ciekawostki ze swiata medycyny ;)

    • madziulec NFZ nie chce znieczulać dzieci 11.02.09, 15:46
      Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce płacić szpitalom za znieczulanie dzieci do
      zabiegów diagnostycznych, np. gastroskopii. "Dziennik" przypomina, że jeszcze
      niedawno minister zdrowia Ewa Kopacz obiecywała, iż kryzys nie odbija się na
      chorych.

      Według lekarzy, u małych dzieci całkowite znieczulenie trzeba zaaplikować nawet
      do zupełnie bezbolesnej diagnostyki, takiej jak badanie tomografem komputerowym,
      podczas którego przez kilkadziesiąt minut nie wolno się poruszać. Bez
      całkowitego znieczulenia nawet u starszych dzieci trudno wykonać bolesne i
      nieprzyjemne badania, jak gastro- czy kolonoskopia.

      NFZ chciał płacić tylko za znieczulenia wykonane przy zabiegu ambulatoryjnym,
      gdy dziecko trafia do szpitala na jeden dzień. Argumentował, że w warunkach
      szpitalnych znieczulenie jest z założenia wliczone w koszt procedury. ("Dziennik")
    • madziulec Dzieci leżą na dostawkach 18.02.09, 11:47
      W stołecznych szpitalach brakuje miejsc dla maluchów. Mali pacjenci upychani są
      na dostawkach. - Stan pediatrii w Warszawie jest dramatyczny - alarmują specjaliści.

      Brakuje około 100 łóżek ogólnopediatrycznych, tj. dla niemowląt i dzieci z
      zapaleniem płuc, biegunkami i zapaleniem dróg moczowych - mówi prof. Andrzej
      Radzikowski, wojewódzki konsultant ds. pediatrii. - Codziennie jestem
      informowany, że lekarze z izb przyjęć nie mają wolnych łóżek dla dzieci, których
      stan wymaga leczenia szpitalnego - podkreśla. Pod koniec lat 80. w warszawskich
      szpitalach było ponad 800 łóżek ogólnopediatrycznych. Teraz z trudem można
      doliczyć się ich 250. Tymczasem w stolicy rodzi się coraz więcej dzieci. - W
      2000 r. przyszło na świat 15 tys. maluchów, ale w 2007 r. już 28 tys. - zaznacza
      prof. Radzikowski. - Do tego trzeba doliczyć dzieci, które nie mają meldunku w
      stolicy, a leczą się w stołecznych szpitalach.

      Na razie nie ma jednak co liczyć na powstanie nowej uniwersyteckiej kliniki
      pediatrycznej. Ministerstwo Zdrowia, w ramach oszczędności, wstrzymało bowiem
      budowę szpitala pediatrycznego, który miał powstać w pobliżu kompleksu
      szpitalnego na Banacha. Jednak według prof. Radzikowskiego, inwestycja ta i tak
      nie zwiększyłaby liczby łóżek ogólnopediatrycznych.

      - Do tego budynku przeniosłyby się szpitale z Litewskiej i Działdowskiej, które
      od dawna nie spełniają żadnych europejskich wymogów - podkreśla. - Trzeba
      dokończyć remont oddziału dziecięcego w Szpitalu Bielańskim, należy też
      wykorzystać potencjał lecznicy przy ul. Kopernika. - Niedawno zlikwidowano tam
      oddział epileptologii. Zwolniło się pięć małych sal. Można byłoby zorganizować w
      nich łóżka - proponuje. Kosztowałoby to kilkaset tysięcy złotych.

      Ponieważ szpital na Kopernika należy do miasta, warszawski oddział Polskiego
      Towarzystwa Pediatrycznego wraz z wojewódzkim konsultantem ds. pediatrii
      zamierzają wystosować do władz miasta apel o znalezienie pieniędzy na ten cel.

      Ale brak łóżek to niejedyny palący problem opieki pediatrycznej. Na Mazowszu
      brakuje też nowych specjalistów.

      Z ankiety przeprowadzonej przez Polskie Towarzystwo Pediatryczne wśród 106
      lekarzy pediatrów z Mazowsza wynika, że średnia wieku pediatrów to 60 lat. -
      Trzeba kształcić większą liczbę lekarzy tej specjalności, bo ich obecna liczba
      nie jest w stanie zapewnić dzieciom wystarczającej opieki - uważa dr Teresa
      Jackowska, przewodnicząca warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa
      Pediatrycznego.

      I dodaje, że aby poprawić sytuację w szpitalach, konieczne jest też powołanie
      koordynatora, który na bieżąco monitorowałby liczbę wolnych łóżek na oddziałach
      dziecięcych. - Należy uruchomić telefon wewnętrzny we wszystkich stołecznych
      szpitalach dla dzieci. Umożliwiłby on szybki kontakt między lekarzami dyżurnymi
      oraz przekazywanie informacji o wolnych miejscach. To zlikwidowałoby problem
      poszukiwania łóżka - zaznacza dr Jackowska. ("Życie Warszawy")
    • madziulec Podział NFZ wraz z dodatkowymi ubezpieczeniami i 18.02.09, 11:48
      Projekt ustawy zakładającej podział NFZ zostanie zgłoszony wraz z projektem o
      dodatkowych dobrowolnych ubezpieczeniach zdrowotnych i koszykiem gwarantowanych
      świadczeń medycznych - dowiedziała się we wtorek PAP w Ministerstwie Zdrowia.

      Rzecznik resortu zdrowia Jakub Gołąb powiedział PAP, że ustawy te powinny wejść
      w życie w 2010 roku.

      Wiceminister zdrowia Jakub Szulc poinformował podczas wtorkowego posiedzenia
      senackiej komisji zdrowia, że projekt ustawy o państwowym nadzorze nad
      ubezpieczeniami zdrowotnymi, która zakłada podział NFZ na mniejsze fundusze,
      jest procedowany w ministerstwie. Pracuje nad nim specjalny zespół. "Jeżeli my
      wykonamy odpowiednią pracę, to zostanie zgłoszony przed końcem tego półrocza i
      taki jest nasz zamiar" - podkreślił.

      Wiceminister zdrowia zaznaczył też, iż podział Funduszu ma na celu stworzenie
      konkurencji pomiędzy płatnikami, a przez to podniesienie jakości usług.

      "Ja w tym momencie nie jestem w stanie powiedzieć, czy ten projekt w takiej
      formie w jakiej został zaproponowany pierwotnie będzie kontynuowany, czy też
      nie. (...) Na tym etapie z niczego się nie wycofujemy" - dodał Szulc, odnosząc
      się do doniesień "Rzeczpospolitej" na temat możliwości wycofania pomysłu
      podziału Funduszu.

      Projekt przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia przeszedł już konsultacje społeczne.

      Jak podkreślał resort w sierpniu 2008 r., ustawa ma na celu decentralizację i
      demonopolizację Narodowego Funduszu Zdrowia, a w konsekwencji polepszenie
      sytuacji ubezpieczonych, którzy będą mieli większy wpływ na sposób
      rozdysponowywania środków finansowych pochodzących z ich składek na powszechne
      ubezpieczenie zdrowotne.

      W ocenie resortu, podział NFZ na kilka mniejszych instytucji, a z czasem
      dopuszczenie prywatnych ubezpieczycieli do funkcjonowania na rynku, powinien
      doprowadzić do optymalizacji działania całego systemu.

      Przepisy dotyczące decentralizacji i demonopolizacji systemu powszechnego
      ubezpieczenia zdrowotnego wprowadzano by w trzech etapach. W 2010 r. ma dojść do
      formalnego podziału NFZ na kilka publicznych instytucji powszechnego
      ubezpieczenia zdrowotnego (minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiadała, że będzie
      ich sześć). To rozwiązanie ma na celu maksymalnie płynne przejście od systemu
      płatnika-monopolisty do systemu kilku płatników.

      Przede wszystkim dotyczy to ubezpieczonych, kontraktowania świadczeń, struktur
      organizacyjnych, personelu oraz procedur w oddziałach wojewódzkich NFZ.
      Zarejestrowani w oddziałach Funduszu trafią do nowo powstałych publicznych
      instytucji powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, których finansowanie będzie
      odbywać się na zasadach obowiązujących do tej pory. Oddziały wojewódzkie NFZ w
      początkowym okresie staną się oddziałami regionalnymi tych instytucji.

      Każda z nich skupiać będzie co najmniej 10 proc. ogółu ubezpieczonych w Polsce.
      Ponadto ustawa przewiduje możliwość łączenia się nowych funduszy. Zdaniem
      projektodawców, to powinno pozwolić na powstanie podmiotów stabilnych finansowo,
      zapewniających zabezpieczenie świadczeń. W okresie przejściowym siedziby nowych
      funduszy zostaną zlokalizowane w miastach będących stolicami województw, z
      których pochodzi większość ubezpieczonych danej instytucji. Docelowo przepisy
      ustawy umożliwiają zmianę siedziby.

      W drugim etapie, który rozpocznie się od 2011 roku, nowe fundusze otrzymają
      możliwość kontraktowania świadczeń opieki zdrowotnej na terenie całego kraju.
      Ponadto na tym etapie nastąpi zmiana systemu finansowania poszczególnych
      instytucji - bezpośrednio z przychodów ze składek ubezpieczonych w tych
      instytucjach oraz wdrożony zostanie mechanizm wyrównania finansowego.

      Polacy otrzymają możliwość wyboru publicznej instytucji powszechnego
      ubezpieczenia zdrowotnego, co - jak podkreśla resort zdrowia - wprowadzi
      konkurencyjność.

      W 2012 r. do systemu powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych zostaną dopuszczeni
      prywatni ubezpieczyciele.

      Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że w sytuacji, w której powstawać będzie
      konkurencyjny rynek ubezpieczeń, potrzebny będzie Urząd Nadzoru Ubezpieczeń
      Zdrowotnych. Propozycja jego utworzenia wynika również z konieczności
      wzmocnienia nadzoru państwa nad systemem powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego,
      gdzie wysokość wydatkowanych środków publicznych sięga już ok. 50 mld zł.

      Urzędowi będą podlegali prywatni i publiczni ubezpieczyciele. Będzie on
      samodzielnym, wyspecjalizowanym podmiotem o kompetencjach nadzorczych i
      regulacyjnych, natomiast prezes Urzędu uzyska status centralnego organu
      administracji rządowej - przewiduje projekt.(PAP)
    • madziulec Guma do żucia dla chorych na nerki 20.02.09, 13:12
      Guma do żucia, która zawiera środek wiążący fosforany, może pomóc w leczeniu
      osób z przewlekłą chorobą nerek - informuje "Journal of the American Society
      Nephrology".

      W organizmie osób dializowanych z powodu przewlekłej choroby nerek często bardzo
      wysoki jest poziom fosforanów. Są one obecne miedzy innymi w ślinie. Stąd
      pomysł, by podawać chorym gumę do żucia wychwytującą fosforany - obok leków o
      podobnym działaniu, przyjmowanych w czasie posiłku. Gumę opracowali naukowcy z
      włoskich uniwersytetów w Messynie i Padwie.

      Wyniki badań klinicznych z udziałem 13 dializowanych pacjentów sugerują, że
      dzięki nowej gumie można znacząco obniżyć poziom fosforanów w organizmie i
      zapobiec chorobom układu krążenia. Autorzy badań myślą o powtórzeniu ich na
      większą skalę.(PAP)
    • madziulec Picie napojow gazowancyh szkodzi 20.02.09, 13:15
      Kobiety, które wypijają minimum dwie puszki gazowanych napojów dzienne, mają
      dwukrotnie podwyższone ryzyko wczesnej choroby nerek - uważają naukowcy z USA.
      Informację na ten temat zamieszcza pismo "PLoSONE".

      Co ciekawe, nie zaobserwowano, aby podwyższone ryzyko dotyczyło mężczyzn lub
      osób pijących dietetyczne napoje gazowane.

      Naukowcy z Loyola University Health System przeanalizowali dane zebrane w grupie
      9.358 dorosłych, którzy wypełniali ankiety na temat swoich nawyków żywieniowych.
      Pobrano od nich też próbki moczu do badań.

      Okazało się, że u kobiet, które wypijały dwa lub więcej napojów gazowanych
      dziennie niemal dwukrotnie częściej stwierdzano albuminurię, czyli podwyższony
      poziom drobnocząsteczkowych białek (albumin) w moczu. Uważa się, że albuminuria
      jest czułym wskaźnikiem wczesnego zaburzenia czynności nerek. Zdrowe nerki
      odfiltrowują bowiem albuminy tak dobrze, że w moczu nie stwierdza się ich
      obecności.

      Na razie niejasne jest dlaczego picie napojów gazowanych zwiększa ryzyko
      uszkodzenia nerek tylko u kobiet, zaznacza prowadzący badania David Shoham.

      Jak przypomina badacz, środkiem słodzącym stosowanym w większości napojów
      słodzących jest syrop fruktozowy, który w dużych ilościach - jak wskazują
      ostatnie badania - może podnosić ryzyko otyłości i cukrzycy, a także uszkodzenia
      nerek.

      Jednak, zdaniem Shohama, najważniejszym czynnikiem ryzyka tych zaburzeń jest
      spożycie zbyt dużych ilości cukru w ogóle. "Nie sądzę, że jest coś szczególnie
      demonicznego w syropie fruktozowym" - mówi badacz. "Ludzie po prostu konsumują
      za dużo cukru. A syrop fruktozowy przyczynia się do tych statystyk. Jest tani,
      ma długi termin przydatności do spożycia, dzięki czemu napoje gazowane można
      kupić tanio".

      Autorzy pracy uważają, że potrzebne są dalsze badania, które pozwolą wyjaśnić z
      czego dokładnie wynika zależność między spożyciem napojów gazowanych a wyższym
      ryzykiem choroby nerek.

      Nie można na przykład wykluczyć, że w grę wchodzą tu jakieś inne elementy stylu
      życia.

      Z badań innego zespołu naukowców, które opublikowało niedawno pismo
      "Environmental Health" wynika, że w 9 z 20 próbek syropu fruktozowego
      pochodzących od trzech producentów obecna była rtęć, która jest toksyczna dla
      nerek. Zdaniem Shohama, rodzi to możliwość, że oprócz cukru również inne
      składniki obecne w napojach gazowanych mogą szkodzić nerkom.

      Jak wynika ze statystyk, na świecie co 10 człowiek ma przewlekłą chorobę nerek w
      różnym stopniu zaawansowania. W Polsce grupę tę ocenia się na 4,24 mln osób, a
      liczba ta ciągle rośnie.

      Tylko w 8 proc. przypadków choroba nerek jest uwarunkowana genetycznie. Do jej
      najczęstszych przyczyn zalicza się cukrzycę, stany zapalne nerek i nadciśnienie
      tętnicze.

      Zdrowym nerkom sprzyjają te same czynniki, które są korzystne dla serca i układu
      krążenia, czyli zdrowa dieta - uboga w tłuszcze zwierzęce i sól, a bogata w
      warzywa i owoce; ruch; unikanie palenia papierosów.

      Zaawansowanej chorobie nerek mogą towarzyszyć takie objawy, jak zmęczenie,
      spadek apetytu, problemy ze snem, puchniecie stóp. Z czasem może ona doprowadzić
      do wystąpienia anemii, osłabienia kości, problemów z sercem oraz niewydolności
      nerek, która wymaga dializowania lub przeszczepienia nerki, czyli tzw. leczenia
      nerkozastępczego.(PAP)
    • madziulec Za przeszczep nerek zapłaci NFZ 24.02.09, 20:03
      Przeszczepy nerek, trzustki i szpiku kostnego nie będą - jak do tej pory -
      finansowane z budżetu Ministerstwa Zdrowia, ale ze środków NFZ - zakłada projekt
      nowelizacji rozporządzenia w tej sprawie, który przekazano już do konsultacji
      społecznych.

      Zgodnie z projektem z wykazu świadczeń wysokospecjalistycznych, finansowanych z
      budżetu państwa, z części pozostającej w dyspozycji ministra zdrowia wykreślone
      zostaną przeszczepy: autologicznego szpiku, allogenicznego szpiku od rodzeństwa,
      allogenicznego szpiku od dawcy, nerki, nerki i trzustki oraz samej trzustki.
      Resort zdrowia finansuje je od 1999 r.

      Jak podkreśla MZ, świadczenia te są już dostateczne upowszechnione w praktyce
      medycznej i znajdują coraz to nowe wskazania do ich udzielania. Wobec tego
      uzasadnionym jest ich finansowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

      W ocenie resortu zdrowia argumentem przemawiającym za finansowaniem przeszczepów
      przez NFZ jest połączenie dializoterapii i przeszczepów nerek, które są względem
      siebie zarówno terapiami uzupełniającymi, ale także konkurencyjnymi, w ręku
      jednego płatnika. Ma to spowodować efektywne wydatkowanie środków na leczenie
      niewydolności nerek.

      MZ zaznacza, że postęp w nauce i technologiach medycznych stwarza nowe
      możliwości w leczeniu chorób i dlatego resort musi być przygotowany do
      rozpoczęcia finansowania tych metod w kolejnych latach, co ze względów
      budżetowych nie byłoby możliwe bez przejmowania upowszechniających się wysoko
      zaawansowanych metod leczenia przez NFZ.(PAP)
    • madziulec Nie dbamy o słuch naszych najmłodszych 05.03.09, 10:50
      Do laryngologa trafia za mało noworodków. Tak wynika z
      ogólnopolskich badań słuchu.

      Tylko co trzeci dolnośląski noworodek zagrożony utratą słuchu trafia
      na specjalistyczne badania laryngologiczne - tak wynika z
      ogólnopolskich badań przesiewowych słuchu, przeprowadzonych przez
      fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Gorzej niż w naszym
      regionie jest tylko w województwach pomorskim i warmińsko-mazurskim.

      Dzięki sprzętowi WOŚP podstawowe badania przeprowadzono każdemu z
      29,9 tys. noworodków urodzonych w ubiegłym roku na Dolnym Śląsku.
      Prawie 1200 skierowano na dalsze, specjalistyczne badania i
      leczenie. Ale nie wszystkie z nich skorzystają. Specjaliści
      ostrzegają, że im później dziecko trafi do lekarza, tym gorzej.

      - Jeśli maluch między trzecim a szóstym miesiącem życia nie zostanie
      zbadany przez specjalistę, grozi mu głuchota - ostrzega Jerzy
      Szczapa, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

      Dlaczego tylko co trzeci noworodek dostaje się na badania
      laryngologiczne? Na wczorajszej konferencji lekarze zaprezentowali
      wyniki badań i próbowali odpowiedzieć na to pytanie. Dr Małgorzata
      Czyżewska, wojewódzki konsultant ds. neonatologii, twierdzi, że winę
      za tę sytuację ponosi Narodowy Fundusz Zdrowia, który nie refunduje
      odpowiedniej liczby późniejszych badań.
      - Zapłacił tylko za połowę z nich - informuje.

      - To nieprawda. Nie wiem, skąd te informacje - oburza się Joanna
      Mierzwińska, rzeczniczka dolnośląskiego oddziału NFZ. - Zapłaciliśmy
      placówkom nawet za dodatkowe usługi medyczne w 2008 roku, a za
      badania i leczenie dzieci w szczególności - podkreśla.

      Prof. Andrzej Obrębowski, krajowy konsultant ds. audiologii i
      foniatrii z poznańskiej Akademii Medycznej, przyczyn tego, że zbyt
      mało dzieci w naszym regionie trafia na badania, dopatruje się nie w
      działaniu systemu, lecz w zachowaniu rodziców.

      - Matki i ojcowie często bagatelizują wyniki pierwszych badań
      przesiewowych. Wydaje im się, że dziecko reaguje na dźwięki, więc
      jest zdrowe. A przecież maluch nie musi być całkowicie głuchy, może
      tylko niedosłyszeć - zauważa.

      Inni specjaliści podkreślają, że badanie przesiewowe jest bardzo
      podstawowe. I może być mylące. - Po urodzeniu się dziecko może
      gorzej słyszeć, bo trąbki słuchowe są wypełnione wodami płodowymi.
      Ważne więc, kiedy badanie jest wykonane - wyjaśnia dr Andrzej
      Łakota, konsultant dolnośląski ds. otolaryngologii dziecięcej.
      Dlatego badanie koniecznie trzeba powtórzyć, np. po miesiącu, za
      pomocą bardziej specjalistycznego sprzętu.

      - Każde dziecko, u którego wstępnie wykryto wadę słuchu, powinno być
      dokładnie zbadane przez laryngologa - wyjaśnia.

      Jednak wyników przedstawionych wczoraj badań komentować nie chce,
      ponieważ ich nie zna. Na wczorajszą konferencję nie został
      zaproszony.("Polska Gazeta Wrocławska")
    • madziulec Nowy, prywatny szpital w Warszawie od maja 05.03.09, 10:51
      Na przełomie maja i czerwca pierwszych pacjentów przyjmie w stolicy
      prywatny szpital Medicover. Miesięczny abonament dla 30-latki z
      dostępem do wszystkich szpitalnych usług ma kosztować 300 zł.

      W przeszklonym foyer będą dwie recepcje tonące w zieleni.
      Naprzeciwko restauracja i apteka. Na razie trwają prace
      wykończeniowe.

      Nowy prywatny szpital Medicover w Wilanowie to pierwsza prywatna,
      wieloprofilowa placówka w stolicy.

      Na trzech piętrach znajdzie się 180 łóżek, pięć bloków operacyjnych
      i siedem sal porodowych. Będą tu m.in. oddziały kardiologii
      inwazyjnej, chorób wewnętrznych oraz zabiegowe (np. chirurgia,
      ginekologia, oddział pediatrii, chirurgia dziecięca), a także
      Oddział Intensywnej Opieki Medycznej i położniczy. Cennik
      poszczególnych usług wciąż nie jest znany.

      Lekki poślizg

      Szpital miał zacząć działać wczesną wiosną. Uda się go otworzyć
      prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca. Przyczyn opóźnienia jest
      kilka.

      - Sporo czasu zajmuje m.in. proces odbioru budynku. Przy tak dużej
      inwestycji opóźnienia o miesiąc czy dwa nie są niczym nadzwyczajnym -
      tłumaczy Bartosz Maciejewski, rzecznik prasowy Medicover.

      Do tej pory nie udało się też skompletować załogi. - Finalizujemy
      umowy z dyrektorami oddziałów - mówi Maciejewski. Docelowo w
      lecznicy ma pracować 400 osób, w tym 100 lekarzy. Cały czas trwa
      rekrutacja.

      Taka sytuacja nie dziwi Katarzyny Paczek, dyrektor Mazowieckiego
      Centrum Zdrowia Publicznego. - Wszystkie szpitale w stolicy borykają
      się z niedoborem personelu, zwłaszcza kadry wysokospecjalistycznej -
      mówi. - O pozyskanie doświadczonych i wykształconych specjalistów
      teraz bardzo trudno.

      Czy nowy szpital pomoże nieco rozładować tłok w publicznych
      lecznicach? - Być może - twierdzi Katarzyna Paczek. - Skorzystają
      jednak z niego głównie ci, którzy będą mogli sobie na to finansowo
      pozwolić - dodaje.

      Dopieszczą pacjenta

      Czym szpital chce skusić pacjentów? Nowością będzie m.in. oddział
      obserwacyjny. Chorzy trafią tutaj z izby przyjęć. Zostaną zbadani i
      albo opuszczą lecznicę, albo poleżą na oddziale.

      Chlubą szpitala będzie centrum diagnostyczne z rezonansem
      magnetycznym i tomografem komputerowym.

      Tomograf umożliwi przeprowadzenie np. wirtualnej koronografii, czyli
      badania naczyń wieńcowych bez wprowadzania cewnika. Znajdzie się
      tutaj też mammograf, pracownie RTG oraz USG. Wartość sprzętu to ok.
      16 mln zł. Lecznica dopieści też panie w ciąży. Te w pierwszych
      tygodniach będą mogły wykonać kompleksowe badania, przyjść do szkoły
      rodzenia, a potem urodzić w komforcie. Na sali porodowej będą
      wygodne łóżka, drabinki, materace i wanna z ciepłą wodą.
      Przewidziany jest też oddzielny kącik dla przyszłych tatusiów. Duże
      znaczenie będzie miało bezpieczeństwo epidemiologiczne. Dlatego
      inwestor zaplanował stację dezynfekcji łóżek.

      Każdorazowo, po każdym pacjencie, leżanki trafią do pomieszczenia,
      gdzie będą odkażane. To ma uchronić szpital przed epidemią. Będzie
      też specjalny oddział z izolatkami dla chorych, którzy mogliby
      stwarzać zagrożenie dla innych. ("Życie Warszawy")
Pełna wersja