madziulec nie karmic trolla ;) 09.09.08, 17:59 Wtrącają się, przeszkadzają, prowokują. Są bezczelni i bezkarni. Dezorganizują fora internetowe. Jest ich coraz więcej. Po co to robią? - Każdego roku trolling zyskuje coraz większą popularność w polskim Internecie. Zwiększa się liczba osób, które padają jego ofiarą, jak również internautów, którzy go uprawiają - mówi Paweł Smykla, specjalista ds. użytkowników Grono.net. Przyznaje, że niemal codziennie podejmuje z zakłócaczami walkę. Troll, powszechnie kojarzony z baśniową postacią z legend nordyckich, w wirtualnym świecie jest osobą, która na forach dyskusyjnych celowo zakłóca rozmowy. Fałszywy dyskutant Gestapowiec, jajogłowy, ulicznica, buntownik bez pojęcia, osioł - to nieliczne z 83 rodzajów trolli internetowych, które podaje serwis trole.joemonster.org. Każdy z wymienionych typów posiada własną charakterystykę. Gestapowiec nie toleruje rozmów nie na temat, ulicznica uwielbia rozmawiać o seksie, a buntownik bez pojęcia nie cierpi autorytetów. Najczęściej spotykanymi rodzajami trolli, jak podaje brytyjski serwis teamtechnology.uk, są osoby, które odczuwają psychiczną potrzebę szkodzenia innym, jak również takie, które udają kogoś innego, niż są w rzeczywistości. Paweł Smykla przyznaje, że obszarami, po których chętnie poruszają się trolle, są tematy związane z religią, Kościołem, sportem, polityką i etyką. - Trolle zwykle prezentują dość skrajne poglądy, krytykując publiczne sfery najbardziej drażliwe dla innych użytkowników - zauważa. Marek, student informatyki, spotkał takiego trolla na forum poświęconym matematyce. - Szybko się okazało, że prowokator źle znosi kontrargumenty, odpowiadając na nie atakiem. Często nazywał uczestników forum małpkami, czyli osobami, które kopiują pomysły innych, gdyż nie mają własnych. Niekiedy, co było dość paradoksalne, przezywał ich trollami. Odszedłem, kiedy całkowicie uniemożliwiał przeprowadzenie rzeczowej dyskusji - opowiada. Wielość tożsamości - Powszechnym zjawiskiem jest kreowanie się trolla na inteligenta: osoby z wyższym wykształceniem, obeznanej z kulturą i sztuką, operującej bogatym słownictwem - mówi Smykla. Zauważa, że prowokatorzy równie chętnie wcielają się w rolę osób z lekkim upośledzeniem, a także cudzoziemców. - Stosują nielogiczną konstrukcję zdań, dbają o dobór odpowiedniego słownictwa po to, by wzbudzić w pozostałych użytkownikach przekonanie, że nie do końca są świadomi tego, co piszą - wyjaśnia. Zdaniem Judith Donath, amerykańskiej profesor, która jako jedna z pierwszych poruszyła problem trollingu, na tego typu zachowania znaczący wpływ ma sama forma Internetu. - W świecie fizycznym tożsamość osoby i jej ciało stanowią jedność. Tymczasem w wirtualnym świecie tożsamość ta przyporządkowana jest zbiorowi informacji - argumentuje. Według niej trolling jest grą polegającą na udawaniu kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości, bez wiedzy na ten temat innych uczestników. Podobnego zdania jest dr Michał Pręgowski, socjolog z ISNS UW, który przyczynę trollingu upatruje w psychospołecznych cechach Internetu. - Zwłaszcza chodzi tu o psychologiczne poczucie anonimowości, jak również łatwość przybierania fikcyjnych tożsamości - tłumaczy. Zdaniem dr. Adriana Kuźniara, etyka z Uniwersytetu Warszawskiego, to właśnie anonimowość jest zasadniczą przyczyną, dla której internautom stosunkowo łatwo jest łamać zasady moralne. - Podczas gdy w realnym świecie człowiek posiada jedną tożsamość, w wirtualnym może przybierać ich wiele. Tracąc reputację w rzeczywistym świecie, płaci za to wysoką cenę, gdyż przekłada się to na całe jego późniejsze życie. Tymczasem w przypadku Internetu konsekwencje są znikome. Co najwyżej zostanie usunięty z grupy dyskusyjnej lub forum - tłumaczy. Cel: zaszokować - Jestem daleki od demonizowania trollingu, gdyż niektóre z jego odmian mogą spełniać pożyteczną funkcję. Do takich sytuacji należy celowe publikowanie przez trolla postów, w których prezentuje on inny, specjalnie prowokacyjny punkt widzenia na dyskutowany temat. Możliwe, że takie zachowania pobudzą adresata do krytycznego myślenia i przeanalizowania racji stojących za uznawanym przez niego poglądem - mówi Adrian Kuźniar. Zdarza się, że trolle zamieszczają w swoich wypowiedziach linki do stron z szokującą zawartością. Do takich należą m.in. zdjęcia zmasakrowanych zwłok ludzkich po wypadku. Takie sytuacje zdaniem wielu psychologów mogą nawet doprowadzić nieświadomego pułapki użytkownika do długotrwałego uszczerbku psychicznego. - Takie przypadki trollingu powinny być kwalifikowane przez prawo jako wykroczenia - postuluje Kuźniar. Tymczasem Michał Pręgowski zauważa, że w kwestiach internetowych polskie prawo nie jest pomocne. - Wirtualnym społecznościom pozostają sankcje moralne typu potępienie czy ośmieszenie. Po pierwsze ignorować - Walka z trollem jest wyjątkowo trudna - mówi Paweł Smykla. - Kiedy moderator lub inny użytkownik zwraca takiej osobie uwagę, ta zarzuca mu, że nie ma poczucia humoru lub że takie upomnienie to atak na wolność słowa. Dochodzi przy tym często do kłótni i wyzwisk. Adrian Adziński, dyrektor działu obsługi użytkownika portalu nasza-klasa.pl ocenia, że poza młodzieżą problem ten dotyczy głównie osób w wieku 45 - 60 lat. Zjawisko trollingu, jak przekonują administratorzy, nasila się w polskim Internecie. Jak dotąd i użytkownicy, i administratorzy nauczyli się radzić sobie z problemem po swojemu. - Jeżeli internauci zareagują na trolla nerwowo, gwałtownie, jego główny cel zostanie osiągnięty. Dalsze działania takiej osoby sprowadzają się zwykle do ośmieszenia dyskutantów i irytowania ich. Niekiedy przyłączają się nowe trolle, a także osoby je popierające. Największym sukcesem dla prowokatora jest pojawienie się w takim momencie administracji i wciągnięcie jej w cały bałagan dyskusji - mówi Paweł Smykla. Przyznaje, że stosuje niezauważalną dla pozostałych użytkowników interwencję. - Podejmuję dyskusję z samym trollem i, co najważniejsze, w żaden sposób go nie wyróżniam, ponieważ jemu właśnie o to chodzi - wyjaśnia. Coraz częściej użytkownicy uruchamiają własny mechanizm obronny, postępując według znanej w świecie Internetu zasady "Nie karmić trolla!". Chodzi w niej o ignorowanie obecności prowokatora na forum i nieodpowiadanie na jego zaczepki. Zdaniem Michała Pręgowskiego to, jak w dalszej perspektywie trolling wpłynie na społeczność internetową, zależy głównie od reakcji użytkowników. - Jeżeli będą traktowali trolla jako wspólnego wroga, może ich to do siebie zbliżyć. W przeciwnym razie wyrachowany troll może skłócić społeczność lub sprawi, że najbardziej wartościowe osoby opuszczą z jego powodu grupę.("Rzeczpospolita") Odpowiedz Link
madziulec Co mamy czterolatków wiedzą o żywieniu dzieci? 09.09.08, 18:00 Witold Klemarczyk, specjalista pediatra, gastroenterolog, Instytut Matki i Dziecka w Warszawie Czterolatki są grupą, której sposób żywienia możemy ocenić jako pośredni pomiędzy typowym dla okresu wczesnego dzieciństwa, a charakterystycznym dla samodzielnego wieku przedszkolnego. Część dzieci potrafi sama zaspokoić swój głód. Inne potrzebują pomocy i nadzoru osób dorosłych. W świadomości większości rodziców czterolatek jest na tyle samodzielny, że trudno jest szczegółowo kontrolować jego dietę. Dotyczy to zarówno dzieci pozostających pod całodobową opieką swoich rodzin, jak również tych, które uczęszczają do przedszkola. Przedszkolakiem jest co 3-4 dziecko w tej grupie wiekowej. Co 7 dziecko w tym wieku leczone jest z powodu chorób przewlekłych, najczęściej o podłożu alergicznym. W badaniach przeprowadzonych na ogólnopolskiej grupie czterolatków uzyskano informacje o sposobie żywienia tej grupy dzieci. Zapytano mamy nie tylko o to, skąd czerpią wiedzę o prawidłowym żywieniu, ale i co jedzą ich dzieci. Większość dzieci w ankietowanej grupie otrzymywała przynajmniej 3 posiłki dziennie, a tylko co czwarte spożywało 5 posiłków w ciągu dnia. Przerwy pomiędzy posiłkami były nieregularne, co wynikało z częstego podjadania między nimi. Codziennie między posiłkami podjadał prawie co drugi czterolatek. Co 25 dziecko miało ograniczenia dietetyczne związane z przestrzeganiem diety eliminacyjnej. Jednak tylko 1/4 diet eliminacyjnych związana była z uczuleniem na spożywany pokarm. Mamy krytycznie oceniły sposób żywienia swoich latorośli. Najważniejszą przyczyną uznawania diety za nieprawidłową był brak jej urozmaicenia. Często w uzyskanych odpowiedziach powtarza się informacja o niewystarczającej ilości ryb w diecie. Zdaniem matek, ich dzieci powinny spożywać więcej warzyw i owoców. Niektóre mamy skarżyły się na niewystarczające spożycie mięsa i jaj. Jednak najczęściej wymienianym błędem żywieniowym jest nadmiar kalorii spożywanych poza zasadniczymi posiłkami. Było to przede wszystkim wynikiem nadmiaru słodyczy w diecie, a także przekąsek dostępnych na rynku, które zwykle popijane są słodzonymi napojami gazowanymi. W odpowiedziach uzyskanych od części mam pojawia się obawa przed nadmiarem sacharozy w diecie. Sposobem na zapobieganie pojawienia się skutków niedoborów, przy świadomości popełnianych błędów żywieniowych, jest dla 1/4 ankietowanych matek ciągłe uzupełnianie diety całoroczną podażą preparatów mineralno-witaminowych. Część matek podaje takie preparaty doraźnie (po chorobie, zimą). Korzystanie z dodatkowej porcji witamin ma związek z brakiem świadomości ryzyka przedawkowania zarówno witamin, jak i minerałów. Tylko wśród około 1/3 matek panuje przekonanie, że nie ma potrzeby dodatkowego podawania preparatów witaminowo-mineralnych. Należy przypuszczać, że są to te matki, które poprzez właściwy dobór produktów w diecie starają się zapewnić prawidłową podaż wszystkich składników odżywczych, w tym witamin i biopierwiastków. Zgodnie z uzyskanymi informacjami wydaje się, że nie ma w Polsce powszechnego zwyczaju spożywania mleka na początek dnia. Pomimo że większość matek identyfikuje mleko, jako źródło łatwo przyswajalnego wapnia, jest ono spożywane na śniadanie w mniej niż połowie rodzin. Wapń jest powszechnie postrzegany jako budulec kości i zębów. Wydaje się, że uświadomienie tego faktu zawdzięczać należy akcjom promocyjnym prowadzonym w mediach. Szkoda, że jeszcze nie przełożyło sie to na powszechną praktykę. Nadal nie ma wiedzy wśród społeczeństwa, że nagromadzenie wapnia w tkance kostnej w okresie wzrostu i dojrzewania, w przyszłości, w wieku dorosłym, opóźnia rozwinięcie się osteoporozy. Ogólnie rzecz ujmując, wiedza wśród matek na temat osteoporozy, jako choroby cywilizacyjnej jest mniejsza niż ta, dotycząca krzywicy, spotykanej obecnie sporadycznie. Matki nie wiedzą, że poprzez właściwą dietę mogą zapobiegać osteoporozie od najmłodszych lat. By zaplanować właściwą dietę należy wiedzieć, które produkty są dobrym źródłem przyswajalnego wapnia oraz jakie inne czynniki wpływają na poprawę wchłaniania i wykorzystania tego pierwiastka przez organizm. Powszechnym, ale błędnym poglądem, w świadomości mam jest przekonanie o wyższej zawartości wapnia w 100 g twarogu, niż w porównywalnej ilości płynnego mleka. Dlatego twarożek na słodko lub ze szczypiorkiem jest w powszechnej opinii spożywany w celu uzupełnienia podaży wapnia w diecie. Mamy nie wiedzą, że wraz z odsączaną serwatką jest tracona znaczna ilość wapnia zawartego w mleku. W przeciwieństwie do "kultu" twarożku, zupełnie niedoceniany jest wpływ witaminy D na gospodarkę wapniową organizmu. Większość matek słusznie kojarzy niedobór witaminy D z krzywicą. Wiedzą, że krzywica niekorzystnie oddziałuje na rozwój kości i zębów. Natomiast zupełnie brakuje im wiedzy o zasadniczym wpływie niedoboru witaminy D na gospodarkę wapniowo- fosforanową, a w konsekwencji na wystąpienie osteoporozy. Dla połowy badanych matek witamina D jest lekiem przeciwkrzywiczym, który należy podawać w formie preparatu farmakologicznego (krople, tabletki). Podobny odsetek matek uważa, że z produktów żywieniowych tylko tran może zastąpić krople lub tabletki. Wiedza o możliwości endogennej produkcji witaminy D w skórze przy obecności promieni słonecznych jest znana tylko 1/3 matek korzystających z codziennych spacerów na świeżym powietrzu. Większość matek wie, że poziom nasycenia produktów spożywczych dodatkowymi ilościami mikroelementów i witamin, nie stwarza ryzyka przedawkowania. Dlatego poszukują one tego typu produktów na półkach sklepowych. Zaprezentowane wcześniej poglądy matek czterolatków, w sposób oczywisty muszą przekładać się na sposób żywienia dzieci. Wskutek profesjonalnej analizy sposobu żywienia okazuje się, że tylko połowa ich dzieci ma wystarczającą w stosunku do obowiązujących norm podaż wapnia w diecie. Jeszcze gorzej jest z witaminą D - większość czterolatków nie otrzymuje tej witaminy w wystarczajacej ilości. W celu poprawy wiedzy żywieniowej wśród matek należy zadbać o poprawny merytorycznie przekaz informacji żywieniowej kierowanej do społeczeństwa. Ponieważ większość matek informacje uzyskuje z prasy popularnej i "niszowej", to pojawiające się autoryzowane wypowiedzi specjalistów powinny być źródłem poprawnej merytorycznie informacji żywieniowej. Należy apelować do lekarzy rodzinnych oraz specjalistów, by oprócz leczenia chorób znaleźli czas i ochotę na przekazywanie informacji żywieniowej, w ramach promocji zdrowego stylu życia. Odpowiedz Link