokoprzetworzonych
                    produktów? Na razie nikt nie zrobił odpowiednich badań, ponieważ o Omega-3 nie
                    wiedzą nawet sami polscy lekarze.

                    Jak organizm próbuje radzić sobie bez Omega-3

                    U dziecka czy dorosłego, którzy w swojej diecie nie dostarczają organizmowi
                    odpowiedniej ilości kwasów Omega-3, można zaobserwować określone objawy:
                    (podano za "Smart Fats" M. A. Schmidta)

                    1.skórne: sucha skóra, egzemy, łupież, miękkie bądˇ łamliwe
                    paznokcie, "krokodyla skóra", suche i niepodatne na układanie włosy, blade
                    policzki, pękajaca skóra pięt i palców, zgrubiała skóra na łokciach,
                    2. urologiczne: częste oddawanie moczu,
                    3. emocjonalno-mentalne: drażliwość, nieumiejetność skupienia uwagi
                    (szczególnie u dzieci w wieku szkolnym), nadpobudliwość, problemy z pamięcią i
                    nauką
                    4. odpornosciowo-kondycyjne: skłonność do stanów zapalnych, długie gojenie się
                    ran, uczucie ciągłego zmęczenia i słabości, obnizona odporność, alergie
                    5. inne: ciągłe pragnienie.

                    W przypadku ciagłych niedoborów Omega-3 organizm stara się zastępować je
                    dostępnymi mu tłuszczami. I tu istnieje poważne zagrozenie ze strony
                    powszechnie stosowanych tłuszczy spozywczych, reklamowanych jako zdrowe i
                    wartosciowe. Rzeczywiście powstają one na bazie olejów roślinnych bogatych w
                    nienasycone kwasy tłuszczowe,ale... O tym "ale" nie mówią producenci żywności
                    ani żadne inne autorytety, które zwykle wypowiadaja się w temacie zdrowej
                    diety.

                    Skąd się biorą transizomery
                    Aby spełnić oczekiwania rynku wyprodukowany masowo tłuszcz musi:
                    uchodzić za zdrowy (wystarczy, aby wyprodukować go na bazie bezsprzecznie
                    zdrowego surowca; to co w czasie produkcji dzieje się z nim i jaki ma skutek
                    dla naszego zdrowia jest przemilczane - produktowi ostatecznemu, choć pod
                    żadnym względem na to nie zasługuje, przypisuje się walory wyjsciowego
                    surowca!) być ekonomiczny (dlatego olej roślinny tłoczy się na gorąco i to
                    najczęsciej kilkakrotnie, aby zapewnić maksymalną wydajność (a przecież wysoka
                    temperatura oraz długotrwały kontakt z powietrzem powoduje utlenianie się
                    najzdrowszych składników czyli wielonienasyconych kwasów tłuszczowych , np. z
                    rodziny Omega-3, które po utlenieniu przestają już być wielonienasyconymi)
                    być czysty, aby schlebiać "schodzącym na psy" gustom konsumentów ( a procesy
                    oczyszczania oleju to kolejne ogniwo w procesie utleniania czyli obrazowo
                    mówiąc psucia zdrowych składników)
                    znaleˇć kupca (ponieważ najpopularniejszą formą tłuszczu w naszej kuchni było
                    do tej pory masło, to wyprodukowany tłuszcz musi być smarowny jak masło i w tym
                    celu poddaje się olej procesowi uwodorowania).
                    przez jak najdłuzszy czas dać się przechowywać bez najmniejszych oznak zepsucia
                    (i tu także zastosowanie znajduje proces uwodorowania).

                    Procesy uwodorowania, jakimi pierwotnie zdrowe tłuszcze roślinne są poddawane,
                    aby spełnić wymagania rynku (odpowiednia smarowność, przedłużony termin
                    trwałości produktu) powodują zamianę tłuszczy nienasyconych na częściowo
                    uwodorowane, które nazywamy transizomerami inaczej tłuszczami trans albo
                    zupełnie uwodorowane, czyli tłuszcze zupełnie nasycone.

                    Proszę sprawdzić samemu na opakowaniu, ile zdrowych składników oferuje Państwa
                    ulubiona margaryna wyprodukowana zgodnie z powyzszymi zasadami. Dla porównania
                    podaję skład procentowy naturalnego tłoczonego na zimno i nieoczyszczonego
                    oleju lnianego:

                    zawartość kwasów wielonienasyconych 68,6%
                    zawartość kwasów jednonienasyconych 21,6%
                    kwasy nienasycone ogółem 90,2%
                    zawartość kwasów nasyconych 9,8%
                    zawartość kwasów trans 0%

                    Transizomery jako substytut Omega-3
                    Chemiczna postać transizomerów rózni sie od pierwotnych składników na pierwszy
                    rzut oka bardzo niewiele (zmienia się jedynie ilość i ewentualnie miejsce
                    wystepowania wiązań podwójnych). Tymczasem ich własciwosci chemiczne sa inne:
                    transizomery są twardsze i nie wchodzą juz tak łatwo w reakcje utleniania,
                    nadają się więc do smażenia i leżenia na półkach sklepowych przez bardzo długi
                    czas. Ich właściwości elektryczne oraz budowa przestrzenna również ulegają
                    zmianie.

                    Z punktu widzenia biochemicznego, sa one bardzo niebezpieczne dla zdrowia - nie
                    występują w przyrodzie, nasz organizm nie posiada o nich żadnych informacji, w
                    związku z czym błędnie je wykorzystuje.

                    I tak na przykład u uczącego się dziecka, do prawidłowego rozwoju neuronów,
                    konieczne jest dostarczenie sporej ilości kwasów Omega-3, aby wyprodukowany z
                    nich DHA wykorzystać do budowy synaps neuronowych. DHA charakteryzuje się
                    prostym przestrzennie łańcuchem weglowym. Gdy brakuje go, organizm wykorzystuje
                    transizomery. Ale ich postać przestrzenna jest skręcona. Powstające z nich
                    synapsy - po pierwsze - tworzą się dłuż
                    • spector1 Re: zwyrodnienie : do MONIKATE 14.03.03, 21:02
                      Transizomery jako substytut Omega-3
                      Chemiczna postać transizomerów rózni sie od pierwotnych składników na pierwszy
                      rzut oka bardzo niewiele (zmienia się jedynie ilość i ewentualnie miejsce
                      wystepowania wiązań podwójnych). Tymczasem ich własciwosci chemiczne sa inne:
                      transizomery są twardsze i nie wchodzą juz tak łatwo w reakcje utleniania,
                      nadają się więc do smażenia i leżenia na półkach sklepowych przez bardzo długi
                      czas. Ich właściwości elektryczne oraz budowa przestrzenna również ulegają
                      zmianie.
                      Z punktu widzenia biochemicznego, sa one bardzo niebezpieczne dla zdrowia - nie
                      występują w przyrodzie, nasz organizm nie posiada o nich żadnych informacji, w
                      związku z czym błędnie je wykorzystuje.

                      www.abee.linart.pl/flaxseed/omega3-ciaza.htm

                      www.abee.linart.pl/flaxseed/omega3.htm
    • agacz2905 Re: zwyrodnienie - do wszyskich 14.03.03, 16:30
      Drodzy autorzy postów w tym wątku!
      Nie mam siły i odwagi przeczytać do końca, dokładnie i z uwagą wszystkich
      Waszych wypowiedzi.mam 29 lat, ogromną nadwagę i jestem obecnie w 19. tygodniu
      drugiej ciąży.Mam tą diagnozę jak w tytule tego wątku.Urodziłam się z
      obustronnym zwichnięciem bioder, na trop choroby genialne konowały z Rzeszowa
      wpadły zbyt późno, skończyło się na wielu operacjach w 3. i 4. roku mojego
      życia.Cudem zaczęłam chodzić w wieku lat pięciu. Utykam od zawsze, mam
      niedowład lewej nogi i częściowy zanik mięśni.Lewa noga jest krótsza o jakieś 4-
      5 cm, bóle bioder i nóg w ogóle na porządku dziennym.W moim przypadku "mówi
      się" o totalnej alloplastyce obu stawów, na poczatek lewego, który już w tej
      chwili jest w szczątkowej raczej postaci (wszystko nie dość że dysplastyczne to
      pościerane)Boże, nie chcę nikogo zanudzać swym kiepskim samopoczuciem fizycznym
      i psychicznym.Napiszę jeszcze tylko, że ku mojemu zaskoczeniu okres po ciąży
      (pierwszej), czyli dwa lata temu - to był najlepszy okres mojego życia.Miałam
      wiele zapału i cierpliwości do siebie, nie karmiąc piersią, a uparcie ćwicząc
      na rowerku treningowym i "uprawiając"długie spacery z dzieckiem podczas urlopu
      macierzyńskiego -znacznie schudłam, do 69 kg, ale niestety był to efekt
      krótkotrwały...po powrocie do pracy jakoś się załamałam, zaczęłam tyć na skutek
      wielu czynników zewnętrznych i wewnętrznych też.Zaparcia, słodycze, alkohol,
      siedzący tryb życia...Tak oto doszłam do wagi 81 kg i wtedy z przerażeniem
      odkryłam (w grudniu 2002), że znów jestem w ciąży...Mam teraz nieustający dołek
      psychiczny, cóż, taka moja wredna osobowość (psychiatra wykluczył u mnie
      jakiekolwiek zaburzenia psychiczne, mówi tylko o zaburzeniach emocjonalnych i
      nastroju).Wiem, że powinnam się cieszyć.jestem niepełnosprawna pod względem
      formalnoprawnym i faktycznym, a jednak prowadzę względnie normalne zycie - mam
      wykształcenie, pracę, męża i wspaniałego syna. Modlę się, żeby moje drugie
      dziecko również było zdrowe....i żebym ja też przetrwała do końca tej ciąży w
      zdrowiu....Ponadto ortopeda widząc mnie po pierwszej ciąży stwierdził, że
      odmienny stan bardzo mi posłużył, a hormony ciążowe korzystnie oddziałały na
      mój kościec.Czy teraz będzie to samo??Czy znowu uda mi się okiełznać własne
      lenistwo i upośledzenie, walczyć o niższą wagę i o to, żeby moje dzieci miały
      ZADOWOLONĄ Z ŻYCIA mamę??Bardzo bym chciała, żeby ktoś do mnie napisał!Pracuję
      w środowisku "normalnych" kobiet, nieobarczonych żadnymi obowiązkami typu
      własna rodzina, odchudzającymi się z wagi 47 kg i godzinami rozprawiającymi o
      najnowszej kasecie z ćwiczeniami nagranej przez Cindy Crawford...moje problemy,
      zmartwienia i lęki nijak nie przystają do ich...A szkoda.Pozdrawiam Was.
      smutna Agnieszka
      • Gość: ulaska Re: zwyrodnienie - do Agacz2905 IP: *.to.krakow.pl 14.03.03, 19:06
        Agnieszko! Masz trudną sytuację. Identyczną, jak moja kuzynka. Mieszka w dużym
        mieście w płd. Polsce. Teraz ma już 45 lat. Gdy była w Twoim wieku także
        zaszła po raz drugi w ciążę. Lekarze bardzo jej tego odradzali. Kuzynka
        urodziła się z zwichniętym stawem biodrowym i od dziecka do okresu drugiej
        ciąży była już po kilku operacjach. Odkąd pamiętam chodziła zawsze o kulach
        czasem o jednej. Nie mogła samoszielnie ubrać się itd. Ale podziwiali wszyscy
        jej nieprawdopodobny hart ducha. Była i jest zawsze uśmiechnięta. Ma
        kochającego męża i dwójkę dzieci. Oboje studiują medycynę. Drugie dziecko -
        dziewczynka sprawiło jej wiele radości i podniosło na duchu i choć spowodowało
        nieco pogorszenie stanu zdrowia po porodzie to potem się polepszyło. Chociaż
        lekarze tak ją straszyli nie było gorzej niż przed urodzeniem córki. Od
        jakiegoś czasu nie pracuje, otrzymuje rentę inwalidzką ale wcale nie czuje
        się "gorsza" od innych i uwierz mi nikt jej tak nie traktuje. Dla mnie była i
        jest godna podziwu i godna naśladowania.
        Wiesz Agnieszko, jeśli inni wokół Ciebie rozmawiają o pewnych rzeczach, które
        mogą Ci się wydać troszkę błache i absurdalne (odchudzanie się - 47 kg...) to
        miej zawsze gdzieś w duszy, głęboko ukrytą myśl która podpowie Ci, że po
        prostu los był dla Ciebie może tylko pozornie mniej łaskawy, bo za to pozwolił
        Ci dostrzegać rzeczy głębsze, bardziej istotne.... Miałam w swoim życiu
        ogromną ilość trudnych sytuacji. Staram się wtedy dodawać sobie otuchy i
        stosuję pewną dewizę: że nikt mi nie pomoże, jeśli sama nie uwierzę w siebie.
        Że dano mi możliwość życia tu i teraz na ziemi i muszę się z tego cieszyć. To
        jest najważniejsze. Zwłaszcza, że jesteś wśród kochający Cię osób (rodzina).
        Spróbuj z dumą iść przez życie. Ludzie chorzy dostrzegają to wszystko,
        co "przechodzi koło nosa" osobom zdrowym. Bądź uśmiechnięta Agusiu (moja
        córka też ma tak na imię). Urodzisz cudownego bobasa i to jest najważniejsze.
        A jeśli Ci czasem smutno to pamiętaj, że jest wiele osób w trudnej sytuacji,
        mających często kłopoty psychofizyczne. Jeśli potrzebujesz pogadać z kimś
        anonimowym tak od serca to napisz do mnie: napewno odpiszę.
        Mój adres: ula.ska@wp.pl
    • Gość: magda Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.acn.waw.pl 16.03.03, 12:19
      To ta co ma 57 laat .Dlatego mi nikt nie odpowiedział.Jeszcze raz się pytam:
      czy są jakieś książki w których sssssssssssssssssssssssssssssss











      To ja ta co ma 57 lat.Pytałam się, ale nikt mi nie odpowidziałProblem polega na
      tym , że muszę ćwiczyć w domu, ale nie wiem jak.Prosiłam o podanie mi jakieś
      publikacji.Może ktoś wie.










      • Gość: ulaska Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.to.krakow.pl 16.03.03, 17:38
        Magdo! Ja wiem jakie muszę wykonywać ćwiczenia w domu, ale trudno je opisać.
        Myślę, że mogłabyś ćwiczyć w domu tak, jak czyniłaś to w ośrodku. Oczywiście
        mam na myśli ćwiczenia, które można wykonywać samodzielnie. Na pewno
        fizykoterapeuta z którym ćwiczyłaś także powie Ci cco mogłabyś wykonywać w
        domu samodzielnie. Nie znam odpowiedniej literatury na ten temat. Nie
        rozglądałam się za nią ale z pewnością taka istnieje więc możesz spróbować
        zapytać w księgarni (najlepiej medycznej).
        Albo porusz ten temat na forum jako oddzielny: wówczas więcej ludzi go
        przeczyta i z pewnością ktoś się odezwie. Nie każdy zagląda właśnie tu - pod
        temat zwyrodnienie stawów biodrowych. Utwórz temat np. Ćwiczenia przy
        zwyrodnieniach stawów. Oczywiście to tylko propozycja. Możesz wymyśleć inny
        temat. Życzę ci zdrowia - ULASKA
        Pa, pa!
        Cierpliwości, ktoś sie w końcu odezwie....
      • monikate Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 17.03.03, 09:33
        Hej, dziewczyny! Odpowiadam ile mogę, jako że póki co mam dostęp do komputera
        jeno w dni powszednie. Bardzo mnie podnosi na duchu ten nasz wątek. Magdo, co
        tu odpowioadać, jak wszystkie mamy te probelmy... Tyle Ci powiem, że mi
        rehabilitacja też nie posłużyła. Wybitnie zaszkodził mi laser i terapuls.
        Poniewczasie się dowiedziałam, że te zabiegi działają negatywnie na wiele osób
        ze zwyrodnieniami... Ja kończę drugą serię zabiegów akupunktury, dam znać, co i
        jak. Czy jest dłuższa poprawa... Znajoma doktor, która sama cierpi na
        zwyrodnikenie stawu łokciowego i początki zwyrodnienia stawu biodrowego
        proponuje, abym wpadła do niej po zestaw specjalnych ćwiczeń gimnastycznych.
        Powiedziała mi też, że pomóc może wykonanie raz na jakiś czas zastrzyku (nie
        łykanie tabletek!) dicloratio uno. Demonko, dziękuję za info o Artresanie,
        zorientuję się. Swoją drogą to trochę paranoja, aby dfowiadywać się pewnych
        rzeczy z internetu, a nie od lekarzy! Ulasko droga, zaskoczyłaś mnie tymi
        żebrami. Nie, mnie nie bolą akurat. Nie wie, co to może być, czy też wiąże się
        z Twoim schorzeniem. Ulasko, aby móc przespać noc-biorę środki przeciwbólowe
        (np. dicloberl retard b. długo mi pomagał). Nie jest to rozwiązanie dobre do
        końca, lecz cóż zrobić, kiedy faktycznie bólu nie dało się znieść. Agnisiu
        droga, przynajmniej masz wspaniałego męża, ja jestem sama....
        • Gość: agacz2905 Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.rzeszow-staszica.sdi.tpnet.pl 17.03.03, 19:07
          Wiecie co, mnie też ten wątek nieco pociesza.Tak samo jak pociesza mnie mój
          mąż, który z natury jest optymistą i twierdzi, że bez problemów po przyjściu na
          świat naszego drugiego dziecka schudnę, będę ćwiczyć - a On mi rzecz jasna w
          tym wszystkim pomoże.Nie ma nic gorszego niż użalanie się nad sobą i
          zaniedbywanie w tym czasie swoich bliskich, np. dziś zaniedbywałam swojego 2
          latka, snując ponure wizje osiadnięcia na inwalidzki wózek...Proszę Was, nie
          załamujcie się!!Walczcie!!Ja się otrząsam z tych wszystkich niedobrych myśli i
          będę dbać o zdrowie fizyczne i psychiczne swoje i mojej rodziny!!Pozdrawiam
          wszystkich.
          Agnieszka
        • jakbar2 Re: zwyrodnienie stawów biodrowych 11.04.03, 22:56
          do Ulaski i Monikate i do wszystkich.
          Dzięki
          Okazało się ,że ta instytucja w której się rehabilitowałam już nie istnieje.
          Poszłam więc ze swoimi zdjęciami do ortop.Jedyną radą, jaką mi dał, no to
          wiecie- operacja.Udałam się do gabinetu odnowy biologicznej.Robią mi masaże,
          moksę i naświetlanie jakąś lampą .Jestem po 3 zabiegach i do samochodu doszłam
          jak "młoda kózka".Zabiegów mam mieć 10.Twierdzą,że bardzo dobrze, że nie
          zgłosiłam się na operację,bo każda interwencja chirurgiczna nie pozwala im już
          na zatrzymanie procesu.Chcę dodać, że nie twierdzą, że mnie wyleczą ale że ich
          działanie pozwoli mi na normalne funkcjonowanie
      • Gość: aga Re: zwyrodnienie stawów biodrowych IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 24.03.03, 18:47
        Mam 30 lat,urodzilam sie z wrodzonym zwichnieciem stawu biodrowego.Od 5 lat
        cierpie n azwyrodnienie stawu kolanowego ,mam o 1 cm krotsza noge (dowiedzialam
        sie o tym w wieku lat 25!!!!!!!)
        Ieciekawa byla moja sytuacja ,do chwili rozpoczecia terapii YUMEIHO .Polega ona
        na leczeniu wad kosca poprzez korygowanie polozenia miednicy.
        Jestem po serii 10 zabiegow i moje klopoty z kregoslupem i stawami skonczyly
        sie !!!!!!!!!W Warszwie moge polecic Pana SZymanskiego przyjmuje na
        Krasinskiego (nr nie pamietam).Warto wejsc jest na strone YUMEIHO.com

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka