Dodaj do ulubionych

Z archiwum dr. Frankensteina

13.11.07, 09:53
hmm za dawkę "cholernie mocną" LSD uważa się 0,5 mg - czyli słoń otrzymał
dawkę 600 razy za dużą. masa ciała, nie jest tutaj aż tak istotna jak w
przypadku innych specyfików...

może doktorek powinien był najpierw sam spróbować, nawet normalnej dawki?
jestem pewien że na drugi dzień miałby średnio 90% mniej kretyńskich pomysłów
Obserwuj wątek
    • eurfizyk Z archiwum dr. Frankensteina 13.11.07, 11:58
      W Instytucie Problemów Jądrowych w Świerku do dzisiaj na
      kierowniczych stanowiskach pracują pseudonaukowcy, którzy na
      polecenie władz w stanie wojennym badali tzw. "zimną fuzję" uznaną
      oficjalnie przez społeczność fizyków za hochsztaplerstwo. Natomiast
      ci naukowcy, którzy protestowali przeciwko pseudonaukowym
      eksperymentom prowadzonym za publiczne pieniądze zostali usunięci z
      pracy i do dzisiaj nie mogą powrocić do swoich warsztatów pracy. Co
      na to Redakcja Gazety Wyborczej?
      • naels Re: Z archiwum dr. Frankensteina 13.11.07, 15:47
        > pracy i do dzisiaj nie mogą powrocić do swoich warsztatów pracy.
        Co
        > na to Redakcja Gazety Wyborczej?

        A dlaczego akurat redakcja Gazety Wyborczej ma "cos" na to? Czy to
        niby redaktorzy Wyborczej zwalniali tych fizykow?
      • r_przekop Re: Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 09:32
        A cóż to oznacza że coś jest uznane przez jakąś społeczność?
        Jeżeli społeczność matematyków uzna że pi to 7,56 to również tak będzie?
        Afera z zimną fuzją zaczęła się w 1989 roku i do tego czasu nie było
        "oficjalnego uznania" przez społeczność za coś niemożliwego. Mylisz Pan fakty,
        daty i zdarzenia. W IBN oraz na WAT badano nie zimną fuzję lecz fuzję laserową,
        a więc reakcje o energiach zbliżonych do "gorącej" fuzji, czyli klasycznych
        reakcji termojądrowych

        jeśli chodzi o temat fuzji to wielcy europejscy naukowcy z CERN wtopili miliardy
        euro podatników w próbę uzyskania kontrolowanej fuzji jądrowej i nikt z tego
        powodu hałasu nie robi. Nakłady badawcze na tzw. "zimna fuzję" są kilkuset
        krotnie niższe a efekty porównywalne a nawet i lepsze !

        Na koniec mała przestroga dla kiepskich fizyków którzy nie wychodzą poza ramy
        tego co w danym momencie jest uznawane za możliwe - historia zna tak wiele
        przypadków odkryć i wynalazków które w czasach swego odkrycia były uznawane za
        niemożliwe, absurdalne itd. że jest to nauczka dla ludzi operującymi takimi
        kategorycznymi stwierdzeniami. Przełomów dokonują ci którzy robią rzeczy
        powszechnie uznane za niemożliwe i absurdalne.

        Jeśli chodzi zaś o zimną fuzję, lub też poprawnie - niskoenergetyczne reakcje
        jądrowe (LENR) to doczytaj sobie Pan trochę co się w temacie dzieje.


    • olias Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 07:20
      to nie naukowcy są głupi. TO MY!
      Społeczeństwa ciężko pracuja na tego rodzaju zabawy durni z
      tytułami. Zaś PL jest bez wątpienia liderem hopsztaplerstwa na skalę
      świata. Polska nauka to czyste średniowiecze. Z doktorantami
      wchodzącymi głęboko w profesorskie d...y. Z pseudonaukowym bełkotem.
      Z nikomu niepotrzebnymi badaniami. Brakiem jakichkolwiek sukcesów.
      jakieś 2-3 lata temu w tv dziennikarka rozmawia z prof, cudotwórcą
      od "blue ray" (pamietacie polski niebieski laser??????; sukces na
      skalę galaktyczną ;-( ). Dziennikarka pyta - a firmy zagraniczne
      robią miliardy na napędach blue ray. A my? Profesor - to trywialne
      rozwiązanie, ja się takimi rzeczami nie zajmuję. Po czym obsobaczył
      rząd, bo mu kasy na jego badania nie daje.
      • agent.orange Re: Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 11:18

        > świata. Polska nauka to czyste średniowiecze. Z doktorantami
        > wchodzącymi głęboko w profesorskie d...y. Z pseudonaukowym bełkotem.
        > Z nikomu niepotrzebnymi badaniami.


        Jestem doktorantem na ścisłym kierunku państwowej uczelni, na wydziale
        najlepszym wg. rankingów i mogę powiedzieć, że to po części jest prawda (choć
        mój promotor to specjalista jakich mało w Polsce). A będzie jeszcze gorzej. W
        polskiej nauce tkwi w większości beton, którego nie da się ruszyć a nowi ludzie
        kompletnie nie mają motywacji aby cokolwiek zmienić. Student z przeznaczeniem na
        naukowca powinien być bardzo dobry. Ale co uczelnia może zaoferować studentowi?
        Stypendium doktoranckie to u nas 1000zł (w duuużym mieście) - ten sam dobry
        student klepiąc kod dostanie na początek 4-5 razy więcej pieniędzy. Do tego po 4
        latach doktoratu nadal nie masz nic. Najlepsi ludzi, takich zazwyczaj jest
        4-5/rocznik wyjeżdżają za granicę albo odchodzą do biznesu. Nikt normalny nie
        będzie za 1000zł wegetował dla dobra nauki. To pierwsza rzecz. Druga, że do
        niektórych nauk ścisłych potrzebne są pieniądze na badania. I kilka tysięcy a
        najmniej kilkadziesiąt, bo pewnych ograniczeń nie da się przeskoczyć. Ja sam do
        mojej pracy mgr kupowałem za własne pieniądze na allegro podzespoły i sprzęt
        laboratoryjny, za które nikt mi nie oddał. Często jest tak, że zamiast skupić
        się na doświadczeniu walczy się z 40-letnim sprzętem pomiarowym albo robi
        wszystko samemu od podstaw - to też mam za sobą: uczelnia nie miała środków na
        kupno sprzętu laboratoryjnego więc sam za własne pieniądze robiłem sprzęt - na
        pewno o gorszych parametrach niż fabryczne. W takich warunkach beton nie ma co
        robić. Nie ma zdolnych ludzi, nie ma sprzętu na którym można coś robić, więc ten
        kto jest robi się to co można.
        Jak czytam publikację z mojej dziedziny, to wiedzę że to co robimy jest 20-30
        lat za resztą świata i NIGDY nie nadrobimy tej różnicy. W efekcie młodzi ludzie
        którz chcą robić naukę wyjeżdżają za granicę, bo tutaj nie ma żadnych perspektyw.


        > Brakiem jakichkolwiek sukcesów.
        > jakieś 2-3 lata temu w tv dziennikarka rozmawia z prof, cudotwórcą
        > od "blue ray" (pamietacie polski niebieski laser??????; sukces na
        > skalę galaktyczną ;-( ). Dziennikarka pyta - a firmy zagraniczne
        > robią miliardy na napędach blue ray. A my? Profesor - to trywialne
        > rozwiązanie, ja się takimi rzeczami nie zajmuję. Po czym obsobaczył
        > rząd, bo mu kasy na jego badania nie daje.

        Ale tak właśnie jest. Nikt normalny za fundusze jakie dostał Unipress/Instytut
        Wysokich Ciśnień PAN nie podjąłby się tych badań. Firmy zagraniczne robią
        miliardy bo mają pieniądze na (a) ludzi którzy to robią (b) badania. A u nas nie
        ma nawet przemysłu. Skąd profesor czy innych człowiek ma wyczarować 2 miliony
        euro na badania? A w Polsce nie istnieje biznes, który może to sfinansować.
        Wniosek jest jeden
        • olias Re: Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 11:50
          nie wiem czy się dobrze rozumiemy. mój punkt widzenia to punkt
          gościa z pzremysłu który potrzebuje instytutu zdolnego dać mu
          technologię zdolną do produkcji produktu który można sprzedać. I
          tyle. Nic więcej. Z racji swojej pracy (przemysł chemiczny)
          widziałem tzw granty ale i inne możliwości ssania kasy firm i
          państwa. Efekt - zero. Bo współczesny polski naukowiec żyje w
          świecie iluzji. Zamknięci w Wieży z Kości Słoniowej nie mogą zrobić
          nic pożytecznego bo są w sposób doskonali oderwani od świata. jak mi
          mają rozwiązać problem z jakim boryka się mój klient, jeśli nie
          wiedzą o istnieniu tego problemu? Mając dużą bez wątpienia wiedzę
          wysokich lotów wiedzy TEORETYCZNEJ z mojej "działki" mają mnie niż
          laborantki z obsługi produkcji. Taka jest moja ocena stanu rzeczy.
          Wracając do owego nieszczęsnego błękitnego lasera który miał być
          polskim sukcesem. czytałem (nie wiem jak się skończyło) że
          prokuratura sprawdzała poprawność wydawania kasy, bo się okazało że
          wyniki były lekko fałszowane). Zaś niechęć prof do trywialnych
          rozwiązań oznacza to co w polskiej nauce jest wszechpotężne.
          Zainteresowanie tylko czysto niepraktycznymi sprawami. Coś co można
          zastosować jest niegodne uwagi Pana Prof.
          Kilka lat temu na jakimś sympozjum mlody doktorant chwalił się swją
          pracą. Ponieważ uznaliśmy z kolegą że możemy przetestować
          przydatność jego produktu do naszych zastosowań zaproponowaliśmy
          taką rzecz .Za darmo. Za friko. Bez zbędnej biurokracji. Bez żadnych
          komplikacji i papierów. Pan dasz próbkę, my przekażemy czy to się
          nada .jak tak - to masz sukces.
          Tyle że on miał to w d... . On robił doktorat.
          To tyl;ko potórzę za śp. prof Groszkowski: Przed wojną chemik
          zaczynał karierę naukową po studiach w przemyśle. Nie można było
          zostać profesorem nie mając praktyki przemysłowej.
          Dziś ... wybaczcie, ale polskim naukowcom nie dałbym nawet 10 gr. Bo
          po co?
          • titta Re: Z archiwum dr. Frankensteina 21.11.07, 21:22
            Jest na to proste lekarstwo: swinansowanie magisterek i doktoratow
            wykonywanych w spolpracy z dana fabryka (czasem potrzebne jest
            rowniez do tego laboratorium.) choc przyznaje, ze nie wiem czy to
            mozliwe w Polsce...
            "Ponieważ uznaliśmy z kolegą że możemy przetestować
            > przydatność jego produktu do naszych zastosowań zaproponowaliśmy
            > taką rzecz .Za darmo. Za friko. Bez zbędnej biurokracji. Bez
            żadnych
            > komplikacji i papierów. Pan dasz próbkę, my przekażemy czy to się
            > nada .jak tak - to masz sukces.
            > Tyle że on miał to w d... . On robił doktorat." No i slusznie, nie
            za to mu placa, nie jest tez wlascicielem swoich badan. W noramalnej
            rzeczywistosci ten jego produkt powinien byc opatentowany,
            a "przetestowanie" nie za friko tylko za sowitym wynagrodzeniem.
            Niestety dla instytutu, a nie dla badacza. Jednak dzieki
            temu "zachodnie" politechniki stac i na pensje i na laboratoria...
    • wesoly_siewca_pesymizmu ??? 14.11.07, 08:28
      Jakaś ściema z tym słoniem. Wystarczyło poczytać o wcześniejszych badaniach:
      "Jednorazowa dawka LSD waha się w przedziale od 100 do 500 µg, jest to mniej
      więcej jedna dziesiąta masy ziarenka piasku. Efekt progowy występuje już przy 20
      µg. Maksymalne dawki przyjmowane przez ludzi to około 1 mg,"
      pl.wikipedia.org/wiki/LSD
      I co najważniejsze:
      "Przedawkowanie LSD ze skutkiem śmiertelnym jest praktycznie niemożliwe.
      Zagrożenie dla życia mogłoby stanowić spożycie 1 grama LSD."

      Co więcej, zastanawiające jest skąd koleś wziął 273mg LSD?? Przecież:
      1. To potworna kasa
      2. Olbrzymia ilość, która wystarczyłaby na wiele porcji.

      Kitem mi tu pachnie na kilometr.
      • speedy13 Re: ??? 14.11.07, 09:10
        Hej

        wesoly_siewca_pesymizmu napisała:

        > Jakaś ściema z tym słoniem. Wystarczyło poczytać o wcześniejszych
        badaniach:
        > "Jednorazowa dawka LSD waha się w przedziale od 100 do 500 µg,
        jest to mni
        > ej
        > więcej jedna dziesiąta masy ziarenka piasku. Efekt progowy
        występuje już przy 2
        > 0
        > µg. Maksymalne dawki przyjmowane przez ludzi to około 1 mg,"

        Czyli na porównywalną wagę ciała słoń powinien dostać około 50 mg.
        Ale tak naprawdę to bardziej skomplikowane. Być może goście
        porównali rozmiary mózgu albo jakiejś części mózgu człowieka i
        słonia i stąd wyszedł im taki przelicznik. Trochę jednak dziwne że
        im słoń zdechł, może w swoich wizjach zobaczył cóś nie tego i dostał
        zawału albo coś w tym rodzaju :) . Bo to jednak ssak o podobnym
        metabolizmie do naszego, co właściwie mu się stało? człowieka by
        pewnie taka dawka nie zabiła.

        >
        > Co więcej, zastanawiające jest skąd koleś wziął 273mg LSD??
        Przecież:
        > 1. To potworna kasa


        No przecież nie kupił u dealera na ulicy :) wyprodukował sobie lub
        kupił od firmy medycznej (w latach 60. LSD był na liście leków).
        Ogólnie większość narkotyków to proste i tanie w produkcji
        substancje, ich wysoka cena wynika w zasadzie tylko z faktu że są
        nielegalne (ryzyko musi się opłacać a osoba uzależniona i tak
        zapłaci każde pieniądze).
        • nessie-jp Re: ??? 14.11.07, 22:49
          > słonia i stąd wyszedł im taki przelicznik. Trochę jednak dziwne że
          > im słoń zdechł, może w swoich wizjach zobaczył cóś nie tego

          Dużo bardziej prawdopodobne, że po prostu organizm tego ssaka inaczej
          metabolizuje kwas lizergowy i inaczej na niego reaguje. Dla kotów amfetamina ma
          działanie uspokajające, a waleriana
    • maaac Głupota oceniajacych "głupotę" naukowców. 14.11.07, 08:41
      Zgodzę się z faktem, że od strony metodologicznej czy też etycznej
      były to głupie eksperymenty ale czy postawione w nich pytania
      naprawdę były głupie? Jak dla mnie głupie były tylko drogi, którymi
      chciano znaleźć na nie odpowiedź.
      1. Jak się zachowa słoń po zażyciu LSD?
      Jak się zachowują różne organizmy pod wpływem różnych środków
      chemicznych/farmaceutyków to normalna wiedza
      medyczna/biologiczna/biochemiczna. Głupie było eksperymentowanie na
      słoniu zwłaszcza nie znając dawki śmiertelnej.

      2. Czy żołnierz potrafi zachować spokój w obliczu śmierci?
      Psychologia żołnierzy to jeden z hmmm okrutnie to brzmi ale
      ważniejszych spraw dla wojskowych. Oni takie sprawy muszą badać. Był
      już w GW artykuł o tym że ze stresu tak naprawdę niewielu żołnierzy
      potrafiło zabijać przeciwnika. Dziś wojsko osiągnęło "sukces"
      wydajność zabijania przy pomocy tej samej broni była by znacznie
      wyższa - robi się rekrutom lepsze szkolenie czyli pranie mózgów.

      3. Czy śmiech wywołany łaskotkami jest wrodzony, czy wyuczony?
      Sadyzm nad własnymi dziećmi ale... które zachowania są wrodzone, a
      które nabyte to normalna wiedza medyczna/biologiczna. Tyle że wynik
      badań na 1 osobie ma zerowe znaczenie naukowe.

      4. Czy emocje odbijają się tak samo na każdej twarzy?
      Też normalne badania behawioralne dokładnie tak samo jak reacje
      panów na widok kołyszących się pośladków pań. Oczywiście sposób z
      mordowaniem szczurów jest okrutny.

      5. Co podnieca indyki?
      A za jaka sylwetką będa podążać kaczuszki? Kto nie zna tych badań?
      Też normalna sprawa choć może co niektórych smieszyć.

      6. Przepis na ożywianie zmarłych.
      A "kopanie prądem" "martwych" nie było by smieszne jeszcze ileś lat
      temu? Teraz wiemy już na tyle o róznych rodzajach smierci że te
      badania wydają nam się smieszne ale wtedy .. wcale nie musiały być
      takie głupie.
    • beavis242 Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 09:31
      Najbardziej interesujace eksperymenty o doktorze ktory pil jury lub Rosyjski
      doktor ktory przyszyl glowe psa do innego psa nie opisali, a to sa dopiero
      historie.

      Polecam przeczytac artykul w orginale.
      • maaac Re: Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 10:57
        danka1100 napisała:

        > badania amerykańskich naukowców prowokują u mnie zawsze uśmiech.
        > Sama nie wiem dlaczego
        Czynnikiem krytycznym jest ignorancja. Jak pisałem wyżej nie tematy
        były głupie, a sposób przeprowadzenia badań.
      • lungompa Re: Z archiwum dr. Frankensteina 19.06.08, 16:59
        A moze powinnie Cie Danusiu zbadac polscy naukowcy ? :)
        Co Ty wiesz o nauce w USA - na podstawie tego artykolu o glupich
        doswiadceniach oceniasz cala nauke w USA ?
        No to gratuluje - a teraz wylacz kompa i prosze idz wydoic krowy...
    • radykalne_oko Ten artykuł to *plagiat* 14.11.07, 11:03
      Ten art. to w znacznej mierze plagiat.

      Porównajcie sobie tutaj:
      www.dailymail.co.uk/pages/live/articles/technology/technology.html?in_page_id=1965&in_article_id=490974
      "Autorze" Tomaszu Ulanowski: o twoim "dziele" poinformuję zarówno twoich
      przełożonych jak i redakcję Daily Mail.
    • limanowa2 olias masz całkowita rację 14.11.07, 12:56
      olias masz całkowitą rację.
      Problem tkwi w tym, że badania naukowe w Polsce są całkowicie prowadzone w
      oderwaniu od potrzeb /w domyśle rynku/ czyli rynek=pieniądze. W naszym kraju z
      reguły grono badaczy szuka pieniędzy i o ile je już znajdzie wtedy dąży do
      maksymalnego wpisania i rozpisania kosztów każdy wie jak;)czyli z reguły szuka
      zapewnienia sobie bytu na jakiś czas, nie wchodzi w grę zupełnie myślenie
      powiązania badań z potrzebami rynku tylko PRYWATNYMI.
      Powstaje swego rodzaju błędne koło naukowiec CZEKA aż państwo DA pieniądze on
      sobie wtedy przeprowadza badania te, które umie i coś tam wie, ale z reguły mało
      komu przydatne. Państwo traci pieniądze i nic kompletnie nic z tego nie ma,
      oprócz tego, że w okresie grantu naukowiec spokojnie "ekonomicznie sobie
      prześpi" pewien etap w życiu... i do następnego grantu. Rynek naukowców
      KOMPLETNIE nie interesuje.Dopóki oni tego nie zrozumieją nic w polskiej nauce
      sie nie zmieni.
      I jeszcze coś z prywatnego ogródka: Ostatnia rozmowa z panią profesor /badania
      biologiczn-chemiczne/:
      pani profesor jaki jest stan badań /osobiście wiem, że ZERO, nic się nie robi/
      -pani profesor zaczyna o krzyżówkach genetycznych itd. /średnio mądry student je
      zna...bleble, ale koniec rozmowyjest wprost rozwalający
      pani profesor co pani wie o częstotliwości występowania danego zjawiska /ja tę
      częstotliwość znam, ale lubię pytać;)/
      i uwaga hit.....
      - pani profesor mówi- powiem, że tak dokładnie to nie wiem.
      Pytałam o zjawisko, którego częstotliwość występowania jest wymieniona w
      googlach ponad 16 000 razy.Bez komentarza, wiek profesor grubo po 70 bez urazy
      dla kobiet.
      Kocha się w środowisku polskich naukowców splendor bycia mądrym i posiadania
      tytułów i wzajemnego poklasku, brak zupełny szerszych horyzontów.
      • titta Re: olias masz całkowita rację 21.11.07, 21:02
        JAk troche podrosniesz, to moze zrozumiesz znaczenie slowa
        ignorancja. Ja nie neguje, ze czesc, moze i duza nauki w Polsce to
        towarzystwo wzajemnej adoracji, zejmujaca sie cytowaniem swoich
        wlasnych prac. Zapewniam jednakt, ze wszyscy badacze swiata kieruja
        sie glownie swoim interesesem: tzn. zeby moc zyc z robienia czegos
        ciekawego. Jesli to sie nie udaje, to przynajmniej zeby zyc. A tak
        sie sklada, ze bardzo zatko mozna zyc z czegos co nie ma jakiegos
        utylitarnego sensu - besposrednio lub w dalszej perspektywie. Co do
        czestotliwosci czegos tam (domyslam sie ze jakiejs mutacji lub
        czegos w tym rodzaju), rowniez jak troche dorosniesz, to dowiesz sie
        ze wiekszasc wartosci jest podawana jako srnie. W przypadku
        konkretnegej populacji, gatunku, chromosomu, fragmentu DNA te
        wartosci sa rozne, nie zawsze znane, wiec odpowiedz "nie wiem" byla
        jak najbardziej na miejscu. Poza tym tylko w Polsce wymaga sie zeby
        wykladowca byl chopdzaca encyklopedia, podczas gdy jego rola jest
        ciut inna.
        Ps. zestawienie tych "bezsensownych" badan w artkule pokazuje na ile
        przecietny czlowiek mysli stereotypowo: np. kwestja indykow moze
        smieszyc, ale ma bardzo praktyczne zastoswanie przy pobieraniu
        spermy do unasieniania. A gdzyby nie "wszkrzeszanie umarlych"
        zaczymanie krazenia nadal oznaczalo by smierc.
    • eurfizyk Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 13:46
      Po przeczytaniu opinii czytelników o art. Tomasza Ulanowskiego
      zauważyłem,że dyskutanci nie zrozumieli intencji autora. Autor
      zestawił przykłady ogólnie zwane "błędami w nauce". Część
      tych "błędów" to niestety pseudonauka. Patologią jest natomiast
      finansowanie pseudonauki z publicznych pieniędzy. Afera z
      tzw. "zimną fuzją" to nawet nie pseudonauka, co po prostu oszustwo.
      I na te oszukane pseudobadania prowadzone w Instytucie Problemów
      Jądrowych (w 1982 dekretem gen. Jaruzelskiego Instytut Badań
      Jądrowych podzielny został na trzy jednostki) poszły publiczne
      pieniądze. W IPJ badania nad tzw. "zimną fuzją" zostały
      przeprowadzone na zlecenie władz resortowych- fakt ten został
      opisany i udokumentowany w
      serii "Dokumenty "Solidarności"(Tom "Rewolucja kulturalna w IBJ"). W
      efekcie kierownicy wysługujący się komunistycznym władzom do dzisiaj
      pozostali na stanowiskach kierowniczych, a ci naukowcy, którzy z
      przyczyn merytorycznych krytykowali pseunonaukowe eksperymenty
      narazili się na szykany i do dzisiaj nie zostali zrehabilitowani. W
      związku z tym proponuję jako temat przyszłego artykułu prześledzenie
      przypadków uprawiania pseudonauki w Polsce z podaniem nazwisk
      pionierów tych badań, może pod tytułem "Frankenstein po polsku".
      • r_przekop Re: Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 14:51
        Rozumiem że nie doczekam się odpowiedzi o merytoryczne uzasadnienie hipotezy że
        zimna fuzja to oszustwo?

        Problem z zimną fuzją polega na tym ze na odkrycie wpadli nie ci naukowcy
        którzy powinni, wg współczesnej nauki zjawisko fuzji jądrowej to fizyka i tylko
        na gruncie współczesnej fizyki może być tłumaczone. Niestety współcześni fizycy
        coraz mniej rozumieją współczesną chemią oraz elektrochemię. Oddają się mrzonkom
        o koncentracji energii w wielkim reaktorze do gorącej fuzji ładując w to
        miliardy dolarów. Dla Pana oszustwem jest eksperyment potwierdzony
        doświadczalnie przez setki ośrodków naukowych natomiast nie jest oszustwem
        budowa za miliardy euro reaktora do fuzji jądrowej finansowana z budżetów Państw
        UE, budowa urządzenia które wg. obecnego stanu techniki nie ma prawa wytwarzać
        nadmiaru energii(bo kluczem w jego budowie nie jest wcale teoria fizyczna ale
        stan techniki i możliwości współczesnej techniki)
        Ciekawa logika. Może dożyje Pan czasu kiedy okaże się że droga do pozyskiwania
        energii w procesach łączenia się jąder atomowych nie prowadzi przez
        wysokoenergetyczną syntezę a właśnie przez niskoenergetyczne reakcje jądrowe.
        Tylko co z tego? Teraz wpisuje się Pan po prostu w typowy nurt polskiego
        malkontenctwa i narzekania jak ta za Jaruzelskiego robiono coś źle. Widocznie
        nie wie Pan że jeszcze w latach 80, pomimo kryzysu gospodarczego polska nauka
        liczyła się w świecie, obecnie liczą się pojedyncze jednostki, i to nie na
        najwyższym poziomie.
        • speedy13 Re: Z archiwum dr. Frankensteina 14.11.07, 23:12
          Hej

          r_przekop napisał:

          > Rozumiem że nie doczekam się odpowiedzi o merytoryczne
          uzasadnienie hipotezy że
          > zimna fuzja to oszustwo?

          Póki co wszystkie metody jakimi chciano ową zimną syntezę spowodować
          zawiodły. Nie nadużywałbym tu słowa "oszustwo" bo to zakłada od razu
          czyjąś złą wolę i celowe fałszowanie wyników czy coś w tym rodzaju.
          Powiedzmy raczej: zła interpretacja wyników doświadczenia.

          pl.wikipedia.org/wiki/Zimna_fuzja
          cyt."29 marca 1989 roku dwóch fizyków, Stanley Pons z University of
          Utah i Martin Fleischmann z University of Southampton, ogłosiło, że
          wynaleźli prostą metodę wykonania zimnej fuzji atomów deuteru,
          poprzez elektrolizę ciężkiej wody z użyciem porowatej elektrody
          palladowej. Po pierwszych entuzjastycznych recenzjach i ogłaszaniu
          podobnych wyników w innych laboratoriach dokładne testy
          przeprowadzone w kilkudziesięciu ośrodkach naukowych na świecie
          zaprzeczyły tezie, że w takich warunkach istotnie dochodzi do zimnej
          fuzji"

          > budowa za miliardy euro reaktora do fuzji jądrowej finansowana z
          budżetów Państ
          > w
          > UE, budowa urządzenia które wg. obecnego stanu techniki nie ma
          prawa wytwarzać
          > nadmiaru energii

          No nie ma prawa i nawet nie ma zamiaru - celem ITER nie jest
          przecież produkcja energii póki co, a tylko lepsze poznanie praw
          rządzących takimi reaktorami. Innymi słowy to nie ma być elektrownia
          tylko instalacja doświadczalna.
    • iamoch kompromitacja ale..autora tego artykułu 15.11.07, 09:49
      o ile reszta faktycznie kwalifikuje się do Ig-Nobla, to "ożywianie
      zmarłych" to nic innego jak wczesne eksperymenty z reanimacją, która
      dziś ratuje życie tysiącom ludzi. Widać że autor nie ma bladego
      pojęcia o czym pisze, skoro nie odrużnia śmierci klinicznej od
      biologicznej. Ciekawe czy potrafiłby udzielić pierwszej pomocy na
      ulicy? Niestety większość społeczeństwa tego nie umie i tylko gapi
      się bezczynnie czekając na pogotowie, co ma tragiczne skutki, bo w
      przypatku zatrzymania krążenia najważniejszy jest czas podjęcia
      akcii (max. do 5 minut!!}
    • eurfizyk Z archiwum dr. Frankensteina 16.11.07, 17:20
      "Fleischmann i Pons twierdzili,że w ich eksperymencie powstawał
      netto dodatki bilans energii w postaci ciepła na skutek metody
      tworzenia neutronów oraz trytu i helu. Dwaj chemicy twierdzili,że
      otrzymali 4 waty ciepła z każdego wata mocy wejściowej. Ale
      równocześnie utrzymywali,że naliczyli mniej niż 100 neutronów na
      sekundę. Tymczasem aby uzyskać moc 1 wata, musiałoby powstawać wiele
      miliardów neureonów na sekundę, a takie promieniowanie w oczywisty
      sposób byłoby bardzo szkodliwe dla Fleichmana i Ponsa. W marcu 1990
      roku w "Nature" opublikowano raport z wyników pięciotygodniowego
      monitorowania eksperymentu, prowadzonego w laboratorium Ponsa przez
      innych uczonych na zlecenie władz University of Utah. W raporcie
      orzeczono, że nie ma dowodów potwierdzających zachodzenie fuzji.
      Artykuł redakcyjny w tym samym numerze czasopisma sugerował, że
      zabrakło uczonych mających dość odwagi, by wstać i wyjaśnić,
      dlaczego zimna fuzja to nonsens."-fragnenty z książki "Błędy
      uczonych", Robert Yougson, Wyd. Amber, Warszawa 2005. To w sprawie
      terminu "oszustwo". A w sprawie "Frankenstein po polsku" to w IPJ
      pracowali uczeni, którzy wstali i wyjaśnili, ale zostali wyrzuceni
      za to z pracy przez tych, którzy wysługując się komunistycznym
      władzom gotowali nocami ciężką wodę. Ale "poeta pamiętał" i afera z
      zimną fuzją jest opisana i udokumentowana w Dokumentach Solidarności
      Tom "Rewolucja Kulturalna w IBJ".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka