gesta
04.04.07, 14:34
Juz nie wiem do kogo się zwrócić..
Wszystko zaczęło sie na studiach kiedy zaczęłam tracić
zainteresowanie życiem, ale kontakt z ludźmi,egzaminy i jakoś sie kręciło.na
studiach poznałam kogoś ,a w zasadzie powinnam napisac nikogo, kompletne zero
dla którego straciłam prawie trzy lata zycia.okłamywał mnie i
oszukiwał.rodziców nie mogli przemówic mi do rozsądku ale przez to ,że ich
bardzo kochałam to
słuchałam czasem ich ostrych słów ... chciałam go zostawic i to bardzo,ale
facet wzbudzał we mnie takie poczucie winy i żalu ,że nie potrafiłam.grał na
moich uczuciach..
po walce sama ze sobą zostawiłam go,poczułam się wolna ale jednoczesnie się
nikim,kompletnie zeszmacona i czułam złość sama do siebie za to,ze byłam taka
durna, jego nienawidziłam i nienawidze z całego serca( myślałam,że nigdy nie
zaznam tego uczucia i nie jestem taka zawzięta)
Poznałam męża,po prostu ideał,wzieliśmy ślub.mieszkamy w tym domu
w którym mieszkałam z tamtym,nie wiem czy to te ściany przejeły taką złą
energię... cos tu chyba wisi w powietrzu bo nic mi się nie chce,odkąd byłam z
tamtym straciłam wszelkie zainteresowania, nie mam juz pasji, nie
czytam,telewizja mnie nudzi,taniec mnie juz nie kręci,perspektywa przyszłości
bardzo marnej zreszta -przezraża, czasem nawiedzają mnie głupie mysli aby
zemścić się na byłym,za to co mi i ze mną zrobił (przecież to bez sensu)czuję
się stara..nie lubię ludzi,boję się
ich, boje się że popełnię jakaś gafę.nawet do sklepu mi się nie chce
iść.staram się tylko dbać o dom,gotować-chociaż muszę sie do tego
zmuszać,ciągle myslami wracam do przeszłości do chwil kiedy byłam z
rodzicami,pełna zycia planów na przyszłość,albo do momentów pzepieknych kiedy
poznałam męża,bo dzieki niemu odzyskałam chociaz na krótko pewność
siebie.teraz nie mam ochoty nawet o siebie zadbać,jestem w trzecim miesiącu
ciązy i jaki ja przykład dam swojemu dziecku.pomóżcie,błagam jak odzyskać
zainteresowanie życiem,jak odnaleźć w sobie pasję..czy ja jestem chora czy po
prostu leniwa? a może to ten dom ( mąż mówi,że jak tylko do niego wchodzi to
nic mu sie nie chce)nie mogę znaleźć żadnej motywacji, może kiedy urodzi się
dziecko wtedy coś się ruszy? tęsknie za domem rodzinnym,(który mam w zasadzie
pod bokiem)jednocześnie bardzo kocham męża.czuje sie uwięziona ,zawieszona
pomiędzy teraźniejszościa a przeszłościa,którą zaczynam zyć.przyszlość napawa
mnie tylko lękiem.Czasem nachodzą mnie myśli,ze chciałabym nie zyć, że jestem
tylko ciężarem.wstyd mi.może ja nie dorosłam do roli żony, może w ogóle nie
dorosłam.życie mnie przerasta.ciągle czuje niepokój.kiedys byłam osobą
wierzącą ,wszystko zawierzałam Bogu,od paru lat nawet to straciłam.wszystkie
sprawy zostawiam na ostatnia chwilę mając przy tym wyrzuty sumienia.czuję sie
tez jak niewdzięcznica, bo wiem jakie ludzie przeżywają tragedie i mają
kłopoty..tylko,że ból duszy jest taki okropny jakby miał wiecznie trwać:(
proszę o odpowiedzi czy
rady tylko tych osób,które przeżywały coś podobnego.dziękuje.
M.