madziulec NFZ nie chce znieczulać dzieci 11.02.09, 15:46 Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce płacić szpitalom za znieczulanie dzieci do zabiegów diagnostycznych, np. gastroskopii. "Dziennik" przypomina, że jeszcze niedawno minister zdrowia Ewa Kopacz obiecywała, iż kryzys nie odbija się na chorych. Według lekarzy, u małych dzieci całkowite znieczulenie trzeba zaaplikować nawet do zupełnie bezbolesnej diagnostyki, takiej jak badanie tomografem komputerowym, podczas którego przez kilkadziesiąt minut nie wolno się poruszać. Bez całkowitego znieczulenia nawet u starszych dzieci trudno wykonać bolesne i nieprzyjemne badania, jak gastro- czy kolonoskopia. NFZ chciał płacić tylko za znieczulenia wykonane przy zabiegu ambulatoryjnym, gdy dziecko trafia do szpitala na jeden dzień. Argumentował, że w warunkach szpitalnych znieczulenie jest z założenia wliczone w koszt procedury. ("Dziennik") Odpowiedz Link
madziulec Dzieci leżą na dostawkach 18.02.09, 11:47 W stołecznych szpitalach brakuje miejsc dla maluchów. Mali pacjenci upychani są na dostawkach. - Stan pediatrii w Warszawie jest dramatyczny - alarmują specjaliści. Brakuje około 100 łóżek ogólnopediatrycznych, tj. dla niemowląt i dzieci z zapaleniem płuc, biegunkami i zapaleniem dróg moczowych - mówi prof. Andrzej Radzikowski, wojewódzki konsultant ds. pediatrii. - Codziennie jestem informowany, że lekarze z izb przyjęć nie mają wolnych łóżek dla dzieci, których stan wymaga leczenia szpitalnego - podkreśla. Pod koniec lat 80. w warszawskich szpitalach było ponad 800 łóżek ogólnopediatrycznych. Teraz z trudem można doliczyć się ich 250. Tymczasem w stolicy rodzi się coraz więcej dzieci. - W 2000 r. przyszło na świat 15 tys. maluchów, ale w 2007 r. już 28 tys. - zaznacza prof. Radzikowski. - Do tego trzeba doliczyć dzieci, które nie mają meldunku w stolicy, a leczą się w stołecznych szpitalach. Na razie nie ma jednak co liczyć na powstanie nowej uniwersyteckiej kliniki pediatrycznej. Ministerstwo Zdrowia, w ramach oszczędności, wstrzymało bowiem budowę szpitala pediatrycznego, który miał powstać w pobliżu kompleksu szpitalnego na Banacha. Jednak według prof. Radzikowskiego, inwestycja ta i tak nie zwiększyłaby liczby łóżek ogólnopediatrycznych. - Do tego budynku przeniosłyby się szpitale z Litewskiej i Działdowskiej, które od dawna nie spełniają żadnych europejskich wymogów - podkreśla. - Trzeba dokończyć remont oddziału dziecięcego w Szpitalu Bielańskim, należy też wykorzystać potencjał lecznicy przy ul. Kopernika. - Niedawno zlikwidowano tam oddział epileptologii. Zwolniło się pięć małych sal. Można byłoby zorganizować w nich łóżka - proponuje. Kosztowałoby to kilkaset tysięcy złotych. Ponieważ szpital na Kopernika należy do miasta, warszawski oddział Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego wraz z wojewódzkim konsultantem ds. pediatrii zamierzają wystosować do władz miasta apel o znalezienie pieniędzy na ten cel. Ale brak łóżek to niejedyny palący problem opieki pediatrycznej. Na Mazowszu brakuje też nowych specjalistów. Z ankiety przeprowadzonej przez Polskie Towarzystwo Pediatryczne wśród 106 lekarzy pediatrów z Mazowsza wynika, że średnia wieku pediatrów to 60 lat. - Trzeba kształcić większą liczbę lekarzy tej specjalności, bo ich obecna liczba nie jest w stanie zapewnić dzieciom wystarczającej opieki - uważa dr Teresa Jackowska, przewodnicząca warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. I dodaje, że aby poprawić sytuację w szpitalach, konieczne jest też powołanie koordynatora, który na bieżąco monitorowałby liczbę wolnych łóżek na oddziałach dziecięcych. - Należy uruchomić telefon wewnętrzny we wszystkich stołecznych szpitalach dla dzieci. Umożliwiłby on szybki kontakt między lekarzami dyżurnymi oraz przekazywanie informacji o wolnych miejscach. To zlikwidowałoby problem poszukiwania łóżka - zaznacza dr Jackowska. ("Życie Warszawy") Odpowiedz Link
madziulec Podział NFZ wraz z dodatkowymi ubezpieczeniami i 18.02.09, 11:48 Projekt ustawy zakładającej podział NFZ zostanie zgłoszony wraz z projektem o dodatkowych dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych i koszykiem gwarantowanych świadczeń medycznych - dowiedziała się we wtorek PAP w Ministerstwie Zdrowia. Rzecznik resortu zdrowia Jakub Gołąb powiedział PAP, że ustawy te powinny wejść w życie w 2010 roku. Wiceminister zdrowia Jakub Szulc poinformował podczas wtorkowego posiedzenia senackiej komisji zdrowia, że projekt ustawy o państwowym nadzorze nad ubezpieczeniami zdrowotnymi, która zakłada podział NFZ na mniejsze fundusze, jest procedowany w ministerstwie. Pracuje nad nim specjalny zespół. "Jeżeli my wykonamy odpowiednią pracę, to zostanie zgłoszony przed końcem tego półrocza i taki jest nasz zamiar" - podkreślił. Wiceminister zdrowia zaznaczył też, iż podział Funduszu ma na celu stworzenie konkurencji pomiędzy płatnikami, a przez to podniesienie jakości usług. "Ja w tym momencie nie jestem w stanie powiedzieć, czy ten projekt w takiej formie w jakiej został zaproponowany pierwotnie będzie kontynuowany, czy też nie. (...) Na tym etapie z niczego się nie wycofujemy" - dodał Szulc, odnosząc się do doniesień "Rzeczpospolitej" na temat możliwości wycofania pomysłu podziału Funduszu. Projekt przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia przeszedł już konsultacje społeczne. Jak podkreślał resort w sierpniu 2008 r., ustawa ma na celu decentralizację i demonopolizację Narodowego Funduszu Zdrowia, a w konsekwencji polepszenie sytuacji ubezpieczonych, którzy będą mieli większy wpływ na sposób rozdysponowywania środków finansowych pochodzących z ich składek na powszechne ubezpieczenie zdrowotne. W ocenie resortu, podział NFZ na kilka mniejszych instytucji, a z czasem dopuszczenie prywatnych ubezpieczycieli do funkcjonowania na rynku, powinien doprowadzić do optymalizacji działania całego systemu. Przepisy dotyczące decentralizacji i demonopolizacji systemu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego wprowadzano by w trzech etapach. W 2010 r. ma dojść do formalnego podziału NFZ na kilka publicznych instytucji powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiadała, że będzie ich sześć). To rozwiązanie ma na celu maksymalnie płynne przejście od systemu płatnika-monopolisty do systemu kilku płatników. Przede wszystkim dotyczy to ubezpieczonych, kontraktowania świadczeń, struktur organizacyjnych, personelu oraz procedur w oddziałach wojewódzkich NFZ. Zarejestrowani w oddziałach Funduszu trafią do nowo powstałych publicznych instytucji powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, których finansowanie będzie odbywać się na zasadach obowiązujących do tej pory. Oddziały wojewódzkie NFZ w początkowym okresie staną się oddziałami regionalnymi tych instytucji. Każda z nich skupiać będzie co najmniej 10 proc. ogółu ubezpieczonych w Polsce. Ponadto ustawa przewiduje możliwość łączenia się nowych funduszy. Zdaniem projektodawców, to powinno pozwolić na powstanie podmiotów stabilnych finansowo, zapewniających zabezpieczenie świadczeń. W okresie przejściowym siedziby nowych funduszy zostaną zlokalizowane w miastach będących stolicami województw, z których pochodzi większość ubezpieczonych danej instytucji. Docelowo przepisy ustawy umożliwiają zmianę siedziby. W drugim etapie, który rozpocznie się od 2011 roku, nowe fundusze otrzymają możliwość kontraktowania świadczeń opieki zdrowotnej na terenie całego kraju. Ponadto na tym etapie nastąpi zmiana systemu finansowania poszczególnych instytucji - bezpośrednio z przychodów ze składek ubezpieczonych w tych instytucjach oraz wdrożony zostanie mechanizm wyrównania finansowego. Polacy otrzymają możliwość wyboru publicznej instytucji powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, co - jak podkreśla resort zdrowia - wprowadzi konkurencyjność. W 2012 r. do systemu powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych zostaną dopuszczeni prywatni ubezpieczyciele. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że w sytuacji, w której powstawać będzie konkurencyjny rynek ubezpieczeń, potrzebny będzie Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. Propozycja jego utworzenia wynika również z konieczności wzmocnienia nadzoru państwa nad systemem powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, gdzie wysokość wydatkowanych środków publicznych sięga już ok. 50 mld zł. Urzędowi będą podlegali prywatni i publiczni ubezpieczyciele. Będzie on samodzielnym, wyspecjalizowanym podmiotem o kompetencjach nadzorczych i regulacyjnych, natomiast prezes Urzędu uzyska status centralnego organu administracji rządowej - przewiduje projekt.(PAP) Odpowiedz Link
madziulec Guma do żucia dla chorych na nerki 20.02.09, 13:12 Guma do żucia, która zawiera środek wiążący fosforany, może pomóc w leczeniu osób z przewlekłą chorobą nerek - informuje "Journal of the American Society Nephrology". W organizmie osób dializowanych z powodu przewlekłej choroby nerek często bardzo wysoki jest poziom fosforanów. Są one obecne miedzy innymi w ślinie. Stąd pomysł, by podawać chorym gumę do żucia wychwytującą fosforany - obok leków o podobnym działaniu, przyjmowanych w czasie posiłku. Gumę opracowali naukowcy z włoskich uniwersytetów w Messynie i Padwie. Wyniki badań klinicznych z udziałem 13 dializowanych pacjentów sugerują, że dzięki nowej gumie można znacząco obniżyć poziom fosforanów w organizmie i zapobiec chorobom układu krążenia. Autorzy badań myślą o powtórzeniu ich na większą skalę.(PAP) Odpowiedz Link
madziulec Picie napojow gazowancyh szkodzi 20.02.09, 13:15 Kobiety, które wypijają minimum dwie puszki gazowanych napojów dzienne, mają dwukrotnie podwyższone ryzyko wczesnej choroby nerek - uważają naukowcy z USA. Informację na ten temat zamieszcza pismo "PLoSONE". Co ciekawe, nie zaobserwowano, aby podwyższone ryzyko dotyczyło mężczyzn lub osób pijących dietetyczne napoje gazowane. Naukowcy z Loyola University Health System przeanalizowali dane zebrane w grupie 9.358 dorosłych, którzy wypełniali ankiety na temat swoich nawyków żywieniowych. Pobrano od nich też próbki moczu do badań. Okazało się, że u kobiet, które wypijały dwa lub więcej napojów gazowanych dziennie niemal dwukrotnie częściej stwierdzano albuminurię, czyli podwyższony poziom drobnocząsteczkowych białek (albumin) w moczu. Uważa się, że albuminuria jest czułym wskaźnikiem wczesnego zaburzenia czynności nerek. Zdrowe nerki odfiltrowują bowiem albuminy tak dobrze, że w moczu nie stwierdza się ich obecności. Na razie niejasne jest dlaczego picie napojów gazowanych zwiększa ryzyko uszkodzenia nerek tylko u kobiet, zaznacza prowadzący badania David Shoham. Jak przypomina badacz, środkiem słodzącym stosowanym w większości napojów słodzących jest syrop fruktozowy, który w dużych ilościach - jak wskazują ostatnie badania - może podnosić ryzyko otyłości i cukrzycy, a także uszkodzenia nerek. Jednak, zdaniem Shohama, najważniejszym czynnikiem ryzyka tych zaburzeń jest spożycie zbyt dużych ilości cukru w ogóle. "Nie sądzę, że jest coś szczególnie demonicznego w syropie fruktozowym" - mówi badacz. "Ludzie po prostu konsumują za dużo cukru. A syrop fruktozowy przyczynia się do tych statystyk. Jest tani, ma długi termin przydatności do spożycia, dzięki czemu napoje gazowane można kupić tanio". Autorzy pracy uważają, że potrzebne są dalsze badania, które pozwolą wyjaśnić z czego dokładnie wynika zależność między spożyciem napojów gazowanych a wyższym ryzykiem choroby nerek. Nie można na przykład wykluczyć, że w grę wchodzą tu jakieś inne elementy stylu życia. Z badań innego zespołu naukowców, które opublikowało niedawno pismo "Environmental Health" wynika, że w 9 z 20 próbek syropu fruktozowego pochodzących od trzech producentów obecna była rtęć, która jest toksyczna dla nerek. Zdaniem Shohama, rodzi to możliwość, że oprócz cukru również inne składniki obecne w napojach gazowanych mogą szkodzić nerkom. Jak wynika ze statystyk, na świecie co 10 człowiek ma przewlekłą chorobę nerek w różnym stopniu zaawansowania. W Polsce grupę tę ocenia się na 4,24 mln osób, a liczba ta ciągle rośnie. Tylko w 8 proc. przypadków choroba nerek jest uwarunkowana genetycznie. Do jej najczęstszych przyczyn zalicza się cukrzycę, stany zapalne nerek i nadciśnienie tętnicze. Zdrowym nerkom sprzyjają te same czynniki, które są korzystne dla serca i układu krążenia, czyli zdrowa dieta - uboga w tłuszcze zwierzęce i sól, a bogata w warzywa i owoce; ruch; unikanie palenia papierosów. Zaawansowanej chorobie nerek mogą towarzyszyć takie objawy, jak zmęczenie, spadek apetytu, problemy ze snem, puchniecie stóp. Z czasem może ona doprowadzić do wystąpienia anemii, osłabienia kości, problemów z sercem oraz niewydolności nerek, która wymaga dializowania lub przeszczepienia nerki, czyli tzw. leczenia nerkozastępczego.(PAP) Odpowiedz Link
madziulec Za przeszczep nerek zapłaci NFZ 24.02.09, 20:03 Przeszczepy nerek, trzustki i szpiku kostnego nie będą - jak do tej pory - finansowane z budżetu Ministerstwa Zdrowia, ale ze środków NFZ - zakłada projekt nowelizacji rozporządzenia w tej sprawie, który przekazano już do konsultacji społecznych. Zgodnie z projektem z wykazu świadczeń wysokospecjalistycznych, finansowanych z budżetu państwa, z części pozostającej w dyspozycji ministra zdrowia wykreślone zostaną przeszczepy: autologicznego szpiku, allogenicznego szpiku od rodzeństwa, allogenicznego szpiku od dawcy, nerki, nerki i trzustki oraz samej trzustki. Resort zdrowia finansuje je od 1999 r. Jak podkreśla MZ, świadczenia te są już dostateczne upowszechnione w praktyce medycznej i znajdują coraz to nowe wskazania do ich udzielania. Wobec tego uzasadnionym jest ich finansowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W ocenie resortu zdrowia argumentem przemawiającym za finansowaniem przeszczepów przez NFZ jest połączenie dializoterapii i przeszczepów nerek, które są względem siebie zarówno terapiami uzupełniającymi, ale także konkurencyjnymi, w ręku jednego płatnika. Ma to spowodować efektywne wydatkowanie środków na leczenie niewydolności nerek. MZ zaznacza, że postęp w nauce i technologiach medycznych stwarza nowe możliwości w leczeniu chorób i dlatego resort musi być przygotowany do rozpoczęcia finansowania tych metod w kolejnych latach, co ze względów budżetowych nie byłoby możliwe bez przejmowania upowszechniających się wysoko zaawansowanych metod leczenia przez NFZ.(PAP) Odpowiedz Link
madziulec Nie dbamy o słuch naszych najmłodszych 05.03.09, 10:50 Do laryngologa trafia za mało noworodków. Tak wynika z ogólnopolskich badań słuchu. Tylko co trzeci dolnośląski noworodek zagrożony utratą słuchu trafia na specjalistyczne badania laryngologiczne - tak wynika z ogólnopolskich badań przesiewowych słuchu, przeprowadzonych przez fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Gorzej niż w naszym regionie jest tylko w województwach pomorskim i warmińsko-mazurskim. Dzięki sprzętowi WOŚP podstawowe badania przeprowadzono każdemu z 29,9 tys. noworodków urodzonych w ubiegłym roku na Dolnym Śląsku. Prawie 1200 skierowano na dalsze, specjalistyczne badania i leczenie. Ale nie wszystkie z nich skorzystają. Specjaliści ostrzegają, że im później dziecko trafi do lekarza, tym gorzej. - Jeśli maluch między trzecim a szóstym miesiącem życia nie zostanie zbadany przez specjalistę, grozi mu głuchota - ostrzega Jerzy Szczapa, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego. Dlaczego tylko co trzeci noworodek dostaje się na badania laryngologiczne? Na wczorajszej konferencji lekarze zaprezentowali wyniki badań i próbowali odpowiedzieć na to pytanie. Dr Małgorzata Czyżewska, wojewódzki konsultant ds. neonatologii, twierdzi, że winę za tę sytuację ponosi Narodowy Fundusz Zdrowia, który nie refunduje odpowiedniej liczby późniejszych badań. - Zapłacił tylko za połowę z nich - informuje. - To nieprawda. Nie wiem, skąd te informacje - oburza się Joanna Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego oddziału NFZ. - Zapłaciliśmy placówkom nawet za dodatkowe usługi medyczne w 2008 roku, a za badania i leczenie dzieci w szczególności - podkreśla. Prof. Andrzej Obrębowski, krajowy konsultant ds. audiologii i foniatrii z poznańskiej Akademii Medycznej, przyczyn tego, że zbyt mało dzieci w naszym regionie trafia na badania, dopatruje się nie w działaniu systemu, lecz w zachowaniu rodziców. - Matki i ojcowie często bagatelizują wyniki pierwszych badań przesiewowych. Wydaje im się, że dziecko reaguje na dźwięki, więc jest zdrowe. A przecież maluch nie musi być całkowicie głuchy, może tylko niedosłyszeć - zauważa. Inni specjaliści podkreślają, że badanie przesiewowe jest bardzo podstawowe. I może być mylące. - Po urodzeniu się dziecko może gorzej słyszeć, bo trąbki słuchowe są wypełnione wodami płodowymi. Ważne więc, kiedy badanie jest wykonane - wyjaśnia dr Andrzej Łakota, konsultant dolnośląski ds. otolaryngologii dziecięcej. Dlatego badanie koniecznie trzeba powtórzyć, np. po miesiącu, za pomocą bardziej specjalistycznego sprzętu. - Każde dziecko, u którego wstępnie wykryto wadę słuchu, powinno być dokładnie zbadane przez laryngologa - wyjaśnia. Jednak wyników przedstawionych wczoraj badań komentować nie chce, ponieważ ich nie zna. Na wczorajszą konferencję nie został zaproszony.("Polska Gazeta Wrocławska") Odpowiedz Link
madziulec Nowy, prywatny szpital w Warszawie od maja 05.03.09, 10:51 Na przełomie maja i czerwca pierwszych pacjentów przyjmie w stolicy prywatny szpital Medicover. Miesięczny abonament dla 30-latki z dostępem do wszystkich szpitalnych usług ma kosztować 300 zł. W przeszklonym foyer będą dwie recepcje tonące w zieleni. Naprzeciwko restauracja i apteka. Na razie trwają prace wykończeniowe. Nowy prywatny szpital Medicover w Wilanowie to pierwsza prywatna, wieloprofilowa placówka w stolicy. Na trzech piętrach znajdzie się 180 łóżek, pięć bloków operacyjnych i siedem sal porodowych. Będą tu m.in. oddziały kardiologii inwazyjnej, chorób wewnętrznych oraz zabiegowe (np. chirurgia, ginekologia, oddział pediatrii, chirurgia dziecięca), a także Oddział Intensywnej Opieki Medycznej i położniczy. Cennik poszczególnych usług wciąż nie jest znany. Lekki poślizg Szpital miał zacząć działać wczesną wiosną. Uda się go otworzyć prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca. Przyczyn opóźnienia jest kilka. - Sporo czasu zajmuje m.in. proces odbioru budynku. Przy tak dużej inwestycji opóźnienia o miesiąc czy dwa nie są niczym nadzwyczajnym - tłumaczy Bartosz Maciejewski, rzecznik prasowy Medicover. Do tej pory nie udało się też skompletować załogi. - Finalizujemy umowy z dyrektorami oddziałów - mówi Maciejewski. Docelowo w lecznicy ma pracować 400 osób, w tym 100 lekarzy. Cały czas trwa rekrutacja. Taka sytuacja nie dziwi Katarzyny Paczek, dyrektor Mazowieckiego Centrum Zdrowia Publicznego. - Wszystkie szpitale w stolicy borykają się z niedoborem personelu, zwłaszcza kadry wysokospecjalistycznej - mówi. - O pozyskanie doświadczonych i wykształconych specjalistów teraz bardzo trudno. Czy nowy szpital pomoże nieco rozładować tłok w publicznych lecznicach? - Być może - twierdzi Katarzyna Paczek. - Skorzystają jednak z niego głównie ci, którzy będą mogli sobie na to finansowo pozwolić - dodaje. Dopieszczą pacjenta Czym szpital chce skusić pacjentów? Nowością będzie m.in. oddział obserwacyjny. Chorzy trafią tutaj z izby przyjęć. Zostaną zbadani i albo opuszczą lecznicę, albo poleżą na oddziale. Chlubą szpitala będzie centrum diagnostyczne z rezonansem magnetycznym i tomografem komputerowym. Tomograf umożliwi przeprowadzenie np. wirtualnej koronografii, czyli badania naczyń wieńcowych bez wprowadzania cewnika. Znajdzie się tutaj też mammograf, pracownie RTG oraz USG. Wartość sprzętu to ok. 16 mln zł. Lecznica dopieści też panie w ciąży. Te w pierwszych tygodniach będą mogły wykonać kompleksowe badania, przyjść do szkoły rodzenia, a potem urodzić w komforcie. Na sali porodowej będą wygodne łóżka, drabinki, materace i wanna z ciepłą wodą. Przewidziany jest też oddzielny kącik dla przyszłych tatusiów. Duże znaczenie będzie miało bezpieczeństwo epidemiologiczne. Dlatego inwestor zaplanował stację dezynfekcji łóżek. Każdorazowo, po każdym pacjencie, leżanki trafią do pomieszczenia, gdzie będą odkażane. To ma uchronić szpital przed epidemią. Będzie też specjalny oddział z izolatkami dla chorych, którzy mogliby stwarzać zagrożenie dla innych. ("Życie Warszawy") Odpowiedz Link