żyć???? nie wiem nawet co to znaczy.....

04.04.07, 14:34
Juz nie wiem do kogo się zwrócić..
Wszystko zaczęło sie na studiach kiedy zaczęłam tracić
zainteresowanie życiem, ale kontakt z ludźmi,egzaminy i jakoś sie kręciło.na
studiach poznałam kogoś ,a w zasadzie powinnam napisac nikogo, kompletne zero
dla którego straciłam prawie trzy lata zycia.okłamywał mnie i
oszukiwał.rodziców nie mogli przemówic mi do rozsądku ale przez to ,że ich
bardzo kochałam to
słuchałam czasem ich ostrych słów ... chciałam go zostawic i to bardzo,ale
facet wzbudzał we mnie takie poczucie winy i żalu ,że nie potrafiłam.grał na
moich uczuciach..
po walce sama ze sobą zostawiłam go,poczułam się wolna ale jednoczesnie się
nikim,kompletnie zeszmacona i czułam złość sama do siebie za to,ze byłam taka
durna, jego nienawidziłam i nienawidze z całego serca( myślałam,że nigdy nie
zaznam tego uczucia i nie jestem taka zawzięta)
Poznałam męża,po prostu ideał,wzieliśmy ślub.mieszkamy w tym domu
w którym mieszkałam z tamtym,nie wiem czy to te ściany przejeły taką złą
energię... cos tu chyba wisi w powietrzu bo nic mi się nie chce,odkąd byłam z
tamtym straciłam wszelkie zainteresowania, nie mam juz pasji, nie
czytam,telewizja mnie nudzi,taniec mnie juz nie kręci,perspektywa przyszłości
bardzo marnej zreszta -przezraża, czasem nawiedzają mnie głupie mysli aby
zemścić się na byłym,za to co mi i ze mną zrobił (przecież to bez sensu)czuję
się stara..nie lubię ludzi,boję się
ich, boje się że popełnię jakaś gafę.nawet do sklepu mi się nie chce
iść.staram się tylko dbać o dom,gotować-chociaż muszę sie do tego
zmuszać,ciągle myslami wracam do przeszłości do chwil kiedy byłam z
rodzicami,pełna zycia planów na przyszłość,albo do momentów pzepieknych kiedy
poznałam męża,bo dzieki niemu odzyskałam chociaz na krótko pewność
siebie.teraz nie mam ochoty nawet o siebie zadbać,jestem w trzecim miesiącu
ciązy i jaki ja przykład dam swojemu dziecku.pomóżcie,błagam jak odzyskać
zainteresowanie życiem,jak odnaleźć w sobie pasję..czy ja jestem chora czy po
prostu leniwa? a może to ten dom ( mąż mówi,że jak tylko do niego wchodzi to
nic mu sie nie chce)nie mogę znaleźć żadnej motywacji, może kiedy urodzi się
dziecko wtedy coś się ruszy? tęsknie za domem rodzinnym,(który mam w zasadzie
pod bokiem)jednocześnie bardzo kocham męża.czuje sie uwięziona ,zawieszona
pomiędzy teraźniejszościa a przeszłościa,którą zaczynam zyć.przyszlość napawa
mnie tylko lękiem.Czasem nachodzą mnie myśli,ze chciałabym nie zyć, że jestem
tylko ciężarem.wstyd mi.może ja nie dorosłam do roli żony, może w ogóle nie
dorosłam.życie mnie przerasta.ciągle czuje niepokój.kiedys byłam osobą
wierzącą ,wszystko zawierzałam Bogu,od paru lat nawet to straciłam.wszystkie
sprawy zostawiam na ostatnia chwilę mając przy tym wyrzuty sumienia.czuję sie
tez jak niewdzięcznica, bo wiem jakie ludzie przeżywają tragedie i mają
kłopoty..tylko,że ból duszy jest taki okropny jakby miał wiecznie trwać:(
proszę o odpowiedzi czy
rady tylko tych osób,które przeżywały coś podobnego.dziękuje.
M.
    • kasia2pac Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 15:01
      sory ale dla mnie to co ty piszesz to jest chore zapomnij wkoncu o tym co bylo
      masz meza powinnas sie cieszyc kochasz go to pokaz mu to itp a nie nic ci sie
      niechce tego nie tamtego nie dziewczyno za jakis czas spodziewasz sie dziecka z
      facetem ktorego kochasz to badz szczesliwa a nie ja na miejscu twojego meza to
      bym w glowe dostala nie dziwie sie ze mu sie nic nie chce !!!!!!!!!zastanow sie
      nad soba i ciesz sie z tego co masz
      • gesta Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 15:08
        zastanowiłam sie nad sobą i co dalej? mój mąż nic nie wie,bo za bardzo go
        kocham,żeby go martwic,przy nim mam uśmiech od ucha do ucha. wyraźnie napisałam
        o czyje opinie proszę, w tym wypadku na pewno nie o Twoja.
        • kasia2pac [...] 04.04.07, 15:11
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • florencja29 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 15:37
      A dla mnie nie jeste chora umysłowo. Moim zdaniem masz depresję. Sama ją kiedyś
      miałam, co prawda dawno, ale pamiętam co znaczy wspomniany przez Ciebie "ból
      duszy". Moim zdaniem powinnaś wybrać się do dobrego psychiatry, adepresja to
      normalna choroba jak kazda inna, którą sie leczy.

      Może tu znajdziesz coś dla siebie:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=99
      Życzę Ci dużo siły i szczęścia :)
      • lisia312 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 15:44
        Też myślę, że to depresja, dobry lekarz wskazany. Dodatkowo dochodzą wahania
        hormonalne w ciąży. Może zmiana domu byłaby dobra, ale najważniejsze, to dobry
        lekarz. Trzymaj się cieplutko, będzie dobrze. Jak coś, to możesz napisać do
        mnie na gazetowy. Pozdrawiam. Ewa
      • gesta Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 15:47
        zastanawiałam się aby pójść do specjalisty ale nie wiedziałam czy do psychologa
        czy do psychiatry.dziękuję serdecznie za odpowiedź.
        • pasmanteria11 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 18:46
          Uważam, że do psychiatry. Psychiatra to lekarz, a więc osoba bardziej
          profesjonalna od psychologa, który jest tylko magistrem. Psychiatra zna zarówno
          aspekty psychologiczne jak i farmakologiczne.I nie ma się czego
          wstydzić.Pozdrawiam.
      • franc_tireur Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 16:04
        Ściśle rzecz biorąc - depresja jest chorobą umysłową, co oczywiście nijak się ma
        do robienia z tego obelgi i bzdurzenia w stylu kasi2pac.
        A co do sedna sprawy - nie ma sensu amatorskie stawianie diagnoz na podstawie
        pojedynczej wypowiedzi na forum, ale jeżeli autorka wątku ma problem, z którym
        sobie nie radzi, jest to jak najbardziej wskazanie do wizyty u specjalisty -
        którego, to już sprawa drugorzędna, byle był dobry - dobry psycholog w razie
        takiej konieczności zasugeruje wizytę u lekarza, dobry psychiatra, jeżeli będzie
        trzeba, zaleci psychoterapię.
        • kasia2pac Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 16:20
          franc_tireur

          nie robie z tego obelgi itp poprostu wyrazilam to co myslalam!!!!!!ty masz
          pomoc a nie czepiac sie!!!!!
          • gesta Re: kasia2pac 04.04.07, 16:27
            przestań wrzeszczeć na wszystkich i nie odpisuj odnośnie tego wątku.Twoje
            zachowanie świadczy o tym,ze nie jesteś wiarygodną osoba aby udzielać rad. nie
            zaśmiecaj forum.
    • jeanne72 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 17:01
      Myślę, że bez wizyty u lekarza się nie obejdzie. Powinnaś zażywać środki
      antydepresyjne - są już dostępne dobre leki, po których poprawa samopoczucia
      następuje względnie szybko, a one same nie powodują dużych skutków ubocznych.
      Sama sobie z tym nie poradzisz. Oczywiście najlepsza byłaby wizyta u psychiatry,
      ale leki takie może też przepisać lekarz rodzinny.
      • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 08:18
        coś mi się wydaje, że odezwała się młoda pani doktor, której zrobili wodę z
        mózgu na studiach. Bez urazy oczywiście. Pracuję z lekarzami i jestem przerażona
        z jaką lekkością przepisuje się chorym tony leków. Są inne sposoby niż
        szprycowanie się chemią. Przykro mi, ale ja do końca nie ufam lekarzom. Wolę
        zjeść skrzynkę pomidorów, niż łyknąć tabletkę Kalipozu zleconą przez niego.
        Medycyna akademicka powinna się nieco otrząsnąć, by nie robić prania mózgów
        młodym lekarzom, którzy potem błyskają wiedzą z farmakoterapii i trują ludzi.
        • franc_tireur Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 08:38
          Cała ta dyskusja jest jak Twój nick.
          O ewentualnym leczeniu możemy zadecydować po postawieniu rozpoznania - czyli po
          OSOBISTYM ZBADANIU PACJENTA (tu, moim zdaniem, błąd Jeanne polegający na zabawie
          w doktora na dystans). Żadna diagnoza nie została postawiona, a Wy się spieracie
          o leczenie.
          Z drugiej strony o ewentualnym leczeniu farmakologicznym decyduje się, kiedy ma
          się pewność, że przyniesie pacjentowi korzyści. Są schorzenia, w których bez
          farmakologii można się obejść, a podstawę leczenia stanowi psychoterapia i są
          psychozy, przy których choćbyś zjadła szklarnię pomidorów i prowadziła terapię
          przez lata świetlne, efekt będzie żaden. Dzięki lekom część chorych psychicznie
          jest w stanie w ogóle funkcjonować, więc takie trucie o truciu ludzi jest
          zupełnie bezsensu(70).
          • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 09:07
            panie doktorze, ja nie odrzegnuję się od farmakoterapii, tylko zwracam uwagę na
            problem nadużywania leków przez społeczeństwo a zapominanie o wielu naturalnych
            metodach, ziołach i zdrowej diecie. I do lekarzy, jako ludzi kształconych,
            należy edukacja pacjenta w zakresie profilaktyki chorób, diety, a nie
            ograniczanie się do wypisywania recepty. Nie musi mnie pan uświadamiać, że są
            stany, kóre wymagają bezwzględnie leczenia farmakologicznego, ale jeśli nie
            podziela pan zdania, że generalnie nadużywa się leków, to znaczy,że panu też
            niczego sobie nałożyli do mózgu na studiach. Co do mojego nicka wynika on z
            poglądów natury filozoficznej, nie mając związku z problemami medycznymi.
            • franc_tireur Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 09:52
              Leki w Polsce są nadużywane, a są to w większości leki dostępne bez recepty,
              które pacjenci aplikują sobie bez udziału lekarza. Wierzę, że zdarzają się
              przypadki, w których lekarze zlecają leczenie farmakologiczne bezzasadnie, ale
              nie o patologiach chciałam tu mówić, tylko o tym, jak leczyć należy. I to całe
              gadanie o "praniu mózgu" i "truciu lekami" odbieram trochę jako atak, co
              najgorsze opierający się tylko na Twoich wyobrażeniach.

              Na studiach uczono mnie wielokrotnie o sytuacjach, w których farmakoterapia czy
              też inne działania lecznicze są niepotrzebne, a mimo to są stosowane - począwszy
              od rutynowej antybiotykoterapii w przypadku zakażeń górnych dróg oddechowych a
              skończywszy na elektrokoagulacji szyjki macicy w przypadku nieszczęsnej
              "nadżerki". Uczono mnie także choćby o suplementacji potasu za pomocą bananów i
              soków pomidorowych, zwłaszcza u pacjentów, którzy np. z racji choroby
              nowotworowej są już i tak skazani na zażywanie ton leków. I o wielu jeszcze
              rzeczach, o których nie masz pojęcia, ale wygłaszasz sztampowe opinie o "praniu
              mózgu".
              • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 10:48
                dobrze, że odbierasz to jako atak, bo to jest atak, po to aby wstrząsnąć
                wszystkimi ludżmi! Masz rację, że wielokrotnie chorzy sami sięgają po leki bez
                konsultacji z lekarzem(bo antybiotyk stary znależli w domu, a właśnie zeczęli
                kichać i coś w gardle drapie, o zgrozo). ale lekarze nie są święci i nie ma się
                co obrażać, bo mnie nie o to chodzi. Chcę głośno mówić o problemie, bo to jest
                duży, współczesny problem. Bo to do was należy uświadamianie pacjenta. Od was
                niech idzie przykład. Gdzie w naszym kraju jest profilaktyka? Rozwijają się
                tylko prężnie firmy farmaceutyczne, które wymyślają coraz to nowe antybiotyki,
                bo nic już na wyjałowione organizmy nie działa. Rozwijają się pracownie
                endoskopowe i kliniki onkologiczne, zamiast propagować zdrowe odżywianie.
                Przykłady można mnożyć. Wielokrotnie spotkałam się z nadużywaniem leków przez
                lekarzy, więc proszę zrozumieć moje rozgoryczenie i nieufność w stosunku do nich.
          • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 09:11
            a do psychozy to chyba autorce tematu daleko.
            • franc_tireur Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 09:53
              Tak się składa, że depresja, którą zdiagnozowało na podstawie jednego wpisu
              konsylium forumowych specjalistów, jest psychozą.
              • florencja29 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 12:38
                Jeśli juz mówimy "konsylium forumowych specjalistów", to chciałabym zauważyć, że
                owi forumowi specjaliści tylko sugerują, gdybają, natomiast prawie wszyscy
                wysyłają autorkę wątku do specjalisty, nikt tu nie próbuje zastąpić lekarza, ja
                np. nie czuję się upważniona. Także nie wiem po co ta aluzja?
                Autorka wątku napisała, pyta, miałam kiedyś podobny okres w życiu, pomyślałam,
                ze chętnie jej pomogę chociaż słowem. Bo wiem, ze wtedy jest na prawdę ciążko,
                nawet wsać z łóżka, a co dopiero zacząż działać - np. pójść do lekarza.
                • franc_tireur Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 13:02
                  No i bardzo dobrze - pocieszyć, wesprzeć, zasugerować wizytę u specjalisty. Ale
                  sugerowanie tej czy innej jednostki chorobowej i dywagacje na temat leczenia na
                  podstawie jednego wpisu na forum jest bez sensu.
                  • florencja29 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 14:26
                    Z tym się zgadzam. Ale od czegoś trzeba zacząć. Np. od pójścia do psychiatry.
                    Nawet jesli nie będzie to trafiona sugestia - to chyba nie zaszkodzi
                    założycielce wątku. Odnosnie leczenia, to już trochę za daleko, tym bardziej, że
                    jest ona w ciąży.

                    A tak poza tym, ja tez kiedyś napisałam na forum o swoich dolegliwościach. Nie
                    szukałam na nim 100%-pewnej diagnozy, chciałam poznać tylko opinię osób. kt.
                    dolegało coś podobnego. To chyba jest jasne samo przez się, że to jednak lekarz
                    stwaia diagnozę i leczy - a nie forumowicze. Dla mnei jest to jasne i mam
                    nadzieję, że dla innych także. Co innego gdyby było to forum eksperckie.
        • jeanne72 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 16:20
          Otóż bezsensu wyobraź sobie, że czasem zastosowanie farmakoterapii jest
          niezbędne, by ktoś mógł zacząć prawidlowo funkcjonowac. Nikt nie stawia tu
          diagnoz i nie zaleca leczenia - zresztą leki antydepresyjne są na receptę, więc
          autorka sama nie zdecyduje o ich zażywaniu. A napisałam to po to, by uświadomić
          co niektórym, że depresja nie jest wyłącznie skutkiem jakiegoś negatywnego
          myslenia, ale wymiernych zmian biochemicznych w mózgu. I czasem konieczne jest
          po prostu uzupelnienie pewnych substancji, by chory mógł "wrócić do normalnego
          świata". Bez tego może chodzić 20 lat na terapię i nic z tego nie wyniknie.
          Ludzie boją się takich leków jak ognia, tymczasem nie daja one takich efektów
          ubocznych, jak się co niektórym wydaje. Poza tym wielu ludzi za nic nie pójdzie
          do psychiatry czy psychologa - w takiej sytuacji dobrze jest zwrócić się o pomoc
          do lekarza rodzinnego. Lepsza taka pomoc niż żadna. A przekonywanie na forum, że
          "pójście do psychiatry to żaden wstyd", nie ma sensu, bo i tak nikt w to nie
          uwierzy. Nie w naszym spoleczeństwie. I nie jest prawdą, że ja tu się bawię w
          leczenie - gdyby tak było, podałabym nazwe leku i napisała, ile razy dziennie
          autorka ma go zażywać. Nic takiego nie robię.
          I jeszcze jedno - żaden wykladowca nie wtłacza nam do glowy, że jedynym sposobem
          leczenia jest faszerowanie ludzi chemią. Ale czasem nie ma innego wyjścia.
    • piksinska1 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 21:55
      Do specjalisty idź jak najbardziej, ale żadnych leków nie bierz. Jesteś w ciąży i mogłyby zaszkodzić
      dziecku.Myślę z resztą, że lekarz weźmie to pod uwagę.Powodzenia.
      • venus22 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 04.04.07, 22:24
        potrzebna ci jest tez psychoterapia.


        Venus
        • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 07:53
          bardzo dobrze cię rozumiem, bo podobnie dzieje się ze mną. Niestety, sprawa nie
          jest taka prosta. Jednemu pomagają leki, drugiemu psychoterapia, trzeci
          potrzebuje tylko wsparcia bliskiej osoby a czwarty poradzi sobie sam. I zanim
          człowiek znajdzie swoją drogę to często musi minąć dużo czasu. A ty czasu nie
          masz. Musisz uporać się z problemem przed porodem. Koniecznie!!! Nie zwlekaj,
          działaj, szukaj dla siebie najlepszego rozwiązania, bo kiedy urodzisz dziecko
          będzie za póżno. Czy myślisz, że mąż mógłby cię zrozumieć? Ja na twoim miejscu
          zwierzyłabym się najbliższej osobie. To bardzo pomaga. Trudno jest dawać rady,
          bo każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Musisz sama
          znależć dla siebie drogę. Miałam wiele do czynienia z nerwicą i depresją, sama
          też walczę z tymi chorobami. Mogę podzielić się doświadczeniami jeśli chcesz,
          może masz jakieś pytania. Chętnie porozmawiam.
          • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 07:57
            przeczytałam swój post i stwierdziłam, że jest napisany za bardzo w tonie
            pesymistycznym. Więc czym prędzej chcę dodać, że ja walczę skutecznie, więc
            mocno wierzę, że i tobie się uda.
            • venus22 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 09:13
              poprawka - tu potrzebna i psychoterapia i lekarstwa.

              Venus
              • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 09:25
                poprawka czego? Ja nic nie napisałam co jest potrzebne.
                • bezsensu70 Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 09:27
                  ah! poprawiałaś(eś) siebie.
    • prow-or Re: żyć???? nie wiem nawet co to znaczy..... 05.04.07, 11:08
      gesta napisała:

      > Juz nie wiem do kogo się zwrócić..
      > Wszystko zaczęło sie na studiach kiedy zaczęłam tracić
      > zainteresowanie życiem,.....
      Problem wydaje się byc złożony jednak dostrzegłem wątek pasujący mi do pewnej historii starszej kobiety (76 lat), o której właśnie przeczytałem. Pisze o sobie, że od dłuższego czasu była apatyczna i senna. Brakowało jej energii, nie cieszyły ulubione zajęcia. Przez cały dzień była znużona, w nocy miała problemy ze snem, wstawała bez chęci do życia. Gdy apatia się pogłębiła wylądowała w końcu u lekarza i okazało się, że ma cukrzycę. Podjęta terapia spowodowała zmianę poziomu cukru i kobiecie wróciła chęć do życia, rozpierała ją energia. Tak, wiem, jesteś w ciąży i z pewnością masz już za sobą badania lekarskie. A może jednak warto poddać się jeszcze raz badaniom bardziej starannym, także odwiedzić psychiatrę? I nie ociągaj się z decyzją. Jesteś w ciąży i odpowiadasz już nie tylko za siebie.
    • gesta Re: folrencja29 i cd.wypocin-dla jasności... 05.04.07, 13:27
      dziękuję za te mądre słowa Tobie i tym osobom ,które próbowały mi jakoś
      pomóc.naprawdę jestem Wam wdzięczna.chciałam dodać ,że miałam w tym trudnym
      okresie spotkanie z psychiatrą, który nawet nie wysłuchał tego co mam do
      powiedzenia tylko stwierdził,że jeśli nie pale nie piję, nie puszczam się
      (cyt.lekarza) i nie ćpam to jestem normalna ,a jeśli "stary" sie tam coś do mnie
      czepia, to trzeba to olać ,bo przechodzi okres pokwitania(dokładnie cytuje
      lekarza) po tym skończył palić papieroska i odprawił mnie z jakąś receptą.kiedy
      trafiłam do pani psycholog,której próbowałam wytłumaczyć,ze nie chce być z tym
      który tyle razy mnie okłamał i rodzice naciskają żebym nie marnowała sobie z nim
      życia,a nie mam siły odejść- ona stwierdziła,ze należy dać mu szansę- jak można
      dawać szansę człowiekowi,który kłamie mi prosto w oczy,o jego przeszłości
      dowiaduje się po ponad dwóch latach,który buntuje mnie przeciwko rodzicom,po
      kryjomu bierze narkotyki itd.-wstyd pisać z kim się zadawałam.trzeba trafić na
      prawdę na dobrego specjalistę. kiedyś koncząc szkołę podstawową trafiłam do na
      psychoterapię grupową, była tam młodzież z róznymi problemami,jedni niesmiali
      tak jak ja wtedy inni agresywni,zbuntowani..psycholog ,która prowadziła te
      zajęcia była wspaniałym człowiekiem, odmieniła moje życie.do czego zmierzam-do
      takiej formy leczenia jestem chyba najbardziej przekonana. niestety nie pamietam
      nazwiska tej pani i nie wiem,czy dzisiaj przed jakimkolwiek psychologiem czy
      nawet psychiatrą przełamię sie aby opowiedziec o tym wszytskim co mnie gnębi.tym
      bardziej ,ze kiedy szukałam pomocy nie bardzo ją znalazłam.czytałam różne
      poradniki,które zaszczepiały we mnie wiarę na parę dni a później to
      samo..wiem,ze moze jestem pesymista na dodatek,ale ja nie pokazuje tego
      światu,każdy ma mnie za super mądrą pełną humoru babę.staram się być dla
      wszystkich miła i uprzejma. tylko mąż "coś" tam wie, ale on mnie nie uleczy.wiem
      tylko jedno i tego jestem pewna-pierwszą rzeczą która musze zrobić i której
      pragnę z całego serca to uwierzyć w siebie.znowu sie rozpisałam,wybaczcie..
      • lisia312 Re: folrencja29 i cd.wypocin-dla jasności... 05.04.07, 20:45
        przykro mi, ale już nic nie rozumiem....., przecież mąż podobno wspaniały, to o
        kim piszesz, że taki okropny?
Pełna wersja