patisson1
25.05.07, 20:03
Od długiego czasu żyję w stresie, w autentycznie toksycznym otoczeniu.Każdy
dzień to próba sił.Wkrótce zmienię środowisko i bezpośrednie przyczyny
znikną. Jestem zdołowana, smutna, nie umiem się rozluźnić, jestem spięta,
złośliwa, opryskliwa, prawie wcale się nie śmieję, a kiedyś ... było inaczej.
Mam kłopoty ze snem. Nie mogę zasnąć, bo jestem podekscytowana, jak na
egzaminie, nawet o 1 w nocy, mimo, że jestem zmęczona.Czuję, że mam w sobie
za dużo adrenaliny. Budzę się sporo przed budzikiem i nadal jestem zmęczona,
ale nie mogę zasnać, kłębią się we mnie złe emocje, stres i strach. Miałam
kłopoty z żołądkiem, biegunki poranne, ale to jakoś mam chyba za sobą. Gdy
patrzę do lustra, widzę smutną, zawziętą twarz z zaciśniętymi ustami.Wyglądam
źle, smutno. Ciuchy tu nie pomagają, ani dbanie o siebie, bo to nadal robię,
po prostu nie ma we mnie światła.Biorę antydepresant, kolejny zresztą.
Myślałam, że po 2 tygodniach brania,ten wreszcie zadziałał. Niestety po
kolejnej kulminacji stresu, poczułam, że już mi nie pomaga.
Tak jak na początku wspomniałam - wkrótce wyjdę z tego środowiska i chyba
będą warunki ku nomalnemu życiu.Może macie pomysł, co robić z sobą/dla
siebie, żeby ten proces powrotu był jak najszybszy? I dla psychiki i dla
ciała.