magdalaena1977
04.06.07, 00:00
Lubię swoją pracę - robię to, o czym od dawna marzyłam, mój zawód dostarcza mi
mnóstwo satysfakcji, intelektualnej inspiracji, możliwości rozwoju. Nie
zamieniłabym jej na żadną inną, mimo średnich zarobków. Ale ... Jednocześnie
jest to praca bardzo wymagającą, stresująca i terminowa. Pracuję o wiele
więcej niż standardowe 40 godzin tygodniowo, także w domu, często wieczorami i
weekendy. Muszę dokształcać się, czytać fachowe artykuły. Sama aktywność
zawodowa wymaga funkcjonowania na najwyższych obrotach - nie ma mowy o leniwym
przewracaniu kartek przy biurku czy stukaniu od niechcenia w klawiaturę.
I przez to niezbyt fajny jest wpływ pracy na moją wagę. Do efektywnej pracy
potrzebuję energii i to energii płynącej z odpowiedniej ilości jedzenia -
głodna jestem mało kreatywna i ospała, a nic mnie tak nie podkręci w środku
dnia jak dawka węglowodanów. Zapotrzebowanie na energię nie przekłada się
jednak na formalne zużycie kalorii przez organizm - podczas intensywnego
myślenia i gadania obrastam tłuszczykiem :-(
Z kolei po pracy jestem straszliwie zmęczona - przychodzę i padam na łóżko
albo na krzesło w kuchni. Nadal jestem głodna i wykończona, a jedynym
skutecznym odpoczynkiem jest dla mnie znowu fizycznie bierne siedzenie
(książki, internet, TV) - zresztą mam wrażenie, że po ciężkim dniu pracy
należy mi się coś przyjemnego. W takich chwilach wyjście na miasto czy na
zakupy jest zbyt męczące, nie mówiąc o jakichś sportach. W efekcie na dalszą
metę nie mam dość czasu na żadne regularne ćwiczenia.
Jako to jest ?
Dlaczego praca umysłowa jest tak energożerna, a jednocześnie nie spala kalorii ?
Dlaczego po pracy umysłowej czuję się fizycznie zmęczona ?
Czy ktoś z Was ma pomysł na wyjście z tego błędnego koła ???