noc w szpitalu

21.12.04, 11:05
A wiec spedzilismy noc w szpitalu..
Skierowanie wyrazne: bezmocz.. Myszol nie siusial ponad 12 godzin niestety i
nic nie zapowiadalo, by mial zamiar. U pediatry czekalismy okolo 3 godzin na
siusiu - nic...
Tak wiec bylo skierowanie - na miejscu okazalo sie, ze Myszol jednak w
stresie siusiu zrobil, ale jest strasznie odwodniony, poza tym ma jakies
klopoty z gazometria.
na szczescie dzis juz nas wypisano.
Dokladne informacje na temat tego co nas spotkalo - jutro - jutro odbieram
karte wypisu...

Co sie zestresowalam to moje...
    • anula_w Re: noc w szpitalu 21.12.04, 11:41
      Trzymamy kciuki za Myszolka!!
      W którym szpitalu byliście?
      • mami7 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 11:46
        Ale rozumiem, że skoro Was wypisali to sytuacja jest, że tak to ujmę
        "pod względną kontrolą"?
        I jak Myszol dzisiaj?

        • madziulec Re: noc w szpitalu 21.12.04, 12:06
          Po Myszolu to nawet i wczoraj bys nie za bardzo pozanala, ze cos mu dolega.
          Zreszt aon w ogole caly czas jest radosny i w ogole...
          I tak caly czas, przy kazdej chorobie....
          Troche wczoraj byl zmeczony i smutny, ze nei moze wlozyc paluszka do buzi, bo
          zalozyli mu wenflon na prawej lapce.. ale poprosilam (no... zazadalam...)
          przelozenia gdzie indziej.
          • mami7 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 13:53
            Ja dopiero po nocy w szpitalu zauważyłam że trzeba zacząć "prosić".
            Zaczęłam od wyjaśnień lekarza i wypisu ze szpitala.
            Ale to temat na antylistę, albo traumalistę crying

            W każdym bądź razie ciesze się, że jesteście w domu wink

            • madziulec Re: noc w szpitalu 21.12.04, 13:56
              U nas caly czas jest problem z zylkami - niestety Myszol ma je bardzo slabe i
              y=ukryte, wiec wiem jaka to trauma dla pielegniarek, by zlozyc wenflon.
              Niestety tym razem nie moglam zgodzic sie na zalozenie wenflonu w glowce - ma
              za ladna fryzurke - pieknego jezyka (zdjecia przy okazji). I ta raczka naprawde
              mnie zasmucila. A pani doktor mowi, by go pobujac, pokolyskac. MOglabym go tak
              przytulac i kolysac do u.. smierci, a i tak by nie usnal ;-((((
              Bo nie mogl wlozyc kciuczka do buzi.. I to koniecznie tego z prawej lapeczki...
              Kurcze, jacy niektorzy dorosli sa niedomyslni....
              • mami7 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 14:10
                Madziulec, bo nie chce im się domyślać.
                A juz normalnie targa mna jak widze pediatrę, który nie lubi dzieci.

                Patryk od niedzieli też mnie zachwyca swoim jeżykiem wink
                Czekamy na zdjęcia.
            • ziuta74 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 13:57
              zgadzam sie z mami w 100%.
              traumalista to rzeczywiscie idealne okreslenie na pobyt w szpitalu.
              jak prosilam lekarza o wypis to zostalo mi powiedziane ze nie jestem tu wazna.
              tu liczy sie tylko dziecko, a dziecko wyjdzie jak bedzie odpowiedni czas
              eh, szkoda gadac. bylo minelo.
              • mami7 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 14:01
                I dlatego powinno się mówić głośno, gdzie tak się traktuje.
                Ja do tej pory zastanawiam się dlaczego nie złożyłam skargi na "Szpital".
                • madziulec Re: noc w szpitalu 21.12.04, 15:31
                  Moze zalozyc watek - szpitale niepolecane????
                  • mami7 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 16:05
                    i polecane? Ciekawe czy takie w ogóle istnieją.
                    • madziulec Re: noc w szpitalu 21.12.04, 16:34
                      No wlasnie mysle, by zrobic dwa watki - te bez sensu i te z sensem.. Zawsze
                      moze bedzie wiadomo gdzie isc - o ile jest taki wybor....
                      • ziuta74 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 16:45
                        mi sie wydaje, ze pobyt w szpitalu to zawsze trauma. obce miejsce, obcy ludzie,
                        obce zwyczaje. zawsze mozna zlapac gorsza chorobe niz te na ktora sie w
                        szpitalu wyladowalo.
                        bylam w szpitalu 2 razy. rodzac i operujac dziecko. zadnego nie polecam. ale
                        czy szpital jest po to zeby go polecac? mozna sobie polecac fachowych lekarzy i
                        fachowy i uprzejmy personel. a to ze sie spi jak pies na podlodze pod lozkiem
                        dziecka - tez jest wazne bo akurat ja karmilam i moje samopoczucie mialo wplyw
                        na dziecko.
                        wydaje mi sie ze ciezko bedzie uslyszec jednoznaczne opinie, bo co przypadek to
                        inne zdanie - jak to w zyciu bywa
                        • madziulec Re: noc w szpitalu 21.12.04, 16:56
                          no wi widzisz - na Szaserow masz lozko! Normalne, najnormalniejsze lozko, nie
                          materac jak w IMiD czy koce jak w CZD! tylko lozko. oczywiscie tak samo jako
                          rodzic za to placisz, ale sa to o niebo lepsze warunki, bo przynajmniej nie
                          pada na Ciebie deszcz czy snieg (a slyszalam o takim przypadku w CZD).
                          Wiec mysle, ze lekarz to oczywiscie wazna sprawa, ale jesli masz tam spedzic w
                          szpitalu 10 dni to spanie na podlodze czy siedzenie na taboreciku caly dzien i
                          mozliwosc spania czy polegiwania tylko w nocy to dosc wazna sprawa. Oczywiscie
                          pewnie tu sie odezwa matki i napadna na mnie, ze najwazniejsze to byc z
                          dzieckiem, ale ja bylam pierwszy raz z Myszolkiem w szpitalu jak on mial 1,5
                          miesiaca i praktycznie spal caly czas i potrzebowal tylko mniej wiecej co 3-4
                          godziny zjesc. Ja moglam w tym czasie czytac, spac... cokolwiek. Moglam
                          oczywiscie teoretycznie, bo praktycznie do dyspozycji wlanie mialam krzeslo i
                          taborecik, bo na dzien mielismy NAKAZ wynoszenia z sali materaca, bo sie pod
                          materacem brudzi!!!!
                          I dlatego uwazam, ze samo miejsce, gdzie ten dany lkarz przyjmuje tez jest
                          wazne.
                          • ziuta74 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 17:35
                            no pewnie ze miejsce jest wazne. szczegolnie ze musisz tam spedzic
                            caly "turnus" czyli 10-14 dni
                            my jak tylko wyladowalismy w czd zaczelismy szukac izolatki - jakichs ludzkich
                            warunkow, ale czasami nie jest to osiagalne. np. na urologii jest definitywny
                            zakaz przebywania rodzicow na oddziale po 22:00...uwierz mi jest to nie
                            negocjowalne. odpada tu rozmowa o łozkach i kocach. zostawiasz dziecko i wek!
                            po operacji i totalnej narkozie dziecko bylo jak detka. zero odruchu ssania,
                            przlewa sie przez rece, oczy uciekaja. koszmar. nie wiedziec kiedy wywiezli nas
                            na Xp. na patologie noworodka. i tutaj zanim sie zorientowalam o co chodzi, co
                            oni do mnie mowia to musialam zaczac walczyc o miejsce do spania na podlodze.
                            generalnie patologia jest jednym z nielicznych oddzialow, na ktorym moze
                            przebywac slownie 1 osoba w nocy a w dzien nie wiecej niz 2. na pozostalych
                            oddzialach rodzice sa wypraszani. ciezkie do uwierzenia ale prawdziwe
                            nie wiem po co to pisze. nie chce nikogo dolowac, ani obarczac wlasnymi
                            kiepskimi doswiadczeniami, ani wogole wracac do tego.
                            ale moze masz racje, moze trzeba sobie przekazywac takie informacje, zeby matki
                            przynajmniej mialy jakis wybor.
                            wazne jest to ze poznalam w czd super lekarzy, z ktorymi jestem w kontakcie do
                            dzis i bede ich polecac, ale nigdy nie chce tam wrocic na oddzial tfu tfu tfu
                            • mami7 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 18:00
                              Ja trafiłam z młodym do szpitala w nocy, gorączka, odwodnienie, bezmocz.
                              Wyrzucili mnie oczywiście, ale powiedziałam, że mam prawo byc i się nie ruszę, udało się. I wiesz co się okazało, że wszystkie matki śpią na tych karimatach na ziemi.
                              Była też druga sala dzieci bez śpiących rodziców. Jak szybko dowiedziałam się od pielęgniarek dzieciom dają środki uspakajające, żeby się nie darły.
                              Nie wiem, ale ważne dla mnie również jest jak karmię dziecko, żebym mogła sobie ręce w ciepłej wodzie umyć.
                              Albo w którym szpitalu dzieciom podają kroplówki przez pompy, a nie kap, kap.
                              Albo wreszcie, czy jakiś KONOWAŁ, nie odważy się podać dziecku pyralginy dożylnie.
                              Mnie udało się trafić na przyzwoity oddział dziecięcy, gdzie masz łóżko, sale są "dwuosobowe", a personel ma serce i nie ukrywa, że obok leży dziecko z wirusem Rota i lepiej, żeby dzieciaki siedziały na swoim miejscu. Bo inaczej do ZUM i zapalenia płuc dojdzie jeszcze biegunka.

                              No i zastanawiam się jak to jest. Bo płacimy dobrowolnie na odbudowę szpitala, na poszczególne kliniki, na sprzęt i co z tego?
                              Mam nadzieję, że przynajmniej specjaliści są czegoś warci.
                        • mami7 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 17:06
                          To wszystko prawda co piszesz. Może rzeczywiście wątek jest niepotrzebny.

                          Sama byłam kilka razy w szpitalu, już jako dziecko.
                          Przyznam, że to co przeżyłam przy okazji choroby dziecka, to przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Gdybym wiedziała, nigdy nie naraziłabym swojego dziecka na pobyt w tych warunkach. I wierz mi, że nie myślę tutaj tylko o samym wnętrzu.
                          Po dobie spędzonej w szpitalu wypisywałam dziecko na własne żądanie i przenosiłam do innego. A szukaliśmy po omacku, bo nie miałam właśnie pojęcia, gdzie będą nie lepsze warunki, ale właściwa pomoc, dla coraz bardziej chorego dziecka.

                          Wymiana doświadczeń, to chyba miałam na myśli.
                          • kawa.z.c Re: noc w szpitalu 21.12.04, 19:32
                            Kalinka była w szpitalu dwa razy.Raz przy okazji bezdechu w czwartym miesiącu,a
                            potem przy pseudomonasie.Łącznie pobyty trwały miesiąc i te właśnie cztery
                            tygodnie chcę wymazać z pamięci. Warszawski Szpital Bielański może nie ma
                            najlepszej w kraju opinii,ale znajduje się w zasięgu trzech minut jazdy
                            samochodem od miejsca w którym mieszkamy. Pierwszy raz był
                            koszmarny,przepełnione sale,duszno,bo mamusie nie pozwalały przewietrzyć choć
                            odrobinę no i brak miejsca do spania związany z zakazem wnoszenia materacy i
                            leżaków. Na szczęście pielęgniarki w szpitalu były fantastyczne i patrzyły
                            przez palce na różne formy koczowania nocnego. Ja i tak miałam
                            dobrze,samodmuchajacy się materacyk bach,pod łóżeczko i jakos dało się
                            przespać. Natomiast matki spiące na leżakach...na siedząco! Litości... Potem
                            były trzy tygodnie zum-u. I znów Bielański,bo blisko,a dziecko właściwie
                            nieprzytomne. Lekarze,pielęgniarki super,ale warunki "życiowe" jeszcze gorsze
                            niż za pierwszym razem. Materacyk to był luksus na który pozwolono mi tylko
                            dlatego,iz wiedziano,że mam dwoje dzieci i że jeżdżę od jednego do
                            drugiego,więc muszę się choć chwilę przespać. W dzień plastikowy zydelek. Po
                            pewnym czasie,kiedy tylko Kalinka zasypiała,szłam do pielęgniarek po pieluchy
                            do składania,tak mnie tyłek i plecy bolały,potrzebny był pretekst,żeby trochę
                            postać. Teraz,kiedy mamy operacje w perspektywie jestem zdolna zapłacic każde
                            pieniądze,żeby tylko byc z dzieckiem sama w pokoju.Lub choćby w 2-osobowej
                            sali. Ostatni pokój szpitalny w jakim byłam był okresowo nawiedzany przez
                            mamusię-narkomankę,przez co nie mogłam w nocy spac ze strachu (i nie tylko
                            zreszta ja),bo owa kobieta ćpała sobie w najlepsze, nie krępując sie
                            nikim,wprost na sali,a potem zasypiała na własnym dziecku (!!!).
      • madziulec Re: noc w szpitalu 21.12.04, 12:04
        Szaserow jak zwykle wink
        • ziuta74 Re: noc w szpitalu 21.12.04, 14:16
          madziulec, w sumie to zastanawia mnie jeszcze 1 kwestia. skad u myszolka takie
          zblokowanie i niemoc sikania. czyzby infekcja tak sie rozwinela? przeciez
          zmieniliscie leki jak tylko sie dowiedzialas o inf. i co? moze sie tak zadrzyc,
          ze leki nie zadzialaly?
          sorry ze tak sie dopytuje, ale zastanowilo mnie to ze tak tutaj walczymy o
          podawanie lekow z antybiogramu, a to nie zawsze okazuje sie byc 100% sukcesem
          • madziulec Re: noc w szpitalu 21.12.04, 15:30
            Prawdopodobnie niestety reakcja na urotrim, ale to nic pewnego, wiec nei chce
            nic mowic na wyrost...

            maly po prostu nie jadl od niedzieli od poludnia, troche nas to zaniepokoilo, w
            poniedzialek juz w ogole strajk glodowy. A siusianie - nie wiemy skad sie
            wzial ten bezmocz....
Pełna wersja